- Opowiadanie: Raixly - Biuro do Spraw Nadzwyczajnych, rozdział 2

Biuro do Spraw Nadzwyczajnych, rozdział 2

Oceny

Biuro do Spraw Nadzwyczajnych, rozdział 2

Jeżeli Fay miałby wybrać miejsce w Biurze, w którym najwięcej się działo – od zabaw zacząwszy i na awanturach skończywszy – to ani chwili by się nie wahał. Bez wątpienia wskazałby karczmę. Odwiedzała ją przeróżna klientela. Goście przyzwyczajeni do cichej atmosfery Biura przeżywali szok, gdy przychodzili tu po raz pierwszy. Fay też tego doświadczył. Kiedy parę miesięcy temu trafił do karczmy, miał wrażenie, że omyłkowo wylądował w innym wymiarze.

Tego wieczoru nie było inaczej. Fay i Neyrin stanęli w drzwiach, a w powietrzu przefrunął wielki kufel, mijając ich głowy o centymetry. Bryzgające krople piwa opadły na drewnianą podłogę. Wokół rozległ się gardłowy śmiech.

– Dzięki, siostro! – zawołał Hmm’oganin, chwytając naczynie wielkimi łapami. Upił łyk alkoholu i paskudnie się skrzywił. – Co za lura! Quinn, coś ty zamówił?!

Złapał sąsiada za ucho, a ten wrzasnął z bólu. Hmm’oganie zaczęli się szarpać. Wszystko wskazywało na to, że kłótnia zaraz przerodzi się w bijatykę. Gdy jeden z mężczyzn złapał za krzesło, Fay odwrócił wzrok.

Z drugiego kąta karczmy też dobiegały pijackie okrzyki. Na brudnych stołach stały butelki, na których dnie można było dostrzec ślady cieczy o barwie niebudzącej zaufania. Goście klaskali, dolewając sobie resztek płynu.

– O, piękna syreno, gorzały daj litr lub dwa – śpiewali chórem. – Hej, ha! Hej, ha! Daj nam litr lub dwa!

Jeden z nich oberwał w głowę kawałkiem krzesła, ale nawet tego nie zauważył. Gdzieś w rogu pomieszczenia ktoś głośno beknął, by potem zsunąć się z dębowej ławy i zasnąć.

– Mam wrażenie, że zbyt wiele się dziś nie dowiemy – stwierdził Fay, tłumiąc ziewnięcie. – Nie widzę tu nikogo, kto nadawałby się do rozmowy.

Rozejrzał się po lokalu, szukając wzrokiem co bardziej przytomnych klientów. Stawiając krok, poczuł chrzęst szkła pod stopami. Zerknąwszy w dół, spostrzegł stłuczoną butelkę. Obok drzemał siwy mężczyzna. Neyrin westchnęła i z niesmakiem zatkała nos, zerkając na zalanego w trupa starca.

– Na razie lepiej chodźmy coś zamówić – powiedziała, przeciskając się koło zataczających się olbrzymów. – Au! – krzyknęła, gdy ktoś wbił jej łokieć w żebra.

Podeszli do stołu koło szynkwasu, gdzie zdołali znaleźć dwa wolne miejsca. Fay usadowił się na rozklekotanym krześle, zastanawiając się, ile razy było składane do kupy. Sądząc po niepewnym trzeszczeniu, przeżyło wiele pijackich awantur. Sięgnął po kartę dań, która lepiła się od piwa.

– Wybieraj. – Patrzył, jak Neyrin z głodem w oczach przegląda obrazki najróżniejszych potraw.

Oprócz smrodu alkoholu w powietrzu unosiła się woń pieczonej wołowiny. Fay zmarszczył brwi. Wiedział, że karczma słynęła z, o dziwo, dobrej kuchni, ale akurat tego zapachu nie znosił.

– Łap. – Karta prześlizgnęła się po blacie w stronę Faya. – Rozumiem, że znów zamówisz jakieś korzonki. Pokusiłbyś się o coś konkretniejszego, co? Ja spróbuję pieczonego prosiaka.

– Łatwo ci mówić. – Zgromił Neyrin spojrzeniem. – Wiesz, że nie mogę jeść mięsa.

Przyjaciółka nie odpowiadała. Odwrócona bokiem, wpatrywała się w punkt, który przykuł jej uwagę. Poklepała Faya po ramieniu.

