- Opowiadanie: KasetonyMordu - Macki

Macki

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Biblioteka:

PsychoFish, dj Jajko

Oceny

Macki

Trzy­ma­nie go za rękę da­wa­ło mi po­czu­cie spo­ko­ju. Spa­ce­ro­wa­li­śmy po­wo­li po łące, ja po­dzi­wia­łam wio­sen­ne kra­jo­bra­zy Pro­vi­den­ce, pod­czas gdy Ho­ward, nie­za­in­te­re­so­wa­ny zbu­dzo­ną zło­ci­sty­mi pro­mie­nia­mi przy­ro­dą, szedł ko­śla­wo ze spusz­czo­ną głową. Bar­dzo czę­sto zda­wał się być nie­obec­ny, jakby my­śla­mi krą­żył po innym świe­cie. To nor­mal­ne u dzie­ci – my­śla­łam, choć mo­men­ty jego chłod­nej obo­jęt­no­ści, wobec tego co się wokół dzie­je, bar­dzo mnie nie­po­ko­iły i zda­wa­ły się dziw­ne tym bar­dziej, iż kon­tra­sto­wa­ły z wraż­li­wą na­tu­rą chłop­ca. Ale nic tak nie bu­dzi­ło we mnie uczu­cia am­bi­wa­lent­ne­go po­mie­sza­nia ob­co­ści z czymś zna­jo­mym, jak kiedy z au­ty­stycz­ne­go stanu prze­cho­dził nagle w bar­dzo doj­rza­łą i pełną uwagi ob­ser­wa­cję. Zda­rza­ło się to za­zwy­czaj w przy­pad­ku za­uwa­że­nia ja­kie­goś nie­ty­po­we­go przed­mio­tu bądź książ­ki. Ana­li­zo­wał je prze­ni­ka­ją­cym wzro­kiem, uprzed­nio wy­pro­sto­waw­szy plecy i kark, zu­peł­nie jak jego prag­ma­tycz­ny oj­ciec.

 

Po doj­ściu wąską ścież­ką na ulicę uj­rze­li­śmy Ro­ber­ta, ko­le­gę Ho­war­da.

– Dzień dobry, pani Lo­ve­craft. Czy mogę po­ba­wić się z pani synem? – za­py­ta­ło umo­ru­sa­ne pa­cho­lę, prze­stę­pu­jąc z nogi na nogę. Można było do­strzec na pierw­szy rzut oka, że matka o niego nie dba.

Od­wró­ci­łam się w stro­nę Ho­war­da, tym samym uci­na­jąc splot na­szych rąk, aby po­pra­wić mu sza­lik.

 – Tylko nie za długo – od­par­łam.

Sta­łam jesz­cze dłuż­szą chwi­lę, od­pro­wa­dza­jąc wzro­kiem obu chłop­ców, ba­cząc by nic złego im się nie stało, po czym wy­tar­łam o suk­nię kle­ją­cą się od potu dłoń.

 

Sie­dząc sa­mot­nie w domu po­czu­łam oso­bli­wą pust­kę. Ta bez­na­dziej­na sza­rość w gło­wie bu­dzi­ła we mnie na­ra­sta­ją­cą pa­ni­kę, jakby ten jeden ostat­ni ele­ment mo­je­go szczę­ścia gdzieś prze­padł. A skoro moje szczę­ście za­le­ża­ło wy­łącz­nie od jed­ne­go okru­cha, mu­sia­łam go za wszel­ką cenę chro­nić przed za­gła­dą. Do­sko­na­le wie­dzia­łam co za chwi­lę na­stą­pi, to nie pierw­szy raz, kiedy ogar­niał mnie spe­cy­ficz­ny lęk. Naj­pierw po­ja­wia się dziw­ny nie­po­kój, który na­stęp­nie przy­wo­łu­je do życia prze­ra­ża­ją­ce ob­ra­zy, o któ­rych nie je­stem ośmie­lo­na opo­wie­dzieć, a wszyst­kie ma­ją­ce jakiś zwią­zek z moim synem. Blo­ko­wa­nie owych za­trwa­ża­ją­cych wizji ma sku­tek od­wrot­ny, wobec czego na­pię­cie wzra­sta, co czyni ob­ra­zy jesz­cze bar­dziej pa­skud­ny­mi. Koń­czy się za­wsze tak samo. Bie­gnę ra­to­wać mój skarb.

