- Opowiadanie: YeTe - Na rybach

Na rybach

Mały eksperyment, spisany podczas podróży pociągiem. Nic poza tym.

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Na rybach

– Spokojnie, malutka, spokojnie. Tylko trochę zaboli.

Pogładził osiołka po szyi. Naszykował igłę o pustym rdzeniu. Łaskocząc opuszkami palców szukał tętniawy. Znalazłszy, namoczył bawełnianą chustkę w wódce i przetarł myszatą sierść. Złapał za skórę, wymierzył kąt i bezbłędnie wbił narzędzie między tkanki. Oślica błysnęła białkami oczu. Ćmowe, długie uszy złożyły się w jednej chwili na potylicy, kiedy zwierzę chciało wierzgnąć.

– Oj, spokój. Spokój mówię. Jakoś bąki cię tak nie denerwują, a bardziej gryzą – rzucił mężczyzna, którego włosy, przez starość, zdążyły pokryć się popiołem.

Mu, kopytną to nie przekonało i nadal, rzucając nienawistne spojrzenia, strzelała ogonem bicze. Człek ujął w dłoń małe naczynie, niewiele większe od glinianego kubka, i przyłożył do igły. Z jej końca zaczęły skapywać pojedyncze krople czerwonobrunatnej krwi. Stał obok zwierzęcia, nucąc pod nosem dziecięcą przyśpiewkę – ot tak, aby dodać oślicy otuchy:

 

Rycerzyk do zamku jedzie, a gdzie, gdzie?

Hełm, zbroję, buty przyduże ma, oj ma, ma.

Na gniadoszym koniu co sił gna, niech gna, gna!

Daleko tak w krainy nieznane nam, nam!

 

Zaśniedziała czarka wypełniła się do połowy posoką. Usunął stalowe żądło z szyi, rozmasował miejsce ukłucia. Poklepał poczciwe zwierzę i pognał je za dom, na polną trawę. Opadł ociężale na krzywe schodki, prowadzące do izby. Spojrzał w ciemny, szkarłatny płyn. Brzydził się. Tego co robił, co musiał robić. Nie miał jednak innego wyjścia. Wychylił zawartość srebra w zaledwie jedna uderzenie serca. Rozstawił szeroko nogi. Wsadził między nie głowę. Żołądek skręcił się, niczym kuchenna ściera po pracowitym dniu. Protestował i wznosił gromkie okrzyki. Mężczyzna wyprostował się. Kierując wzrok na poranne niebo, starał się wyciszyć konwulsje. Mimo usilnych starań wzdrygał się, czuł rozpalany żarem przełyk. Zachodzący goryczą język również dawał się we znaki.

Wziął głęboki oddech – przez nos, inaczej byłoby to nazbyt niebezpieczne. Uspokoił umysł i ciało. Nienawidził pić zwierzęcej krwi.

Wyrwany z rzeczywistości powrócił na ziemię, muskany porannymi promieniami słońca. Korony drzew szeptały bezczelnie o plotkach, przyniesionych zachodnim szmerem. Na twarzy dziadygi pojawił się szeroki uśmiech. Dzień był wprost idealny na łowienie ryb. Nie zastanawiając się zbytnio opłukał naczynie w wiadrze z wodą i ruszył żwawym krokiem za malutką stodołę, gdzie hodował larwy much, a obok wyrzucał obornik. Wzdrygając się przegrzebał zepsute mięso i nazbierał białych robaków. Wskoczył czym prędzej do izby, złapał za wędkę, torbę z hakami. Długo szukał pęczka zwierzęcych ścięgien. Wyskakując z ciapów, założył znoszone, spękane bagiennym błotem buty.

Na ryby iść, na ryby iść. Przy jeziorze chleb czas siać. Zanucił w myślach.

Mu, nie był zbyt wymagającym człowiekiem. Żył samotnie, z dala od miast i zgiełku. Z dala od ludzi. Nie dlatego, że był samotnikiem. Był pustelnikiem, jednak nie prowadził pustelniczego życia z uwagi na siebie. Prędzej z uwagi na innych, zważając na bezpieczeństwo ludzi. Trwał w tej monotonnej egzystencji od tysięcy lat. Widział jak wielkie państwa południa powstawały i upadały, jak trwały w świetności, lśniąc złotymi dachami. Pamiętał wojny domowe na wschodzie, które, niczym piaskowe burze, gnały przez pustynię Zaa'it, drażniąc swymi drobinami oczy. Wspominał stare dzieje, kiedy miał jeszcze nadzieję na uleczenie narodów z nienawiści i próżności, mu.