– Świetnie się składa. – Sięgnęła do kieszeni. – Dziś obsługuje ta nowa jędza. Zaczęła tu pracować parę dni temu i strasznie się rządzi. Wydaje jej się, że może wprowadzać własne zasady.

Wskazała na pulchną karczmarkę, której wcześniej tak się przyglądała. Gdy olbrzymka spostrzegła Neyrin, czym prędzej odwróciła się z wyrazem niesmaku na twarzy.

– A nie może? – spytał prowokacyjnie. Przyjaciółka obrzuciła go nieprzychylnym spojrzeniem.

– Spójrz. – Pokazała mu plik kuponów. – Zbieram to od paru miesięcy. Jestem stałą klientką, no nie? Wydałam tu mnóstwo pieniędzy, a ona mi powiedziała, że promocja już nie obowiązuje. Patrzyła na mnie jak na złodziejkę. U poprzedniego karczmarza bez problemu dostałam zniżkę.

– I co w związku z tym? Musisz zapłacić o całe dziesięć miedziaków więcej?

– Bardzo śmieszne. Ta zniżka należy mi się jak Hmm’oganom kij w tyłku, czy coś – stwierdziła Neyrin z pełną powagą. – Ale fakt, są ważniejsze sprawy, jeśli wiesz, do czego zmierzam.

Zawiesiła głos, pochylając się nad blatem. Ciemne włosy opadły na policzek, ale Fay zdołał dostrzec znaczący błysk w oczach przyjaciółki.

– Tak mi się wydaje. – Uśmiechnął się przebiegle. – Kojarzę tę Hmm’ogankę, parę razy z nią rozmawiałem. Ma na imię Breda i jest bliską znajomą pewnego Starszego Skryby. Nie trafiła tu przypadkiem. Bardzo możliwe, że wie coś więcej w sprawie tych plotek.

Przyjaciele wymienili porozumiewawcze spojrzenia. Zdawałoby się, że praca w karczmie nie była zbyt atrakcyjna, ale nic bardziej mylnego. Łowcy nadciągali tu tłumnie, by odprężyć się po całym dniu spędzonym na misjach. Interes kwitł, a po kilku kieliszkach wódki język rozplątywał się nawet największemu mrukowi. Niewykluczone, że Breda słyszała to i owo. Równie dobrze mogłaby przekazać to dalej – na przykład komuś, kto załatwił jej pracę w zamian za dostęp do informacji.

– Wpadłam na świetny pomysł. Ty dziś zamawiasz. Użyj swoich zdolności i spróbuj z niej coś wyciągnąć. – Neyrin wcisnęła mu w dłoń kupony oraz parę miedziaków.

– Czemu mam wrażenie, że jestem wykorzystywany?

– Nie rozumiem, skąd przyszło ci to do głowy.

– Hm. – Zerknął na naklejki. Było ich za mało, żeby Neyrin należała się zniżka. – „Kupon Przedsiębiorczego Klienta” – przeczytał, nie szczędząc ironii w głosie. – Jesteś pewna, że kiedyś łapałaś przestępców, a nie z nimi współpracowałaś? Za dobrze ci idzie takie kombinowanie.

– Aniołek się znalazł, myślałby kto. Przestałam liczyć, gdy złamałeś regulamin dwunasty raz, mój drogi. Byłoby kiepsko, gdyby ktoś się o tym dowiedział.

– Cicho, sknero. – Zanim zatkał jej usta, zobaczył słodki uśmiech. – Niech ci będzie.

– I tak wiem, że sam tego chcesz – zawołała za nim, gdy puścił ją i ruszył w stronę karczmarki. – Z instynktem drania nie wygrasz.

Odwrócił się, nim zdążyła zobaczyć wyraz jego twarzy. Przynajmniej taką miał nadzieję.

Breda krzątała się za szynkwasem. Skończyła przecierać blat i już nalewała kolejne piwo. Po chwili postawiła je przed klientem. Kątem oka zauważyła Faya. Skinęła mu na powitanie, ale nie odezwała się ani słowem, zaciskając usta. Podniosła szklankę, by krytycznym spojrzeniem ocenić jej czystość. Podejrzany ślad na szkle najwyraźniej nie wzbudził jej obiekcji, bo – ku skrajnemu obrzydzeniu młodzieńca – karczmarka jak gdyby nigdy nic zaczęła napełniać naczynie piwem. Wtórował jej zachęcający rechot oczekujących klientów.

