- Opowiadanie: belhaj - Hycle

Hycle

Tekst ukazał się w czerwcowym numerze Szortala na wynos z ilustracją autorstwa Katarzyny Gołcz.

http://szortal.com/node/10191

Mam nadzieję że się spodoba. Będę wdzięczny za każdą opinię i komentarz :)

Edit: Zapomniało mi się bo trochę czasu już minęło. Dziękuję bemik za jak zawsze użyteczną betę.

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Hycle

 

– Zbierajcie się – powiedziała Albinson, wchodząc do pomieszczenia. – Dostałam zgłoszenie o sforze bezpańskich w okolicach starej dzielnicy przemysłowej.

Mężczyźni, do tej pory wygodnie siedzący na kanapach, leniwie ruszyli się z miejsc. De Giralomo zgarnął ze stołu holokarty, nawet nie starając się ukryć ich przed wzrokiem przełożonej.

– Dużo ich? – spytał Hedlund.

– Nie mam dokładnych informacji. W razie czego weźcie ze sobą ostrą amunicję. Wolałabym nie zabijać, ale jeśli sytuacja was do tego zmusi, przymknę oko.

– Tak jest, szefowo.

– I uważajcie na siebie. Stężenie smogu wynosi ponad osiemdziesiąt procent, jest słaba widoczność. Nie chcę, żeby któremuś coś się stało. Zwłaszcza tobie, Zoet. – Albinson spojrzała na najmłodszego z mężczyzn.

– Nic mu nie będzie. – Hedlund zaśmiał się tubalnie. – No, chłopcy, zapowiada się ciekawy wieczór.

 

***

 

Mężczyźni zeszli na parter. Założyli kombinezony, maski, sprawdzili broń. Następnie załadowali się do h-trucka. Olbrzymia, wielokołowa ciężarówka z chrzęstem wytoczyła się z garażu.

Albinson miała rację, widoczność na zewnątrz była kiepska. Światło reflektorów i ledowych halogenów ledwo przebijało się przez gęstą zasłonę smogu. Powoli jechali przez uśpione miasto. Na ulicach nie było żywej duszy. Wszyscy mieszkańcy siedzieli skryci w megawieżach. Gigantyczne bloki-molochy były samowystarczalne. W każdym znajdowały się segmenty mieszkalne, biura, szklarnie, kluby, hotele, restauracje. Kiedy przebywanie na powierzchni bez maski groziło rakiem, astmą albo wypluciem płuc po kilku miesiącach, ludzie znaleźli sposób na przetrwanie. Całe życie skupiało się w megawieżach, a każda z nich stanowiła jakby osobną dzielnicę. Na ulice zapuszczały się jedynie ekipy sprzątające oraz robotnicy przemieszczający się do farm, hut, fabryk i kopalń znajdujących się poza miastem. Czasami pojawiały się też sfory bezpańskich.

W rejon starej dzielnicy przemysłowej dotarli po kilkudziesięciu minutach jazdy. Zza szyb straszyły ledwo widoczne w smogu kominy, ruiny zakładów przemysłowych i manufaktur. Zaparkowali przy placu na skraju opuszczonej fabryki stali.

– De Giralomo, wypuść drony. Musimy namierzyć bezpańskie – powiedział Hedlund.

– Się robi. – Mężczyzna uruchomił ekran sterowania. W dachu h-trucka uchylił się właz, przez który wyleciały dwa miniaturowe pojazdy zwiadowcze. Uniosły się nad terenem dzielnicy i rozpoczęły sondowanie.

Na ekranie zabłysło kilka jaskrawoczerwonych punktów. Drony, aby przebić się przez smog, musiały obserwować okolicę w podczerwieni.

– Są – ucieszył się de Giralomo. – Trzysta metrów na wschód od naszej pozycji, a druga grupa na południowym-zachodzie.

– Szykować się – zakomenderował Hedlund. – Brayford i Zoet na wschód, a ty idziesz ze mną.