Te czasy minęły, wraz z kościanym pyłem zmieszały się z błotem, skryły między korzeniami drzew. Przestał się tym przejmować, kiedy stracił pierwszą, ludzką powłokę.

Obejrzał plażyczkę zza krępego krzaka, przepraszając w te pędy za narzucaną gościnę. Wypatrzył ławeczkę, tę samą, na której siadał od stuleci. Zrobił ją sam, z drewna znajomego buku. Drzewo zresztą samo podarowało swoje zgrubiałe gałęzie, będące utrapieniem podczas burzowych wiatrów, aby dziadunio mógł popełnić rzemiosło.

Wiekowy pan rozsiadł się wygodnie, zawiązał zwierzęcy sznur na końcu kija, przyczepił drewniany spławik, przymocował haczyk. Wybrał na początek robaczka, któremu najgorzej patrzyło z oczu. Nabluzgał, nabił w końcu, machnął i siu, spławik dryfował po lustrze jeziora. A teraz czekał, mu.

Nie musiał długo. Mrugnął, nie wierząc oczom. Przeciął wodę poskręcanymi ścięgnami. Wyciągnął łakomego okonia. Mierząc go krytycznie wzrokiem powiedział:

– Taki mały, a jaki zachłanny – Wyciągnął z paszczki metal. – Zmykaj czym prędzej i rośnij większy.

I wypuścił rybę, tak jak to zawsze robił, nie łowił ich bowiem dla jedzenia, a raczej ku uciesze duszy. Gdyby tylko jakąś posiadał.

 

***

 

Podniósł głowę i rozkleił rzęsy. Ziewną przeciągle, miotany dreszczem. Obejrzał z tępym wyrazem w piach pod butami.

Oj. Prawie wszystkie robaczki uciekły. Stwierdził z żałością.

Mu, jemu podobni nie potrzebowali snu, był zbyteczny. On jednak lubił drzemać, znajdował w tym coś przyjemnego.

Podniósł się, strzelając na pokaz kośćmi, co nie wyszło mu na dobre, gdyż biedulowi coś przeskoczyło w krzyżu. Stękając komicznie, wygrażał pięścią złośliwym uwagom ważek. Nawet żaby zaczęły się śmiać, co dziadygę przyprawiło o białą gorączkę. No może nie białą, jeszcze by nam kopyta wywinął do góry. Pozbierał swe rzeczy, znalazł but do pary. Złapał za wędkę i… skrzywił się zaintrygowany. Poczuł, jak na drugim końcu haka szamocze się jakieś dorodne rybiszcze. Zdziwionym był, gdyż jak do tej pory nie złapał w jeziorku niczego, co miałoby więcej niż siedem cali.

Ściągnął zwierzęce ścięgna, nawzdychał się, naprychał, kiedy ujrzał kupkę glonów, unoszącą się na powierzchni.

Wtedy podniósł się wrzask. Jazgot, wycie, ryk i skowyt. Raban, jednym słowem. Niesamowity hałas! Mężczyzna zatkał czym prędzej uszy. Doszło do niego, co, tak naprawdę złapał na wędkę. Nimfę, taką zieloną, gloniastą i śliską, ale nadal jędrną w dotyku. Zastanawiacie się pewnie, skąd wiedział o tym ostatnim. Powiem wam, że niejedną w swoim życiu widział i za rękę porwał.

– Jak śmiałeś, śmiertelniku?! – wydarła się jeszcze głośniej. – Mnie, panią tych wód, łapać w barbarzyńskie narzędzie?!

Ta była rozumna. No i mówiła, to był dobry znak.

– Hola, hola, pani mokra! Zwolnij.

– Mokra? Mokra?! Zapłacisz mi za te oszczerstwa, człowieku – syknęła, mącąc wodę.

– Tylko nie człowieku, na litość! Toż to niegodne, nie wypada – rzekł, spłycając wzburzone emocje. – Czy wiesz, z kim przyszło ci rozmawiać? – odkrzyknął.

– Nie, nie wiem. Ale to nie jest ważne. Ważny jest fakt, iż pójdziesz ze mną pod wodę, w najgłębsze odmęty. I pozostaniesz tam na zawsze. Na zawsze! – rzuciła z dziką furią na wyblakłych, rybich patrzałach.

