- Opowiadanie: Sarjewsky - Kolizja

Kolizja

Uwaga! Pomysł nie jest mój ;) Jak można zauważyć w notce autorskiej na moim profilu, postanowiłem po kilkuletniej przerwie powrócić do pisania. Zamiast próbować spisać wszystko co mi w głowie przez ten czas siedziało i powstało (głównie do mojego wykreowanego świata, który tworzę nieustannie od pięciu lat, dlatego nie wiem czy będę całościowo publikował go w internecie), postanowiłem skorzystać z kochanego Reddita i jedno z subredditów, czyli /r/WritingPrompts. Pomysł, po wolnym tłumaczeniu na polski brzmiał: “Twój statek dryfuje przez nieskończoną otchłań kosmosu. Jesteś ostatnim żyjącym człowiekiem wewnątrz rozpadającego się wszechświata.“ Został zaproponowany przez /u/DrWhaleLove.

Napisane 17 września br., jako zwykła forma treningu. Ocenione przez kilka osób z grupy facebookowej, na której publikuję i nie mogli się do niczego przyczepić, oprócz możliwych paru błędów stylistycznych.

Jestem dumny z tego opowiadania, bo angażuje czytelnika do zadawania pytań, na które może być mnóstwo odpowiedzi i żadna nie byłaby zła. Zobaczcie sami ;)

 

Kamil Koresendowicz.

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Kolizja

Michael leniwym wzrokiem przejrzał wszystkie monitory. Kiedy większość z nich pokazywała szybko migające, czerwone wykrzykniki, inne pokazywały jedynie obraz z kamer wewnątrzpokładowych. Nie wiedział jak je wyłączyć, więc starał się nie patrzeć na obraz z maszynowni, na którym można było zobaczyć stos nierówno ułożonych ciał i kałuże krwi. Swój wzrok skierował natomiast na pęknięty ekran pokazujący najszybciej migający wykrzyknik. Było na nim napisane tylko krótkie “Pozostało 5 procen”, a reszta zdania pozostawała niemożliwa do odczytania z powodu rozlanego w tym miejscu wyświetlacza.

Odszedł od komputera pokładowego i dokładnie w tym samym momencie, z głośników wydobył się sympatyczny, żeński głos.

Uwaga. Pozostało 4…

Michael używając całej siły swojej woli zagłuszył informację. Nie mógł pozwolić, by zawładnęła nim panika. By wiedza go zabiła.

Wyszedł szybko z kokpitu, wiedząc że to ostatnie miejsce, w którym głośniki jeszcze działają. W innym pomieszczeniu nie będzie musiał się o to martwić. Najrozsądniejszą opcją wydawała się kwatera kapitana, gdzie zresztą Michael się skierował. Już wchodząc przez drzwi zachwiał się lekko i prawie stracił przytomność. Ma coraz mniej czasu i dobrze o tym wie. Nie zamierzał jednak próbować jakichś bohaterskich czynów. To nie było w jego stylu i nawet on sam musiał stwierdzić, że jest zwykłym tchórzem.

Zamiast tego, podszedł do niewielkiego, okrągłego okna, które wychodziło akurat na Ziemię i Mars. A przynajmniej to co zostało z tych planet, czyli miliony rozrzuconych skał. Bez żadnej zmiany ekspresji na twarzy, Michael zdołał zauważyć, że jedna z tych skał swobodnie dryfuje w kierunku kolizyjnym z równie swobodnie dryfującym statkiem, na którym się znajdował. Nie przejął się tym.

Wyjął z szafki do połowy opróżnioną butelkę, z mętnym, brązowym płynem w środku. Nie miała etykiety, ale wiedział, że to domowy bimber, który kapitan postanowił zabrać ze sobą na wyprawę. Usiadł na podłodze pod oknem, odkorkował flaszkę i pociągnął z niej. Spojrzał na nią rozczarowany, zdając sobie sprawę, że płyn nie ma żadnego smaku, po czym odłożył ją obok siebie. Robił się coraz bardziej senny i nie mógł tego powstrzymać.

A mogłem zostać tym cholernym chłopcem na posyłki – westchnął sam do siebie.

Zemdlał, kiedy głos w kokpicie informował “Uwaga. Brak zapasu tlenu.” a jeden z monitorów informował o kolizji z obiektem za 3… 2… 1…

Koniec

Komentarze

Wybacz, autorze, ale moim zdaniem tek króciak jest zwyczajnie słaby.

Pomysł, po wolnym tłumaczeniu na polski brzmiał: “Twój statek dryfuje przez nieskończoną otchłań kosmosu. Jesteś ostatnim żyjącym człowiekiem wewnątrz rozpadającego się wszechświata.“

Zamiast napisać opowiadanie, zapisałeś jedynie ten pomysł jako krótką scenkę, nie dodając nic od siebie, może poza butelką bimbru. Nawet, jeśli w zaistniałej sytuacji na statku niewiele już mogło się wydarzyć, to w umyśle bohatera wręcz przeciwnie. Szkoda.

Ocenione przez kilka osób z grupy facebookowej, na której publikuję i nie mogli się do niczego przyczepić

Naprawdę nikomu nie przeszkadzało, że okno “wychodziło akurat na Ziemię i Mars”? Pomijam już fakt, że statek na którym panuje sztuczna grawitacja prawdopodobnie obracałby się wokół jakiejś osi i obraz za oknem by się zmieniał. Załóżmy, że za grawitację odpowiadał jakiś cudowny generator i obrót nie był konieczny (tak jak w Gwiezdnych Wojnach i całej masie innych). Mimo to ktoś w tej grupie powinien zdawać sobie sprawę, jak wielka odległość dzieli obie planety. Przynajmniej jedna z nich musiałaby być maleńką, ledwo widoczną kropką na tle o wiele jaśniejszych gwiazd. A jeszcze rozbita na kawałki… Raczej trudno byłoby uznać, że “okno na nią wychodzi”. 

 

Na koniec – Kamilu, tylko nie zrażaj się tym, ani podobnymi komentarzami. Pisz.

Zgadzam się z Unfallem – nie rozwinąłeś pomysłu. A i w nim nie było chyba nic porażająco nowego.

Statek ma się zaraz zderzyć z planetą i nic na nim nie czuć? Żadnego przeciążenia, wstrząsów, zmian kierunku? Na etapie 3… 2… 1… to już chyba powinno być po burzliwym wejściu w atmosferę.

Tak się zastanawiałam na początku, czy monitor podaje udział tlenu w atmosferze. I przy jakim stężeniu człowiek traci przytomność. Wychodzi mi, że przy 5% to ten kosmonauta już dawno nie żył. A i tak podejrzewam, że dwutlenek albo tlenek węgla zabiłby go jeszcze szybciej.

Babska logika rządzi!

Raczej trudno byłoby uznać, że “okno na nią wychodzi”. 

