- Opowiadanie: Raixly - Biuro do Spraw Nadzwyczajnych, rozdział 4

Biuro do Spraw Nadzwyczajnych, rozdział 4

Oceny

Biuro do Spraw Nadzwyczajnych, rozdział 4

Pierwsze, co zobaczył po wejściu do biblioteki i znalezieniu odpowiedniego biurka w Dziale Swobodnych Rozmów, to stos książek na blacie. Tomy różnych rozmiarów, ułożone od najgrubszego do najcieńszego, tworzyły wysoką wieżę. Na samym dole leżał Zbiór najpopularniejszych wątków kryminalnych, przygnieciony między innymi Kodeksem Łowców, Tajemnicami seryjnych morderców oraz Stoma sposobami na zabicie człowieka. Gdy Fay się skupił, na samym szczycie dojrzał tytuł jeszcze jednej księgi. Kiepskie romansidła i jak się z nimi uporać, przeczytał ze zdziwieniem.

– O ranyyy… – Usłyszawszy przeciągłe jęknięcie, drgnął i rozejrzał się wokół.

Dopiero po chwili zobaczył, jak zza misternej konstrukcji z książek wyłania się ręka rozpaczliwie szukająca oparcia. Niewiele myśląc, Fay złapał ją i przyciągnął do siebie, a jego oczom ukazała się jej właścicielka.

– Co ty wyprawiasz? – spytał, gdy Neyrin podnosiła się, stękając z wysiłku. – Już myślałem, że cię tu nie ma.

– Bawię się w chowanego – burknęła, pochylając się i podnosząc leżące na podłodze księgi. – Cóż, miałam tu małą katastrofę. Zostałam przygnieciona książkami.

Fay omiótł wzrokiem wszechobecny bałagan i westchnął cicho. W takiej lawinie papierów na pewno nie umiałby się odnaleźć, ba, już teraz miał problem ze znalezieniem miejsca, by wygodnie usiąść. Odciągnął na bok kilka woluminów, po czym usadowił się na krześle.

– Te książki będą nam tylko przeszkadzać – stwierdził. – Pozwolisz, że pozbędę się chociaż części.

Zagwizdał cicho, a wtedy zza regału wyłoniła się grupa małych skrzydlatych istot, które z piskiem podfrunęły do młodzieńca. Neyrin śledziła je wielkimi, podkrążonymi ze zmęczenia oczami. Jej włosy były w kompletnym nieładzie. Wyglądała, jakby przed chwilą stoczyła co najmniej bitwę o losy królestwa.

– Chochliki introligatorskie – wyjaśnił Fay, dostrzegając jej zdziwienie. – Przyleciały z mojego świata. Mieszkają tam, gdzie jest dużo ładnych okładek. A za słodycze zrobią wszystko, spójrz tylko.

Położył na dłoni kilka czekoladek i wyciągnął ją przed siebie. Jeden z chochlików zachichotał, po czym zaczął popiskiwać coś niezrozumiałego, machając łapką na swoich pobratymców. Stworzenia wirowały wokół Faya, chcąc czym prędzej schwycić słodycze, ale młodzieniec nakrył je drugą dłonią.

– Nie tak prędko – powiedział. – Każdy z was dostanie po kawałku za odniesienie książki, co wy na to?

Ledwie skończył mówić, a istoty zaczęły formować się w grupy. Kolejno chwytały za rogi woluminów, po czym z wysiłkiem dźwigały je do góry, szaleńczo machając skrzydełkami. Zadowolony Fay częstował je czekoladkami, gdy wracały po kolejne tomy, by odstawić je na właściwe półki.

– Ahaaa. – W oczach Neyrin pojawił się błysk zrozumienia. – Słyszałam, jak Bibliotekarze narzekają, że półki całe się lepią. Nawet wywiesili kartkę, na której napisali, że „w bibliotece nie wolno spożywać niczego, a w szczególności słodyczy”. No to już wiem, czyja to sprawka.

– Wbrew pozorom chochliki są bardzo pożyteczne – odparł Fay obronnym tonem. – Dbają o okładki i opiekują się książkami. Chyba nie sądzisz, że pozwoliłbym na to, żeby którąkolwiek zniszczyły.

Neyrin mruknęła coś na znak zgody i sięgnęła po czystą kartkę. Zaczęła stawiać pojedyncze słowa, co pewien czas robiąc przerwy i raz po raz nerwowo wzdychając. W końcu odłożyła ołówek, po czym spojrzała na Faya, który bacznie obserwował jej poczynania.

– Próbuję stworzyć jakiś plan działania, ale zupełnie mi nie idzie. Nie wiem, jak zabrać się do tej misji. – Ponownie wbiła wzrok w kartkę, ponuro zwieszając głowę. – Nie wiem. Nie wiem, nie wiem, nie wiem.

Ukryła twarz w dłoniach. Fay spojrzał na nią z mieszaniną rozbawienia i współczucia. Z jednej strony doskonale rozumiał jej obawy, bo sam kiedyś miewał podobne, a z drugiej był przekonany, że Neyrin świetnie sobie poradzi. Każdy Łowca musiał zmierzyć się z wyzwaniem, jakie stanowiła pierwsza misja. Poklepał ją po ramieniu i odchrząknął.

– Po pierwsze, nie wolno ci panikować. Bywałaś już w innych światach, kiedy przechodziłaś szkolenie, prawda? Teraz będzie podobnie, z tą różnicą, że to ty będziesz szefem. – Starał się brzmieć rzeczowo. – Spokojnie, świeżo upieczony Łowca na pewno nie dostałby zlecenia, które mogłoby przerosnąć jego siły. Opowiedz mi, o co chodzi w tej historii, a wtedy zastanowimy się, co z nią począć.