 

Ho­ward nie był za­sko­czo­ny moją pręd­ką wi­zy­tą na po­dwó­rzu ko­le­gi, gdzie dzie­ci razem ry­so­wa­ły w ziemi abs­trak­cyj­ne sym­bo­le za po­mo­cą pa­ty­ków, a obok tych sym­bo­li kła­dły naj­róż­niej­sze przed­mio­ty. Chwy­ci­łam synka za rękę i ru­szy­li­śmy w kie­run­ku domu. Po­czu­łam się znowu bez­piecz­nie.

 

Cie­szy­ło mnie, że oprócz ba­wie­nia się z brud­nym ko­le­gą zie­mią i spa­ce­rach peł­nych dzie­cię­cej kon­tem­pla­cji Ho­ward uwiel­biał czy­ta­nie. Na stry­chu, gdzie po­dob­nie do ojca zwykł się za­my­kać, by w ciszy i spo­ko­ju od­da­wać się wsze­la­kim lek­tu­rom, znaj­do­wa­ły się to­misz­cza, z któ­rych wie­dzę czer­pał mię­dzy in­ny­mi wujek chłop­ca. Fran­klin dużo po­dró­żo­wał, i jako że rów­nież lubił książ­ki, uzbie­rał ich na tyle dużo, że pew­ne­go razu przy­je­chał do nas z pu­dła­mi wy­peł­nio­ny­mi po brze­gi. „Co jak co, ale na pewno mło­de­mu się przy­da­dzą” – po­wie­dział.

 

 W pew­nym mo­men­cie usły­sza­łam ciche skrzy­pie­nie scho­dów. Zza ścia­ny wy­ło­nił się mały czy­tel­nik, trzy­ma­jąc w ręku kart­kę. Za­py­ta­łam co to.

– Na­ry­so­wa­łem cie­bie – od­parł rze­czo­wo.

Prze­szedł mnie dziw­ny dreszcz, al­bo­wiem mó­wiąc to zim­nym tonem, jego twarz była ka­mien­na i nie­wzru­szo­na, tym­cza­sem oczy wpa­try­wa­ły się we mnie w ten oso­bli­wy ana­li­zu­ją­cy spo­sób. Po­de­szłam bli­żej, aby obej­rzeć ry­su­nek, i wy­cią­gnąw­szy rękę otrzy­ma­łam go.

 Za­praw­dę nie wiem jakim ta­jem­ni­czym spo­so­bem ja­kie­kol­wiek ludz­kie dziec­ko ob­da­rzo­ne nawet naj­bar­dziej ku­rio­zal­ną wy­obraź­nią by­ło­by w sta­nie na­ma­lo­wać coś tak bluź­nier­cze­go i nie­po­ko­ją­ce­go w swej gro­te­sko­wo­ści. Była to po­stać, czy może rzecz, o nie­re­gu­lar­nym i wy­kra­cza­ją­cym poza wszel­kie poj­mo­wa­nie fi­zy­ki kształ­cie, o ko­lo­rze zie­lo­nym, z wy­jąt­kiem oczu świe­cą­cych bru­tal­ną czer­wie­nią. Z jej ośli­złe­go ciała wy­cho­dzi­ła nie­zli­czo­na ilość dłu­gich macek, na któ­rych widok chcia­ło się uciec, gdyż w prze­ciw­nym razie ludz­ka fan­ta­zja wę­dro­wa­ła wprost w ob­ję­cia tejże nie­po­ję­tej grozy, i okrop­na be­stia sta­wa­ła się rze­czy­wi­sto­ścią, co wy­bi­ja­ło myśli poza elip­sę ro­zu­mo­wa­nia. Tak jak w za­my­śle au­to­ra nie dało się uciec od głod­nych koń­czyn, tak też po­zba­wio­na byłam moż­li­wo­ści scho­wać się przed sko­wy­czą­cym we mnie dzi­kim lę­kiem, toteż upu­ści­łam ry­su­nek na pod­ło­gę. Po­mi­mo to nadal mia­łam przed ocza­mi okrop­ny por­tret. Ho­ward stał ka­mien­nie i pa­trzył na mnie z zimną ana­li­zą. Chcia­łam za­sło­nić oczy spo­co­ną dło­nią, jed­nak gdy zbli­ży­łam ją do twa­rzy, spo­strze­głam, że pot mój ma zie­lo­ną barwę.