Myślę, że jednak wychodzi. Bo to, że okno wychodzi na te planety, nie znaczy, że je widać. Zresztą, jak są w kawałkach, rozrzucone po wszelkiej okolicy.

 

Nawet, jeśli w zaistniałej sytuacji na statku niewiele już mogło się wydarzyć, to w umyśle bohatera wręcz przeciwnie.

Wątpię, żeby Michael mógł myśleć o czymkolwiek przy tak niskim poziomie tlenu :D

 

Co do Finkli, to jest bliżej nieokreślona przyszłość, może nawet niekoniecznie ta sama rzeczywistość. Różne rzeczy mogą działać inaczej. To tak samo co do silniki antygrawitacyjnego, o którym wspomniał Unfall.

 

Ale to wszystko, jeśli już się przyczepić, to zwykłe błędy rzeczowe. Co prawda, te mogą być poważne. Ale to jest zwykła, treningowa, krótka historia. To nie miało nic coś nowego, co Finkla zarzuciła, że powiela schematy. Staram się póki co, dla treningu i przypomnienia sobie mojego stylu pisania, pisać krótkie jednostronicówki, Kolizja jest jedną z nich, z których jestem najbardziej dumny, więc zamieściłem. Rozumiem mimo to wasze uwagi ;)

 

A, i uzgodnijmy coś. Krytykujecie formę, kiedy tu chodzi o historię? Wow :o

 

Skoro, jak twierdzisz, Kolizja jest dla Ciebie tylko treningiem, przyjmuję to do wiadomości i, nie rozwodząc się nad wątłą treścią, nieśmiało zwracam uwagę, że mógłbyś być z tego tekstu dumny jeszcze bardziej, gdybyś zechciał trochę popracować nad jego wykonaniem.

 

Kiedy więk­szość z nich po­ka­zy­wa­ła szyb­ko mi­ga­ją­ce, czer­wo­ne wy­krzyk­ni­ki, inne po­ka­zy­wa­ły je­dy­nie… – Powtórzenie.

 

Swój wzrok skie­ro­wał na­to­miast na pęk­nię­ty ekran… – Zbędny zaimek. Czy istniała możliwość, by na ekran skierował cudzy wzrok?

 

z gło­śni­ków wy­do­był się sym­pa­tycz­ny, żeń­ski głos. Uwaga. Po­zo­sta­ło 4 – Skoro głos powiedział, to zapewne: Uwaga. Po­zo­sta­ło cztery

 

By wie­dza go za­bi­ła. Wy­szedł szyb­ko z kok­pi­tu, wie­dząc… – Powtórzenie.

 

Naj­roz­sąd­niej­szą opcją wy­da­wa­ła się kwa­te­ra ka­pi­ta­na, gdzie zresz­tą Mi­cha­el się skie­ro­wał. – …do której zresz­tą Mi­cha­el się skie­ro­wał.

 

Już wcho­dząc przez drzwi za­chwiał się lekko i pra­wie stra­cił przy­tom­ność. Ma coraz mniej czasu i do­brze o tym wie. – Dlaczego zmieniłeś czas?

 

Wyjął z szaf­ki do po­ło­wy opróż­nio­ną bu­tel­kę, z męt­nym, brą­zo­wym pły­nem w środ­ku. – Czy istniała możliwość, by wyjął butelkę z płynem na zewnątrz?

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

To jest coś na co właśnie liczyłem! Dziękuję bardzo, do tych rad mogę, a nawet muszę się dostosować. Faktycznie, nie edytowałem opowiadania po napisaniu, więc takie byczki mogły się wkraść. Dziękuję bardzo, przywróciłaś mi motywację :D

Myślę, że jednak wychodzi. Bo to, że okno wychodzi na te planety, nie znaczy, że je widać.

Zazwyczaj mówi się, że okno wychodzi na ulicę, albo na ogród itp. – ten zwrot określa nam widok z tego okna. Ty piszesz, że wychodzi, mimo że może ich z tego okna nie widać. Jaki to ma sens?

 

Wątpię, żeby Michael mógł myśleć o czymkolwiek przy tak niskim poziomie tlenu :D

Ale to Ty, jako autor, pozbawiłeś go tego tlenu. A wcale nie musiałeś. W tym przypadku nie wytknąłem Ci błędu logicznego, a jedynie wskazałem miejsce, gdzie uśmierciłeś akcję opowiadania, zamiast ją rozbudować i uczynić interesującą dla czytelnika.

 

A, i uzgodnijmy coś. Krytykujecie formę, kiedy tu chodzi o historię? Wow :o

O jaką historię chodzi? Świat się wali, a ostatni żyjący człowiek idzie się napić wódki. Ot i cała historia. Nie krytykujemy historii, bo jej tu nie ma. Nic się nie dzieje. Nic nie skłania czytelnika do jakichkolwiek przemyśleń. Brak puenty. Nie można się wczuć w rolę bohatera. Pozostaje jedynie krótka scenka i to opisana tak, że nawet nie da się wyczuć klimatu.

Chcesz, abyśmy dyskutowali o historii, to jakąś napisz. Tutaj jedynie zobrazowałeś czyjś pomysł nic nie dodając od siebie. Ten pomysł miał być zaczynem dla jakiejś historii i nie jest historią samą w sobie.

 

To ostatnie zdanie zabrzmiało, jakbyś zaczynał się na nas boczyć za słowa krytyki. Więc się nie bocz, bo nikt Ci tu nie chce robić na złość. Na tym portalu pomagamy sobie nawzajem pisać lepiej i temu głównie mają służyć komentarze. Jak będziesz dostawał same pochlebne, to owszem, będzie Ci miło, ale już się nie przyczynią do poprawy Twojego warsztatu.

Eh, no historii jest trochę. Co się stało z ludźmi w maszynowni? Dlaczego statek jest w takim stanie? Jak zginął Michael? O to mi chodziło w przedmowie. Opowiadanie zadaje pytania, a nie daje odpowiedzi i w tym angażuje czytelnika w historię.

Eh, no historii jest trochę. Co się stało z ludźmi w maszynowni? Dlaczego statek jest w takim stanie? Jak zginął Michael? O to mi chodziło w przedmowie. Opowiadanie zadaje pytania, a nie daje odpowiedzi i w tym angażuje czytelnika w historię.

Oj, leniuchu ;)

Czyli czytelnik ma sobie historię opowiedzieć sam? :)

Lubię, gdy opowiadanie rodzi pytania, ale to raczej nie działa w ten sposób, w jaki Ty sobie to wykombinowałeś. A przynajmniej na mnie tak nie działa. Pytania, moim zdaniem, powinna rodzić możliwość różnej interpretacji zdarzeń opisanych w opowiadaniu, a nie brak tych zdarzeń.

Ale ok. To Ty jesteś autorem i od Ciebie zależy, jakie uwagi weźmiesz sobie do serca przy pisaniu kolejnego tekstu. Grunt, żebyś się nie zrażał i pisał dalej.

