- Opowiadanie: gravel - Ab absurdo

Ab absurdo

Opowiadanie powstało z inspiracji Absurdalnym Konkursem, ale autoro nie mogło się zdecydować na jeden tytuł, więc wykorzystało wszystkie. Ponadto, poniższy tekst nie zawiera ani grama fantastyki. Autoro zrozumie, jeśli będzie to dla czytelników grzechem niewybaczalnym. 

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Ab absurdo

1.Sprzedam wannę z mało używaną ektoplazmą

Raz ksiądz ze szkoły spotkał się z moimi rodzicami i powiedział, że według niego jestem zły na Jezusa. To bzdura. Jak ktokolwiek mógłby być zły na dobrego faceta, beznadziejnego idealistę, nieuleczalnego marzyciela, którego jedyną przewiną była naiwność wystarczająca, by sądzić, że zdoła nas uratować – i że zasługujemy na ratunek? Nie. Jeśli na kogoś jestem zły, to na ludzi właśnie. Na nich jestem wręcz wkurwiony.

Powiedziałem to księdzu, próbował protestować, mówił, że to źle, że powinienem bliźnich kochać, ale ja odparłem, że nie dam rady, bo ich szczerze nienawidzę.

– Nienawidzę tego, że myślą cały czas o sobie, wszystko urządzają tak, by im było wygodnie, gapią się na ukrzyżowanego Jezusa i powtarzają, że to w porządku, że nic nie szkodzi, przecież sam tego chciał, przecież nas kochał, a skoro nas kochał i sam tego chciał, to wszystko w porządku, prawda? A ja mówię: nie, to nie w porządku, on bardzo tego żałuje, rozczarował się, wisi na krzyżu, wznosi oczy do nieba, patrzy z wyrzutem na swojego ojca i pyta: „Et tu, Brute…?”. Rozczarował się, był głupi, skoro miał nadzieję, że coś zmieni. Skoro nawet on się rozczarował, to jakie szanse na zachowanie złudzeń mamy my?

Rzucałem w księdza pytaniami, na które nie dałem czasu odpowiedzieć, byłem zajadły i zły. Facet w czerni, z grdyką poruszają się nerwowo nad koloratką, był w stanie wydukać tylko:

– Bluźnisz, synu. Zgubiłeś Boga.

Pobiegł na skargę do rodziców i miałem kłopoty.

– Myślisz za dużo – zbeształa mnie Mama. – W twoim wieku nie wolno tak dużo myśleć.

Tata, na poparcie jej słów, otworzył kolejną puszkę z piwem; układał z nich koło fotela mały zamek. Twierdza miała już solidne mury i cztery wieże, po jednej na każdym rogu.

– Właściwie – wtrącił – w żadnym wieku myślenie nie jest wskazane. Spójrz na nas. Sądzisz, że przeżyliśmy tyle lat na tym świecie dzięki myśleniu? Nie, mój drogi. Masz, chlapnij sobie!

Wyciągnął w moją stronę puszkę z piwem, ale nie chciałem. Mama też nie chciała, żebym pił i zrobiła Tacie awanturę. Zamknąłem się w łazience i słuchałem, jak jej wrzaski przewiercają się przez ścianę. Chciałem umrzeć. Co za wstyd. Co za rozczarowanie. Biedni Rodzice! Wyobrażałem sobie, co sąsiedzi powiedzą. Taka porządna rodzina. Taki szok. Taka strata.

Leżałem wyciągnięty w wannie i myślałem o śmierci jako rozpuszczeniu. Pozwoliłbym duszy wylecieć z ciała, które pozbawione totalitarnych rządów woli rozpuściłoby się jak lody pozostawione na słońcu. Zostałaby po mnie tylko wanna pełna ektoplazmy. Mama pewnie chciałaby ją przelać do jakiejś fikuśnej butelki i trzymać na kredensie, ale Tata by się nie zgodził.

– Potrzebujemy pieniędzy. Jutro wywieszę ogłoszenie. Taką mało używaną ektoplazmę pewnie jakiś zjeb by kupił.

Leżałem tak i dumałem, a duch uparcie trzymał się ciała.

 

2.Ostatni tydzień z życia nogi od stołu

Zabrali mnie do psychiatry, który miał przepisać leki, żebym mniej myślał. Porozmawialiśmy chwilę o bzdurach, ale rozmowa się nie kleiła. Nie mogliśmy nawiązać dialogu. Ale chyba zrobiłem na nim wrażenie, bo po spotkaniu psychiatra powiedział do Mamy:

– To fascynująca osobowość. Ma bardzo interesujące problemy życiowe.

