- Opowiadanie: Prorok T2 - Zeitpunk

Zeitpunk

“Zeitpunk” to wymyślony przeze mnie gatunek, który łączy w sobie historię alternatywną z horrorem i nutą grozy. To świat, który przypomina trochę ten z przełomu dziewiętnastego wieku. Do stworzenia postaci, zainspirowało mnie wiele utworów w tym “Zbrodnia i Kara” Fiodora Dostojewskiego. Sięgnąłem tu także po wątki z mitologii nordyckiej. Zawarłem tutaj także kilka otwartych historii, które w najbliższej przyszłości chciałbym kiedyś kontynuować w kolejnych opowieściach z “Zeitpunku”.

Mam nadzieję, że udało mi się wyeliminować wszelkie błędy, a jeżeli takowe się pojawią to nie odbiorą one przyjemności z czytania utworu.

 

Chciałbym gorąco też podziękować moim betom – Naz i belhajowi za pomoc, a także Blackburnowi za wszelkie uwagi i poprawki. 

 

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Zeitpunk

I

 

Wstał i sięgnął po stojącą na niewielkim stoliku szklankę, wypełnioną czarną substancją przypominającą smołę. Odwrócił się i podszedł do okna, skąd mógł zobaczyć ponury horyzont miasta pogrążonego w mroku nocy. Nagle jeden z węży będących w mieszkaniu wpełzł mu na ramię. Mężczyzna strzepnął go, a ten rąbnął w podłogę i popełzł w kierunku kryjówki pod fotelem. Nieznajomy odszedł.

Szafa trzeszczała. Dwustronne drzwiczki od mebla nosiły na sobie ślady wieloletniego użytkowania. W środku znajdował się zrobiony w wiktoriańskim stylu cylinder. Mężczyzna wyciągnął go i przejechał palcami po brązowym pasku, następnie włożył kapelusz na głowę. Twarz… w zasadzie trudno o niej było coś powiedzieć, bo była ukryta pod gazecianą maską z wyciętymi otworami na oczy. Długi na dwa metry czarny płaszcz opinał go szczelnie, poszerzając barki. Tors zasłoniła brudna koszula, a na nogach miał spodnie ubrudzone węglowym pyłem. Nieznajomy skierował się ku drzwiom, zostawiając w mieszkaniu głuchy dźwięk, spowodowany obitych metalem w środku butów.

***

Dziewiętnastowieczne latarnie gazowe świeciły słabym blaskiem, oświetlając jedną z dzielnic Londynu – Whitechapel. Należała ona do biedniejszych rewirów, gdzie kobiety oddawały swe ciało, sprzedając je bogatszym klientom i dając im to, czego tak pożądali i oczekiwali. Większość budynków nie nadawała się do dalszego użytku. Ulicą kroczyło niewielu mieszkańców, a powozy były tu na porządku dziennym.

 Nieznajomy skoczył, opuszczając w ten sposób swój punkt obserwacyjny umieszczony na jednym z budynków i wywołując stłumiony huk. Szedł powoli, jak gdyby nigdy nic. Wiele słyszał, dużo widział, ale wciąż… brakowało mu czegoś. Krwi.

Soczysty, życiodajny napój płynący w żyłach każdego śmiertelnika na ziemi. Była to cenna waluta zwłaszcza dla nieumarłych, którzy się zabijali o nią. Dlaczego…?

Dla pewnego minerału, który listopada czwartego, dnia pamiętnego spadł z nieba w postaci asteroidy w jednej z prowincji położonych na południu kraju, o nazwie West Florence. Ci, którzy znaleźli się w pobliżu, bardzo szybko poznali prawdę drzemiącą w tym minerale… zagładę. Dlatego nie starano się badać znaleziska i szybko odizolowano skażoną część kraju.

Strach… Cierpienie… Śmierć…

Trzy proste słowa potęgowały pragnienie. Apetyt krwi w upiorze dawnych czasów, nieuczciwym dżentelmenie poszukującym zabawy…

W jego uszach rozbrzmiewał śmiech, żałosny jęk wydobywał się z ust panny przeżywającej miłosne igraszki i w końcu…

Betherghasty, swego rodzaju fantomy, przypominały wilka. Wokół nich unosiła się złota poświata, a z ich pysków lała się brązowa piana. Mężczyzna szybko dobył noża, umieszczonego w wykonanej z czarnej skóry pochwie. Sam nóż był średniej wielkości i posiadał ręcznie zdobioną rękojeść, gdzie widniał napis: „Rzeźnik”. Była to adekwatna nazwa do atutów i ostrości broni.

Mężczyzna wcisnął z wysiłkiem ostrze w żebra widma, przekręcając je tak, że stwór zawył głęboko i rozpadł się w pył. Nie był to jednak koniec, bo na jego miejscu pojawił się przywódca watahy z krótką sierścią i oczami z najgłębszych czeluści piekieł.

