- Opowiadanie: pheris - Splątani

Splątani

Jeżeli mamy tu jakichś fizyków, proszę o wyrozumiałość : ) Zapraszam do lektury.

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Splątani

„– Bóg nie gra w kości.

– Albercie, przestań wreszcie mówić Bogu, co ma robić.”

A. Einstein i N. Bohr

 

Mark siedział wygodnie na tylnym siedzeniu samochodu swoich rodziców. Nissan navara mknął przez ulice miasta, pewnie prowadzony przez jego ojca. Razem z mamą nie odezwali się słowem, od kiedy wyruszyli z domu. W opartej o szybę głowie Marka przewijały się komunikaty telewizyjne i nagłówki gazet z czasów, kiedy to wszystko się dopiero zaczynało. Odbywał swoistą podróż w czasie i kroczek po kroczku przypominał sobie, jak doprowadziło go to do miejsca, w którym aktualnie znajdują się ze swoim bliźniakiem.

„O kwantowym splątaniu powiedziano już wiele, ale o bliźniakach, ludziach w ten sposób połączonych…”

„Fizycy Anton i Sebastian Zeilinger, bliźniacy biorący udział w eksperymencie z roku tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego dziewiątego, odmawiają komentarzy na ten temat…”

„Masowo pojawiające się pary bliźniaków kwantowych nie mają żadnego potwierdzenia naukowego…”

„Powstające agencje mające wykrywać splątanych twierdzą, że dysponują metodami pozwalającymi na identyfikację naszego kwantowego bliźniaka z dokładnością do dziewięćdziesięciu ośmiu koma dziewięć procent…”

„Jeden z braci Zeilinger popełnił samobójstwo, wywołując ostrą niewydolność nerek, marskość wątroby oraz szereg innych chorób u swojego bliźniaka, który w przeciągu kilku dni zmarł. Jego teza z listu pożegnalnego, iż cytując: ‘splątanie kwantowe pomiędzy ludźmi to kompletna bzdura’, nie tyle co nie znalazła poparcia, to jeszcze jego czyn stanowi ostateczny dowód na ludzkie splątanie…”

„Czy nowy model związku 2+2 ma szansę przetrwać? Co, kiedy pojawią się dzieci…”

Zastanawiał się, dlaczego pamięta to wszystko tak wyraźnie. Przecież ilość informacji z tym związana wciąż była tak ogromna, że mało kto za tym nadążał. Świat stanął na głowie. Także jego. Odrywając wzrok od szarych budynków przewijających się wzdłuż drogi, spojrzał w lewo na swojego czarnoskórego brata, również wpatrującego się w widoki za oknem. Nie mogli się bardziej różnić. On, wręcz niezdrowo białoskóry Europejczyk z bogatego domu, kiedyś jeszcze pulchny, z płowymi włosami. Teraz chudy i łysy ze względu na to, co go dotknęło. Przez grube szkła okularów patrzył na swojego rówieśnika Ayodele. Pochodzącego z Afryki, hebanowo czarnego, żylastego chłopca, którego szczupłej sylwetki nie zmieniło nawet kilka lat żarcia w McDonaldzie i innych cudownych „restauracjach” pierwszego świata. Ayo, bo tak go nazywali, poczuł na sobie wzrok Marka i odwzajemnił go, dodając delikatny uśmiech. Jego białe zęby niesamowicie kontrastowały ze skórą. Wyglądał identycznie jak wtedy, gdy stanął na progu ich domu z kopertą w ręce, uzbrojony tylko w nadzieję. Przysłała go, bez ostrzeżenia, organizacja charytatywna znajdująca kwantowych bliźniaków w krajach Trzeciego Świata i parująca ich z rodzinami z regionów wysoko rozwiniętych. Rodzice Marka wtedy już nawet nie pamiętali, że zapisali się do tego programu, ale przyjęli drugiego syna z otwartymi rękami i nigdy nie próbowali sprawdzić badań, które dostali w kopercie z listem polecającym. Za to radość z niespodziewanego kolejnego dziecka była ogromna, a chłopcy szybko się zaprzyjaźnili. Po paru latach stając się wręcz nierozłącznymi.

– Czy wszystko jest w porządku, Mark? – Afrykański chłopak mówił już całkiem płynnie w obcym sobie języku, lecz wciąż popełniał niewielkie błędy.

– Oczywiście, Ayo – odpowiedział pytany. – Zastanawiam się, co możemy robić w nasze urodziny. To już za niecałe dwa miesiące. – Za wszelką cenę chciał odciągnąć myśli brata od miejsca, do którego zmierzali.

– Nie wiem. My już jesteśmy za duzi na przebieraną zabawę, prawda? Chciałbym, żebyś to ty wybrał. – Białoskóry chłopiec uznał, że zabrzmiało to trochę smutno. W stylu: „Wybierz sobie, gdzie spędzimy ostanie urodziny”. Mimo to, jego splątany bliźniak wydawał się pochłonięty myślą, gdzie faktycznie mogą się dobrze bawić, a nie tym, że później już nigdy się to może nie zdarzyć.

Właśnie zaparkowali pod szpitalem.

 

*

 

Siedzieli obok siebie na kozetce w samych majtkach, niczym symboliczne przedstawienie ying i yang, a lekarz robił podstawowe badania. Gabinet nie miał typowych szpitalnych kolorów. Ktoś w innej sytuacji mógłby go nawet określić mianem przytulnego.

– Mark, zrób głęboki wdech, wydech. Jeszcze raz. Kaszlnij. Ayo, teraz Ty. Wdech, wydech. – Mark znosił to cierpliwie, chyba nawet już z pewną dozą obojętności. Wiedział, że to tylko rutyna, prawdziwe informacje czekają w kopercie na biurku lekarza, w której znajdowały się najnowsze zdjęcia RTG. Może i miał piętnaście lat, ale nie był dzieckiem. Już nie. Poza tym po tylu miesiącach uczucie zagrożenia, strach i inne emocje, które towarzyszą w takich sytuacjach, po prostu słabną i obojętnieją.

– No dobrze, ubierzcie się i zaczekajcie na zewnątrz – powiedział z nerwowym uśmiechem lekarz.

– Chcę zostać  – od razu odparł Mark. Szykował się na to cały miesiąc od ostatniej takiej wizyty. – Chcę wiedzieć.

Ayodele już zdążył zeskoczyć na podłogę i zacząć zakładać spodnie, a teraz zatrzymał się z jedną nogawką w powietrzu. Spojrzał niepewnie na przybranych rodziców za plecami bliźniaka. Mark nie odwrócił głowy. Usłyszał tylko chlipnięcie i jęk. Jego matka ostatnio szybko się rozklejała.

– Myślę, że to raczej decyzja rodziców. – Przeniósł wzrok na kobietę i mężczyznę za plecami chłopca, skąd dobiegała nerwowa, szeptana rozmowa.

– Niech zostanie. Niech zostaną obaj. – zmęczonym głosem odparł ojciec. Mark dopiero teraz spojrzał przez ramię i napotkał poważne spojrzenie taty. Mężczyzna wyglądał jak jego starsza wersja, kiedy był jeszcze pulchnym chłopcem. Grubszy, również w okularach, z płowymi włosami i mocnymi zakolami. Z jego twarzy biły troska i zdecydowanie. Mama starała się przywołać na twarz coś na kształt uśmiechu. Wyszedł z tego bardziej grymas, ale i tak udało jej się powstrzymać łzy. Zdradzały ją tylko zaczerwienione oczy, choć to mógł być efekt wielu nieprzespanych i przepłakanych ostatnio nocy. Jak zawsze wyglądała szykownie w modnej garsonce i z czarnymi włosami upiętymi w kok. Chłopak spojrzał ponownie na lekarza. Ten ze zrezygnowaną miną dodał tylko:

– Dobrze. Ubierzcie się na spokojnie. – Po czym zaczął włączać ekrany do podglądu zdjęć.

