- Opowiadanie: FoloinStephanus - Kryzys twórczy

Kryzys twórczy

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Kryzys twórczy

Usiadł wygodnie za biurkiem, kubek z kawą stawiając obok zapalonej lampki. Zmarszczył czoło. O czymś zapomniał. Pomyślał chwilę i zawołał:

– Sylwio, przyniesiesz mi cukier?!

Po chwili w pokoju zjawiła się niziutka blondynka, w dłoniach trzymała miseczkę. Wincenty zdziwiony wziął od kobiety naczynie. Kim była ta kobieta? Kate? Nie… Gdy wychodziła, zdążył jedynie bąknąć:

– Dziękuję…

– Kochanie! Możesz na chwilę podejść?! – Usłyszał potężne wołanie. Przewracając oczami i klnąc po cichu, przeszedł do sypialni. Widok smukłej brunetki, o dużych piwnych oczach, przymierzającej czerwoną sukienkę wprawił go w zakłopotanie.

– Tak… – Zmarszczył czoło – Sahar?

Ponętna Turczynka mrugnęła do niego porozumiewawczo.

– W łazience, na półce leżą srebrne kolczyki. Przyniesiesz mi je? – poprosiła.

– Oczywiście – wyjąkał. Poczłapał do sąsiedniego pomieszczenia, próbując sobie przypomnieć, czy do kawy dolewał alkohol. Wstrząsnęło nim na samą myśl. Chwycił w złości leżące na półce błyskotki i wrócił. Tym razem czerwona sukienka opinała ciało korpulentnej, starszej kobieciny.

– Pani Ozike? Na miłość boską, niech pani to natychmiast zdejmie!

Węgierska gosposia nie ociągając się zrzuciła z siebie strzępy sukienki i zadowolona stanęła przed Wickiem zupełnie naga.

– Nie, nie, nie. – Potrząsnął głową, a w miejsce staruszki zjawiła się… – Ewa? Boże, Ewa…

Jej smutne oczy wpatrywały się z wyrzutem w Wincentego. Myślał już, że zapomniał jak wygląda, jak piękna była. Zwiesił głowę, wiedział, że to nie ona. Nie żyła. Gdy podniósł wzrok zobaczył zabliźnioną twarz. Nie potrafił sobie przypomnieć imienia, ale wiedział, że spotkał ją na Uralu. Jednak to nie ona, a Ewa przepełniła czarę goryczy.

Wściekły na nie i na siebie wrócił do gabinetu, usiadł przy biurku, chwycił za notatnik. Zapisał zaledwie kilka słów, gdy usłyszał za sobą cichy pomruk. Odwrócił się i zobaczył, kołyszącą się w drzwiach potworę o długaśnych zębiskach wystających z rozwartego do ziemi pyska. Kosmyki rozwichrzonej grzywy wpadały do pokrytych bielmem oczu.

– Kochanie, kochasz mnie jeszcze? – wycharczała, łapskiem pieszcząc obwisłą pierś.

Wincenty przekrzywił głowę, uśmiechając się półgębkiem. Jej imię akurat doskonale pamiętał:

– Tak, Weno… Bardzo.

Podeszła do niego, a on bez odrazy objął ją w pasie.

 

 

Koniec

Komentarze

Nie jestem pewna, co miały symbolizować te kobiety. Nie rozumiem też pierwszego zdziwienia Wincentego; chciał cukier, i dostał cukier. ;) Chyba że dziewczyna, która weszła do pokoju, nie była Sylwią – ale wtedy warto byłoby zaznaczyć to w tekście. Spodobała mi się natomiast końcówka – tak! Wena to potwór jest! :D

...Pan muzyk? Żebym zryżał!

Nigdy mnie nie nawiedziła, to nie wiem jaka jest naprawdę, ale nie przypuszczałam, że aż taka…

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ghlas cailin w dodatku kapryśny :D Tekst miał dwa zadania: 1. uporanie się z kryzysem twórczym (co chyba mi się udało) 2. Zrozumienie dlaczego mój ojciec szuka kolejnej “miłości życia” (i tu mi się również chyba udało).

Reg, moja Wena jest potwornie potworna :)

 

Obu Paniom dziękuję za odwiedziny i komentarz.

Kłaniam się

F.S

Moja jest tylko kapryśna smiley

Fajnie, że pisząc można odreagować to, co nas dręczy w realnym świecie.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Bemik, dzięki za wizytę i komentarz. Bardzo przydatna umiejętność – przekładanie problemów na kartkę, taki człowiek lekki się robi.

F.S

Moja wizja weny jest inna. Choć chyba najważniejsze aby nie opuszczała, jej wygląd nie jest aż tak istotny. Ciekawy szorciak :)

Belhaju, dzięki za odwiedziny i komentarz. Racja. Najważniejsze żeby nie opuszczała.

