- Opowiadanie: Nowa - Obiecaj

Obiecaj

Jadący na rowerze zaspany boy gazetowy rzucił machinalnie wyciągnięte z podręcznej torby codzienne wydanie „Czasu Prowincji”. Na wątpliwej jakości podjeździe przed domem państwa Nortonów wylądowała zawinięta w rulon lokalna gazeta, odbijając się wcześniej z hukiem o okno ich posesji. Zadająca mnóstwo pytań Mała Adele, zaciekawiona obiektem latającym, poleciała przed główne drzwi wejściowe, i wspinając się na palce, po raz pierwszy samodzielnie wpuściła nieco światła i powietrza do domu państwa Norton, naciskając z całych sił końcami palców metalową klamkę.

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Obiecaj

Jadący na rowerze zaspany boy gazetowy rzucił machinalnie wyciągnięte z podręcznej torby codzienne wydanie „Czasu Prowincji”. Na wątpliwej jakości podjeździe przed domem państwa Nortonów wylądowała zawinięta w rulon lokalna gazeta, odbijając się wcześniej z hukiem o okno ich posesji. Zadająca mnóstwo pytań Mała Adele, zaciekawiona obiektem latającym, poleciała przed główne drzwi wejściowe, i wspinając się na palce, po raz pierwszy samodzielnie wpuściła nieco światła i powietrza do domu państwa Norton, naciskając z całych sił końcami palców metalową klamkę. Chwilę później przytulała już „Czas Prowincji” do różowej piżamki a świeży tusz drukarski zaznaczył materiał wiadomościami. Adele przebiegła przez kuchnię z prędkością światła, niemal ze świstem przecinając pytania dorosłych Nortonów, zostawiając je daleko poza sobą. Chwilę później znalazła się pod pokojem swojej starszej, dorosłej już prawie siostry Emily i nie pytając o pozwolenie, wparowała przez lekko uchylone drzwi wprost na łóżko nastolatki. Mała Adele nie potrafiła jeszcze czytać, ale gazeta wydała jej się akurat dzisiaj na tyle ciężka, że musiała zawierać jakieś bardzo ważne informacje. A teraz Emily powinna je rozszyfrować w jej imieniu. Nastolatka chciała machinalnie odgonić małą ze swojego łóżka ale zanim wskazała palcem kierunek na drzwi mówiący sam za siebie „zmiataj stąd”, kątem oka wyłapała część nagłówka. Słowo „konkurs” wytłuszczone w zalewie nic nie znaczących polityczno – gospodarczych informacji, przykuło jej uwagę. Emily rozwinęła gazetę i biorąc Adele za jednoosobowe audytorium, przeczytała na głos treść ogłoszenia:

„Szanowni mieszkańcy. Lokalne Kółko Prozotwórstwa ogłasza konkurs na opowiadanie. Chcąc aktywizować naszych drogich mieszkańców zapraszamy do pisania historii, rzeczywistych, zmyślonych, ale autorskich. Dla nas nie liczy się wiek piszących Liczy się treść, zawartość. Nie stawiamy żadnych ograniczeń oprócz ilości znaków a jedynym kluczem do stworzenia historii jest hasło „Obiecaj'”. Pod główną częścią ogłoszenia kaskadą spływały szczegóły konkursu dotyczące limitu znaków, terminu dostarczenia dzieła oraz nagrody pieniężnej.

– Nagroda pieniężna ! Jasny gwint ! – wykrzyknęła Emily a kierujący nią nagły entuzjazm wyrzucił z ust salwę pomysłów. Mała Adele stała z palcem wskazującym umiejscowionym w nosie, dłubiąc nim machinalnie celem powiększenia dziurki. – Słuchaj mała, muszę wymyśleć coś naprawdę ekstra i wygrać tę nagrodę ! Ojciec zabrał mi kieszonkowe odkąd dowiedział się, że kupuję za nie papierosy. Ale ja już mu pokażę. Muszę być niezależna finansowo. Muszę zdobyć tę nagrodę, rozumiesz, mała?

Owszem. Mała Adele rozumiała poszczególne słowa ale ich natężenie i szybkość z jaką zostały wyrzucone z ust siostry, wciąż trzymały ją w lekkim osłupieniu, z palcem pozostającym w nosie.

– Spadłaś mi dzisiaj mała z nieba. Dzięki ! – Emily zerwała się z łóżka, cmoknęła dziewczynkę w czoło, potargała jej blond włoski, po czym lekkim pacnięciem w pupę wygoniła ją za drzwi, zamykając pokój na klucz.

Dziewczyna siedziała w zamknięciu już czwartą godzinę. Za oknem zrobiło się ciemno, gałęzie drzew agresywnie uderzały w szybę po drugiej stronie, próbując przerwać Emily proces twórczy. Zapomniała o głodzie i zaschniętym gardle, gryząc nerwowo koniec długopisu. Na kartce widniały pokreślone tytuły ujęte w cudzysłów. Kilkadziesiąt bazgrołów znaczyło papier. Mimo niepodważalnego talentu pisarskiego, jakim obdarzona była Emily, wszystko co do tej pory przychodziło jej do głowy wydało się zbyt banalne by mogło reprezentować głos pokolenia czy być tym zwycięskim, literackim arcydziełem. Nastolatkę od pewnego czasu zaprzątały inne sprawy aniżeli wypracowania, których niekwestionowaną królową była jeszcze 2 lata temu. Teraz w głowie miała chłopaków, złamane serca i babskie ploty o ciuchach. Czas płynął nieubłaganie, w przeciwieństwie do myśli Emily, które skupione były głównie na „nagrodzie pieniężnej” oraz planowaniu listy wydatków. Te dwie rzeczy determinowały nastolatkę, toteż gdy w piątej godzinie papier został w całości pokryty pomazanymi tytułami, Emily doznała olśnienia. W tej samej chwili gruby konar drzewa przebił okno a do środka pokoju posypały się złowrogie odłamki szkła.