De Giralomo wyłączył ekran, wziął broń i jeszcze raz sprawdził szczelność maski. Kiwnął głową na znak gotowości.

– Ruszamy!

 

***

 

– Zbliżamy się. – W słuchawkach Hedlunda rozległ się lekko zniekształcony głos Brayforda. – Przełączam na noktowizję. Cele w zasięgu strzału.

– Zaczynajcie.

W oddali rozbrzmiało kilka stłumionych wystrzałów. Jeden z bezpańskich zaskowyczał, inny zawył bezsilnie.

– Dwa cele trafione. Potwierdzam uśpienie.

– Dobrze. Kontynuujcie.

– Brayford z lewej…

– Strzelaj…

– Kurwa… zbliża się…

– Zoet!

– Aaaaa…

– Przełączam się na ostrą amunicję.

– De Giralomo, zajmij się tą grupką. Ja biegnę do nich.

Rozbrzmiały dwie krótkie serie. O wiele głośniejsze niż te z pocisków usypiających. W słuchawkach słychać było przerażony głos Zoeta:

– Kurwa, poharatał mnie! Ja pierdolę… to ugryzienie… czy pazury?!

– Trafiłem go. Leży…

– Kurwa, jak boli…

Hedlund podbiegł do mężczyzn. Zoet leżał na ziemi, trzymając się za ramię. Kombinezon miał rozdarty, z rany sączyła się krew.

– Co się stało? Mieliście uważać!

– Wyskoczył zza winkla. Nie widziałem go… – łamiącym się głosem tłumaczył chłopak. Zaczął wstawać, był roztrzęsiony, ledwo mógł się utrzymać na nogach.

– Wracaj do h-trucka. Trzeba opatrzyć ranę. Mogło wdać się zakażenie. Wścieklizna albo inne cholerstwo. Kto wie, co oni w sobie noszą. Ścierwa.

– Dopadłem jeszcze dwóch. – W słuchawce usłyszeli głos de Giralomo.

– W porządku. Ładować uśpionych do ciężarówki i spadamy stąd.

Podszedł do trupa bezpańskiego i przyjrzał mu się krytycznie.

– Jak myślisz, Brayford, czemu oni to robią?

– Nie wiem. Może nie podoba im się życie w megawieżach.

Wciąż otwarte oczy leżącego w stale powiększającej się kałuży krwi martwego człowieka wpatrywały się w stojących nad nim hycli.

 

Koniec

Komentarze

Czytałam wcześniej i podobało mi się. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Ja nie czytałem. Ale przeczytałem.

O rety. Tyle.

Bemik dzięki za bibliotekę, miło że tekst się podobał :)

Shadook_a fajnie że przeczytałeś. Tyle :)

Edit: Bemik zapomniałem że betowałaś tego szorta. Dodałem podziękowania w przedmowie :)

Źle ogarniasz problem Belhaj.

Jest tak – przyjęte u praktykujących – żaden piszący nie powinien wypowiadać się na temat pisanego innego pisaciela. Może napisać “nie czytało się” lub “czytało”. Reszta to tabu etyczne.

Powód – każdy pisaciel uważa, że jest najlepszy pod słoneczkiem i księżycem. A pisząc, że inny pisze nie po jego pisani, albo zazdrości poprzedniemu, albo ma robaki.

Dlatego wystąpiło u mnie słowo “tyle”.

Poniał? To stukaj ile się tylko da.

Hej.

Moim zdaniem to: Czasami pojawiały się też sfory bezpańskich. psuje efekt. Za wcześnie zdradza charakter bezpańskich. 

Wszyscy mieszkańcy siedzieli skryci w megawieżach. Gigantyczne bloki-molochy były samowystarczalne.(…)

Całe życie skupiało się w megawieżach, a każda z nich stanowiła jakby osobną dzielnicę.

Dla mnie jest to powtórzenie dwa razy tego samego nieco innymi słowami. Już pomijam to, że tak charakterystyczne słowo megawieża powtarza się w odległości dwóch czy trzech zdań. 