F.S

Jakkolwiek przykro mi to pisać, tekst zawiódł na całej linii… Tudzież niemal na całej – skoro Twoje prywatne cele zostały dzięki niemu zrealizowane, to gratuluję i cieszę się razem z Tobą. Jednak, jako czytelnik, i odbiorca w ogóle, jestem rozczarowany. Fabularnie ani jakoś specjalnie mocne, ani oryginalne, a opis weny… No cóż, współczuję. Chyba. Co do pozostałych pań uświetniających szorta, to zupełnie nie wiem, co miały symbolizować i czemu służą. Po Twoim komentarzu jestem niby trochę mądrzejszy, ale tekst jako taki w ogóle nie broni tego wątku. Styl też zupełnie nie wywarł wrażenia; a jeśli już, to raczej niezbyt przyjemne. Co zatem zostaje? Skoro przełamałeś własny impas, to teraz czas naoliwić tryby, odrdzewić to i owo, i ruszać dalej.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Masz minusa, bo już myślałem, że jakaś akcja przyrodnicza będzie. :/

Scenka równie plastyczna, co chaotyczna. Jak to wena.

:)

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Cieniu, zerwałem z tłumaczeniem sensu w komentarzach. Tekst nie przypadł do gustu – trudno, szanuję Twoje zdanie :) Poprzedni komentarz nie miał bronić tekstu, wymieniłem w nim jedynie powody, dla których powstał. Dzięki za przeczytanie i komentarz.

 

Zalcie, liczę się i z minusem za brak ścieżki przyrodniczej :) Dzięki za przeczytanie i komentarz.

F.S

Przeczytałam, nie zrozumiałam trochę o co chodzi z tymi rozpraszaczami po drodze, ale czytałam bez przykrości, bo starsza pani mnie nieco rozbroiła. ;D

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Zaskoczenie w końcówce było, ale na taki mocno wyeksploatowany temat. Acz przyznaję, Twoja Wena jest wyjątkowa.

Warsztatowo – masz usterki; interpunkcja miejscami szwankuje, powtórzenie na początku. I faktycznie – nigdzie nie wspominasz, że Sylwia nie jest niską blondynką. Jak już się dorwie Wenę w krótkiej kiecce, to trzeba pilnować, żeby się nie zadarła (przynajmniej w publicznych miejscach), bo obciach…

– Sylwio, przyniesiesz mi cukier?!

Po chwili w pokoju zjawiła się niziutka blondynka, niosąca miseczkę.

Wspomniane powtórzenie.

 

A moja zaraza wszystko zwala na mnie – że pomysł słaby, że bohaterowie nieprzemyślani…

Babska logika rządzi!

Morgiano, starsza pani za to bardzo dobrze gotowała, choć przyznam szczerze, że nie szczędziła nam swoich wdzięków, niejednokrotnie budząc zakłopotanie :)

 

Finklo, już poprawiam powtórzenie. Wena to taka straszna baba – jak coś pójdzie nie tak o wszystko ma pretensje, a każdy sukces zagarnia da siebie, ale kurde jak tu jej nie kochać :)

 

Obu paniom dziękuję za wizytę i komentarz.

Kłaniam się

F.S

Hmmm, to ciekawe. W mojej opinii ta ostatnia nie jest znowu aż taką potworą, ale wiadomo o gustach się non disputantum ;)

No nieźle.

Skoneczny, dzięki za wizytę i komentarz.

F.S

A mi się podobało, chociaż faktycznie bez szału. Proszę, podpowiedz, czy panie mają jakieś symboliczne znaczenie, czy to losowe bohaterki?

Zaskoczenie na końcu było, choć temat Weny (czy też Wena) jest oklepany wzdłuż i wszerz.

www.facebook.com/mika.modrzynska

Kam, to kochanki i pracownica (w przypadku Ozike) mojego ojca :) Powiedzmy, że wybrałem te reprezentatywne :)

Cieszę się, że zaskoczyło.

Kłaniam się.

F.S

O rany, co to będzie, jak Ojciec się dowie, że opisałeś Jego kochanki w opku! ;-)

Babska logika rządzi!

O boziu, a ja wczoraj pod prysznicem zaczęłam układać symbolikę – Kate będąca tęsknotą za normalnym życiem, Sahar – za przygodami, gospodyni – obowiązki itd.

 

Z pewnością Twoja wersja jest bardziej zaskakująca :D

www.facebook.com/mika.modrzynska

Finklo, znając mojego ojca ucieszy się, że jest inspiracją :)

kam, fajna symbolika ;) Dzięki

F.S

Foloin, jeśli tekst spełnił swoje zadanie rozruszania pióra (i to drugie też, ale w tak prywatne sprawy się nie wtrącam) i wkrótce obdarzysz nas konkretniejszym tekstem, to jak dla mnie jest ok. 