– No chodź… – rzekł mężczyzna w cylindrze, trzymając ręcznie zdobiony nóż. – No chodź, skurwysynu… 

Bestia ruszyła na niego z wściekłością, jakiej dotąd nigdy nie widział. Gryzła niemiłosiernie długo, zmieniając swoje szczęki w arsenał noży i mieczy, mogących szybko doprowadzić do śmierci. Nieznajomy natychmiast przycisnął mocarnym i wielkim cielskiem bestię, wbijając raz po raz ostrze noża pomiędzy żebra i w udo. Nie przynosiło to jednak rezultatu. W pewnym momencie mężczyzna chwycił potwora za łeb, przytrzymał mu pysk i skręcił jego mordę. Zaraz potem ciało rozpadło się w pył.

***

Ciosy zadawane przez mężczyznę były chirurgicznie precyzyjne i szybkie. Zapach krwi zaczerpywany przez jego nozdrza, napędzał go jeszcze bardziej. Patrząca na to wszystko dziewczyna, zaatakowana przez napastnika, krzyknęła i uciekła po pomoc. Mężczyzna w kapeluszu rozpruł brzuch agresora z którego wylały się wszystkie wnętrzności: różowawy ciąg jelit, przypominający żelazny łańcuch, żółta podobna do jesiennego słońca wątroba, karmazynowe serce bijące jeszcze w piersi ofiary…

Kości szybko pękały, ale mężczyznę obchodziła tylko krew… jasnoczerwona posoka sikająca z przeciętych żył.

Na miejscu pojawili się policjanci, ale było już za późno, aby pomóc pociętemu napastnikowi leżącemu na trawie. Funkcjonariusze wyciągnęli stalowe, rozkładane pałki, zwykle używane do pacyfikacji podejrzanych. Na sobie mieli ciemnoniebieskie mundury z oznaczeniami Brytyjskiego Scotland Yardu. 

– Odsuń się! – nakazał jeden z nich.

Nieznajomy powoli odwrócił się w ich stronę. Nabrał głęboko powietrza w swe martwe płuca i zawył upiornie. Przeżarci strachem strażnicy prawa uciekli, a mężczyzna w cylindrze wypijał krew, aż ciało zbladło, pozbawione życiodajnej substancji.

***

Brudna szklanica wypełniła się cieczą o nieznanej dotąd goryczce. Substancja zwała się Czarnym Winem. Był to potężny alkoholowy trunek, wypijany jak codziennie, a pochodzenie płynu wciąż nie było powszechnie potwierdzone. Mężczyzna włączył stary wideoodbiornik pochodzący z lat osiemdziesiątych. W nim ujrzał młodą monarchinię WIB, widoczną w purpurze i czerwieni na czarnobiałym ekranie z koroną wysadzaną brylantami. Osobnik zaśmiał się złowrogo, głaszcząc po łuskach swoją ulubienicę z Indii o imieniu Jadeit. Ona natomiast odwdzięczała się swemu panu, kontrolując podległe w mieszkaniu węże. Zza okna dało się usłyszeć zawodzenie upiorów, które budziły się na ulicy londyńskiej dzielnicy. 

 

II

 

– Mamy problem, Kubo – oznajmił starszy mężczyzna, przypominający siedemdziesięciolatka.

Mężczyzna przypominał nieco greckiego boga albo zapomnianą postać z baśni lub podań. Jego twarz porastała długa, biała broda, a ciało miał okryte delikatnym materiałem podobnym do togi, jaką nosili kiedyś starożytni Grecy. W ręce trzymał szkarłatny miecz, którym karał nieostrożnych przybyszów. Sięgnął on po szklanicę wypełnioną czarnym płynem i wypił ostrożnie.

– Co się stało? – tubalny głos niósł się przez całe mieszkanie.

– W Berlinie zamordowano ważnego arystokratę – zaczął. – Ludzie mogą się o nas dowiedzieć. – dodał po chwili, sięgając po kolejny łyk trunku.

– Czy… zostawił coś?

– Pióro kruka, Rozpruwaczu.

– Sądzisz, że…

– Myślę, że Ojciec-Kruk wrócił, mój drogi… a jego powrót to zapowiedź rychłej wojny – odparł starzec. – Ucierpią niewinni.

– Pierdoli mnie to – rzekł wulgarnie Kuba. – Pytanie brzmi: Czemu Rada Zaświatów nie reaguje? Co z małżeństwem Raskolnikow?

– Bogowie Nordyccy są poza jurysdykcją Rady Zaświatów.