 

A poza tym… Nie wiem. Odnoszę wrażenie, że czytywałam lepsze Twoje teksty. Lepsze w sensie mocniejsze, bardziej poruszające wyobraźnię. Przynajmniej moją. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Podobało mi się :)

Znam tylko pięć liter ;)

Śniąca, nie chciałem żeby prawdziwa tożsamość bezpańskich została tak szybko ujawniona. Szkoda, że akurat szort nie poruszył Twojej wyobraźni, no ale następnym razem postaram się bardziej :)

Anet dzięki za przeczytanie :)

Belhaju, tym razem nie podeszło, bo za skromnie. Ale gratuluję publikacji i całkiem fajnej ilustracji.

Megawieże kojarzą mi się z tymi w powieści FUTU.RE.

Futu.Re nie czytałem, częściową inspiracją był film Dredd z 2012 roku.

Blackburnie za skromnie czyli zbyt krótka opowieść?

A ilustracja też mi się bardzo podoba, dlatego też za zgodą autorki ją nad tekstem umieściłem.

SPOILER!

.

.

.

.

Hmm… Mamy hycli, ale nie wiadomo kim są. Czy to najemnicy, oddział policji, straży, służb weterynaryjnych…? Potem mamy naszkicowany świat – okej. Dalej scenę łapania i zastrzelenia bezpańskiego – kim do diabła są bezpańscy? No i przydałyby się jakieś opisy emocji podczas walki, jakiś zarys wyglądu bezpańskiego, opis starcia hycla z bezpańskim. 

To tak co chciałbym przeczytać, ale to tylko moje życzenia. ;)

 

W dachu h-trucka uchylił się właz, przez który wyleciały dwa miniaturowe pojazdy zwiadowcze. – Określenie pojazdy wydaje się prawidłowe, ale, to mój gust, nie pasuje mi to, że wyleciały pojazdy. Może lepiej byłoby drony albo po prostu sondy, czy szperacze. No nie wiem…

Drony byłoby powtórzeniem, dlatego użyłem słowa pojazdy. No świat ma jakiś potencjał, chociaż nie chciałem tekstu nadmiernie rozbudowywać (pisany był z myślą o Szortalu oraz jako ćwiczenie warsztatowo-fabularne).

Czytałem już ten tekst wcześniej – został opublikowany w “Szortalu na Wynos”, chyba wydaniu specjalnym,  skąd też pochodzi ciekawa ilustracja. 

Sprawnie napisane opowiadanie,  z zaskakującą puentą. Ciekawy pomysł przedstawiony tak, że trudno dociec, o co tak naprawdę idzie. Pierwsze tropy okazują się mylne… Finał logiczny, i duża w tym zasługa autora, że bardzo dobrze i przekonywająco przedstawił świat przyszłości. 

Zastanowię  się  nad nominowaniem tekstu do “piórka”, jednak do biblioteki opowiadanie belhaja na pewno winno trafić. 

Pozdrówka.

Dzięki za pozytywną opinię i kliknięcie biblioteki Rogerze, cieszę się że zaskoczyło i tekst się podobał :)

Na piórko to chyba ten szorciak za lichy… no ale jak uważasz :)

Belhaju, oczywiście, świat ma potencjał, dla mnie jednak za krótka forma na przedstawiony pomysł. Wart rozwinięcia.

Kiedyś pewnie do nie go wrócę, ale w głowie sporo innych pomysłów, więc świat Hycli będzie musiał trochę poczekać :)

Gryzło mnie to przez pół dnia – dlaczego odebrałam Hycli tak słabo. I doszłam do tego. Brak mi tu jakiegoś ładunku emocjonalnego. Wszystko opisane jest wyjątkowo beznamiętnie i sucho. W Skrzyżowaniu więcej emocji wyczuwałam.

To oczywiście mój odbiór i moje zdanie.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Mam wrażenie, Belhaju, że potraktowałeś sprawę bardzo pobieżnie, by nie powiedzieć, po łebkach. Coś zasygnalizowałeś, coś opisałeś, ale prawdę powiedziawszy, nie bardzo wiem, o czym jest Twój Hycel.