 

Koniec

Komentarze

Przeczytałam i było trochę niepokojące. 

chłodnej obojętności wobec tego przecinek co się wokół dzieje przecinek bardzo mnie niepokoiły

Analizował je przenikającym wzrokiem , uprzednio – zbędna spacja przed przecinkiem

 

Możesz wyedytować tekst i poprawić błędy. W profilu masz przycisk “edycja”.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Ostatni akapit najciekawszy – lovecraftowy.

Dziękuję za wskazówki. Poprawione.

Faktycznie, trochę niepokojące. Ale mam wrażenie, że artysta nieźle uchwycił podobieństwo. ;-)

kiedy ogarniał mną specyficzny lęk.

Ogarnął mnie albo szarpnął mną czy coś takiego.

albowiem mówiąc to zimnym tonem jego twarz była kamienna i niewzruszona,

W zdaniach tego typu nie wolno zmieniać podmiotu. Za to konieczny jest przecinek.

 

Babska logika rządzi!

Klimacik jest, ale opowieść specjalnie nie poruszyła, nie wywołała też spodziewanego dreszczyku emocji.

 

Ana­li­zo­wał je prze­ni­ka­ją­cym wzro­kiem… – Raczej: Ana­li­zo­wał je prze­ni­kliwym wzro­kiem

 

za­py­ta­ło umo­ru­sa­ne pa­cho­lę przy­stę­pu­jąc z nogi na nogę. – …za­py­ta­ło umo­ru­sa­ne pa­cho­lę, prze­stę­pu­jąc z nogi na nogę.

 

na­stęp­nie przy­wo­łu­je do życia prze­ra­ża­ją­ce ob­ra­zy, o któ­rych nie je­stem ośmie­lo­na opo­wie­dzieć… – Raczej: …o któ­rych nie śmiem/ mam śmiałości opo­wie­dzieć

 

Prze­szedł mnie dziw­ny dreszcz, al­bo­wiem mó­wiąc to zim­nym tonem jego twarz była ka­mien­na i nie­wzru­szo­na… – Też miałabym dreszcze, gdyby twarz mówiła zimnym tonem.

Proponuję: Prze­szedł mnie dziw­ny dreszcz, al­bo­wiem, gdy mówił to zim­nym tonem, jego twarz była ka­mien­na i nie­wzru­szo­na

 

po­zba­wio­na byłam moż­li­wo­ści scho­wać się przed sko­wy­czą­cym we mnie dzi­kim lę­kiem… – Raczej: …po­zba­wio­na byłam moż­li­wo­ści scho­wania się przed sko­wy­czą­cym we mnie, dzi­kim lę­kiem

 

Ho­ward stał ka­mien­nie i pa­trzył na mnie z zimną ana­li­zą. – Raczej: Ho­ward stał niewzruszenie i pa­trzył na mnie zimno, analizując.

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

nietypowego przedmiotu bądź książki.

Książka jest przedmiotem.

 

Pomysł jest dosyć ciekawy, chociaż według mnie short powinien mieć jakąś dobitniejszą puentę. Jak dla mnie stylizacja jest też tutaj trochę przesadzona, widać to najlepiej chociażby tu:

 

Podeszłam bliżej, aby obejrzeć rysunek, i wyciągnąwszy rękę otrzymałam go.

Nie porwało mnie, ale napisane raczej nieźle, tekst jak najbardziej poprawny i klimatyczny, moim skromnym zdaniem.

No nieźle.

podczas gdy Howard[,+] niezainteresowany zbudzoną złocistymi promieniami przyrodą, szedł koślawo ze spuszczoną głową.

bo wtrącenie.

 

nietypowego przedmiotu bądź książki

Książka to nie przedmiot?

 

 

Bardzo dobry króciak ;-) Wodzi za nos metaforą matczynej nadopiekuńczości w klimacie HPL tylko po to, by sprzedać w ostatnim zdaniu stosowny twist ;-)

 

Robert to Barlow czy jednak Bloch? ;-) Dziecięca zabawa przednia.

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

przeczytane

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Dziękuję za poprawy.

Robert to Barlow czy jednak Bloch? ;-)

To już pozostawiam czytelnikowi. :)

Nowa Fantastyka