- Opowiadanie: Michał Ptaszek - Opuszczam piekło, tato

Opuszczam piekło, tato

Chciałbym Wam przedstawić moją własną wizję piekła, chrześcijaństwa i ludzi. Jako taka bajka. 

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Biblioteka:

Finkla

Oceny

Opuszczam piekło, tato

Kolejka przedłużała się niemiłosiernie. Siedział spokojnie, z nogą założoną na nogę, w ciemnym, nieskazitelnym garniturze. W końcu na wyświetlaczu pojawił się jego numer: sześćset sześćdziesiąt sześć. Wstał, zapiął guzik marynarki i pewnym krokiem ruszył do drzwi. Wszedł do gabinetu i usiał na fotelu naprzeciw biurka. Przed nim, nucąc pod nosem, siedział mężczyzna w sile wieku.  Przekładał właśnie papiery poprzedniego interesanta, nie patrząc na tego, który wszedł.

– Cześć, tato – powiedział ten w garniturze.

– Witaj, Lucyferze. Co mogę dla ciebie zrobić? – zapytał Bóg, podnosząc oczy na mężczyznę.

– Przyszedłem tutaj, ponieważ mam ci coś do zakomunikowania. Mam już dość. Zwalniam się. – Zapadła cisza. Znad okularów patrzyły na niego spokojnie błękitne jak niebo oczy.

– Dlaczego?

– Dlaczego?! – zirytował się Diabeł. – A dlaczego w ogóle zostałem tam umieszczony? Za ten przekręt w Raju? Ty myślisz, że Ewa mówiła prawdę, że to ja ją skusiłem do tej żarłoczności? Przecież to człowiek, oni wiecznie kręcą! Zwłaszcza po zjedzeniu owocu! Popełniłeś błąd, stwarzając ich. Fakt, na swoje podobieństwo, ale coś gdzieś poszło ci nie tak. Są zepsuci. Każdy z nich, od urodzin aż do śmierci nosi w sobie jakąś genetyczną wadę. A potem, to dopiero się robi ciekawie. Zwłaszcza, jak wylądują u mnie. Nawet diabły mają więcej rozumu, instynktu samozachowawczego! Ja rozumiem, że system wysyłania dusz do mnie bądź do odźwiernego Piotrka  – W jego głosie zabrzmiała drwina. – jest dobry ale jest też trochę staroświecki! Mam tego dość. Żeby to się zdarzało raz na czas, a nie, jak to się dzieje, codziennie! Co chwila są jakieś przepychanki, bijatyki. Żaden z grzeszników nie jest w piekle po to, żeby zrozumieć swój błąd! Każdy z nich czuje się tam jak na placu zabaw, gdzie mogą wciąż i wciąż, bez konsekwencji odwalać swoje wygłupy. Dlaczego ja mam za to cierpieć? Mam to w dupie! I wiesz, co tato? Myślałem “Dobra. Tata zrzuca mnie do piekła, ok. Rozumiem, trochę przegiąłem tam w raju, ale obydwoje wiemy, że jestem mega zbereźnik a co jak co, ale cycki Ewa miała zajebiste.” A że chciałem ją zbałamucić? Wiesz, że nawet Ty się wtedy uśmiechałeś. Te twoje aniołki pokładały się ze śmiechu, kiedy uświadomiły sobie, jak by to było, gdy Ewa poszła ze mną do łóżka. Tylko Misiek musiał się doczepić, pieprzony pedał. Jak zwykle, musiał ująć się honorem, utrzeć nosa młodszemu, gnojek. A sam non-stop przechadza się po Niebie z facetami. Przecież doskonale wiesz, że zawsze miałem skłonności hedonistyczne. Zapytaj którejkolwiek z anielic. Niektóre do dziś są samotne, nie chcą brać sobie żadnego aniołka, brakuje dziewczętom prawdziwego mężczyzny! – Tutaj dumnie wypiął pierś. – Tak, mam na myśli siebie. Ale wracając do tematu. Mam dość. Już wystarczająco zapłaciłem za tamten wybryk z Edenu. Po za tym, mnie mogłoby tam nawet nie być, Ewa i tak zjadłaby ten owoc. Ludzie są próżni, gnuśni, złośliwi z natury. I dlatego, tatku, mam plan na przyszłość. Zstąpię na ziemię, żeby ich w końcu zrozumieć.  Przecież od prawie dwóch tysięcy lat nikogo tam nie było. A duszyczki z piekła pary nawet nie puszczą. Sam nie wiem czemu. W Niebie to ja nawet nie chcę pytać, pewnie każdy z nich boi się, że jak zacznie się skarżyć, będzie paplał, to trafi do piekła. Sam widzisz, że to jedyne wyjście! Będę udawał człowieka, sami pewnie powiedzą mi, jakie kary można im dawać u mnie, w piekle. To znaczy, w piekle, ale już nie u mnie. Znajdź sobie kogoś innego. Ja rezygnuję. Będę pisał, do zobaczenia – to powiedziawszy, Szatan wstał, elegancko machnął ogonem i opuścił gabinet swojego ojca. Po jego wyjściu Bóg zastanowił się, po czym zamruczał do siebie: 