I jeszcze zastanawiam się – czy, skoro hycle odławiali bezpańskich, to znaczy, że mieszkający w megawieżach należeli do kogoś?

 

Za­par­ko­wa­li przy placu na skra­ju opusz­czo­nej fa­bry­ki stali.Skraj kojarzy mi się raczej z granicą/ kresem jakiejś powierzchni czy terenu. Mogę stanąć na skraju pola, lasu czy łąki, ale nie umiałabym stanąć na skraju fabryki.

Proponuję: Zaparkowali na skraju placu, przy opuszczonej fabryce stali.

 

a druga grupa na po­łu­dnio­wym-za­cho­dzie. – …a druga grupa na po­łu­dnio­wym za­cho­dzie.

 

Cele w za­się­gu strza­łu.

– Za­czy­naj­cie.

W od­da­li roz­brzmia­ło kilka stłu­mio­nych wy­strza­łów. – Powtórzenie.

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Niestety, dla mnie bardzo przewidywalne. Po pierwszej wypowiedzi szefowej zaczęłam podejrzewać, o co chodzi z bezpańskimi. Konsekwentny brak rzeczownika później tylko to potwierdzał.

Stężenie smogu wynosi ponad osiemdziesiąt procent,

Tam cokolwiek żyło? Nie mówię, że ludzie bez kombinezonów, ale roślinki, karaluchy, szczury?

Babska logika rządzi!

Sniaca mało emocji bo to miniatura :) reg, Finklo dzięki za przeczytanie :)

Nie przekonasz mnie :) Miniatura też może być przepełniona emocjami. Rozwiń, jak napisał Blackburn, nie wspominaj o świecie skrótowo, ale przedstaw go pełnowymiarowo, dodaj konkretniejszą fabułę, a przeczytam z zainteresowaniem. Bo zapowiedź mnie zaciekawiła. 

I zdradzę Ci jeszcze jedną rzecz, na potwierdzenie, że jest duży potencjał – jednak moja wyobraźnia zapracowała, ale trochę inaczej niż teoretycznie powinna. Zaczęłam sama wyobrażać sobie ten świat i co mogłoby się w nim wydarzyć. Ale spoko, uniwersum podkradać Ci nie będę :) 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Uniwersum możemy rozwijać w kooperacji :) ha przebijemy nawet Metro… Albo jeszcze nie wytrzezwialem po piątku :)

Nie zaskpczyło, ale czytałam z przyjemnością, więc – klep.

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Dzięki Alex :) cieszę się że przeczytalas z przyjemnością.

Cześć.

Przeczytałem. Kilka sekund pomyślałem i już wiem, dlaczego tak je odebrałem.

Czy jedyną rzeczą, która miała zdumieć, było to, że po jakimś świecie biegają ludzie, a inni na nich polują? A efekt ten zamierzałeś wywrzeć poprzez “zmylenie” czytelnika “bezpańskimi”?

 

Fajnie i poprawnie napisane, nieznacznie przeszkadzała mi sztuczność dialogów, ale fabuła… Jakiś świat, z jakiegoś powodu porobione getta dla grup ludzi, zaś innych powołano do polowania na tych pierwszych. Dobra, widziałem to ze dwadzieścia razy. Zaś efekt “łał” miał zostać osiągnięty poprzez CELOWE mylenie czytelnika przez prawie cały tekst.

Prócz tego, jak to wyszło, to nie lubię takich rozwiązań. Wygląda to jak tworzenie czegoś na złość czytelnikowi. Działanie zmierzające do jego ogłupienia, a nie wciągnięcia, zaciekawienia.

Uwielbiam twórczość Panów Lema i Forsytha. Szanują inteligencję czytelnika. Jeżeli coś wydaje ci się oczywiste, to im także. I prawie od razu się z tym rozprawiają.

Tu było odwrotnie.

