- Opowiadanie: Mistrz - GJ1214b

GJ1214b

Warto wspomnieć, że taka planeta naprawdę istnieje.

Inspiracja: http://nietuzinkowyblognaukowy.blogspot.co.uk/2012/05/9-najciekawszych-planet-pozasonecznych.html 

Denerwuje mnie postrzeganie obcych cywilizacji w postaci humanoidów z kilkoma zwierzęcymi cechami, lub wielkich zielonych glutów prowadzących statek kosmiczny. Co więcej, nawet naukowcy mówiący: “Planeta niezdatna do życia”. Niezdatna do życia dla nas! Warto więc się zastanowić, czy nasze postrzeganie obcych cywilizacji nie jest strasznie spaczone popkulturą oraz nauką, której czasem brakuje wyobraźni, bo kto powiedział, że każde życie musi być oparte na węglu i wodzie i móc wystąpić tylko w temperaturze -40 do 40 stopni Celcjusza? Życzę miłej lektury i czekam na opinie! :)

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

GJ1214b

– A  może by tak… – zastanawiała się Ewolucja. Jeszcze nigdy nie obdarzyła samoświadomością istot na planecie, na której byłoby to całkowicie bezużyteczne. Jednak ostatnio świat zrobił się zbyt nudny i przewidywalny, więc jak pomyślała tak zrobiła.

 

 Żarty na bok, każdy inteligentny człowiek wie, że prawdziwy świat tak nie działa, ewolucja jest procesem częściowo losowym, zależnym przede wszystkim od filtru otoczenia, a zagadka samoświadomości jest do tej pory niewyjaśniona. Tymczasem na planecie GJ1214b szczęśliwym, bądź nie, ale zrządzeniem Losu zaistniała pewna dziwna, sytuacja. Warto wspomnieć, że planeta ta składa się w całości z wody. A przynajmniej tak wydawało się organizmom ją zamieszkującym, gdyż nigdy niczego innego nie doświadczyły…

 

 Było cicho. Albo i nie? Tego nie wiedział (wiedziała?). Nie został wyposażony w zmysł zdolny to potwierdzić. Dla niego świat był również ciemny, bezwonny i bez smaku. Jednak jak się można domyślić, nie wiedział o tym. Jego ciało w kształcie przypominające powiększone ziarenko ryżu, w całości pokryte było tylko dwoma rodzajami narządów: malutkimi płetwami pozwalającymi wysyłać informacje do świata zewnętrznego, oraz receptorami przyjmującymi informacje. Informacją w tym wypadku były generowane wyżej wspomnianymi narządami, fale mechaniczne rozchodzące się w wodzie. Receptory pełniły również funkcje przyjmowania pokarmu. Wystarczyło w niego wpłynąć. Żywił się czymś w rodzaju planktonu. Poza tym receptory pozwalały mu na ruch. Pozwalały na wysysanie pewnych nieznanych nam gazów z wody i następnie wypuszczenie ich w odpowiednią stronę. Oczywiście ruch również generował fale mechaniczne, ale zupełnie inne w odbiorze. Na wykrywaniu takiego ruchu opierało się poszukiwanie pożywienia. Na GJ1214b żyło około miliona podobnych mu. Dla uproszczenia nazwijmy ich ryżowcami.

 Przedstawiłem ogólną charakterystykę gatunku, ale uważny czytelnik na pewno spyta: ”A co z rozmnażaniem?”. Każdy przedstawiciel gatunku ryżowców w pewnym momencie życia może zdecydować się na zajście w ciążę. Jednak jest jeden mały haczyk. Narodziny polegają na tym, że ciało osobnika jest rozsadzane od środka przez jednego lub dwóch nowych osobników. Stąd na GJ1214b powstała i szybko zdobyła ogromną popularność organizacja, którą najprościej można przyrównać do wspólnoty religijnej. Dla uproszczenia nazwijmy ją więc Kościołem, Kościół wierzył, że narodziny nowego osobnika to nie śmierć jednego i narodziny drugiego. lecz pewnego rodzaju przemiana. Brak wspomnień tłumaczył oczyszczeniem z brudu starego życia. Co więcej wyznawał zasadę, że im wcześniejsza przemiana tym lepiej. Kilku jak na standardy ryżowców starców rządziło organizacją i wpajało młodym powyższe dogmaty już od samego urodzenia. Brak swojej przemiany tłumaczyli misją zesłaną od Tego, który pozwolił na Oczyszczenie.