– Cześć, Bredo. – Fay uśmiechnął się czarująco. – Jak mija ci dzień?

– Szkoda gadać – burknęła. Uniosła głowę, łypiąc podejrzliwie w jego stronę. – Czego chcesz?

Przysunął się, usiłując złapać jej spojrzenie. Nonszalancko oparł się o blat.

– Tylko pogawędki. W takich miejscach wieczorami ludziom zbiera się na rozmowy.

– Ludziom pewnie tak, ale nie wiedziałam, że Odmieńcom też.

Zaskoczony wrogością w jej głosie, zamilkł. Może i nie miała powodu go uwielbiać, ale czemu była aż tak szorstka? Przyglądał się Hmm’ogance, czując irytację. Wiedział, że nie może się poddać. Zastanawiał się nad właściwą reakcją, ale wtedy wzrok Bredy w końcu skrzyżował się z jego własnym.

– Może jednak opowiesz mi o swoim dniu? – spytał łagodnie Fay.

Udało mu się wywrzeć na nią wpływ. Olbrzymka zawahała się. Sprawiała wrażenie, jakby chciała odejść, a jednak stała z niepewną miną. Przyjrzał się jej oczom, otoczonym siatką zmarszczek. Były nieduże i zaczerwienione, ale miały ładną barwę głębokiego brązu z plamkami o zielonkawym odcieniu. Przywodziły na myśl korę dębu.

Świetnie. Zamierzał trzymać się tego skojarzenia.

– Lepiej nic nie będę mówić – Breda westchnęła ciężko. – Zamawiasz coś czy nie? Pośpiesz się.

– Najpierw zadam ci zagadkę – zaczął powoli, śpiewnym tonem. – Czy wiesz, co się stanie, jeśli będziesz zbyt długo patrzeć wróżce w oczy?

– Wróżce? – Zamrugała i zastygła w bezruchu. Jej wzrok zmętniał, a z twarzy zniknął ślad jakiejkolwiek emocji. – Jakiej… wróżce?

– Twoim pierwszym błędem był kontakt wzrokowy. – Fay wpatrywał się w karczmarkę, jakby chciał przewiercić ją spojrzeniem. Mówił coraz ciszej, powoli się przysuwając. – A drugim zadawanie pytań. Wystarczą te dwie pomyłki, by stracić zmysły. Powstało wiele opowieści na ten temat. Nie znasz baśni o faerie?

Breda opuściła ramiona, jak gdyby uszła z niej cała siła. Wyglądała, jakby zaraz miała przestać oddychać. Przypominała Fayowi uśpiony kwiat, który czeka na nadejście wiosny, by przebić warstwę śniegu i powrócić do życia.

– Jasne, że ich nie znasz – odpowiedział sam sobie. – Hmm’oganie się nami nie interesują. Popełniacie duży błąd.

Na szczęście olbrzymi nie zwracali większej uwagi na inne istoty żyjące w Biurze. Traktowali je jak niegroźne muchy, które co prawda irytują swoją obecnością, ale nie są godne zainteresowania. Gdyby nie to, Fay nie miałby nad stworami żadnej przewagi. Ta świadomość jednocześnie podnosiła go na duchu i niepokoiła.

– Hej, co tu się dzieje! – ryknął mu do ucha pijany brodacz. – Gdzie moje, hmm, piwo?!

– Trzymaj to i daj jej parę minut przerwy. – Fay wcisnął mu monetę do łapy. Klient dał się przekupić, choć sarknął z niezadowoleniem.

Karczmarka zdawała się niczego nie zauważać. Stała, garbiąc ramiona i tępo wpatrując się w Faya. Rozejrzał się po pomieszczeniu, by sprawdzić, czy nikt inny nie zwrócił na nich uwagi. Musiał działać sprawnie.

– Dawno, dawno temu w odległej krainie żyła młoda kobieta – odezwał się. – Pewnego dnia zabłądziła w magicznym lesie. Błąkała się pół nocy, mijając wciąż te same miejsca i nie mogąc znaleźć drogi, aż w końcu kogoś spotkała. Poprosiła go o pomoc. Wiesz, co jej powiedział?

– Co… jej… powiedział? – powtórzyła.