Ucieszyłem się, że chociaż on mnie docenił. Dlatego postanowiłem przynajmniej dla niego się starać i na następne spotkanie lepiej się przygotowałem. Poczytałem parę książek i przyszedłem gotów zaprezentować pełne spektrum moich zaburzeń. Prawdę mówiąc, czułem się jednak, jakbym opisywał stan umysłu pogrążonej w depresji nogi od stołu, planującej samobójstwo.

I być może wówczas po raz pierwszy spojrzałem na życie z dystansu, który jest tak potrzebny, by naprawdę docenić beznadzieję.

 

3. Z paluszka będzie czy z żyłki?

Ominęły mnie te wszystkie rzeczy, które robi się mając naście lat, a potem, w życiu dorosłym, wsadza do szuflady podpisanej „Szczeniackie wygłupy” i wspomina na spotkaniach klasowych z okazji trzydziesto-, czterdziesto-, pięćdziesięciolecia matury. Lata nastoletnie rozmywają mi się dziwnie w pamięci: żadnych przyjaciół. Żadnych imprez. Żadnych dziewczyn. Żadnych koncertów. Żadnego picia. Żadnego jarania.

Tylko smutne paczki paluszków, pochłaniane namiętnie przez moją Mamę w czasie cotygodniowych seansów kinowych. I czasami wypady na ryby z ojcem.

Zastanawiałem się, czy śmierć spowodowana zanudzeniem przychodzi w paluszkach czy w szpulkach żyłki.

 

4. Szczur na patyku, serce w papierku

Postanowiłem owinąć serce papierkiem, folią aluminiową, żeby się nie zepsuło, nieużywane. Zdecydowałem, że musi poczekać na zakochanie. Tak długo, jak długo będzie trzeba. Zdecydowałem, że nie chcę się zakochać w żadnym człowieku, którego znam.

Podjąłem tę wcale niełatwą decyzję po tym, jak zobaczyłem kolegów i koleżanki z klasy katujących szczura na szkolnym podwórku.

Był wietrzny dzień, jesienny, wyszliśmy wszyscy do domu, piątek, koniec lekcji, prawie święto, bachanalia, a co to za igrzyska bez krwi i dzikich zwierząt. Dzikim zwierzęciem, małą hekatombą, okazał się pechowy szczur, który wychylił różowy nosek z kryjówki za śmietnikiem. Skusiła go paczka chipsów, rzucona niedbałą dziecięcą ręką.

– Szczur!

Cherchez la femme. Pierwszy znak wojny zawsze dają kobiety. Helenka Trojan krzyknęła jako pierwsza, chłopcy podchwycili:

– Szczur! Szczur! Szczur!

Nie zdążyłem, a może nie potrafiłem odwrócić wzroku. Nadziali szczura na patyka i ponieśli na czele pochodu tak, jak Amerykanie mogliby nieść głowę królowej angielskiej: z mieszaniną radości i wstydu, i upajającej dumy.

Jeśli o mnie chodzi, wypisuję się z rasy ludzkiej.

 

5. Krótka, smutna, lecz zarazem pouczająca historia mężczyzny, który wszędzie widział kobietę w czerwonej sukience

Moi rodzice lubili się chwalić okolicznościami, w których spotkali się po raz pierwszy, ponieważ była to rzekomo bardzo romantyczna historia, ale dla mnie zawsze stanowiła coś w stylu opowieści ku przestrodze.

Romantyczność tej historii weźmy w cudzysłów. To nie jest romantyczność ciężkiego kalibru – raczej niepotrzebny wątek romansowy z podrzędnego serialu kryminalnego niż „Romeo i Julia”.

Otóż kiedy moi rodzice byli młodzi, Tata posiadł umiejętność prowadzenia samochodu i wykorzystywał ją przy każdej nadarzającej się okazji, mianowicie jeżdżąc nocą po mieście bez celu i planu, dla samego rozkoszowania się jazdą. W czasie przejażdżek nieustannie spotykał przechadzającą się ulicami piękną kobietę w czerwonej sukni. Wreszcie zdecydował się zagadać. Zrobił to w stylu, którego mógłby pozazdrościć sam Casanova:

– Hej! – krzyknął, opuszczając szybę fiacika. – Może panią gdzie podwieźć?

W tym momencie w opowieść Taty powinna wtrącić się Mama. Mieli dokładnie opracowany sposób opowiadania tej historii.

