- Opowiadanie: empatia - Dziedzictwo

Dziedzictwo

Opowiadanie popełnione na konkurs "Polska alternatywna – jak wyglądałaby historia naszego kraju, gdyby w 966 roku Chrzest Polski się nie odbył?”. Problem był niemiłosierny limit znaków. Przez długi czas biłem się z pragnieniem, by tekst rozwinąć, ale w zderzeniu z rzeczywistością, wypełnioną po brzegi obowiązkami, pragnienie okazało się nie mieć szans;) A że pojawiał się konkurs, pod który z opkiem chyba mogę się podpiąć, zaryzykuję wystawienie wersji prawie konkursowej. Tam się nie udało; liczę że powiecie mi czemu;)

Serdecznie dziękuję Bemik oraz Śniącej za przeczytanie wcześniejszych wersji, wszystkie uwagi i przemyślenia. Bardzo doceniam, a rozbudowy opowiadania jeszcze tak do końca nie przekreślam:)

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Dziedzictwo

– Myślisz, szefie, że to jakieś rytualne morderstwo? – spytała Jagoda, patrząc na zmasakrowane ciało. – Pierwszy raz widzę takie bestialstwo.

Starszy mężczyzna stojąc na progu Wielkiej Sali, w milczeniu obserwował miejsce zbrodni. Przemysł nie miał wątpliwości, że motyw miał podtekst religijny. Spojrzał na twarz aspirantki i uśmiechnął się w duchu. Młodzi niechętnie uczyli się o dawnych kultach, a i program edukacji z dekady na dekadę ewoluował w stronę spraw doczesnych, związanych z zarobkowaniem. Dlatego służba miała od lat problem z narybkiem.

Dziewczyna nie śmiała ponaglać przełożonego. Przywykła do tego, że szef często odpowiadał na jej naiwne pytania uśmiechem albo wcale. Wiedziała wówczas, że błądzi. Sprawa jednak była niepokojąca, podobnie jak wyraz twarzy Przemysła.

– Dlaczego tutaj? – zastanawiał się mężczyzna.

Jagoda wiedziała, że pytanie nie było skierowane do niej.

Zwierzchnik milczał dłuższy czas, po czym wydał wyraźne polecenie:

– Oceń, proszę, ślady i powiedz, co myślisz.

Jagoda dygnęła i zaczęła recytować:

– Mężczyzna drobnej budowy. Wiek trudny do określenia; między trzydzieści a czterdzieści lat. Ciało nosi ślady wielu obrażeń, które oceniam jako nielogiczne. Do wskazania bezpośredniej przyczyny śmierci potrzeba sekcji.

Spojrzała na mentora, by sprawdzić poprawność wywodów. Mimo jedenastu miesięcy wspólnej pracy wciąż bała się, że Przemysł ją oddali. Z wyrazu twarzy opiekuna wyczytała, że ma kontynuować.

– Nie widać oznak walki, więc ofiara mogła być tu dostarczona i powieszona nieprzytomna. Jedyne tropy znajdują się pod ciałem. Krew wciąż kapie z buta. Do zdarzenia doszło w godzinach porannych, bo jeszcze nie…

Aspirantka spojrzała nerwowo na szefa, a ujrzawszy skinienie, wdrapała się szybko na podest, by sprawdzić puls wiszącego.

– Żyje! – zawołała, dotknąwszy tylko jego szyi.

Zmasakrowany człowiek niespodziewanie poderwał zwisającą dotąd bezwładnie głowę. Otworzył szeroko oczy i jak tonący zaczerpnął łapczywie powietrza. Spanikowana Jagoda zaczęła przeszukiwać kieszenie swojej szaty. Gdy wyciągnęła nóż, Przemysł krzyknął „PORAŻENIE” i gwałtownym ruchem dłoni wypchnął przed siebie moc.

 

Wcześniej

Przemysł zaczął dzień zgodnie z obyczajem. Przyklęknął przed dębem, rosnącym w centralnym miejscu przydomowego gaju. Drzewo było tak stare jak historia rodu mężczyzny. Przemysł ułożył płasko dłonie do modlitwy, dociskając je do ziemi. Zamknął oczy, by nie zakłócać transu bodźcami wzrokowymi.

Swego czasu próbował wizualizować stan ciała w trakcie medytacji. Szybko stwierdził, że jest to niemal tak samo dziecinne jak podglądanie rodziców, gdy rozpoczynał naukę. Osiągając pełnoletność, zaprzestał tworzenia jakiekolwiek wyobrażeń tego procesu. Gdyby nie podpatrywanie dorosłych, zapewne inaczej interpretowałby teraz bodźce. Nie wykluczał jednak, że ojciec celowo pozwalał mu zerkać.

Przeguby dłoni osadził mocno w ziemi, zaś palcom pozwolił na swobodny spoczynek. Już po chwili rejestrował delikatne mrowienie. Wiedział, że gęsta trawa, cienkimi jak nici łodyżkami, odnajduje synapsy na rękach, a on, aż do obojczyków, staje się ludzkim żywopłotem. Wiedział to doskonale. Z zamkniętymi oczyma czuł jednak o wiele więcej.

Po kilku minutach był gotowy, by stawić czoła nowemu dniowi. Miał świadomość, że żaden z nich nie będzie w najbliższym czasie łatwy. W korzeniach drzew wyraźnie wyczuwał napięcie. Puszczę, od stuleci okalającą królestwo, trawił wirus ludzkiej ignorancji. Ochronną tkankę niszczono, coraz częściej od wewnątrz.

Przemysł ubolewał nad dopuszczeniem do władzy asymilantów, którzy przez lata zdołali zepchnąć ekologiczne paradygmaty na dalszy plan, wymuszając budowę kolejnych osiedli dla ocalałych. Zniesiono bezwzględny zakaz wycinki drzew, choć naukowcy dowodzili, że ma to bezpośredni związek ze spadkiem zdolności człowieka do korzystania z mocy.

Nim zdążył zjeść śniadanie, do drzwi zaczęła dobijać się Jagoda.

*

Dzień nie zaczął się dobrze. Medytacja w gaju została gwałtownie przerwana przez gońca, który przywiózł wezwanie. Jadąc, uzyskała od posłańca niezbędne informacje. Po drodze wstąpiła do szefa, który jak zwykle z uśmiechem oznajmił, że wie o zdarzeniu i dojedzie na miejsce niezależnie. Dziewczynie przypadło zadanie spisania zeznań i nakreślenie wstępnej diagnozy.

Jagoda przyzwyczaiła się już do zachowania zwierzchnika; nawet do tego, że często wiedział o różnych sprawach, zanim ktokolwiek zdążył o nich powiedzieć. Wierzyła, że mit o pełnej jedności z Matką nie jest jedynie wymysłem historyków i literatów.

Gdy dotarła do gmachu muzeum natychmiast wzięła się do pracy. Zamierzała uporać się z czynnościami, nim dojedzie Przemysł. Podziwiała go i szanowała, ale wciąż liczyła, że kiedyś uda jej się pozytywnie go zaskoczyć, jeśli nie spostrzegawczością czy wiedzą, to choć zaangażowaniem.

Stróż pełniący nocną służbę niczego nie widział. Był stary i najprawdopodobniej zasnął. Nieświadomie wprowadził w błąd zarządcę budynku, zdając poranny raport. Ofiarę jako pierwszy zauważył przewodnik, który oprowadzał szkolną wycieczkę.

– Właśnie opowiadałem młodzieży, jak Mieszko oddalił Dobrawę przekonywującą go do wiary, która zmieniła Wieki Średnie w koszmar. Nie ma pani pojęcia; te matołki nic nie wiedzą o naszym dziedzictwie.

– Konkretnie proszę – próbowała skierować słowotok mężczyzny na właściwe tory.