Ledwo poruszała ustami. W jej szeroko otwartych oczach odbijały się niesamowite obrazy: połacie mchu, korony wysokich dębów i jasny księżyc.

Fay przysunął się i pochylił, zbliżając twarz do olbrzymki. Tęczówki pociemniały mu tak bardzo, że stały się prawie czarne. Wyglądał jak drapieżnik, który dopadł bezbronną ofiarę, by zaraz pożreć ją żywcem. Tak też się czuł, jak zresztą za każdym razem, gdy używał mocy faerie. Oddychał płytko, walcząc z ekscytacją buzującą we krwi, a ciemne plamy wirowały mu przed oczami.

– „Bredo” – szepnął. – „Odpowiedz mi na kilka pytań, a pomogę ci wrócić tam, skąd przyszłaś”.

Umysł Bredy spowiła magiczna mgła. Głos Faya brzmiał dla niej jak szum drzew, a w nozdrzach zakręciło jej się od zapachu listowia. Zapomniała o karczmie, Biurze i pracy, nie słyszała nawet hałasujących pijaków. W głowie Hmm’oganki istniał tylko wielki, przepastny las, z którego nie potrafiła się wydostać, choć tak bardzo tego pragnęła.

– Dobrze – odparła ospale. – Zrobię, co zechcesz.

Fay odsunął się z satysfakcją.

– Kto załatwił ci pracę?

– Starszy Skryba Zaemon.

– Czy słyszałaś od niego o problemach ze światem, w którym nie powiodła się misja?

– Tak – powiedziała. – Wyruszyło tam już dwóch Łowców. Żaden z nich nie wrócił.

Mówiła beznamiętnie, ale Fay drgnął pod wpływem jej słów. Do tej pory sądził, że pierwszy Łowca bezpiecznie wrócił do Biura. Nigdy nie słyszał, by ktoś zaginął na misji. Jedyne takie wzmianki znał ze starych anegdotek, którym nikt nie dawał wiary.

– Czy w międzyczasie kontaktowali się z Biurem?

– Wysłali wiadomość do Kreatora. – Czoło Bredy przecięła drobna zmarszczka. Olbrzymka popadła w zamyślenie.

Kreator był najważniejszą osobą w całym Biurze, jego szefem i strażnikiem. Jeśli Łowcy usiłowali mu coś przekazać, to z pewnością chodziło o sprawę najwyższej wagi. Może oni też padli ofiarą tajemniczych ataków, tak jak Fay? A może chodziło o coś zupełnie innego?

– Wiesz, co pisali? – Usłyszał nieznaczne drżenie we własnym głosie. Niedobrze. Nie mógł dać się ponieść emocjom.

– J-ja… nie… – Gdy jęknęła, zorientował się, że zaczyna tracić nad nią kontrolę. – Proszę, pomóż mi wrócić do domu.

– Las, Bredo – przypomniał szybko. – Pamiętaj. Mech pod twoimi stopami, gwiazdy na niebie. Widzisz je, prawda? Pomogę ci, ale wytrzymaj jeszcze chwilę.

Karczmarka znów się zgarbiła, a jej oblicze złagodniało. Młodzieniec odetchnął z ulgą. Przez chwilę Breda milczała, ale w końcu postanowiła się odezwać:

– Widziałam ich listy, ale nie czytałam. Podobno wspominali o problemach z pewną bohaterką. Zbuntowała się, nie chciała grać swojej roli.

Bohaterką? Co mogła zrobić bohaterka w starciu z Łowcą? Strażnicy Wyobraźni mieli moc wpływania na historie. To okrutne, ale postaci musiały robić to, co im przykazano, zresztą leżało to w ich najlepszym interesie. Łowcy usiłowali im pomóc.

Wiejska dziewczyna, wiedźma, wojowniczka czy lekarka – kimkolwiek była, nie powinna stawiać oporu, przynajmniej na dłuższą metę. Prędzej czy później nawet najmniej rozgarnięty Hmm’oganin zdołałby sobie z nią poradzić. Jak to możliwe, że tak się nie stało?

– Nie wiesz, kim ona jest? – Fay usiłował pozbierać myśli do kupy.

– Nie – wydusiła Breda. – Kreator był w szoku, gdy przeczytał te wiadomości. Wiem tylko tyle.

– Czy istnieje możliwość, że ktoś inny wie coś jeszcze na ten temat?