 

Pozdrawiam i życzę miłej nocy.

Sarjewski, wiesz na czym polega Twój ból? Dałeś opowiadane do oceny kolegom i przyjaciołom, którzy są z Tobą związani i na pewno nie chcą robić Ci przykrości. Tu trafiłeś na neutralnego czytelnika, który ocenia dzieło, po tym jakie jest, a nie kto je napisał. 

Ale nie złość się, tylko przyjmij do wiadomości zarzuty i pisz dalej, doskonaląc się. 

Dla mnie również to tylko scenka, na dodatek pozbawiona emocji, zarówno u bohatera, jak i u czytelnika.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Dałeś opowiadane do oceny kolegom i przyjaciołom, którzy są z Tobą związani i na pewno nie chcą robić Ci przykrości.

No to cię rozczaruję, bo nawet nie znam tych ludzi.

Zgadzam się, że to tylko pozbawiona większych emocji scenka. Na plus, że dość sprawnie napisana.

Cześć.

Zapewne nie zrobi Ci to różnicy, że miałem wyrazić opinię, a zmieniłem zdanie.

Jesteś jeszcze zbyt arogancki, co udowodniłeś nader szybko. Nie chcesz krytyki, tylko uznania.

Dlatego w tym miejscu kończę.

Gdy wymyślę sygnaturkę, to się tu pojawi.

Ani mnie grzeje, ani ziębi. Nic ciekawego w tym tekście nie było.

 

Eh, no historii jest trochę. Co się stało z ludźmi w maszynowni? Dlaczego statek jest w takim stanie? Jak zginął Michael? O to mi chodziło w przedmowie. Opowiadanie zadaje pytania, a nie daje odpowiedzi i w tym angażuje czytelnika w historię.

 

Nie po to czytam cudzą historię, by sobie ją sama od początku do końca wymyślać. Sorry, to tak nie działa.

Zgadzam się z przedmówcami, że ten fragment jest po prostu..fragmentem. Za wiele się w nim nie dzieje, historii żadnej, emocji również. Niby światy całkowicie zniszczone, ale jakieś to takie mdłe i kosmicznie nudne.

Nie zgodzę się natomiast, co do niektórych błędów.

Swój wzrok skierował natomiast na pęknięty ekran“ – zaimek nie jest zbędny, przynajmniej wiadomo, kto i co skierował na co. Potem by znowu było narzekanie, że: “Ale kto skierował wzrok? Monitor? Wykrzyknik? Mars?!”

“…z głośników wydobył się sympatyczny, żeński głos. Uwaga. Pozostało 4“ – to jak napisane są w tekście liczebniki zależy TYLKO I WYŁĄCZNIE od autora. Nie ma żadnej pisanej czy niepisanej zasady, a nawet jeśli…to możesz ją złamać, to twój tekst.

Już wchodząc przez drzwi zachwiał się lekko i prawie stracił przytomność. Ma coraz mniej czasu i dobrze o tym wie“ – wiem, o co chodzi w tym fragmencie, ale widzę, że niektórzy nie łapią. “Ma coraz mniej czasu…” to inna narracja, prawdopodobnie chodzi o myśli głównego bohatera opowiadania, która ma na celu zdynamizowanie tekstu. Jak najbardziej na miejscu.

Wyjął z szafki do połowy opróżnioną butelkę, z mętnym, brązowym płynem w środku“ – zwyczajne czepialstwo, ale zawsze lepiej doinformować czytelników, wiadomo jak jest;)

 

 

Swój wzrok skierował natomiast na pęknięty ekran“ – zaimek nie jest zbędny, przynajmniej wiadomo, kto i co skierował na co. Potem by znowu było narzekanie, że: “Ale kto skierował wzrok? Monitor? Wykrzyknik? Mars?!”

A od kiedy monitor, wykrzyknik i Mars mają wzrok, którym może kierować Michael? Czytelnik nie jest idiotą.

Wyjął z szafki do połowy opróżnioną butelkę, z mętnym, brązowym płynem w środku“ – zwyczajne czepialstwo, ale zawsze lepiej doinformować czytelników, wiadomo jak jest;)

Wiadomo, jak to jest – ogromną bolączką początkujących pisarzy jest nadmierna zaimkoza i precyzowanie oczywistości. Znów – czytelnicy nie są idiotami.

 

Proszę, zapoznaj się z tym, może zmienisz zdanie:

http://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/56843912 

 

A od kiedy monitor, wykrzyknik i Mars mają wzrok, którym może kierować Michael? Czytelnik nie jest idiotą.“

Niestety lepiej przyjąć, że jest, zwłaszcza w internecie, bo tu nigdy nie wiadomo, kogo spotykasz. A lepiej jest wytłumaczyć więcej i dopowiedzieć niż nie powiedzieć wcale.

 

 

Wiadomo, jak to jest – ogromną bolączką początkujących pisarzy jest nadmierna zaimkoza i precyzowanie oczywistości. Znów – czytelnicy nie są idiotami.

Sory, ale to nie kurs jak zostać najlepszym pisarzem w historii. Jeśli autor celuje w blockbustery literackie, czyli literaturę dla wszystkich, to nikt nie zwróci na to uwagi. Tak jak wspomniałem wcześniej: lepiej dopowiedzieć więcej niż nie powiedzieć nic. Nie piszemy na czas, nie piszemy według sztywnych zasad “tyle i tyle znaków”. Jeśli autor ma ochotę napisać, że płyn znajdował się wewnątrz to należy to uszanować. Dlaczego od razu upatrywać w tym celowy błąd i głupotę?

Powiem ci, jak ja to widzę, gdy autor tłumaczy mi, że płyn znajduje się w środku butelki, a nie na zewnątrz. Widzę to tak – albo autor stwierdza, że ja jestem idiotką, i wcale mi się to nie podoba, albo autor sam jest idiotą, i… wcale mi się to nie podoba.

Błąd do poprawienia i tyle, tu nie ma nad czym się rozwodzić. To nie kurs na bycie superpisarzem, a nauka stosowania poprawnej polszczyzny.

Opowiadanie spaliłeś, zanim je zacząłeś. Barokowa przedmowa powoduje, że człowiek spodziewa się bóg wie czego. Zdradzasz, że będzie o końcu świata, o ostatnim człowieku itd. W efekcie stosy trupów i lot ku zagładzie już nie intrygują. Na deser zostaje butelka bimbru. I to bez smaku…

Stoyanie, dołączyłeś do nas, rzec można, przed chwilą, więc masz prawo nie wiedzieć, że w łapankach, poza oczywistymi bykami, nawet nie wspominam o błędach. Wszystkie moje uwagi to tylko sugestie/ propozycje i wyłącznie od autora zależy, czy zechce z nich skorzystać.