Kiedy zasiedli wszyscy na kozetce, wyglądali jak rodzina oczekująca na seans filmu. Ojciec obejmował go ramieniem. Mama wzięła Ayo na kolana, mimo że wzrostem niewiele jej ustępował. Wtulili się w siebie. Lekarz wpinał czarne, duże zdjęcia rentgenowskie, z rezonansu magnetycznego, jakieś wykresy i opisy dotyczące tego najważniejszego organu – mózgu. Spojrzał na rodzinę wpatrzoną w niego niczym w wieszcza i ciężko westchnąwszy zaczął mówić.

– Zdjęcia po lewej to zdjęcia Marka. – Wskazał ręką białe obrazy pokryte czarnymi plamami. – Niestety, jak już państwu wspominałem przez telefon, nie wygląda to dobrze. – Spojrzał w twarz dziecka, nie ujrzawszy w niej jednak żadnej reakcji, podjął wątek.

– Glejak zajął już potężną powierzchnię mózgu. Guz rozwija się i rozszerza przez spoidło wielkie na przeciwległą półkulę. Terapia genowa nie odniosła spodziewanych efektów. Operacja jest niemożliwa, tak jak była niemożliwa na początku, ze względu na rozmiary guza. Nie możemy podać więcej chemii, gdyż nerki są na skraju wytrzymałości. – Ayo chwycił rękę brata i mocno uścisnął.

– Z drugiej strony Ayodele nie ma żadnych objawów. Zrobiliśmy nawet badania najbardziej narażonych na chorobę części ciała. – Wskazał inne zdjęcie przyczepione na krańcu ekranów. – Markery wciąż w normie, nie ma żadnych objawów. Przepraszam, ale muszę zapytać ponownie. Czy państwo są pewni, że chłopcy…

– Jesteśmy pewni. Chłopaki to bliźniaki splątane. – Głos ojca Marka nawet nie zadrżał.

– W takim razie również jestem zmuszony powtórzyć to, co państwo już słyszeli. Jak wynika z naszej obecnej wiedzy, mimo braku objawów u Ayo, musimy się spodziewać, że w momencie… – zamilkł na chwilę. – …najgorszego, skutki będą dotyczyć ich obu.

 Kobieta przytulająca czarnoskórego chłopca w końcu nie wytrzymała i zaczęła szlochać. Rzucając jakieś niezdarne przeprosiny, wybiegła z pokoju, zostawiając mężczyzn i chłopców samych. Mark wyswobodził ramiona z objęć ojca i dłoń z uścisku brata. Podszedł do mężczyzny w białym kitlu i wyciągnął rękę przed siebie.

– Dziękuję za szczerość, panie doktorze. Cieszę się, że wszystko jest jasne. – Mężczyzna uścisnął dłoń chłopca. Nie dodając już nic więcej, nastolatek wyszedł z gabinetu, a w ślad za nim czarnoskóry bliźniak. Ojciec został sam z lekarzem, żeby omówić dalsze kroki. Były to jednak formalności pozbawione znaczenia.

 

*

 

W telewizji leciał hit ostatnich paru lat. Reality show „Splątani”. Uczestnicy biorący udział w programie, w trakcie jego trwania, odkrywali kto z pozostałych, jest ich kwantowym bliźniakiem. Mimo że musiał być częściowo ustawiony i reżyserowany, to jego popularność rosła, a niebotyczne pieniądze w budżecie pozwalały sprowadzić i nakłonić do uczestnictwa ludzi z całego świata. Tego też wymagała formuła programu. Nigdy nie było wiadomo, skąd może pochodzić osoba z tobą splątana.

Mark starał się skupić na durnowatej paplaninie dwóch prowadzących kobiet, oczywiście bliźniaczek, gdyż cisza przy stole była nie do zniesienia. Ayo zerkał to na niego, to na telewizor, leniwie jedząc kolację. Mama patrzyła w blat, nic nie tknąwszy, a tata pałaszował stek z takim skupieniem, jakby od tego miało zależeć zdrowie jego synów. W przerwie reklamowej Mark pomyślał, że wystarczy już tego radosnego spotkania, podziękował za kolację i stwierdził, że się położy.

– Mamo, ja idę z Markiem. Dziękuję. – Ayo dość szybko zaczął zwracać się do swoich nowych rodziców, jakby był ich rodzonym synem. Jego głos wybudził kobietę z letargu.

– Jasne, kochani. Idźcie, ja posprzątam. – Wstała, ucałowała obu w czoła i zabrała się z nienaturalnym zapałem za zbieranie naczyń, szczęśliwa, że zajmie czymś ręce.

Kiedy chłopcy weszli po schodach na piętro domku jednorodzinnego, w którym mieszkali, rozeszli się do siebie. Po chwili jednak Mark usłyszał ciche pukanie. Nim zdążył odpowiedzieć, drzwi otworzyły się i pojawił się w nich Ayodele.

– Naprawdę chcesz już iść spać, Mark?

– Oczywiście, że nie – odpowiedział pytany z przekąsem.

– A możemy porozmawiać? – Ayo wciąż miał pewne opory w niektórych sytuacjach i nawet w rodzinnym towarzystwie wolał pozostać przesadnie grzeczny niż kogoś urazić.

– Głupio pytasz, wchodź.

Czarnoskóry chłopak zajął miejsce w wygodnym fotelu, podczas gdy Mark rozwalił się na łóżku. Pomieszczenie, w którym siedzieli, wyglądało jak typowy pokój piętnastolatka. Plakaty piłkarzy i samochodów na ścianach, biurko z komputerem, szafa na ubrania, które leżały wszędzie tylko nie w niej.

– Mark, ja wiem, że mi to mówiłeś, ale chciałem zapytać jeszcze raz o to, jak to jest, że jesteśmy bliźniakami.

– No ale to ty akurat wiesz lepiej niż ja, prawda? – odpowiedział z uśmiechem zagadnięty. – Po tym, jak zgłosiliśmy się do programu, nasze wskaźniki kwantowe były porównywane ze wszystkimi przebadanymi sierotami z Afryki. Potem…

– Nie, nie – przerwał mu Ayo. – Chodzi mi o to, co nazywasz prawem fizyki.

– Ach no tak, raczej teorią, ale to bez znaczenia. – Mark zamyślił się na chwilę. – Widzisz, nie przejmuj się tym, że nie rozumiesz. Był taki uczony Richard Feynman, który sam stworzył pewien dział fizyki kwantowej. Powiedział kiedyś, że jeżeli ktokolwiek mówi, że rozumie mechanikę kwantową, ten albo kłamie, albo jest szalony. A mówił tylko o prawach panujących na poziomie cząsteczek elementarnych. Ciekawe co powiedziałby dziś, gdyby dotarło do niego, że mechanika kwantowa, albo jakaś jej specyficzna część, ma przeniesienie na obiekty w skali makro. Tym bardziej na ludzi!

Ayo uśmiechnął się delikatnie.

– Mark, jeszcze parę lat temu moim zmartwieniem był dostęp do czystej wody i zdobycie jak największej ilości jedzenia w obozie dla sierot. Teraz siedzę tu w wygodnym fotelu i rozmawiam z tobą o fizyce kwantowej, której nazwę jest mi nawet trudno wymówić. Nie to, że się nie cieszę! Ja jestem bardzo szczęśliwy. Tylko ty jesteś chory i… ja też powinienem być, prawda? To chciałbym zrozumieć.

Jego bliźniak westchnął i przejechał ręką po łysej głowie. Pojawiała się tam już mała szczecinka, gdyż od ostatniej chemii minęło sporo czasu. W tym wypadku nie był to jednak zwiastun zwycięstwa.

– Tak, masz całkowitą rację, Ayo. Powinieneś być chory. Tylko widzisz… w teorii splątanych bliźniaków nie ma nic pewnego. O ile fizyka kwantowa sama w sobie bazuje na wielu surrealistycznych założeniach, które jednak da się potwierdzić eksperymentalnie i działają, to teorie dotyczące splątania ludzi są jeszcze bardziej skomplikowane i pokręcone.

– No właśnie! Tłumaczyli nam w szkole, ale ja nic z tego nie wiem! Ty jesteś takim dobrym fizykiem, przecież to uwielbiasz i pomyślałem, że lepiej mi to wyjaśnisz. Powinienem był przyjść z tym wcześniej, tylko że ty byłeś chory, a mnie było głupio. – Chłopiec zrobił zmieszaną minę, wypowiadając ostatnie zdanie faktycznie z pewnym zażenowaniem.