 

***

Komisja konkursowa obradowała przy stole jedenastą godzinę. Filiżanki po kawie zarosły ciemnobrązowym nalotem. Po kilku godzinach nikomu nie przyszło już do głowy, by podnosić się z krzesła tylko po to, by umyć kubki bądź wyciągać nową zastawę. Decydenci przestali nawet wychodzić na papierosa. Rozpalili się przy stole, robiąc w popielniczce wielkiego jeża.

 

– Słuchajcie, ja już nie mogę. Co za gówno – odezwał się Frank, przewodniczący komisji, który zdaje się ledwo już widział na oczy, tak ze zmęczenia, jak z powodu parawanu dymu, który jak mgła skracał widoczność w pokoju do minimum – mogliśmy przynajmniej zawęzić kategorię wiekową autorów co wykluczyło by te powtarzające się, nastoletnie dyrdymały ! – Frank wymachiwał trzymaną w ręku kartką i na potwierdzenie swoich słów przeczytał kawałek nadesłanej prozy:

 

-”Patrzył mi głęboko w oczy, trzymając za rękę. Odgarnął kosmyk włosów z mojej twarzy i powiedział: zostańmy przyjaciółmi. Obiecaj, że to przemyślisz. Ja odpowiedziałam mu, że przecież obiecał, że będziemy razem do końca życia i na następne wakacje pojedziemy pod namioty. Obiecał mi, że będziemy zrywać czereśnie w ogrodzie. Przecież mi obiecał, obiecał, obiecał….” – cytował pogrążony w złości Frank. Był tyleż zły co załamany. Przez kilkadziesiąt lat swojej pisarskiej kariery udało mu się uniknąć takiego cyrku. Zdecydował się po raz pierwszy na złamanie swoich zasad ale wiedział już, w tej właśnie chwili przekonał się, że robi to po raz ostatni. I żadne pieniądze tego świata nie zmuszą go do czytania kilkuset stron pamiętników nastolatek. Przechodził przez to jako ojciec ale to było co innego. Ta powtarzalność romantycznych obietnic opisywanych przez naiwne dziewczęta mdliła go do potęgi.

Martha, jak u ciebie? Masz coś ciekawego? – zapytał z gasnącą nadzieją Frank. Martha była jednym z członków komisji. Nie miało znaczenia, że była kobietą. Miała bardzo analityczny umysł i takie, jak to nazywała, „literackie pierdolenie” denerwowało ją chyba jeszcze bardziej aniżeli Franka czy Stevena, trzeciego do pary w tej karuzeli miałkości.

Niestety nie. Słuchajcie tego: „Obiecała mi, że wróci o dziesiątej a tymczasem wróciła o piątej. Dlaczego tak powiedziała? Nie wiem. Jest jak świnia w chlewie…” – odczytała Martha, kręcąc oczami w niedowierzaniu. – Co to w ogóle za tanie rymowanki??? – wycedziła, wypuszczając z siebie głośne, bezsilne „o matko”. A miała na dzisiaj całkiem obiecujące plany. Panel dyskusyjny w Centrum Kultury na temat wpływu literatury fantastycznej na rozwój inteligencji emocjonalnej u dzieci w wieku rozwoju. Takie samo pieprzenie jak tutaj ale przynajmniej połączone z poczęstunkiem i szklaneczką dobrego wina po. A oni? Cisnął się w tej małej przestrzeni, osaczeni psychozami nastolatek na temat niespełnionych miłości, obiecanek – cacanek oraz dalekich od ideału relacji rodzinnych. Gdyby przynajmniej część z nich pisała bo lubi. O nie. Teksty te jasno pokazują, że dzisiejsza młodzież kieruje się w życiu prostym kluczem sukcesu: jak najmniej się narobić by jak najwięcej (bądź cokolwiek) zarobić. Byle pismak w dzisiejszych czasach jest w stanie odnieść sukces. Wystarczy, że uplecie rymowankę, wyrecytuje ją na youtube a miliony polubień uczynią z niego wzór wszechświata.

Martha nie zdążyła prowadzić myśli w dalsze zakamarki beznadziejności sytuacji. Z zadumy wyrwał ją okrzyk Stevena.

– Matko boska przenajświętsza, mamy to !! – euforia mężczyzny przebiła się przez gęste powietrze, e jednej chwili cucąc członków komisji konkursowej – słuchajcie, mamy to ! Przysięgam, nie jest to grafomańskie pieprzenie nastolatki, które na tle pozostałych wydaje się całkiem dobre. To naprawdę jest kawał wciągającej prozy.