– Nie sądzę. Nawet Starszy Skryba Zaemon nie ma pojęcia, co się stało. Starszych Skrybów poinformowano, że dwóch Łowców nie wróciło do Biura, bo i tak zostałoby to zauważone, ale Kreator nie chce powiedzieć nic więcej.

Fay przyjrzał się olbrzymce, jej bezwładnie zwisającym ramionom, twarzy pozbawionej uczuć oraz lekko opuszczonej głowie. Postanowił zaryzykować i zadał ostatnie, tak uporczywie męczące go pytanie:

– A może wiesz, kto jest odpowiedzialny za przydzielanie misji Odmieńcom? Lub kto mógłby chcieć im zaszkodzić?

– Nigdy się tym nie interesowałam.

– W porządku. – Poczuł ukłucie zawodu. – W takim razie rozejrzyj się po lesie i wybierz ścieżkę… hm… w lewo, niech będzie w lewo. Doprowadzi cię do domu.

– Dziękuję. – Breda wyraźnie się rozluźniła.

– Aha, i gdy obsłużysz tego dżentelmena… – Wskazał na Hmm’oganina, który niecierpliwie przebierał palcami. – Podaj nam dwa piwa.

– A coś do jedzenia?

– A, tak. – Przypomniał sobie. – Sałatka Niezbyt Szczupłej Nimfy i pieczone prosię ze zniżką „Przedsiębiorczego Klienta”. I jeszcze jedno – dodał, wiedziony nagłym impulsem. – Chciałbym, żebyś coś dla mnie zrobiła, gdy przyniesiesz zamówienie.

Nachylił się ku Bredzie i pokrótce wyjaśnił swoją prośbę, po czym zapłacił. Gdy odchodził, karczmarka wzdrygnęła się, jakby zbudziła się z długiego snu. Fay wrócił do przyjaciółki, która przywitała go szerokim uśmiechem. Usiadł koło niej.

– I co, dowiedziałeś się czegoś? – spytała.

– Niewiele – stwierdził.

Pokrótce streścił rozmowę. Neyrin słuchała, w zamyśleniu podpierając brodę dłońmi.

– Dziwne, dziwne. Mogę się założyć, że wyniknie z tego większa afera.

– Cóż, z pewnością. Biuro nie może zignorować zaginięcia Łowców.

– To grubsza sprawa. Kiedy wcześniej próbowałam się czegoś dowiedzieć, myślałam, że po prostu nikt nie chce ze mną rozmawiać, ale wygląda na to, że sami Hmm’oganie nie są wtajemniczeni.

– W normalnych warunkach cieszyłbym się, że czegoś nie wiedzą, ale nie tym razem. – Fay poczuł ogarniające go znużenie. Już wcześniej był zmęczony, a użycie mocy tylko pogłębiło ten stan. – Ale za to udało mi się załatwić sprawę zniżki.

–  Świetnie. Mój żołądek urządza już istny koncert.

– Nie dość, że pazerna, to jeszcze łakoma. – Oparł się o niezbyt czysty blat, by zaraz z obrzydzeniem zabrać ramię. – Rozumiem, że teraz opowiesz mi o swojej misji?

Odwrócił wzrok od plam na stole i zobaczył, jak twarz przyjaciółki pochmurnieje.

– Szczerze mówiąc, zaczęłam się bać – powiedziała Neyrin po chwili wahania. – Bardzo się cieszę, że w końcu jestem Łowcą, ale nagle dotarło do mnie, jaka to odpowiedzialność.

– To normalne. Za pierwszym razem każdy się stresuje. – Wiedział, że to kiepskie słowa pocieszenia. – Mogę polecieć na misję z tobą. Przecież nowi Łowcy mają prawo podróżować z kimś bardziej doświadczonym.

Neyrin podrapała się po szyi. Miała niepewną minę. Zdawała się przejmować jeszcze bardziej, niż chciałaby przyznać. Tym razem z pewnością nie udawała.

– Byłoby świetnie – powiedziała. – Zaryzykuję. Może twoje towarzystwo nie zniszczy mi reputacji już na starcie.

Uśmiechnęła się i wyciągnęła dłoń, na której pojawiła się błękitna kulka energii, pulsując bladym światłem. Wewnątrz niej zaczęły pojawiać się obrazy: miasta, domy, wielkie ulice.

