- Opowiadanie: cobold - Oddział dla opętanych

Oddział dla opętanych

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Oddział dla opętanych

W znoszonym, szarym prochowcu z kraciastym podbiciem, zmęczonym krokiem urzędnika, pierwszego dnia po urlopie, na długi korytarz Oddziału RE Szpitala w Nowej Kordobie wkroczył starszy asystent, doktor Miguel Olvido. Nieodwiedzane przez tydzień miejsce pracy powitało go ciszą i spokojem. A chwilę później szerokim uśmiechem Sancheza – pielęgniarza oddziałowego (…).

 

Opowiadanie czasowo wycofane z portalu z uwagi na zbliżającą się publikację w antologii nanoFantazje 1.0. Nie usuwam całkowicie przez szacunek dla zamieszczonych komentarzy. A poza tym Olvido i Sanchez za jakiś czas powrócą

Oni zawsze wracają.

 

Koniec

Komentarze

W znoszonym, szarym prochowcu z kraciastym podbiciem, zmęczonym krokiem urzędnika, pierwszego dnia po urlopie, na długi korytarz Oddziału RE Szpitala w Nowej Kordobie wkroczył starszy asystent, doktor Miguel Olvido.

To zdanie jest bardzo pokraczne i przeładowane informacjami, przez co tekst rozpoczyna się dość niefortunnie. Może warto je pociąć na mniejsze?

Widzę[+,] panie Flash, że dopisuje panu humor…

Wołacze są oddzielane w zdaniu przecinkami.

zaadaptowano pomieszczenia dawnego Oddziału Geriatrycznego, który z oczywistych powodów był w Nowej Kordobie całkowicie zbędny.

Obawiam się, że te powody nie są zbyt oczywiste, żeby nie powiedzieć – wcale. W każdym razie w tym momencie historii. ;)

Nie płacą mi za myślenie, tylko za leczenie pacjentów.

:V Ciężko kogokolwiek leczyć, jeśli się nie myśli.

Pracownicy RE byli jedyną grupą lekarzy stojących w niepisanej hierarchii Nowej Kordoby niżej od internistów.

Abstrahując na moment od opowiadania: to bardzo krzywdzący stereotyp! Interniści to specjaliści z naprawdę olbrzymią wiedzą i uzyskanie takiego tytułu wymaga ogromu wysiłku i pracy. A potem i tak się dowiadują, że są lekarzami ogólnymi od grypy. :(

 

Całkiem przyjemna, lekka narracja, momentami nawet zabawna. Dialogi wypadły według mnie naturalnie. Podoba mi się zwrócenie uwagi na to, że wieczność nie jest czymś idealnym i pożądanym, bo świadomość braku kresu może odebrać ludziom radość życia. Końcówka oszczędna, ale bardzo w punkt. Też na plus.

Co mi się nie podoba? Że trochę za mało science w tym fiction. Nieśmiertelność to już pomału termin wkraczający coraz śmielej do nauki, a tutaj został potraktowany nieco po macoszemu. Dobrze wyglądałoby wyjaśnienie, jak osiągnięto ten stan. Indukowano ekspresję telomerazy w każdej komórce ciała? Opóźniono starzenie się mitochondriów i uszczelniono je, by ograniczyć wyciek wolnych rodników? Et cetera, teorii jest wiele, a dostaliśmy “manipulacje genetyczne” i “protezowanie tkankowe”, czyli w sumie nic. Research mógłby być lepszy.

Pozdrawiam!

 

Ciekawy świat, ciekawy pomysł pozwalający na osadzenie akcji w niedofinansowanym szpitalu dla samobójców. Z samą akcją trochę słabo – odnoszę wrażenie, że żaden z bohaterów nic nie robi, wszystko im się przytrafia. Oprócz pacjentów – tylko oni upierają się przy jakimkolwiek wyborze. A właściwie jego namiastce. Zakończenie też interesujące, niespodziewane.

Ogólnie na plus.

Babska logika rządzi!

Coboldzie, opisujesz osobliwy projekt, przeprowadzany w jeszcze bardziej osobliwych warunkach i prawdę powiedziawszy, nie bardzo do mnie dotarło, na czym on polegał. A jeszcze bardziej nie rozumiem, dlaczego przedsięwzięcie było tak bardzo niedofinansowane, skoro było tak ważne dla grupy najbogatszych ludzi.

Wykonanie pozostawia nieco do życzenia.

 

Olvi­do od­wie­sił płaszcz na wie­szak… – Nie brzmi to najlepiej.

 

Jack Flash wy­glą­dał dużo le­piej niż przed ty­go­dniem. Jak na skok z czwar­te­go pię­tra wy­glą­dał nawet bar­dzo do­brze. – Czy to celowe powtórzenie?

 

Je­stem waszą po­raż­ką! – pró­bo­wał za­śmiać się upior­nie, ale mu nie wy­szło.Je­stem waszą po­raż­ką! – Pró­bo­wał za­śmiać się upior­nie, ale mu nie wy­szło.

