- Opowiadanie: soku1403 - Kto tak naprawdę ma monopol na obsikiwanie hydrantów?

Kto tak naprawdę ma monopol na obsikiwanie hydrantów?

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Kto tak naprawdę ma monopol na obsikiwanie hydrantów?

– A jak wiedzie się wam? – spytał Baster nie odwracając wzroku od ekranu telewizora. – Ha! Ci ludzie są tak głupi, że aż śmieszni.

 – Rocky ma dziś rozmowę o pracę – pochwaliła się Lena. – Jeśli dobrze pójdzie to za rok wybierzemy się na Majorkę, bo ostatnimi laty nigdzie nie wyjeżdżaliśmy na wakacje.

– Oh, to świetnie – stwierdziła Sisi, która właśnie cerowała Basterowi jego ulubiony niebieski sweter, ponieważ dwa dni temu rozdarł się, co wywołało u Bastera napad szału połączonego z rozpaczą. Czasami Sisi wydawało się, że jej mąż kocha tę brudną szmatę bardziej niż własną żonę. – Nam z Basterem również dobrze się wiedzie. Baster nawet otrzymał premię za zaskakująco dobre wyniki sprzedaży.

– Moje gratulacje – odezwał się Rocky, który jak dotąd siedział bez słowa i także oglądał program rozrywkowy w telewizji. – O, to musiało boleć.

– A jak się wam układa z waszym człowiekiem? – podjęła Lena. – Szczekał na nas, gdy wchodziliśmy do mieszkania.

– Ach, same z nim problemy – poskarżyła się Sisi. – Całkiem niedawno obgryzł mi buty, przez co musiałam kupić sobie nowa parę, a Bastera tak mocno ugryzł w dłoń, że ma tam teraz krwiaka.

– Lena też kiedyś chciała człowieka – oznajmił Rocky. – Powiedziałem jej wtedy, że z zakupem zwierzęcia wiążą się dodatkowe koszta i kłopoty i ostatecznie udało mi się ją przekonać, że dziecko nam wystarczy. Który to już miesiąc, kochanie?

– Czwarty – odparła Lena. – Muszę przyznać, Sisi, że ten sernik, który zrobiłaś jest wyśmienity! Musisz dać mi przepis.  

– Zaraz zapiszę ci go na kartce – obiecała. – Jeszcze tylko… o, gotowe. No, Baster, następnym razem uważaj na ten sweter, bo po drugim cerowaniu już nie będzie wyglądać jak nowy – teraz też tak nie wygląda, dodała w myślach.

– Chyba wasz człowiek szczeka – Lena wytężyła słuch. – Jak on w ogóle się wabi?

– John – odpowiedział Baster i znów wybuchnął śmiechem. – Oh, ten program to najzabawniejsza rzecz jaką kiedykolwiek widziałem. Jest taki… prawdziwy. Pamiętam jak kiedyś John przestraszył się własnego odbicia w lustrze.

– Kochanie, nie opowiadaj tych swoich głupich historyjek i wyjdź z Johnem na dwór – nakazała stanowczym tonem Sisi.

– A ty nie możesz? – odburknął.

– Muszę podać Lenie przepis na ciasto.

– Pójdę razem z tobą – zaproponował Rocky.

– Zgoda – westchnął Baster. – Przy okazji sobie zapalimy, co nie, Rocky?

***

– John, wracaj tutaj!

– Nie powinieneś trzymać go na smyczy? – zapytał Rocky przechadzając się chodnikiem. – Tak byłoby bezpieczniej.

– E tam, nie trzeba – zapewnił Baster. – John wie, żeby trzymać się blisko mnie. Ej, nie podchodź tam! John, do nogi!

Człowiek posłusznie pobiegł w ich kierunku.

– Widziałeś wczorajszy mecz?

– Co? – zdziwił się Rocky. – A kto wczoraj grał?

– No jak to kto? Real z Barceloną – wyjaśnił mu.

– Ach, kompletnie o tym zapomniałem! I co, jaki był wynik?

– 1:0 dla Barcelony.

– Jeśli do końca sezonu będą utrzymywać taką formę to na pewno wygrają ligę. A kto strzelił bramkę?

– Leo Retriever w siedemdziesiątej szóstej minucie z rzutu wolnego.

– Uwielbiam tego piłkarza – oświadczył Rocky. – Nikt tak nie panuje nad piłką jak on. Ej, a gdzie podział się John?

Baster rozejrzał się, lecz po Johnie nie zostało śladu.