 

A od kiedy mo­ni­tor, wy­krzyk­nik i Mars mają wzrok, któ­rym może kie­ro­wać Mi­cha­el? Czy­tel­nik nie jest idio­tą.“

Nie­ste­ty le­piej przy­jąć, że jest, zwłasz­cza w in­ter­ne­cie, bo tu nigdy nie wia­do­mo, kogo spo­ty­kasz.

Stoyanie, czy według Ciebie, tu, w Internecie, wszyscy czytelnicy są idiotami, czy siebie z tego grona wyłączasz?

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

kam_mod

 

Powiem ci, jak ja to widzę, gdy autor tłumaczy mi, że płyn znajduje się w środku butelki, a nie na zewnątrz. Widzę to tak – albo autor stwierdza, że ja jestem idiotką, i wcale mi się to nie podoba, albo autor sam jest idiotą, i… wcale mi się to nie podoba.

Błąd do poprawienia i tyle, tu nie ma nad czym się rozwodzić. To nie kurs na bycie superpisarzem, a nauka stosowania poprawnej polszczyzny.

Autor cię o tym uprzejmie informuje, tak jak Nolan uprzejmie informuje w swoim filmie czym jest paradoks Penrose’a albo w Interstellar o co chodzi z czarnymi dziurami. Nie wyczułem w tym aroganckiego, buńczucznego ani pysznego wywyższania się nad tajemnicami wszechświata. Autor po prostu informuje. To tak jakbyś na widok znaku informacyjnego “przejście dla pieszych” wołała:

-Czy oni, kurwa, mają mnie za idiotkę? Przecież widzę, że dojeżdżam do przejścia dla pieszych!

 

Polszczyzna, czyli nauka, ma to do siebie, że ulega ciągłej ewolucji. Dzisiaj piszemy tak, jutro zapożyczamy i piszemy inaczej. Co innego, gdyby autor napisał “żeka”. O nie, nie, tutaj chodzi o “zbędne słowo”, co samo w sobie nie jest żadnym błędem i plamą na honorze poprawnej polszczyzny. To po prostu krytyka osoby, która stwierdziła, że coś jest DLA NIEJ zbędne. Niekoniecznie dla autora.

Widzę to tak – albo autor stwierdza, że ja jestem idiotką, i wcale mi się to nie podoba, albo autor sam jest idiotą, i… wcale mi się to nie podoba.

Też to tak widzę.

 

I żeby była jasność – poprawki, jakie zaproponowała Regulatorzy to typowa korekta (nie czepialstwo, czy chęć wciśnięcia szpili Autorowi, nawet nie krytyka). To czynność, jakiej są przykładowo poddawane teksty idące do druku, co nie znaczy, że Autor może sobie tego typu błędy olewać, bo w razie co korektor w wydawnictwie poprawi. Jeśli dany tekst wymagałby zbyt głębokiej korekty, to wydawnictwo z takiego tekstu rezygnuje, bo czas korektora kosztuje i to sporo. Dlatego, skoro na tym portalu doskonalimy swoje umiejętności, powinniśmy się też uczyć tego typu błędów unikać. 

Nie ma też co się podniecać i od razu wrzucać ludzi do worka z napisem: “on wyda kiedyś książkę”. To jest portal, na którym żaden użytkownik nie może pochwalić się jakąkolwiek publikacją. No, może z wyjątkiem jakichś opowiadanek w internetowych gazetkach non profit. Tym bardziej, tacy ludzie nie powinni dawać innym rad i, nie daj bóg, twierdzić, że robią to profesjonalnie niczym korekty wydawnicze.

Co więcej, nie w waszej gestii leży wskazywanie, które błędy korekta wydawnicza usunie, a które nie. Wszystko zależy od autora i tego, jak wielkie jaja ma. Jeśli ma malutkie – to jego 200 stronicowa powieść o krasnoludach zostanie okrojona do 12 stronicowego opowiadania o facecie, który sprzedawał krasnale ogrodowe. Nie widzę powodu, aby wciskać ludziom ciemnotę i z miejsca im mówić, że muszą usunąć niepotrzebne WASZYM ZDANIEM wyrazy, bo są one niepożądane przez wydawnictwa. Asekuranctwo pełną parą – niekompetentni próbują przewodzić niekompetentnym. Czy to o was nie wspominał Adaś w Dniu świra podczas sikania w pociągu?

 

Stoyanie, czy według Ciebie, tu, w Internecie, wszyscy czytelnicy są idiotami, czy siebie z tego grona wyłączasz?

Najlepiej sprawdzi się tutaj sparafrazowany cytat: Nie znałem tylu idiotów, dopóki mi komputera do internetu nie podłączyli.

I powiem w ten sposób: jeśli ktoś obruszył się na moje słowa to widocznie ma ku temu powody. A jeśli ma te powody… odpowiedzcie sobie sami:)

A co do łapanki. Zauważyłem dziwną tendencję na tym portalu, że każdy tekst jest wręcz “nabity” tymi postami pełnymi empatii. Dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane. I jestem prawie pewny, że większość użytkowników nie życzy sobie, aby ktoś pod ich tekstem z automatu rzucał: Popraw to, tamto i spieprzaj.

 

PS: Wyższej samooceny życzę!

To jest portal, na którym żaden użytkownik nie może pochwalić się jakąkolwiek publikacją.

To chyba troll? Dałam się nabrać :(

Widzę, że jednak niektórzy biorą sobie na serio wydanie tomiku poezji o własnym mieście.

W skrócie: nie macie jak wylegitymować się wiedzą, kwalifikacjami czy umiejętnościami, dlatego prosiłbym, aby autor nie był traktowany od początku jak uczniak w I klasie, który ma przyjemność, nie! ma zaszczyt zasiąść w tym szacownym gronie

Wtrącę się grzecznie i pewnie znowu wyjdę na aroganckiego buca, no ale przynajmniej teraz dam temu dowód.

Powiem ci, jak ja to widzę, gdy autor tłumaczy mi, że płyn znajduje się w środku butelki, a nie na zewnątrz. Widzę to tak – albo autor stwierdza, że ja jestem idiotką, i wcale mi się to nie podoba, albo autor sam jest idiotą, i… wcale mi się to nie podoba.

Ale… kto robi takie rzeczy? Rozumiem, że tutaj akurat oceniacie opowiadania, autorzy poddają je krytyce. Ale gdy czytacie książkę, rozumiem – dla relaksu, bo chyba mało kto czyta, żeby specjalnie wytykać błędy (chyba, że jest to Paweł Opydo – on przynajmniej robi to dobrze) autorowi. Poważnie zastanówcie się nad tym o czym jest to zacytowane zdanie.

Bo widziałem wiele głupich (tak, przepraszam – musiałem użyć tego stwierdzenia, możecie już oficjalnie nazywać mnie bucem, macie wreszcie powód) argumentów w internecie, ale ten oficjalnie przebił wszystko.