Nie zawsze poprawnie zapisujesz dialogi. Może przyda się ten wątek: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550

 

Na­zy­wam się dok­tor Olvi­do. – Raczej: Jestem dok­tor Olvi­do.

Chyba że doktor, to też nazwisko.

 

przy­niósł z jed­ne­go z za­mknię­tych po­miesz­czeń wia­dro z mopem i za­brał się za zmy­wa­nie. – …i za­brał się do zmy­wa­nia.

 

-Mi­gu­el, do­brze, że je­steś! – Brak spacji po dywizie, zamiast którego powinna być półpauza.

 

prze­trzą­sał kie­sze­nie ma­ry­nar­ki.– Nie masz ognia, nie? – Brak spacji po kropce.

 

–To­rqu­ema­da za­cią­gnął się pa­pie­ro­sem. – Brak spacji po półpauzie.

 

– To chyba nie­naj­gor­szy in­te­res?– To chyba nie ­naj­gor­szy in­te­res?

 

fa­chow­ców ze wszyst­kich dzie­dzin iprzy oka­zji… – Brak spacji.

 

Olvi­do spoj­rzał na książ­kę le­żą­cą na noc­nym sto­li­ku obok łóżka. Cza­ro­dziej­ska góra. – Tytuł książki należy ująć w cudzysłów, lub napisać kursywą.

 

Za­mil­kli oboje. – Piszesz o mężczyznach, więc: Za­mil­kli obaj.

Oboje, to mężczyzna i kobieta.

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Mam wrażenie, że kochasz się w szpitalu……. Nie cierpię szpitali…… sorki

czytam i cholerka pachnie mi chlorem………………….wybacz!!!!!!!!!

Rany jakie mądre słowa…….. Spacja, cudzysłów, kursywa …….. zaraz mnie cholera weżmie…..

Ludzie dajcie na luz………

Czy nikt  nie potrafi spojrzeć na to od innej strony?

Rany ale fachowcy………..

A może Ci  wszyscy fachowcy od kursyw i spacji nie wiedzą że ja lubię to czytać

że  mnie się to bardzo podoba, że mi wisi wasza kursywa i spacja………

Chodzi mi o tekst……..

to, że pachnie mi chlorem wybacz!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

No poczytałam sobie…….

Uśmiałam się…………

Dziękuję za wszystkie uwagi.

Kochani, chciałem, żeby kluczem do opowiadania (jednym z kilku) było pierwsze zdanie. Ono celowo jest takie pokraczne, aby zatrzymać na chwilę czytelnika i przywołać skojarzenie. To w nim leży tajemnica depresyjnego klimatu i pozornej bierności bohaterów. Bierności (Finkla – wszystkie powtórzenia celowe), która z kolei w świetle finału ma być nieoczywista. Dla ułatwienia, zwracam uwagę na imię (lub inicjały) jednego z pacjentów. Zresztą imiona i nazwiska pracowników też są nieprzypadkowe.

Tess – kocham się w szpitalach. Szanuję również profesjonalizm regulatorów.

Mr Brightside – dzięki za słowa o internistach, mnie nie musisz przekonywać o szacunku należnym Królowej Nauk Klinicznych. Uwaga o macoszym potraktowaniu zaplecza naukowego – cenna. Skupiałem się na kwestiach psychologiczno-etycznych, a zaniedbałem bazę. Może powinienem zmienić tagi?

 

Hmmm. Nic mi te inicjały ani imiona i nazwiska nie mówią. Jeden Jack mętnie kojarzy się z wtyczką. O to chodziło?

Babska logika rządzi!

Czytało się bardzo dobrze. Ogólnie jest jasne, co się tam działo, ale za głębszym sensem, jeśli tam jest, nie nadążam. 

Wyjątkowy spokój, musiał być dobry biomet. Jeden nowy. Jones.

Z treści wynika, że nie był to nowy pacjent, tylko hm… sam nie wiem, nowy do zabiegu? Ale na tym etapie nic o tym nie wiemy, więc miałem z tą informacją problem.

 

Nazwiska także mi niewiele mówią. Skojarzenie z inkwizycją też niczego nie rozjaśnia. A może chodzi o to, że to taka anty-inkwizycja – w znaczeniu przeciwieństwa, nie przeciwnika – zwalczająca wiernych (któremuś tam z wielu) tłumaczeniu biblii, że człowiek winien żyć 120 lat? Próbowałem przypasować słynnych heretyków, ale nic specjalnego z tego nie wyszło. Może trzeba było w drugą stronę. A może to w ogóle nie to. Jeśli jest w tym jakiś pomysł, to bez głębszej interpretacji – na którą trochę szkoda mi czasu – jest niewidoczny. Chociaż ja dzisiaj mam słabszy dzień jakiś.