Faktycznie, do tej pory Steven rzadko zabierał głos w obradach kapituły więc jego głos w sprawie, i to taki głos, musiał coś znaczyć. Do tej pory na liczne pytania pozostałej dwójki Steven odpowiadał stylem 'na odwal się', wydając z siebie jedynie 'acha', 'yhym', 'tak tak'. Sprawiał wrażenie, jakby był zaczytany w czymś bardzo literacko pociągającym ale ani Frankowi ani Marcie nie przyszło do głowy, że znajdzie się uczestnik konkursu, który przebije rosnący balon pustki i miałkości i zdoła ich czymś zaciekawić. A jednak. Steven podszedł do nie otwieranego od rana okna by wpuścić do środka trochę letniego, nocnego powietrza. Stanął w ramie a rysujący się za jego plecami księżyc w pełni tworzył coś na wzór aureoli. Wciągnął głęboko zapach nocy do nosa:

Wojna rozdzielała nas co chwila tak gwałtownie, tak irracjonalnie, tak niespodziewanie, że ten krótki czas darowany nam w Jałcie nie mógł zmaterializować się inaczej. Personifikacją naszego duchowego porozumienia jest Johnny, ten mały chłopiec, Twój syn. Oh Franklinie, jest tak bardzo podobny do Ciebie. Ten mezalians nie może skończyć się dobrze, tak mawia moja prababka, ale jak można powiedzieć cokolwiek złego o tym małych oliwkowych oczkach, ledwo widocznych kosmkach włosków, przylepionych do czółka Johnny'ego, który w tej chwili tak bardzo mi Ciebie przypomina. Nie wiem kiedy otrzymasz ten list Franklinie ale jeśli tak się stanie to obiecaj mi proszę, obiecaj zaklinając się na swoją matkę, że porzucisz politykę i pierwszym możliwym transportem przyjedziesz na chrzciny Johnny'ego. Twoja kochająca Cię …. – tak kończył się list, którego imię i nazwisko autorki zostało zamazane przez czas. Od końca 1945 roku aż do teraz list ten krążył z rąk do rąk, próbując trafić na swego odbiorcę. Wraz z zacieraniem się niektórych części tego poruszającego listu umożliwiających identyfikację adresata oraz autorki listu, zatarły się też możliwości połączenia dziecka z ojcem. Nie sposób ocenić przez ile rąk przeszedł ów list, czy adresat żyje, czy przeżył wojnę wzmiankowany Johnny ale jedno jest pewne – ci, którzy przekazywali list przez swoje ręce, obiecując kolejnym przekazującym, że puszczą go w świat, swojej obietnicy dotrzymali. Nie wiem gdzie mogłabym dalej puścić ten list, chyba do Muzeum Historii. Od zakończenia wojny minęło już kilkadziesiąt lat. Nie sądzę, abym mogła jeszcze jakoś pomóc ale spróbuję. Jak obiecałam. Dopóki jest nadzieja. Bo nadzieja umiera ostatnia. Crystal Norton, 2005 rok”.

Steven skończył odczyt końcowego fragmentów opowiadania. Całość tekstu, napisana przez, jak zaświadczał podpis w stopce dokumentu, kilkunastoletnią Emily, obfitowała w tak niespotykane u tak młodej postaci stylistyczne zabiegi oraz tak realistycznie oddawała czasy wojny, że kapituła nie miała już wątpliwości w czyje ręce trafi te pięć tysięcy dolarów. Nagrodą była również publikacja opowiadania w gazecie, nie we fragmentach, ale w całości i nie tylko w lokalnym „Czasie Prowincji” ale na ostatnich stronach „USA Today” ! Była to ta słodka wisienka na torcie, o której wspominał regulamin konkursu, nie zdradzając charakteru tej wisienki. Jednym słowem – zwycięzca miał dowiedzieć się o tym wydawniczym splendorze dopiero po ogłoszeniu wyników konkursu.

Noc chyliła się ku końcowi. Po dwudziestej godzinie obradowania, gdy słońce wschodziło znad horyzontu, kapituła skończyła posiedzenie i szczęśliwa rozeszła się do domów.

 

***

 

Emily o mało nie spadła ze stołka gdy z sąsiedniego pomieszczenia zawołała ją matka, przywołując nazwę organizacji, która organizowała konkurs na opowiadanie.

Emily, telefon do ciebie. Dzwonią z jakiegoś Lokalnego Kółka Prozotwórstwa. Możesz podejść czy mam cię przełączyć na drugi aparat? – krzyknęła z kuchni.

Dziewczyna odkrzyknęła twierdząco na sugestie rozmowy w osobnym pokoju, wzięła głęboki oddech i przyłożyła słuchawkę do ucha.

Tu Emily Norton, słucham – nastolatka próbowała ujarzmić podniecenie ale im dłużej trzymała słuchawkę przy uchu, tym bliższa była piskom i odprawieniu tańca hula. Opanowała się by dokończyć rozmowę, jak dorosły z dorosłym. W końcu mowa była również o pieniądzach. – Dziękuję, to wspaniałe, nie spodziewałam się…oh…naprawdę…aż tak bardzo…?Ojej….doprawdy, jest mi naprawdę bardzo miło…– krygowała się Emily choć w duchu była tak podniecona, że zaczęła zapadać się myślami znowu w swoją listę zakupów. – że co ??? Emily zachłysnęła się słodkim mlekiem w którym pływały rozciapane czekoladowe kulki śniadaniowego Chocapic.– jaka znowu publikacja ???

Dziewczyna w ciągu sekundy straciła cały rezon, kuląc swoje ego do rozmiarów pestki od czereśni i to jeszcze niedojrzałej. Gdy już złapała w miarę równomierny oddech, kontynuowała przekonywanie komisji, że nie zależy jej na publikacji i naprawdę, ona nie chce żadnego upubliczniania swojego tekstu i pieniądze w zupełności wystarczą. Naprawdę.

Proszę państwa, ja naprawdę mogę zabrać tylko nagrodę pieniężną, nie zależy mi na publikacji – próbowała jak mogła Emily ale im dalej brnęła w tych sztucznych przekonywaniach tym bardziej traciła grunt pod nogami i stawała się agresywna.