– Jak widać, przydzielono mi świat zbliżony do ludzkiego z dwudziestego pierwszego wieku – odezwała się Neyrin.

– Rzeczywiście. – Wewnątrz kulki widać było małe, spacerujące ludziki. – Sama pochodzisz z podobnego, co nie? To dobrze, będzie ci łatwiej się w nim odnaleźć.

– Problem polega na tym, że to historia kryminalna.

– Takie lubisz najbardziej – zauważył. – W swojej opowieści byłaś główną bohaterką i, jeśli mnie pamięć nie myli, całkiem niezłym detektywem.

– To prawda, ale tym bardziej nie chcę nawalić. – Opuściła dłoń, a kula energii zgasła. – Byłoby mi strasznie wstyd.

– No tak. Podejście godne podziwu – skwitował. – Kiedy ja mam misję w świecie zbliżonym do mojego, zwykle skupiam się na tym, jak bardzo chcę zrobić krzywdę Starszym Skrybom.

– Nie lubisz, gdy coś przypomina ci o przeszłości – ni to stwierdziła, ni zapytała.

Zanim zdążył zastanowić się nad odpowiedzią, nadeszła Breda, niosąc tacę z zamówionymi potrawami i piwem. Widząc pełny kufel, Fay nie mógł się doczekać, aż upije łyk zimnego napoju.

– Sałatka. – Karczmarka postawiła miskę. – I prosiak-przeprosiak dla najwierniejszej klientki. Bardzo przeprasiam panią za dotychczasowe zachowanie.

– Co? – Neyrin miała oczy jak spodki.

 Kąciki ust niebezpiecznie jej zadrgały. Przeniosła wzrok na Faya, który w milczeniu zabierał się do jedzenia, skrywając niewyraźny uśmiech.

– Nie będę dopytywać, co jej powiedziałeś – rzekła. Wzruszył ramionami.

– Więc? – spytał, upijając łyk piwa. Fay poczuł przyjemny chłód w przełyku. – Do kiedy musisz oddać misję?

Neyrin pochyliła się nad talerzem. Z lubością zaciągnęła się aromatem pieczeni.

– Dali mi tydzień – wybełkotała z pełnymi ustami. – Ale chciałabym jak najszybciej mieć to z głowy.

Pijackie okrzyki w tle sprawiały, że tym trudniej było ją zrozumieć. Karczmę wciąż odwiedzali kolejni goście, a hałasy nie ustawiały, ale na szczęście obyło się już bez bijatyk i latających kufli.

– Na razie mam wolne, ale zanim wyruszymy, potrzebuję przynajmniej dnia przerwy. Jestem wykończony.

– Nic dziwnego. Ostatnio ciągle byłeś poza Biurem. – Neyrin przerwała. W powietrzu zawisło niezadane pytanie, ale Fay milczał. – Nie ma sprawy. I tak najpierw musimy wszystko omówić.

– Może pogadamy o tym pojutrze? Wyjaśnisz mi całą fabułę, sprawdzimy bohaterów i zabierzemy się do przygotowań.

Przyjaciółka rozejrzała się wokół. Co bardziej przytomni goście pomagali pijanym zwlec się z krzeseł, lecz gdy wychodzili, na ich miejsce przybywali kolejni biesiadnicy. Na stołach zastawionych pustymi butelkami panował bałagan. Gwar wciąż nie ustawał, a Breda przyglądała się pobojowisku zza szynkwasu, cmokając z niezadowoleniem. Noc była jeszcze młoda, a to dopiero początek zabawy.

– Zgoda. Pojutrze w bibliotece. A teraz przejdźmy do konkretów – zaproponowała Neyrin, spoglądając na niego zadziornie. – Domagam się toastu za swoje sukcesy!

Fay podniósł kufel, a przyjaciółka zrobiła to samo. Błysnęła zębami w uśmiechu. Mimo trudnego dnia poczuł, że zaczyna udzielać mu się jej nastrój. Usłyszał szczęk stykającego się szkła. Może faktycznie powinien się rozerwać i na chwilę o wszystkim zapomnieć? 

Koniec

Komentarze

– No tak. Podejście godne podziwu – skitował. – skwitował 

 

Nie zawodzisz. Bardzo mi się podoba i zaciekawia. Z przyjemnością przeczytam ciąg dalszy.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

I ja chętnie przeczytam dalszy ciąg. Mam nadzieję, Raixly, że na kolejną część przyjdzie nam czekać znacznie krócej, a lektura okaże się równie satysfakcjonująca. ;-)

 

Wszyst­ko wska­zy­wa­ło na to, że zaraz prze­ro­dzi się to w bi­ja­ty­kę. – Powtórzenie.