Stoyanie, a dlaczego zakładasz, że nie mamy kwalifikacji? Jestem z wykształcenia germanistką (czyli lingwistką), do tego parę lat (konkretnie dziesięć) pracowałam w redakcji miesięcznika jako redaktor, do tego mam parę publikacji w antologiach (tych wydrukowanych), do tego parę wygranych w różnych konkursach internetowych na opowiadania i przyznam szczerze, że rady udzielane na tym portalu wyszły mi na dobre. Właśnie choćby uwagi o poprawnym zapisie dialogów, zaimkozie, pleonazmach i innych rzeczach, które Ty uważasz za niestosowne, a wręcz szkodliwe.

Mogę Ci powiedzieć, że teksty fatalnie napisane mają znacznie mniejsze szanse na przyjęcie do druku. Po prostu, jeśli czytanie sprawia problem, to nawet zacny pomysł nie pomaga. 

I uwierz, my tu nikomu nie chcemy zrobić krzywdy. Porady naprawdę pomagają w precyzyjnym wyrażaniu myśli. Jeśli uważasz, że szkodzimy, to jest mi z tego powodu bardzo przykro, bo każdy  z nas poświęca prywatny czas na przeczytanie i skomentowanie czyjegoś opowiadania.

Autorze, jeśli nie chcesz, nie musisz zastosować się do wypisywanych porad. To Twój tekst i zrobisz z nim, co zechcesz. My, czyli komentujący na portalu NF, sądziliśmy, że jeśli go zamieszczasz, to znaczy, że chcesz prawdziwych opinii, a nie głaskania po głowie.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Jest taki poradnik: “Po bandzie, czyli jak pisać bestsellery”. Przeczytaj go i daj sobie spokój z samozwańczymi asami literatury. Nikt normalny na to nie zwraca uwagi, ale to jest INTERNET. Nie traktuj tego poważnie, lepiej poczytaj coś mądrego albo obejrzyj. W internetach ludzie mają machy jak u Gombrowicza, nikt nie mówi tego, co naprawdę myśli i daje te swoje…rady.

 

Stoyanie, a dlaczego zakładasz, że nie mamy kwalifikacji? Jestem z wykształcenia germanistką (czyli lingwistką), do tego parę lat (konkretnie dziesięć) pracowałam w redakcji miesięcznika jako redaktor, do tego mam parę publikacji w antologiach (tych wydrukowanych), do tego parę wygranych w różnych konkursach internetowych na opowiadania i przyznam szczerze, że rady udzielane na tym portalu wyszły mi na dobre. Właśnie choćby uwagi o poprawnym zapisie dialogów, zaimkozie, pleonazmach i innych rzeczach, które Ty uważasz za niestosowne, a wręcz szkodliwe.

Mogę Ci powiedzieć, że teksty fatalnie napisane mają znacznie mniejsze szanse na przyjęcie do druku. Po prostu, jeśli czytanie sprawia problem, to nawet zacny pomysł nie pomaga. 

I uwierz, my tu nikomu nie chcemy zrobić krzywdy. Porady naprawdę pomagają w precyzyjnym wyrażaniu myśli. Jeśli uważasz, że szkodzimy, to jest mi z tego powodu bardzo przykro, bo każdy  z nas poświęca prywatny czas na przeczytanie i skomentowanie czyjegoś opowiadania.

Uff, już myślałem, że się mylę i że jedziesz z publikacjami jak King:D

Nareszcie ktoś zszedł z tonu i wierzy w to, co pisze. Większość ludzi, którzy chcą publikować mają jakie takie pojęcie o języku i pisaniu i nie przychodzi tutaj kompletny analfabeta i kretyn. A niestety większość ludzi jest tu tak traktowana. A jeśli już uda im się przetrwać huragan “dobrych rad” to może kiedyś zaproponuje im publikację w darmowym kwartalniku “Nie czytaj mnie”

Stoyanie, tak właśnie sobie pomyślałam – masz swoje zdanie i NIC i NIKT tego nie zmieni. 

A tak przy okazji – u Kinga też wypatrzyłam parę błędów, choć może to wina tłumacza. Pragnęłam Ci tylko powiedzieć, że tu szkolimy warsztat, bo jesteśmy amatorami, którzy chcą pisać jak najlepiej. Jeśli ktoś nie ma ochoty, nie musi przyjmować naszych uwag do wiadomości. Proste? Proste.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Autorze, jeśli nie chcesz, nie musisz zastosować się do wypisywanych porad. To Twój tekst i zrobisz z nim, co zechcesz. My, czyli komentujący na portalu NF, sądziliśmy, że jeśli go zamieszczasz, to znaczy, że chcesz prawdziwych opinii, a nie głaskania po głowie.

Nie ma to jak ocenianie ludzi. Bo paru już mnie tu oceniło, po wypowiedziach, które w ogóle na to nie wskazywały. Ale widzę, że strasznie uczepiliście się tego, że niby przyszedłem tu zebrać pochwały.

Sarjewsky, nie oceniamy Ciebie, a Twoje opowiadanie, a pewne negatywne wypowiedzi zostały wywołane Twoją przedmową.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Więc z racji, że napisałem, że jestem dumny z tego opowiadania (i nadal jestem) oraz że paru ludzi oceniło pozytywnie, znaleźli się tu tacy, którzy z tego wywnioskowali, że przybyłem tu po same pochwały.

…jak?

Sarjewsky – to zadaj sobie szczere pytanie: po co tu przybyłeś? Bo na pewno nie po rady, jak pisać lepiej, gdyż każdą radę i wytknięte potknięcie w tekście potraktowałeś co najmniej z niechęcią.

Jak powiedziałam, nie chcesz, nie słuchaj.

Ja na tym kończę dyskusję, gdyż według mnie jest bezcelowa.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Powiem ci jak. Zwykle w realu ludzie chwalą takich jak my. Mają nas za cierpliwych, błyskotliwych i zwyczajnie mądrych.

W internetach zasady się zmieniają. Ktoś może schować się pod debilną ksywką i zacząć leczyć kompleksy, ktoś inny z dumą rozsiądzie się w fotelu i stworzy istne tsunami erystyczne, aby czasem komuś nie przepuścić nawet kropeczki na końcu zdania. W internetach ludzie są bardziej krytyczni, bo nie ma żadnych zasad, prawo dżungli. Tutaj się wchodzi tylko po dekontaminacji i dłuugiej posiadówie w saunie. Rzadko kto chwali w internecie, chyba, że sam zostanie publicznie przez kogoś pochwalony, chociaż nawet od tej zasady zdarzają się odstępstwa.