– Nie wiem, dlaczego. Tyle razy ci powtarzałem, żebyś pytał o wszystko! Skąd masz wiedzieć niektóre rzeczy, skoro nigdy ich nie widziałeś albo o nich nawet nie słyszałeś. Poza tym nie jestem fizykiem, tylko po prostu interesuję się fizyką. Wygrana olimpiada nie czyni ze mnie naukowca. – Spojrzał z uśmiechem na bliźniaka. Słuchał go uważnie, ale Mark widział, że nerwowo skubie skórki przy paznokciach. Ayodele zawsze chciał jak najszybciej wszystko opanować i poznać, żeby nie odstawać od reszty dzieci w szkole i generalnie od nowego świata, w którym się znalazł.

– Ale wracając, tak, powinieneś chorować. Wiem, że miałeś wcześniej rozmowę z lekarzem, który tłumaczył ci, że skutki mogą nadejść po tym… co mnie spotka na końcu choroby. – Mimo swobody, z jaką podchodził do swojego stanu, trudno mu było wypowiedzieć kluczowe słowo. – Jednak lekarz tak naprawdę uważa, że nasze badania są sfałszowane albo błędne.

– Jak to? Dlaczego? – Teraz chłopak naprawdę się zdenerwował.

– Spokojnie, pod tym względem to idiota. Rodzice może nie powtarzali badań, ale fundacja jest pewna. Nie masz się czego bać. Zresztą i tak jesteś teraz częścią rodziny niezależnie czy ktoś się pomylił, czy nie. – W końcu uśmiech wrócił na twarz Ayo. – Natomiast jego wątpliwości wynikają stąd, że faktycznie niektórzy odczuwają nawet drobne przeziębienie u bliźniaka, a ty przy mojej poważnej chorobie nie masz żadnych objawów. To dziwne, ale jak już powiedziałem, wiemy tak mało o ludzkim splątaniu, że jakiekolwiek założenia czy uogólnienia mogą być błędne. Wiemy, że złamanie ręki u kogoś w Europie może powodować zapalenie płuc w Ameryce. W ten sam dzień albo za tydzień. Grypa może skutkować u bliźniaka wysypką. Rak… przeważnie daje taką samą reakcję u splątanego, ale jak widać nie zawsze. Nie jesteśmy nawet na początku drogi, żeby to wszystko poukładać. Błądzimy na razie w lesie i szukamy ścieżki.

– Mark, bardzo cię podziwiam. Jesteś odważny i inteligentny. I do tego mądry, tyle wiesz o fizyce i o innych rzeczach. – Chłopak powiedział to szczerze, ale w tak śmieszny sposób, że bliźniak nie był w stanie powstrzymać wybuchu wesołości. – Co się stało? Mówię prawdę. Do tego dzielnie znosisz chorobę i to, co cię czeka…

– Nic, nic, po prostu mówisz płynnie, ale jak pięciolatek. – Ayo cisnął w niego bez ostrzeżenia poduszką, którą miał gdzieś pod ręką. Mark jednak nie podjął wyzwania do zabawy, tylko złapał ją w locie i tym razem dodał już bardziej poważnie. – Tylko że dzielny tak naprawdę jesteś Ty, bo wiesz, że moja choroba to wyrok dla nas obu.

– Ja… nie myślę o tym. Bardziej martwię się tobą.

– No widzisz i tutaj mamy dysonans, bo mnie to Twój los martwi.

Zamilkli i spojrzeli po sobie. Ayo nagle wstał z fotela i mocno przytulił bliźniaka, który mimo zaskoczenia odwzajemnił uścisk. Po chwili wyswobodził się z uścisku i dodał tylko:

– Dziękuję. Lepiej pomyśl, gdzie spędzisz swoje urodziny. – Po czym życzył Markowi dobrej nocy.

– Chyba nasze – zdążył mu odpowiedzieć, zanim drzwi za Ayodele się zamknęły.

 

*

Kiedy następnego dnia Mark otrzymał informację o śmierci Ayo, w pierwszej momencie pomyślał, że to jakiś żart. Nie pamiętał rozmowy, którą odbył przez telefon. W jego głowie zapanowała pustka, próżnia wręcz. Pytania „Dlaczego? Bał się?” nie miały w ogóle sensu, gdyż nie potrafił sobie przypomnieć, po co chce uzyskać na nie odpowiedzi. Bliźniak napisał mu wiadomość, że wróci sam do domu, bo ma jakieś dodatkowe zajęcia. To miało sens. Skok z mostu na autostradę kilkadziesiąt metrów poniżej już nie. Dalej nic nie chciało się ułożyć w całość. Wzór gdzieś umykał. Pamiętał płacz matki i zszokowaną twarz ojca, policję, a następnie rodzinę kręcącą się po domu. Niezliczone ilości kondolencji, zimny, szary cmentarz. Pierwszy raz zapłakał dwa dni po pogrzebie, kiedy spod poduszki wyciągnął kopertę z białą kartką w środku, na której znajdowało się jedno słowo zapisane koślawym pismem jego splątanego bliźniaka. „Dziękuję”.

 

*

 

– Drodzy państwo, w pierwszej kolejności chciałbym złożyć najszczersze kondolencje. Śmierć państwa syna to straszna tragedia i mogę sobie tylko wyobrażać, jaka to dla państwa trauma. – Lekarz w tym samym białym kitlu spojrzał poważnie na trójkę osób w gabinecie. Mama Marka patrzyła gdzieś w dal, jakby nie słysząc wypowiedzianych słów pocieszenia. Jego ojciec, który zgubił ostatnimi czasy parę kilogramów, minę miał skupioną i poważną. Mark siedział na kozetce i utkwił wzrok w swoich butach.

– Bardzo się cieszę, że Mark jest tutaj z nami, mimo spodziewanych konsekwencji ostatnich zdarzeń. Chcę państwa zapewnić, że będę robił wszystko, aby pomóc państwa synowi, jakąkolwiek formę ta pomoc przybierze. – Nikt mu nie odpowiedział.

– Dobrze. – Ciężkie sapnięcie. – Mark, czy czujesz się gorzej od ostatniej wizyty lub od… zdarzenia, które spotkało twojego brata?

– Nie. – W głowie Marka od jakiegoś czasu zaczęły pojawiać się pierwsze składne myśli. Wciąż jednak głównie miał przed oczami jedno, jedyne słowo, które zostało po Ayo. Ani on, ani rodzice, ani policja nie doszli do żadnych odkrywczych wniosków w związku z tym, co można było nazwać ostatnim pożegnaniem.

– W porządku. Jakieś objawy, zmiany chorobowe?

– Już mnie tak często nie boli głowa.

– No tak. To trochę niespodziewane, ale przede wszystkim musimy obejrzeć aktualne zdjęcia. – Tym razem lekarz nie poprosił już o to, żeby chłopak wyszedł. Mark zdał sobie sprawę, że nie ma już nic, czym go dobije. Wyrok został podpisany wraz ze śmiercią jego splątanego brata, a tak naprawdę dużo, dużo wcześniej.

Doktor rozwiesił zdjęcia rentgenowskie oraz z rezonansu i mocno się zamyślił. Chłopak mógł dostrzec zza postury mężczyzny przekrojową prezentację swojego mózgu. Na początku patrzył bezwiednie, czekając na jakieś słowa tłumaczenia od opiekującego się nim lekarza. Później zaczął dostrzegać pewien wzór. Wzór w postaci braku ważnego elementu, który towarzyszył mu od kilku ostatnich miesięcy. Dostrzegł to kiedy opiekujący się nim onkolog wymamrotał coś o błędzie i przeprosił ich na chwilę. Brakowało czarnych plam. Wszystkie zdjęcia były idealnie białe. Po chwili wrócił lekarz.