Posłała mu spojrzenie pełne rozpaczy i wzięła głęboki oddech.

– Dobra. – Wyciągnęła rękę w stronę przyjaciela. Na dłoni znów pojawiła się blada kula energii, podobnie jak dwa dni wcześniej w karczmie. – No to słuchaj uważnie.

Pulsujące światło nieco przygasło, ujawniając powoli zarysowujący się obraz. Przez chwilę zmieniał się, jak gdyby sam nie wiedział, jaką formę powinien przybrać. Linie zaczęły układać się w coraz bardziej wyraziste kształty, aż w końcu Fay zrozumiał, że widzi przed sobą twarz kobiety – na oko może trzydziestoletniej, i to dosyć atrakcyjnej, ale o poważnej, zaciętej minie.

– Przydzielona mi historia to krótkie opowiadanie kryminalne, które zaczęło żyć własnym życiem. W fabule panuje tak straszny bałagan, że dziękuję bogom, o ile istnieją, że to nie powieść. – Neyrin prychnęła cicho. – Ta kobieta to Lexie Collins, główna bohaterka i policjantka. Ma tę irytującą wadę, że jest chodzącym ideałem, a przynajmniej wszyscy wokół tak uważają. No wiesz, piękna, seksowna, niebywale inteligentna, a przy tym wyróżnia się świetną umiejętnością dedukcji, ale oczywiście musi być niedoceniana przez przełożonych. Może ze względu na swoją płeć, nie wiem, nie chciało mi się w to zagłębiać. Nie dość, że nosi imię niczym amerykańska nastolatka z serialu o liceum, to jeszcze sama w sobie nie jest zbyt porywająca.

Neyrin przymknęła oczy, koncentrując się. Gdy je otworzyła, obraz w kuli energii zmienił się, ukazując kolejnych bohaterów opowieści. Fay spostrzegł sylwetkę innej kobiety, która krzyczała, szarpiąc się z nieznaną postacią. Kula rozbłysła, przechodząc do następnej sceny. Tym razem kobieta sprzed chwili leżała nieprzytomna na podłodze, nie dając znaku życia.

– A oto ofiara morderstwa. Kiepsko ją widać, ale możesz wierzyć mi na słowo, że chociaż oberwała raz, to porządnie. Widzisz? – Przyjaciółka wskazała palcem zakrwawioną głowę bohaterki. Zaczerpnęła tchu, po czym kontynuowała wyjaśnienia. – Ofiara, Mia McCarthy, była słynną aktorką, której wiele osób zazdrościło sukcesu. Do zbrodni doszło podczas bankietu związanego z promocją najnowszego filmu z jej udziałem. Tak się złożyło, że Lexie też przyszła na ten bankiet, choć powinnam raczej powiedzieć, że się tam wślizgnęła.

– To znaczy? – Fay zmarszczył brwi. – Usłyszała, co się stało, i wtargnęła na miejsce zdarzenia?

– Nie, nie. Nie bez kozery tak się wyraziłam. Lexie już tam była, gdy doszło do morderstwa. Jest wielką fanką aktora, który dostał główną rolę. Bardzo chciała go spotkać. Miała farta, bo jej przyjaciółka, Emily, też otrzymała propozycję zagrania w tym filmie, więc pojawiła się na bankiecie. Udało jej się załatwić zaproszenie dla Lexie. A tak przy okazji… – Neyrin zawiesiła głos i spojrzała znacząco na Faya. – …to Emily miała na pieńku z Mią McCarthy. Była bardzo zazdrosna, bo początkowo to jej miała przypaść główna rola, a w końcu dostała drugoplanową. Wiesz, jak to bywa w show-biznesie. Ktoś się z kimś pokłócił, ktoś dał komuś łapówkę, za kulisami mogły wydarzyć się różne rzeczy.

– Zaraz, zaraz. Czyli Emily, przyjaciółka głównej bohaterki, przyszła z nią na bankiet, na którym ktoś zabił Mię, a więc osobę, której Emily nie znosiła. Dobrze zrozumiałem?

– Zgadza się.

– To by oznaczało, że podejrzenia mogłyby paść na Emily, a może wręcz to ona jest winna zbrodni – stwierdził Fay z zastanowieniem. – Choć to pewnie zbyt proste, w kryminałach nigdy nie jest tak, że to główny podejrzany popełnił przestępstwo.

Neyrin ze strapioną miną nawinęła lok na palec. Przez chwilę wahała się nad odpowiedzią, jakby nie wiedziała, od której strony rozpocząć wyjaśnienia.

– Zgadłeś – przyznała w końcu. – Sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana i zamieszanych jest w nią wielu innych bohaterów. Niezbyt uprzejmy reżyser, policjanci, głupia charakteryzatorka, inni aktorzy… – Zaczęła wyliczać, ale Fay powstrzymał ją gestem ręki.

– Poczekaj, nie wszystko naraz. Jeśli będziesz streszczać życiorys każdej postaci, to na pewno się w tym pogubimy. Pamiętaj, że dla Łowcy najważniejsze są błędy w historii. Co poszło nie tak? – Tknięty nagłym przeczuciem, nachylił się w stronę Neyrin. – Czy to ma coś wspólnego z tą nieszczęsną książką o romansidłach, która leżała na biurku, kiedy przyszedłem?