– Mieszko odrzucił politykę wilka, choć miał problemy z sąsiadami. Badacze spierali się przez lata, czy na tamte warunki racjonalnym było działanie naszego protoplasty. Nie powinien był walczyć ze stadem, tylko z uległością do niego przystąpić; poddać się prowadzącemu basiorowi…

– Dosyć – przerwała zniecierpliwiona Jagoda. – Co pan zobaczył po wejściu do Wielkiej Sali?

– To, co teraz – odpowiedział nieco urażony mężczyzna. – Niczego nie dotykałem. Od razu posłaliśmy po Strażników.

*

Przed wyjściem do pracy Przemysł wszedł do gabinetu. Usiadł na macie i spojrzał na symbole wyrysowane na ścianach. Każdy z nich kreślony był własnoręcznie po zdobyciu kolejnego stopnia wtajemniczenia. Były tam hebrajskie napisy, chińskie znaki oraz graficzne symbole: krzyże, pentagramy i pozostałości po znanych ludzkości religiach, począwszy od pierwszych malowideł naskalnych, a skończywszy na współczesnych znakach pokoju i przymierza. Cały ten zbiór uświadamiał mu co dnia, jak złożona jest ludzka natura.

Wbrew narzucanej laicyzacji uważał, że ludzie potrzebują wiary. Tymczasem procedury zabraniały otwarcie rozmawiać o sprawach duchowych, które należały do sfery prywatnej każdej jednostki, a równocześnie nie naruszały praw asymilantów do własnych przekonań. Ci niestety coraz śmielej wykorzystywali poprawność polityczną do krzewienia zapomnianych pogańskich kultów.

Przemysła nie dziwił powrót bożków z epoki słowiańskiego wieku średniego. Młodzi rzeźbili Światowida, nosili amulety w kształcie topora, pisali baśnie o Leszym i Jadze. Coraz częściej jednak musiał mierzyć się nie tylko z demonami rodzimej wiary ale i Starego Świata.

 

Później

– Do diaska! Do czego on jest przywiązany? – spytał jeden z techników.

– I przybity – dodał drugi. – Dobrze, że go sparaliżowałeś, szefie. Jakby się dłużej szamotał, mógłby doprowadzić do wybuchu.

Przemysł skinął głową i nieznacznie uśmiechnął się do podwładnych. Zerkał jednak z troską w stronę dziewczyny. Nie chciał jej zrobić krzywdy, jednak zareagował za późno i musiał użyć dużej mocy, by powstrzymać nieuniknione.

– Sprawcy pewnie liczyli, że będziemy chcieli jak najszybciej go zdjąć – powiedział Przemysł, patrząc na Jagodę rozmasowującą porażone niedawno mięśnie. – Potraficie to zneutralizować? Za belkami jest dość dynamitu, by wysadzić cały budynek.

– Oczywiście, szefie. Na praktykach byłem na południu. Nie takie cholerstwo widziałem. Swoją drogą, zmyślna konstrukcja. Ciało ofiary służy jako przewodnik i łączy obwody.

Jagoda była obolała i zawstydzona. Podziwiała jednak mentora za przenikliwość i opanowanie. Czuła, że nigdy nie osiągnie podobnego poziomu.

– Jak oni zdołali przemycić do królestwa dynamit? – zastanawiał się głośno Przemysł. – Eksplozywne materiały zakazane są od stulecia – powiedział, choć zdawał sobie sprawę, że poza granicami wciąż walczy się, wykorzystując niedozwolone technologie.

– Skąd wiedziałeś, szefie, że to coś więcej? – zapyta Jagoda, która próbowała otrząsnąć się z szoku.

– Zamachowcy to ignoranci – powiedział ze spokojem Przemysł i lekko się uśmiechnął. – Człowiek na krzyżu nie powinien mieć butów.

Jagoda pomyślała, że rytualne morderstwa lub samobójstwa wymagały właściwej oprawy, jednak nie wpadła na to, iż obuwie mogło mieć znaczenie.

– Ale… jak to?

– Reliktologia, moja droga. Średniowieczne zaślepienie Europejczyków wierzeniami bliskowschodnimi i początki ekstremizmu religijnego. Pamiętasz ze szkoły Krzyżowców i Saracenów?

Jagoda skinęła głową, ale Przemysł nie był przekonany, czy wiedziała, co miał na myśli. Postanowił więc nie drążyć tematu, dodał tylko:

– Na szczęście pozabijali się nawzajem. Niestety, pogańskie religie wciąż znajdują wyznawców. A to – wskazał na ukrzyżowanego – to jest nędzne naśladownictwo człowieka, którego uznano ponad dwa tysiące lat temu za uosobienie bóstwa, mesjasza. Wierzono, że świat można naprawić, składając życie pojedynczego człowieka w ofierze.

Jagoda słuchała przełożonego z uwagą, a ten kontynuował:

– Wiesz, co jest najdziwniejsze u Testamentowców? Nawet w ich objawionych księgach pisano, że żaden człowiek nie powinien stawać między mocą a ludźmi. A oni z uporem czcili kaznodziejów, płatnych pośredników, szukali wybrańców, wokół których budowali coraz to nowsze religie. A potem toczyli wojny o to, które są prawdziwe. U nas nawet dziecko wie, że każdy musi samodzielnie odnaleźć korzenie, by poczuć więź z Matką Ziemią. Niczego nie da się przyspieszyć ani narzucić.

– Ale dlaczego tutaj? – zapytała dziewczyna, wierząc, że szef poskładał już łamigłówkę.

Dagome iudex – odpowiedział swoim zwyczajem Przemysł; bardzo lakonicznie, by wymusić na Jagodzie przeprowadzenie własnego procesu myślowego.

– Prapoczątek Zjednoczonego Królestwa – podjęła wyzwanie dziewczyna. – Najstarszy zachowany opis obszaru Polan, kolebki ocalałego świata. Jedna z największych pamiątek. Zniszczenie jej byłoby bezmyślnym aktem barbarzyństwa.

– Czy wiesz, jak niewiele brakowało, by protoplasta oddał nasze ziemie fanatykom z Rzymu?

– Rzym – wyszeptała Jagoda – mroczna stolica zniszczonego Południa.

Przemysł skinął zachęcająco.

– Pozwoliliśmy im zamieszkać z nami – dodała dziewczyna. – Nie sądziłam, że są zdolni do aktów terroru w Rzeczpospolitej.

– Widzisz, dziecko, Muzeum Dziedzictwa to łakomy kąsek dla ekstremistów. Szczególnie ten symbol bywa solą w oku. Dagome iudex nigdy nie został wysłany. Są tacy, którzy uważają, że historia potoczyłaby się inaczej, gdybyśmy wyparli się Matki, nie zdołali zjednoczyć plemion słowiańskich.

– Ale… dlaczego nie zniszczyli budynku nocą? – spytała Jagoda.

Pytanie aspirantki było celne. Przemysł przyjął, że chodziło o jawny akt terroru, liczbę ofiar i naocznych świadków. Nie była to jednak mocna teza.

– Myślisz, szefie, że wiedzieli, iż zostaniemy wezwani na miejsce? – dziewczyna zawahała się. – To trochę niedorzeczne, ale może chodziło o nas? – zapytała, patrząc nieśmiało w oczy szefa. – O ciebie… – dodała niemal szeptem.

– Dziecko – uśmiechnął się Przemysł, widząc, jak się zaczerwieniła. – To miłe, co mówisz, ale kto by się tak kłopotał dla starego… – odpowiedział szybko, lecz zaniepokojony nowym tropem, zamilkł.

Doskonale zdawał sobie sprawę, że z pokolenia na pokolenie zatracali swoje dziedzictwo. Ludzie, którzy potrafili nawiązać pełną więź z Matką odchodzili, a nowych nie przybywało. Świadome czerpanie wiedzy i mocy powoli stawało się mitem.