– Ja… nie wiem co powiedzieć – zaczął już od progu. Spojrzał jeszcze raz na zdjęcia, a potem na rodzinę, która wpatrywała się w niego jak urzeczona. – Wygląda na to, że glejak zniknął. Będzie trzeba oczywiście zrobić powtórne badania, ale na ten moment nie ma mowy o pomyłce. Wydaje się, że choroba państwa syna ustąpiła całkowicie.

W przeciągającej się ciszy, która zapadła, pierwszy odezwał się ojciec Marka.

– Przecież to jest niemożliwe… oczywiście strasznie się cieszę – dodał szybko. – Ale proszę nam nie robić fałszywej nadziei. Czas naszego syna był liczony nie w miesiącach, a w tygodniach. Do tego jeszcze Ayo… – Głos mu się załamał, lecz nagle innym tonem powtórzył imię jeszcze raz. – Ayo…

– Czy mają państwo badania chłopców? – Ton lekarza również się zmienił. Mark z mamą patrzyli to na niego, to na swojego tatę i męża. Mężczyźni jakby porozumiewali się bez słów, a ich zdania wyglądały jakby były poprzedzone jakimiś wcześniejszymi ustaleniami.

– Pojadę po nie niezwłocznie.

– Będzie trzeba podpisać odpowiednie zgody.

– Oczywiście.

– Zanim pan wróci, postaram się zapewnić jeszcze dzisiaj powtórne badania dla syna.

– Będę wdzięczny. Proszę, niech to na razie zostanie w tym pokoju.

– Jak najbardziej. Natomiast jeżeli to się potwierdzi, będę musiał zgłosić to dyrekcji i dalej. Nie możemy trzymać tej informacji dla siebie.

– Rozumiem, ale proszę dać nam chociaż ten dzień.

– Dobrze.

– Tato, o co chodzi? – Mark nie nadążał za rozmową, czuł, że umyka mu coś bardzo ważnego.

 

*

 

Nim nastała noc, wszystko stało się jasne. Potwierdzono badania. Był zdrowy. Ponownie sprawdzano splątanie z jego bliźniakiem. Rodzice musieli się zgodzić na ekshumację zwłok. Zebrane jednak do tej pory fakty wskazywały, że fundacja przeprowadziła pierwotne testy z należytą starannością i nowe wyniki raczej tego nie podważą.

Wiedział już, że byli pierwszą na świecie potwierdzoną parą odwrotnie splątanych bliźniaków. Ich zależność nie dawała wyników jeden do jeden. Choroba jednego oznaczała zdrowie u drugiego. Co mogła uczynić śmierć jednego z nich, mogli się teraz tylko domyślać. Mark wiedział, że to spowoduje nową falę szaleństwa na świecie. Krwawego szaleństwa, kiedy ludzie zaczną rozważać, czy przypadkiem śmierć bliźniaka nie uleczy ich z tego, co im dolega. Koniec wzajemnej ochrony i radosnego szukania kwantowej drugiej połówki. Jego lekarz dostanie pewnie Nagrodę Nobla.

To wszystko jednak nie zaprzątało mu głowy. Czekając w szpitalnym korytarzu na następne badania, miął w rękach kartkę od swojego bliźniaka. Nie rozstawał się z nią od momentu otwarcia koperty. Cały czas zastanawiał się, czy to możliwe, że jego bliźniak z Afryki ubiegł nowoczesną fizykę i okazał się mądrzejszy od naukowców z całego świata.

Nabazgrane niepewnym pismem „Dziękuję” nabrało zupełnie innego znaczenia.

Koniec

Komentarze

“W opartej o szybę głowie Marka przewijały się komunikaty telewizyjne i nagłówki gazet z czasów, kiedy to wszystko się dopiero zaczynało. Odbywał swoistą podróż w swojej głowie i…”

 

„Fizycy Anton i Sebastian Zeilinger, bliźniacy biorący udział w eksperymencie z roku 1998[+,] odmawiają komentarzy na ten temat…”

 

“On, wręcz niezdrowo białoskóry Europejczyk z bogatego domu, kiedyś jeszcze pulchny[+,] z płowymi włosami.“

 

“– Czy wszystko jest w porządku[+,] Mark? – aAfrykański chłopak mówił już całkiem płynnie w obcym sobie języku, lecz wciąż popełniał niewielkie błędy.

– Oczywiście[+,] Ayo – odpowiedział pytany.”

 

“Za wszelką cenę chciał odciągnąć myśli brata od tego, gdzie zmierzali.” – dokąd

 

‘My już jesteśmy za duzi na przebieraną zabawę[+,] prawda?”

 

“Chciałbym, żebyś to Ty wybrał.” – ty małą literą

 

“– Głęboki wdech[+,] Mark, teraz wydech. Jeszcze raz. Teraz kaszlnij. Ayo teraz Ty.” – i znowu ty małą literą

 

“– No dobrze[+,] ubierzcie się i zaczekajcie na zewnątrz”

 

“Myślę, że to raczej decyzja rodziców. – Również przeniósł wzrok na kobietę i mężczyznę za plecami chłopca, skąd dobiegała nerwowa, szeptana rozmowa.“ – brak półpauzy na początku kwestii dialogowej, poza tym kto również przeniósł wzrok? Lekarz? Brak określenia podmiotu.

 

“– Niech zostanie. Niech zostaną obydwoje“ – obaj; to dwóch chłopców, a “obydwoje” stosuje się w przypadku dwóch osób różnej płci

 

“…zmęczonym głosem odparł ojciec chłopców. Mark dopiero teraz spojrzał przez ramię i napotkał poważne spojrzenie ojca.”

 

“Mężczyzna wyglądał jak jego starsza wersja, zanim jeszcze tak schudł i wyłysiał. Już gruby, a nie pulchny, również w okularach” – Hm, jak dla mnie “gruby” jest silniej nacechowane niz “pulchny”, więc skoro mężczyzna schudł, to powinno być – jak dla mnie przynajmniej – odwrotnie… Już tylko pulchny, a nie gruby?

 

“Z jego twarzy biła troska i zdecydowanie.” – biły w liczbie mnogiej

 

Wzdychnięcie? Wow, pierwszy raz widzę to słowo. Google daje dla niego tylko 352 wyniki…

 

‘Niestety[+,] jak już Państwu wspominałem przez telefon, nie wygląda to dobrze.“ – państwu małą literą

 

ale nie ujrzawszy w niej jednak żadnej reakcji“ – albo ale, albo jednak, z oboma zdanie jest bez sensu

 

“…rozszerza przez spoidło wielkie na przeciwległą półkule.“ – półkulę

 

“Zrobiliśmy nawet zdjęcia i badania najbardziej narażonych na chorobę części ciała. – Wskazał inne zdjęcie przyczepione na krańcu ekranów.“ – Nawet? Wydawałoby się, że to podstawa…

 

“…musimy się spodziewać, że w momencie… – Zzamilkł na chwilę[-.] – …najgorszego, skutki będą dotyczyć ich obu.“

 

“– Dziękuję za szczerość[+,] panie doktorze.“

 

“Uczestnicy biorący udział w programie, w trakcie jego trwania, odkrywali kto z pozostałych[-, ]jest ich kwantowym bliźniakiem, jak też ich się czasami określało.” – To, co jest pogrubione, było jasno określone już wcześniej, więc po co powtarzać? Czytelnik pamięta.

 

“Nigdy nie było wiadomo, skąd może pochodzić osoba z Tobą splątana.“ – tobą małą literą

 

“– Jasne[+,] kochani.”

 

“– Naprawdę chcesz już iść spać[+,] Mark?”

 

“Czarnoskóry chłopak zajął miejsce w wygodnym fotelu, podczas gdy Mark rozwalił się na łóżku. Pomieszczenie, w którym siedzieli, wyglądało…” – Skoro Mark “rozwalił się” na łóżku, to nie siedział

 

“– Mark[+,] ja wiem, że mi to mówiłeś, ale…”

 

“– No ale to Ty akurat wiesz lepiej niż ja[+,] prawda?” – ty małą literą

 

“– Ach no tak, raczej teorią, ale to bez znaczenia. – Mark zamyślił się na chwilę.

– Widzisz, nie przejmuj się tym, że nie rozumiesz.”