Walhalla była miejscem, gdzie zasiadali bogowie Skandynawów. Potężne Walkirie strzegły tego miejsca zarówno w dzień jak i w noc, latając i używając olbrzymich wilków do obrony przed najeźdźcami. Obecność Ojca–Kruka była zapowiedzią wojny między dwoma uniwersami: Zaświatami i Walhallą.

– Jakie rozkazy?

– Znajdź go, Kubo Rozpruwaczu – rzekł starzec. – I zabij – syknął.

– Wedle życzenia, Królu Olch.

***

Dla ludzi był niewidzialnym gościem, dla upiorów kimś, kogo trzeba się bać. Nawet on przewyższał legendę Kuby Rozpruwacza, mordercy straconego na stryczku za zbrodnie popełnione na kobietach. W ślad za nim podążały smoliście czarne kruki, z dziobami pełnymi krwi i ślepiami o odcieniu szkarłatu. Pochodzenie Ojca-Kruka nie miało jasnego potwierdzenia w tym świecie. Głoszono, że koszmary zgromadziły się w jednym ciele, tworząc to przerażające widmo. Zamiast twarzy miał maskę średniowiecznego medyka, poruszał się cicho w dymie, czarnym i nieprzeniknionym, a wyciągając swoje kościste ręce, szukał potencjalnych ofiar. Zniszczony, szary płaszcz okrywał go, niczym pierzyna w zimną noc. Za broń służyły mu jego własne kości oraz dzieci – kruki.

Jego ofiara miała na sobie ładną, fioletową sukienkę, długie włosy koloru niedźwiedziego futra i piękne niebieskie oczy. Ubranie krępowało jej ruchy, przez co szła powoli i dystyngowanie. On sam obserwował ją od dłuższego czasu. Ale i nawet przeciętna ofiara zorientuje się, że jest obserwowana…

Przyśpieszyła kroku i skręciła w niewielką alejkę. Okazało się, że to była pułapka.

***

Dopadł ją. Zniszczył suknię i przybił dzieweczkę do ściany. Oddalił się i z rozpędem wszedł w jej ciało, wysysając je od środka. Dziewczyna czuła uniesienie, jakie towarzyszy często miłosnym zabawom, aż nagle krzyknęła przeciągle, umierając. Ciało opadło na ziemię, przybierając odcień delikatnej bieli, podobnej do zimowego puchu. Z chorą troską Ojciec–Kruk pozwolił swoim “dzieciom” zjeść pozostałe resztki ciała szesnastoletniej dziewczynki.

***

Oglądała się w lustrze. Pięknej twarzy młodej dzierlatki towarzyszyły pełne agresji i szaleństwa żółte oczy. Umazane krwią włosy powiewały swobodnie. Dłonie ochroniła jedwabnymi rękawiczkami, a na sobie miała płomienną jak zorza poranna sukienkę. Jej imię wypowiadano z powszechnym strachem. Ludzie, którzy to robili, zwykle kończyli w rynsztoku z podciętym gardłem, w którym zawsze spoczywał odłamek szkła. Do torebki schowała rewolwer M1918 w kolorze stalowej szarości z magazynkiem bębnowym, mieszczącym sześć kul. Wyszła, przechodząc przez kryształowe lustro. Spotkanie było zbyt ważne, żeby je opuścić.

 

III

 

 Natrafił na kolejnego Betherghasta, którego zabił bez trudu. Żaden z upiorów nie miał wyrzutów sumienia, nikt z nich nie poczuwał się do winy, byli zwykłymi mordercami. Nigdy jednak nie zabijali niewinnych, poza tymi, których skrzywdzili w poprzednim życiu. Mieli swój kodeks i swoje prawa, którymi rządziła się Rada Zaświatów, złożona z ohydnych mar sennych i innych stworzeń, polegających na swych zdolnościach.

Do rady należało także małżeństwo Raskolnikow. Nie byli upiorami, ale mieli zdolności, które kwalifikowały ich jako członków Zaświatów. Podczas pełni księżyca mogli dobrowolnie zmieniać się w węże. Robili to rzadko, a sama żona Rodiona nie była dumna z tej umiejętności. Nie czynili ludziom krzywdy wbrew pozorom. Woleli być w ukryciu, trudniąc się pomaganiem biedocie, która nie miała najmniejszych szans na przetrwanie. Pieprzenie władców o tym, jak bardzo ich interesuje ich los…

– Soniu? Widziałaś moją muszkę?

– Sprawdzałeś w szufladzie?

– Czekaj! Już patrzę.

Rodion Raskolnikow podszedł do szuflady, nad którą umieszczone było pięknie ozdobione lustro. Coś przykuło jego uwagę, a wkrótce z przeźroczystego zwierciadła wyłoniła się znajoma postać.

– Krwawa Mary! – krzyknął zdumiony. – Co ty, kurwa, tutaj robisz?

– To, co zwykle, drogi Rodionie… Gdzie Sonia?