Otwartość i niekontrolowana asymilacja ludności ze zniszczonego świata były błędem. Przemysł czuł to od dawna. Utopijna idea Rzeczpospolitej, tolerancyjnej, jednoczącej narody, doprowadziła królestwo do punktu historii, w którym już raz się znaleźli. Zaślepieni przez wizję miłości bliźniego w Wiekach Średnich wpuścili chrześcijańskich misjonarzy do kraju Polan. Wystarczyło kilkadziesiąt lat, by ci pokazali prawdziwe oblicze. Polowanie na wybrańców doprowadziło wówczas do największego kryzysu w dziejach. Czy historia zatoczyła koło?

Koniec

Komentarze

Dobre… Ciekawe opowiadanie, sprawnie napisane. W ogóle ciekawa historia. Niewiele znaków, a autor wykreował całą historię nie tylko Polski, ale i Europy.

Jedno mnie zdziwiło – czym jest podstawa dłoni? Niezrozumiałe, jak dla mnie, zdanie. Zdaje sie, że dłoń kończy się przegubem, jeżeli patrzymy od strony palców…

Poza tym wszystko w klasie.

Ciekawy tekst.

Pozdrówka.

Hmmm. Mam wrażenie, że organizatorzy konkursu oczekiwali więcej historii alternatywnej, a mniej magii. To, że jakieś afrykańskie plemiona nie przyjęły żadnego popularnego wyznania, nie znaczy jeszcze, że ich czarownicy mają moc. Ale mogę się mylić.

A może poszło o to, że za mało wiemy o bohaterach, żeby się z nimi naprawdę związać? Ale przy ostrych limitach trudno to osiągnąć…

A oni z uporem czcili kaznodziei,

Kaznodziejów.

Babska logika rządzi!

Rogerze,

Cieszę się, że się spodobało i dziękuję za dobrą opinię i punkt do biblioteki.

Z podstawą dłoni masz rację; poprawiam na przeguby i dziękuję za czujność.

Pozdrowienia.

 

Finklo,

Dzięki za przeczytanie i zostawienie opinii. Nawet nie wiesz jak się cieszę z tak pozostawionej tezy:D

Twoje wątpliwości wcale mnie nie dziwią. Już Bemik sugerowała, że trzeba postawić na jakieś znane nam bóstwo typu Światowid, czy Leszy. Miała wówczas rację, że byłoby to bardziej akceptowalne z punktu widzenia naszej wiedzy o tamtych czasach. Po namyśle stwierdziłem jednak, że tak nie chcę. Głównie dlatego, że naszą historię „czuję” trochę inaczej i inaczej rozumiem nasze dziedzictwo.

Zacznę jednak z innej beczki.

Co za tysiąc lat, zakładając że chrześcijaństwo z jakiś powodów zostaje wytępione, wiedzieli by o nas ludzie, jeśli zostałyby po nas jedynie zabytki / relikty przeszłości? Widzieliby gmaszyska / ruiny kościołów i katedr; patrzyli by na ikony / obrazy, przeróżne figury i rzeźby; no i oczywiście ukrzyżowanego „boga człowieczego”. Jakie wnioski by wyciągnęli? Co było siłą wiary ludzi w „martwego boga”?

Do czego zmierzam? Pozostałości po naszych korzeniach są marne. Co więcej polityka Kościoła Rzymskiego była taka, by wymazać z pamięci wszelkie plugawe pogaństwo. Niszczono świątynie, ścinano święte drzewa. Jakie świadectwo zostało po naszych przodkach? Są przecież stare kroniki / skrypty. Ale kto je pisał? Kto przez lata decydował, która treść jest słuszna, a która nie ma prawa się zachować? I dochodząc do Twojej tezy – kto zrobił z nas „dzikie plemię”, które nie ostałoby się bez Chrześcijaństwa?

A popatrzmy na historię Kościoła. Jak wygląda on dziś, a czego uczył Chrystus? Czy to nie było przypadkiem miłosierdzie i ubóstwo? A co z obrazami figurkami? Mało kto wie (permanentna indoktrynacja!), jak brzmi drugie przykazanie zapisane w dekalogu i dlaczego ostatnie jest tak nielogiczne. Dlaczego? Bo tak chciał Rzym i nie wahał się nawet ingerować w dekalog. Wywalili drugie przykazanie i rozbili dziewiąte i dziesiąte.

Księga Wyjścia 20, 2–17

Nie uczynisz sobie obrazu rytego ani żadnej podobizny tego, co jest na niebie w górze i co na ziemi nisko, ani z tych rzeczy, które są w wodach pod ziemią. Nie będziesz się im kłaniał ani służył.

Dlaczego o tymi piszę. Bo przez setki lat, historia Słowian mogła zostać dziesiątki razy przeinaczona zostawiając ograbiając nasze dziedzictwo z całej sfery duchowej, która nie miała prawa się zachować wobec hegemonii Rzymu. Czy zatem umiejętność korzystania z mocy przez wybrańców (o której napisałem w opowiadania), jest rzeczywiście całkowicie niemożliwa?

I na koniec. Czy jeśli napisałbym kiedyś s-f, które opierałoby się na tezie, że czarne dziury są jedynie portalem do części wszechświata niematerialnego (materialny stanowi podobno niecałe 10% masy) i że wystarczy jedynie zgodzić się na rozbicie materialnych ciał na atomy (oczyszczenie się z grzesznej materii), by dostąpić łaski życia w świcie bez granic, to byłoby to wiarygodne? Dlaczego s-f może się poruszać po granicy wiedzy, wielokrotnie ją przekraczając, a fantastyka słowiańska koniecznie musi trzymać się faktów historycznych, która tworzą jedynie najsilniejsi?!

Podsumowując, miałem ostatnio przyjemność sięgnąć do legendy o Lechu, Czechu i Rusie. Lech, gdy zobaczył wielki dąb a na nim orła postanowił zostać w kraju dzikich polan. Podobno zachwycił się orłem. A jeśli to nie chodziło o ptaka?

Serdeczności:)

 

Edit

Za kaznodziejów, dzięki:) poprawiam.

empatia

Podoba mi się. Krótkie, treściwe, spójne. Dobre tempo, tajemnica. 

Miła lektura :-)

Empatio, wydaje mi się, że wszystko rozbija się o kwestię wiary. Czy bogowie istnieją? Czy tysiące wyznawców naprawdę powołują ich do życia, obdarzają ich mocą, umożliwiają czynienie cudów? Czy to raczej wyjątkowe wydarzenia, odpowiednio zinterpretowane i nagłośnione, dowodzą nadnaturalnej ingerencji? Zwykła plama na szkle czy obraz Matki Boskiej/ Isztar/ Artemidy/ zmarłej babci/ wybierz własną wersję?

Oczywiście, że wierzeniami mas manipulowało się, manipuluje i będzie manipulować. Zbyt dochodowy interes, żeby po prostu zostawić go na pastwę losu. Rozmaite synody na przestrzeni dziejów wybierały, co zostanie dogmatem, a co herezją.

Daleka jestem od narzucania Ci, co i jak powinieneś pisać, ale mogę podzielić się własną wizją. Uznaję za bardzo mało prawdopodobne, że jakiekolwiek pogańskie plemię mogło uchować się w średniowiecznej Europie. Znasz jakieś? Mnie się wydaje, że najbliższe dopiero gdzieś w okolicy kręgu polarnego – tam już żyje się bardzo ciężko, nie ma szans na rolnictwo, nie opłacało się mieczem nawracać… Może jeszcze na Wyspach Brytyjskich (naturalna bariera) jakieś celtyckie niedobitki się schroniły. Ale mogę się mylić – z geografii jestem cienka, z religioznawstwa niewiele lepsza.