W każdym razie: podobało mi się. Dobrze napisane opowiadanie, krótkie, a jednak wciągające w przedstawiony świat. Pomysł – całkiem dobry, z olbrzymim potencjałem, którego nawet trochę szkoda. Stanę tu może w opozycji do słów MrBrightside odnośnie zawartości S w F, nie po to, by dyskutować, ale by pokazać, że poglądów na tę kwestię jest więcej. Nie oznaczyłeś tekstu jako HardSF, więc moim zdaniem ten poziom Science jest zupełnie wystarczający. HardSF jest w gruncie rzeczy cholernie niszowy. Po pierwsze, na temat odkryć naukowych wolę czytać artykuły, w opowiadaniu liczę przede wszystkim na ciekawą historię. Po drugie, ja tam uważam, że 98% predykcji literackich to mrzonki, które potem, po latach, wyglądają śmiesznie (Bladerunner 2019 to tylko najbanalniejszy z przykładów), lepiej więc ich unikać, na wypadek, gdybyś miał stać się sławny ;) Gdybyśmy mieli konkretne pomysły na wynalazki przyszłości, to nie pisalibyśmy opowiadań, tylko trwonili bajońskie sumy na Karaibach.

Jeszcze raz, podobało mi się. Mocne 5 i byłby był klik, gdybym był.

Vargu, nie uważam, że wrzucenie zdania lub dwóch na temat metody uzyskania nieśmiertelności przez bohaterów uczyniłoby z tekstu nie wiadomo jakie hard sf. Moim zdaniem wręcz przeciwnie – dodałoby opowiadaniu smaczku i wiarygodności, bo to nie jest literacka mrzonka, takie rzeczy się już bada.

Coboldzie, nie zmieniaj tagów, bo to jednak nadal jest science fiction. Chociaż kto wie, może już niedługo. ;)

Wszak rozumiem Twój punkt widzenia, MrBrightside. Wiem, że taki istnieje i ma swoich gorących zwolenników. Przedstawiam tylko, dla przeciwwagi, inny punkt widzenia, aby Autor nie wpadł przypadkiem w pułapkę prób dogadzania Czytelnikom, bo ktoś tam coś napisał. Gustów jest mrowie i nie należy się nimi przejmować.

No nie wiem, ja też nie specjalnie jestem za tym, żeby dokładnie pisać jak osiągnęło się nieśmiertelność, bo skąd ma autor wiedzieć. Przecież nawet naukowcy tego nie wiedzą. A próby bycia na siłę odkrywczym mogą się zemścić i wyjdzie śmiesznie. Niektóre sprawy lepiej zostawić niedopowiedziane, bo nie chodzi o samą metodę, ale o wpływ wynalazku na ludzi czy całe społeczeństwo.

Ja odniosłam wrażenie, że to nanoboty wszystko na bieżąco naprawiały…

Babska logika rządzi!

No naprawiały, ale rozumiem, że uwaga dotyczyła tego, co dokładnie naprawiały i jak się udało osiągnąć nieśmiertelność.

Poza tym głęboko nie wierzę, aby udało się osiągnąć nieśmiertelmość w ten sposób. Mam pomysł na inną metodę jej osiągnięcia. Może uda mi się napisać o tym, ale mam wątpliwości, czy nie zmarnuję pomysłu, wrzucając tekst na portal. Choć zdaję sobie sprawę z tego, że może okazać się wcale nie odkrywczy – ale też nie widziałem w literaturze ani filmach takiej koncepcji.

W białym płaszczu z podbiciem koloru krwawnika posuwistym krokiem kawalerzysty wczesnym rankiem czternastego dnia wiosennego miesiąca nisan pod krytą kolumnadę łączącą oba skrzydła pałacu Heroda Wielkiego wyszedł procurator Judei Poncjusz Piłat.”

Uuuu, dużo oczekujesz od czytelników. ;-)

Babska logika rządzi!

Ta, już wiem, dlaczego nie zaskoczyło – kompletnie nie mój kierunek zainteresowań. 

No to ja bardzo przepraszam, że nie stanęłam na wysokości zadania… ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Już kiedyś ostrzegałem, że trzeba przeczytać dwa do trzech razy ;)

Coboldzie, nawet po dziesiątym nie dostrzegłabym podobieństwa bez przykładu przed oczyma.

Babska logika rządzi!

Czy Twoje wymagania, Coboldzie, nie są aby zbyt wygórowane? ;-)

Skąd brać czas na dwu– albo i trzykrotne czytanie opowiadania?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Masz rację regulatorzy.

Nawet wieczność nie wystarczy, żeby przeczytać wszystkie książki tego świata…”

Coś mi się widzi, Coboldzie, że celujesz w niszę nisz: Sherlocków literaturoznawstwa. Miałbym skojarzyć coś ze słowami przeczytanymi ostatni raz w jakichś mych pradziejach? Czy to snobizm, czy niezrozumiały dla mnie poziom fascynacji – takie rozwiązanie zagadki niestety rozczarowuje.