– Obawiam się, że tak. – Przyjaciółka posłała mu cierpki uśmiech. – Widzisz, wszystko miało się dobrze skończyć. Intryga opowiadania może nie zachwyca, ale zapowiadało się, że sprawa morderstwa zostanie szczęśliwie doprowadzona do końca. Lexie znalazła winnego i miała żyć długo i szczęśliwie. Ale właśnie wtedy, gdy zdemaskowała mordercę, coś poszło nie tak.

– To znaczy?

– Za pomocą Wyobraźni ludzie tworzą niesamowite miejsca, postaci i zdarzenia. Na przykład czasami zdarza się, że małe dziecko wymyśla sobie przyjaciela, który towarzyszy mu, dopóki nie dorośnie. Wymyślony świat tego dziecka nie znika, gdy z pozoru przestaje być potrzebny. Żyje gdzieś w jego wnętrzu, bo jego rola się wypełniła, a historia zatoczyła krąg. Ma swój właściwy początek i koniec. – Neyrin odchyliła się na krześle, żywo gestykulując, i spojrzała bystro na przyjaciela. – Tak właśnie działa Wyobraźnia, gdy ludzie są szczęśliwi i odpowiednio o nią dbają, prawda?

– Tak, ale chyba zboczyliśmy z tematu.

– Nie, nie, poczekaj. I nie rób takiej miny, już wyjaśniam, o co mi chodzi. – Przyjaciel westchnął w duchu. Neyrin lubiła z każdej sprawy robić wielką zagadkę. Wyglądało na to, że musiał poczekać, aż przyjaciółka przejdzie do sedna. – Problem polega na tym, że autor tego opowiadania nie był szczęśliwy, więc w Wyobraźni wystąpił błąd. Gdy  historia Lexie dobiegała końca, wydarzyło się coś nieoczekiwanego. Zdemaskowany morderca próbował ją zabić, a Lexie miała cudem ujść z życiem, powiadomić innych policjantów i go złapać, ale w tym właśnie momencie opowiadanie nagle zmieniło gatunek… na komedię romantyczną.

– Że co? – Chłopak zrobił wielkie oczy. – Dlaczego? Jak to się stało?

Uśmiechnęła się pod nosem, widząc jego reakcję. Sięgnęła po odłożone na bok notatki dotyczące misji. Pobieżnie przebiegła po nich wzrokiem.

– I tu jest pies pogrzebany. To z pewnością wina autora. Poszukałam informacji o jego życiu prywatnym. Wszystko wskazuje na to, że od początku kreował Lexie na postać przypominającą jego ukochaną, co, swoją drogą, tłumaczy te zachwyty nad jej osobą. – Zrobiła wymowną minę. – Ale kiedy opowiadanie było prawie skończone, autor przeżył wielki zawód miłosny. Co prawda jakoś się po nim pozbierał, ale nie wrócił już do pracy nad historią, a porzucony świat dawno zdążył zyskać własne życie. Stąd moje porównanie autora do dziecka, tylko że dziecko bezpiecznie doprowadziło swoją historię do końca.

– Boję się myśleć, co się tam wydarzyło.

– Nie uwierzysz w to. – Kąciki ust Neyrin zadrgały lekko. – Po pierwsze, morderca zakochał się w Lexie. Po drugie, można powiedzieć, że cała reszta świata zrobiła to samo. Wszyscy bohaterowie zadurzyli się w niej po uszy, bez względu na płeć i wiek. Początkowo Lexie była całkiem zadowolona, bo nie można odmówić jej próżności, ale teraz chce stamtąd uciec. I to razem z mordercą, bo zapomniałam wspomnieć, że odwzajemniła jego uczucia.

Fay z niedowierzaniem spojrzał na przyjaciółkę, przez chwilę nie będąc w stanie wykrztusić z siebie ani słowa sensownego komentarza.

– To się nazywa bałagan – powiedział w końcu. – Chyba będziemy mieć sporo pracy.

– Na to wygląda. – Neyrin westchnęła. Z jej twarzy zniknęły ślady rozbawienia. – To brzmi śmiesznie, gdy się o tym słucha, ale niestety osobą, która musi zaprowadzić tam porządek, jestem ja.

Chłopak zgarbił się, ze strapioną miną spoglądając na notatki przyjaciółki. Chochliki latały mu nad głową, popiskując i domagając się jedzenia. Machnął niecierpliwie ręką, szepcząc coś w obcym języku, a stworzenia z ociąganiem odleciały w kierunku regałów.

– Musimy znaleźć ten moment, w którym świat zaczął żyć własnym życiem – odezwał się. – Moment, w którym wszystko poszło nie tak.

– Przecież właśnie ci o nim opowiedziałam – zdziwiła się Neyrin. – Wszystko działało poprawnie do chwili, gdy Lexie zdemaskowała mordercę. Wtedy historia gwałtownie się zmieniła. Na tym właśnie polega mój problem. Uczono mnie, że Łowca powinien przenieść się do tego wydarzenia, które wywołało dalsze zmiany, i naprawić błędy, ale ja nie rozumiem, co w tej scenie poszło nie tak. Zaraz po niej miało nastąpić zakończenie.

– A może haczyk tkwi w tym, że świat zmienił się już wcześniej, tylko tych zmian nie było widać? – Neyrin zmarszczyła brwi. – Załóżmy, że wydarzyło się coś, co nie zadziałało od razu i dopiero pewien czas później namieszało w całym opowiadaniu.

– Nie pomyślałam o tym. Coś w tym może być. – Wyprostowała się jak struna. Gdy nowa myśl przyszła jej do głowy, dziewczyna zerwała się z krzesła. – Muszę to przemyśleć. A co, jeśli scena zdemaskowania mordercy ma związek z jakimś wcześniejszym wydarzeniem, na które nie zwróciłam uwagi? Rany, jeśli to prawda, to może rozwiązanie jest już blisko!