Obawiam się więc, że nasi przodkowie mieli wybór: albo religia Cesarstwa Zachodniorzymskiego albo Wschodniorzymskiego. Tertium non datur, islamu jeszcze nie było. Jeśli nie katolicyzm, to prawosławie. I cieszę się, że Mieszko wybrał, jak wybrał. Zwłaszcza, kiedy popatrzę na historię Rosji, ich mentalność…

Babska logika rządzi!

Bardzo fajne opowiadanie, podobało mi się. Ciekawy pomysł na historię alternatywną… Rzeczywiście, gdyby chrzest Polski się nie odbył, prawdopodobnie nasza wiara odbiegałaby od tego co jest teraz.

"Kiedy płonie ogień w sercu, razem z nim tworzy dusza." / "Nie będę kłamał, nie wyrządzał krzywdy, aby chronić pokój i niewinnych - motto prawdomówców"

Finklo, bez przesady… W dziesiątym wieku Polanie nie stali jeszcze przed jakimkolwiek  wyborem. Między nimi a Germanami na zachodzie lezął spory pas ziem innych plemion słowiańskich, a nieistniejący jeszcze wtedy  Berlin był słowiańską osadą. Dla Polan przyjęcie wiary chrześcijańskiej nie było kwestią – być albo nie być. Mieszko dokonał wyboru politycznego i konsekwentnie go realizował.  Zresztą, on i jego przodkowie też intensywnie podbijali… inne plemiona słowiańskie. To się zdarza, a wszyscy ci Słowianie wierzyli w tych samych bogów.

No więc, gdyby Mieszko nie zdecydował się dokonać zwrotu politycznego, pewnie celem umocnienia władzy swojego rodu, mogło być inaczej. A że wszyscy Słowianie tak czy owak przyjmowali chrześcijaństwo –  tak, to prawda. Ale gdyby tak Mieszko nie przyjął, i w kilku Cedyniach rozwalił parunastu grafów, mogło być inaczej. Słowian było na to stać.

I ten ogólny motyw został w opowiadaniu Empatii przedstawiony bardzo zręcznie i ciekawie. Po prostu – my wiemy, jak było, ale to wcale nie wyklucza prawdopodobieństwa alternatywnego rozwoju historii nie chrześcijańskiej.

A że w tekście jest magia? A czemu ma jej nie być?

Pozdrówka.

Rogerze, może nie w dziesiątym wieku, tylko sto lub dwieście lat później. Ale nie sądzę, że łakomy, w miarę żyzny kąsek w środku Europy miałby szansę na przetrwanie bez silnej grupy współwyznawców. Jeśli nie realnie chętnych do obrony, to przynajmniej takich, którymi można postraszyć.

Argument na poparcie? Brak politeistycznego państwa w obecnej Europie. Wcześniej czy później każdy twór przyjmował jedną z “modnych” religii.

Nie tylko w naszych okolicach żyli Słowianie. Wojowali i ze sobą, i z innymi plemionami. Ale nigdzie Swaróg z Welesem nie przetrwali, chociaż wybory bywały rozmaite. Wystarczy spojrzeć na byłą Jugosławię.

A że w tekście jest magia? A czemu ma jej nie być?

A to wyjaśnia tytuł konkursu:

"Polska alternatywna – jak wyglądałaby historia naszego kraju, gdyby w 966 roku Chrzest Polski się nie odbył?”

Nie wierzę, że bez Chrztu w podręcznikach historii zaroiłoby się od czarowników. Mikstura Panoramiksa to bajka. :-)

 

Aha. W dziesiątym wieku islam oczywiście już był, ale jeszcze nie w naszym regionie.

Babska logika rządzi!

motyw miał podtekst religijny Spojrzał na

kropkę wcięło

Medytację w gaju przerwał jej goniec

Brzmi jakby był to czyjś goniec. Mylące.

będziemy chcieli, jak najszybciej go zdjąć

przecinek zbędny

 

Alternatywnie, że ho-ho. Mam problem z takimi opowiadaniami. Cieszy mnie czysta fantastyka, bo nie próbuje udawać, że jest czymkolwiek innym, jak tylko wytworem wyobraźni. Cieszy mnie dobre hard s-f, bo jest wystarczająco mocno osadzone w faktach, by czuć, że to nadal mój świat.

Gdy jednak ktoś próbuje sugerować, że coś mogło się wydarzyć, gdyby nie jedno wydarzenie i robi odjazd w stronę sił nadprzyrodzonych (uważam, że to fatalne określenie, ale za to powszechne, więc…), to tam już za nim pójść nie potrafię. Ale spokojnie, są Wielcy Autorzy, których nie jestem w stanie czytać z tego samego powodu.

Ale tak czysto technicznie – za bardzo rzucało się w oczy, że autor bardziej skupił się na przedstawieniu wizji alternatywnego świata, niż na fabule. Odbiło się to na moim zainteresowaniu wydarzeniami. Tzn. było mocno umiarkowane. Stylistycznie 4-, głównie ze względu na przytłaczające wstawki z szczegółami tła.

Gwoli ścisłości – jestem w stanie łyknąć pomysł, że Mieszko odmówił chrztu. I że mogło to zmienić historię Europy/Świata (gdyby tak przekabacił Rusinów…). Tylko wiecie, chrześcijaństwo miało cechę jednoczącą, stosunkowo nowy wynalazek, którego koncepcje politeistyczne nie posiadały (”bóg tak kazał! który? no ten! a ten to nie mój, my tu czcimy raczej tego innego”), a któremu Mieszko musiałby przeciwstawić inną siłę jednoczącą (trzymanie za mordy to za mało, a to był jego główny argument). Tak więc za mało wnikliwa to analiza, by mnie kupić, a ją odjąwszy, zostaje strzęp opowiadania.

PS. Rogerze, nie ma dowodów, że wszyscy Słowianie wierzyli w tych samych bogów (większość informacji i tak opieramy na dość prowincjonalnej, w świecie Słowian, Arkonie). Opartych na tym samym pniu – tak. Jestem przekonany, że różnic dogmatycznych było więcej, niż między islamem a katolicyzmem, a jak widzisz – to aż nadto dla podziału my-oni.

Chodziło mi o Słowian zachodnich, np. Połabian, Polan, Wkrzanów etc.

Finklo. cienkie argumenty. Bardzo mało wiadomo o państwie – tak to określmy – Mieszka, a jeszcze mniej o jego przodkach. Jednak badania archeologiczne dowodzą, że przodkowie Mieszka – Ziemomysł, Leszek – podbijali plemiona słowiańskie, sąsiadujące z Polanami. Burzyli ich grody i wznosili nowe, własne. Takich grodów było sporo, co świadczy o sile ekspansji Polan po wodzą rodu Piasta i przemyślanej polityce umacniania władzy I o bardzo spójnym i konkretnym zamyśle politycznym stworzenia silnego pastwa pod wodzą jednego rodu i jednego knezia, realizowanym przez kilka pokoleń.  Myślę, że Mieszko absolutnie nie doznał jakiejś iluminacji. Przyjęcie chrześcijaństwa z wielu powodów było dla niego bardzo wygodne.

Nie wiemy nawet, czy pod Cedynią dowodził sam Mieszko, czy jego brat. Ale poźniejsze wojny za Chrobrego i Krzywoustego świadczą o sile Polan. No więc, wcale niewykluczone, że gdyby Mieszko się zawahał, dał Dobrawie czarną polewkę, ale dalej robił to samo, co poprzednio, nie byłby w stanie stworzyć silnego państwa pogan. To możliwe.

No i wtedy święty Wojciech nie zostałby świętym Wojciechem.

Pozdrówka.