– To ja byłam kobietą w czerwonej sukni. – To kwestia Mamy. – A chodziłam nocami po mieście, ponieważ lunatykowałam.

– Okrutnie się przeraziłem – dodawał Tata. – Mama miała zamknięte oczy i wyglądała jak zombie. Ale wciąż pięknie – rehabilitował się szybko, widząc mordercze spojrzenie swej drugiej połówki. – Gdybym był nekrofilem…

– Nie przy dziecku! – syczała Mama i przechodzili do opowiadania historii bez uwag niestosownych.

Tata się przeraził i w pierwszej chwili chciał ruszyć z piskiem opon, zostawiając piękną lunatyczkę na pastwę losu i niepraworządnych nocnych przechodniów, ale szybko przyszło mu do głowy, że to nie może skończyć się dobrze. Z braku lepszych pomysłów, zawiózł Mamę na pogotowie.

Wszystko skończyło się dobrze – chciałbym powiedzieć, że Dama w Opałach i jej dzielny Rycerz w Białym Fiaciku żyli dalej długo i szczęśliwie. Niestety, ta historia ma jednak dość smutne zakończenie.

Mnie.

A jaki płynie z niej morał?

Cóż… Też ja.

 

6. Nie zapomnij kupić soli, Ziemianinie

Zamiast ludzi widzę papierowe sylwetki.

Tak jest łatwiej. Tak jest łatwiej niż myśleć o kosmosach w ich głowach. O niezliczonych myślach, emocjach, problemach, opiniach, wspomnieniach. Myślenie o ludziach jako ludziach jest przytłaczające. Wolę patrzeć na tłum papierowych sylwetek niż tłum ciał kryjących w sobie kosmosy.

Wszyscy jesteśmy w gruncie rzeczy kosmitami.

Niektórzy są po prostu nieco bardziej obcy niż inni.

Refleksje te naszły mnie, gdy stałem w kolejce do kasy. Pani przede mną była gruba, spocona i przeciwna życiu. Podejrzewałem, że choć w teorii należeliśmy do tego samego gatunku, łączyła nas tylko niechęć do sytuacji, w której oboje się znaleźliśmy: staliśmy w kolejce w maleńkim warzywniaku na osiedlu, pocąc się w gęstym jak śmietana, wypełnionym zapachem przypalonych hot-dogów powietrzu, ocierając się o inne spocone ciała, wymieniając z tymi ciałami płyny, produkowane w wyrazie protestu przeciw ukropowi.

Przygnębiło mnie to.

Wróciłem do domu i podzieliłem się spostrzeżeniami z Mamą. Nakrzyczała na mnie, bo zapomniałem kupić soli.

– Ciągle myślisz o bzdurach, jakichś kosmosach i kosmitach – poskarżyła się. – Zakonotuj sobie wreszcie, że mieszkasz tutaj, na Ziemi, w trzypokojowym mieszkaniu w bloku, a nie gdzieś w sąsiednim wszechświecie, gdzie nie obowiązują ludzkie zasady. Tutaj się nie liczy myślenie, na miłość Boską. Idź do sklepu. I nie zapomnij kupić soli.

Poszedłem, sprowadzony do roli nędznego Ziemianina.

 

7. Śmierć wyprzedana, ale mamy jeszcze kraba

Jakiś czas później próbowałem się zabić, ale nie przez sól, na szczęście. Mimo wszystko, tego bym rodzicom nie zrobił.

Leżałem w szpitalnym łóżku, patrzyłem w sufit, po którym wolno pełzło słońce, bardzo chciałem już iść spać, ale Mama pokładała się u mojego boku, zgniatała mi prawe ramię i szlochała.

– Jak mogłeś, jak mogłeś, jaki wstyd, och, Boże, nie wytrzymam.

Była bardzo gadatliwa jak na kobietę praktycznie dławiącą się łzami. Tata za to nie mówił nic, w geście męskiej solidarności gapił się wraz ze mną w sufit i śledził słońce.

A później, gdy już wypuścili mnie ze szpitala i wymogli obietnicę, że nie spróbuję się powiesić na pierwszym napotkanym drzewie, zabrał mnie nad morze, na ryby.

Śmierci nie udało mi się osiągnąć, ale złowiliśmy ładnego kraba. Tata się cieszył, bo nie wiedział, że w Bałtyku są kraby, ale ja byłem martwy. Jak się szybko przekonaliśmy, krab zresztą też. To zasmuciło Tatę.

– Nic nie może być po prostu… w porządku – wybuchnął. – Wszystko musi mieć jakiś defekt.