– Spokojnie, to tylko przypuszczenie. Myślę, że byłoby lepiej, gdybyś wpuściła mnie do Archiwum Misji. Powinniśmy razem prześledzić akta.

Neyrin ochoczo pokiwała głową, po czym zaczęła zbierać nieskładnie porozrzucane papiery. Przysunęła krzesło do stołu, czyniąc to nieco zbyt energicznie. Fay skrzywił się, słysząc towarzyszący temu nieprzyjemny odgłos.

Ruszyli w kierunku wyjścia z Działu Swobodnych Rozmów, po drodze mijając grupy Kronikarzy i Skrybów, czytających rozmaite książki lub dyskutujących nad ich treścią. Łowcy nie byli jedynymi, którzy chętnie korzystali z wyjątkowego miejsca w bibliotece, gdzie nie musieli zachowywać bezwzględnej ciszy. Niektórzy Hmm’oganie zachowywali się nawet zbyt głośno, jak zwykle uważając się za panów i władców całego Biura.

Wkraczając do głównej części biblioteki, Neyrin odwróciła się i położyła palec na ustach, patrząc na przyjaciela. Skinął głową, podążając za nią najciszej, jak tylko potrafił. Wyminęli zaczytanych gości oraz tajemniczych Bibliotekarzy, którzy przemykali od regału do regału, czyniąc to z taką lekkością i gracją, że przypominali nieuchwytne cienie.

Dziewczyna zaczęła mocować się z drzwiami, nie mogąc ich otworzyć. Po chwili wypadła na korytarz, wydając z siebie zduszone przekleństwo.

– Jak zwykle niewychowani. – Usłyszeli przyjaciele. Fay rozejrzał się, szukając źródła głosu, aż spostrzegł znajomego lwa na kołatce. – I na co się tak gapisz, Odmieńcze?

– Pewnie na głupie metalowe zwierzę, które nawet nie może się ruszyć – podsunęła Neyrin. – Wcale nie lepsze niż Odmieniec.

Rzuciła lwu spojrzenie pełne pogardy, by w odpowiedzi usłyszeć wściekły ryk. Ostentacyjnie odwróciła się na pięcie, a ciemne włosy zafalowały i opadły jej na ramiona.

Ignorując dobiegające zza pleców obelgi, przyjaciele czym prędzej wspięli się po schodach. Do Archiwum Misji na szczęście nie mieli daleko. Mieściło się w samym centrum budynku, a prowadziło do niego wiele dróg – wszystkim pracownikom zależało, aby było łatwo dostępne nawet z najodleglejszych zakamarków Biura.

Stanęli przed ozdobnym wejściem. Mimo że Fay bywał tu już wiele razy, ogromne wrota nieodmiennie budziły w nim mieszaninę podziwu i lęku. Na portalu widniały ornamenty, wykonane z dbałością o najmniejsze szczegóły, a ponad archiwoltą połyskiwały złote litery, ułożone w napis Archiwum Misji.

Największą uwagę przyciągało wnętrze pomieszczenia. Gdy Fay wszedł do środka, odruchowo zadarł głowę, spoglądając w górę.

– Piękne, prawda? – powiedziała cicho Neyrin, patrząc w tym samym kierunku. – Ale zawsze budziło we mnie niepokój.

Na kopulastym suficie rozciągało się malowidło utrzymane w różnych odcieniach błękitu i głębokiego granatu, gdzieniegdzie przetykanych akcentami srebrzystej bieli. Przedstawiało kobietę siedzącą nad brzegiem ciemnego jeziora. Skrywała twarz w dłoniach, przez co nie można było zobaczyć jej miny, ale widok zgarbionej sylwetki i poszarpanej sukni zawsze napawał obserwatorów osobliwym smutkiem. Długie, iskrzące się jak śnieg włosy opadały do wody, ginąc w nieprzeniknionej toni. W tafli jeziora odbijał się księżyc, który zdawał się obserwować kobietę bez cienia współczucia, niczym surowy sędzia górujący nad grzesznikiem. Fay nie rozumiał znaczenia tej sceny, ale za każdym razem, gdy widział nieznajomą z malunku, miał wrażenie, jakby patrzył na kogoś, kto właśnie utracił wszystko i został pozbawiony wszelkiej nadziei.

– Parę razy słyszałem plotki, że ta kobieta naprawdę istniała – odezwał się. – Podobno była bohaterką jednej z pierwszych historii, jakie powstały, i tragicznie skończyła.

– Co jej się stało? – W zielonych oczach Neyrin błysnęło współczucie.

– Nie mam pojęcia. Zresztą chyba nikt tego nie pamięta. To musiało być bardzo dawno temu. Ciekawe, czy ona też została wyrzucona ze swojego świata.

– Może dlatego tak cierpi.

– Może. – Uśmiechnął się, wodząc wzrokiem po obrazie, ale w tym uśmiechu nie było śladu wesołości. Przez chwilę milczał, aż w końcu odchrząknął cicho. – No dobra, chyba wystarczy nam tych wrażeń estetycznych, co? Pora popatrzeć na coś znacznie brzydszego.

Dyskretnie wskazał kontuar po przeciwległej stronie sali oraz siedzącego za nim Hmm’oganina, który podejrzliwie przyglądał się przybyszom. Olbrzym mrużył oczy, nawijając brodę na palec, i śledził ich każdy ruch.

– Słucham – rzucił oschłym tonem, gdy się zbliżyli.