Rogerze, Zulusi pod wodzą Czaki też nieźle się bili. Ale to nie wystarczyło, żeby utworzyć siłę liczącą się na kontynencie. Nie w obliczu dwóch konkurentów dysponujących bardziej zaawansowanymi technologiami.

Babska logika rządzi!

Nie należy jednak ignorować aspektu sojuszniczego. Weźmy pod uwagę przykład Rusi Kijowskiej. Przyjęcie religii “mrocznego południa” umożliwiło bliskie kontakty z Bizancjum i prawdziwy rozkwit kulturalny, taki cywilizacyjny skok. Tę kwestię też należałoby “zaadresować” – jak to się mawia w nowomowie korporacyjnej.

Finklo, znowu cienki argument. Ale Polanie już…stworzyli państwo. Państwo pogańskie. Rządził nim Mieszko, spadkobierca w prostej linii swoich poprzedników. Nie tylko, że je stworzyli, ale i konsekwentnie rozszerzali – przez jaki okres, nie za bardzo wiadomo. Jaka była forma władztwa rodu Piasta nad innymi plemionami, nie wiadomo, ale na pewno była – budowa grodów.

Otóż to… Państwo już istniało, z centralną władzą i siłami zbrojnymi.

A co do magii w tekście – zarzut, że jest, a to wszak świat alternatywny. Ba! A dlaczego jej ma nie być? Inny rodowód, inna wiara, inne doświadczenia – i ten element tekstu mi się podobał. Jest logiczny. bo, jeżeli państwo pogańskie przetrwało, na czymś musiało opierać swoją moc. 

Jeden z elementów siły tego alternatywnego świata. Proste.

Pozdrowka.

PS. Za Chiny Ludowe nie mogę się wylogować.

Przesadzasz troszeczkę Rogerze. Nie państwo miało siły zbrojne i centralną władzę, lecz z faktu posiadania sił zbrojnych – czyli osławionej drużyny, a więc wojów lojalnych wobec wodza – wynikało państwo (zwykłe płacenie haraczu za ochronę) i centralizacja (płacili jednemu). Podstawą wspólnot nadal było sąsiedztwo (u nas – opola), nie jakaś koncepcja państwowości.

Ci goście nadal nie umieli czytać. Z całym szacunkiem dla osiągnięć (osobiście uważam Mieszka za najwybitniejszego z naszych hersztów, jako jedyny zdawał się mieć łeb na karku), to nadal była to wspólnota plemienna. Mongołowie mieli swoich Chińczyków, Longobardowie Italię. Kogo Polanie (przyjmijmy, że o to właśnie plemię chodzi, choć są i inne głosy) mieliby podbić, żeby nauczyć się cywilizacji? Nie wiem. Stale stawiam na Ruś (ale dopiero pod koniec XI w.) – w końcu Chrobremu prawie się udało, zabrakło “tylko” właśnie aparatu państwowego. Sami siedzieliby w swoim sosie kolejne “ileśset” lat. Tak to wówczas niestety wyglądało.

Nie wdając się w rozważania religijne i polityczne, oraz pomijając ewentualne następstwa decyzji, które zostały podjęte lub nie, uprzejmie informuje, że Dziedzictwo przeczytałam z przyjemnością. :-)

 

Prze­mysł nie miał wąt­pli­wo­ści, że motyw miał pod­tekst re­li­gij­ny Spoj­rzał… – Brak kropki na końcu zdania.

 

Mło­dzi nie­chęt­nie uczy­li się o daw­nych kul­tach, a i pro­gra­my na­ucza­nia… – Powtórzenie.

 

Dla­te­go służ­ba miała od lat pro­blem z na­ryb­kiem.

Dziew­czy­na nie miała od­wa­gi po­na­glać prze­ło­żo­ne­go. – Powtórzenie.

 

Da­go­me Iudex – od­po­wie­dział swoim zwy­cza­jem Prze­mysł… – Czy nie powinno być: – Da­go­me iudex – od­po­wie­dział swoim zwy­cza­jem Prze­mysł…

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ja się podpiszę pod Reg, czyli że Dziedzictwo przeczytałam (i betowałam) z przyjemnością. Dla mnie jednak było za mało, miałam wrażenie, że tekst nie jest opowiadaniem, a prologiem do niego. Wydaje mi się, że dopiero teraz cala intryga miałaby szansę zaistnieć i zostać wyjaśniona przez niezwykłego detektywa i jego asystentkę.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Już mogę sie wylogować. Bardzo dobrze.

Varg, to jest bardzo uproszczone spojrzenie.  Oczywiście, że ówczesna władza centralna była czymś zupełnie innym niż władza kilka wieków później. Pewnie, ze wszyscy w dorzeczu Warty mówili tym samym językiem.  Gdzieś w poważnej pracy naukowej przeczytałem, że jeszcze kilka wieków po Mieszku Słowianin znad Warty bez problemów mógłby się porozumieć ze Słowianinem w byłej Jugosławii.  I to jest oczywiste, jeżeli weźmie się pod uwagę nasz język, język słowacki i przykładowo obecny ukraiński.  Oczywiście, ze Mieszko nie sprawował  władzy absolutnej. musiał przestrzegać dawnych zwyczajów. Jednak rzadził już czyms, co było sporym państwem.  A to świadczy o szczeblu rozwoju. Zaznaczmy – pohańskim jak najbardziej. I nie tylko drużyna stanowiła o jego sile. Miał tez tarczowników, Polan, którzy stawiali się na wezwanie wojenne. Robili przesieki w lasach, stawali do walki. Nie tylko Mieszko był hersztem  – jego ojciec i dziad też. Nie prowadzili polityki wojny dla wojny, czyli dla łupów. nie, rozszerzali panowanie swoje i Polan. Czy była to federacja, czy  coś innego, tego się już nie dowiemy. Ale robili to konsekwentnie, przez co najmniej trzy pokolenia.

A co do czytania i pisania – przecież, tak na dobrą sprawę, na zachód od Warty i Odry pisać i czytać umieli ludzie bardzo nieliczni, w olbrzymiej większości mnisi i księża. Okazuje się, że grody Mieszka i Bolka o wałach drewniano-ziemnych doskonale wytrzymywały długotrwałe oblężenia, co świadczy o sporych umiejętnościach budowlanych.  Budowano je przecież wcześniej i stale udoskonalano, o czym świadczą zmiany w konstrukcji wałów. i to dość poważne.  

To było państwo na wysokim etapie rozwoju. 

Tyle.Miło było.

Pozdrówka.

Trico, Proroku T2,

Cieszę się, że opowiadanie dobrze się Wam czytało. Dziękuje za przeczytanie i zostawienie opinii.

 

Vargu,

Rozumiem wątpliwości z akceptacją tekstu, dobrze je wyłożyłeś. Z tym nie ma co polemizować.

autor bardziej skupił się na przedstawieniu wizji alternatywnego świata, niż na fabule

Tu tylko wyjaśnię. Dwanaście tysięcy znaków, jakie było ograniczeniem, nie pozwalało poszaleć z fabułą. To oczywiście jest żaden argument poza konkursem:( Faktem jest, że morderstwo było pretekstem do pokazania „innego świata”, w którym aktu terroru dopuszcza się nie muzułmanin, ale brat idąc po linii Starego Testamentu, i tu się przyznaję bez bicia, skupiłem się głównie na pokazaniu kim mógłby być Chrześcijanin, gdyby go historia rzuciła na tą drugą stronę. Nie próbowałem szczegółowo wyjaśniać, jak to mogło się stać, bo z „faktami historycznymi” (o których już wcześniej pisałem) nie miałbym szans. Co ciekawe, miałem w tym konkursie inny pomysł, by pokazać Słowian, jak amerykańskich Indian, którzy zostali wytępieni i zmarginalizowani na swojej ziemi – taki skutek braku przyjęcie chrztu rzeczywiście na logikę jest jedyną alternatywą wobec historii. Nie napisałbym jednak takiego tekstu z przyjemnością.