Czemu słowa jednej osoby, nieprzerwane wtrąceniem innego bohatera, podajesz od nowego akapitu?

 

“Powiedział kiedyś, że jeżeli ktokolwiek mówi, że rozumie mechanikę kwantową[+,] ten[-,] albo kłamie, albo jest szalony.”

 

“Ciekawe co powiedziałby dziś, gdyby dotarło do niego, że mechanika kwantowa, albo jakaś jej specyficzna część[+,] ma przeniesienie na obiekty w skali makro.”

 

“– Mark, jeszcze parę lat temu moim zmartwieniem był dostęp do czystej wody i zdobycia jak największej ilości jedzenia w obozie dla sierot.” – zdobycie

 

“Teraz siedzę tu w wygodnym fotelu i rozmawiam z Tobą o fizyce kwantowej…” – tobą małą literą

 

“Tylko Ty jesteś chory i … ja też powinienem być[+,] prawda?” – ty małą literą, zaś wielokropek powinien być bezpośrednio po “i”, ze spacją przed “ja”.

 

“– Tak, masz całkowitą rację[+,] Ayo.“

 

“– No ja właśnie wiem! Tłumaczyli nam w szkole, ale ja nic z tego nie wiem! Ty jesteś takim dobrym fizykiem, przecież to uwielbiasz i pomyślałem, że lepiej mi to wyjaśnisz. Wiem, że powinienem

 

“…tylko że Ty byłeś chory, a mnie było głupio.“ – ty małą literą

 

“– Nie wiem[+,] dlaczego. Tyle razy Ci powtarzałem…” – ci małą literą

 

“…nie jestem fizykiem, tylko po prostu się nią interesuje.” – Interesuję. Poza tym mamy tu pewien skrót myślowy, który mnie akurat zgrzyta: interesuję się fizykiem, którym nie jestem? Nie – fizyką.

 

“Ayodele zawsze chciał jak najszybciej wszystko opanować i poznać, żeby nie odstawać od reszty dzieci w szkole i generalnie od nowego świata, w którym się znalazł.”

Kosmiczna niekonsekwencja. Skoro Ayo jest w nowej rodzinie od kilku lat, to w pierwszej kolejności powinien chcieć właśnie zrozumieć, na czym polega ten kwantowy interes, bo właśnie dzięki niemu miał szansę uciec z Afryki. A on nadal nie czai i wstydził się kogokolwiek zapytać? Książek na ten temat nie ma, artykułów, wpisów w ichnim odpowiedniku w internecie? Wstawianie takiej sceny po to, by była okazja wyjaśnić zjawisko czytelnikowi, to – przepraszam – oklepany i nieudolny zabieg literacki…

 

“– Ale wracając, tak[+,] powinieneś chorować.”

 

“Wiem, że miałeś wcześniej rozmowę z lekarzem, który tłumaczył Ci, że…” – ci małą literą

 

“Mimo swobody, z jaką podchodził do swojego stanu, ciężko mu było wypowiedzieć kluczowe słowo.” – trudno/niełatwo

 

“– Jednak lekarz tak naprawdę uważa, że nasze badania są sfałszowane, albo błędne.” – Albo bez przecinka przed “albo”, albo w formie: “albo sfałszowane, albo błędne” – i wtedy z przecinkiem

 

“…a Ty przy mojej poważnej chorobie nie masz żadnych objawów.” – ty małą literą

 

“Wiemy, że złamanie ręki u kogoś w Europie[-,] może powodować zapalenie płuc w Ameryce.”

 

Jak na mój gust cała ta przemowa Marka – mimo wszystko – nie wygląda na coś, co wykrzesałby z siebie piętnastolatek. Pewne sformułowania… Nawet jeśli to poważny, przykładający się do nauki chory na raka piętnastolatek. Może się mylę, ale brzmi mi to jednak nieco zbyt dorośle.

 

“– Mark, bardzo Cię podziwiam. (…) Do tego dzielnie znosisz chorobę i to, co Cię czeka…” – cię, cię…

 

“…tym razem dodał już bardziej poważnie.: – Tylko że dzielny tak naprawdę jesteś Ty, bo wiesz, że moja choroba to wyrok dla nas obu.

– Ja… nie myślę o tym. Bardziej martwię się Tobą.

– No widzisz i tutaj mamy dysonans, bo mnie to Twój los martwi.”

Dwukropek zamiast kropki, no i ty, tobą, twój…

 

“…przytulił bliźniaka, który po chwili zaskoczenia odwzajemnił uścisk. Po chwili wyswobodził się z uścisku…

(…)

Kiedy następnego dnia Mark otrzymał informację o śmierci Ayo, w pierwszej chwili pomyślał…”

 

”Pytania „Dlaczego? Bał się?” nie miały w ogóle sensu, gdyż nie potrafił sobie przypomnieć, dlaczego chce uzyskać…”

 

“Wzór[-,] gdzieś umykał.”

 

“Pierwszy raz zapłakał dwa tygodnie po pogrzebie, kiedy spod poduszki wyciągnął kopertę z białą kartką w środku, na której znajdowało się jedno słowo zapisane koślawym pismem jego splątanego bliźniaka.” – Przez dwa tygodnie nie znalazł koperty we własnym łóżku? Co jak co, ale poduszkę to się chyba dość często poprawia, wsadza pod nią rękę itp…

 

“– Drodzy Państwo, w pierwszej kolejności chciałbym złożyć najszczersze kondolencje. Śmierć Państwa syna to straszna tragedia i mogę sobie tylko wyobrażać, jaka to dla Państwa trauma.“ – wszystko małymi literami

 

Ok, poddaję się. Zamierzałam wytrzymać do końca tekstu, ale wykopiowywanie wszystkich Państwo, Twoich, Cię itp. jest zbyt pracochłonne… W tekstach beletrystycznych wszystkie tego typu słowa pisze się małymi literami i już. Wyjątek stanowią bezpośrednie zwroty do kogoś w listach i właściwie wyłącznie w listach.

 

“Ani on, ani rodzice, ani policja nie doszła do żadnych odkrywczych wniosków…” – doszli w liczbie mnogiej

 

“W przeciągającej [+się] ciszy, która zapadła[+,] pierwszy odezwał się ojciec Marka.“

 

“Do tego jeszcze Ayo…– Głos mu się załamał…” – brak spacji po wielokropku

 

“Nim nastała noc[+,] wszystko stało się jasne.”

 

“Potwierdzono badania. Był zdrowy. Ponownie badano splątanie z jego bliźniakiem.“

 

“Wiedział już, że byli pierwszą na świecie potwierdzoną parą[-,] odwrotnie splątanych bliźniaków.”

 

“Co zatem mogła oznaczać śmierć jednego z nich, mogli się teraz tylko domyślać. Mark wiedział, że oznacza to nową falę szaleństwa na świecie.“

 

“Jego lekarz dostanie pewnie nagrodę nobla.” – Nagrodę Nobla wielkimi, to nazwa własna

 

“Cały czas zastanawiał się, czy to możliwe, że jego bliźniak z Afryki ubiegł nowoczesną naukę i okazał się mądrzejszy od naukowców z całego świata.”

 

“Nabazgrane niepewnym pismem „Dziękuję”[-,] nabrało zupełnie innego znaczenia.“

 

 

Nie jestem fizykiem i na fizyce się nie znam, niemniej pomysł na opowiadanie mi się podoba. Fabuła fajnie pociągnięta i doprowadzona do interesującego zakończenia. Napisane w sumie też nie najgorzej (prawidłowy zapis dialogów, wow!), więc poza tymi nieszczęsnymi wielkimi literami w bezpośrednich zwrotach czy niedoborem przecinków przed wołaczami nie ma wielu potknięć.

Tylko jedna uwaga – nie jestem żadnym społecznikiem ani orędownikiem tolerancji, nie wiem jednak, jak niektórzy czytelnicy mogliby przyjąć założenie, że to “czarny” brat jest odpowiedzialny za “czarne” plamy i raka mózgu “bialego” bliźniaka, i że jego śmierć owego “białego” brata ratuje…

 

Pozdrawiam.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Miałem opowiadanie na tym portalu, gdzie motywem przewodnim był pomysł o splątaniu kwantowym atomów węgla w mózgach połączonych naukowców. Niestety schowałem je do kopii roboczej, bo, jak to wielu czytelników określiło, mało prawdopodobne aby to było możliwe, żeby umysły ich to wytrzymały. No cóż, może źle  to po prostu przedstawiłem. 

