- Opowiadanie: DJ Raptor - Skrytobójca

Skrytobójca

Witam, jest to krótkie opowiadanie w wykreowanym przeze mnie świecie. To mój debiut tutaj więc proszę bądźcie wyrozumiali  ;)

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Skrytobójca

 

W trakcie mojej podróży po tym nowym i pełnym tajemnic świecie widziałem wiele dziwów, cudów i rzeczy które nie mieszczą się w głowie. Wszystko co widziałem skrzętnie opisałem w tej księdze. Walczyłem z trollami na Złotych Wrzosowiskach, przemierzałem Morze Ciszy, widziałem Dziwną Pustynie, a także wspiąłem się na szczyty Gór Słonych. Widziałem na tyle by móc z całą pewnością wykluczyć pewne niedorzeczne wymysły spłodzone w wyobraźni ciemnego pospólstwa.

Cyklopy, upiory, harpie, duchy, czy wężoludzie, a zwłaszcza od niedawna bardzo popularni wężoludzie to nic innego jak głupi wymysł wybujałej wyobraźni miernych bardów i wioskowych idiotów. A do tego jeszcze opowieści o mrocznych elfach i wampirach, istotach w gruncie rzeczy prawdziwych, ale od dziesięcioleci wymarłych. (…)

Moją szczególną uwagę przykuły opowieści o wężoludziach gdyż folklor, który obrósł tę nieistniejącą rasę jest wręcz absurdalny. Według opowieści które słyszałem w różnych zakątkach Vianty, wężoludzie to potomkowie rasy Pierwszych i to oni odpowiadają za Sferostyk. Dlaczego? Tu teorii jest wiele, chcą zrobić z nas niewolników, chcą naszych bogactw, pragną zemsty… albo chcą naszych bab. Według najróżniejszych głupich opowieści wężoludzie potrafią stawać się niewidzialni, upodabniać się do ras rozumnych lub kontrolować umysły. Wszystkie opowieści mają wspólny wątek, wężoludzie zrobią wszystko by ich istnienie pozostało tajemnicą. To jest bardzo wygodne dla wierzących w tą bujdę, gdyż w trakcie moich wszystkich podróży przez całą Viante nigdy nie spotkałem nikogo kto by ich widział na własne oczy. (…)

Nigdy nie zrozumiem dlaczego ktoś wymyśla kolejne niebezpieczne istoty skoro żyjemy w świecie pełnym bestioludzi i potworów. Po co nam więcej strachu i niepokoju? A może za powstaniem tych wiejskich legend jest jakaś historia? Niektórzy mówią że w każdej legendzie czy balladzie jest ziarnko prawdy, może z tymi wymysłami też tak jest…

 

Fragment prologu księgi: „Boso przez Viante”.

Pióra niziołka Ceyro Bosostopego. Pisarza, podróżnika, myśliciela i filozofa.

 

Gorąca krew z poderżniętego gardła poleciała na sporą odległość, zabójcy to nie przeszkadzało. Najważniejsze że jego ofiara nie wydała z siebie żadnego dźwięku. Skrytobójca lewą ręką zakrył usta hrabiego Safraga, a prawą wgłębiał się coraz głębiej w tchawice. Szybkie cięcia, jakby grał na skrzypcach. Jego ofiara szarpała się jak ryba wyciągnięta z wody, zaraz zacznie się dusić własną krwią – pomyślał Siarka ciągnąc nożem po gardle ostatni raz.

-Jak w zegarku – szepnął i delikatnie położył martwego już hrabiego na łóżku. Jego cięcia były głębokie i szybkie, nie chciał by jego ofiara niepotrzebnie cierpiała, był skrytobójcą, ale nie potworem.

Siarka wytarł krew z noża, schował go do pochwy i westchnął z zadowoleniem. Kolejne zlecenie wykonane, te nie było łatwe. Musiał przekraść się przez posiadłość pełną służby i strażników, cała akcja była dokładnie zaplanowana, spędził ponad tydzień na obserwowaniu posiadłości. Wszystko to zmierzało do tego kulminacyjnego momentu.