Przeciwnie, Varg. Chciałbym pisać dla wszystkich. Dla tych, których śmieszy słowo “dupa” i tych, którzy uśmiechną się na wzmiankę o “Czarodziejskiej górze”. Trop z Piłatem, człowiekiem, który musi podjąć decyzję przerastającą jego horyzonty, to tylko jedna z ofert. Równie dobrze można odczytać to opowiadanie jako prostą krytykę transhumanistycznych rojeń o wiecznej młodości. Dla tych, dla których nieśmiertelność to problem przede wszystkim religijny, nadałem pracownikom Oddziału imiona Archaniołów. Sam dla siebie chciałem zobaczyć, czy da się napisać coś, co tłumaczyłoby inkwizytorów jako kogoś innego niż zwyrodniałych sadystów.

Tak rozumiem dobry tekst, jako źródło indywidualnych emocji, dające czytelnikowi możliwość i satysfakcję ze współuczestnictwa.

Jestem tutaj nowy, nie znacie mnie. Ale uwierzcie: każdy element opowiadania, od konstrukcji po najkrótsze słowo jest przeze mnie dokładnie przemyślany. Publikuję, oczekując krytyki. Ale proszę was o chwilę skupienia, zanim uznacie, że nie przyłożyłem się do pracy czyli zlekceważyłem czytelnika.

 

Podobało się. Ilość science w science wystarczająca. Konsekwencje psychologiczne długowieczności – bardzo interesująca kwestia.

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Coboldzie, nie próbowałem sugerować, że nie przyłożyłeś się. Wprost przeciwnie – przyjąłem dwa rozwiązania, snobizm (dla kompletności wywodu nie mogę tego wykluczyć, tak już mam) lub fascynacja. Oba zakładają, przynajmniej w pewnym stopniu, że włożyłeś w to opowiadanie dużo pracy, bo to widać.

Zasugerowałeś natomiast, że Piłat jest kluczem do szyfru tekstu, co uważam za niefortunną konstrukcję. Byli oczywiście wielcy autorzy, którzy w ten sposób eksperymentowali. Niemniej przynajmniej część ich utworów dało się czytać bez klucza, tego typu nawiązania były tylko dodatkami, ozdobnikami, a często wymysłami krytyków, których owi pisarze nie raczyli prostować (bo i po co). Gdy sens opowiadania znika za wodotryskami, to – moim skromnym zdaniem – trochę szkoda tego wysiłku. Natomiast nikt Ci nie broni tak pisać, ale pamiętaj, że ograniczasz w ten sposób grono odbiorców. Dodam tylko, że poznawszy przynajmniej część Twoich intencji, uważam całą sprawę za zupełnie niepotrzebną. W moim odczuciu tekst bronił się i bez tych archanielskich sugestii, które niewiele wnoszą. 

No i dobra rada (muszę przyjąć, że nie masz dużo doświadczenia z krytyką, skoro o tym piszesz) – nie da się pisać dla wszystkich. Nie da się i już. Pisz tak, jak lubisz. W przeciwnym wypadku możesz się albo załamać, albo zwyczajnie znudzić.

Właściwie jedyne problemy tego tekstu, to przekłamania, nielogiczności i fabularne nonsensy. Byłoby to do wybaczania, biorąc pod uwagę wielowarstwowość opowieści, gdyby nie marne, trochę na siłę wciśnięte próby wyjaśniania faktów przedstawionych, odnoszące efekt odwrotny do zamierzonego (zamiast uwiarygadniać, uświadamiają, że nie trzyma się kupy).

Szczególnie mętnie i niewiarygodnie wypadają tłumaczenia braku należytego finansowania, przy jednoczesnym zainteresowaniu wynikam badań najbogatszych ludzi świata, a finał historii, choć śliczny literacko, pod względem elektryczno-elektronicznym wypada cokolwiek śmiesznie.

na emeryturze

Varg – dzięki za twoje uwagi. Zwłaszcza za ostatnią ;)

Wydaje mi się, że wyjaśniając tutaj te wszystkie ozdobniki (bo to są właśnie ozdobniki) strzeliłem sobie w stopę. Tekst powinien bronić się sam. Ale jak już namieszałem to napiszę jeszcze raz: To jest opowiadanie o oddziale leczącym potencjalnie nieśmiertelnych samobójców. I jako takie spodobało się większości komentujących. I super. Są jednak na forum (a zatem chyba też w otwartym świecie) osoby, którym to może nie wystarczyć Powiedzą, że fajne, ale czegoś brakuje. I dla takich osób (a sam się do nich chyba zaliczam) poutykałem te ozdobniki. Taki bonus. Nieobowiązkowy.