Widzisz, dwie skrajności. W realu wszyscy chwalą, tutaj wszyscy równają z ziemią. Nie da się znaleźć kompromisu, chyba, że… szukasz kontaktów w sieci i docierasz do ludzi w realu. Tylko tak możesz zabłysnąć. Nie publikuj w sieci – to na nic. Dostaniesz multum komentarzy w stylu: “Fajnie, pisz dalej!” albo “Czekam na więcej, świetnie się to czytało!”. Jednak bardziej prawdopodobne, że zostaniesz zjechany w formie: “Ale jak to?! Tak nagle zaczęło padać?!”, “Ten dom nie mógł runąć, osobiście wyliczyłem, że nie wywierał aż takiego nacisku na wody podziemne!”, “Serce mu stanęło?! A co to? Penis, ja się pytam?!”. Po jakimś czasie taki tekst zniknie w odmętach internetu i więcej się nie pojawi. To nie konkurs talentów, to nawet nie warsztat dla pisarzy. Tutaj cwaniaki dają rady innym, gorszym od siebie, lecz tylko w redakcyjnej. Zauważ, że prawie nikt nie miał pretensji o to, o czym jest twój tekst, lecz o to, jak jest napisany. A teraz weź sobie Harry’ego Pottera, Zmierzch czy inny bestseller. Spójrz. Czy słońce rumieni się tam niczym pierś niewiasty karmiącej dziatwę? Czy ktoś ma tam zbrukane ręce krwią tak lepką i ciepłą, że można byłoby nią dekorować tort? Nie. Tam się dzieje, tam są bohaterowie, tam jest stawka. Ok, może masz ochotę na bycie poetą i estetą w jednym, lecz ten fragment tego nie potwierdza. Wiedz jednak jedno: takich ludzi czyta garstka, tak samo jak tych, którzy piszą wspak albo cytrynowym atramentem. Jeśli masz tęgi łeb od pomysłów i piszesz “w miarę poprawnie” – witaj na szlaku do gwiazd. Poważnie, przeczytaj ten poradnik. Możesz też dorzucić do niego: “Jak pisać scenariusze filmowe”, bo życie wbrew pozorom jest filmem i literatura nadal może się filmu uczyć.

Być może (ale tylko być może!) przybyłem tu podzielić moim opowiadaniem. O ile się nie pomyliłem, nie dałem tekstu do betowania. Opinie są mile widziane, jak i oceny, ale to co się dzieje tutaj w sekcji komentarzy… całkowicie nie spodziewałem się takiego potoku bezsensowności. I wcale nie mówię tego, ponieważ myślę, że opowiadanie jest całkiem dobre. Mówię to dlatego, że znaleźli się tu tacy ludzie, którzy mają problem na przykład z tym, że w szorcie jest za mało rozbudowane tło. Jeszcze zarzuty o braku historii, podczas gdy historia wylewa się z tego opowiadania. Zarzuty, że czytelnik nie jest od domyślania się o co chodziło bohaterowi/w opowiadaniu – serio? Nie wspomnę już o tym zarzucie, z tym, że płyn jest wewnątrz butelki, bo to był szczyt wszystkiego co tu przeczytałem.

Nikomu nie zabieram wolności słowa, ani nie zabraniam wyrażania opinii. Autentycznie jednak patrząc na komentarze, łapię się za głowę i pytam sam siebie – “Kiedy to się stało?”. Bo gdy jeszcze kilka lat temu siedziałem w społeczności fantastów itp. itd., takie rzeczy… takie argumenty…

Też zakończę tę dyskusję ;)

Dziękuję za mądre słowa Stoyanie ;) Możliwe, że całkiem niedługo powrócę tu z czymś innym, by znów zostać zjedzony przez internetową gawiedź :D

Żeby nie było. Tekst nie jest dziełem sztuki. Jest…normalny. Tak pisze prawdopodobnie większość nastolatków w tym wieku.

Niestety autor poruszył problem, który pojawia się na wielu portalach. Zobaczcie do kogo należą najlepsze opowiadania i kto stwierdza, że są najlepsze. Grupka osób, 6-10 maksymalnie. Koledzy, znajomkowie, kumple od picia. Nawzajem wręczają sobie nagrody, odznaczenia, razem balują i pomagają sobie. Czasem komuś z łaski bożej odpalą coś za friko, żeby nie było, a potem, dawaj na koń i lecim na Szczecin z komentarzami! Tu chodzi o hermetyczność portalu. Jedne i te same osoby tworzą tu nieprzerwanie od lat. Nadal myślą, że się rozwijają, jednak tak nie jest. Teksty do porzygu są rozbierane na czynniki pierwsze i szlifuje się dla każdego styl, ten sam. Każdy pisze tak samo, każdy pisze nudne opowiadanie, ale wie np. kiedy można postawić w dialogu kropkę po wypowiedzi, a kiedy nie trzeba. Co tam, że ktoś po raz 50 pisze opowiadanie inspirowane Sapkowskim, mimo że w Wiedźmina już nawet Polakom nie chce się grać, skoro on doskonale wie, że użył za dużo razy słowa “patena”.

Przez to, takie portale są środowiskiem zbyt zamkniętym dla innych i nie mającym za wiele do zaoferowania.

 

Do autora: Wróć z byle czym. Tu i tak wrzucone wszystko zostanie do programu, który sprawdza przecinki, a treść zostanie oceniona…ktoś w ogóle przejmuje się treścią, skoro te litery tak fajnie wyglądają?

Jak dla mnie opowiadanie trochę mdłe. Główny bohater mówiąc o apokalipsie i nieuchronności swojej śmierci jest wyprany z emocji, co sprawia, że całe opowiadanie nabiera sztuczności. Pomysł trochę za szybko się kończy, co daje wrażenie jakby autor chciał go jak najszybciej napisać, rzucić w kąt i przejść do następnego.

Sam tekst napisany jest nie najgorzej.

 

 

Oho. Znowu. Nadszedł ten dzień, gdzie kolejna tego typu dyskusja wypływa na powierzchnię. Jak to szło? Śmierć, podatki i temat obiektywności komentarzy na forum literackim. Naprawdę, można obstawiać w zakładach (tyle już argumentów było, chociażby na takim weryfikatorium, a jedyne co zawsze z tego wynika, to że zranione psy ujadają, a karawana jedzie dalej). Co sam z nich wyciągnąłem, to że temat nigdy nie wypływa przy naprawdę dobrych tekstach. Ale to już do osobistego rozpatrzenia, właściwie dla mnie. Rzucam tak o, w powietrze, zawistny o dobre teksty :> (dostanę się kiedyś do biblioteki! Nie będziecie mnie wieczność przed drzwiami trzymać! xD).

 

“I wcale nie mówię tego, ponieważ myślę, że opowiadanie jest całkiem dobre.”

“Jeszcze zarzuty o braku historii, podczas gdy historia wylewa się z tego opowiadania.”

Który to biegun oceniania Stoyanie? :P Zawsze byłem zdania, że to jednak twoje podejście szkodzi najbardziej, bo krytykujesz nieobiektywność jednocześnie domagając się najbardziej subiektywnej oceny z możliwych – czyli tej dotyczącej fabuły. Bezstronnie można poprawiać i oceniać tylko litery, nie duszę za nimi.