– My w sprawie świata #6912-57A. – Neyrin wyjęła z kieszeni mały przedmiot, kładąc go przed Hmm’oganinem. Wziął go do łapy i przyjrzał się niechętnie.

– Kompas Łowcy się zgadza – obwieścił. – Imię?

– Neyrin.

Łypnął na nią spode łba, patrząc jak na istotę niespełna rozumu. Westchnął ze zniecierpliwieniem.

– Wiem, że to ona jest powierniczką misji – wyjaśnił powoli. – Dlatego pytam nie o jej imię, tylko tego obok. Muszę wiedzieć, czy mogę go wpuścić.

– Faylinn „ten obok” Nyx – wycedził Fay przez zaciśnięte zęby. – Daj sobie spokój, co? Przez ostatni miesiąc widywałeś mnie tu tyle razy, że powinieneś być w stanie wyrecytować moje nazwisko od tyłu nawet w środku nocy.

Hmm’oganin odwrócił się, nie zaszczycając go słowem komentarza, i zaczął szperać w szufladach. Nie mając innego wyboru, przyjaciele czekali. Neyrin nerwowo uderzała palcami o blat, patrząc przed siebie i starając się ignorować widok na niezbyt szlachetną część pleców pochylonego olbrzyma.

– Można wchodzić. – Pracownik archiwum położył przed nimi małą kulkę, stanowiącą klucz do odpowiedniej sali.

Nie pokusiwszy się o podziękowania, przyjaciele wyminęli kontuar, po czym ruszyli przed siebie długim, szerokim korytarzem. Nawet część prowadząca do poszczególnych archiwów zachwycała przepychem i rozmiarem. Na szczęście ktoś dbał o to, by akta bieżących misji zawsze dało się odnaleźć w jednym z pomieszczeń leżących najbliżej wejścia, więc nie musieli kluczyć w labiryncie alejek.

Znaleźli się w pokoju wypełnionym rzędami regałów, na których ustawiono teczki z dokumentami. Panujący tam półmrok niespecjalnie sprzyjał komfortowemu czytaniu, podobnie jak duchota i ogólny nieporządek.

– To tu… Aa-psik! – Neyrin pociągnęła nosem i rozpaczliwie machnęła ręką, rozwiewając tumany kurzu. – Rany, nie wiem, czemu nikt tego nie sprzątnie. Któregoś dnia zakicham się na śmierć, zanim zdążę wyruszyć na jakąkolwiek misję.

– I właśnie dlatego chochliki się przydają. Zaprowadziłyby tu porządek. – Fay przeszukiwał półki, przesuwając palcem po tytułach zakurzonych teczek z informacjami o innych światach. – Znalazłem.

Wyjął plik dokumentów i ułożył je przed sobą. Neyrin pochyliła się, patrząc mu przez ramię. Przed oczami mieli oryginał opowiadania.

– To wypali ci wzrok – ostrzegła przyjaciółka. – Ten styl, ta naiwna akcja… ech. Zresztą sam zobacz.

Fay przewrócił kilka kartek, otwierając tekst na losowej stronie. Odnalazłszy nowy akapit, zagłębił się w lekturze.

 

– Zatańczy pani ze mną? – odezwał się mężczyzna.

Lexie zwróciła na niego swoje nieskazitelne oczy o barwie chabrów. Błyszczała w nich przenikliwość i bystrość umysłu. Policjantka wiedziała, że jest blisko rozwiązania sprawy – i że jeśli pociągnie za kilka sznurków, wykorzystując swoją niewiarygodną zdolność manipulacji, wkrótce schwyta winnego.

– Och, oczywiście. – Uśmiechnęła się czarująco. – Od początku chciałam spędzić z panem więcej czasu. Gdzie pan się wcześniej podziewał? Czyżby tam zabawa była lepsza?

Wskazała na salę, w której przed chwilą zaatakowano Mię McCarthy. Na szczęście nikt nie wiedział o przykrym wypadku – nikt poza nią i Emily, która odkryła ciało, zanim ktokolwiek inny zdążył je zauważyć. Lexie zadbała o to, by sprawa nie wyszła na jaw, a zabawa toczyła się dalej, dzięki czemu miała szansę dyskretnie przepytać niczego nieświadomych gości.

– Hmm, czy ja wiem, czy taka dobra… – Mężczyzna zastanowił się. – Cóż, odtwórczyni głównej roli wprowadziła nerwową atmosferę, więc postanowiłem przejść się gdzie indziej. I na szczęście natrafiłem na panią.

Lexie zachichotała wdzięcznie, rzucając mu powłóczyste spojrzenie. Pozwoliła mu objąć się w talii, a sama ujęła ofiarowane ramię.

– Naprawdę dobrze się złożyło. Na co dzień nie obracam się wśród gwiazd, ale słyszałam, że pani McCarthy to awanturnica. Pewnie zaczęła się z kimś kłócić, prawda?

Stwierdziła w duchu, że ze swoimi zdolnościami aktorskimi to ona powinna dostawać główne role w filmach, a nie jakaś tam Mia. Cóż, może nieładnie tak myśleć o nieboszczce, ale chwilowo Lexie miała w głowie wizję wielkiego sukcesu i uznania całej policji za błyskawiczne rozwiązanie sprawy.

– Nie inaczej. Krzyczała coś w stronę Emily Cook, tej aktorki drugoplanowej, ale nie wiem, o co chodziło.