 Jednak nawet dziecko wie, że akcja budzi reakcję, dlatego też powstała organizacja wyznająca pogląd przeciwny. Dla nich przemiana była śmiercią, której należy się bać. Oczywiście w pewnym okresie życia w każdym ryżowcu zaczynały się budzić myśli związane z bezsensownością ich żywota, oraz pragnienie powołania do życia nowej osoby, coś jak instynkt macierzyński. Czasem nie dało się temu przeciwstawić. Jak się można domyślać Kościół uznawał te myśli za wezwanie do oczyszczenia zsyłane przez Boga. Dla uproszczenia nazwijmy drugą organizacje Antykościołem. Antykościół uczył jak walczyć z pragnieniem zajścia w ciążę, jak odrzucać od siebie owe myśli i pozostać sobą.

 Świat GJ1214b nie znał wielu dla nas podstawowych pojęć, takich jak: rodzicielstwo lub przemoc. Dlatego nowo powstały osobnik był wychowywany przez wspólnotę, w której się narodził. I jak można się domyślać, w każdym momencie mógł po prostu odpłynąć by wstąpić do przeciwnej organizacji lub wieść samotnicze życie. Przemoc nie miała racji bytu ze względu na budowę ciała ryżowców. Dlatego też, techniki perswazji, manipulacji i ogółem retoryki były niewyobrażalnie rozwinięte.

 

 Wróćmy jednak do naszego głównego bohatera. Wychowany w Kościele po niedługim czasie odpłynął na teren Antykościoła. Jednak tu też nie czuł się dobrze. Na pewno bliższe mu było pragnienie życia, ale dalej coś było nie tak. Nie wiedział do końca co. Rozmyślał bardzo długo, w końcu to była najbardziej popularna forma spędzania wolnego czasu, jako, że GJ1214b nie oferowała innych rozrywek. Aż pewnego dnia wymyślił co zrobić. Jednak, aby zrozumieć istotę jego rozwiązania niezbędny jest kolejny wywód na temat życia na GJ1214b.

 Kościół i Antykościół miały jedną wspólną cechę. Pragnęły poznać świat, nie ma znaczenia, czy dla podziwiania dzieła Tego, który pozwolił na Oczyszczenie, czy z ciekawości. Popełniały jednak podstawowy błąd. Ufały wiedzy zdobytej wiele stuleci wcześniej. Nie spodziewały się, że czas może wywołać jakieś zmiany w ich planecie, ale trudno im się dziwić, w końcu środowisko na GJ1214b było praktycznie całkiem statyczne. Konkretnie chodziło o granice, w które może dotrzeć ryżowiec. Każdy tuż po urodzeniu zostawał zapoznawany z faktem, że nie wolno pływać ani za nisko, ani za wysoko. Tak jak wszystkie inne fale, ryżowce potrafiły wyczuwać fale grawitacyjne. Stąd, miały wręcz idealne poczucie wysokości. Wyznaczono dokładne granice, których należało przestrzegać, aby przeżyć. Oczywistym jest fakt, iż cała nauka ryżowców oparta była na doświadczeniach i wynikających z nich przemyśleniach. Współcześni nie chcieli więc powtarzać doświadczeń przodków jeśli groziły one śmiercią. Połowa społeczeństwa uważała się za niemogącą umrzeć śmiercią naturalną, druga połowa zwyczajnie nie chciała umierać. Życie, było więc dla wszystkich zbyt cenne, aby je tak głupio ryzykować.

Już od przedszkola wiemy, że wynik zsumowania dwóch połów to całość. A jednak nie. Jak wszędzie znajdą się wyjątki, jednym z nich był już kilkukrotnie wspomniany główny bohater. Doszedł do wniosku, że popłynie w górę. Nie istniało coś takiego jak przygotowania. Na tym świecie jeśli ktoś chciał coś robić to, to robił. Pożywienie można było znaleźć wszędzie, a coś takiego jak dobytek nie istniało.

Jednak, to może nasunąć kolejne pytanie. Jeśli on to zrobił to dlaczego nikt przed nim tego nie zrobił? Odpowiedź jest prosta. Wspomniałem wcześniej o ewolucji. To był jeden z jej błędów, jak to można potocznie nazwać. Powyższy osobnik był pozbawiony strachu. W takim razie czemu nie popłynął wcześniej? Bo dopiero w tamtym momencie wymyślił takie rozwiązanie swojego problemu.