Słuchajcie mnie, ja nie pozwalam ! Nie wyrażam zgody, kategorycznie odmawiam ! Ja nie chcę już tej głupiej nagrody. Jeśli opublikujecie moje opowiadanie to oskarżę was o jakieś naruszenie. Mój tata jest prawnikiem i policzy się z wami raz, dwa, trzy.

Emily nie wytrzymała. Nie dała dokończyć głosom po drugiej stronie słuchawki, które zapewniały ją, że wysyłając tekst na konkurs, w całości akceptuje przedstawiony w gazecie regulamin. I nie ma żadnej apelacji, którą straszyła ich Emily. Rzuciła słuchawką o podłogę i w spazmach płaczu pobiegła do swojego pokoju. W kuchni ktoś odwiesił słuchawkę udając, że wcale ale to wcale nie podsłuchiwał. To, co miała przynieść nadchodząca noc, dałoby nauczkę każdemu. Dobrze, że była obok matka.

 

***

Emily długo wierciła się w łóżku zanim zapadła w krótki sen. Ojciec zdążył wymienić zaklejone grubą folia miejsce po oknie na odporną, grubą szybę. Poprzycinał też konary otulające dom tak, by nie zaglądały w burzowe dni do pokoju dzieci z takim impetem. Mała Adele spała dzisiaj z rodzicami, odrzucona kilkukrotnie przez Emily, która w żadnym wypadku nie chciała dzisiaj dzielić łóżka z młodszą siostrą. Dziewczyna zamknęła oczy i błagała, licząc z międzyczasie owce, o nadejście snu. Dopiero przy dwutysięcznej pierwszej przeskakującej przez płot, białej nieboraczce zdołała stracić na chwilę kontakt z rzeczywistością, oddalając się w upragnioną krainę Morfeusza. Sen zawsze przynosił dobre rozwiązania.

Dziewczynę obudziło smyranie po szyi. To, co nie raz testowała przed zaśnięciem a co było tylko głupią zabawą i igraniem ze swoją psychiką, teraz było bardzo mocno odczuwalne. Nastolatka nie raz przed zaśnięciem wyobrażała sobie, że ktoś za nią stoi, że przygląda się jej, że ją dotyka palcem by po chwili opuścić pokój. Tak mocno wyobrażała to sobie, że czasami mogła przysiąc, że ktoś faktycznie był w pokoju i dotykał ją po plecach. Lubiła igrać sama ze sobą. No ale kto tego nie lubił. Przecież wszyscy tak robią. Ale tym razem naprawdę czuła, że ktoś za nią stoi. Bo jak mogła wyobrazić to sobie skoro przed chwilą spała, była nieświadoma a ten dotyk ją właśnie wybudził. Emily bała się odwrócić. Mogłaby przysiąc, że ktoś ją dotyka ! Całe ciało miała sztywne od lęku. Nawet głos, do tej pory taki wyszczekany, ugrzązł jej w gardle jak ość podczas jedzenia ryby. Stróżki moczu zaczęły spływać po udach wprost na świeżo zmienianą pościel. Czuła, że sika do łóżka ale nie była w stanie wydać z siebie okrzyku 'ratunku'. Dotykające ją coś było zimne, jechało wzdłuż linii kręgosłupa aż do szyi, zataczając wokół niej półokrąg, powoli przenosząc się do oka nastolatki. W pierwszym momencie nie była w stanie ujrzeć co jest przystawiane do jej oczu ale po chwili jakaś promieniująca postać wzniosła się do góry, rozpostarła szpony a z przypominającego gębę otworu polały się przerażające dźwięki:

Czy tak cię wychowywałam, dziewczyno?? Czy w takich wartościach ? – rosnąca nad Emily transparentna, świecąca postać buchała złowrogą wyliczanką pytań. Emily nie odpowiadała na te retoryczne zaczepki. Bo zaskoczona i przerażona do granic utraty życia tym co się działo w jej pokoju była na pewno ale poczcie wina nie pozwalało jej stanąć do równej walki ze zjawą. Wraz z ilością przedstawianych ze strony zjawy oszczerstw, Emily powoli rozpoznawała w nich swoją świętej pamięci babcię, zmarłą z końcem w 2005 roku Crystal Norton. Babcia Crystal była osobą sprawiedliwą, uczciwą, dobrą i miłą ale ze wszech miar gardziła tymi, który odważyli się na haniebne akty nieuczciwości. Potrafiła być wtedy szczera do bólu, agresywna i bojowa a selekcja słów była ostatnią rzeczą, jaka ją w takich chwilach interesowała. Emily bardzo kochała swoją babcię ale w takich chwilach jak ta, również za życia, bardzo się jej bała.

Ale….babciu….proszę….przestań. Zmoczyłam się ze strachu, już nie mogę, jest mi strasznie zimno…– udało się wycedzić dziewczynie przez zaciśnięte gardło. Przerażenie nie ustępowało ale świadomość, że dostaje rugi od swojej zmarłej nie tak dawno babci wprowadziła element swojskości, jeśli można tak w ogóle o tej sytuacji spotkania żywego ze zmarłym powiedzieć. – Babciu, ja cię bardzo przepraszam…chciałam zarobić tylko na swoje wydatki, nie chciałam nikogo skrzywdzić. Znalazłam ten list robiąc porządki po twojej śmierci i pomyślałam, że schowam go sobie na pamiątkę. A teraz wykorzystałam to w imię……