– Może niczego nie nabroi? Po za tym, faktycznie, dawno nikogo tam nie było. A obiecał, że będzie pisał! Więc na pewno napisze. Głównie żeby zapewnić mnie, że mu dobrze. Przecież to Lucufer… 

 

Miesiąc później na biurku Bóg znalazł list, adresowany do „Kochany tatuś, Niebo”. Z tyłu na kopercie czerwonym atramentem napisane było „Ukochany i najlepszy synek”. Stwórca pokiwał z politowaniem głową, rozerwał kopertę i otworzył list.

 

Cześć, tato!

Tu ja, czyli ja. Tak, Szatan, Lucyfer, Belzebub, Azzazel czy jak mnie nazywają w Biblii. Nie wiesz co to Biblia? To zapytaj Jezusa. Niby taki dobry, skromny, posłuszny (moje przeciwieństwo czy jak?) a jednak, kiedy był na Ziemi, zebrał sobie niezłą ekipę mordobijców i chlejusów. Nie chwalił Ci się? Kiedyś, razem z Maryją byli na jakimś tam weselichu. I wiesz? Wyżłopali całe wino w jedną małą chwilkę, przez co Jezus musiał coś tam poczarować, żeby pan młody z weselnikami nie musiał ich bizunami przepędzać. Podobno stworzył to wino całkiem zajebiste. Poproszę go o nie, jak już wpadnę na kawę do Nieba. W ogóle, w tej książeczce są cztery rozdziały, opisujące tylko i wyłącznie Twojego skromnego synka, Jezusa. Coś bardzo w jego stylu. A ostatni rozdział? Ta Apokalipsa czy jakoś tak. Jan (facet, który to pisał) musiał nieźle ćpać. I nie mówię o miękkich. Ogólnie to tylko Księga Rodzaju jest nudnawa, bo bardzo przypomina wersję prawdziwą. Ale ogółem to całkiem miła i zabawna lektura, przeczytaj, uśmiejesz się do łez. Serio, ludzie wymyślili nawet, że kiedyś zejdę na zieloną trawkę gdzieś na wschodzie i będę wyglądał jak smok! Rozumiesz? Siedem głów, siedem rogów, zianie ogniem, plucie siarką, takie tam. Nieźle mają nasrane w głowach. Ale ja nie o tym, muszę coś napisać o sobie, przecież nie byłbym sobą, gdybym siebie pominął. No więc u mnie dobrze, jakoś się żyje. Jakie tu są dziewczyny! Niektórzy faceci też nieźli, więc grzeszymy ile wlezie. I nie, nikogo zbytnio nie namawiam! Powaga, wystarczy iść do klubu a tam sami pchają się do majtek. Podoba mi się to. Gdyby był tu Misiek, pewnie zesłałby na nich kolejny Potop. Dobrze, że obiecałeś, że to się nie powtórzy, przedwcześnie skończyłbyś moje wakacje. Na czas pobytu tutaj oczywiście pozbyłem się ogona, rogów i skrzydeł, mimo, że dwudziesty pierwszy wiek, to jeszcze prawdziwego Szatana nie widzieli. A powinni, bo to co tu się dzieje, to istna, cytując Biblię właśnie, Apokalipsa. W ogóle, spotkałem mnóstwo ludzi, którzy poprzebierani w czarne kiecki (co już samo w sobie jest popaprane) twierdzą, że są Twoimi sługami, że przemawiają słowami Boga, takie głupoty. Kiedy w końcu złapałem