Lexie aż zmroziło, gdy usłyszała nazwisko przyjaciółki. Pewnie, ufała Emily, była pewna, że przyjaciółka nie mogła zabić człowieka, ale przy takim obrocie spraw łatwo mogła stać się główną podejrzaną. Co powinna zrobić, by ją uratować?!

 

Fay przerwał czytanie i odwrócił się do Neyrin.

– I jak? – zapytała z lekkim uśmieszkiem.

– To nie jest parodia? – upewnił się, a przyjaciółka pokręciła głową. – No cóż, przynajmniej już wiem, że oczy Lexie są koloru chabrów, a nie po prostu niebieskie. Swoją drogą, niezła z niej megalomanka.

Zachichotała, po czym zabrała kartki.

– Ale wiesz co? – zaczęła, śledząc tekst wzrokiem. – To opowiadanie ma jedną zaletę. Dużą zaletę.

– Jaką?

– Opisy jedzenia – stwierdziła z pełną powagą. – Posłuchaj tylko. „Na stole stało kilka pater, po brzegi wypełnionych apetycznymi ciastami. Koło jeszcze ciepłej szarlotki ustawiono tort bezowy z największymi truskawkami, jakie Lexie widziała w życiu. Już chciała sięgnąć po talerzyk, ale zrezygnowała, gdy do jej nozdrzy dotarł aromat pieczonego mięsa”.

– Znowu mam wrażenie, że autor minął się z powołaniem. Jak na razie jedyne, co łączy tę historię z kryminałem, to wątek morderstwa.

– No, muszę przyznać, że jestem rozczarowana. Nie na to liczyłam. – Przewróciła kartkę. – Ale za to wyobraź sobie, co będzie, kiedy wejdziemy do tego świata i staniemy z ciastem twarzą w twarz! Zakładając oczywiście, że ciasto ma twarz. Hm, nieważne. Tak czy siak, mój żołądek twierdzi, że to może być nawet ciekawsze niż konfrontacja z mordercą.

Neyrin wyraźnie się rozmarzyła i dalej paplała o słodyczach, ale Fay nie skupiał się na jej wywodzie, intensywnie myśląc o opowiadaniu.

– No właśnie, morderca. Nie powiedziałaś mi, kim on jest.

– Ach. – Umilkła, zaskoczona. – Rzeczywiście. Pamiętasz, jak opowiadałam ci o aktorze, którego tak uwielbia Lexie? To właśnie on zamordował. Był narzeczonym Mii McCarthy. Z pozoru tworzyli idealny związek, ale tak naprawdę nie dość, że ją zdradzał, to jeszcze był łasy na jej pieniądze. Miał chytry plan kradzieży, więc specjalnie się do niej zbliżył.

– Czyli ostatnia scena opowiadania opisuje, jak został zdemaskowany przez Lexie. – Fay ponownie przejął kartki i zaczął przerzucać je w poszukiwaniu końcowej strony.

Ten fragment tekstu wyraźnie różnił się od reszty. Pismo było rozedrgane i niepewne, a niektóre litery rozmazane od łez, które autor musiał uronić przy pracy. Fay wygładził pomiętą kartkę, próbując doprowadzić ją do porządku, i zaczął czytać.

 

Lexie zmierzyła go czujnym spojrzeniem, mrużąc oczy jak kotka.

– Mam cię. – Zbliżyła się, pokazując odznakę policyjną. – Wiem o wszystkim.

– Doprawdy? – Uśmiechnął się i rozłożył ręce w geście pełnym ostentacji. – Czyli o czym?

– Wszystkiego dowiesz się w swoim czasie. Obawiam się, że jesteś podejrzany o morderstwo i musisz zastosować się do moich poleceń – oświadczyła. – Zatrzymuję cię w imieniu prawa. Zaraz będzie tu policja i grzecznie pojedziemy na komisariat.

– Nie tak prędko – warknął i rzucił się w jej kierunku.

Lexie GŁUPIA LAFIRYNDA próbowała uciec, ale

nic nie ma sensu… Precz z kobietami!!! nie ma sensu, nie ma sensu. Nie ma sensu. TO KONIEC!

 

– Cóż za dynamiczna końcówka – mruknął Fay z przekąsem. – I popis intelektualny ze strony głównej bohaterki. Była sama w małym pokoju z facetem w pełni sił, no i nie miała żadnej broni. Co ona sobie wyobrażała?

– Nie wiemy, co teraz miało się stać. Być może Lexie oprócz niezwykłej urody, intelektu i wszystkich innych atutów ma też tytuł mistrzyni świata w sztukach walki. Serio, nie zdziwiłoby mnie to.

 – Też prawda. – Z ciężkim westchnieniem oparł się o regał. – Myślałem, że kiedy to przeczytam, będę miał jakiś pomysł, ale nic nie przychodzi mi do głowy.

– Spróbujmy przeanalizować wszystkie fragmenty, w których pojawia się postać tego faceta. Może tam kryje się jakaś wskazówka?

Spojrzał na Neyrin, która w skupieniu przewracała kolejne strony, marszcząc brwi. Ciemne włosy opadły na jej zgarbione ramiona, kiedy pochyliła się nad kartkami. Zbliżyła się do Faya i zaczęła pokazywać mu fragmenty dotyczące mordercy.

Przez dłuższy czas uważnie czytali opowiadanie, raz po raz przyglądając się tym samym scenom, ale mieli coraz silniejsze wrażenie, że utknęli w martwym punkcie. W końcu Fay odsunął się i zaczął przechadzać się po pomieszczeniu, aż nagle w głowie narodził mu się nowy pomysł.

– Wiesz – zagaił. – Przyszło mi na myśl, że możemy rozwiązać to inaczej.