Skrytobójca rozejrzał się po sypialni zamożnego hrabiego, widział kilka srebrnych i złotych pierścieni na biurku. Normalnie schowałby je do sakiewki i przetrząsnął całą komnatę w poszukiwaniu cennych przedmiotów, lecz osoba która zleciła mu to morderstwo wyraziły się jasno: „nie ruszać niczego”.

-Czas kończyć tą zabawę – Siarka westchnął i sięgnął do kieszeni, miał nic nie zabierać, ale miał coś zostawić.

Rozsypał po pokoju łuski węża rzecznego, nie za dużo, tylko trochę aby osoby które znajdą ciało doszły do absurdalnego, ale oczywistego wniosku:

Hrabia Safrag był kolejną ofiarą nieuchwytnych wężoludzi.

 

+++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

 

-Było ciężko ale i tak poszło łatwiej niż myślałem. Przekradłem się przez parter i wszedłem do wewnętrznego ogrodu skąd wspiąłem się na trzecie piętro. Dwa korytarze dalej i jestem w jego sypialni, cichutko otworzyłem wytrychem drzwi i wszedłem do środka. Okazało się że hrabia zażywał kąpieli w wannie, więc pozwoliłem mu dokończyć. Gdy szedł w kierunku łóżka… CIACH! No i po robocie.

Siarka z uśmiechem rozsiadł się na krześle i rozejrzał po wnętrzu eleganckiej karczmy, napracował się tej nocy więc zasłużył na odrobinę luksusu. Nie tylko odwiedził jedną z najlepszych karczm w Pawężniku, ale na dodatek kupił drogą kolacje i pił wyborne piwo.

-Nieźle – skomentował Drzazga popijając równie drogi trunek. Był on kolegą po fachu, razem często współpracowali przy większych robotach. Był to jeden z najbliższych przyjaciół Siarki, ufał mu we wszystkim. – Słyszałem już plotki na mieście. „Hrabia Safrag kolejną ofiarą wężoludzi…”

-Zbrodnia idealna – twarz Siarki rozszerzyła się w szerokim uśmiechu. – Władze miasta próbują zatuszować całą sprawę żeby nie wzbudzić paniki, ale to walka z wiatrakami.

-No, od czasu pojawienia się „Wilka” nie dość że mamy więcej roboty niż jesteśmy w stanie wykonać, to jeszcze puściliśmy podejrzenia do kanału. Niech ci tępi idioci szukają wężoludzi nawet do końca świata.

Siarka pokiwał twierdząco głową, faktycznie od kilku miesięcy żyli na fali. Tajemniczy, małomówny i zawsze zakapturzony Wilk dawał dobrze płatne zlecenia jedno po drugim. Zadania nie były łatwe, musieli zabijać wysokich dostojników, bogatych magnatów, znanych arcykapłanów, wpływowych kupców, a nawet znanych artystów. Dlaczego? A kogo to obchodzi. Ważne że Wilk dobrze płacił, bardzo dobrze.

-Siarka, Wilk już ci zapłacił?

-Nie ale zostawił mi wiadomośc, mamy się spotkać dzisiaj wieczorem. Ma dla mnie kolejne zlecenie i więcej wężowych łusek. Mówił że to będzie coś łatwego, ale bardzo lukratywnego.

-Wiesz co? Nawet gdyby mi płacili miedziaki za to co robię to i tak bym pozabijał tych pieprzonych bogaczy. Skąd te bogate świnie mają pieniądze? Hm? Oczywiście że z wyzysku prostych i uczciwych osób takich jak my… no może nie my, ale wiesz o co mi chodzi. Pieprzone grube warchoły, zabójstwo takich szuj to dobry uczynek, robimy światu dużą przysługę, w pewnym sensie jesteśmy bohaterami…

Siarka westchnął, jego przyjaciel był nieuleczalnym rewolucjonistą, od dnia gdy się poznali narzekał na nierówności społeczne i zdemoralizowanie elit rządzących. Swoje pierwsze morderstwo wykonał na nieuczciwym sędzim który skazał jego ojca na dziesięć lat galer na rzecznych barkach. Była to częsta kara w jego rodzinnych regionach, zapewne nie była związana z faktem że sędzia był wspólnikiem wypraw handlowych płynących w górę rzeki Erdu. Niestety jego śmierć nie powstrzymała wyroku, a Drzazga musiał uciekać na zachód do wielkiego miasta Pawężnik gdzie kontynuował swoją karierę skrytobójcy.