 

8. W pokoju na lewo są schody do nieba

Może prawdziwa samotność to pisanie wspomnień dla czytelników, którzy nigdy się nie zjawią.

Przestałem chodzić do psychiatry i nie miałem z kim porozmawiać, a to prowadzi tylko do jednego: do pisania. Po próbie samobójczej już się nie żyje. Nawet jeśli odratowali twoje ciało, jakaś część ciebie umarła, bo podniosłeś rękę na osobę, którą powinieneś kochać najbardziej na świecie. A nieżywi nie mają wiele zajęć – oprócz myślenia.

Miałem dziesięć lat, gdy zacząłem wątpić w świat – nuciłem na melodię znanej piosenki, siedząc przed komputerem, wklepując doń zawartość głowy i udając, że nie słyszę, jak zabawa w sąsiednim pokoju trwa w najlepsze. Dźwięczała muzyka, rozbrzmiewał tubalny śmiech ojca, wino się lało, czułem zapach trawki i kobiecych perfum. Gdy jesteśmy przygnębieni, nic tak nie pogarsza nam nastroju jak cudze szczęście.

Rodzice zaprosili przyjaciół – nielicznych, po tylu latach rozstania są nieuniknione – i świętowali urodziny Mamy. Byli szczęśliwi. Albo przynajmniej takie sprawiali wrażenie i wierzyli, że tego jednego wieczoru wszystko jest w porządku. A to w gruncie rzeczy to samo.

Złożyłem Mamie życzenia, pośmiałem się uprzejmie z żartów Wujka, zwinąłem kawałek ciasta i uciekłem do pokoju. Uciekłem, by zazdrościć.

 

9. Kot

Na szczycie wzgórza, na które lubiłem się wspinać w ramach zdrowotnego spaceru poza zasięg smogu, zaradni, lubiący ogniska autochtoni ustawili w koło kilka starych sof, foteli i wersalek. Polsko-wiejska wersja Stonehenge. Dokoła zburzone ruiny fortów z puszek po piwach. Pośrodku kręgu czarny ślad po ognisku.

Na największej wersalce, niczym król na tronie, siedział wielki bury kot i łypał na mnie złym, zielonym okiem. Miał zeza rozbieżnego i drugie oko patrzyło gdzieś w bok. Koty mają tę dziwną zdolność przekuwania wad w zalety – nie budził we mnie wesołości ten jego zez. Raczej przygnębienie, jakbym nie zasługiwał na spojrzenie dwojga oczu.

– I co się gapisz? – zbeształem kota. – Tobie łatwo jest tak siedzieć i osądzać ludzi, co? Masz dziewięć żyć, cwaniaku. Jak spieprzysz sobie jedno, nie szkodzi, w porządku, zawsze możesz zacząć od początku. A co my mamy zrobić? Zanim nauczysz się żyć, wszystko skończone, trzeba się pakować i do domu.

Usiadłem na wersalce i rozpłakałem się. Kot odsunął się ze wstrętem.

 

10. Mleko

Rano usłyszałem huk, dochodzący z kuchni. Gdy poszedłem sprawdzić, co się stało, zastałem Mamę, stojącą z tępym wyrazem twarzy nad białą mozaiką, na którą składało się rozlane mleko i odłamki szkła, które niegdyś tworzyło szklankę.

– Mleko się rozlało – oznajmiła Mama głosem, w którym usłyszałem porażającą dawkę bezradności.

Czasami drobne, codzienne niepowodzenia osłabiają naszą wiarę w sens wszystkiego. Nie wiem czemu. Mama nie mogła się pozbierać po rozbiciu szklanki, jakby rozbiła się wraz z nią. Mnie rozbił w drobny mak wyraz jej twarzy: malowało się na niej absolutne przekonanie, że nic już nigdy nie będzie dobrze.

Syn próbował mi się zabić, mówiło to spojrzenie. Mąż pije. Znowu wracają myśli. Gdzieś wkradł się błąd.

Gdzieś wkradł się błąd. Gdzieś wkradł się błąd. Gdzieś wkradł się błąd.

To zdanie prześladowało mnie przez resztę dnia. Wieczorem naszła mnie chęć, by wyczyścić dysk. Skasować wszystko. Napisać wesoły wiersz. Zakochać się. Wyciągnąć ojca na ryby.

Zobaczmy, co złowię tym razem. 

 

 

 

 

 

Koniec

Komentarze

Autoro, popełniłuś kawał porządnej, błyskotliwej, mądrej i nienagannej warsztatowo prozy. Coś mi się zdaje, że za tym opowiadaniem ukryłu się nie byle kto. 