Zamilcz, ty głupia, nierozumna dziewucho!! – zagrzmiała – Przywłaszczyłaś sobie czyjeś życie jako swoje dzieło. To się nazywa kradzież. Powinni wsadzić cię do więzienia. Gdyby to ode mnie zależało, poszłabyś do poprawczaka bądź na ciężkie roboty społeczne przy budowie drogi. Nie, nie drogi – autostrady! I to takiej, która budowana jest przez kilkadziesiąt lat, przez nieuczciwego wykonawcę, któremu wszelkie normy jakości i bezpieczeństwa nie są zatwierdzane i który do końca swego życia musi dokonywać korekt swego dzieła. Autostrada, której końca nie widać. Gdyby to ode mnie zależało, przykuła bym Cię kajdanami za obie nogi i kazała przerzucać łopatą grunt przy tej autostradzie aż do końca twoich dni. Coś ty sobie wyobrażała dziewucho? Że nikt się nie dowie? Wiesz ile osób uczestniczyło w próbie przekazania tej intymnej historii do odbiorcy? Wszyscy, absolutnie wszyscy, zachowali zasady dobrego wychowania i poufności, starając się za wszelką cenę połączyć ojca z dzieckiem a ty w jednej chwili wystawiasz nasze zbiorowe, historyczne dzieło na upublicznienie i niweczysz zbiorowy trud, podpisując się pod tym jako autorka.

Babciu…nie myślałam tak o tym, proszę cię…przestań. Ja to wszystko wycofam, wycofam się z konkursu, już nie chcę tych pieniędzy. Gdybym wiedziała, jakie będą skutki skopiowania tego listu to przysięgam…przysięgam na własną babcię…eeeee….na swoje zdrowie chciałam powiedzieć, że nie podjęłabym się tego nigdy przenigdy. Przysięgam ! – błagała Emily, próbując wyswobodzić ciało z niewidzialnej, oplatającej ją arcy-mocy.

Wy, współczesne nastolatki, widzicie tylko pieniądze i zabawę, za nic macie sobie historię i wartości, które w czasach mojej młodości się liczyły. Macie wszystko w dupie. Po prostu. Mam nadzieję, że następnym razem pomyślisz, zanim coś zrobisz – zawyła Crystal i zanim rozpłynęła się na dobre, postraszyła jeszcze trochę dziewczynę jękami i warkotami.

 

Oniemiała Emilie leżała jeszcze dłuższą chwilę na łóżku zanim zebrała się na odwagę by pozbierać do kupy swoje członki i zmusić je do zrobienia najmniejszego choćby ruchu. Mokra koszula nocna lepiła się do spoconego ciała, przepoczwarzając Emilie w dziwny twór. Dziewczyna zwlokła się w końcu z łóżka a ręce i nogi zdawały się podążać każde w innym kierunku. Resztami sił dotarła do pokoju rodziców, gdzie w małżeńskim łożu spał ojciec, matka i mała Adele. Wgramoliła się jakoś na tę rodzicielsko – siostrzaną kupę ciał i zasnęła, zanim zdążyła pomyśleć, czy jeszcze się kiedyś obudzi.

 

***

 

Przez wiele dni Emily próbowała na wszelkie możliwe sposoby wycofać się z konkursu. Przeróżne wymyślne fortele okazywały się nieskuteczne. Komisja konkursowa nie wiedziała jeszcze ale wkrótce miała się dowiedzieć, dlaczego autorka tak usilnie stara się uniknąć nagrody, próbując zablokować publikację swojego debiutu prozatorskiego. Na nic zdały się liczne maile i telefony o błagalno – grożącym zabarwieniu. Wstyd i zażenowanie nie pozwoliło Emilie zaangażować w pomoc swego ojca prawnika zatem jej działania miały charakter tak szczeniacki jak przypadkowy oraz w ogóle nieskuteczny. Lokalne Kółko Prozotwórstwa ostatecznie opublikowało w „USA Today” zwycięskie opowiadanie kilkunastoletniej Emily Norton. Tego, co wydarzyło się dalej, nie wymyśliłby najznamienitszy bajkopisarz. Do „USA Today” zaczęli zgłaszać się liczni obywatele, którzy uczestniczyli na przestrzeni dziesiątek lat w przekazywaniu z rąk do rąk przedrukowanego w dzienniku listu. Odnalazł się 70-letni dzisiaj Johnny, owoc nieślubnego związku swojej matki z adresatem listu. Adresat nigdy nie dowiedział się, iż jest ojcem dziecka, poczętego z miłości i pasji w Jałtańskiej, nadmorskiej miejscowości. Franklin Roosevelt, 32. prezydent Stanów Zjednoczonych, zmarł zanim urodził się jego syn Johnny.

 

 

 

 

Koniec

Komentarze

2 lata – słownie

trzeciego do pary – ???

, kręcąc oczami w niedowierzaniu. – podziwiam za sprawność

Stróżki moczu – no to sprawdź, kochana, różnicę między strużką a stróżką

Zły zapis dialogów, przed wykrzyknikiem nie ma spacji, liczby słownie.

Jakiś tam pomysł był, ale poległ na polu wykonania.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

“Stróżka” – taaaak, dzięki Bemik :) Robi dużą różnicę.

Od końca 1945 roku aż do teraz list ten krążył z rąk do rąk, próbując trafić na swego odbiorcę. Wraz z zacieraniem się niektórych części tego poruszającego listu umożliwiających identyfikację adresata oraz autorki listu, zatarły się też możliwości połączenia dziecka z ojcem. Nie sposób ocenić przez ile rąk przeszedł ów list, czy adresat żyje, czy przeżył wojnę wzmiankowany Johnny ale jedno jest pewne – ci, którzy przekazywali list przez swoje ręce, obiecując kolejnym przekazującym, że puszczą go w świat, swojej obietnicy dotrzymali. Nie wiem gdzie mogłabym dalej puścić ten list, chyba do Muzeum Historii.