– Hm? – Zerknęła na niego zza kartek. – To znaczy?

– Przejrzeliśmy to już kilka razy, a nie dowiedzieliśmy się niczego nowego. Z siedzenia tutaj nic nam nie przyjdzie. Może po prostu powinniśmy wskoczyć do portalu i przenieść się do tego świata?

– A co nam to da? Nie mów, że chcesz zobaczyć randkę Lexie i Roberta na własne oczy. Jasne, że powinniśmy się tam teleportować, ale dopiero kiedy będziemy mieć chociaż cień pomysłu na to, jak to wszystko odkręcić.

– Miałem na myśli innego rodzaju podróż. – Uśmiechnął się podstępnie, a widząc niezrozumienie na twarzy Neyrin, uściślił: – Podróż do retrospekcji.

Bardziej doświadczeni Łowcy mogli przenosić się w czasie, aby zobaczyć różne wydarzenia na własne oczy. Odnosiło się to jednak tylko do historii spisanych, które podporządkowane były planowi autora. Strażnik Wyobraźni mógł dowolnie przeskakiwać pomiędzy scenami, o ile zostały zarejestrowane na piśmie. Dzięki temu misje często stawały się o wiele prostsze – co innego o czymś czytać, a co innego zobaczyć to na własne oczy. Fay przeczuwał, że w ten sposób mogli z łatwością odnaleźć moment, w którym opowiadanie wymknęło się spod kontroli.

Neyrin rozchyliła lekko usta, jakby chciała zaprotestować, po czym zamknęła je z powrotem.

– To wbrew zasadom – odezwała się po chwili milczenia. Fay wzruszył ramionami.

– Czy ja wiem? Ty jesteś świeżo upieczonym Łowcą, więc teoretycznie nie wolno ci podróżować w czasie, ale mnie to nie dotyczy. Wiesz, ile misji w ten sposób rozwiązałem?

– Tak, ale ta nie jest twoja. – W jej głosie wybrzmiała nutka niepewności. – Tylko moja. I to pierwsza.

– Śmiem wątpić, żeby Hmm’ogan jakkolwiek to obchodziło. Traktują nas jak niższe formy życia. Myślą, że nie dorastamy im do pięt, więc musimy uciekać się do prymitywnych sztuczek, na które oni łaskawie przyzwalają. Prawda jest taka, że jeśli wypełnisz misję, to będą zadowoleni, gwarantuję ci to. Sama dobrze wiesz, że mam duże doświadczenie i w kontaktach z Hmm’oganami, i w łamaniu zasad. Wiem, co mówię.

Po jego słowach zapadła cisza. W archiwum poza ich dwojgiem nie było żywej duszy, przez co milczenie tym mocniej im ciążyło. Patrzyli na siebie, nic nie mówiąc, a drobinki kurzu leniwie unosiły się w świetle docierającym pomiędzy regały.

– Jesteś niemożliwy – stwierdziła w końcu Neyrin, wbrew swoim słowom uśmiechając się od ucha do ucha. – Ale niech ci będzie, wchodzę w to. Wiedz tylko, że jeśli ktokolwiek będzie miał do nas pretensje, to osobiście dopilnuję, żebyś zawlókł swój śliczny wróżkowy tyłek do Kreatora i wszystko wytłumaczył.

– Nie ma sprawy. – Obojętnie skinął głową. – Swoją drogą, skąd w ogóle wiesz, jaki był dalszy ciąg historii, skoro opowiadanie urywa się w tym momencie?

– Tylko z raportu z pracy wykrywaczy zakłóceń, no i z informacji o autorze. – Wydobyła kartkę pokrytą drobnym druczkiem. – To parę suchych zdań, nic więcej. Interesujący nas fragment brzmi tak: „Lexie Collins oskarżyła Roberta Attwood o morderstwo. Wykryto silne impulsy dysocjacyjne sfery Fantazji oraz nierównomierny przepływ Wyobraźni. W wyniku utraty kontroli nad światem #6912-57A przez autora Robert Attwood zaniechał następujących czynności: a) spowodowanie uszczerbku na zdrowiu u Lexie Collins, b) podrapanie się po lewym ramieniu”… Bla, bla, bla… To nieważne… O. „Co za tym idzie, Robert Attwood oraz wszyscy inni bohaterowie żyjący w świecie #6912-57A zaczęli żywić romantyczne uczucia wobec Lexie Collins”. Wszystko, co istotne, powiedziałam ci już wcześniej. No, jest jeszcze nieco bardziej szczegółowy opis związku Roberta i Lexie, ale to cię chyba nie interesuje.

Fay wyprostował się, poprawiając ułożenie teczek na regale.

– Nieszczególnie – przyznał. – Skoro tak, to chodźmy. Po drodze na wszelki wypadek jeszcze raz przejrzę opowiadanie.

– Miłej zabawy. – Błysnęła zębami w szerokim uśmiechu.

Bez słowa ruszył korytarzem tam, skąd przyszli, niezbyt ucieszony faktem, że ponownie zetknie się z nieuprzejmym Hmm’oganinem. Nie mógł jednak zaprzeczyć, że odczuł prawdziwą ulgę, mogąc wreszcie zaczerpnąć świeżego powietrza.

– Chcielibyśmy otworzyć portal. – Neyrin położyła klucz na blacie. Pracownik archiwum w milczeniu zabrał go i wcisnął przycisk na kontuarze.

Obok nich pomiędzy strzelistymi kolumnami ściana wysunęła się do góry, ujawniając pustą wnękę. Kiedy dziewczyna podeszła bliżej, ze środka buchnął snop błękitnego światła, gwałtownie przybierając na intensywności. Rozległ się głośny syk, a po chwili blask lekko przygasł. Lodowate promienie ułożyły się w kształt ogromnej kuli.