 

Po­de­szli do sto­li­ka koło baru… – W karczmie, to raczej szynkwasstoły, a nie bar i stoliki.

 

Się­gnął po kartę zdań, która le­pi­ła się od piwa.Zdania w karcie układały się zapewne w smaczną opowieść. ;-)

 

– Spójrz – po­ka­za­ła mu plik ku­po­nów – zbie­ram to od paru mie­się­cy.  – – Spójrz.Po­ka­za­ła mu plik ku­po­nów.Zbie­ram to od paru mie­się­cy.

 

„Kupon Przed­się­bior­cze­go Klien­ta” – prze­czy­tał, nie szczę­dząc sobie iro­nii w gło­sie. – Ironia była skierowana do Ney­rin, więc: …prze­czy­tał, nie szczę­dząc iro­nii w gło­sie.

 

– Aha, i gdy ob­słu­żysz tego dżen­tel­me­na – wska­zał na Hmm’oga­ni­na, który nie­cier­pli­wie prze­bie­rał pal­ca­mi – podaj nam dwa piwa. – Raczej: – Aha, i gdy ob­słu­żysz tego dżen­tel­me­naWska­zał Hmm’oga­ni­na, który nie­cier­pli­wie prze­bie­rał pal­ca­mi.Podaj nam dwa piwa.

 

– Nie będę do­py­ty­wać, co jej po­wie­dzia­łeśpo­wie­dzia­ła. – Brzmi fatalnie.

Może: – Nie będę do­py­ty­wać, co jej po­wie­dzia­łeś – rzekła.

 

– Więc? – spy­tał, bio­rąc łyk piwa. – Raczej: – Więc? – spy­tał, upijając łyk piwa.

Jakoś nie umiem sobie wyobrazić, że piwo można wziąć. :-(

 

Wy­ja­śnisz mi całą fa­bu­łę, spraw­dzi­my bo­ha­te­rów i za­bie­rze­my się za przy­go­to­wa­nia. – …i za­bie­rze­my się do przy­go­to­wa­ń.

 

Mimo cięż­kie­go dnia po­czuł, że za­czy­na udzie­lać mu się jej na­strój.Mimo trudnego dnia, po­czuł że za­czy­na udzie­lać mu się jej na­strój.

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Miło mi słyszeć, że się podobało. Zawsze mam tremę, gdy otwieram komentarze. :D Kolejna część niby też jest gotowa, ale jak zwykle muszę pozwolić jej dojrzeć i dobrze się nad nią zastanowić. A że twórca i działacz ze mnie raczej powolny, to zobaczymy, co z tego będzie. :) Liczę na to, że w wakacje się rozkręcę!

Dziękuję za uwagi techniczne i wytknięcie wszystkich paskudnych kolokwializmów i innych baboli, to bardzo pomocne.

Ogromnie się cieszę, Raixly, że uznałaś uwagi za przydatne. Będę cierpliwie czekać na dalszy ciąg. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Też jestem ciekawa dalszego ciągu :)

Krótka, klasyczna scenka w karczmie… Wydawałoby się – nic ciekawego.

A jednak fajnie wyszło :D

 

Jak o tym myślę, największymi plusami tej opowieści (co mogę stwierdzić już teraz, na starcie) jest wiarygodny świat, jakże inny od tych klasycznych uniwersów “fantasy” oraz Ziemi, świetni bohaterowie, do których czuje się sympatię i których chyba naprawdę “czujesz”, no i to, co jest wynikiem tych dwóch – immersja. Moim zdaniem kwintesencja dobrej opowieści ;)

 

Uff, dobrze, że wróciłem, bo dyżur dał trochę w kość (6 opowiadań do przeczytania! :O ).

Nie poddawaj się, Raixly! Wiem, co znaczą wymagające studia, a przecież i żyć trzeba, i jeszcze odpocząć, ale musisz się zorganizować ;)

 

Ode mnie, na razie, tyle. Na koniec zbłąkane “z”, które żem przyuważył ;)

Po chwili z postawiła je przed klientem.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Nowa Fantastyka