-A jak myślisz kim jest Wilk? – Siarka spojrzał z przekąsem na przyjaciela. – Ja obstawiam że bogatym arystokratą który eliminuje swoich wrogów.

-Nie! To rewolucjonista jak ja! Ma podobne ideały i rozumie że morderstwo jest jedynym wyjściem.

-Taaa, na pewno… i dlatego ma tyle złota, ogarnij się Drzazga…

-Może jest bogatym rewolucjonistą który zobaczył niesprawiedliwość od środka, poczuł zgniliznę toczącą ten system, chce ją wyciąć i wypalić ogniem! – mężczyzna zamyślił się. – A może… jest wężoludziem…

Siarka popatrzył się na przyjaciela poważnie, lecz po chwili oboje wybuchli głośnym śmiechem.

-Eh, ale tak na poważnie, bądź ostrożny – Drzazga trochę spoważniał. – Węgorz gdzieś zniknął, miałem się z nim dzisiaj spotkać, a się nie zjawił. To do niego niepodobne…

-Wyluzuj, wczoraj robił zadanie dla Wilka, może odsypia.

-Może wpadł?

-Nie, słyszałem że jego cel został zabity przez wężoludzi.

-Siarka wiesz co… ostatnio wszyscy giną od wężoludzi. Robimy robotę za robotą, codziennie dochodzi do kolejnego morderstwa. Pawężnik jest największym miastem w Viancie, ale wkrótce nie będzie kogo zabijać… Nie ciekawi cię w jakim celu ich załatwiamy?

-Nie – skrytobójca uśmiechnął się paskudnie. – Mam to głęboko w dupie.

 

+++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

 

Siarka nienawidził tego miejsca, stary, opuszczony magazyn w południowej części dzielnicy Psiekości, zawsze czuł że jest obserwowany mimo że uliczki z racji później godziny były całkowicie opustoszałe. Wszedł przez rozpadające się drzwi do wnętrza, w środku nie było ciemno gdyż światło dwóch księżyców swobodnie dostawało się przez liczne dziury w dachu.

-Halo? Wilk, jesteś?

Cisza, obudził tylko kilka gołębi które odleciały w ciemność nocy. Skrytobójca wzruszył ramionami, Wilkowi zdarzało się spóźniać. Podszedł do centrum budynku, mijając różne gnijące śmieci i usiadł na starym krześle stojącym przy równie starym i sypiącym się stole. Co za dziura. Dlaczego Wilk wybrał taką melinę, ma złoto, moglibyśmy się spotkać w jakimś zamtuzie, albo…

-Siarka.

Mężczyzna podskoczył na równe nogi, zza jego pleców z ciemności wyszła wysoka postać. Wilk jak zawsze ubrany był na czarno i miał na głowie długi kaptur zakrywający twarz.

-Wilk wyst… zaskoczyłeś mnie, zadanie zostało wykonane – Siarka był skrytobójcą od lat, a mimo to zawszę czuł się bardzo nerwowo i niepewnie przy tym tajemniczym osobniku. – Safrag żre glebę, kto będzie następny?

-Doskonała robota – rzekł cicho mężczyzna siadając przy stole i wskazując skrytobójcy drugie krzesło. – Zostawiłeś fałszywe ślady?

-Jeśli mówisz o łuskach, to tak – Siarka usiadł naprzeciwko swojego rozmówcy. – Przyznam że przy pierwszych zleceniach trochę mnie dziwił ten pomysł, ale teraz widzę w nim przebłysk geniuszu.

-Cieszę się, oto twoja zapłata – Wilk postanowił na stole gruby mieszek, jak się okazało pełen srebrnych monet.

-Więc kto będzie kolejną ofiarą, mówiłeś że to będzie prosta robota.

-Tak, prosta i trudna jednocześnie – zakapturzona postać zrobiła długą przerwę jakby nad czymś rozmyślał. – Prosta dlatego że osoba którą będziesz musiał zabić będzie łatwo dostępna, trudna dlatego że twoim celem będzie twój druh Drzazga.

-CO?!

Resztka śpiących gołębi zerwała się do lotu.