któregoś i wypytałem o co dokładnie chodzi, pierwszą rzeczą, którą kazał mi zrobić to złożyć datek na świątynię. Zapytałem, oczywiście, o jaką świątynię chodzi a on, oburzony, że o Świątynię Pana! (w sensie Twoją). Chciałem, żeby mi ją pokazał, to zaprowadził. Całkiem fajny domek, wysoki, kilka pięter, obok garaże, fajne furki w środku. I mu mówię, że mi się podoba. Na to, on machnął ręką i tłumaczy, że to jego dom, zdaje się, nazwał to “plebanią”. A potem odwrócił mnie, i pokazał to, co przyszliśmy oglądać. I nawet mi opadła szczęka. Wiesz, że Ci kretyni budują ci ogromne, gigantyczne budynki? W środku fajnie, złoto, marmury, figurki (też ze złota), ładne kolorowe drogie kamyczki i w ogóle. Wystrój psują trochę ławki, porozstawiane jakby na doroczny zlot emerytów. Zapytałem, po co Bogu świątynie, na co księżulek odpowiedział, że to tutaj co tydzień spotykają się ludzie, żeby wychwalać Twoje imię. Haha, kiedy zapytałem go czy przypadkiem Bóg nieźle się nie wkurwił jak kiedyś próbowali mu zrobić złotego cielca, czarny ostro zagrzał się do bronienia swoich tez, a kiedy dodałem, że mówiłeś jasno i wyraźnie, że mają się modlić w odosobnieniu, że lewa ręka ma nie wiedzieć co robi prawa i et cetera, to dopiero zaczął się wściekać. O mało mnie nie popluł, kretyn. Ale spokojnie, wysłałem go momentalnie na dół, tam sobie popluje. Aż mu śliny braknie, skurwysynowi.

I jak na razie tyle. Żyję sobie, czerpię z życia garściami i w ogóle nie tęsknię za moją robotą.

Szatan, czyli Ja

P.S. Chyba wiem, jak zmodernizować już Twoje piekło. Wystarczy zniszczyć im lustra, wszystkie materiały zmatowić, żeby nie widzieli swoich odbić. Ludzie to egoiści, jeśli nie będą mogli patrzeć na samych siebie, podziwiać, to zwariują. A jeszcze zamknij ich w osobnych celach, puść nagranie, na którym jeden głos ciągle przypomina im, że to właśnie sąsiad z celi obok jest tym lepszym, bogatszym, piękniejszym, to wtedy zazdrość ich zaleje jak żółć. I wtedy będą cierpieć. I pokutować. W końcu są w piekle czy nie? 

Koniec

Komentarze

Przepiękny tytuł.

Reszta, niestety, sztampowa i mało interesująca. Mamy już naprawdę bardzo, bardzo dużo alternatywnych podejść do Boga, Szatana i całej reszty. Pośród nich znacząca większość (jeśli nie całość) to te, które uczłowieczają, unormalniają i czynią bardziej przyziemnym. Trzeba naprawdę niebanalnej wizji, talentu i pracy, żeby to przekuć w historię, która będzie choć trochę interesująca. Tu nie bardzo jest historia, wszystko jest podane na tacy. Do tego dochodzą liczne potknięcia stylistyczne i gramatyczne, więc niestety nie mogę nic dobrego o tym tekście powiedzieć.