 

Znikam pisać beznadziejne bazgroły, zaklęty w swej niskiej samoocenie :). Zbyt wiele razy widziałem gdzie to podąża, żeby mieć złudzenia na miłą dyskusję.

 

EDIT: Chciałem jeszcze tylko dodać, co mnie smuci najbardziej, że takie podejście wygląda przykro w stosunku do tak wspaniałych osób jak regulatorzy. (Nie, nie jestem tutaj stałym bywalcem ani nie należę do elity. Pływam sobie pasożytując na dobroci tych ludzi, którzy jeszcze potem dostają z kałuży tekstami o tym, że szkodzą. Dobry Boże.)

 

Nie wspomnę już o tym zarzucie, z tym, że płyn jest wewnątrz butelki, bo to był szczyt wszystkiego co tu przeczytałem.

Sarjewsky, czy byłbyś uprzejmy powiedzieć, w którym miejscu pytania – Czy istniała możliwość, by wyjął butelkę z płynem na zewnątrz? – dopatrzyłeś się jakiegokolwiek zarzutu?

 

 

Byłabym też wdzięczna, gdybyś zechciał odpowiedzieć, jak twoja obecna opinia ma się do tego, co napisałeś w pierwszym poście po moim komentarzu:

To jest coś na co wła­śnie li­czy­łem! Dzię­ku­ję bar­dzo, do tych rad mogę, a nawet muszę się do­sto­so­wać. Fak­tycz­nie, nie edy­to­wa­łem opo­wia­da­nia po na­pi­sa­niu, więc takie bycz­ki mogły się wkraść. Dzię­ku­ję bar­dzo, przy­wró­ci­łaś mi mo­ty­wa­cję :D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Oho. Znowu. Nadszedł ten dzień, gdzie kolejna tego typu dyskusja wypływa na powierzchnię. Jak to szło? Śmierć, podatki i temat obiektywności komentarzy na forum literackim. Naprawdę, można obstawiać w zakładach (tyle już argumentów było, chociażby na takim weryfikatorium, a jedyne co zawsze z tego wynika, to że zranione psy ujadają, a karawana jedzie dalej). Co sam z nich wyciągnąłem, to że temat nigdy nie wypływa przy naprawdę dobrych tekstach. Ale to już do osobistego rozpatrzenia, właściwie dla mnie. Rzucam tak o, w powietrze, zawistny o dobre teksty :> (dostanę się kiedyś do biblioteki! Nie będziecie mnie wieczność przed drzwiami trzymać! xD).

 

“I wcale nie mówię tego, ponieważ myślę, że opowiadanie jest całkiem dobre.”

“Jeszcze zarzuty o braku historii, podczas gdy historia wylewa się z tego opowiadania.”

Który to biegun oceniania Stoyanie? :P Zawsze byłem zdania, że to jednak twoje podejście szkodzi najbardziej, bo krytykujesz nieobiektywność jednocześnie domagając się najbardziej subiektywnej oceny z możliwych – czyli tej dotyczącej fabuły. Bezstronnie można poprawiać i oceniać tylko litery, nie duszę za nimi.

 

Znikam pisać beznadziejne bazgroły, zaklęty w swej niskiej samoocenie :). Zbyt wiele razy widziałem gdzie to podąża, żeby mieć złudzenia na miłą dyskusję.

No przecież wiem, że karawana jedzie dalej, przecież kilka osób nie zmieni zasad dla setek gości, którzy wpadają przypadkowo na portal w poszukiwaniu pomocy. Nie musisz mi tego tłumaczyć, sam wielokrotnie nie chciałem oddać koryta, bo mi było dobrze.

Akurat w krytyce tekstów najważniejsze jest to, o czym są, a nie jakie są. Warsztatu może nauczyć się każdy, od tego są książki. Człowiek za to, doskonale może pomóc w trudnościach z pisaniem o czymś konkretnym. Cały czas mam wrażenie, że te wszystkie naj teksty to zwyczajne bicie piany i powtarzanie utartych schematów w szeroko pojętej fantastyce, ale są naj pod względem językowym. Tylko kogo to obchodzi, powiedz mi? Kogo, w dobie internetu i wszędobylskiego regresu intelektualnego obchodzi coś takiego? Co z tego, że wyedukujecie, o ile naprawdę to robicie, ludzie, skoro będą oni kopiować po 100 razy Sapkowskiego albo tworzyć bajki o dupie Maryny i tańczących grzybach w lesie?

Nie krytykuję nieobiektywności, krytykuję snobizm i skrajny debilizm, którym są nasycone posty. Większość z nich to dobre rady, które kończą się tak: “Nie pisz obok, tylko niedaleko, bo ci tego nie przyjmą w wydawnictwie, oj nie przyjmą!”. W ten sposób zrobiliście dzieciakowi wodę z mózgu i teraz szuka po słowniku zasad i teorii, które nie istnieją.

I nie miejcie złudzeń: Większość ludzi po pierwszym tekście wrzuconym tutaj daje sobie spokój. Po co mają pisać do kogoś, kto po poprawieniu błędów pyta: “No i czego stoisz jak widły w gnoju? Spadaj pisać te swoje książki”. Przy was to ludzie nawet sraj taśmy w kiblu nie rozwiną.

 

Mi akurat błędy językowe za bardzo nie przeszkadzają, jeśli ich natężenie nie jest wyższe niż moc promieniowania tuż po wybuchu reaktora w Czarnobylu ;) Co najwyżej wybijają z rytmu czytania. 

Inna sprawa, że w przypadku “Kolizji” ciężko jest w ogóle złapać rytm, bo scenka jest króciutka, nie niesie żadnego ładunku emocjonalnego i prawie wcale nie angażuje czytelnika. W szorcie takiej długości potrzeba naprawdę sporego pierdolnięcia na koniec, żeby został na dłużej w pamięci. Jakiegoś twistu, jakiejś mocnej puenty. Bo póki co, w obecnej postaci, szorcik jest mdły i nijaki. A pytania, które zadaje, nie zmienią nastawienia czytelnika. Nie wiem, co się stało, nie znam tła wydarzeń, nie znam bohatera, nie mogę się do niego przywiązać. 

Pisanie z promptów jest fajne jako challenge i wprawka, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że tu ma charakter czysto odtwórczy – czyli nie wniosłeś nic od siebie. 

 

Ale na plus, że czytało się gładko. Znać, że opisywać już umiesz, teraz trzeba nauczyć się jeszcze opowiadać ;)

 

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

To jest portal, na którym żaden użytkownik nie może pochwalić się jakąkolwiek publikacją.

Stoyanie, oczywiście potrafisz poprzeć swoje twierdzenie jakimiś argumentami? Bo jeśli nie, to wiesz… wszystkie pozostałe wpychają się pod wielki znak zapytania.

Babska logika rządzi!