 

Trzy drobiazgi:

 

“Nadziali szczura na patyk”, nie patyka. 

 

Nie można poznać się po raz któryś, więc nie ma sensu pisać, że poznali się po raz pierwszy. Chyba, że dla podkreślenia absurdalnego klimatu. 

Złożyłem mamie życzenia, pośmiałem się uprzejmie z żartów Wujka, zwinąłem kawałek ciasta i uciekłem do pokoju. Uciekłem, by zazdrościć.

We wszystkich innych miejscach Mama jest wielką literą. 

 

Brawo!

The rain it raineth on the just and also on the unjust fella; but chiefly on the just, because the unjust hath the just’s umbrella. (Charles Bowen)

mieszkasz tutaj, na ziemi

Tę Ziemię napisałabym wielką literą. 

 

Muszę przyznać, że wyszła bardzo smuto-ładna kompilacja.  

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Smutnawy ale i bardzo ładny ten strumień świadomości. Wciągnęło.

Czyżby Gravel?

Ktokolwiek jest autorem tego tekstu, zasługuje na pochwałę za spojenie kilku motywów, haseł w spójną – i w odróżnieniu od typowo wesołkowatych absurdów – przygniatająco poważną. 

Jak wspomniał Blackburn historia mocno pochłania czytelnika, czyta się szybko i bez zgrzytów.

Historia zasługuje też na pochwałę to, że ból i smutek głównego bohatera bierze się z… niczego? nadmiernego myślenia? ogólnego wstrętu do ludzi? Powiedziałbym, że to mocno powiązywalne z rzeczywistością. 

Dla kosmetyki wypadałoby wywalić entery po zakończeniu opowiadania.

A, zanominuję do piórka, bo dawno tego nie robiłem.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

No.

Dobre.

Znam tylko pięć liter ;)

Anonimie, ujawnij się, bo ktoś gotów zanegować nominację. Ja też się nad nią zastanawiam. :-)

Autoro, miałobyś głos do piórka i od Chmurka, ale że w opowiadanio nie znajduje fantastyko, to niestety, nie tylko głosu nie będzie, ale i sprzeciw przy ewentualnej nominacji się znajdzie (I w takich momentach nienawidzę własnego sumienia…)

Gdybym musiał strzelać, to też postawiłbym na Gravel. Chwała Bogu, chałwa ludowi Jego, strzelać nie muszę )więc spokojnie możecie zdjąć hełmy i wyjść z okopów).

 

Tekst jest gg: generalnie genialny. Full szacuken już za sam pomysł na kompilację Lolowo-Morgiankowo-Bemiczkowych fanaberii. Przeniosłoś, Autoro, konkurs na nowy poziom. Albo może raczej to coś w stylu wisienki na torcie (inna – zupełnie inna – rzecz, że jakoś nie jestem entuzjastą wisienek w ogóle). Rozpisanie tego wszystkiego również wyszło świetnie. Po rozbiciu na elementy pierwsze jest masa groteski, absurdu i humoru, ale jako całość, czy nawet po złożeniu w nieco grusze płaty, staje się poważnie, depresyjnie i smutno. I tak cholernie… prawdziwie. A to już trochę niepokojące.

No i niektóre myśli, ubrane w niektóre słowa i zdania – paraliżujące.

 

Napisz to jeszcze raz, ale tak, żeby kot odpyskował a wanna zakrztusiła się ektoplazmą. Wtedy masz u mnie piórko.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Już po pierwszym tytule mogłem stawiać pieniądze, że to Twoje opowiadanie, Gravel. Zwykle nie komentuję, ale muszę przyznać, że bardzo za nimi przepadam. To też Ci się udało, chociaż wyciąłbym ostatnie, niedokończone zdanie. Bo skrzywiłem się przy nim, na sam koniec satysfakcjonującej lektury.

Świetnie ubierasz w słowa zwyczajne historie.

Ja też obstawiam Gravel. No i zgodzę się z Cieniem, że aby nominować przydałaby się fantastyka w opowiadaniu.

Znakomite!

Nie przeszkadza mi brak fantastyki, wystarczy że zastąpił ją fantastyczny absurd. Żałuję teraz, że  

Panie Organizatorki przewidziały tylko dziesięć tytułów dla konkursowych opowiadań, bo po skończonej lekturze czuję niedosyt. Chciałabym więcej i jeszcze więcej równie świetnych opowieści.