– Szykuje się na bal. Właśnie mieliśmy iść.

– Niestety, muszę was zmartwić – odparła. – Nie dziś i nie w tym życiu.

– Co zaś?

– Ojciec–Kruk jest na wolności – oznajmiła.

– Rozkaz Rady?

– Nie. Rozkaz Króla Olch.

***

Cięcie, a potem cios między żebra. Strużki czerwonego płynu tryskały niczym fontanna. Kuba wcisnął swoje grube ręce w głąb wyrwy i rozerwał ciało na pół. Wyssał resztki krwi, delektując się rozkoszą, jakiej nigdy wcześniej nie zaznał. Następnie wypił trochę czarnego wina i przywołał do siebie Jadeit. Wąż wpełzł mu na ramię i zasnął, cały czas zachowując czujność.

Cmentarz porastały dzikie wierzby i roślinność. Część nagrobków została zniszczona podczas wojen polsko–rosyjskich. Owe konflikty były skutkiem przewrotu, co doprowadziło do śmierci ostatniego cara, a Polska zmieniła swój ustrój. Stała się Federacją Hanzeatycką złożoną z poszczególnych województw, wiernych swojemu władcy. Nagrobki nosiły na sobie świeże ślady po kulach, a w powietrzu unosił się gęsty, fioletowy dym.

– Noc… – powiedział Kuba.

Szedł dalej, podążając do krypty, gdzie prowadził dym. Krypta należała do jednego z królów. Jadeit zadrżała.

– Spokojnie, moja mała – rzekł Kuba czułym tonem.

Drzwi otworzyły się. Oczom mężczyzny ukazał się trup policjanta. Zjedzonego do kości. Na grobie umiejscowiony był minerał o nazwie Noc Eteryczna. Dotknięcie mogło oznaczać śmierć albo niekontrolowaną przemianę, jaka miała miejsce w West Florence.

– Chodź tu.

Pustka odpowiedziała mu gardłowym śmiechem. Zewsząd pojawiły się kruki i coś wybuchło, odrzucając Rozpruwacza i Jadeit do tyłu.

***

Dziewczyna o wzroście dziewięciolatki ubrana była w metalową zbroję. Z pleców wyrastały skrzydła, a ze srebrnej pochwy na miecz wystawała złocona rękojeść. Walkiria poleciała do góry. 

Walhalla przypominała ogromną górę pokrytą śniegiem, w której znajdowało się wejście do pokrytego złotem kompleksu Odyna. Wewnątrz krążyły boginie, a młodzi bogowie sprzeczali się między sobą.

– Panie… – Walkiria pokłoniła się.

– Wstań! – ryknął Odyn.

Jego twarz była surowa, niczym ziemia nieurodzajna, w dłoni dzierżył długą na sto metrów włócznię.

– Panie… upiory się budzą, Kruk przemówił.

– Jeszcze nie.

Do rozmowy wtrącił się Bóg o twarzy błazna. Odziany w głęboką zieleń nie dzierżył żadnej z broni. Potrafił upodobnić się do każdej postaci, nie mówiąc o zmianie płci, która temu towarzyszyła.

– Ojcze! Ludzie zasługują na śmierć, za długo trzymaliśmy rękę na pulsie.

– Synu, walka z upiorami, które ich strzegą to samobójstwo.

– Piją ich krew, zabijają…

– Tylko tych złych, Loki – odparł Odyn. – Uspokój się! – warknął.

Loki, korzystając z magii, znikł z oczu ojca. Władca krainy Asgard, w której znajdowała się Walhalla, znów powrócił wzrokiem do anielicy wojny.

– Zostawmy ich w spokoju, droga Asni. Nie budźmy jeszcze Fenrira.

Anielica odleciała, posłusznie wykonując rozkaz.

***

– Miałeś dużo szczęścia – powiedziała Mary.

Rozpruwacz długo lizał rany po wybuchu minerału, podobnie jak jego wąż. Sonia i Rodion nie byli zadowoleni z takiego obrotu rzeczy. Mieli nadzieję pójść na bal i tam opowiedzieć o losie biedoty, zaniedbanej przez ojczyznę. Zamiast tego musieli polować na morderców.

– Co się tam wydarzyło? – zapytała Sonia łagodnie, widząc poszarpany strój mężczyzny.

– Ten skurwiel mi uciekł! – ryk tubalnego głosu Rozpruwacza przeszedł po całym mieszkaniu państwa Raskolnikow, niszcząc luksusowe wyposażenie domu.

– Nie było go tam? – zapytał dla odmiany Rodion.

– Nie. Jego dzieci się tam pojawiły.

– W Asgardzie na pewno o tym usłyszą.

– Jebie mnie to! – warknął Rozpruwacz. – Znajdę skurwiela i wypatroszę go jak dorsza.