Wyszła wściekle na brzeg, wymachując błoniastymi łapiszczami. Staruszek pochwycił rozzłoszczonego ducha za zielone kłaki. Zacisnął ze zgrzytem zatęchłe, rybie palce. Szarpiąc się próbowała rozerwać uścisk starczych ramion.

– Milcz, krzykacznico – rzucił gniewnym tonem. – Milcz i spójrz mi w oczy.

Usłuchała, nie wiedząc czemu, a głos zamarł w gardle spotykając jego wzrok. Ukazało się jej trupowe oblicze, o ślepiach bez źrenic i tęczówek. Na białkach rysowały się ciemne żyły, jakby karmazynowa pajęcza sieć. Twarz dziadygi zeschła się, obwisła, a oczodoły wymalowały czarną, olejną farbą. Upiorny był to widok, nawet dla przeklętego ducha jeziora.

– Tyś opętany, pożeraczem jesteś – wykrztusiła przez zmiażdżoną krtań. – Puść mnie, o błagam. Cofam me słowa. Nie rób mi krzywdy!

– Naiwną jesteś, prosząc pożeracza o łaskę. Biada ci! Ze wszystkich przeklętych trafiłaś na najstarszego ze wszystkich znanych i nieznanych.

– Naiwna, tak! Masz rację potężne heii[1]. Jestem naiwna, ale wierzę w twoją mądrość – zaniosła się szlochem wysychającego stawu.

Uwolnił ją po chwili namysłu i nachylił nad rozdygotaną. Jego twarz przybrała na powrót starczy, łagodny wygląd; przestał straszyć nieumarłą bielą. Uśmiechnął się szeroko, błyszcząc oczyma serdeczności i powiedział:

– A teraz czmychaj i przestań płoszyć mi rybki.

Mu.

 

 [1] heia n – z języka duchów: posłaniec bogów

Koniec

Komentarze

Dziwne takie. Momentami ujmujące fajną narracją, a momentami męczące.  

I tak się teraz zastanawiam, co Autor chciał przez to powiedzieć, oprócz tego, że nie wszytskie wampiry są złe?

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Krótka historyjka o łagodnym wampirze-eremicie. Właściwie nawet nie historyjka, bo tu nie ma żadnej historii. Są to właściwie dwa różne teksty, rozdzielone “***”. Końcówka jest właściwie krotochwilą, a cała reszta opisem zwykłego dnia.

Napisane okej, jeśli chodzi o styl. Koncept nie najgorszy, ale tekst ma problemy. Przede wszystkim z utrzymaniem spójnej konwencji i klimatu, przeskakującego przez sielankę, humoreskę i kilka innych rzeczy po drodze. W pewnym momencie nagle narrator zaczyna łamać czwartą ścianę, więc narracja też traci na spójności.

Finałowy dialog trochę trąci drewnem, a ten fragment, kiedy główny bohater mówi “trafiłaś na dziecko nocy, księżycoskórego, lub, jak wolisz, wampira” to już w ogóle przesada. W dodatku, czemu “czy jak wolisz”? Ona ewidentnie woli “heii”.

Poniżej uwagi do konkretnych fragmentów:

Naszykował igłę o pustym rdzeniu.

Igła lekarska z definicji jest pusta w środku, więc nie rozumiem sensu tego zdania.

Wychylił zawartość srebra w zaledwie jedna uderzenie serca.

Po pierwsze – literówka. Po drugie – jakiego srebra? Po trzecie – żeby wypić coś w jedno uderzenie serca, trzeba to zrobić w czasie poniżej sekundy.

Trzymając się za nos przegrzebał zepsute mięso i nazbierał białych robaków.

Zrobił to jedną ręką? Samo grzebanie byłoby trudne, a do tego jeszcze musi wyciągać malutkie larwy. 

Wybrał na początek robaczka, któremu najgorzej patrzyło z oczu.

Larw chyba nie można nazwać robaczkami. A poza tym, larwy nie mają oczu.

 

Tłumacz przysięgły własnego mózgu

@bemik

Dziękuję za komentarz, wezmę do serca. Opowiastka jest wstępem do cyklu shortów i opowiadań o heii. Prócz tego, co napisałaś, nie ma innego przekazu.