Sześciokrotne powtórzenie. Rekord! ;)

 

Na początku kilka nawet kreatywnie skonstruowanych zdań, ale generalnie wykonanie nie powala, sugeruję, korzystanie z betalisty (sam tak robię). Fabularnie mnie nie porwało, no ale faktycznie jakiś pomysł jest, pisanie o pisaniu (metapisanie? ;) może być dosyć ciekawe. Fragment “genialnej” pracy Emily absolutnie genialny nie jest, co widać chociażby na przykładzie zacytowanego przeze mnie fragmentu.

Swoją drogą nie chciałbym żeby jakiekolwiek spocone i zlane własnym moczem osoby wbijały mi się do łóżka, współczuję rodzicom sióstr :/

No nieźle.

Skoneczny, dziękuję za uwagi. Tak, to potworne i naprawdę nie wiem jak to się stało, że w jednym fragmencie jest aż tak duża ilość powtórzeń. Na co dzień unikam tego jak ognia i ważę każdą powtórkę, pozbywając się jej bądź zamieniając na synonim. Przyznaje się, że tekst nie odleżał koniecznego czasu do ponownego sczytania i korekt. Napisałam go w kilka godzin, sczytałam 3 razy i to by było na tyle.

 

Co do Betowania – nie znałam takiej funkcji, moja przygoda z NF przypada na lata 2010 / 2011, wtedy takiej ilości guzików i przycisków po prostu nie było. To była kapitalna zabawa w cudownym gronie. Myślałam, że Betowanie to jakaś opcja zapisywania na dysku na zasadzie “niech odczeka, dojrzeje, dojrzej i Ty drogi fantasto i wróć do tego za czas jakiś”. Czyli taka swoista poczekalnia dla autorów bez wglądu dla innych. Pojęcie bardziej informatyczne aniżeli twórcze. Dzięki za rozjaśnienie funkcji ;))

 

 

Wykonanie faktycznie nie najlepsze (btw, poprawiaj wskazane błędy), ale bardziej kłuło mnie po oczach nieprzemyślenie świata. Dlaczego jurorzy czytali teksty konkursowe wspólnie i koniecznie musieli wyłonić zwycięzcę jednego dnia? Dlaczego w konkursie uczestniczyły tylko nastolatki? Nie wydaje mi się, że można wydrukować tekst bez zgody autora, tym bardziej, jeżeli o publikacji nie wspominano wprost w regulaminie konkursu. Zasikana nastolatka nie przebiera się, tylko ładuje do łóżka rodziców? Fuj!

Dziewczyna siedziała w zamknięciu już czwartą godzinę. Za oknem zrobiło się ciemno,

A to krótki ten dzień (przecież gazetę dostarczono wcześnie rano). A podobno to było lato…

Panel dyskusyjny w Centrum Kultury na temat wpływu literatury fantastycznej na rozwój inteligencji emocjonalnej u dzieci w wieku rozwoju.

Czyli w jakim wieku?

Poprzycinał też konary otulające dom tak,

Konary otulały dom? Mieszkali w elfiej klatce?

Stróżki moczu zaczęły spływać po udach

O stróżkach już było. W jakiej pozycji spała dziewczyna, na stojąco?

 

Te wszystkie rzeczy sprawiają, że nie da się “zawiesić niewiary”, zanurzyć w Twoim świecie. Powinnaś eliminować takie zgrzyty. Bo sam pomysł na fabułę ciekawy.

Babska logika rządzi!

Pomysł, jeśli jakiś był, umarł, przywalony i zmasakrowany fatalnym wykonaniem. Opowiadanie zdało mi się strasznie prościutkie, niemal naiwne i zupełnie nieprzemyślane, a w dodatku jest napisane wyjątkowo niechlujnie. Mnogość błędów, powtórzenia, nieporadnie konstruowane zdania, niewłaściwie użyte słowa, źle zapisane dialogi i zlekceważona interpunkcja sprawiły, że lektury opowiadania nie mogę zaliczyć do przyjemności.

 

wy­lą­do­wa­ła za­wi­nię­ta w rulon lo­kal­na ga­ze­ta… – Raczej: …wy­lą­do­wa­ła zwi­nię­ta w rulon lo­kal­na ga­ze­ta

 

od­bi­ja­jąc się wcze­śniej z hu­kiem o okno ich po­se­sji. – …od­bi­ja­jąc się wcze­śniej z hu­kiem od okna ich po­se­sji.

 

za­cie­ka­wio­na obiek­tem la­ta­ją­cym, po­le­cia­ła przed głów­ne drzwi… – Nie brzmi to najlepiej.

 

Chwi­lę póź­niej przy­tu­la­ła już „Czas Pro­win­cji” do ró­żo­wej pi­żam­ki a świe­ży tusz dru­kar­ski za­zna­czył ma­te­riał wia­do­mo­ścia­mi. – Raczej: …tusz dru­kar­ski na­zna­czył ma­te­riał wia­do­mo­ścia­mi.

 

Słowo „kon­kurs” wy­tłusz­czo­ne w za­le­wie nic nie zna­czą­cych po­li­tycz­no – go­spo­dar­czych in­for­ma­cji… – Słowo „kon­kurs”, wy­tłusz­czo­ne w za­le­wie nic niezna­czą­cych po­li­tycz­no-go­spo­dar­czych in­for­ma­cji

 

– Na­gro­da pie­nięż­na ! Jasny gwint ! – Zbędne spacje przed wykrzyknikami.

Ten błąd występuje wielokrotnie w cały opowiadaniu.