Gdy wymyślę sygnaturkę, to się tu pojawi.

Czytałam jeszcze w Szortalu :)

Tylko nie "Tęcza"!

Dzięki Tenszo za kliknięcie biblioteki :) Miło że szort się spodobał :)

Nie jestem pewna, czy martwe oczy mogą się w kogokolwiek wpatrywać. Ale to jedyna uwaga. Tekst czyta się szybko, nie widzę potknięć. Pomysł, podobnie jak poprzedni komentujący, uważam za rzecz do rozwinięcia i naładowania większa dozą emocji – zrobiłeś tu trochę tak, jak ja mam w zwyczaju: maznąłeś niezłym motywem i uciekłeś ;)

"Ateny są jak ospały koń, a ja jak giez, który próbuje go ożywić". Sokrates

Coraz częściej wychodzi na to że każdy pomysł na szorta domaga się rozwinięcia. Chyba pora na dłuższe opowiadania…

Enazet dzięki za przeczytanie. Mam nadzieję że mimo, że temat potraktowany pobieżnie tekst czytało ci się przyjemnie :)

Wszedłem, bo patrzę, że są cztery głosy i przydałby się może piąty. Przeczytałem więc i… chyba jednak będziesz musiał poczekać jeszcze na ten ostatni klep.

Prawdę mówiąc, zidentyfikowałem bezpańskich (nazwa mi się bardzo nie podoba, bo zastępuje o wiele bardziej adekwatnych “bezdomnych” tylko po to, żeby tekst na końcu miał twist) już przy pierwszym podejściu, przy drugim – “nie zabijajcie” – nabrałem pewności, że mam rację (więc twist nieudany), a potem już tylko się irytowałem, bo nadużywałeś tego zwrotu tak perfidnie, że aż raziło.

Los Zoeata też był oczywisty już od chwili, kiedy zwróciłeś na niego uwagę czytelnika. Miałem nadzieję, że jakoś wybrniesz z tej pułapki, w którą się zapędziłeś, ale niestety… Jedyny plus za to, że w sumie gnojka nie zabiłeś, bo to niewielki, ale zawsze, odchył od sztamponormy.

Na koniec jeszcze takie spostrzeżenie, że megawieżowce wcale nie były samowystarczalne, skoro nie produkowano w nich żywności, energii i innych takich. No i generalnie nie kupuję świata, w którym ludzie dobrowolnie zamykają się w pewnego rodzaju wiezieniu. Rozumiałbym, gdyby to były jednostki, może jakaś większa grupa, ale cała, licząca od tysięcy do być może nawet milionów członków społeczność? Gdyby zrobić coś takiego w dzisiejszych czasach, pięć szóstych ludzkości by zwyczajnie dostała pierdzielnika. Siła przyzwyczajenia, wychowanie w takiej a nie innej rzeczywistości i tak dalej na pewno swoje zrobiły, ale mimo wszystko wydaje mi się, że bezpańskich i tak jest o wiele, wiele za mało. To powinna być plaga, z którą walczy się wszystkimi siłami i bez wytchnienia. Choć tutaj, to już jednak takie bardziej moje czepialstwo, pewnie nie ma czym się przejmować.

Nie pojmuję też, co oni komu przeszkadzali, że trzeba było ich usuwać z ulicy? Rozumiem agresję wobec hycli, bo to zbiry systemu nastające na ich wolność, ale po co toczyć z nimi walkę o i tak przecież opustoszałe ulice, na których pewnie nie pożyją długo, bo się poduszą? W imię jakiegoś źle pojętego humanitaryzmu? Brak jakiegokolwiek, szczególnie logicznego, uzasadnienia tej kwestii.