 

@Madej90

Dzięki za znalezienie literówki. Przeanalizuję jeszcze raz narrację, jest to – jak do tej pory  -eksperyment, więc z pewnością niespójności są. Groteska okazał się chyba fiasko :/ 

 

Trzema kropkami zaznaczam z reguły nowy wątek lub “urywam film” danej postaci. Tutaj nastąpiło właśnie urwanie filmu. Wyliczanie nazw synonimicznych ze świata użyłem przez wzgląd na czytelnika – w pierwowzorze słowo wampir miało się nie pojawiać. Świadomie użyłem też związku frazeologicznego jako metaforę (larwa z oczami).

 

Srebro ←→ czarka (prawdopodobnie przesadzony skrót myślowy)

 

  1. Co do igieł.

Igły iniekcyjne (lub medyczne) nie były praktykowane do XVII. wieku. Sama Iniekcja, owszem, była znana, ale stosowano ją przy grotach strzał, sztyletach i mieczach. Akcja shorta toczy się w czasach zbliżonych do końca średniowiecza, pojęcie igieł medycznych nie było wtedy znane, a zaprezentowany opis odnosi do wynalazków, służących do wprowadzaniu trucizn do organizmu w dużych ilościach przez tętnicę szyjną, bądź brzuch (szczegół z mojego uniwersum).

 

  1. Picie poniżej sekundy:

Czarka ma około 75-120ml – wampir wychyla około 40ml. Piwo o objętości 0.5l jesteś w stanie wypić w około 6s (no może nie Ty; wariaci owszem, w tym jeden z moich znajomych). Normalny puls człowieka wynosi około 60 uderzeń na minutę. Zakładając, że uderzenie serca trwa około sekundy -> 1s~100ml.

Poniosło mnie trochę z partykułą, ale zwróć proszę uwagę na hiperbolizację ;)

 

  1. Trzymając się za nos przegrzebał zepsute mięso i nazbierał białych robaków.

Fakt, byłoby ciężko. Mogłem napisać, że domknął podniebienie i oddychał przez usta (alergicy powinni wiedzieć, o czym mówię), ale mało kto by zrozumiał.

 

  1.  Wybrał na początek robaczka, któremu najgorzej patrzyło z oczu.

larwa

1. «postać i stadium rozwojowe wielu zwierząt»

2. obraźl. «o kobiecie, do której czuje się niechęć»

3. «według wierzeń starożytnych Rzymian: duch zmarłego złego człowieka prześladujący żywych»

4. daw. «zjawa, upiór»

5. daw. «maska karnawałowa»

 

robak

1. «drobne zwierzę bezkręgowe o wydłużonym ciele»

2. «pasożyt jelitowy wywołujący choroby u zwierząt i ludzi»

3. pot. «insekt»

4. pot. «kłopot, zmartwienie»

 

( larwa → postać dorosła ) ←→ robak

Nie widzę problemu.

 

 

 

 

YT

Zgadzam się z przedpiścami, że tekst dziwny. Do tego chyba pociąg za krótko jechał, bo niektóre zdania wydają się niedopracowane, trafiają się literówki.

Wampir pije ze srebrnego naczynka? Nietypowe…

strzelała ogonem bicze.

Czyli co robiła? Machała? Strzelała jak z bicza (chyba się nie da)? Biła wampira?

na polną trawę

Nie znam się na rolnictwie, ale czy trawa nie rośnie na łące?

przepraszając w te pędy za narzucaną gościnę.

Hmmm. Narzucana gościna kojarzy mi się z odkręcaniem kół od powozu, uniemożliwianiem gościowi wyjścia… Tutaj chyba raczej wpraszanie się w gości.

Stękając komicznie, wygrażał pięścią złośliwym uwagą ważek.

Hę? Czy to nie miało brzmieć “uwagom ważek”. Nawet wtedy – jak można wygrażać pięścią słowom?

Babska logika rządzi!

Nie musisz mi tłumaczyć do czego się używa trzech kropek, naprawdę. Ja tylko zwróciłem uwagę, że to, co dzieje się wcześniej ma zupełnie inny feel niż to, co później.

Myślę, że nie doceniasz zdolności czytelnika do kojarzenia faktów. Fragment, w którym padają kolejne określenia na wampira wygląda przez to jak bicie po głowie.