– Oby… ja ci chętnie pomogę – zaoferowała Mary.

 

IV

 

Dzielnica Królewska była objęta kwarantanną. Kilka lat temu wybuchła tu epidemia tajemniczego wirusa, który doprowadził do śmierci większości mieszkańców. Aby uniknąć dalszych zachorowań, zamknięto ją, a ludzie którzy tu mieszkali pomarli albo przemienili się w wyniku mutacji Nocy Eterycznej. Było tu pełno pustych budynków, w których mogli się ukryć goście niepotrzebujący nadmiernego rozgłosu. 

Ciemna piwniczka wypełniła się mrocznym światłem. Stary chleb, który zapełniał półki, Ojciec-Kruk wykorzystał do nakarmienia swoich “dzieci”. Zdjął maskę i patrząc na zupełnie przeźroczystą taflę wody, ujrzał zmasakrowaną, pełną blizn twarz. Potwór zawył głośno i uderzył skostniałą dłonią w wodę. Nie odczuł bólu.

Usłyszał powolne kroki. Drzwiczki od piwniczki otworzyły się.

– Wilkołak? – powiedział zdeformowanym głosem Ojciec–Kruk.

Istota podobna do wilka przemieniła się. Zamiast niej, ukazał się młodzieniec o rysach małego chłopca, z krótkimi kruczoczarnymi włosami, przepasany zieloną szatą ze złoconymi elementami.

– Jeszcze trochę – powiedział mężczyzna.

– Staram się, Loki – zapewnił.

– Za mało! – Mężczyzna zwany Lokim wzburzył się. – Odyn musi widzieć, co robią nieumarli.

– Oszalałeś! – krzyknął Ojciec–Kruk. – Chcesz wywołać Ragnarok?

– Jedyna szansa, abyś mógł się odpłacić za to, co ci zrobili. Zobacz jak wyglądasz!

Upiór na powrót włożył swoją maskę, po czym przycisnął do ściany piwniczki nordyckiego boga. Ten jednak rozpłynął się, przelatując przez ciało Ojca-Kruka. Loki zaśmiał się.

– Naprawdę sądziłeś, że dam się zabić? – zapytał, a następnie przemienił się w Kubę Rozpruwacza.

– Loki… – Ojciec–Kruk wymówił jego imię. – Zabiję cię! – zagroził.

– Proszę bardzo… ale najpierw…

– Dostaniesz to, czego chcesz… a teraz znikaj! – zapewnił ponownie upiór.

Drzwiczki zamknęły się, a bóg–żartowniś znikł z pola widzenia Ojca–Kruka. Powrócił do karmienia swoich „dzieci”, śmiejąc się przeraźliwie. Jego ręce trzęsły się.

 

Koniec

Komentarze

Hmmm. Postacie historyczne, literackie, wampiry, upiory, demony, bogowie, zwierzęta. Wszystkie te grupy się albo zwalczają, albo zawierają sojusze, aby zwalczać innych. Ale kto wygrywa? O co chodzi? Tego nie zrozumiałam.

Dwustronne drzwiczki od mebla

Próbuję sobie wyobrazić jednostronne drzwiczki. I nie udaje się.

Babska logika rządzi!

Przeczytam jutro, bo zaciekawiła mnie przedmowa, ale chciałbym przyczepić się do jednego drobiazgu. :p

 

przypomina trochę ten z przełomu dziewiętnastego wieku.

Przełom dotyczy dwóch okresów. Chodzi o XVIII/XIX czy XIX/XX?

Mnogość postaci i zdarzeń jest tak wielka, że nawet nie próbuję rozwikłać kto z kim, dlaczego i przeciw komu, i co tamci mają wspólnego z tymi którzy teraz, choć wcześniej ich nie było… Innymi słowy – nic z tego nie rozumiem.

 

oświe­tla­jąc jedną z dziel­nic Lon­dy­nu – Whi­te­cha­pel. Na­le­ża­ła ona do jed­nej z bied­niej­szych dziel­nic… – Powtórzenia.

 

Ci, któ­rzy zna­leź­li się w po­bli­żu zna­le­zi­ska bar­dzo szyb­ko po­zna­li praw­dę drze­mią­cą w tym mi­ne­ra­le… za­gła­dę. Dla­te­go nie sta­ra­no się badać zna­le­zi­ska… – Powtórzenie.

 

Pa­trzą­ca na to wszyst­ko dziew­czy­na, za­ata­ko­wa­na przez na­past­ni­ka, krzyk­nę­ła i po­bie­gła po pomoc. – W jaki sposób zaatakowana dziewczyna może biec po pomoc?

 

które bu­dzi­ły się na ulicy Lon­dyń­skiej dziel­ni­cy. – …które bu­dzi­ły się na ulicy lon­dyń­skiej dziel­ni­cy.