Ergo, klepnąć nie klepnę. Ale może i tak Ci się przysłużę, ścierając z opowiadania powoli osiadający już kurz zapomnienia i ktoś inny Wbibliotekęmocny, a mniej ode mnie upierdliwy, zechce się nad nim pochylić, wiedziony tym samym co i ja altruizmem.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Gdyby zrobić coś takiego w dzisiejszych czasach, pięć szóstych ludzkości by zwyczajnie dostała pierdzielnika. Siła przyzwyczajenia, wychowanie w takiej a nie innej rzeczywistości i tak dalej na pewno swoje zrobiły,

A gdzie tam. Jak się stłoczy zbyt wiele zwierząt na niewielkiej przestrzeni, to (jeśli dobrze kojarzę) agresja rośnie aż się zwierzątka przerzedzą i nie ma bata. Ludzie mogliby walczyć chemią…

Babska logika rządzi!

Tys prowda…

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Cieniu dzięki za wyczerpującą opinię, prawie tak długa jak sam tekst :)

Co do bezpańskich to niestety zaskoczenie co do ich tożsamości, niestety, nie do końca mi wyszło. Co do ich nazwy, to skoro osoby wyłapujące nazywam hyclami postanowiłem zostać w takim nazewnictwie. 

A jeśli chodzi o megawieże to masz rację, że nie są samowystarczalne, mój błąd. A jeśli chodzi o zamknięcie w nich społeczeństwa, to w fantastyce pełno takich wizji, w którym społeczeństwo z różnych powodów jest izolowane. Nie rozwijałem tego świata, ani nie myślałem nad jego złożonością z powodu, że tekst pisany był z myślą o Szortalu. Limit pięciu tysięcy znaków, nie dawał wielkiego pola manewru co do światotwórstwa.

Szkoda, że nie podeszło, ale dziękuję za przeczytanie :)

Edit: A co do klepnięcia Biblioteki to mam nadzieję, że znajdzie się ktoś i się wreszcie zlituje :P

I doczekałeś się kolejnej biblioteki ;)

Ha… no jakoś się szort doczłapał :)

Edit: A jak ci się podobał tekst Sirinie?

Nie podeszło, mam jak Śniąca i kilku innych komentatorów, jakoś tak za sucho, bez emocji. Choć warsztatowo poprawnie.

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Szkoda że nie podeszlo fleur. Mam nadzieję że kolejne teksty ci się spodobają. Dzięki za przeczytanie :)

Ilustracja na plus.

Fajny zamysł, który moim zdaniem mógł zostać szerzej wykorzystany, bo nie ukrywam, że tekst wydał mi się za krótki, jakby stanowił fragment większej całości. 

Dzięki domku za przeczytanie. Może kiedyś szort i świat w nim zarysowany doczeka się kontynuacji :)

Jakiego rodzaju zakład miałeś na myśli, pisząc o manufakturze? Trochę mi to słowo nie pasowało do czasu i klimatu miejsca akcji, ale może coś źle odczytałem.

 

Nie znam się, ale chyba czasem lubię się wymądrzać. Nie zgadzam się z Autorem i z Blackburnem, że drony to pojazdy – ściślej rzecz biorąc, bazując na słownikowych definicjach, nie wszystkie drony, to pojazdy, jak też z całą pewnością nie wszystkie pojazdy to drony. Uważam, że latający dron zwiadowczy, to urządzenie, ale nie pojazd, ponieważ niczego ani nikogo nie transportuje. Co wy na to :D ?

 

Sam tekst czytało się przyjemnie, myślę, że zasłużenie trafił do biblioteki. Nie byłem zbyt zaskoczony końcówką, ale ostatnia kwestia dialogowa mi się spodobała. Inspirująca w swojej prostocie.

 

ed.:

Temat dronów jest na czasie. Po przemyśleniu mojej pierwszej wypowiedzi, przyjmując, że drony to obiekty latające, raczej odżegnuję się od nazwania jakiegokolwiek drona pojazdem. Fakt poruszania się w powietrzu jest tu chyba równie istotny przy nazewnictwie, co okoliczność transportowania czegoś/kogoś. Btw, niedawno zastanawiałem się jak określić żyrandol w charakterze środka transportu – obiekt dość powszechny w tawernianych mordobiciach ;).