 

Rogerze, Finklo, Vargu,

Dziękuję za ciekawą dyskusję, a Rogerowi za obronę testu. Przyznam jednak Finkli i Vargowi rację, że w tekście mogłoby się znaleźć więcej informacji, które broniłyby koncepcji same. Nawet zacząłem już pisać, ale tekst o 50% cięższy był już ciężkostrawny. Musiałbym wszystkie informacje rozłożyć na co najmniej 60-80 tys. znaków, by nie znużyć czytelników historycznymi niuansami, a na to na razie (z uwagi na obowiązki rodzinne i zawodowe) po prostu mnie nie stać:(

 

Reg,

Ukłony. Jak zwykle z biciem serducha czekałem na Twoją ocenę. Dziękuję.

 

Bemik,

Cieszę się, że jesteś:) Jak widzisz, na razie wywieszam białą flagę. Miałem mieć trochę więcej czasu, a na razie nic na to nie wskazuje. Jutro zaczynam kolejne zawodowe wyzwanie i nici z czasu na radosną twórczość:(

 

Serdeczne pozdrowienia dla Wszystkich.

 

Edit

Błędy oczywiście za chwilę poprawiam.

empatia

Rogerze - też czytałem o tym dogadywaniu się, ale nie uwierzyłem. A raczej przypuszczam, że dogadywali się jak my, hipotetycznie, z naszymi pradziadami z XIX w. Niby się da, ale te 10% różnic sprawia, że się pogubisz. Pisałem już kiedyś, że miałem przyjemność poznać m.in. serbską Słowaczkę, stąd wiele moich przemyśleń. Dialektyczny obraz wczesnego średniowiecza musiał być fascynujący. No, ale faktycznie starczy już tego off-topu.

Empatio - faktycznie, nie zwróciłem uwagi na wspomniany przez Ciebie limit znaków. To wiele wyjaśnia. Ktoś tu jednak kiedyś napisał, że dobry autor wie, jaką historię w jakim limicie da się zmieścić. Nie, nie, to nie byłem ja. Ja nie wiem :)

Cieszę się, Empatio, że spełniłam Twoje oczekiwania. :-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

A, po namyśle stwierdzam, że Biblioteka jednak Ci się należy. Świat stworzyłeś interesujący.

Babska logika rządzi!

Vargu,

Ktoś tu jednak kiedyś napisał, że dobry autor wie, jaką historię w jakim limicie da się zmieścić. Nie, nie, to nie byłem ja. Ja nie wiem :)

Ciągle się uczymy:)

 

 

Drogie Panie :D oraz :*

Choć to moje kolejne opowiadanie na portalu, punkty do biblioteki wciąż cieszą, jakby to były te pierwsze:) Dziękuję.

empatia

Cześć.

Nie przeczytałem, więc nie oceniam fabuły. Zwróciła moją uwagę Jagoda. Wyjątkowo natrętna. W tak krótkim tekście pojawiła się 16 razy!

Gdy wymyślę sygnaturkę, to się tu pojawi.

Przeczytałam z przyjemnością.Sio do biblioteki

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Empatio, ciekawa wizja wariantu rzeczywistości. Podobało się, w razie pojawienia się edycji rozszerzonej – z przyjemnością się oddam lekturze :)

Przepraszam, ale muszę:

 

“Przeguby dłoni osadził mocno w ziemi, zaś palcom pozwoli na” → pozwolił

 

“Przemysł ubolewał nad dopuszczeniem do władzy asymilanów“ → asymilantów

 

Pozdrawiam serdecznie

 

B

 

Ciekawe opowiadanie, alternatywna wersja historii ledwie zarysowana, szkoda że nie pokusiłeś się o rozwinięcie empatio. W tym konkursie limit znaków jest dużo większy wiec mogłeś rozbudować tekst. Ogólnie przeczytałem z przyjemnością, choć w opowiadaniu więcej jest historii alternatywnego świata, niż mięsistej fabuły. Mimo to przeczytałem z przyjemnością.

 

P.S. Trolling Piotra wkracza na nowy poziom…

W kontekście braku alternatyw dla chrześcijaństwa u Mieszka I polecam zwrócić uwagę, od kogo pochodziła pierwsza relacja na temat polskiej państwowości (Żyd pracujący dla Muzułmanów : >), interesując jest także ruska “Powieść minionych lat” (jest w Internecie, na stronach 87 i n. znajdziecie opis wyborów religijnych, które stały przed władcą Rusi). Nie jest to może źródło powstałe bezpośrednio w opisywanym okresie, nie widzę natomiast powodu, by je ignorować. Chrześcijaństwo było dla Mieszka najbardziej oczywistym wyborem, ale nie jedynym możliwym.

Prawdę mówiąc sam planowałem wysłać na konkurs tekst poświęcony skutkom wyboru przez Mieszka islamu, ostatecznie nie znalazłem czasu, żeby go napisać : >.

 

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

O, serio, islam wchodził w grę?

Babska logika rządzi!

Na początek – czytało mi się opowiadanie miło. Podoba mi się wykreowany świat i chętnie przeczytałabym coś dłuższego w tym klimacie. 

Natomiast nie byłabym sobą, gdybym się nie czepiła. 

W momencie, gdy Jagoda odkrywa, że ofiara jeszcze żyje, zrobiłam facepalma, że słychać mnie było chyba aż w Toruniu. Do stwierdzenia zgonu wzywa się karetkę i myślę (nie wiem, nie znam się) że policjant przed lekarzem nie dostanie trupa do zmacania. Poza tym, podejrzewam, że i policjanci jakieś tam przeszkolenie z pierwszej pomocy przechodzą i na widok osoby, która nadal krwawi nie będą sobie urządzać pogaduszek.

Rzucasz faktami jak na olimpiadzie. Przykro mi, ale nie wierzę, że ludzie (zwłaszcza w obliczu zbrodni) dyskutowaliby o tym, co się NIE wydarzyło tysiąc lat temu (niedoszły ślub Dobrawy i Mieszka). O tym, co się wydarzyło – chyba prędzej, chociaż i tak to naciągane. I wiem, że trzeba historię zarysować, ale robisz to z subtelnością bomby atomowej. Moim zdaniem, oczywiście.

Wiesz, co jest najdziwniejsze u Testamentowców? Nawet w ich objawionych księgach pisano, że żaden człowiek nie powinien stawać między mocą a ludźmi. A oni z uporem czcili kaznodziejów, płatnych pośredników, szukali wybrańców

No ja osobiście powiedziałabym, że znalazłoby się parę dziwniejszych rzeczy. Poza tym, ale to już uwaga na marginesie, u Słowian też mieliśmy żerców (odpowiedników księży) i wołchwów (odp. szamanów). Nie wiem, co musiałoby nastąpić, by ludzie zrezygnowali z ich usług, ale byłby to ewenement na skalę światową.

Obawiam się więc, że nasi przodkowie mieli wybór: albo religia Cesarstwa Zachodniorzymskiego albo Wschodniorzymskiego.

Fun fact na dziś: Włodzimierz Wielki, który przyjął chrześcijaństwo na Rusi, rozważał cztery religie (także islam i judaizm). Przed podjęciem decyzji rozmawiał z wysłannikami wszystkich czterech religii, a następnie wysłał swoich wojów by sprawdzić, jak one wyglądają w praktyce. Wiem, jestem nudna.

 

miałem w tym konkursie inny pomysł, by pokazać Słowian, jak amerykańskich Indian, którzy zostali wytępieni i zmarginalizowani na swojej ziemi

Strasznie mi się ten pomysł podoba, ale w tym tekście jest go jak na lekarstwo. A to podobałoby mi się znacznie bardziej niż medytacje i magia, która przychodzi znikąd.