Widzę po opisie, że chciałeś przedstawić swoją wizję tego jak to wszystko wygląda. Zazwyczaj sprawniej i strawniej idzie kiedy robi się to na drodze normalnej wymiany poglądów/dyskusji, nie próbując zaprzęgać do tego literatury.

Zgadzam się z June w całej rozciągłości wywodu. Tytuł jest świetny (aczkolwiek jestem prawie pewny, że ktoś Cię zbeszta za kropkę, kropki nie są tu mile widziane), ale to jedyny walor szorta.

Temat jest oklepany, był wałkowany po wielokroć (polecam interpretację filmową Grupy Filmowej Darwin: https://www.youtube.com/watch?v=Cs6OTdU59GE, bo dość podobna w założeniach fabularnych) i niezmiernie trudno z niego coś interesującego wycisnąć. Ponadto: mam już dość Hitlera i Stalina. Historia ludzkości obfituje w tylu zbrodniarzy, którzy oddawali się ludobójstwu na ogromną skalę, dlaczego to zawsze musi być ten oklepany po wielokroć Hitler? Dlaczego nie Leopold II czy Pol Pot?

 

 

na emeryturze

Leopold II jest dla mnie osobą hmm. w ten sposób kontrowersyjną, nie do końca uważam go za “zły charakter” a Pol Pot? Spotykam się z nim po raz pierwszy w życiu. Po za tym, w całej historii chodzi o fakt, że ludzie robią dokładnie wszystko, czego zabronił im Bóg w Starym Testamencie. I tylko z tym aspektem chciałem się zgodzić. Bogato zdobione świątynie, próżność i pycha u osób, które miały z założenia do Boga prowadzić. A Szatan? Szatan znajduje na Ziemi odpowiedź, jakie kary wymierzyć ludziom. I nie są to wymyślne tortury a zwykłe odosobnienie i próba pokazania, że komuś lepiej się powodzi. Większość osób w dzisiejszym świecie żyje tylko tym, żeby dopiec innym, bądź inni tej osobie zazdrościli. 

a Pol Pot? Spotykam się z nim po raz pierwszy w życiu. – Pozostaje mi tylko ubolewać nad naszym systemem edukacji…

 

Zgadzam się z szanownymi koleżankami i kolegami. Tytuł bardzo dobry, ale wykonanie i treść zostawiają wiele do życzenia.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

A mnie się nawet spodobało. No dobra – szału oryginalności to tu nie ma, ale nie nudziłam się. Niosący światło jako ukochany synek rezygnujący z ciepłej posadki to dla mnie coś nowego.

Pol Pot zdaje się nie dorastał w kręgu kultury chrześcijańskiej, więc do naszego piekła bym go nie pakowała. Leopold, faktycznie mógłby stanowić miłą odmianę.

Rozumiem, trochę przegiąłem tam w raju, ale obydwoje wiemy, że jest mega zbereźnik, cycki Ewa miała zajebiste.

Obaj. Chyba że jedno z nich jest kobietą. Kto jest tym zbereźnikiem, bo się pogubiłam?

Ale spokojnie, wysłałem go momentalnie do mnie, tak sobie popluje.

Literówka.

Babska logika rządzi!

Od czasu do czasu podnosił rękę, patrząc na zegarek. W końcu na wyświetlaczu pojawił się jego numer: 666. – Przeczytawszy to zdanie wyobraziłam sobie trzy szóstki na wyświetlaczu zegarka. Ale kontekst podpowiada mi, że chodziło o taki wyświetlacz jak na poczcie czy gdzieś gdzie są kolejki. Zmieniłabym coś w tym zdaniu, bo można się na nim potknąć.