-Musisz to zrobić – rzekł Wilk neutralnym, jakby zmęczonym głosem. – Drzazga zdradził, zabił Węgorza i Sopla. Mój konkurent przekupił go, zapłacił mu też za twoją śmierć. On cię zabije.

-Nie wierze ci!

-W takim razie idź do starej łaźni na ulicy Krawieckiej. To bardzo blisko. Ach, wiem że to nie jest… łatwe zadanie, więc możesz liczyć na sporą zapłatę…

Wilk wyciągnął grubą sakiewkę pełną złotych monet i wysypał ją na stół. Sporo tego było, trzydzieści złotych koron, więcej niż zarobił na ostatnich czterech, może pięciu zleceniach. Starczyłoby żeby żyć długo w dostatku.

-Ja… nie mogę…

-Weź złoto, idź tam i zobacz na własne oczy. Jeśli kłamałem, właśnie stałeś się bardzo bogatym człowiek za nic. A jeśli mówiłem prawdę… wiesz co masz zrobić.

-Ja… nie wierzę ci. Wezmę te złoto, ale Drzazga w życiu by nie załatwił jednego z nas. To byli… są nasi przyjaciele!

-Zobaczymy, ale Siarka śpiesz się! On nie będzie długo w tej łaźni. Weź tą kuszę i biegnij! Biegnij!

Skrytobójca schował mieszek do kieszeni, złapał za załadowaną kuszę i wybiegł z budynku. W głowie kołatało mu się milion myśli. Drzazga miałby przyjąć zlecenie żeby go zabić? Zabił już niby Węgorza i Sopla? Niemożliwe, wszyscy znali się od lat. Może nie byli przyjaciółmi w klasycznym tego słowa znaczeniu, ale mieli zasady!

-PSIA MAĆ! – w pełnym biegu kopnął wściekle bezdomnego psa.

Miał w kieszeni tyle złota że mógłby zniknąć teraz i nikt nigdy by go nie odnalazł… ale musiał wiedzieć. Musiał wiedzieć co zrobił Drzazga.

Wbrew wszystkiemu czego się nauczył przez lata swego fachu, wparował do wnętrza starej łaźni bez żadnego zwiadu i obserwacji. Momentalnie się zatrzymał.

-DRZAZGA!

-Siarka? – jego przyjaciel odwrócił się do niego. Stał w pustej sadzawce, pod jego stopami leżało martwe ciało, a Drzazga trzymał w ręce okrwawiony nóź.

-NIE! Dlaczego? Dlaczego?! – wycelował naładowaną kuszą w niedawnego druha. – To jest Węgorz! Odwaliło ci od tej pieprzonej rewolucji, co? Staliśmy się zbyt bogaci, tak? Dlatego staliśmy się twoimi wrogami?! Musiałeś nas zabić bo staliśmy się tym czego tak bardzo nienawidzisz: bogaczami! To ci siedziało w tej pieprzonej głowie cały czas!

-Siarka, to nie tak… – skrytobójca wyciągnął okrwawioną, otwartą dłoń w jego kierunku.

-Ja też, prawda? Też jestem zbyt bogaty? Ty chory draniu! Dlatego ja mam być następny!

-Siarka! Ja musiałem…

Bełt poszybował z zawrotną prędkością i uderzył Drzazgę prosto w serce, powalając go na ziemie. Siarka dyszał ciężko, dopiero po dłuższej chwili spuścił kuszę i odłożył ją na ziemię. Podszedł wolnym krokiem na drżących nogach do martwego przyjaciela.

-Dlaczego? – spytał w pustą przestrzeń.

Usiadł na krawędzi pustej sadzawki i schował twarz w rękach. Zabił swojego przyjaciela. Czuł się jak gówno.

-Dlaczego? – powędrował wzrokiem na martwego druha.

-Zaraz… – coś tutaj nie pasowało.

Drzazga wbił nóż w plecy Węgorzowi, ale dalej leżało kolejne ciało. Był to oczywiście Sopel, ale on nie zginął od ciosu nożem. Został uduszony garotą, była to broń będąca specjalizacją Węgorza, Drzazga nigdy jej nie używał.