Co do igieł – szczerze powiedziawszy nic w tekście nie wskazuje na umiejscowienie czasowe. Pojęcie igły medycznej nie jest znane bohaterowi, ale czytelnikowi już tak. I czytelnik będzie się dziwił, kiedy zaraz na początku, w pierwszym akapicie, pada określenie “igła o pustym rdzeniu”.

Kopiuj-wklej ze słownika w niczym nie zmieniło tego, że w moim odczuciu to za daleko posunięta metafora.

Jeśli zaś chodzi o grzebanie w mięsie:

  1. znowu nie doceniasz czytelnika,
  2. Może też coś wsadzić do nosa, żeby go zatkać – i obie ręce wolne.

Tłumacz przysięgły własnego mózgu

Aha, jeszcze jedno mi się przypomniało – obornik to chyba słoma przemieszana ze zwierzęcymi odchodami. Skąd mięso?

Babska logika rządzi!

@Finkla

 

strzelała ogonem bicze – Chodzi o odgłos, jaki wydaje ogon, gdy osioł mocno się denerwuje; potraktuj jak onomatopeję.

 

na polną trawę – Na łące rośnie więcej rzeczy, aniżeli trawa ;) 

Mamy więcej rodzajów trawy, aniżeli tylko jedna i tutaj chciałem podkreślić, iż nasz dziadek nie ma równo przystrzyżonego trawnika.

 

narzuconą gościnę → wpraszać się (wszedł w krzaki)

 

Stękają komicznie, wygrażając złośliwym uwagom ważek – Tak, dobrze odczytałaś i dziękuję za wytknięty błąd. Tym wyrażeniem chciałem uwypuklić absurd i zdziwaczenie dziadygi.

 

Wampir pije ze srebrnego naczynia. – Możliwe, że wyjaśnię w dalszych opowiastkach o dziaduniu.

YT

To " mu" na początku zdania jest celowe? Dlaczego nie " jemu"? Myślę też, że tętniawa nie potrzebuje przypisu.

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

@Madej90

Umiejscowienia w czasie, owszem, nie było, dlatego sprostowałem w komentarzu. Jeżeli chodzi o czytelnika, była niejasność – wyjaśniłem. Nie znam jeszcze społeczności fantastyka.pl, nie jestem w stanie ocenić czytelnika przez pryzmat mojego wariactwa. Przepraszam, jeśli komentarz miał negatywny wydźwięk, bądź poczułeś się dotknięty.

Z mięsem, no cóż, chciałem, aby oczy wyobraźni przekazały obraz, iż dziadek nie może do końca przełknąć robaczkowej szkółki.

Jednak ciągle, wzorowałem się na grotesce.

 

@Finkla

Obornik to ogólnie ściółka i wszelkiego rodzaju odchody zwierzęce, a much tam na potęgę.

(…)gdzie wyrzucał obornik i hodował larwy much(…) – Prawdopodobnie spójnik je (mięso) tam położył. Sensowniej byłoby zastosować przecinek lub sformułowanie “,a obok”.

A pociąg jechał zdecydowanie za krótko :(

YT

Much tak, ale napisałeś, że grzebał w mięsie. Może nie obornik, tylko kompost? Ale nie wiem, czy tam dobra przynęta lubi mieszkać…

Babska logika rządzi!

@fleurdelacour

Zastanawiałem się nad użyciem jemu, ale ostatecznie mu z mowy potocznej bardziej do mnie przemuwiło.

Ze zgrubieniem tętnica wolałem dmuchać na zimne, chociaż po dłuższym zastanowieniu przyznaję Ci rację.

 

@Finkla

Zdecydowanie chodziło o obornik, ze stodoły trzeba przecież wywozić, inaczej kopyta szlag trafi. Nie wyobrażam sobie dziadunia hodującego kwiatki, czy też inną florę. Zamysł był następujący: obornik, a dwa-trzy kroki dalej rozkładające się mięso, żeby natręty nie musiały daleko latać ;)

YT

Obawiam się, że nawet w mowie potocznej mu na początku zdania jest niedopuszczalne. Chyba, że krówki rozmawiają ;)

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

@fleurdelacour

Pójdź dalej tym tropem ;)

YT

O, i właśnie zmieniłeś moją interpretację tekstu :)

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Bez przesady, pisałeś o nim “człek” miał dłonie… ;-)

Babska logika rządzi!

@Finkla

No Leśnym Dzieckiem to on nie jest :D

 

Kombinujcie. Zobaczymy, może wpadniecie na to, kto jest narratorem shorta. Z pewnością w kolejnym będzie to wyjaśnione.