 

Wstał, zapiął guzik marynarki i żwawym, pewnym krokiem ruszył do drzwi. Otworzył je, wszedł i usiał na fotelu naprzeciw biurka. Przed nim, nucąc pod nosem, siedział mężczyzna w sile wieku. Bujna jasna broda, siwe włosy, okulary na oczach – Zdaje mi się, że tak drobiazgowe opisywanie kolejnych czynności, dość oczywistych zresztą, jest zbędne. A okulary to raczej na nosie ;)

 

Dalej już nic mnie w oko nie zakłuło, jeśli chodzi o technikalia i czytało mi się raczej płynnie. Zdziwiło mnie natomiast to, że w niebiosach/piekle nie wiedzą co się dzieje na ziemi i potrzeba było takiej wyprawy, by rozpoznać sytuację. Jak w takim razie bez bieżącej wiedzy decydują o tym, kogo brać do nieba a kogo do piekła? Dziwne, że Szatan używa pojęć komunizmu i nazizmu, nazywa Hitlera i spółkę najgorszymi ludźmi ever, a nie wie o istnieniu Biblii i księży… Coś tu nie styka. Być może to wina nieodpowiednio dobranego środka do celu, jak zauważyła June.

 

Że komuniści trafili do piekła edukować Lucka – to się wydaje nawet prawdopodobne. Ale gdzie się podziali księża? ;-)

Werweno, sądzę, że w modelu korpo to może być całkiem możliwe. Prezes może nie mieć pojęcia, dlaczego zapałki nie schodzą mimo takiej fajnej promocji i przecenienia z 200 na 149.

Babska logika rządzi!

Calkiem mi sie dobrze czytalo. Lubie motyw Szatana opuszczajacego pieklo, choc popularny i nienowy. Niemniej taka wizja Lucyfera, jaka przedatawiasz Ty jest znacznie ciekawsza od stereotypowego obrazu Wielkiego Zlego. Pachnie Gaimanem i Careyem – ale, niestety, ci panowie poradzili sobie z ta postacia lepiej niz Ty. Podejrzewam, ze na odbior tekstu rzutuje humoryatyczna forma, ktorej uzyles. Opowiadanie zawiera kilka fajnych mysli i celnych spostrzezen, ktore gryza sie z dowcipaskami Lucka, nie zawsze smiesznymi. Ale, z drugiej strony, takie lekkie czytadlo nadaje sie do umilenia nudnych godzin pracy ;)

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

Kolejka przedłużała się niemiłosiernie. Siedział spokojnie, z nogą założoną na nogę, w ciemnym, nieskazitelnym garniturze, z krawatem idealnie przewiązanym na szarej, perfekcyjnie wyprasowanej koszuli.

Za dużo przymiotników. Jestem zwolennikiem szkoły mówiącej, że najlepiej używać najwyżej dwóch w zdaniu (choć z przestrzeganiem tej zasady nie jest u mnie najlepiej :D)

 

na wyświetlaczu pojawił się jego numer: 666.

Liczby w większości przypadków lepiej wyglądają słownie. 

 

żwawym, pewnym krokiem ruszył do drzwi.

Te dwa wyrazy to niemal ta sama informacja. 

 

– Witaj, Lucyferze. Co mogę dla Ciebie zrobić?

Nie pisz “ciebie” wielką literą w kwestii dialogowej. 

 

– Dlaczego?! – Zirytował się Diabeł.

“zirytował” małą. Zapraszam tu:

http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/12794

 

aż do śmierci nosi w sobie jakąś genetyczną wadę. A potem, po śmierci

Powtórzenie. 

 

że Józek go zdradził, że miał do niego zaufanie, że miał być bohaterem ludu

Ciąg orzeczeń zgodnych w formie gramatycznej – wyglądają, jakby ta sama osoba zdradziła, miała być bohaterem i miała zaufanie. 

 

Boże, przecież cała ta trójka dostałaby pierwsze miejsce ex aequo, jeśli w ogóle ktoś wpadłby na pomysł, żeby wybierać najgorszego człowieka na świecie.

Niektórzy zawodowi historycy (a do takich troszeczkę się zaliczam :D) polemizowaliby z tą równością wszystkich trzech wymienionych postaci pod względem “zasług” na polu “najgorszości”. 

 

Wiesz, że Ci kretyni budują Ci ogromne budynki?