-O na Jovika – Siarka wstał znad uduszonych zwłok. – Sopla zabił Węgorz, Węgorza Drzazga… Drzazgę ja, a…

Nie zdążył dokończyć, bo poczuł to. Ktoś miał taką samą technikę jak on. Jedna dłoń na ustach, a drugą nożem jeździ po szyi. Szybkie cięcia jakby grał na skrzypcach.

Z jego gardła wyprysnęła krew na dużą odległość, ale jego oprawcy to w ogóle nie przeszkadzało. Siarka instynktownie złapał się za krwawiącą dziurę, gorąca krew ciekła między jego palcami. Ktoś pchnął go i upadł na ziemię. Widocznie nie zależało mu na szybkiej i bezbolesnej śmierci swej ofiary, pieprzone zwierzę.

-No i po problemie – skrytobójca skulił się i panicznie próbował tamować upływ krwi jakąś brudną szmatą znalezioną na podłodze. Wiedział że to bezcelowe, ale cóż innego mógł zrobić? – Czuję obrzydzenie że musiałem obcować tak długo z tymi śmierdzącymi podludźmi. Każde spotkani i każda rozmowa była torturą dla mojego umysłu. Żołnierzu, mamy mało czasu, pisz raport do dowództwa.

Siarka znał ten głos, to był Wilk! Pieprzony zdrajca! Nagle z ciemności wyłoniła się kolejna postać, rzężący na ziemi Siarka widział tylko jego buty.

-Tak jest dowódco! Jestem gotowy.

-Wszystkie wysoko postawione osobistości podejrzane o współpracę z Codexusem zostały wyeliminowane – Wilk wolnym krokiem spacerował dookoła konającego Siarki. – Dzięki użyciu lokalnych zasobów ograniczyliśmy nasze straty i prawdopodobieństwo wykrycia do zera. Ach to mi przypomina o jednej sprawie…

Wilk kucnął koło konającego skrytobójcy i odebrał mu sakiewki, podobnie postąpił z Drzazgą, Soplem i Węgorzem. Siarka rzęził próbując łapać oddech, czuł jak gorąca krew wpływa do płuc. Zaczął pluć i kaszleć krwią, tamowanie krwawienia niewiele dawało. Czuł że umiera.

-Faza pierwsza operacja „Krwawa Pieść” zakończona sukcesem – kontynuował Wilk wracając do spacerowania po pomieszczeniu. – Przechodzimy do części drugiej czyli do przejęcia władzy w mieście i kraju za pomocą niedawno zrekrutowanych agentów. Spodziewamy się kontrataku Codexusa w przeciągu jednej doby, jesteśmy gotowi do walki. Tym razem nas nie zaskoczą.

Siarka wierzgał nogami z bólu, jedną ręką tamował upływ krwi, a drugą walił o podłogę. Nagle Wilk nachylił się nad nim, nie miał ani kaptura ani niczego co zasłaniałoby jego twarz.

-Mroczny… pfu… pfu… elf… ale… wy już nie istniejecie… jak… – wyrzęził z największym trudem, a Wilk widocznie stracił nim zainteresowanie i wstał na równe nogi.

-Żołnierzu natychmiast wyślij ten raport. Hail Nowa Brakanda!

-Hail Nowa Brakanda! Niech przetrwa ponad tysiąc lat!

Żołnierz opuścił budynek, a Wilk szepnął cicho:

-Jeszcze jedna sprawa…

Ostatnią rzeczą jaką Siarka zobaczył przed śmiercią były lądujące przed jego twarzą kawałki skóry węża rzecznego.

Koniec

Komentarze

No dobra, a gdzie tu jest fantastyka? Dwa księżyce to trochę maławo…

Czeka Cię jeszcze trochę pracy nad warsztatem. Próbowałeś napisać tekst, odłożyć go na tydzień albo dwa a potem uważnie przeczytać? Można w ten sposób wiele błędów wyłapać.

Moją szczególną uwagę przykuły opowieści o wężoludziach, gdyż folklor który obrósł tą nieistniejącą rasę jest wręcz absurdalny.

Przecinki po “folklor” (zazwyczaj przed “który”) i “rasę”. W ogóle interpunkcja Ci kuleje. Tę rasę. Biernik brzmi “tę”.

Gorąc krew z poderżniętego gardła poleciała na sporą odległość,

Literówka. Trafiają Ci się dość często.

Nie wykonał przy tym najmniejszego dźwięku.