YT

Wygląda na standard – trzecioosobowy, wszechwiedzący. ;-p

Babska logika rządzi!

Spokojnie malutka, spokojnie. – wołacz woła o przecinek

 

Nie przemawiają do mnie i nie przekonują mnie następujące sformułowania, które odbieram jako dziwaczne:

igła o pustym rdzeniu, strzelanie ogonem biczy, polna trawa,

 

rzucił mężczyzna, którego włosy dawno zdążyły pokryć się popiołem. – był siwy, czy przysypał go jakiś popiół? Bo to dwie różne rzeczy są.

 

Żołądek skręcił się, niczym kuchenna ściera po pracowitym dniu. Protestował i wznosił gromkie okrzyki. – Jak żołądek wznosił okrzyki?

 

Wyrwany z rzeczywistości powrócił na ziemię – dla mnie brzmi to dziwnie – powrót na ziemię to powrót do rzeczywistości

 

Trzymając się za nos(+,) przegrzebał zepsute mięso i nazbierał białych robaków. – da się zrobić, ale raczej to niewygodne. Poza tym dla mnie niewiarygodne z innego powodu – mieszka na wsi, przerzuca obornik i hoduje larwy much i nie przywykł do wiejskiego smrodu? Nie kupuję tego.

 

Obejrzał plażyczkę zza krępego krzaka, przepraszając w te pędy za narzucaną gościnę. – nie rozumiem tego zdania. Kogo przepraszał i za co?

 

Drzewo z resztą,(-,) samo podarowało swoje zgrubiałe gałęzie, będące utrapieniem podczas burzowych wiatrów, aby dziadunio mógł popełnić rzemiosło. – zresztą; ok, rozumiem mowę potoczną, czasem nawet jakiś slang, ale w narracji takich sformułowań nie kupuję.

 

To, że nie wymieniam dalej, nie znaczy, że nic więcej mi się w oczy nie rzuciło. Doczytałam do końca z trudem. Nie przemówiła do mnie przede wszystkim forma szorta. Mam wrażenie, że eksperymentem miała być groteska, ale to nie jest łatwa rzecz i moim zdaniem Ci nie wyszła.

 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Dziwna ta bajka/opowieść. Zarówno w treści, jak i konstrukcji niektórych zdań, czy użytych sformułowań. Tekścik nie zaciekawił mnie na tyle, abym jeszcze się zastanawiał kto jest narratorem.

Także, ten tego, popracuj nad odbiorem swoich tekstów Autorze, bo wydaje mi się, że stać cię na więcej. :)

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Tekst dość osobliwy i nie najlepiej napisany. Skoro, jak twierdzi Autor, to zaledwie zwiastun cyklu, mogę mieć tylko nadzieję, że przyszłe opowiadania okażą się ciekawsze i lepiej napisane..

 

Ła­sko­cząc opusz­ka­mi pal­ców szu­kał tęt­nia­wy. – Czy chodzi o tętnicę?

 

Ćmowe, dłu­gie uszy zło­ży­ły się w jed­nej chwi­li na po­ty­li­cy… – Co to są ćmowe uszy?

 

kiedy zwie­rze chcia­ło wierz­gnąć. – Literówka.

 

przy­ło­żył do końca igły. Z jej końca za­czę­ły ska­py­wać… – Powtórzenie.

 

po­je­dyn­cze kro­ple czer­wo­no-bru­nat­nej krwi. – …po­je­dyn­cze kro­ple czer­wo­nobru­nat­nej krwi.

 

Da­le­ko tak w kra­iny nie znane nam, nam! – Da­le­ko tak w kra­iny nieznane nam, nam!

 

Za­cho­dzą­cy go­ry­czą język rów­nież dawał się we znaki. –Językiem można czuć gorycz, ale język

chyba nią nie zajdzie.

 

Te czasy mi­nę­ły, wraz z ko­ści­stym pyłem zmie­sza­ły się z bło­tem… – Co to jest kościstość pyłu?

 

Obej­rzał z tępym wy­ra­zem w piach pod bu­ta­mi. – Można obejrzeć coś, ale nie można obejrzeć w coś.

 

Mu po­dob­ni nie po­trze­bo­wa­li snu… – Jemu po­dob­ni nie po­trze­bo­wa­li snu

 

gdyż bi­du­li coś prze­sko­czy­ło w krzy­żu. – Piszesz o mężczyźnie, więc: …gdyż bi­du­lowi coś prze­sko­czy­ło w krzy­żu.