 

wszyst­ko urzą­dza­ją pod sie­bie… – Wybacz, Autoro, ale ze zwrotem robić coś pod siebie, mam jednoznaczne skojarzenie. Wiem, że to potocyzm, ale nic nie poradzę, że w moich oczach wygląda fatalnie.

 

Ucie­szy­łem się, że cho­ciaż on mnie do­ce­nił. Dla­te­go po­sta­no­wi­łem cho­ciaż dla niego się sta­rać… – Może w drugim zdaniu: Dla­te­go po­sta­no­wi­łem przynajmniej dla niego się sta­rać

 

Ro­man­tycz­ność tej hi­sto­rii weźmy w cu­dzy­sło­wie.Ro­man­tycz­ność tej hi­sto­rii weźmy w cu­dzy­słów.

 

sie­dząc przed kom­pu­te­rem, wkle­pu­jąc za­war­tość głowy do kom­pu­te­ra… – Czy to zamierzone powtórzenie?

 

Grała mu­zy­ka, roz­brzmie­wał tu­bal­ny śmiech ojca… – Muzyka nie gra.

 

i wie­rzy­li, ze tego jed­ne­go wie­czo­ru wszyst­ko jest w po­rząd­ku. – Literówka.

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Opowiadania nie podpisane,  anonimowe, moga nie być rozpatrywane przy nominacjach. Proponuję, by autorko “Ad absurdo” się ujawniło, bo to chyba niezły tekst… ;-)

 

Zaraz go sobie poczytam!

 

Edit:

 

Jestem zachwycony jak splin pożerajacy młodego Wertera! Mniam mniam! Fantastykę dostrzegłem w warzywniaku: tyle zapachów nie zmieści się w jednej kolejce-wielopaku z taką dużą kobietą w zestawie! 

 

Podobał mi się pomysł i wykonanie: zgrabnie połączone tematy w logiczny ciąg niedostosowania do reszty świata . Passus że szczurem jak z Orbitowskiego. Oszczędnie, bez marnowania słów. 

 

Ryba majta ogonem i dziękuje za dobrą lekturę.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Jeśli jeszcze dwie osoby klikną Bibliotekę, Autoro i tak będzie odanonimowane. ;-D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Zatem, czytelnicy, do dzieła – żeby dyskusja o fantastyce w tekście była gorąca! :-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Niezłesurprise

Bingo! :)

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Podobało się, choć zachwytów poprzedników raczej nie podzielam…

Pomysł na połączenie wszystkich tytułów w jednym tekście – przedni. Opko stanowi doskonałe podsumowanie konkursu i wydaje mi się, że trochę “leci” na jego popularności. Choć napisane porządnie, a i treść wartościowa (przemyślenia o próbie samobójczej rewelacyjna, ten element mnie zachwycił ;) ) to brakuje mi w nim czegoś specjalnego, jakiejś klamry, dzięki której byłoby czymś więcej niż zlepkiem scenek ze smutnego, w sumie, życia bohatera ;P

Inna sprawa, że ta nostalgia, pierwotnie umiejscowiona gdzieś w tle, w cieniu absurdu, później dochodzi do głosu i dodaje opowiadaniu nastrojowości. Mocny punkt, choć później, już w końcówce, lekko spłyciłaś wrażenie happy endem ;P

 

Mam też wrażenie, że scenki nie trzymają równego poziomu – część jest naprawdę świetna, inne bardzo dobre, a w… trzech? (stół, paluszek i szczur) czuje się niewykorzystany potencjał. Ale może to ja za bardzo przesmradzam? ;D

siedział wielki bury kot i patrzył na mnie złym, zielonym okiem. Miał zeza rozbieżnego i drugie oko patrzyło gdzieś w bok.

Powtórzenie?

 

Niemniej, wrażenia z lektury jak najbardziej pozytywne yes

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

I już jasne kto. smiley

Rzeczywiście, nie ma grama fantastyki, ale jest bardzo dobry tekst. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

No pewnie, że świetnie napisane. Gravel, weź wytłumacz co Ty masz z tym anonimowaniem – przecież Twój rewelacyjny styl i tak da się rozpoznać w mgnieniu oka ;)

Przeczytałam z przyjemnością, “Kot” podobał mi się najbardziej, ale muszę też przyznać, że zgadzam się z Primagenem – mi też zabrakło jakiegoś spoiwa do pełnej satysfakcji, co nie przeszkadza temu, że bardzo misie. :)

O, jestem jedyny. Ja przyznaję, że nijak nie potrafię docenić prozy poetyckiej i innych strumieni świadomości. To może napiszę krótko. Pomysł z połączeniem tytułów jest świetny. Ale naprawdę nikt nie sądzi, że noga od stołu wpleciona jest tak na siłę, że trudno bardziej?