– John! – zawołał. – John, do nogi! Gdzie jesteś, ty głupi człowieku?

Skręcili w prawo i ominęli przedszkole, do którego Rocky i Lena posłali swego synka. Za pięć miesięcy na świat przyjdzie kolejny szczeniak, którego trzeba będzie karmić i ciągle się nim opiekować, ale lepsze to niż mieć człowieka. Baster zawsze marzył o własnym szczeniaku, ale Sisi jeszcze nie udało się zajść w ciążę.

John leżał na ulicy. Z jego zmiażdżonej głowy wypłynęły pozostałości po mózgu. Sprawca najwidoczniej uciekł z miejsca zdarzenia.

– I tak nie będę za nim tęsknić – stwierdził Baster odwracając się na pięcie. – Wracajmy. Trzeba powiedzieć o tym Sisi. Najwyżej kupię jej nowego człowieka.

Koniec

Komentarze

No tak – odwrócenie ról. Ale nic z tego nie wynika. 

Tylko tytuł mi się podobał – intrygujący.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Właściwie mogę się podpisać pod komentarzem Bemik. Żeby stworzyć jakąś wartość dodaną, napiszę, że interpunkcja Ci szwankuje.

– 1:0 dla Barcelony.

Liczby raczej piszemy słownie. A już w dialogach obowiązkowo.

Babska logika rządzi!

Przykro mi, Soku, bo nawet nie mogę powiedzieć, że miałeś dobry pomysł, albowiem pomysł do mnie nie przemówił, a nawet nie zaszczekał. :-(

 

Oh, to świet­nie – stwier­dzi­ła Sisi… – Och, to świet­nie – stwier­dzi­ła Sisi

 

z za­ku­pem zwie­rzę­cia wiążą się do­dat­ko­we kosz­ta i kło­po­ty… – Raczej: …do­dat­ko­we kosz­ty i kło­po­ty

 

Oh, ten pro­gram… – Och, ten pro­gram

 

Z jego zmiaż­dżo­nej głowy wy­pły­nę­ły po­zo­sta­ło­ści po mózgu.Z jego zmiaż­dżo­nej głowy wy­pły­nę­ły po­zo­sta­ło­ści mózgu.

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Z jednej strony nie wymyśliłeś niczego nowego, tego typu odwrotek było już wiele. Z drugiej – nawet przyjemnie się czytało.

A tytuł bardzo dobry, zaiste.

Dobry tytuł, fakt. Koncepcja z zamianą ról może i ciekawa, ale  zupełnie nie wykorzystana, poza tym tekst nawet wewnątrz swojej konwencji napisany raczej mało wiarygodnie (po ponownym odwróceniu ról, dialogi brzmiałyby dosyć sztucznie). 

No nieźle.

Moim celem nie było wiarygodne przedstawienie zaistniałych sytuacji w opowiadaniu. Chciałem, żeby było ono pewnym rodzajem groteski. Głównie chodziło mi o znęcanie się nad zwierzętami i o ludzką obojętność na ich krzywdę, a w szczególności na krzywdę psów, które najczęściej zostają w jakiś sposób krzywdzone i ukazać to z nieco innej perspektywy. Osobiście nie spotkałem się z takim odwróceniem ról w literaturze, więc uznałem, że będę dość oryginalny i żałuję, że tak nie jest. Żałuję także, że przesłanie, które chciałem zamieścić w tym krótkim opowiadaniu nie było zbyt wyraziste, ale nadal będę pracować nad warsztatem, przecież przede mną jeszcze całe życie!

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Mnie sie podobało. Bezpretensjonalne. Gdyby wszystko miało być odkrywcze i nowatorskie, na świecie byłoby 5 kryminałów, z czego 4 głupie.

Pomysł nienowy, przecinki do poprawy, ale czytało się nieźle. Zaczynasz pisanie (wnioskuję po wieku) od prostych koncepcji i nieprzekombinowanych zdań. Dobre podejście. To się chwali. 

Dziękuję za słowa pochwały, na pewno będę dużo ćwiczyć i dużo pisać (w sumie już to robię). Zdaję sobie sprawę z tego, że jestem młody, ale nie usprawiedliwiam siebie tym faktem i staram się wysoko sobie stawiać poprzeczkę. Możliwe, że niebawem umieszczę tutaj jedno z moich nieco dłuższych opowiadań. I bardzo dziękuję za każdy komentarz, bez względu na to czy jest on pozytywny, czy też wręcz przeciwnie.

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

yes

Nowa Fantastyka