Popłynął. Zajęło mu to pewną ilość czasu, bez znaczenia. W końcu osiągnął granicę wyznaczoną przez pradawnych uczonych. Nic się nie stało. Fale grawitacyjne planety słabły, ciśnienie się zmniejszało, jednak nie odczuwał żadnego dyskomfortu, ani bólu. W pewnym momencie poczuł coś, czego nie czuł nigdy wcześniej. Fale inne niż wszystkie do tej pory. Zupełnie innej długości, częstotliwości. Każdy parametr, który potrafił rozpoznać różnił je od znanych mu do tej pory fal. Im wyżej tym wyraźniej je czuł. Podobało mu się to uczucie, dlatego jeszcze bardziej przyspieszył. Teraz już dokładnie wiedział czego chce. Chciał dotrzeć do źródła fal, chciał być jak najbliżej nich. Czuł dumę, jako pierwszy ryżowiec wzniósł się tak wysoko.

Zadanie jednak miało okazać się trudniejsze niż myślał. Razem z malejącym ciśnieniem malała prędkość nieustraszonego ryżowca.

Pierwsze pióro odpadło i ciągnąc za sobą kropelkę wosku zataczając kręgi zniknęło w dole. On nawet nie zauważył.

Walczył z nieubłaganą boginią-fizyką. Przybliżenia nieskończoności przestawały mieć zastosowanie, dlatego pewne mechanizmy działania ciała ryżowca przestawały działać. Jednak to tylko jeszcze bardziej podsycało pragnienie, aby poczuć jeszcze więcej nieznanych fal, nasz główny bohater zaczął wysyłać jak najmocniejsze fale mechaniczne w dół, aby wspomóc gazowy napęd.

Drugie zobaczył, jednak nie przejął się. Bez jednego pióra też się da latać. Wzbił się jeszcze wyżej. Nigdy wcześniej nie czuł się tak dobrze.

Wystarczyło, a stopień przyjemności wywołanej odbiorem fal słonecznych był wręcz niewyobrażalny. Gdyby ktoś wtedy znalazł się tuż ponad powierzchnią planety GJ1214b zobaczyłby jak coś w kształcie gigantycznego ziarenka ryżu wypada ponad powierzchnię, a potem momentalnie wybucha rozsadzone przez próżnię, zostawiając po sobie jedynie plamę zielonkawej mazi na powierzchni oceanu.

I spadł. A spadając czuł dumę i wiedział, że warto było.

 

Koniec

Komentarze

Cześć.

Kilka uwag ode mnie.