 

– Myślę, że Oj­ciec–Kruk wró­cił… – – Myślę, że Oj­ciec-Kruk wró­cił

W tego rodzaju konstrukcjach używamy dywizu, nie półpauzy.

 

Znisz­czył suk­nię i przy­bił ją do ścia­ny. – Dlaczego przybił do ściany zniszczoną suknię?

 

aż nagle krzyk­nę­ła bez­gło­śnie, umie­ra­jąc. – Jak można krzyczeć bezgłośnie?

 

Żadne z upio­rów nie miało wy­rzu­tów su­mie­nia… – Literówka.

 

Mieli swój ko­deks i swoje prawa, jakim rzą­dzi­ła się Rada Za­świa­tów… – Mieli swój ko­deks i swoje prawa, którymi rzą­dzi­ła się Rada Za­świa­tów

 

Struż­ki czer­wo­ne­go płynu wy­le­wa­ły się po­to­kiem. – Strużka nie może wylewać się potokiem; jest jego przeciwieństwem.

 

z srebr­nej po­chwy na miecz… – …ze srebr­nej po­chwy na miecz

 

– Co się tam wy­da­rzy­ło? – za­py­ta­ła Sonie ła­god­nie… – Literówka.

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Proroku, widzisz, potwierdza się to, o czym pisaliśmy przy betowaniu. Sam pomysł nic nie znaczy, gdy jest nieodpowiednio podany czytelnikowi. 

Nagromadzenie postaci jest faktycznie spore, a oprócz tego są wspominane jeszcze kolejne osoby, więc czyni to tekst dość ciężkim. Przypomina mi to też raczej fragment, a nie skończone opowiadanie.

Narracja jest dość nieporadna, w miarę poprawna, ale przez to nudna. Narrator mówi, że coś jest mroczne lub ohydne, a ja bym wolał, by mi to pokazał w jakiś sposób oddziałujący na zmysły. Pomysł na świat może i jest interesujący, ale nad wykonaniem trzeba jeszcze popracować.

Pozdrawiam!

@regulatorzy – Dziękuję za wylistowanie błędów, już je poprawiam. 

@MrBrightside – Chodzi o ten z przełomu XVIII/XIX. Rzeczywiście jest ich sporo i o to trochę mi chodziło, żeby tekst był ciężki. 

"Póki w sercu płonie ogień, póki temu dusza tworzy."

Jeśli uwagi są przydatne, to bardzo się cieszę. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

A zatem… jeżeli chodzi o opowiadanie, to już wyjaśniam o co chodzi. 

Całość dzieje się w alternatywnym świecie, przypominającym nasz, ale ciągle tkwiącym w przełomie dziewiętnastego wieku. Przy natłoku bohaterów trudno zorientować się kto jest kim i o co w ogóle w tym wszystkim chodzi. Głównym bohaterem jest upiór, morderca – Kuba Rozpruwacz. Głównym wątkiem natomiast nadchodzący Ragnarok, czyli coś w rodzaju “wielkiej wojny”. Przeciwnikiem? Hm… Bogowie nordyccy, a głównie Loki, wykorzystujący Ojca-Kruka do swoich prywatnych celów. @Finkla – Jeżeli o to chodzi to na razie nikt nie wygrywa. To tylko zarys całego świata, który jest dziwny, mroczny, pełen niewyjaśnionych zjawisk i postaci. Jak określić kto jest zły? Wszyscy są, choć zdarzają się wyjątki jak małżeństwo Raskolnikow. Wszyscy dbają o swoje własne interesy, próbując zapobiec Ragnarokowi. Wiem, że opowiadanie może wydawać się niejasne i nie skończone. Jednak ja postanowiłem po prostu pozostawić otwarte zakończenie, aby w przyszłości móc je kontynuować oraz pozostałe historie zawarte w opowiadaniu.

 

Edit: Błędy Poprawione.

"Póki w sercu płonie ogień, póki temu dusza tworzy."

@Finkla – Jeżeli o to chodzi to na razie nikt nie wygrywa. To tylko zarys całego świata, który jest dziwny, mroczny, pełen niewyjaśnionych zjawisk i postaci.

No i właśnie o to chodzi, że zarys. Nie wiadomo, o co chodzi bohaterom, komu kibicować… Pełno niewyjaśnionych zjawisk i postaci. Może się mylę, ale wydaje mi się, że lepiej byłoby wybrać jeden wątek i poprowadzić go od początku do końca, wyjaśniając, dlaczego postaci zachowują się właśnie tak i dlaczego to dla nich ważne.

Babska logika rządzi!

@Finkla – Hm… hm… może i też racja. Na pewno w przyszłości lepiej rozwinę to wszystko. To na razie tylko zarys, protoplasta i rozumiem, że pewne niejasności mogą występować. Niemniej chciałem przynajmniej pokazać swoistą wersję świata alternatywnego.