Czy dźwięki się wykonuje? Czy są małe i duże?

te morderstwo

To. Te to liczba mnoga.

Wydaje mi się, że jak na człowieka z poderżniętym gardłem (a zatem chyba przeciętymi tętnicami szyjnymi – krew tryskająca na dużą odległość to raczej nie z żyły), Siarka dość długo zachowuje przytomność.

Babska logika rządzi!

Doskonałe uwagi. 

Tak, zawsze najpierw napiszę jakiś tekst, a po jakimś czasie lecę z poprawkami. Niesamowite że mimo to wciąż trafiają mi się literówki. Przelecę cały tekst jeszcze raz i go poprawię, zmienię też końcówkę, babska logika ma sporo racji <3

Abstrahując od imienia jednej z postaci, Skrytobójcę można podsumować jednym zdaniem: Nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka.

Opowiadanie wydało mi się dość monotonne i niezbyt ciekawe. Liczne błędy, literówki, powtórzenia, nadmiar zaimków i zlekceważona interpunkcja sprawiły, że lektura, niestety, nie była przyjemnością.

Mam nadzieję, że Twoje kolejne opowiadania okażą się bardziej satysfakcjonujące.

 

peł­nym ta­jem­nic świe­cie wi­dzia­łem wiele dzi­wów, cudów i rze­czy które nie miesz­czą się w gło­wie. Wszyst­ko co wi­dzia­łem skrzęt­nie opi­sa­łem… – Powtórzenie.

 

wi­dzia­łem Dziw­ną Pu­sty­nie… – Literówka.

 

To jest bar­dzo wy­god­ne dla wie­rzą­cych w  bujdę… – To jest bar­dzo wy­god­ne dla wie­rzą­cych w  bujdę

 

Skry­to­bój­ca lewą ręką za­krył usta hra­bie­go Sa­fra­ga, a prawą wgłę­biał się coraz głę­biej w tcha­wi­ce. – Brzydkie powtórzenie.

 

Jego ofia­ra szar­pa­ła się jak ryba wy­cią­gnię­ta z wody, zaraz za­cznie się dusić wła­sną krwią – po­my­ślał Siar­ka cią­gnąc nożem po gar­dle ostat­ni raz.Jego ofia­ra szar­pa­ła się jak ryba wy­cią­gnię­ta z wody. Zaraz za­cznie się dusić wła­sną krwią – po­my­ślał Siar­ka, cią­gnąc nożem po gar­dle ostat­ni raz.

 

-Jak w ze­gar­ku – szep­nął i de­li­kat­nie po­ło­żył… – Brak spacji po dywizie, zamiast którego powinna być półpauza. Ten błąd występuje wielokrotnie w całym opowiadaniu.

 

Jego cię­cia były głę­bo­kie i szyb­kie, nie chciał by jego ofia­ra nie­po­trzeb­nie cier­pia­ła, był skry­to­bój­cą, ale nie po­two­rem. – Czy oba zaimki są niezbędne? Powtórzenie.

 

Ko­lej­ne zle­ce­nie wy­ko­na­ne, te nie było łatwe. – …to nie było łatwe.

 

Mu­siał prze­kraść się przez po­sia­dłość pełną służ­by i straż­ni­ków, cała akcja była do­kład­nie za­pla­no­wa­na, spę­dził ponad ty­dzień na ob­ser­wo­wa­niu po­sia­dło­ści. – Powtórzenie.

 

osoba która zle­ci­ła mu to mor­der­stwo wy­ra­zi­ły się jasno… – Literówka.

 

-Czas koń­czyć za­ba­wę… – Czas koń­czyć za­ba­wę…

 

…miał nic nie za­bie­rać, ale miał coś zo­sta­wić. – Czy to celowe powtórzenie?

 

Siar­ka z uśmie­chem roz­siadł się na krze­śle i ro­zej­rzał po wnę­trzu ele­ganc­kiej karcz­my… – Na czym polega eleganckość karczmy? 

 

Był on ko­le­gą po fachu, razem czę­sto współ­pra­co­wa­li przy więk­szych ro­bo­tach. Był to jeden z naj­bliż­szych przy­ja­ciół Siar­ki… – Powtórzenie.