Gary_joiner – myślałem o tym problemie i dlatego próbowałem go wyjaśnić w rozmowie z Torquemadą. Pieniądze na kontynuację projektu są. W niezbędnym zakresie. Oddział RE jest tylko dodatkiem do głównej działalności kompleksu szpitalnego pracującego nad somatycznymi aspektami przedłużania życia. Samobójstwa uczestników początkowo mogą być nawet tolerowane przez płatników, bo zmniejszają konieczną do utrzymania a sięgającą tysiąca populację badanych. Kiedy jednak problem samobójstw staje się powszechniejszy, a awarie się powtarzają, zapada decyzja o przyznaniu finansów na remont urządzenia. Przy równoczesnym obcięciu innych kosztów. Bo płatników nie interesuje komfort pracy personelu. Czy coś ci to nie przypomina?

Kiedy jednak problem samobójstw staje się powszechniejszy, a awarie się powtarzają, zapada decyzja o przyznaniu finansów na remont urządzenia. Przy równoczesnym obcięciu innych kosztów. Bo płatników nie interesuje komfort pracy personelu. Czy coś ci to nie przypomina?

Ale najbogatsi ludzie świata to nie są polscy politycy/ polscy podatnicy, którzy to, nie czarujmy się, intelektem zanadto nie grzeszą. Musk planuje kolonizację Marsa, bo jest zatroskany o przyszłość ludzkości, Gates pompuje miliardy dolarów rocznie w dobroczynność, a ładowanie kasy w badania technologii zapewniającej biologiczną nieśmiertelność to nie tylko doskonały sposób wykazania się własnym humanitaryzmem, nie tylko sposób na zapewnienie sobie nieśmiertelności, ale też i doskonała finansowa inwestycja. Miliarderzy (dla których wydać milion miesięcznie to jak splunąć) ustawialiby się w kolejce żeby dotować przedsięwzięcie i robić sobie zdjęcia z uśmiechniętym personelem.

 

na emeryturze

Miliarderzy chyba rzadko popełniają samobójstwa, więc mogą być słabo zainteresowani fociami z personelem od “czubków”… ;-)

Babska logika rządzi!

Miliarderzy chyba rzadko popełniają samobójstwa,

Nie prawda. Akurat najbiedniejsi i najbogatsi są bardziej narażeni na samobójstwa od tych ze środeczka. Wbrew pozorom, “pieniądze szczęścia nie dają” nie jest tylko banalnym sloganem dla niemogącej dorobić się biedoty.

na emeryturze

Nietrudno być filantropem, kiedy ma się więcej pieniędzy niż można wydać w trakcie krótkiego życia. Perspektywa nieśmiertelności wszystko zmienia. Wydatki “na życie” rosną w nieskończoność, a przychody przestają być pewne, wobec pogłębiającego się marazmu intelektualnego. Do tego liczba potencjalnych spadkobierców wzrasta w tempie geometrycznym:)

Co do kwestii “elektryczno-elektronicznych” – odpowiadam cytatem: “prąd to prąd”. Niezależnie od tego jak zaawansowane technicznie urządzenie zasila.

Pomysł uważam za bardzo ciekawy, wart dłuższego tekstu. Niezbyt podeszło mi zakończenie, oczywiście zamyka przedstawioną historię, spodziewałem się jednak czegoś innego. Ogólnie kolejny dobry tekst Twojego autorstwa :)

O, Gary, nie wiedziałam tego. Wydawało mi się, że perspektywa uszczęśliwienia licznych wrogów (konkurencja, znienawidzeni spadkobiorcy) stanowi wystarczający hamulec.

Babska logika rządzi!

Mimo ciekawej wizji (choć do końca oryginalnej, bo parę osób już o nieśmiertelności pisało SF, i to nie tylko opowiadania) na początku wydawało mi się, że tytuł jest najsłabsza częścią opowiadania. Potem doszło parę innych przewinień o których już wspominali poprzednicy, o zakończeniu już nie wspominając.

Nie mniej, tekst uważam za udany. Przeczytałem bez przykrości.

Klikam, na zachętę.

 

A! Zdanie, lub dwa opisu nikomu jeszcze nie zaszkodziło, a czasem dużo daje.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Łooooo!!! Dobre!

Tylko odrobinę za krótkie.

Infundybuła chronosynklastyczna

Bardzo mi się podobało. Temat bliski moim ostatnim przemyśleniom. Nie nowy, bo przecież sięgający aż do „źródeł wiecznej młodości”. Mnie to nie przeszkadza. Jak dla mnie trochę za mało objaśnień dla „tech­nik ma­ni­pu­la­cji ge­ne­tycz­nych, na­no­in­ter­wen­cji i pro­te­zo­wa­nia tkan­ko­we­go”. Czemu są ograniczone tylko do „skutecznego powstrzymywania zmian w organizmach”? W sensie „zmian degeneracyjnych”? Pewnie w komercyjnym sektorze dodali do tego trochę „zmian rozwojowych” – taki mój domysł. Może dlatego te 10% pragnie się wypisać? Wychodzi mi na to, że jedną z podstawowych potrzeb człowieka jest dążenie do zmiany i ucieczka od stagnacji. Tylko wtedy rodzi się pytanie, czy ta potrzeba nie dotyczy pozostałych 90%.