  1. Piszesz we wstępie, że coś Cię denerwuje. I w porządku. Tylko nie zapisałeś, że tym opowiadaniem chcesz wyładować ten gniew. Bez takiego stwierdzenia widzę jedynie frustrację. Frustrację na forum o fantastyce. Trochę nie na miejscu.
  2. Naukowcy tak mówią? Możliwe. Możliwe, że niektórzy są ograniczeni, a inni po prostu skracają zdanie do jego najbardziej oczywistej formy (nie bardzo interesuje Kowalskiego fakt, że gdzieś możemy zacząć hodować okrzemki).
  3. Nauczyłem się w życiu tego, że trochę więcej pokory sprawi, że przestanę słyszeć własny krzyk, a dotrze do mnie głos innych. I w tym głosie usłyszę coś, czego nie wiedziałem. Zdajesz się pomijać fakt, że prawie 100% tego, co uważasz za swoją wiedzę, pochodzi od jakichś naukowców bądź fantastów. Traktowanie naukowców jak ograniczonych ślepców chyba sprowadza naszą cywilizację do łupania kamienia.
  4. Piszesz, że “taka planeta naprawdę istnieje”. Taka? Czyli jaka? Jak z opisu (czyli np. w całości zbudowana z wody)? Wątpię. Taka o nazwie “GJ1214b“? Bardzo wątpię. Może istnieć planeta o takiej nazwie, a nadanej przez ziemskich naukowców. Dla samej planety i zamieszkujących ją ziaren ryżu czy kukurydzy ta nazwa nie istnieje i nie ma żadnego znaczenia. Więc to nie jest planeta GJ1214b, tylko planeta o takiej ziemskiej nazwie (z powodu znikomego zainteresowania jej naturą; kto chciałby mówić “Gie Jot Tysiąc Dwieście Czternaście Be” zamiast “Ziemia”?).
  5. Postrzeganie obcych cywilizacji jest nasiąknięte popkulturą. Jak chyba większość aspektów życia. A czy to źle? Gdyby tak nie było, to musielibyśmy czekać na wyobrażanie sobie kosmitów do Twoich narodzin. A Pan Arthur Clarke i wielu, bardzo wielu innych pewnie układałoby bruk. Może najbardziej fantazyjny na świecie, ale tylko bruk.
    1. Jestem przekonany, że co najmniej moja pani od chemii powiedziała to o temperaturach i organizmach. Nie wiem, czy miała wystarczająco dużą wiedzę z zakresu biologii, jak i chemii, aby orzekać to kategorycznie, niemniej wypowiedziała to. A Ty masz wystarczająco mocne podstawy do tego, aby orzec, że da się zbudować inne organizmy (przykładowo oparte na krzemie), które przetrwają i rozmnożą się w takim zakresie temperatur?
    2. Twojemu tekstowi chyba brak fabuły. Nie doczytałem do końca (było dość nudno), ale fabuły nie uświadczyłem przez ponad połowę Twojego wpisu.
    3. Dlaczego “zagadka samoświadomości”? Czemu to jest zagadka? Mi od razu przychodzą do głowy dwie kwestie. Pierwsza: żadna zagadka, tylko miliony (miliard?) lat nie tylko ewolucji, ale i postrzegania świata. To chyba dość wiele, aby nie zdołać tego dokładnie symulować i jednak pozwolić wciąż rozwijającemu się mózgowi na wnioskowanie. Druga: to, że coś jest poza naszymi możliwościami rozumienia, jest po prostu dla nas za trudne. W mojej definicji nie jest to zagadka (bo ta wiąże się z jakąś tajemniczością). Dla bystrzejszych wersji nas samych to będzie problem tak samo zero-jedynkowy jak tysiące innych. Myślę, że doskonale pamiętasz, co Pan Clarke mówił o zaawansowanej nauce.
    4. Opowieść o tym, jak kawałek patyka, bańka mydlana czy kubek z cappuccino “włączają” znikąd pochodzącą wolę za mocno kojarzy mi się z rozwiązaniami typowymi dla bajek (jestem na bieżąco). I dlatego jako przeciwieństwo finezji odrzuca mnie to.
    5. Interpunkcja niedoskonała, choć nie tragiczna.

Gdy wymyślę sygnaturkę, to się tu pojawi.

  1. To nie jest żadna frustracja. Po prostu uważam, że czasem należy spojrzeć na problem z innej perspektywy, otworzyć się bardziej na świat zewnętrzny i więcej pomyśleć. Sam jestem fanem Gwiezdnych Wojen, gdzie mamy idealny przykład czegoś co opisuje. Nie mam z tym problemu, a jedynie zauważam fakt, możliwe, ze faktycznie niejasno się wyraziłem. Opowiadanie dość jasno opisuje formę obcych, która jest całkiem inna niż zwyczajna popkulturowa. Podsumowując wstępem chciałem tylko skłonić do refleksji, a nie wyładowywać frustracje!
  2. A mnie by to na przykład obchodziło.
  3. Yyyyyyy… Ja tutaj nikogo nie obrażam, a w szczególności nie naukowców. I nigdy nie powiem, że moja wiedza jest szersza niż jakiegokolwiek specjalisty w jakiejś dziedzinie, o ile sam takim nie będę. JEDYNE co mówię, to, że czasem trzeba puścić wodzę wyobraźni jeszcze dalej. I gdzie niby traktuję naukowców jak ślepców? To o czym mówię to jedynie bardzo mało znacząca kropla, małe spostrzeżenie, którego i tak nikt pewnie nigdy nie usłyszy (żaden naukowiec i bardzo niewielu fantastów). Jak już mówiłem, jest to tylko luźne skłonienie do refleksji.
  4. Więcej informacji znajdziesz w linku w opisie. Nie uważam, ze istnieją stworzenia przeze mnie opisane, choć jest to równie prawdopodobne jak cokolwiek innego (dla nas).
  5. I co z tego? Niech sobie piszą o jakich kosmitach chcą, ja w opisie tylko bronię oryginalności mojego pomysłu, nic więcej, ale jeśli dla ciebie pomysł nie jest ciekawy i odrzucasz od siebie idee organizmów posiadających inne zmysły to cóż, nie moja sprawa.
  6. Przepraszam bardzo, nie mam ŻADNYCH podstaw. Ale czy sam nie powiedziałeś chwilkę wcześniej, ze jesteśmy na forum fantastycznym? Jedynym co mnie ogranicza to moja wyobraźnia.
  7. Fabuła jest w drugiej części tekstu, dla twojej wiadomości. Ocenianie tekstu na podstawie połowy to żart. Chociaż przyznaję, że ważniejszy był dla mnie świat przedstawiony.
  8. Wszystko o czym mówisz nie zmienia faktu, że jest to zagadka, potrafisz mi opisać szczegółowo detale powstania samoświadomości? Nie, bo w tym momencie na Ziemi najprawdopodobniej nie ma takiej osoby (chyba, że w tajnych laboratoriach NASA, ale wiedza pospolita to nie jest). To, że zagadka zostanie kiedyś rozwiązania nie zmienia faktu, ze dalej jest to zagadka. Dla starożytnych zagadką był ruch obrotowy, czy obiegowy ziemi i było to równie tajemnicze jak dla nas samoświadomość.
  9. Pierwszy akapit był żartem skierowanym do osób, które wiedzą cokolwiek o ewolucji, a z drugiego, ani żadnej części tekstu w żaden sposób nie wynika, że to stało się nagle. Cóż… chyba nie rozumiałeś, chociaż jest to napisane dość dosadnie. I uważam, że organizm, który opisałem nie jest w żaden sposób podobny do twoich przykładów.
  10. Dziękuję, staram się.