Nie ja je poprę, ale zrobisz to ty, w tym momencie dementując te wredne plotki. Poproszę więc tytuł twoich książek. Tylko bez wymigiwania się, że to nie o to chodzi albo, że się piszą!

Ależ proszę. Książek nie mam, ale opowiadania wydane w papierowych antologiach (IMO, spokojnie mieszczą się w kategorii jakiejkolwiek publikacji) się znajdą:

“Zbrodnia” w zbiorze “Toystories”,

“Tajemnica Kwadratu Hamiltońskiego” w antologii “Wolsung”, bodajże pierwszy tom,

świeżutkie, jeszcze nie czytałam, ale podobno już jest: “Synmiasto” w zbiorze “Poznań fantastyczny. Antymiasto”.

W tym roku ma się ukazać jeszcze jeden tekst.

 

Teraz Ty wyjaśniasz, czym się kierowałeś, pisząc cytowane powyżej zdanie.

 

Autora przepraszam za offtop.

Babska logika rządzi!

Opowiadania wydane w antologiach… Czyli prawa jazdy nie mam, ale jeżdżę na książeczce zdrowia.

Tak właśnie myślałem, że portal ten tworzony jest w ramach uczenia przez uczniów. Co dalej? Strona z przepisami prowadzona przez ludzi, którzy w życiu zrobili dwa razy jajecznice i trzy razy zaparzyli herbatę? I potem tacy ludzie mają czelność pisać: “Ale dlaczego ten samolot spadł? I to w dodatku tak nagle?!” Paranoja, internetowa paranoja.

Tak czy siak, sfalsyfikowałam jedno z Twoich twierdzeń. Nadal nie napisałeś, na czym się opierałeś, pisząc je.

Babska logika rządzi!

Wiesz. Patrzę na opowiadania tych samych autorów, widzę komentarze tych samych userów, którzy przy okazji też są autorami. Potem wchodzę w konkursy, które organizowane są przez organizatorów-userów-autorów i znowu widzę. Z takim dorobkiem, czytaj: na czyichś plecach, jeszcze nikt nie wystartował z kopyta. Większość userów to dziewczęta w młodym wieku, które piszą, co im na serduchu leży. Ty też należysz do nich. We własnym gronie przyznajecie sobie heheszki, śmiachaszk i ordery przyjaźni i na tym wszystko się kończy. Nikt nie wydaje powieści, trylogii czy nawet tomiku z opowiadaniami. Przygotowujecie siebie i niby innych do napisania…niczego.

A jeśli masz więcej lat niż naście to winszuję. Całe życie na portalu, aby dorobić się opowiadania w antologii.

@Stoyan Yakotich

 

Akurat w krytyce tekstów najważniejsze jest to, o czym są, a nie jakie są. Warsztatu może nauczyć się każdy, od tego są książki. Człowiek za to, doskonale może pomóc w trudnościach z pisaniem o czymś konkretnym. Cały czas mam wrażenie, że te wszystkie naj teksty to zwyczajne bicie piany i powtarzanie utartych schematów w szeroko pojętej fantastyce, ale są naj pod względem językowym. Tylko kogo to obchodzi, powiedz mi? Kogo, w dobie internetu i wszędobylskiego regresu intelektualnego obchodzi coś takiego? Co z tego, że wyedukujecie, o ile naprawdę to robicie, ludzie, skoro będą oni kopiować po 100 razy Sapkowskiego albo tworzyć bajki o dupie Maryny i tańczących grzybach w lesie?

Pełna zgoda. Nie rozumiem tylko dlaczego piszesz o tym akurat pod “Kolizją”, której najbardziej fantastycznym i oryginalnym elementem jest bezsmakowy bimber. Martwię się, że możesz mieść marne pojęcie o czymkolwiek.

na emeryturze

Piszę tutaj w sposób ogólny, bo nawet nikt nie odniósł się do fabuły tego krótkiego fragmentu, nie nakierował autora na coś innego. Po prostu kazali mu poprawić błędy językowe i te “tajemnicze, o których nikt nie mówi” i wrócić za pińcset lat.

nikt nie odniósł się do fabuły tego krótkiego fragmentu

Cały czas podnosisz ten zarzut, choć jest nieprawdziwy.

Fabuły jest w tym szorcie zwyczajnie za mało, żeby się nad nią rozwodzić. Autor nie wyszedł praktycznie poza pomysł, który zaczerpnął od kogoś innego, co przyznał w przedmowie. O czym więc mamy dyskutować? O pomyśle, który nie jest Autora, czy o jego rozwinięciu, którego brak? A może o wątkach, które Autor tylko zaznaczył, aby czytelnik sam sobie dopowiedział historię?

Skoro, nie ma historii, nad którą można podyskutować, nie ma pomysłu, bo należy do kogoś innego, to co pozostaje? Opisy i warsztat. 

I pewnie teraz znowu dostanę ostrzeżenie, bo ten kretyn cały czas podnosi łeb spod kamienia? Jak mam uciszyć tego głąba kapuścianego?

Przestań za mną łazić i wpierdalać się między wódkę i zakąskę. Wiem, 40 na karku i się nudzi, ale gówno mnie twoje problemy obchodzą. Szukaj przyjaciół gdzie indzie, lecz kompleksy w sanatorium przy partyjce szachów!

Najlepsze jest to, że gdybym nie wspomniał o tym, że to cudzy pomysł, to nie byłoby tej dyskusji.

Daj spokój. Spójrz tylko jak wyglądają opowiadania stałych bywalców. Dyskutują pod nimi o pogodzie i dupie Maryny. Potem nazywają to osobistym rozwojem i wybijaniem się. A widziałeś kiedyś redakcję Nowej Fantastyki? Hah, recenzowali kiedyś jakiś film na YT. Normalnie dziwiłem się, że potrafili sami, bez niczyjej pomocy, utrzymać mikrofon. Janusz, życiowe Janusz. Pewnie któryś z tych cwaniaczków powyżej to jeden z nich. I się we mnie aż gotuje, że takie ciamajdy i nieboraki chcą zżynać kogoś w internetach.

Stoyan Yakotich został zbanowany.

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Patrz, nawet nie zdążyłem odpisać, że bredzi o prawach autorskich i publikacji tekstu.

Tak to jest, jak ktoś nagle odkrył prawdę, jak zbawiać Internety.

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Echhh, szkoda. Miał facet dużo racji, chociaż miejsce i formę ich wyłuszczania wybrał dość egoztyczną.

na emeryturze

Po raz kolejny stwierdzam, że zadziwia mnie jak to długość dyskusji komentarzach rośnie odwrotnie proporcjonalnie do długości opowiadania. Za to poziom dyskusji w komentarzach przeważnie rośnie dokładnie proporcjonalnie. Ot, internetowy fenomen.

Co się zaś tyczy samego opowiadania – przeczytałem i żyję. Także tego.

Nowa Fantastyka