Na koniec – wydaje mi się, że opowiadanie powinno mieć jakąś zamknętą fabułę, u ciebie to jest chyba raczej scenka z dużą ilością opisów.

 

Mam nadzieję, że nie krytykowałam zbyt mocno. Nadal podoba mi się pomysł i myślę, że jest tu potencjał na niezłą historię.

 

Edit: Widzę, że w trakcie pisania mojego komentarza Nevaz poruszył ten sam wątek. W takim razie jeśli komuś nie chce się zaglądać do Powieści… to ma u mnie streszczenie ;)

www.facebook.com/mika.modrzynska

kam_mod, nie ma nic bardziej wkurzającego, niż gdy ktoś ukradnie treść twojego komentarza i opublikuje ją pierwszy ^ ^.

Ze swojej strony sugerowałbym jeszcze, żeby nie traktować chrześcijaństwa rzymskiego i prawosławnego jako dwóch religii, ale jako dwa wyznania w obrębie jednej religii : ). Takie terminologiczne niuanse. W praktyce bywało, że jedni drugich szczerze nienawidzili, ale dziś żyjemy w sympatyczniejszych czasach (przynajmniej dla Polaków) i warto szukać wspólnych mianowników religijno-kulturowych.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Alex,

Uściski i pozdrowienia. Cieszę się bardzo, że lektura była przyjemna i wielgachne dzięki za przyklepanie biblioteki. Serdeczności.

 

Banshee,

Bardzo dziękuję za lekturę, życzliwą ocenę, deklarację (mam nadzieje, że kiedyś znajdę czas, by opowiadanie rozbudować), a także za znalezienie literówek (złośliwe małpy potrafią naprawdę nieźle się maskować;)

 

Belhaju,

Dzięki za przeczytanie i pozostawienie opinii. Cieszę się, że ocena jest generalnie na plus i przyznaję Ci rację, że opowiadanie w wersji rozbudowanej byłoby lepszym rozwiązaniem, ale w 40 tys. to bym się na pewno nie zmieścił:/

 

Nevazie, kam_mod,

Bardzo mnie zaskoczyliście. Widać, jakie braki mam z historii:( Ich uzupełnienie jest olbrzymią wartością dodaną publikacji opka:) Wielkie dzięki za odwiedziny i pozostawienie opinii.

 

kam_mod,

Co do rzucania faktami może i masz rację. Ze sceną z Jagodą i wiszącym, wdam się jednak w polemikę. Nie jestem co prawda specem od kryminologii i procedur śledczych, ale kilka sezonów CSI się oglądało;) i wiem, że policjanci tak sobie macać zwłok nie mogą. I nic takiego pewnie by się nie stało, gdyby Młoda aspirantka nie zadziałała impulsywnie. Zobacz jaka jest sekwencja.

Strażnicy widzą (choć czytelnikowi celowo oszczędza się tej wiedzy na początku) ukrzyżowanego, ustylizowanego na Chrystusa (korona cierniowa, przebity bok i okaleczone członki), który nie wykazuje oznak życia. Młoda widzi pierwszy raz tak bezsensownie okaleczonego człowieka. Potem prowadzi dedukcję i nagle do niej dociera, że skoro krew nadal kapie, to może ofiara nie jest martwa. Dostaje pozwolenie przełożonego na sprawdzenie pulsu i to, nawet współcześnie, nie byłoby chyba pogwałceniem procedur. Potem jednak wszystko wymknęło się spod kontroli.

Z resztą wątków nie wchodzę w polemikę, bo w gruncie rzeczy masz rację:)

I nie. Nie krytykowałaś zbyt mocno, bo trafiłaś na autora, który wie czemu służą takie uwagi. Prawie zawsze można z nich wyciągnąć ciekawe wnioski. A że większość z nas się tutaj uczy, wypada ładnie podziękować, że znalazłaś czas na wnikliwą lekturę i spisanie przemyśleń. Ukłony.

 

Aha, Piotrze,

Przemysł występuję w tekście 20 razy. Rozumiem, że chciałeś mi zwrócić uwagę na dyskryminację;)

A tak na poważnie. Jest dwójka bohaterów, a cała akcja dotyczy w zasadzie ich dwojga; nie sposób uniknąć powtórzeń imion. Jagoda była „aspirantką”, „dziewczyną”, „podwładną”. Starałem się, by określenia te oraz imiona bohaterów nie pojawiały się zbyt często w bliskim sąsiedztwie. Wydaje mi się, że dla płynności czytania to było wystarczające.

 

 

Serdeczne pozdrowienia dla Wszystkich.

empatia

który nie wykazuje oznak życia. Młoda widzi pierwszy raz tak bezsensownie okaleczonego człowieka. Potem prowadzi dedukcję i nagle do niej dociera, że skoro krew nadal kapie, to może ofiara nie jest martwa. Dostaje pozwolenie przełożonego na sprawdzenie pulsu i to, nawet współcześnie, nie byłoby chyba pogwałceniem procedur.

Przemysł i Jagoda mają taki sam widok na ofiarę, tak?

Rozumiem, że chcesz pokazać, że Jagoda jest nowicjuszem, ale uważam, że Przemysł jako doświadczony policjant powinien zauważyć, że z ofiary nadal leci krew i zareagować – duża utrata krwi chyba dość często łączy się z utratą przytomności. Może warto by było spytać lekarza/policjanta o takie sprawy.

I dzięki za miłe słowa ;)

www.facebook.com/mika.modrzynska

Witaj ponownie:)

Przemysł i Jagoda mają taki sam widok na ofiarę, tak?

No właśnie nie:) Przemysł nie widział tego wszystkiego, co młoda. Stał na progu Sali i próbował sobie wyrobić szeroki ogląd sytuacji. Jagoda była na miejscu zbrodni dużo wcześniej (co prawda czytelnik z początku nie wie o tym ze względu na zaburzenie czasowe narracji) i po pojawieniu się szefa zdaje mu relacje ze swoich spostrzeżeń.

Zwróć też uwagę, że w ostatniej części Przemysł ma wyrzuty sumienia, że popełnił błąd nie zachowując należytej czujności i pozwalając młodej na zbyt wiele. Będę się upierał:), że z tym akurat jest ok.

Co do policjanta/lekarza, niestety nie mam takich kontaktów:( No chyba, że już mam:D

Pozdrawiam serdecznie.

empatia

Ok, teraz rozumiem. Pozdrawiam :)

www.facebook.com/mika.modrzynska

“stan ciała w trakcje medytacji“ – literówka, w trakcie

 

“Przeguby dłoni osadził mocno w ziemi“ – W ziemi? Czy to oznacza, że znalazły się poniżej poziomu gruntu?

 

“by stawić czoła nowemu dniu“ – Celownik – komu? czemu? – dniowi.

 

“podać się prowadzącemu basiorowi…“ – chyba literówka, poddać?

 

“Niestety, pogańskie religie wciąż znajdują wyznawców.“ – Zastanowiło mnie to zdanie. Jeśli w przedstawionej przez Ciebie rzeczywistości w ogóle nie ma wiodącej religii, o sprawach duchowych się nie mówi itp., to kto to właściwie jest “poganin”? Jeśli społeczeństwo nie jest chrześcijańskie, a kompletnie laickie, to czy ktokolwiek nazywałby kogokolwiek innowiercą, poganinem? Wątpię.

 

Byłam, przeczytałam. Jako jury się co do całości nie wypowiadam. Wydaje mi się jednak, że limit narzucony na konkurs (w sensie na konkurs “gdyby chrzest się nie odbył”) niestety sprawił, że nie miałeś dość miejsca, by przekazać całość swojej wizji. Coś tu siedzi, owszem, ale zostało ukryte i miejscami potraktowane pobieżnie. Niemniej wydaje się intrygujące ;)

 

Pozdrawiam.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Widzę że  godna konkurencja w konkursie.