 

Za­sta­na­wia­cie pew­nie… – Za­sta­na­wia­cie się pew­nie

 

Po­wiem Wam, że nie jedną w swoim życiu wi­dział… – Po­wiem wam, że niejedną w swoim życiu wi­dział

Zaimki piszemy wielką literą, kiedy zwracamy się do kogoś listownie.

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

@ ścniąca

Dziękuję za wytyczne, niektóre kwestie zostały poprawione.

 

@Zalth

Miało być dziwnie :) Planowałem wpleść w narrację dialog między narratorem a główną postacią, jednak pomysł wydawał się zbyt nagięty.

 

@regulatorzy

Dziękuję za błędy.

kościsty kościany – użyłem złego słowa

język zaszedł goryczą – użyłem “gorycz” w odniesieniu do smaku, resztę możesz sobie dopowiedzieć ;)

bidul… Tu mam wątpliwości. Słowo odnosi się do domu dziecka/sierocińca. Nie znalazłem w słownikach wzmianki na temat bidula w znaczeniu “mężczyzna”. Znalazłem jednak obejście.

 

Ogólnie – tekst został poprawiony i delikatnie zmieniony. 

YT

Jest jeszcze “bidulek”, ale to trochę infantylne. Bidok, nieborak?

Babska logika rządzi!

YeTe, za błędy nie dziękuj, są, niestety, Twoją zasługą. ;-)

Ale jeśli w czymkolwiek zdołałam pomóc, bardzo się cieszę.

 

 

język za­szedł go­ry­czą – nie uży­łem “go­rycz” w od­nie­sie­niu do smaku, resz­tę mo­żesz sobie do­po­wie­dzieć ;)

Jeśli zdarzy mi się doświadczyć rozgoryczenia, odbieram je raczej głową i odczuwam jako spory dyskomfort psychiczny, tudzież swego rodzaju dławienie w gardle, chęć zapłakania; język w tym nie uczestniczy.  

 

 

Bieda/ bida, a co z tym idzie określenia ubogich/ nieszczęśliwych: biedula/ bidula/ bidul/ bidulek/ biedak/ bidok – te pojęcia były znane od dawna, jeszcze zanim pojawiły się sierocińce, a potem domy dziecka.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Przydałaby się porządna i rzeczowa etymologia słowa bidula/biedula etc. W moich zasobach nie mogę cofnąć się dalej, niż do biedula, co jest zdefiniowane jako “ze współczuciem o nieszczęśliwym człowieku”. 

 

@Finkla

Też nad tym myślałem. Nieborak ma dla mnie zbyt żartobliwy wydźwięk – taki wręcz sarkastyczny i bezduszny (cokolwiek). Bidok nie znalazłem w słowniku, jedynie bidak, a wiadomo co określa.

 

@regulatorzy

język zaszedł goryczą – nie użyłem “gorycz” w odniesieniu do smaku, resztę możesz sobie dopowiedzieć ;)

 

Beton najwyższej klasy, nie nie miało prawa bytu ^_^ Zawsze podziękuję za błędy i niedociągnięcia,  człowiek uczy się wtedy szacunku do słów i liter.

YT

Hmmm. Nieszczęśnik, pechowiec?

Babska logika rządzi!

YeTe, powtarzam: nie dziękuj nikomu za błędy, które sam popełniłeś. Natomiast zawsze możesz komuś podziękować za to , że Ci te błędy wyłowił/ wskazał/ poprawił/ uświadomił. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

@Finkla

Chyba zostanie ten biedul. Jakoś najbardziej pasuje do konceptu.

 

@regulatorzy

Dobrze już, dobrze. Rozumiem. Pohamuję skróty myślowe. Dziękuję :)

YT

;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

– Mokra? Mokra?! Zapłacisz mi za te oszczerstwa, człowieku – syknęła(+,) mącąc wodę.

– Tylko nie człowieku, na litość! Toż to niegodne, nie wypada – rzekł(+,) spłycając wzburzone emocje.

 

Nie poprawiłeś literówki. Nieładnie.

Mam takie same odczucia, jak bemik.

"Ateny są jak ospały koń, a ja jak giez, który próbuje go ożywić". Sokrates

Nowa Fantastyka