 

-Zbrod­nia ide­al­na – twarz Siar­ki roz­sze­rzy­ła się w sze­ro­kim uśmie­chu. – Brzydkie powtórzenie.

Proponuję: Zbrod­nia ide­al­na.Twarz Siar­ki roz­ciągnęła się w szerokim uśmie­chu.

Nie zawsze poprawnie zapisujesz dialogi. Zajrzyj do tego wątku: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550

 

Nie ale zo­sta­wił mi wia­do­mośc… – Literówka.

 

Nawet gdyby mi pła­ci­li mie­dzia­ki za to co robię… – Nawet gdyby mi pła­ci­li mie­dzia­kami za to, co robię

 

Swoje pierw­sze mor­der­stwo wy­ko­nał na nie­uczci­wym sę­dzim który ska­zał jego ojca… – Raczej: Pierw­szego mor­der­stwa do­ko­nał na nie­uczci­wym sę­dzim, który ska­zał jego ojca

Zbędny zaimek. Czy mógł dokonać cudzego morderstwa?

 

Była to czę­sta kara w jego ro­dzin­nych re­gio­nach… – Czy można mieć wiele rodzinnych regionów?

 

Była to czę­sta kara w jego ro­dzin­nych re­gio­nach, za­pew­ne nie była zwią­za­na z fak­tem że sę­dzia był wspól­ni­kiem wy­praw han­dlo­wych… – Przykład byłozy.

 

Siar­ka po­pa­trzył się na przy­ja­cie­la po­waż­nie… – Siar­ka po­pa­trzył na przy­ja­cie­la po­waż­nie

 

po chwi­li oboje wy­bu­chli gło­śnym śmie­chem. – Piszesz o dwóch mężczyznach, więc: …po chwi­li obaj wy­bu­chnęli gło­śnym śmie­chem.

Oboje, to mężczyzna i kobieta.

 

Eh, ale tak na po­waż­nie, bądź ostroż­ny – Drza­zga tro­chę spo­waż­niał. – Powtórzenie.

 

Ro­bi­my ro­bo­tę za ro­bo­tą, co­dzien­nie do­cho­dzi do ko­lej­ne­go mor­der­stwa. – Czy to celowe sformułowanie?

 

Pod­szedł do cen­trum bu­dyn­ku… – Czy można podejść do centrum budynku?

 

za­wszę czuł się bar­dzo ner­wo­wo i nie­pew­nie… – Ktoś może być nerwowy, ale chyba nie można czuć się nerwowo.

 

za­kap­tu­rzo­na po­stać zro­bi­ła długą prze­rwę jakby nad czymś roz­my­ślał. – Piszesz o postaci, a ponieważ postać jest rodzaju żeńskiego, to: …jakby nad czymś roz­my­ślała.

 

Nie wie­rze ci! – Literówka.

 

Wilk wy­cią­gnął grubą sa­kiew­kę pełną zło­tych monet i wy­sy­pał na stół. – …i wy­sy­pał je na stół.

Chyba że wysypał sakiewkę, a nie monety.

 

Weź kuszę i bie­gnij!Weź kuszę i bie­gnij!

 

zła­pał za za­ła­do­wa­ną kuszę i wy­biegł z bu­dyn­ku. – …zła­pał za­ła­do­wa­ną kuszę i wy­biegł z bu­dyn­ku.

 

Wbrew wszyst­kie­mu czego się na­uczył przez lata swego fachu… – Raczej: Wbrew wszyst­kie­mu, czego się na­uczył przez lata wykonywania swego fachu

 

jego przy­ja­ciel od­wró­cił się do niego. – Czy oba zaimki są niezbędne?

 

wy­ce­lo­wał na­ła­do­wa­ną kuszą w nie­daw­ne­go druha. – …wy­ce­lo­wał na­ła­do­wa­ną kuszę w nie­daw­ne­go druha.

 

ude­rzył Drza­zgę pro­sto w serce, po­wa­la­jąc go na zie­mie. – Literówka.

 

po dłuż­szej chwi­li spu­ścił kuszę i odło­żył ją na zie­mię. – Raczej: …po dłuż­szej chwi­li opu­ścił kuszę i odło­żył ją na zie­mię.

 

Usiadł na kra­wę­dzi pu­stej sa­dzaw­ki… – Sadzawka nie była pusta, były w niej dwa trupy.