"Póki w sercu płonie ogień, póki temu dusza tworzy."

Ja mam wrażenie, że to zlepek luźnych scen, które miały zapewne szokować, ale niezbyt to wyszło. Kiedyś tam zapewne zostaną sklejone w całość. Na razie nic z tego nie wynika, a i język, jak powiedział chyba MrBrightside, dość nieporadny.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Pokręcone jak anime. Chyba przy takiej ilości wątków musiałby ten tekst być znacznie dłuższy, żeby mi się tu coś wyklarowało.

Niestety tekst nie przypadł mi do gustu. Sporo jest powtórzeń i dziwnie brzmiących zdań, które wybijają z rytmu. Myślę, że musisz troszkę nad nimi popracować. Cześć opisów jest naprawdę zbędna. Warto pokazać, to co w samej historii jest najistotniejsze. Tym bardziej, że mam wrażenie, że bardzo chciałeś wszystko skumulować, zbyt szybko wyrzucić z siebie.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

@Morgiana89 – Może rzeczywiście z czymś przegiąłem. Chyba nie do końca jednak skupiłem się na samej historii. Ale cały czas nad tym pracuję. Przy kolejnych tego typu opowiadaniach postaram wyeliminować się wszystkie błędy i postawić na jeden główny wątek.

@Lord Vedymin – Trochę miało być pokręcone. Może i powinienem był wydłużyć opowiadanie…

@bemik – Chyba nie do końca to skleiłem jak należy…

"Póki w sercu płonie ogień, póki temu dusza tworzy."

Ja muszę podkreślić już poza betą, że jest lepiej i że autor się rozwija. Wciąż chce powiedzieć bardzo dużo, ale zaczyna to mieć powoli ręce i nogi (chociaż jeszcze czasem prawa ręka jest na miejscu lewej nogi ;). Ja jestem zadowolona, a sam pomysł ma potencjał, widać dużą wyobraźnię. A co by człowiek miał zrobić z tymi wyuczonymi umiejętnościami pisarskimi, które Prorok (i my wszyscy) stara się nabyć, gdyby nie posiadał wyobraźni? ;)

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Proroku, przeczytałam, ale nie na jeden raz i z pewną konsternacją. Też odebrałam tekst raczej jako zlepek scen, niekoniecznie ze sobą powiązanych, niż spójną całość – szkic pomysłu, który kiedyś, po dopracowaniu, uzupełnieniu i rozwinięciu może przerodzić się w coś całkiem oryginalnego i interesującego. Ale to kiedyś, jeszcze nie teraz.

Dodatkowo wygląda na to, że czeka Cię jeszcze sporo pracy nad warsztatem. Przede wszystkim dlatego, że niektóre budowane przez Ciebie zdania są dziwne i niezręczne – takie trochę “nie po polsku”. Ale to wszystko do wyćwiczenia jest, oczywiście.

 

Niektóre rzeczy, które wpadły mi w oko:

 

“Nagle jeden z węży będących w mieszkaniu wpełzł mu na ramię.“ – bardzo niezgrabny ten będący wąż.

 

“Mężczyzna strzepnął go, a ten rąbnął w podłogę i popełzł w kierunku kryjówki pod fotelem. Nieznajomy odszedł.“ – Czy “mężczyzna” i “nieznajomy” to dwie różne osoby? Bo tak wyczytuję z kontekstu…

 

“…skierował się ku drzwiom, zostawiając w mieszkaniu głuchy dźwięk, spowodowany obitych metalem w środku butów.“ – zdecydowanie niegramatyczne; dźwięk spowodowany obitych butów?

 

“Ulicą kroczyło niewielu mieszkańców, a powozy były tu na porządku dziennym.“ – w biednej, walącej się dzielnicy przechodniów nie ma, ale powozów jest sporo? Niby skąd? Kogo na nie stać?

 

“posiadał ręcznie zdobioną rękojeść, gdzie widniał napis: „Rzeźnik”.” – raczej: na której, a nie gdzie

 

“Była to adekwatna nazwa do atutów i ostrości broni.“ – znowuż dziwnie niezgrabne sformułowanie, “nazwa do”?

 

“Gryzła niemiłosiernie długo“ – nie wyobrażam sobie za bardzo tej sceny; użyty zwrot sugeruje, że piesek jak raz a dobrze złapał przeciwnika, tak go trzymał, “niemiłosiernie długo”, czyli coś mu zapewne uszkodził tym gryzieniem. Czy tak właśnie się stało?

 

“W pewnym momencie mężczyzna chwycił potwora za łeb, przytrzymał mu pysk i skręcił jego mordę.“ – Co mu w końcu skręcił? Samą mordę, od czego się raczej nie umiera, tylko ma złamaną szczękę, czy kark?