„Widzę, że popełnił pan trzy błędy ortograficzne” – markiz Favras po otrzymaniu wyroku skazującego go na śmierć, 1790

(Omujborze, zostałam zdemaskowana. Wiedziałam, że czwarta nad ranem, to nie jest dobra pora na wrzucanie tekstów…)

 

Dziękuję wszystkim bardzo serdecznie za zajrzenie do anonimka, przeczytanie i skomentowanie. Literówki, powtórzenia etc, zostały potraktowane z odpowiednią dozą brutalności i wytrzebione. 

 

Dziękuję za nominację, ale jestem zmuszona poprzeć sprzeciw Cienia – to jest portal fantastyczny, więc tekst niezawierający fantastyki imo nie powinien być rozpatrywany przy nominacjach. Doklejać elementów fantastycznych nie chcę, chociaż w wersji pierwotnej opowiadanie je zawierało. Pozbyłam się ich po dojściu do wniosku, że zwykła szara codzienność jest absurdem i horrorem sama w sobie i nie ma sensu dokładać biednemu bohaterowi cierpień w postaci nalotu paranormalnego ;)

Tekst jest z założenia – przynajmniej dla mnie, ale autoro często widzi to inaczej niż czytelniko – eksperymentem literackim. Wszystkie znaki na niebie i w komentarzach wskazują, że udanym. Bardzo mnie to cieszy. Tym bardziej, że to mój najszybciej napisany tekst (i najmniej uleżany, shame on me). 

 

I jeszcze słów kilka wyjaśnień bardziej szczegółowych:

 

Gravel, weź wytłumacz co Ty masz z tym anonimowaniem

Werweno, to w dużej mierze wina niepewności. Ciężko jest uniknąć porównań – a ja chciałabym, żeby moje opowiadania były oceniane jako… no, po prostu jako opowiadania, a nie jako moje opowiadania. Pomarudzę trochę i się pożalę, ale nie lubię pisać z myślą, że muszę skakać do  poprzeczki. No i w momencie wrzucania tekstu pojawia się niepewność, strach, tchórz ze mnie wyłazi, a efektem jest anonimowanie ;)

 

Ale naprawdę nikt nie sądzi, że noga od stołu wpleciona jest tak na siłę, że trudno bardziej?

Ja, ja tak sądzę! ;D 

Pisanie pod konkretne tytuły okazało się być zaskakująco trudne i wyrżnęłam jednak głową o poprzeczkę, zamiast ślicznie nad nią przefrunąć ;)

 

Jeszcze raz dziękuję wszystkim razem i każdemu z osobna <3

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

Świetny pomysł i równie dobre wykonanie. Zabrakło mi jedynie jakiegoś tąpnięcia w końcówce, poza tym tekst czytało się dobrze Brak fantastyki nie przeszkadzał gdyż opowiadanie jest po prosty fantastycznie napisane. Gratuluję gravel wysokiej formy i czekam na kolejne teksty tym razem z większa dawką fantastyki (może ze świata Stunożnego miasta?).

Spodobało mi się, szczególnie poczętek, a potem Kot i Mleko. Tylko ostatnie zdanie jakieś takie nieprzystająco optymistyczne do wcześniejszych. Lubię odmiany, ale nie takie rozmyte, bez większego uzasadnienia ;) Choć może takie właśnie one są? Nie wiem, ja przemian nie przechodzę, jestem zawsze równie okropną osobą co zawsze :P

Jak tak cię czytam gravel, to sama nie wiem, czy ty nie powinnaś iść w literaturę piekną zamiast fantastyki. Jak Orbitowski. Potem zbierałabyś te wszystkie Paszporty Polityki :) A tak męczysz biedną Lożę, bo tekst fajny, ale bez fantastyki nie łapie się na pióro (przynajmniej w moim rozumieniu zasad).

Tylko nie "Tęcza"!

Belhaju, dziękuję, bardzo się cieszę, że Ci się podobało. Stunożne Miasto się pisze. I pisze… I pisze… Może kiedyś skończę ;)

 

Tenszo, dziękuję za komentarz. Nie wiem, co mi strzeliło do głowy z tym happy endem. Jak nie ja normalnie. No ale ile można dupić smuty? ;)

Ta fantastyka chyba u mnie wyginie w sposób naturalny, bo coraz jej mniej. Ale może to też kwestia książek, które ostatnio czytam, bo większość z nich koło fantastyki jedynie stała ;) 

 

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

Pomysł połączenia wszystkich tytułów ciekawy. Absurd nieco ułatwił Ci zadanie, ale i tak szacun. :-)

Wprawdzie ja z tych, co to chcą fantastyki, a nie lubią smętów, ale czytało się przyjemnie.