 

Przez kil­ka­dzie­siąt lat swo­jej pi­sar­skiej ka­rie­ry udało mu się unik­nąć ta­kie­go cyrku. Zde­cy­do­wał się po raz pierw­szy na zła­ma­nie swo­ich zasad… – Czy te zaimki są niezbędne?

 

A oni? Ci­snął się w tej małej prze­strze­ni … – A oni? Ci­sną się w tej małej prze­strze­ni

Chyba że oni byli jeden. ;-)

 

na temat nie­speł­nio­nych mi­ło­ści, obie­ca­nek – ca­ca­nek… – …na temat nie­speł­nio­nych mi­ło­ści, obie­ca­nek ca­ca­nek

 

Wy­star­czy, że uple­cie ry­mo­wan­kę, wy­re­cy­tu­je ją na youtu­be a mi­lio­ny po­lu­bień… – Wy­star­czy, że uple­cie ry­mo­wan­kę, wy­re­cy­tu­je ją na YouTu­be, a mi­lio­ny po­lu­bień

 

– Matko boska prze­naj­święt­sza, mamy to !! eu­fo­ria męż­czy­zny prze­bi­ła się przez gęste po­wie­trze, e jed­nej chwi­li cucąc człon­ków ko­mi­sji kon­kur­so­wej – słu­chaj­cie, mamy to !– Matko Boska Prze­naj­święt­sza, mamy to! Eu­fo­ria męż­czy­zny prze­bi­ła się przez gęste po­wie­trze, w jed­nej chwi­li cucąc człon­ków ko­mi­sji kon­kur­so­wej. – Słu­chaj­cie, mamy to!

Nie zawsze poprawnie zapisujesz dialogi. Pewnie przyda się ten wątek: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550

 

Ste­ven rzad­ko za­bie­rał głos w ob­ra­dach ka­pi­tu­ły więc jego głos w spra­wie, i to taki głos, mu­siał coś zna­czyć… – Czy to celowe powtórzenia?

 

Oh Fran­kli­nie, jest tak bar­dzo po­dob­ny do Cie­bie.Och, Fran­kli­nie, jest tak bar­dzo po­dob­ny do Cie­bie.

 

ledwo wi­docz­nych ko­sm­kach wło­sków… – …ledwo wi­docz­nych ko­smy­kach wło­sków…

Sprawdź znaczenie słowa kosmek/ kosmki.

 

Twoja ko­cha­ją­ca Cię …. – tak koń­czył się list – Zbędna spacja przed wielokropkiem. Wielokropek ma zawsze trzy kropki. Po wielokropku nie stawiamy kropki.

Błędnie zapisane wielokropki występują wielokrotnie w całym opowiadaniu.

Twoja ko­cha­ją­ca Cię… – Tak koń­czył się list…

 

gdy słoń­ce wscho­dzi­ło znad ho­ry­zon­tu… – Słońce nie wschodzi znad horyzontu, wschodzi nad horyzontem.

 

z są­sied­nie­go po­miesz­cze­nia za­wo­ła­ła ją matka, przy­wo­łu­jąc nazwę or­ga­ni­za­cji… – Brzydki powtórzenie.

 

Dziew­czy­na od­krzyk­nę­ła twier­dzą­co na su­ge­stie roz­mo­wy… – Literówka.

 

tym bliż­sza była pi­skom i od­pra­wie­niu tańca hula. – Tańców się nie odprawia.

 

nie spo­dzie­wa­łam się…oh…na­praw­dę…aż tak bar­dzo…?Ojej….do­praw­dy, jest mi na­praw­dę bar­dzo miło…– – …nie spo­dzie­wa­łam się… och… na­praw­dę… aż tak bar­dzo…? Ojej… do­praw­dy, jest mi na­praw­dę bar­dzo miło… –

 

pły­wa­ły roz­cia­pa­ne cze­ko­la­do­we kulki śnia­da­nio­we­go Cho­ca­pic. – …pły­wa­ły roz­cia­pa­ne, cze­ko­la­do­we kulki śnia­da­nio­we­go cho­ca­pic.

 

i w spa­zmach pła­czu po­bie­gła do swo­je­go po­ko­ju. – Masło maślane; spazmy to płacz. Wystarczy: …i w spa­zmach po­bie­gła do swo­je­go po­ko­ju.

 

Oj­ciec zdą­żył wy­mie­nić za­kle­jo­ne grubą folia miej­sce po oknie na od­por­ną, grubą szybę. – Literówka.

Nie rozumiem, zamiast okna wstawiono szybę? A co się stało z oknem?

 

Mała Adele spała dzi­siaj z ro­dzi­ca­mi, od­rzu­co­na kil­ku­krot­nie przez Emily, która w żad­nym wy­pad­ku nie chcia­ła dzi­siaj dzie­lić łóżka z młod­szą sio­strą. – Powtórzenie.

 

Nawet głos, do tej pory taki wy­szcze­ka­ny, ugrzązł jej w gar­dle… – Wyszczekany może być człowiek, ale nie głos.

 

jakaś pro­mie­niu­ją­ca po­stać wznio­sła się do góry… – Masło maślane. Czy można wznieść się do dołu?

 

Emily nie od­po­wia­da­ła na te re­to­rycz­ne za­czep­ki. – Retoryczne może być pytanie, ale nie zaczepka.

 

ale po­czcie wina nie po­zwa­la­ło jej sta­nąć do rów­nej walki ze zjawą. – Co jej nie pozwalało?