"Miecz przeznaczenia ma dwa ostrza. Jednym jesteś ty." (A. Sapkowski)

Jose,

Tak w telegraficznym skrócie, bo padam na twarz:(

Za literówki serdeczne podziękowania, poprawiam.

“Przeguby dłoni osadził mocno w ziemi“ – W ziemi? Czy to oznacza, że znalazły się poniżej poziomu gruntu?

Przemysł mocno docisnął dłonie i tak, minimalnie bo minimalnie, przeguby znalazły się poniżej poziomu ziemi, niżej od palców, które swobodnie spoczywały wplecione w trawę.

Z “pogaństwem” sprawa ma się tak, że w definicję z alternatywnego świata łapią się religie obecnie wiodące:) Ale Tobie pewnie chodzi o to, że Rzeczpospolita jest rzekomo przedstawiono jako ateistyczna. No nie. Napisałem, że jest poprawność polityczna (zupełnie jak teraz:) ale kult Matki Ziemi jednak obowiązuje. Tylko tak to jest z procesem laicyzacji społeczeństwa (znów analogia do naszego świata), że po czasie młode pokolenie, coraz bardziej oddala się od korzeni i religia przechodzi stopniowo w mit i wiara traci swą siłę. Nie zmienia to faktu, że swego rodzaju religia jest, ale ze względu na ludzi “wiary pogańskiej”, jak Chrześcijaństwo:) i poprawność polityczną / pragmatyzm – o religiach w moim świcie się nie dyskutuje. Ale ktoś taki jak Przemysł, który studiował religioznawstwo i ma bogatą praktykę jako Strażnik, może sobie religie systematyzować, na te z rodziny słowiańskiej i te obce (pogańskie).

Za opinię w zakresie przekazania wizji, bardzo dziękuję i doceniam. W gruncie rzeczy, właśnie o taką ogólną ocenę mi chodziło. Jeśli temat wydał Ci się intrygujący, mam już swoją nagrodę – kolejną:); każda opinia zwiększa szansę, że jak kiedyś znajdę więcej czasu, wezmę się za rozbudowę właśnie tego opowiadania. Co do konkursu, wiem że opowiadanie nie powalczy. Mój niecny plan, przyznam się szczerze, opiera się na możliwości wykorzystania znaczka konkursowego do skłonienia większej liczby czytelników do lektury.

 

Wiktorze,

„Konkurencję” to Ty, mój drogi, zobaczysz we wrześniu. Niemniej, odbierając Twój komentarz, jako potwierdzenie, że lektura była satysfakcjonujące, dziękuję za wpis i miłe słowa.

 

 

Pozdrawiam Was bardzo serdecznie.

empatia

Rozbudować na pewno nie zaszkodzi. A co do powalczania to cóż, nigdy nie wiesz, co będzie, nie? ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Spodobało się, nawet bardzo. Ciekawie zarysowana alternatywna historia Europy, postacie troszkę zbyt archetypiczne jak dla mnie (doświadczony śledczy i młoda, niemal śliniąca się do niego aspirantka), ale nie papierowe. Szkoda, że takie krótkie – miałem poczucie, że historia urwała się zanim na dobre się zaczęła. Wręcz wymaga rozbudowania, bo zapowiada się na kawał dobrej literatury.

"Nie wierz we wszystko, co myślisz."

Czytało się przyjemnie, ale jakośtak naciągane mi się to wszystko wydaje. Decyzja jednego pomniejszego księcia europejskiego miałaby aż tak zmienić losy świata? W twoim opowiadaniu to nie chrzest jest najważniejszy,  a powstanie “Zjednoczonego Królestwa”.  Dlaczego Zjednoczone Królestwo powstało? Czy to jest to sławne Imperium Lechitów, na które ostatnimi czasy tak chętnie powołują się pewne środowiska? ;) Co oznacza sformułowanie wszystkich słowian? Czy aż tak nie lubiło Chrześcijan (Królestwo), że tamci musieli zostać wyniszczeni, czy może był inny powód? To są ciekawe pytania, na które nie znalazłem odpowiedzi w tekście, a chętnie bym znalazł.

Poza tym religia w mojej opini nie pasuje do związków przyczynowo skutkowych i wydaje mi się sztucznie powstałym tematem. Co więcej ta “moc”, jakaś taka okropnie kiczowata. Z góry przepraszam jeśli te sprawy zostały już poruszone, ale ilość i obszerność komentarzy skutecznie mnie powstrzymały przed ich dogłębną analizą. ;)

Wolność.

Zacny pomysł. I nie mam rzadnych ale względem wyboru Twojej alternatywy, bo jest mimo, że częściowo magiczna. Może trochę za dużo było wyjaśniania, ale podobało mi się. :)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Oj! Ale bredzicie Mieszko zjednoczył plemiona słowiańskie tak jak Uniaa państwa środkowej i wszchodniej europy. To się nazywa postęp. Nie ma już ducha świętego, są za to sterowane odgórnie zjawiska masowej wyobraźni. Nie ma zabobonów, to co było uznawane do tej pory za zjawiska nadnaturalne, okazało się zwykłą techniką wspomaganą przez kamery i programy do identyfikacji emocji ludzkich na podstawie mowy niewerbalnej, która to na bardziej zacofanych terenach jest uznawana za temat tabu.

Gnoomie,

Bardzo mi miło. „Kawał literatury” to niebywałe wyzwanie:) Dziękuję i postaram się za jakiś czas sprostać oczekiwaniom.

 

Mistrzu,

Jeśli chodzi o dalszą historię i wyjaśnienie części Twoich wątpliwości, nie będę się zdradzał:) Niemniej masz słuszność, że tła historycznego poskąpiłem. Jest to oczywista wada krótkiego opowiadania; postawiłem jednak na dynamikę i pozostawienie jakiegoś bliżej niedookreślonego wrażenia po lekturze – „a co jeśli…?”

Dobra krytyka nie jest zła:) Nie jesteś pierwszą osobą, która uważa, że „moc” jest od czapy;) W sumie głosy „na nie” również mają dla mnie znaczenie, przy wyborze dalszej drogi. Tak więc bardzo dziękuję za opinię.

W kwestii „mocy” pokuszę się jednak o wyjaśnienie, bo również wahałem się, co do tego rozwiązania. Przecież żadne fakty historyczne nie wskazują na to, że w przeszłości ludzie, żyjący w zgodzie z naturą mogli czerpać z niej dodatkową siłę, by wzmocnić ukryte zdolności. Wiemy tylko, że przodkowie czcili jakieś bożki i byli barbarzyńcami, o których nie było warto się rozpisywać w kronikach. O paleniu czarownic i tępieniu zacofanych pogan w ogóle lepiej nie pisać lub jeśli, to tylko pod kątem oczyszczenia świata z plugastwa.

Nie próbuję udowadniać, że celowo zatajano umiejętności naszych przodków, ale pokazać, że jest jakaś przestrzeń dla fantastycznej teorii, że być może w wyniku chrystianizacji, zyskaliśmy sojuszników i ich regularne wojsko, ale być może straciliśmy coś więcej niż tylko posągi Światowida i całą rzeszę słowiańskich demonów.

 

Morgiano,

Bardzo mi miło. Że wreszcie przeczytałaś;) i że lektura była satysfakcjonująca. Serdeczności.

 

Burku,

Dziękuję za komentarz, ale przyznam szczerze, nie mam pomysłu, co Ci odpisać:(

 

 

Pozdrowienia dla Wszystkich.

empatia

Nowa Fantastyka