Pierwsze “Ci” niepotrzebnie wielką.

 

Żonglowanie rolami Chrystusa, diabła, człowieka; przedstawianie Kościoła jako instytucji zdechrystianizowanej, “uczłowieczanie” aniołów i innych postaci “stamtąd” – wszystko to było już wałkowane na tysiące sposobów. 

Niemniej, widzę tu młodego, świeżego Autora całkiem sprawnie operującego polszczyzną, o warsztacie wymagającym jeszcze szlifów, ale zapowiadającym się bardzo obiecująco. Z tej mąki będzie jeszcze chleb. Zastanawiałem się nad Biblioteką, ale w sumie byłoby to bardziej na zachętę, więc póki co nie klikam. Wiedz jednak, że długo się wahałem.

Pozdrówko! 

The rain it raineth on the just and also on the unjust fella; but chiefly on the just, because the unjust hath the just’s umbrella. (Charles Bowen)

Dziękuję za uwagi, krytykę i wytykanie błędów. Bardzo mi to pomoże, jako, że nikt jeszcze nie wziął na swoje barki tego odpowiedzialnego zajęcia. :) Wieczorem poprawię literówki i zapoznam się z hydeparkiem. :) 

#edit: 

poprawiłem literówki i troszkę zmieniłem sekwencję.  Do wglądu. :) 

Kolejna powtórka z rozrywki, czyli nic nowego pod słońcem. Przeczytałam bez przykrości, ale i bez spodziewanej satysfakcji.

Wykonanie pozostawia nieco do życzenia, ale mam nadzieję, że Twoje przyszłe opowiadania będą bardziej oryginalne i lepiej napisane.

 

W jego gło­sie za­brzmia­ła drwi­na. – jest dobry ale jest też tro­chę sta­ro­świec­ki! – Po kropce, nowe zdanie rozpoczynamy wielką literą.

 

Żeby to się zda­rza­ło raz na czas, a nie, jak to się dzie­je, co­dzien­nie! – Pewnie miało być: Żeby to się zda­rza­ło raz na jakiś czas, a nie, jak to się dzie­je, co­dzien­nie!

 

Każdy z nich czuje się tam jak na placu zabaw, gdzie mogą wciąż i wciąż, bez kon­se­kwen­cji od­wa­lać swoje wy­głu­py. – Każdy z nich czuje się tam jak na placu zabaw, gdzie może wciąż…

 

Wiesz, że nawet Ty się wtedy uśmie­cha­łeś. Wiesz, że nawet ty się wtedy uśmie­cha­łeś.

Zaimki piszemy wielka literą, kiedy zwracamy się do kogoś listownie.

 

A sam non-stop prze­cha­dza się po Nie­bie z fa­ce­ta­mi.A sam non stop prze­cha­dza się po Nie­bie z fa­ce­ta­mi.

 

Za­py­taj któ­rej­kol­wiek z anie­lic.Za­py­taj któ­rą­kol­wiek z anie­lic.

 

Już wy­star­cza­ją­co za­pła­ci­łem za tam­ten wy­bryk z Edenu.Już wy­star­cza­ją­co za­pła­ci­łem za tam­ten wy­bryk w Edenie.

 

Po za tym, mnie mo­gło­by tam nawet nie być… – Poza tym, mnie mo­gło­by tam nawet nie być

 

Po za tym, fak­tycz­nie, dawno ni­ko­go tam nie było. Poza tym, fak­tycz­nie, dawno ni­ko­go tam nie było.

 

Prze­cież to Lu­cu­fer – Literówka.

 

Stwór­ca po­ki­wał z po­li­to­wa­niem głową, ro­ze­rwał ko­per­tę i otwo­rzył list. – Raczej: Stwór­ca po­ki­wał z po­li­to­wa­niem głową, ro­ze­rwał ko­per­tę i wyjął list.

W momencie, gdy rozerwał kopertę, list był otworzony.

 

Gdyby był tu Mi­siek, pew­nie ze­słał­by na nich ko­lej­ny Potop. – …ze­słał­by na nich ko­lej­ny potop.