 

ale świa­do­mość, że do­sta­je rugi od swo­jej zmar­łej nie tak dawno babci… – …ale świa­do­mość, że jest rugana przez zmar­łą nie tak dawno babcię

Sprawdź w słowniku czym są rugi.

 

Gdyby to ode mnie za­le­ża­ło, przy­ku­ła bym Cię kaj­da­na­mi… – Gdyby to ode mnie za­le­ża­ło, przy­ku­ła bym cię kaj­da­na­mi

Zaimki piszemy wielką literą, kiedy zwracamy się do kogoś listownie.

 

wy­sta­wiasz nasze zbio­ro­we, hi­sto­rycz­ne dzie­ło na upu­blicz­nie­nie i ni­we­czysz zbio­ro­wy trud… – Powtórzenie.

 

z nie­wi­dzial­nej, opla­ta­ją­cej ją ar­cy-mo­cy. – …z nie­wi­dzial­nej, opla­ta­ją­cej ją ar­cymo­cy.

 

po­stra­szy­ła jesz­cze tro­chę dziew­czy­nę ję­ka­mi i war­ko­ta­mi. – Czy zjawa babci na pewno potrafiła warkotać?

 

Wgra­mo­li­ła się jakoś na tę ro­dzi­ciel­sko – sio­strza­ną kupę ciał… – Wgra­mo­li­ła się jakoś na tę ro­dzi­ciel­sko-sio­strza­ną kupę ciał

 

Wstyd i za­że­no­wa­nie nie po­zwo­li­ło Emi­lie za­an­ga­żo­wać w pomoc swego ojca… – Wstyd i za­że­no­wa­nie nie po­zwo­li­ło Emi­lie za­an­ga­żo­wać do pomocy swego ojca

 

Od­na­lazł się 70-let­ni dzi­siaj John­ny… – Od­na­lazł się, siedemdziesięcioletni dzi­siaj, John­ny

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Finkla, Regulatorzy, dziękuję bardzo za uwagi. Widać po nich jak niechlujny jest tekst i pisany na kolanie. Przyjmuję je na klatę, poprawię opowiadanie w pierwszej wolnej chwili. Z przecinkami zawsze miałam problem. Zawsze. Po prostu ich nie widzę :)

 

Finkla, miło być fuj ;) Po takim ataku ze strony zjawy ani myślała się przebierać. Odnośnie publikacji bez zgody autora: Czas Prowincji wspomniał o tym o tutaj, oczywiście w domyśle :) . “Pod główną częścią ogłoszenia kaskadą spływały szczegóły konkursu dotyczące limitu znaków, terminu dostarczenia dzieła oraz nagrody pieniężnej.” Masz rację, powinnam to określić jasno w regulaminie skoro w dalszej części tekst się do tego odnosi:

Fuj. Jakoś nie potrafię sobie tego wyobrazić. Zasikana koszula nocna jest mokra, zimna i chyba śmierdzi. A nastolatki bywają niesamowicie drażliwe na punkcie swojej fizyczności. A jeśli jeszcze mają młodszą siostrę, która z radością opowie kolegom, jak to którejś nocy starsza się posikała, chociaż już wyrosła z pampersa…

Babska logika rządzi!

Z tego co widzę, to spora część historii opiera się na publikacji-niespodziance. I to słabo. Nie widzę opcji, aby regulamin nie był jasny w tak istotnym punkcie. Zwłaszcza w Stanach (gdzie, jak widzę, rozgrywa się akcja), bo tam mają dużego hopla na punkcie praw autorskich. 

Poza tym widzę też pewien rozjazd w innej kwestii – konkurs dla każdego, więc nie wierzę, że teksty nadesłały tylko nastolatki, jak to później wynika z posiedzenia jury. Ono samo nie jest wiarygodne. Gazeta dostarczona do sprzedaży/domu nie ubrudzi tuszem, bo ten już dawno zdąży wyschnąć. 

Zresztą mogłabym tak wymieniać i wymieniać. I te nielogiczności znacznie bardziej przeszkadzały mi w lekturze, niż usterki czysto techniczne. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Finkla, jasne ale nie po nocnych atakach przez upiora, ktorego czyn paralizuje czlonki. Dziewczyna byla wystraszona. Ostatnia mysla byla zmiana koszuli na wymaglowany i pachnacy egzemplarz badz analiza sytuacji pod katem bycia osmieszona przez mlodsza siostre. To dopiero bylaby niedorzecznosc :) Sniaca, dziekuje za szczytanie. Ten zestaw nastolatek wynika glownie z wyobrazenia,ze mamy prowincje na ktorej nastolatki nudza sie w letni dzien a rodzice zajeci sa swoimi sprawami. Wyborcza badz poranne wydanie Metra nie raz brudzilo mi palce. Znam z autopsji. Prawa autorskie i pominiecie tego przeze mnie w opisie – tak, zgadzam sie ! Dziewczyny i chlopaki, bardzo doceniam Wasze uwagi, dziekuje raz jeszcze ! Bledy poprawie i wyciagne z nich nauke :-))

Nowa, pobrudzenie palców (nie przeczę bo i mnie to spotkało), to trochę co innego niż gdy “świeży tusz drukarski zaznaczył materiał wiadomościami”. Ubranie jest suche (z założenia), a skóra palców pokryta jest warstewką tłuszczu, potu – na placach może zostać nieco tuszu z papieru. A Twoje zdanie sugeruje, że artykuł się odbił na suchej piżamce. A w to już nie uwierzę.

Może miała to być jakaś metafora (jak z przebiegnięciem przez kuchnię z prędkością światła), jednak do mnie nie trafiła i odebrałam ten fragment dosłownie.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Nowa Fantastyka