– Chodź. – Neyrin odwróciła się i wyciągnęła dłoń do Faya. Na jej twarzy malowała się determinacja.

– O, tak szybko? – Wyściubił nos zza kartek, po czym złapał rękę przyjaciółki. – No to idziemy.

Stanęli tak, aby znajdować się w jednakowej odległości od portalu, wciąż mocno się trzymając. Ostrożnie postąpili krok do przodu, czując otaczającą ich silną energię, która napierała na całe ciało, sprawiając, że włosy stawały dęba.

– Na trzy – zaproponował Fay. – Raz… dwa…

Neyrin potknęła się o wystający próg, i, nie mogąc wyhamować na czas, pociągnęła za sobą Faya. Zdążył jeszcze zobaczyć, jak światło rozjarza się niesamowitym blaskiem, gdy przyjaciółka znika w innym świecie, po czym sam wpadł prosto do portalu.

Dwie postaci zniknęły, a w Archiwum Misji zaległa cisza, i tylko Hmm’oganin za kontuarem pozwolił sobie na lekki uśmiech, tak rzadko goszczący na jego twarzy. Nucąc wesołą melodię, wcisnął przycisk, a ściana zakryła wnękę z portalem, jak gdyby nigdy jej tam nie było.

– Zostaliśmy, hmm, sami. Wreszcie chwila spokoju – stwierdził, zwracając się do kobiety namalowanej na suficie. – Jak się miewasz?

Koniec

Komentarze

Coraz bardziej podoba mi się stworzony przez Ciebie świat. Bohaterów zdążyłam polubić i cieszę się, że mogę im towarzyszyć podczas wykonywania zlecenia. Choć na razie tylko zapoznają się z materiałem, zapowiada się nieźle.

Mam nadzieję, że na kolejny fragment – mimo absorbujących Cię, niewątpliwie ważnych zajęć – nie każesz czekać zbyt długo, bo zakończyłaś tę część w sposób zaskakujący, a to budzi jeszcze większą ciekawość, co dalej. ;-)

 

Pierw­szym, co zo­ba­czył po wej­ściu do bi­blio­te­ki… – Raczej: Pierw­sze, co zo­ba­czył po wej­ściu do bi­blio­te­ki

 

Nie wiem, jak za­brać się za tę misję.Nie wiem, jak za­brać się do tej misji.

 

Wesz, jak to bywa w show-biz­ne­sie. – Literówka.

 

– To by ozna­cza­ło, że po­dej­rze­nia mo­gły­by spaść na Emily… – …po­dej­rze­nia mo­gły­by paść na Emily

 

Za­czę­li iść w kie­run­ku wyj­ścia z Dzia­łu… – Nie brzmi to najlepiej.

Może: Ruszyli w kie­run­ku wyj­ścia z Dzia­łu

 

Naj­bar­dziej uwagę przy­cią­ga­ło wnę­trze po­miesz­cze­nia. – Raczej: Naj­większą uwagę przy­cią­ga­ło wnę­trze po­miesz­cze­nia.

 

Na ko­pu­li­stym su­fi­cie roz­cią­ga­ło się ma­lo­wi­dło… – Na ko­pu­lastym su­fi­cie roz­cią­ga­ło się ma­lo­wi­dło

 

Dłu­gie, iskrzą­ce jak śnieg włosy wpa­da­ły do wody, prze­pa­da­jąc w nie­prze­nik­nio­nej toni.Dłu­gie, iskrzą­ce się jak śnieg włosy opa­da­ły do wody, ginąc w nie­prze­nik­nio­nej toni.

Za SJP: iskrzyć «o urządzeniu elektrycznym: sypać iskrami» iskrzyć się «lśnić migotliwym blaskiem»

 

więc nie mu­sie­li prze­dzie­rać się przez gąszcz ale­jek. – Alejki nie tworzą gąszczu.

Proponuję: …więc nie mu­sie­li prze­dzie­rać się przez labirynt ale­jek. Lub: …więc nie mu­sie­li kluczyć w labiryncie ale­jek.

 

–Ney­rin po­cią­gnę­ła nosem… – Brak spacji po półpauzie.

 

Ostroż­nie prze­stą­pi­li krok do przo­du… – Raczej: Ostroż­nie po­stą­pi­li krok do przo­du

Za SJP: przestąpić «przejść nad kimś, nad czymś, przez kogoś, przez coś, stawiając jeden krok»

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Rozdział wstawiłam tak późno, chociaż od dawna leżał skończony, bo jakoś byłam przerażona i miałam wrażenie, że kompletnie się nie spodoba. Cieszę się, że wydaje się w porządku :)

Mam trochę zwariowane życie – roczny wyjazd na drugi koniec świata, ale staram się powoli wracać do rzeczywistości, haha.

I bardzo dziękuję za poprawki, jak zwykle jesteś nieoceniona <3

Raixly, choć znalazłaś się w bardzo odległym Gdzieindzieju, jestem przekonana, że zwiążesz koniec z końcem – ten nasz, który opuściłaś, z tym drugim, z tamtego świata. W międzyczasie zapewne oswoisz się z nową sytuacją, a wtedy sprawy Biura potoczą się właściwym sobie i jedynym z możliwych, nadzwyczajnym rytmem. ;-)

Pozdrawiam i życzę czasu na pisanie, tudzież stałej obecności Pani Weny. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Fajne :)

Nowa Fantastyka