Jeśli chodzi o inne wątpliwości, to nasunęły mi się:

– Pierwsze zdanie jest konstrukcją dla mnie piękną, tzn. idealnie pozwala wczuć się w klimat znudzonego pracą, wypalonego doktora. Potrafię sobie zwizualizować stan, w jakim wraca do roboty po krótkim urlopie;

– „zlasować korę czołową” – „zlasować” to potocyzm, który nie pasuje, a i chyba nie ma czegoś takiego jak „kora czołowa”, jest „płat czołowy”. Kora to tylko jej fragment z ciałami neuronów. Ja bym poprzestał po prostu na mózgu i zmienianiu/przerabianiu (niekoniecznie lasowaniu, bo to też nie wapno) w budyń?

– „Oddział RE” – wyjaśniło się w trakcie czytania, na początku próbowałem rozszyfrować skrót i wyszło mi np. „Oddział Reanimacji Elektrowstrząsowej”. Nie znam się na organizacji szpitali;

– fragment o płaceniu za myślenie – generalnie, doktor przeprowadza wywiad z pacjentem, dość impertynencki („Co panu strzeliło do głowy” – pytanie masakra), co może uzasadniać stan wypalenia zawodowego doktora. Ale skoro pacjent sugeruje domysły, to może doktorowi nie płacą za domysły? Niby powtórzenie, ale uzasadnione.

– „Całujcie mnie w dupę!” – riposta czterolatka? Facet ma zaserwowaną amnezję wsteczną, generalnie zachowywać się może w tej sytuacji różnie, ale „cięte” riposty? Poza tym, co takiego szczególnego jest w czterolatku, że STOS wymazał pacjenta do tego poziomu, czyli do mniej więcej granicy amnezji dziecięcej?

Zaskakujący finał, który pozwala mieć nadzieję, na coś więcej, na większą intrygę. Pozdrawiam i dzięki za przyjemny czas spędzony na czytaniu.

To ja dziękuję Lissan za czas poświęcony na komentarz.

To opowiadanie o mrzonce nieśmiertelności jako próby zatrzymania czasu. Dlatego nie ma rozwoju a tylko trwanie. Stąd też nawiązanie w nazwie programu do guliwerowskich Struldbrugów.

Bardzo się cieszę, że ten nastrój wypalenia i szarej rutyny jest odczuwalny. Na samym początku planowałem napisać fantasy o inkwizytorze z zespołem wypalenia zawodowego, ale potem poszło to w zupełnie innym kierunku, choć klimat zmęczenia i pewne nawiązania pozostały :) Fajnie również, że pierwsze zdanie może się podobać, nawet gdy nie budzi zakładanych skojarzeń.

Z tym zlasowaniem to zasłyszany kolokwializm branżowy, ale chyba masz racje, że raczej niezgrabny.

Flash został zresetowany do poziomu czterolatka, bo wcześniejsze, mniej radykalne zabiegi były nieskuteczne. Dzieci w tym wieku szybko się uczą nowych sformułowań. Pozostawiam kwestią nierozstrzygniętą, od kogo z personelu szpitalnego usłyszał niecenzuralne słowa. Scenkę zasadniczo wstawiłem dla rozładowania poważnego nastroju wcześniejszej rozmowy Olvido z Jonesem, co miało pozwolić na lepsze rozegranie finału.

Czytam te opowiadania i czytam i w końcu na coś trafiam.

Czad. To chyba moja pierwsza ocena na tym forum. W zasadzie nie ma co komentować. Duża dojrzałość pisarska, gruntownie przemyślany temat i wyciągnięte wnioski. Ciekawym świat, świetni i wyraziści bohaterowie. Tylko pogratulować.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Dzięki, Darconie. Ostatnio zastanawiałem się, czy nie za dużo chciałem upchać w tym opowiadaniu, ale jeśli w tej formie stanowi ono satysfakcjonującą lekturę, to bardzo się cieszę. Zapraszam do przeczytania dwóch moich pozostałych tekstów; “Życie Lothara Greinholtza” jest swoistym pendantem dla “Oddziału”, dotyczy zbliżonej tematyki. Ze swojej strony, obiecuję przeczytać Twoje opowiadania.