Wolność.

Stworzyłeś świat, dość dokładnie go opisałeś. Na fabułę zabrakło miejsca. OK, jakaś tam szczątkowa istnieje, ale nie porwała. Infodump na temat świata raczej nużący.

No i nie mogłam uwierzyć w planetę złożoną wyłącznie z wody. Jak to się stało, że w dysku akrecyjnym (lub jego części) znalazło się tylko H2O? Dlaczego kawał lodu nie rozsypał się później, nie wyparował? Żadnych meteorów wzbogacających skład? I nie mogę uwierzyć, że z czystej wody powstało życie. Zbyt prosty związek. Jak niby woda ma się rozmnażać?

Babska logika rządzi!

Dla uproszczenia nazwijmy drugą organizacje

organizację : )

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Finkla: Po pierwsze nie stworzyłem świata od podstaw, planeta naprawdę istnieje: 

https://en.wikipedia.org/wiki/Gliese_1214_b , więc nie ma co nie wierzyć bo jej istnienie to FAKT. Jedynie zmieniłem kilka rzeczy, po pierwsze nie wspomniałem o jądrze, nie było to potrzebne, po drugię wyrzuciłem atmosferę na potrzeby fabuły, po trzecie fragment: “Pozwalały na wysysanie pewnych nieznanych nam gazów z wody i następnie wypuszczenie je w odpowiednia stronę.”, a szczególnie: “nieznanych nam gazów” mówi o tym, że nie taka woda jaką ją znamy i ta nazwa może być jednak tylko uproszczeniem. Poza tym, co wiemy o nieznanych nam związkach i gazach? Nic, czyli życie bez problemu mogło powstać. Co do fabuły to jak widać mój pomysł się nie sprawdził, ale może na razie nie będę tłumaczył, może ktoś zrozumie. ;)

Nevaz: Dziękuję. :)

Wolność.

Nie chodziło mi o osobiste budowanie planety, lecz o uniwersum Twojej opowieści. Nazwa ciała niebieskiego… Cóż w nazwie? Jest najmniej istotna.

Nie wspomnienie o jądrze, a stwierdzenie, że “planeta ta składa się w całości z wody” to dwie bardzo różne rzeczy.

“Pozwalały na wysysanie pewnych nieznanych nam gazów z wody i następnie wypuszczenie je w odpowiednia stronę.”, a szczególnie: “nieznanych nam gazów” mówi o tym, że nie taka woda jaką ją znamy

Nie, nic takiego nie mówi. Mówi tylko, że w wodzie rozpuszczone były nieznane nam gazy. Co nie jest bardzo zaskakujące, bo woda (jaką znamy) jest rewelacyjnym rozpuszczalnikiem.

Babska logika rządzi!

Ale tu nie chodzi o nazwę, a o to, że istnieje w naszym wszechświecie około 40 lat świetlnych stąd planeta, która jest w miarę podobna do opisywanej przeze mnie. Na pewno ma wspólną cechę, składa się w całości z wody. 