 

A po­win­ni, bo to co tu się dzie­je, to istna, cy­tu­jąc Bi­blię wła­śnie, Apo­ka­lip­sa. – …wła­śnie, apo­ka­lip­sa.

 

lewa ręka ma nie wie­dzieć co robi prawa et ce­te­ra… – …lewa ręka ma nie wie­dzieć, co robi prawa, et ce­te­ra…

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Temat nie jest nowy, ostatnio nawet oglądałam całkiem sympatyczny serial “Lucyfer” (diabeł ucieka z piekła, żyje sobie na ziemi i takie tam), więc nie jestem specjalnie zaskoczona.

 

Za to bardzo mi się podoba, Michale, Twoja reakcja na komentarze i poprawianie tekstu na bieżąco. Bo to, że jest co poprawiać to jedno, ale że dzielnie bierzesz uwagi na klatę i faktycznie pracujesz nad opowiadaniem – super sprawa :) To bardzo dobrze wróży na przyszłość :)

A teraz moje trzy grosze:

– Witaj, Lucyferze. Co mogę dla ciebie zrobić? – zapytał Bóg, podnosząc oczy na mężczyznę.

To największy zarzut. Piszesz, że Lucyfer jest mężczyzną, ale (może jestem naiwna, albo mam zły obraz mężczyzn jako takich) zachowuje się raczej jak nastolatek. Względnie osobnik nie do końca… rozgarnięty niech będzie ;) Chodzi przede wszystkim o sposób, w jaki się wypowiada, nie o zachowanie samo w sobie. 

 

Jeśli chodzi o sprawy do poprawienia, to musnę tylko początek, niestety nie mam możliwości, żeby wziąć się za całość. 

 

Siedział spokojnie, z nogą założoną na nogę, w ciemnym, nieskazitelnym garniturze.

Wolałabym, gdyby było jakoś tak “Mężczyzna ubrany w ciemny, nieskazitelny garnitur siedział spokojnie…” lub jakoś podobnie, bo w formie, w której jest teraz to miałam wrażenie, że po “nodze” nastąpi jakiś opis pomieszczenia :) Ewentualnie daj ten garnitur przed nogami ;)

 

Wszedł do gabinetu i usiał (literówka) na fotelu naprzeciw biurka. Przed nim, nucąc pod nosem, siedział mężczyzna w sile wieku.  Przekładał właśnie papiery poprzedniego interesanta, nie patrząc na tego, który wszedł.

– Cześć, tato – powiedział ten w garniturze.

W ogóle strasznie dużo tu “lokalizacji”: do, na, naprzeciw, przed, pod, itd. Postaraj się jakoś przekształcić ten opis :)

 

Witaj, Lucyferze. Co mogę dla ciebie zrobić? – zapytał Bóg, podnosząc oczy na mężczyznę.

– Przyszedłem tutaj, ponieważ mam ci coś do zakomunikowania. Mam już dość. Zwalniam się. – Zapadła cisza. Znad okularów patrzyły na niego spokojnie błękitne jak niebo oczy.

Powtórzenia.

 

– Dlaczego?! – zirytował się Diabeł. – A dlaczego w ogóle zostałem tam umieszczony? Za ten przekręt w Raju? Ty myślisz, że Ewa mówiła prawdę, że to ja ją skusiłem do tej żarłoczności? Przecież to człowiek, oni wiecznie kręcą!

Zaimkoza.

 

Ogólnie tekst powinien ktoś porządnie “przelecieć”, żeby zasugerować poprawki, a przy okazji żebyś w przyszłości mógł podobnych niedoskonałości uniknąć. 

Nie jest źle, może być tylko lepiej :)

 

(no dooobra, może być też gorzej, ale zakładamy tę pozytywną opcję ;P)

Mnie również ta wizja nie przekonała. Zbyt wulgarnie, mało odkrywczo. Choć ostatni akapit naprawdę dobry. Napisane również tak, że lekko się czyta.

Nowa Fantastyka