Czytałem Lothara, czytałem. Nie byłem jednak tak pełen zachwytu, jak reszta, więc przemilczałem komentarz. Znowu świetny pomysł, ale rozwleczony. Za dużo opisów. Podzielam tam zdanie Gostomysła, ale w łagodniejszej wersji :)

Widzę, że na portalu sporo osób stara się napisać naprawdę dzieła sztuki i wielu to się udaje. Ale tego nie da się czytać zbyt długo, a już na pewno, nie w rozmiarach powieści. Ludzie potrafią zwykłe wchodzenie po schodach przeobrazić w walkę ze słabościami, z samym sobą, z lękiem wysokości mającym traumatyczne podłoże z ciężkiego dzieciństwa. Na każdy kwiatek padają promienie słońca, tworząc wielobarwny wachlarz kolorów, w którym płatki falują jak kurtyzana w ekstazie itd.

W tym opowiadaniu wszystkiego dodałeś ile trzeba, wyszło smaczne, dobre danie, które można wcinać codziennie. Na litość boską, jak długo można jeść kawior i trufle? :)

 

Ps. No ja to dopiero zaczynam drogę…

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Uff, ten tekst nie jest takim killerem, więc uznaję “Życie” za jednorazowy wypadek przy pracy ;) 

Nie zachwycił mnie tak jak Lothar. Ale jest dobry. Dobry nie na portalowym poziomie (bo mimo wszystko tutaj się chyba trochę inaczej ocenia), tylko na poziomie opowiadania z drukowanej antologii. Przeczytałem z zainteresowaniem. Podoba mi się tematyka. A jaki warsztat, to pewnie sam wiesz – pisząc w ten sposób, musisz być świadom swoich możliwości. 

Czyżby hiszpańska inkwizycja na oddziale dla opętanych? 

Lubię temat nieśmiertelności, a tutaj potraktowałeś go bardzo elegancko :) To takie ludzkie, pragnąć nieśmiertelności, a mądre, jej się obawiać. Ta rozmowa w przedostatnim akapicie! Świetna to mało powiedziane! 

Mniej S absolutnie mi nie przeszkadzało, bo wolę F. Nawet nieźle wytłumaczyłeś brak dofinansowania, można to przyjąć.

Końcówka całkiem ładnie zamyka całość, ale bez fajerwerków. 

Dzięki Lenah!

Nie wiem, na ile to widać, ale końcówka miała być bardzo wieloznaczna.

Podobało mi się :)

Znam tylko pięć liter ;)

Utknął mi gdzieś ten tekst w pamięci i utknęła mi końcówka. I jeszcze fakt, że mi się nie (specjalnie) podobała. W czasie przeszłym, bo teraz znowu z ogromną przyjemnością wróciłam do tego tekstu i z równie ogromną przyjemnością przeczytałam tę końcówkę. Nie mam pojęcia, dlaczego wtedy nie wywarła na mnie należytego wrażenia :( Może takie końcówki muszą trochę odleżeć w umyśle czytelnika :)

 

-Nie! Ludzie nie są stworzeni do wieczności! Żadne żywe istoty nie są… To nie jest nasza perspektywa. Życie to sztafeta pokoleń. Jak u muszek owocówek. A nie stagnacja… Wie pan dlaczego akurat nas wybrano do eksperymentu?

Zabrakło spacji. A, chciałam jeszcze zasygnalizować, że co do innych stron tego opowiadania opinii nie zmieniłam i powyższy dialog (w całości) dalej znajduję niesamowicie udanym :) A ostatnie zdanie z tymi gwiazdami to już tylko w ramki oprawić ;)

 

Lenah,

to jedna z najmilszych rzeczy, jakich można doświadczyć na tym portalu – kiedy ktoś powraca dla przyjemności do starych tekstów i informuje o tym autora. Dziękuję Ci bardzo.

I Tobie pierwszej zdradzę pewną tajemnicę: Olvido i Sanchez jeszcze powrócą.

I będą patrzeć w gwiazdy.

Czas najwyższy, a nie jakieś tam gadające smoki…

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

;)

wszystko teraz zależy od _mc_

Zostawiłem sobie to opko w zanadrzu i wreszcie, kilka dni temu, była okazja je przeczytać podczas nużącej jazdy autobusem. I umiliło czas, nie powiem. Immersja na wysokim poziomie, pomysł zaś kojarzył mi się trochę z Linią Marzeń Łukjanienki.

Swoją drogą, to opowiadanie przypomniało mi pewną ideę, w której zwrócono uwagę, że gdyby wymyślono sposób na znaczące przedłużenie ludzkiego wieku, zmieniono by zarazem definicję wieku. No bo człowiek, który żyłby 150-200 lat czułby się więcej niż stary, wręcz pradawny… Wymagałoby to zmiany perspektywy ;)

Wykorzystanie nanotechnologii w medycynie – bardzo realna przyszłość, zaś kwestia tego finansowania… o tym już było sporo, więc zaznaczę tylko, że i mi trochę zgrzytnęło.