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Nevaz dzięki za przeczytanie, fajnie, że szort się podobał :)

Pisząc o manufakturze miałem na myśli synonim fabryki, mający wzbogacać opis świata.

A może dron to pojazd latający? :D

Nevazie, to dobrze że się nie zgadzasz, bo stanie w konstruktywnej opozycji, napędza ciekawą dyskusję. Muszę jednak stwierdzić, że się nie zgadzam i zgadzam, czyli sam niewiem. ;)

Przyznasz że stwierdzenie "nie wszystkie" może sugerować to, że też istnieją drony będące pojazdami i pojazdy będące dronami, ale jednocześnie słuszne są Twoje argumenty. Ot przypadek. ;D

Hmm… cóż to ja miałem na myśli… No ogólnie, że mi słowo “pojazd” nie pasuje, mimo że może być autonomiczny.

Ciao. :)

Blackburn – może nie cała nauka z wydziału prawa poszła w las ;))

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Ciekawy setup, z dużym potencjałem, ale moim zdaniem trochę za krótkie. Trochę ekspozycji na temat kim są hycle i dlaczego bezpańskich nazywa się akurat w ten sposób faktycznie by się przydało. Mimo to czytało się bardzo przyjemnie. Jako "ćwiczenie warsztatu" – bardzo dobre, jako stand-alone opowiadanie takie sobie.

"Nie wierz we wszystko, co myślisz."

Gnoomie dzięki za przeczytanie i opinię. Cieszę się, że czytało się przyjemnie, o to chodziło :)

 

W krótkim wstępie przedstawiłeś postaci na zasadzie funkcji i płci, plus szczegół "Zoet to ten najmłodszy, na którego trzeba mieć oko podczas akcji”. Dla mnie to za dużo jak na pierwszy blok tekstu: cztery nowe nazwiska, holokarty, bezpańscy i smog.

Postaci wprowadzałbym stopniowo, dla każdej rezerwując jakiś charakterystyczny szczegół.

 

Dalej czytając Twój tekst czułem się, jakbym oglądał kolejną misję albo etap jakiejś gry, klimatycznej strzelanki.

Efekt końcowy osiągnąłeś, przynajmniej u mnie, czyli pełne zaskoczenie.

Bardzo zręcznie wprowadziłeś mnie w błąd gratuluję.

Ale ogólnie czuję niedosyt.

 

Stworzyłeś chyba nową kategorię, zamiast "short" nazwałbym ją “too short".

 

Nimrodzie fajnie, że udało się zaskoczyć, taki był najważniejszy zamysł tekstu. Zarysować świat i zaskoczyć czytelnika tożsamością bezpańskich.

Too short :) ciekawe określenie. Ale tekst miał właśnie tak wyglądać. Pisany był z myślą o Szortalu gdzie limit znaków wynosi 5000.

Dzięki za przeczytanie i opinię ;)

Napisane poprawnie, na poziomie losowego czytadła z półki z fantastyką. A skoro nie ma miejsca na fabułę i emocje, to zdania powinny bardziej urzekać. Pomysł też nie ratuje, bo aż do ostatniej linijki dostajemy wizję rodem – uwaga – z losowego czytadła z półki z fantastyką. Jedynie ostatnie zdanie oferuje coś więcej. Zinterpretowałem to tak, że ludzie są tu na jakimś niższym etapie rozwoju, niczym psy. I tak na dobrą sprawę nie wiadomo, kim są bohaterowie szorta. Może to nadinterpretacja. Może to ludzie przeciwko innym ludziom. 

Aha, i od mniej więcej trzeciej linijki tekstu myślałem, że bezpańskimi okaże się coś w stylu zombie. 

Funthesystem dzięki za odwiedziny i przeczytanie, nie spodziewałem się już nikogo po takim czasie. To bardziej motyw o ludziach przeciwko ludziom. Skoro spodziewałeś się zombie, to chociaż jakieś zaskoczenie było, że to nie oni.

Nowa Fantastyka