Krytykować tematu nie będę, bo sama mam podobny tekst na sumieniu (chociaż moja Wena ładniejsza była ;) ), jak pewnie większość z nas :)  

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Dzięki śniąca, za odwiedziny i komentarz. Mam nadzieję, że uda mi się wyrobić przed końcem roku :)

Kłaniam się

F.S

Jest bezszałowa okejka. Krótko, konkretnie, bez słodzenia tęczą i rozdymania prostego pomysłu skomplikowanym bełkotem, śmieszno i zarazem trochę straszno.

na emeryturze

Gary, dzięki. Nawet wielkie dzięki za bibliotekę!

F.S

“– Tak[+,] Weno…”

 

Trochę to chaotyczne, ale ogólnie zgadzam się z Garym – bez fajerwerków, jednak sens jest przekazany jak trzeba, z pewnym klimatem ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Dzięki, jose poprawione.

Dziękuję za odwiedziny i komentarz. Kłaniam się.

F.S

Gdy wychodziła(+,) zdążył jedynie bąknąć

Przewracając oczami i klnąc po cichu​(+,) przeszedł do sypialni.

Do mnie trafiło. Też wczoraj miałem kryzys, może dzisiaj pójdzie lepiej. 

 

Dzięki za przeczytanie i klika.

Poprawione

Czasami człowieka łapie niemoc. Trzeba napisać wtedy takiego przełamywacza ;)

F.S

Fajne :)

Przynoszę radość

Dziękuję Ci Anet :)

Kłaniam się

F.S

Dobre i sprawnie napisana opowieść. W sumie humoreska, jednakże to ujawnia się dopiero przy końcu tekstu. Ciekawy klimat, taki zwodniczy, można się domyślać, o co właściwie idzie… Na pewno zaciekawia – o co tu chodzi?

Tak przy końcu dopiero zorientowałem się, że sprawa tyczy literackich bohaterek. Chyba trzeba było to trochę zaakcentować, mniej pozostawiając domyślności czytelnika. Ale może, z drugiej strony, lepiej jest tak, jak jest? Wena wystarczy. Czytelnicy mają najrozmaitsze upodobania… 

Niezła dynamika tekstu, i w niewielu znakach Foloin przedstawił skończoną, zamkniętą opowieść. A miniatur wcale nie pisze się tak łatwo i prosto.

Naprawdę dobra próba.

Pozdrawiam.

Oho, chyba Foloin musi toczyć prawdziwe boje ze swoją weną, by zdobyć jej uznanie ;)

Fajna i obrazowa miniaturka, z przyjemnością dołączę do kolegów swój znak jakości.

Choć sensu pisania “przełamywaczy” akurat nie rozumiem. To widać bardzo osobista kwestia :)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Jezusicku, co to się dzisiaj dzieje?

Rogerze, dzięki za tak obszerny komentarz. Ciekawa interpretacja z bohaterkami literackimi – podoba mi się. Niestety-stety chodziło głównie o kochanki mojego ojca :) Dzięki za klika!

 

Count, dzięki za odwiedziny i znak jakości :) Po tym przełamywaczu napisałem swój pierwszy piórkowy tekst – więc działa :)

F.S

Choć sensu pisania “przełamywaczy” akurat nie rozumiem

Count, to jest tak samo jak z pamięcią. Po co odtwarza rekonstruuje się sceny zbrodni? Żeby świadkowie sobie więcej przypomnieli. Samo klepanie w klawiaturę i snucie choćby najgłupszej historii w analogiczny sposób przypomina komuś, kto kiedyś dobrze pisał, a teraz chwilowo nie może – przypomina, że pisać potrafi. 

Czysta fizjologia ;)

Foloinie, wklej fragment reprezentatywny. Cyba się przyda.

Pozdrówka.

Dzięki Rogerze – zrobione!

F.S

Tyle miesięcy po dacie opublikowania fragment reprezentatywny już nie ma znaczenia.

Babska logika rządzi!

No, niestety. Ten fragment chwyta chyba tylko 2, max 3 miesiące ;/

 

Fun – taaak, to logiczne :) Tylko że u mnie nie działa – gdy nie mogę pisać, to nawet pierdółka wyjdzie tragicznie. A raczej nie wejdzie – po prostu wywalam “niezadowalający efekt” nim skończę…

Wybacz dygresję, Foloinie :|

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Oj tam, oj tam jakiś fragment, jakaś dygresja :D

 

F.S

Fakt, że późno tekst dostał się do biblioteki, no, ale się dostał.

Ciekawe stwierdzenie o tych kochankach ojca… W życiu bym nie pomyślał. Dla mnie to, że bohater widzie swoje literackie postacie kobiece, ergo rzeczywiście kochanki,  był oczywisty. No, ale znowuż – świadczy to o umiejętności kreowania przez Foloina wieloznaczności, różnie interpretowanej. Plus, i to spory. 

Pozdrówka.

Nowa Fantastyka