Jeśli jądro składa się jakiejś dziwnej formy lodu (najprawdopodobniej gorącej), to przecież to dalej jest woda, więc jednak stwierdzenie, ze planeta cała składa się z wody jest jak najbardziej poprawne. 

Co do drugiej części faktycznie, źle się wyraziłem, ale z nieznanych gazów mogły powstać nieznane związki, a z nich życie.

Wolność.

Ryżowiec Ikar?

Raczej mało porywająca historia, dlatego cieszę się, że opowiadanie jest krótkie i prawie bezboleśnie udało mi się dobrnąć do końca.

 

Po­zwa­la­ły na wy­sy­sa­nie pew­nych nie­zna­nych nam gazów z wody i na­stęp­nie wy­pusz­cze­nie jeod­po­wied­nia stro­nę.Po­zwa­la­ły na wy­sy­sa­nie pew­nych nie­zna­nych nam gazów z wody i na­stęp­nie wy­pusz­cze­nie ichod­po­wied­nią stro­nę.

 

Jed­nak nawet dziec­ko wie, że akcja budzi re­ak­cje… – Literówka.

 

ale cięż­ko im się dzi­wić… – …ale trudno im się dzi­wić

 

Oczy­wi­stym jest fakt, iż cała nauka ry­żow­ców opar­ta była na do­świad­cze­niach i wy­ni­ka­ją­cy­mi z nich prze­my­śle­nia­mi.Oczy­wi­stym jest fakt, iż cała nauka ry­żow­ców opar­ta była na do­świad­cze­niach i wy­ni­ka­ją­cy­ch z nich prze­my­śle­nia­ch.

 

W końcu osią­gnął gra­ni­ce wy­zna­czo­ną przez pra­daw­nych uczo­nych. – Literówka.

 

coś w kształ­cie gi­gan­tycz­ne­go zia­ren­ka ryżu wy­pa­da ponad po­wierzch­nie… – Literówka.

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nie, nie składa się w całości z wody. “Ocean planet” oznacza, że planeta w dużej części składa się z wody.

W podanym przez Ciebie linku autorzy sugerują, że Gliese może składać się w około ¾ z wody. To tylko odrobinę więcej niż w Twoim ciele. Powiedziałbyś o sobie, że składasz się w całości z wody? Można jeszcze wspomnieć, że szacowana gęstość Gliese znacząco przekracza gęstość wody.

Babska logika rządzi!

No dobrze, w sumie tutaj masz rację, przy pisaniu nie zastanawiałem się za bardzo nad jądrem, bo nie było mi to potrzebne, ale faktycznie wodą nie jest. Jednak podana analogia jest bardzo nieanalogiczna, bo co innego jądro otoczone wodą, a co innego mieszanina wody i innych rzeczy (ja).  Podsumowując zainspirowałaś mnie do wniesienia pewniej poprawki do tekstu, dziękuję :)

Wolność.

W ogóle, to muszę powiedzieć, że całkiem płynnie mi się czytało, a lektura science-fiction nieraz sprawia mi trudność. Samoświadome istoty skrajnie różne od ludzi to bardzo ciekawy temat. Będę wdzięczny, jeśli ktoś podpowie inne utwory poruszające to zagadnienie (praktycznie nie znam gatunku).

 

przyznaję, że ważniejszy był dla mnie świat przedstawiony

To widać.

Pomysł na historię sam w sobie nie jest zły, ale cała historia nie porywa, a nawiązanie do Ikara to trochę za mało na przekonującą puentę. 

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Będę wdzięczny, jeśli ktoś podpowie inne utwory, poruszające to zagadnienie (praktycznie nie znam gatunku).

Nevazie, myślę, że Lem nieźle wgryzł się w temat: “Solaris”, “Fiasko”. Ale jeśli praktycznie nie znasz gatunku, to nie wiem, czy to dobry początek. Jeżeli się zniechęcisz, to żeby potem nie było na mnie. ;-)

Babska logika rządzi!

Nevaz: Dziękuję, że chociaż jedna osoba doceniła. ;) A co do pomysłu z Ikarem, chciałem pokazać, że mimo, aż takich różnic jednak coś może nas łączyć, jakieś uniwersalne motywy na przykład. Jak wymyślę jakąś lepszą (historię), to może jeszcze wrócę do świata ryżowców. :)

Wolność.

Nowa Fantastyka