Nie podeszły mi również realia. Dlaczego akurat Hiszpania? Gdyby to była Polska, pewnie kwestia finansowania miałaby również wiarygodniejsze podłoże ;)

Warsztatowo dobrze, choć na tym etapie zgubiłeś jeszcze parę przecinków przed wołaczami, szczególnie na początku. No i polecałbym zmianę “stażystów” na “rezydentów”. Ci pierwsi na szkolenia raczej nie jeżdżą, wiem to z autopsji…

Zakończenie fajne – lubię takie.

 

Trzym się ciepło. Czekam na nowości, towarzyszu broni ;)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Count, companero,

dzięki za okazję do podróży sentymentalnej. Miałem już kłopoty z przypomnieniem sobie, skąd ta Hiszpania. Opowiadanie najsampierw miało być tekstem o dylematach moralnych futurystycznego inkwizytora. Stąd ten hiszpański anturaż, Torquemada i palenie pamięci (i nie tylko) na STOS-ie.

Co do problemów z finansowaniem – doświadczenie uczy, ze nie ma na świecie systemu finansowego, zdolnego nadążyć za rozwojem i wymaganiami technologii medycznych. Nie ukrywam jednak, że cały wątek zrodził się z osobistych frustracji zawodowych.

Mam problem z ojczystymi bohaterami. Myślę, że wzięło się to z dziecięcych czasów, kiedy naczytałem się polskiej SF z lat 70’ i 80’, w której na każdym statku kosmicznymi i w ośrodku badawczym musiał znaleźć się Polak i to on był tym najuczciwszym, najbardziej bohaterskim albo przynajmniej najcwańszym (jak w dowcipach o Polaku, Niemcu i Rusku) bohaterem. Jakoś zawsze czułem, ze to sposób na leczenie kompleksów wobec tzw. Zachodu. Została mi taka skaza i na bohaterów wybieram przedstawicieli bardziej neutralnych nacji (np. Greinholtz w założeniu był Szwajcarem).

Coś w tym jest, co piszesz Coboldzie. Mam podobnie jeśli chodzi o polskich bohaterów, tylko ja w każdym z nich widzę naszą, polską martyrologię. Ten bohater zawsze jest doświadczony przez życie, koniecznie z piętnem i grymasem na twarzy…

Dlatego stosunkowo rzadko sięgam po polską fantastykę. Za to dostałem kiedyś w prezencie Cherezińską, dokładnie Koronę śniegu i krwi, długo leżała zanim po nią sięgnąłem, ale później nie żałowałem. Bardzo lubię czasy Piastów, mam sentyment do starych królów. Powieść napisana sprawnie i klimatycznie, dobra na taką lekką zimową lekturę. Polecam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Faktycznie, w fantasy jakoś to lepiej wypada. W końcu mieliśmy więcej rycerzy, czy nawet królów niż noblistów z fizyki i kosmonautów ;)

Buenos dias, cobold, mi amigo!

Przyszłam skuszona obecnością Sancheza i Olvido :)

Zabrałam się za opowiadanie pełna nadziei i szczęścia, które szybko stopniały, gdy pierwsze akapity okazały się dość… toporne ;) Wydaje mi się, że trochę ci się interpunkcja poprawiła od czasu napisania Oddziału.

Nie wiem, czy będziesz wprowadzać poprawki do starego tekstu, ale wypisałam parę potknięć – głównie z początku, potem starałam się nie zwracać uwagi.

 

Nie dało się nie lubić tego małego grubasa. – podwójna spacja

– Jesteśmy tu dzisiaj sami! – uśmiechał się ciągle, jakby przekazywał najlepsze wiadomości. – zły zapis dialogu 

 

Jeśli chodzi o brakujące przecinki w okolicach wołacza:

– Ave doctor!

– Cześć Sanchez

– Witaj inkwizytorze!

– Widzę panie Flash,

– Co ty gówniarzu wiesz o rutynie,

– Będzie problem szefie.

 

Oraz brakujące przecinki w innych miejscach:

dodał nie oczekując wcale odpowiedzi

Wiesz czemu oni są Grubymi Rybami

 

 

Poza tym mi się podobało :) Odkryłam kilka nawiązań (przynajmniej tak mi się wydaje)(nie, tego z Piłatem nie xD), pojawiło się parę zdań, przy których się uśmiechnęłam. Sama historia była króciutka, ale kompletna. No i nie dziwię się, że podobało ci się ostatnie opowiadanie dogsdumpling – ciągnie was chyba w te same rejony, jeśli chodzi o formę :)

 

No dobra, pewnie nic odkrywczego tu już nie powiem, więc starczy. To teraz pytanie ode mnie – jaka historia kryje się za Olvido i Sanchezem? Nieśmiertelność czy recykling lubianych bohaterów? :)

Gracias, amigo cordial.

Hańba mi za te wołacze! Już poprawiłem (te i kilka kolejnych).

Jeżeli następne opowiadania są lepsze, to tylko zasługa forum.

A tajemnica Olvido i Sancheza będzie się odkrywać w kolejnych tekstach…

Będę czekać z niecierpliwością :)

Nowa Fantastyka