 

“Brytyjskiego Scotland Yardu.” – a jest jakiś inny Scotland Yard?

 

“Przeżarci strachem strażnicy prawa uciekli“ – Utarty zwrot to “stróż prawa”, a nie strażnik.

 

“…pozbawione życiodajnej substancji.

***

Brudna szklanica wypełniła się cieczą o nieznanej dotąd goryczce. Substancja zwała się…“

– powtórzenie.

 

“Był to potężny alkoholowy trunek, wypijany jak codziennie“ – wypijany jak codziennie? Co to znaczy?

 

“W nim ujrzał młodą monarchinię WIB, widoczną w purpurze i czerwieni na czarnobiałym ekranie“ – raz, że czarno-biały piszemy z “-“, dwa, że jeśli był czarno-biały, to skąd te purpury i czerwienie?

 

“kontrolując podległe w mieszkaniu węże.“ – podległe w mieszkaniu…?

 

“– Mamy problem, Kubo – oznajmił starszy mężczyzna, przypominający siedemdziesięciolatka.

Mężczyzna przypominał nieco…“

Raz, że powtórzenie, dwa, że co to znaczy “przypominać” siedemdziesięciolatka? Czy siedemdziesięciolatek ma w sobie coś bardziej charakterystycznego w porównaniu z, na przykład, siedemdziesięciopięciolatkiem? Właściwszym określeniem byłoby tutaj: wyglądający na siedemdziesięciolatka ;)

 

“– Co się stało? – tubalny głos niósł się przez całe mieszkanie.

– W Berlinie zamordowano ważnego arystokratę – zaczął. – Ludzie mogą się o nas dowiedzieć. – dodał po chwili, sięgając po kolejny łyk trunku.“

“Tubalny” wielką liter, to raz. Dwa – kto zaczął? Brak dookreślenia podmiotu. Trzy – bez kropki po “dowiedzieć”.

 

“Walhalla była miejscem, gdzie zasiadali bogowie Skandynawów. Potężne Walkirie strzegły tego miejsca zarówno w dzień jak i w noc“

Raz – powtórzenie. Dwa – w nocy, nie w noc.

 

“Cmentarz porastały dzikie wierzby i roślinność.“ – Czy wierzby nie są roślinnością?

 

“Polska zmieniła swój ustrój. Stała się Federacją Hanzeatycką złożoną z poszczególnych województw, wiernych swojemu władcy. Nagrobki nosiły na sobie świeże ślady…“

 

“Dziewczyna o wzroście dziewięciolatki ubrana była w metalową zbroję.“ – I znowu… czemu akurat dziewięciolatki? Czy dziewięciolatki są takie szczególne?

 

“– Ten skurwiel mi uciekł! – ryk tubalnego głosu Rozpruwacza przeszedł po całym mieszkaniu państwa Raskolnikow, niszcząc luksusowe wyposażenie domu.“

Raz, że po półpauzie w tym wypadku zdanie powinno zacząć się wielką literą, a dwa, że “Ryk głosu” brzmi dziwnie. Czy to nie sam ryk się rozszedł po mieszkaniu? I właśnie: rozszedł, a nie przeszedł. Dźwięk się rozchodzi, a nie chodzi ;)

 

“Potwór zawył głośno i uderzył skostniałą dłonią w wodę. Nie odczuł bólu.“ – czemu uderzenie w wodę miałoby go zaboleć?

 

“– Loki… – Ojciec–Kruk wymówił jego imię.“ – Przepraszam, ale po co wypisywać takie oczywistości? “– Loki…” oraz “Ojciec–Kruk wymówił jego imię.“ niosą dokładnie ten sam przekaz…

 

Pozdrawiam.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

@joseheim – Cóż… na pewno mogłem więcej popracować nad opowiadaniem. Chyba po prostu za bardzo przekombinowałem w niektórych momentach. Cały czas pracuję nad warsztatem i wiem, że jeszcze potrzeba sporo pracy :) 

Co do dziwnych zdań… chciałem zbudować klimat dzięki nim, ale chyba za bardzo je udziwniłem. Postaram się,  aby następne tego typu opowiadania były lepiej dopracowane. 

 

@Naz – Dzięki. To, że się rozwijam, to zasługa betujących ( w tym także twoja Naz), a także czytających. Na razie prawa ręka jest w miejscu lewej nogi, kto wie gdzie się może później znaleźć :) Pomysł Zeitpunku będę cały czas rozwijał, aby mógł powstać ciekawy świat. 

"Póki w sercu płonie ogień, póki temu dusza tworzy."

Na razie prawa ręka jest w miejscu lewej nogi, kto wie gdzie się może później znaleźć :)

Ja, jako członek wydelegowany z ramienia na czoło… Przepraszam, NMSP. ;-)

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka