- Opowiadanie: Mistrz - Upadły Anioł

Upadły Anioł

Poprawiona wersja starego opowiadania, a może bardziej krótkiej przypowieści?

Zapraszam do lektury :)

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Upadły Anioł

Cladis położył się i wpatrzył w ciemniejące niebo. Jedynym uczuciem, które go teraz przepełniało, była całkowita rezygnacja. Nie czuł już rozpaczy, smutku, ani strachu przed śmiercią. Przed chwilą rozpłynęły się resztki jego nadziei na ratunek. Próbował wydłubać w skale otwory, aby wspiąć się wyżej, wtedy jego nóż pękł pozostawiając go z niczym. Cały dobytek spadł w przepaść wraz z wiernym wierzchowcem, Cadere. Imię to oznaczało upadek, tak też nazywał się sławny z mitów heros. Tenże wielki wojownik obalił złego półboga tyrana. Przekazywane z pokolenia na pokolenie opowieści głoszą, iż gdy bohater pokonał już całą armię uzurpatora i miał go związanego u stóp, powiódł go na najwyższą górę świata, z której następnie go zepchnął. Ponoć zły władca dalej spada i spadać będzie całą wieczność.

„Teraz stał się upadkiem dla mnie” pomyślał ironicznie Cladis o koniu. Jeszcze raz zaczął przeżywać tę chwilę, kiedy Cadere, niesiony strachem przed piorunem, zaczął galopować. Mężczyzna nie zdążył zastanowić się skąd wziął się piorun, kiedy spostrzegł, że zmierzają prosto w kierunku przepaści. Po kilku nieudanych próbach uspokojenia wierzchowca, Cladis wyskoczył z siodła. Było już za późno. Na początku myślał, że spadnie prosto w ziejącą otchłań, jednak wylądował na skalnej półce kilka metrów poniżej krawędzi. Potłukł się przy tym dotkliwie, ale po wstępnych oględzinach doszedł do wniosku, że wszystkie kości są całe.

Wiedział, że nie ma żadnej szansy na pomoc ze strony swoich pobratymców. Najbliższe osiedle ludzkie znajdowało się daleko, daleko stąd. Około tygodnia szybkiej jazdy konno. Nikt tędy nigdy nie przejeżdżał. Powszechnie wierzonoi w przekleństwo tego miejsca jeszcze z czasów, kiedy bogowie chodzili po Ziemi. Starcy powiadali, że dopiero, kiedy te ziemie ujrzą Upadłego Anioła, pradawna klątwa zostanie zdjęta.  Cladis nie słuchał. Mówił wtedy: „To tylko głupie bajania starych, którzy nie wiedzą co to przygoda!”. Teraz zmądrzał. Nie należało lekceważyć bogów. To co się stało nie było normalne, nie było żadnej burzy, piorun pojawił się znikąd.

Leżał już drugą dobę, do piekących stłuczeń i zadrapań dołączył dziwny, nasilający się ból w plecach. Zastanawiał się, jakie jest jego źródło i wtedy przypomniał sobie pewne osobliwe wydarzenie.

Stało się to, kiedy przejeżdżał przez puszczę. Przygotowywał się do spoczynku podczas popołudniowego popasu, gdy coś błysnęło w zaroślach opodal ścieżki. Na początku bał się zbaczać ze szlaku, jednak po kilku chwilach ciekawość zwyciężyła. Wstał i ostrożnie podszedł do granicy gęstego lasu. Coś błyskało raz po raz na jasnozielony, fosforyzujący kolor. Cladis wszedł głębiej w zarośla, zobaczył kałużę dziwacznej mazi. Zdziwił się, ale uznał, że nie ma tutaj czego szukać. Wycofując się, tak niefortunnie zahaczył o gałąź, że upadł plecami prosto w kałużę. Maź bardzo łatwo zeszła z koszuli.

Ból nasilał się, a Cladis coraz bardziej uświadamiał sobie totalny brak nadziei. Co więcej, pragnienie dawało o sobie znać. Przez ostatni dzień zlizywał pozostałą na skalnej półce wodę, ale teraz cała wyschła. Wiedział, że nie ma dla niego ratunku. Był tego tak pewny, że przestał już sobie wyobrażać owego Upadłego Anioła, który miałby go uratować. Na początku myślał o nim jak o jaśniejącej postaci spowitej w biel, z wielkimi, pierzastymi skrzydłami, ale wraz z nasileniem rezygnacji, Anioł zaczął przybierać coraz bardziej ludzką postać, coraz bardziej „upadłą”. Przestał jaśnieć, przestał być piękny, aż w końcu znikł całkiem z jego umysłu.

Plecy piekły coraz bardziej, czuł się jakby coś wbijało mu się w kości od środka. Tak naprawdę ból nie był silny, doświadczał już wielu gorszych rzeczy. Jednak w tej sytuacji tylko pomógł podjąć decyzję. Nie chciał śmierci z pragnienia lub głodu. Nie chciał już cierpieć tylko rozmyślając i żałując, że się tu zapuścił. Nie chciał. Wolał umrzeć i oszczędzić sobie bólu. Podszedł do krawędzi przepaści, popatrzył w dół. Zobaczył tylko mgłę oraz przeciwległą ścianę. Strącił nogą kamień. Czekał. Czekał. W całkowitej ciszy. Czekał. Nic. Co oznaczało tylko jedno: śmierć. Spojrzał na zachodzące słońce. “Ono wstanie już jutro, ja nigdy…” Skoczył. Leciał, leciał bardzo długo, w locie po raz ostatni wyobraził sobie Upadłego Anioła, tym razem ujrzał jego twarz w ostrych konturach, zobaczył to. Ale było już za późno.

 

Pewien młody chłopiec poszedł wykąpać się w swoim ulubionym stawie. Wpadała do niego rzeka prosto z Wielkich Pustkowi. Gdy wyszedł z lasu na polanę opodal wody, ujrzał coś niezwykłego. Na początku się trochę przestraszył, potem przypomniał sobie opowieści starców o dawnych czasach i krainie znajdującej się w górę rzeki. Na brzegu leżał Upadły Anioł. Jego twarz była całkowicie zmiażdżona, jednak nigdy jeszcze nie widział nic tak pięknego jak jego skrzydła. Wyrastały z pleców, gdzieś na wysokości łopatek, pokryte wielkimi, lśniącymi, jasnymi piórami na całej długości. Bił z nich dziwny, szmaragdowy blask, nawet mokre i miejscami podarte przez kamienie rwącej rzeki, prezentowały się cudownie. Chłopiec pomyślał, że można by dzięki nim polecieć naprawdę daleko. Ale ten Anioł na pewno już nigdzie nie poleci.

 

Rozwiązania powinny być tak proste jak jest to możliwe, ale nie prostsze. ~ Albert Einstein

 

Koniec

Komentarze

Wypatrzyłam literówkę.

“Nie czuł już rozpaczy, smutku, ani strachu przed śmierci”. 

Brakuje “ą”.

To mi się tak rzuciło w oczy ;)

Dobrze się czyta, co prawda dość szybko domyśliłam się o co chodzi, ale pomysł jest :)

„Bez wiary potykamy się o źdźbło słomy, z wiarą przenosimy góry”. Tak jakoś przypomniał mi się ten cytat po przeczytaniu Twojego tekstu:-)

Hmmm. Już to kiedyś czytałam. Dużo się zmieniło?

Babska logika rządzi!

Przeczytałam i zastanawiam się, czy to na pewno skończone opowiadanie, bo, prawdę powiedziawszy, nie bardzo wiem, o co tu chodzi.

 

lub nawet ja­kich­kol­wiek ludzi. Naj­bliż­sze osie­dle ludz­kie znaj­do­wa­ło się da­le­ko, da­le­ko stąd. Około ty­go­dnia szyb­kiej jazdy konno. Nikt tędy nigdy nie prze­jeż­dżał. Lu­dzie wie­rzy­li… – Powtórzenia.

 

zo­ba­czył ka­łu­że dzi­wacz­nej mazi. – Literówka. Chyba że kałuż było więcej.

 

w locie po raz ostat­nio wy­obra­ził sobie Upa­dłe­go Anio­ła… – Literówka.

 

wy­ką­pać się w swoim ulu­bio­nym sta­wie. Do stawu wpa­da­ła rzeka pro­sto z Wiel­kich Pust­ko­wi. Gdy wy­szedł z lasu na po­la­nę przy sta­wie uj­rzał… – Powtórzenia.

 

opie­rzo­ne wiel­ki­mi, lśnią­cy­mi, ja­sny­mi pió­ra­mi… – Nie brzmi to najlepiej.

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Rossa, dzięki. Raczej nie chodziło mi o zaskoczenie, a przesłanie.

Maxena, ładny cytat i faktycznie tu pasuje. 

FInkla, na pewno techniczna strona, bo błędy jednak są, ale znacznie mniej niż poprzednio, poza tym wprowadziłem wiele poprawek stylistycznych, co do fabuły to nic się nie zmieniło. Mam jeszcze jedną wersje, w której głóny bohater jest przedstawiony bliżej, ale po kilku przeczytaniach przestała mi się podobać, więc pozostałem przy tym. :)

regulatorzy, tak skończone. Mi się wydawało dość jasne i przejrzyste, ale nie wiem. Dzięki za wyłapanie błędów, co do ostatniego, też mi się to bardzo nie podobało i myślałem długo nad tym jak to zmienić i nic nie wymyśliłem :(

Wolność.

Może Wyrastały z pleców, gdzieś na wysokości łopatek, pokryte wielkimi, lśniącymi, jasnymi piórami na całej długości.

Lub: Wyrastały z pleców, gdzieś na wysokości łopatek, lśniące wielkimi, jasnymi piórami na całej długości.

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Jedynym uczuciem, które go teraz przepełniało(+,) była całkowita rezygnacja. Nie czuł już rozpaczy, smutku, ani strachu przed śmiercią.

 

Próbował wydłubać w skale otwory, aby wspiąć się wyżej, (+ale/lecz) wtedy jego nóż pękł(+,) pozostawiając go z niczym.

 

kiedy Cadere(+,) niesiony strachem przed piorunem(+,) zaczął galopować.

 

przekleństwo tego miejsca jeszcze z czasów(+,) kiedy bogowie chodzili po Ziemi.

 

To co się stało nie było normalne, nie było żadnej burzy, piorun pojawił się znikąd.

 

Zastanawiał się, skąd może pochodzić jakie jest jego źródło i wtedy przypomniał sobie pewne osobliwe wydarzenie.

 

Wstał i ostrożnie podszedł tdo granicy gęstego lasu.

 

Zobaczył tylko mgłę, oraz przeciwległą ścianę.

 

Gdy wyszedł z lasu na polanę opodal wody, ujrzał coś niezwykłego., nNa początku

 

 

Puenta zdaje się tylko zarysowana. Czegoś tu brakuje, jakby tekst był tylko zalążkiem historii i puenty. 

"Ateny są jak ospały koń, a ja jak giez, który próbuje go ożywić". Sokrates

Nowa Fantastyka