 

W Twoim opowiadaniu podoba mi się pomysł odwrotnego splątania. Sama fabuła nie powala, ale ta krótka historia nawet interesująca. Pozdrawiam i wybacz, że zrobiłem wtrącenie o swoim tekście.

 

Joseheim, dzięki za potężną dawkę poprawek! Większość wprowadziłem lub zmieniłem zdanie tak, żeby nie były zasadne ;) Do paru odnoszę się poniżej.  Chciałbym, za tak dużą ich ilość, trochę zrzucić winę na pośpiech. Nie mogę jednak tego zrobić, bo zarówno przecinki jak i zwroty “Ci, Tobie…” to rzeczy, które były wypunktowane przy moim poprzednim opowiadaniu, więc z pokorą pochylam głowę.

 

“Mężczyzna wyglądał jak jego starsza wersja, zanim jeszcze tak schudł i wyłysiał. Już gruby, a nie pulchny, również w okularach” – Hm, jak dla mnie “gruby” jest silniej nacechowane niz “pulchny”, więc skoro mężczyzna schudł, to powinno być – jak dla mnie przynajmniej – odwrotnie… Już tylko pulchny, a nie gruby? 

Starsza wersja syna, który był grubszy. Zakręciłem tutaj. Teraz jest troszkę inaczej skonstruowane.

 

Wzdychnięcie – Noo… też tak najpierw pomyślałem, ale sprawdziłem odmianę słowa wzdychać i wszystko wskazuje, że jest ok. Jak proponujesz lepiej? Wzdechnięcie? Google poprawia na wzdychnięcie tak btw. ;)

 

“Ayodele zawsze chciał jak najszybciej wszystko opanować i poznać, żeby nie odstawać od reszty dzieci w szkole i generalnie od nowego świata, w którym się znalazł.”

Kosmiczna niekonsekwencja. Skoro Ayo jest w nowej rodzinie od kilku lat, to w pierwszej kolejności powinien chcieć właśnie zrozumieć, na czym polega ten kwantowy interes, bo właśnie dzięki niemu miał szansę uciec z Afryki. A on nadal nie czai i wstydził się kogokolwiek zapytać? Książek na ten temat nie ma, artykułów, wpisów w ichnim odpowiedniku w internecie? Wstawianie takiej sceny po to, by była okazja wyjaśnić zjawisko czytelnikowi, to – przepraszam – oklepany i nieudolny zabieg literacki…

Tutaj troszeczkę stanę w obronie Ayo. Tak, myślałem o tym i tak, bałem się, że może to w ten sposób wyglądać. Ale z drugiej strony jak szybko, załóżmy dziesięcioletni chłopiec z Afryki, bez znajomości języka, bez podstawowego wykształcenia, rozpraszany przez milion nowych, innych rzeczy jest w stanie zrozumieć fizykę kwantową? Do tego jeszcze jej nowy dział dotyczący splątania ludzi? Czy pięć lat wystarczy? Czy jako dziecko przyjmie świat takim, jakim jest, ale w związku z zaistniałą sytuacją będzie jednak próbował się czegoś dowiedzieć. Szkoła, fundacja, może telewizja już jakieś informacje na pewno mu przekazały. Brat też mu już tłumaczył. Nie lubi pokazywać niewiedzy, albo boi się, ze nie uczy się wystarczająco szybko, ale wciąż nie rozumie. Mimo to przyszedł ponownie. Wie i czuje natomiast, że są bliźniakami i choroby powinny dotyczyć ich obu.

Może masz rację i powinno wynikać to z tekstu. Jeżeli się nie udało to szkoda :( No nic, mam nadzieję, że nie będzie to jednak psuło odbioru.

 

Te same argumenty tyczą się przemowy/sposobu wypowiadania się Marka. Tak, jest piętnastoletnim,  młodym kujonem z dobrego domu, zafascynowanym fizyką i ze śmiertelną chorobą w jego mózgu. Jeżeli to wszystko nie sprawia, że jest dorosły jak na swój wiek, to już nie wiem co może to uczynić ;) Ale fakt, niestety mówiąc o fizyce kwantowej ciężko uniknąć pewnym sformułowań. Uwaga przyjęta, następnym razem postaram się, żeby było naturalniej.

 

Tylko jedna uwaga – nie jestem żadnym społecznikiem ani orędownikiem tolerancji, nie wiem jednak, jak niektórzy czytelnicy mogliby przyjąć założenie, że to “czarny” brat jest odpowiedzialny za “czarne” plamy i raka mózgu “bialego” bliźniaka, i że jego śmierć owego “białego” brata ratuje…

 

Nie, proszę! Nie idźmy tą drogą. To w ogóle nie ma związku albo nie miało mieć. Nic nie poradzę, że rak daje na zdjęciach taki, a nie inny kolor… 

 

Dziękuję za generalnie miły odbiór i za kliknięcie na bibliotekę! Cieszę się, że nie zraziły te błędy :)

 

Blackburn – jasne, nie ma problemu! Dzięki za przeczytanie i opinię. Ja sam wyszedłem z założenia, że jeżeli oryginalna fizyka kwantowa łamie obowiązujące prawa fizyki (prędkość światła), teleportuje atomy i w dużej mierze naukowcy wciąż nie mogą wyjaśnić wielu jej aspektów, a mimo to działa i jest potwierdzana, to co tam tacy ludzie i ich splątania przy tym ;) 

Chętnie przeczytałbym Twoje opowiadanie o splątaniu kwantowym. Wyciągaj z szuflady! :)

“Rycerstwo samo w sobie jest poezją życia” - Friedrich Schlegel

pheris, te moje opowiadanie cały czas jest na portalu, tylko przesunąłem je z powrotem w kopię roboczą. Hmm… może popracuję na nim i przywrócę, zastanowię się. 

A co do koloru skóry, to nie rozumiem, dlaczego poprawnie byłoby odwracać sytuację bohaterów, jakby jeden z nich potrzebował specjalnej społecznej troski – jakby nie miał mózgu albo czegoś mu brakowało. 

Nie znam się na problemie, ale oceniając sam tekst to nic mnie nie zaciekawiło. Ot scenka. Nie dostrzegłem tu jakieś głębi ani tym bardziej emocji. Bardzo jednostajna narracja, poprawna, ale nic poza tym.

Nie wiem, czy to świat alternatywny, ale skoro Jose nie protestuje, pewnie tak.

Bardzo mi się spodobał pomysł na opowiadanie. Wprawdzie tak duże obiekty chyba się niechętnie splątują i jednak zawsze wychodzą z jakiegoś wspólnego w czasie i przestrzeni momentu (nie znam się, mogę się mylić), a tu plączą się ludzie z różnych kontynentów, ale niech Ci będzie.

Tylko jeszcze te Państwa i Ty popraw. Dużą literą to w listach, w rozmowie zaznaczasz jakoś wielkie?

Babska logika rządzi!

Cholera… w sumie Finkla ma rację, a ja się po prostu nie zastanowiłam ;( Opowiadanie umiejscowione jest w bliżej nieokreślonej przyszłości, można je zakwalifikować jak lekkie SF, ale alternatywnej historii ani świata to tu nie ma ; ( Chyba, że coś przegapiłam…

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Ups. No to wyszło, że napisałam donos. :-(

Babska logika rządzi!

Generalnie dobrze się czytało, pomysł interesujący, ale całość nie poruszyła mnie na tyle, by na dłużej utkwić w pamięci, niestety :|

Na fizyce kwantowej się nie znam, ale mimo to zazgrzytał mi strasznie ten dialog chłopców, w którym starasz się nieco przybliżyć temat. Wyszło sztucznie, moim zdaniem. 

 

Poza tym po tylu miesiącach zagrożenie, strach i inne uczucia, które towarzyszą w takich sytuacjach, po prostu słabną i obojętnieją. – Brzmi to, jakbyś jako uczucia wymieniał strach i zagrożenie. Zagrożenie to raczej właściwość danej sytuacji, nie uczucie.

Czy ja wiem, Werweno? Takie poczucie zagrożenia to chyba jednak emocja. Ale co ja mogę o tym wiedzieć…

Babska logika rządzi!

No, ale poczucie w tym zdaniu nie stoi, ino zagrożenie samo :P Zgadzam się że to słówko sporo by uładziło.

OK, coś w tym jest. :-)

Babska logika rządzi!

Bardzo fajne. Od razu mnie wciągnęło, nawet sobie podyskutowałam z mężem jaki interesujący pomysł. Niestety w połowie tekstu mój telefon oszalał i przerwałam czytanie. Za chwilę doczytam i zobaczymy, czy dalej też tak ładnie :)

​edyta: Dobry zwrot akcji.

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Finkla, Werwena – jasne , że chodziło o uczucie zagrożenia :) Zaraz będzie poprawione.

Co do wspólnego punktu w czasie i przestrzeni, troszkę za mało to podkreśliłem, może w jednym, czy dwóch zdaniach, ale chłopaki mają wspólną datę urodzin ;)

 

Joseheim, Finkla – Co do S-F… ciężko mi ocenić samemu. Założeniami było po prostu alternatywne/ rozwinięte prawo fizyki i jak wyglądałby świat współczesny, gdyby coś takiego się zdarzyło w okolicach  końca wieku XX. Nie wiemy jeszcze, co kryje przed nami fizyka kwantowa ;) Zdaję się tutaj jednak w pełni na ocenę jury.

Dziękuję wszystkim za przeczytanie i opinie. Te dobre cieszą bardzo, a jak nie porywa, to i tak miło, że dotrwaliście do końca.

 

Finkla, Fleurdelacour – dziękuję za kliknięcia na bibliotekę! :) 

“Rycerstwo samo w sobie jest poezją życia” - Friedrich Schlegel

Urodziny jasne – piszesz, że obchodzą je wspólnie, więc nie ma wątpliwości. Ale jeszcze ta przestrzeń… ;-)

Babska logika rządzi!

Dlatego proszę fizyków o wyrozumiałość… ;) Masz mnie :)

 

A co do koloru skóry, to nie rozumiem, dlaczego poprawnie byłoby odwracać sytuację bohaterów, jakby jeden z nich potrzebował specjalnej społecznej troski – jakby nie miał mózgu albo czegoś mu brakowało. 

Blackburn – uf dzięki, cieszę się, że jednak ten kolor skóry nie narzuca jakiejś pokręconej interpretacji :)

“Rycerstwo samo w sobie jest poezją życia” - Friedrich Schlegel

Fakt – prosisz. Ale kto powiedział, że jetem fizykiem? ;-) Nie czepiam się zresztą jakoś bardzo mocno, tylko sygnalizuję, gdzie mi nie pasuje.

Babska logika rządzi!

Przeczytałam Splątanych bez przykrości, ale muszę wyznać, że także bez większego zrozumienia, jeśli chodzi o owe splątania kwantowe. Jednak ufam, Pherisie, że wiedziałeś o czym piszesz i to mi wystarczy by do opowiadania odnieść się przychylnie. ;-)

 

Nis­san Na­va­ra mknął przez ulice mia­sta… – Nis­san na­va­ra mknął przez ulice mia­sta

Gdyby nissan nie rozpoczynał zdania, też powinien być napisany małą literą.

http://sjp.pwn.pl/zasady/;629431

 

Za wszel­ką cenę chciał od­cią­gnąć myśli brata od tego miej­sca, gdzie zmie­rza­li. – Za wszel­ką cenę chciał od­cią­gnąć myśli brata od tego miej­sca, do którego zmie­rza­li.

 

Spoj­rzał na ro­dzi­nę wpa­trzo­ną w niego ni­czym w wiesz­cza lub pro­ro­ka i po cięż­kim wzdych­nię­ciu za­czął mówić.Spoj­rzał na ro­dzi­nę wpa­trzo­ną w niego ni­czym w wiesz­cza/ pro­ro­ka i po cięż­kim westchnięciu za­czął mówić. Lub: Spoj­rzał na ro­dzi­nę wpa­trzo­ną w niego ni­czym w wiesz­cza/ pro­ro­kacięż­ko westchnąwszy, za­czął mówić.

Tutaj wieszczprorok, w zasadzie znaczą to samo.

 

to jego po­pu­lar­ność rosła, a nie­bo­tycz­ne pie­nią­dze w jego bu­dże­cie… – Czy to zamierzone powtórzenie?

 

któ­rej nazwę jest mi nawet cięż­ko wy­mó­wić. – Raczej: …któ­rej nazwę jest mi nawet trudno wy­mó­wić

 

 Jego bliź­niak wes­tchnął i prze­je­chał się ręką po łysej gło­wie.Jego bliź­niak wes­tchnął i prze­je­chał ręką po łysej gło­wie.

 

Mark, czy czu­jesz się go­rzej od ostat­niej wi­zy­ty lub od … zda­rze­nia… – Zbędna spacja przed wielokropkiem.

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzięki Regulatorko :) Zarówno za przychylność, jak i za wszystkie poprawki. W końcu sensownie mogłem wybrnąć ze “wzdychnięcia” , o którym już pisała Joseheim ;)

 

EDIT:

 

Teraz zobaczyłem pod innym tekstem, że nie powinno się poprawiać za bardzo błędów po minięciu daty konkursu. Posypuję głowę popiołem i obiecuję się już wstrzymać do czasu ogłoszenia wyników. Dla informacji jedyne co wprowadziłem, to uwagi od Regulatorki. Proszę o wybaczenie.

“Rycerstwo samo w sobie jest poezją życia” - Friedrich Schlegel

Cieszę się, Pherisie, że uwagi okazały się przydatne i mogłeś wybrnąć, choć mam wrażenie, że nie do końca udało się zrobić to sensownie, bowiem teraz zdanie brzmi: Spojrzał na rodzinę wpatrzoną w niego niczym w wieszcza i po ciężko westchnąwszy zaczął mówić.

No, ale do trzech razy sztuka. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Eh… ;)

“Rycerstwo samo w sobie jest poezją życia” - Friedrich Schlegel

Na fizyce kwantowej to ja się nie znam, ale też nie trzeba mi tłumaczyć, że to interesująca dziedzina wiedzy. Tym bardziej doceniam ciekawy pomysł na opowiadanie. Czytało się dobrze.

Cieszę się, dziękuję :)

 

Tak przy okazji zachęcam do chociaż minimalnego zapoznania się z tematem. Na przykład przez programy popularnonaukowe, czy to w telewizji, czy w Internecie. Podają informacje w nieco przystępniejszej formie niż podręczniki ;) Ten dział fizyki nie dość, że jest interesujący, to jeszcze niesamowicie zadziwiający. Pokazuje jak mało wiemy o otaczającym nas świecie :)

“Rycerstwo samo w sobie jest poezją życia” - Friedrich Schlegel

Może opowiadanie nie powaliło na kolana, ale było bardzo ciekawe. Pomysł na takie splątanie i i jego odwrócenie bardzo mi się spodobał.  Odrobinę nierealny dla mnie jest aż tak altruistyczny nastoletni Ayo, ale przymykam oko, zakładając, że w tym alternatywnym świecie ludzie potrafią być jednak nieco lepsi niż w naszym ;)

Podobało mi się też wstawienie takiego drobiazgu, jakim jest reality show – do hermetycznego świata rodziny, a wręcz dwóch chłopców dorzuciłeś odrobinę tego zewnętrznego, pokazując tło rzeczywistości. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Hej, dzięki za komentarz i kliknięcie! :)

Idea reality show powstała zaraz za samym pomysłem, cieszę się, że się spodobało.

Też chciałbym wierzyć, że nawet w naszym świecie ostateczne poświęcenie, nie jest jeszcze tym, co przepadło całkowicie. Z jego informacji wynikało, że czeka go śmierć. Serce jednak i pewne wnioski, które bardziej czuł niż rozumiał, podpowiadały, że w tym wypadku może być inaczej. Mógł poczekać i patrzeć jak brat umiera albo samemu spróbować coś zmienić. Przeżył najlepsze lata swojego życia i w ten przewrotny sposób podziękował za to, co dla niego zrobili, ratując bliźniaka. Wiązało się to jednak z tym, co zrobił. 

Chciałem, żeby w tym alternatywnym świecie wybory były inne, ale nie mniej trudne. “Fizyczno-magiczne” splątanie nie rozwiąże (rozpląta? ;) ) naszych problemów :)

 

“Rycerstwo samo w sobie jest poezją życia” - Friedrich Schlegel

Przyjemne opowiadanie, czyta się bez przykrości, ale raczej nie zapada w pamięć. Kwestie medyczne potraktowane dość… swobodnie, ale nie one są tutaj takie istotne. ;) Mi również zazgrzytał dialog chłopców. Niby mają po piętnaście lat, a wypowiadają się, jakby co najmniej studiowali fizykę. Takie tłumaczenie trzeba było albo włożyć w usta biegłej w dziedzinie fizyki osoby, albo zostawić je u chłopaka, ale pokazać to dużo prostszym, infantylniejszym językiem, jak to na nastolatka przystało. Wypowiedzi zyskałyby na wiarygodności.

Sam pomysł ze splątaniem i mechaniką kwantową bardzo ciekawy – też ostatnio pokusiłem się o użycie podobnych motywów w opowiadaniu.

Pozdrawiam!

nie wiem jednak, jak niektórzy czytelnicy mogliby przyjąć założenie, że to “czarny” brat jest odpowiedzialny za “czarne” plamy i raka mózgu “bialego” bliźniaka, i że jego śmierć owego “białego” brata ratuje…

Otóż to! devil Ale na tym nie poprzestawajmy! Dlaczego czarny brat był gorzej wyedukowany niż biały? To tak nie może być, kolego Autorze! Wiadomo, że w Afryce są najlepsze uczelnie, gdzie wykładana jest fizyka kwantowa, a ja tu jakieś przekłamanie widzę w tekście, że niby jest odwrotnie?

Sugeruję następujące poprawki do tej skandalicznej sprawy:

– to czarny brat informuje białego o tym, co to jest fizyka kwantowa – ale mimo starań biały i tak nie może załapać.

– biały brat zachorował, ale to na złość czarnemu bratu, bo myślał, że mu zaszkodzi w ten sposób, ale sprawiedliwość dziejowa była po słusznej stronie.

– zając wbiega na prastarą, polską gruszę i odszczekuje się prześladowcom.

– kiedy Tytus, Romek i Atomek lądują wannolotem na Bałtyku, napotykają szpiegowską łódź podwodną RFN, ale wyprowadzają ją w pole (gdzie jak wiadomo łodzie podwodne tracą swoje przewagi – ale tylko te z wrogiego obozu, bo nasze nawet wtedy dają radę)

– Na koniec autor powinien się wytłumaczyć dlaczego spisał tekst czarnymi literkami na białym tle, bo to od razu budzi podejrzenia.Proszę postawić szare literki na szarym tle!

wink

 

Gostomyśle, a jakieś poważne elementy opinii? Bo ja tu widzę tylko cytat i nabijanie. :-)

Babska logika rządzi!

nie nabijanie – po prostu spodobał mi się pewien fragment wypowiedzi. Czasami każdy z nas powie coś, co kogoś innego zainspiruje do jakiegoś tekstu poważnego, albo żartobliwego. Mnie się akurat spodobał ten cytat.

Co do tekstu – swoją ocenę dałem. Coś więcej? Bardzo ładnie poskładana akcja – pomimo tego, że ma powolne tempo (zamierzone, jak sądzę), to nie usypia, tylko ciągnie do przodu. Argumenty komentujących nt tego, czy piętnastolatkowie mówią tak jak “biały brat” czy bardziej infantylnie są moim zdaniem nietrafione: owszem, piętnastolatkowie, którzy wygrywają olimpiady z fizyki i są odpowiednio wychowywani tak mówią, a nawet poważniej. Spotkałem niejednego takiego młodego człowieka. Poza tym nieuleczalna choroba też zmienia ludzi – nawet kilkuletnie dzieci często poważnieją.

Jak dla mnie to najsłabszym punktem było przedstawienie “czarnego brata”. Wyszedł strasznie infantylnie (piętnastolatek siadający mamie na kolanach itp), a na koniec przebłysk geniuszu i chlast z mostu na autostradę… To bym może i przełknął, gdyby autor wcześniej pobudził moją ciekawość, gdyby już wcześniej przemycił informacje o tym, że być może między tymi braćmi istnieje związek dokładnie odwrotny niż w pozostałych przypadkach. Wówczas to samobójstwo dałoby mi trochę do myślenia. A tak to było to jakoś dla mnie bez większego znaczenia (poza współczuciem, ale to nie o to chyba chodziło w akcji).

A zatem zabrakło kilku drobnych zabiegów, może 3-4 zdań, abym postawił ocenę 6. A tak niestety pozostaję przy dobrej czwórce.

Gostomyśle, jeden był czarny, a drugi biały. Ciężko o bardziej uderzającą odwrotność. ;)

MrBrightside – nie znam się na bliźniakach kwantowych, nie wiedziałem, że tylko biały z białym i czarny z czarnym mają prawo być… A skoro reprezentuję tą mniej zorientowaną w tematyce fizyki grupę czytelników, to mój głos jest taki, że jak dla mnie to skoro różnica kolorów skóry maiła być dla mnie wskazówką – to ja tego nie załapałem. Wystarczyłoby jedno zdanie uzupełniające wiedzę ludzi takich jak ja – i byłoby po sprawie. A tak to wracamy do wątku wiele już razy poruszanego na tym portalu przeze mnie, że wielu autorów często błędnie zakłada, że czytelnik ma obowiązek znać temat co najmniej w takim stopniu jak autor (a jak nie wie, to ma sobie wygooglać… co jest już kompletnym nieporozumieniem). Jako czytelnik czytam tekst takim, jaki on jest – niczego nie zamierzam googlać, ani douczać się w temacie… to autor jest odpowiedzialny za prowadzenie czytelnika (również tego mniej zorientowanego) w arkana wiedzy o prezentowanym przez siebie świecie – a dokładnie: w tych jego elementach, które nie należą do zwykłych, codziennych itd.

 

Hmmm. Cholernie trudno jest przeprowadzić przez temat tych mniej zorientowanych czytelników w taki sposób, żeby bardziej zaawansowani nie poczuli, że wykłada im się kawę na ławę. Tak źle i tak niedobrze…

Babska logika rządzi!

Czy ja wiem? Ja z tekstu dowiedziałem się sporo o opcji kwantowych bliźniaków, ale jak widać – nie dość dużo, by załapać pewne kwestie. Mi zabrakło np. w miejscu rozmowy obu braci choćby jednego zdania w stylu: wiesz, że nasz przypadek jest ewenementem, bo ty czarny, ja biały, a jak dotąd takich odwrotności nie zaobserwowano… bla, bla…

Oczywiście idę tropem zasugerowanym przez MrBrightside – ja się na tym nie znam, nie wiem, czy to właściwy trop.

Takie zdanie zapaliłoby mi już lampkę w głowie, że coś tu jeszcze w tle się gotuje… a na koniec miałbym większą satysfakcję z odkrycia: aaaaa… to taki związek!

Jedno… no góra 5 zdań i ten tekst zupełnie inaczej by dla mnie wyglądał. 

Ale i tak jest całkiem porządny.

Tak, takie zdanie mogłoby wzbogacić tekst bez używania łopaty. Ale w końcu skóra to bardzo powierzchowna warstwa… Może takich par było więcej i nie stanowiły ewenementu?

Babska logika rządzi!

też tak mi się wydaje… ale tak mnie Mr nakierował. Jeśli jednak są jakieś inne wskazówki, to wtedy również znajdzie się zdanie naprowadzające.

Podobało mi się :)

Nowa Fantastyka