 

Drza­zga wbił nóż w plecy Wę­go­rzo­wi… – Drza­zga wbił nóż w plecy Wę­go­rza

 

Zo­stał udu­szo­ny ga­ro­tą, była to broń bę­dą­ca spe­cja­li­za­cją Wę­go­rza… – Raczej: Zo­stał udu­szo­ny ga­ro­tą, bronią, bę­dą­cą spe­cja­lnością Wę­go­rza

 

Nagle z ciem­no­ści wy­ło­ni­ła się ko­lej­na po­stać, rzę­żą­cy na ziemi Siar­ka wi­dział tylko jego buty. – …Siar­ka wi­dział tylko jej buty.

 

Faza pierw­sza ope­ra­cja „Krwa­wa Pieść… – Literówka.

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Przeczytałem, ale tekst mnie nie poruszył. Niestety ani historia ciekawa ani wykonanie dobre. No ale trening czyni mistrzem. Zachęcam, żeby przed opublikowaniem, wrzucać opowiadanie na betalistę i poprosić kogoś o sprawdzenie. Pozdrawiam.

Przecinki, przecinki! Powtórzenia!

 

i rzeczy(+,) które nie mieszczą się w głowie. Wszystko(+,) co widziałem(+,) skrzętnie opisałem w tej księdze. Walczyłem z trollami na Złotych Wrzosowiskach, przemierzałem Morze Ciszy, widziałem Dziwną Pustynieę, a także wspiąłem się na szczyty Gór Słonych. Widziałem na tyle(+,) by móc z całą pewnością wykluczyć pewne niedorzeczne wymysły(+,) spłodzone w wyobraźni ciemnego pospólstwa.

 

Cyklopy, upiory, harpie, duchy, czy wężoludzie, a zwłaszcza od niedawna bardzo popularni wężoludzie

 

Moją szczególną uwagę przykuły opowieści o wężoludziach(+,) gdyż folklor, który obrósł tę nieistniejącą rasę(+,) jest wręcz absurdalny. Według opowieści(+,) które słyszałem w różnych zakątkach Vianty, wężoludzie to potomkowie rasy Pierwszych i to oni odpowiadają za Sferostyk. Dlaczego? Tu teorii jest wiele,: chcą zrobić z nas niewolników, chcą naszych bogactw, pragną zemsty… albo chcą naszych bab.

 

Nie poprawię tego całego, musisz mi wybaczyć, bo jest sesja. Przykro mi, że nie przyswoiłeś sobie obowiązku postawienia przecinka przed KTÓRY i ŻE. Pozostałe przecinki → czytaj zdania na głos, jakbyś był sofistą w starożytnej Grecji, powoli i z pauzami. Pauza to najczęściej przecinek – wszystkie wtrącenia, zdania złożone itp.

Przykro mi, że nie umiesz zapisywać dialogów:

-Czas kończyć tą zabawę – Siarka westchnął

Czas kończyć tą zabawę(+.) (tutaj raczej tę zabawę, ale skoro to wypowiedź, a tą funkcjonuje w mowie potocznej, może zostać) Wejdź w tutejszy poradnik i sprawdź zapis dialogów. Większość zapisałeś źle. Jeszcze ten brak spacji przy początku każdej wypowiedzi… Brrrr!

 

Niewprawnie posługujesz się czasem:

Skrytobójca rozejrzał się po sypialni zamożnego hrabiego, widział kilka srebrnych i złotych pierścieni na biurku.

Rozejrzał się – a więc jest to czynność wykonywana przez pewien czas, i jeśli opisujesz, co on widzi podczas niej, nie możesz po przecinku dać widział. Lepiej po kropce dać na przykład: zobaczył. Widział jest takie jednostkowe, przeszłe, ostateczne, pasowałoby do Skrytobójca patrzył gdzieś tam i WIDZIAŁ coś tam.

 

Generalnie, mimo ładnego języka, jest to obrzydliwy tekst, bo oszpecają go wszystkie wpadki. Dziwi, że mając taki zasób słów, jednocześnie nie znasz najprostszych zasad pisowni.

"Ateny są jak ospały koń, a ja jak giez, który próbuje go ożywić". Sokrates

Nowa Fantastyka