Babska logika rządzi!

Swoją drogą, gravel, robi się z ciebie taki etatowy Anonim, że każdy wie ktoś ty :P

Tylko nie "Tęcza"!

Dzięki za przeczytanie, Finklo, szczególnie, że tym razem naprawdę nasmęciłam, a fantastyki się nie doczekałaś ;) Doceniam. 

 

Tenszo, zwróciłaś mą uwagę na bardzo poważny problem… ;) No cóż, trzeba się będzie mobilizować do wrzucania opowiadań jawnie. 

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

Cóż, gravel trzyma poziom.Tylko pozazdrościć. Fantastyka czy nie, nie ma dla mnie znaczenia, kiedy tekst jest zwyczajnie dobry.

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Dzięki, Fleur, fajnie, że Ci się podobało. 

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

Koncepcyjnie lepsze od tekstów stricte konkursowych. Trochę nierówne, ale konia z rzędem tej / temu, kto ze zlepku tytułów i tematów sklei jednolitą całość…

I nie ma w tym, jak dla mnie, absurdu. Jest tylko spojrzenie z innego punktu, rzadko wykorzystywanego.

Hm, tak się zastanawiam: z ektoplazmy to jest chyba raczej dusza, a nie ciało?

Adamie, dzięki za zajrzenie i komentarz. Że nierówne, to wiem, ale – no właśnie – zamierzam usprawiedliwiać się pisaniem pod konkretne tematy. Niełatwa sprawa. A tekst był praktycznie od początku do końca improwizowany. 

Absurd jest już kwestią subiektywnego spojrzenia na tekst, życie bohatera. 

 

Marcinie, mój błąd, a raczej skrót myślowy. Chodziło mi o to, że gdy ciało zniknie, pozostanie wanna pełna duszy – ektoplazmy właśnie. Dziękuję za wyłapanie nieścisłości. 

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

Czytało się gładko, mimo tematyki opowiadanie wchłonęłam łatwo. Ale nie jestem pod takim wrażeniem, jak w przypadku niektórych innych Twoich opowiadań. Ot, rodzinka ku przestrodze, jak wiele innych. I rozpisanie na ładny tekst znanego faktu, że nastolatki są nienormalne. Tyle że w tej ich nienormalności jest jednak norma. Normalne nastolatki to jest dopiero dziwna przypadłość.

Twojemu warsztatowi nie mam nic do zarzucenia, natomiast wyzwanie, którego się podjęłaś – wykorzystać dziesięć zaproponowanych przez organizatorki konkursu tytułów, wyszło Ci pewnie lepiej, niż wyszłoby mnie, ale nie na tyle dobrze, żebym się zachwycił. Nierówne, miejscami naciągane. Chyba wolę, gdy sięgasz po własne pomysły ;).

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Ocho, dzięki za przeczytanie. Szkoda, że nie podeszło. 

 

Nevaz, też chyba wolę własne pomysły, ale ten tekst powstał niemal wyłącznie w celach eksperymentalnych ;) 

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

Plusy:

 

„Raz ksiądz ze szkoły spotkał się z moimi rodzicami i powiedział, że według niego jestem zły na Jezusa. To bzdura. Jak ktokolwiek mógłby być zły na dobrego faceta, beznadziejnego idealistę, nieuleczalnego marzyciela, którego jedyną przewiną była naiwność wystarczająca, by sądzić, że zdoła nas uratować – i że zasługujemy na ratunek?” – Cudowne zdania.

 

„Moi rodzice lubili się chwalić okolicznościami, w których spotkali się po raz pierwszy, ponieważ była to rzekomo bardzo romantyczna historia, ale dla mnie zawsze stanowiła coś w stylu opowieści ku przestrodze.” – Zabawne.

 

Minusy:

 

„Pobiegł na skargę do rodziców i miałem kłopoty.” – Brzmi, jakby jakiś dzieciak oberwał i pobiegł do jego rodziców.

 

„– Myślisz za dużo – zbeształa mnie Mama. – W twoim wieku nie wolno tak dużo myśleć.” – Wydaje mi się, że powinno być: Za dużo myślisz. Czemu mama jest z dużej? Czemu nie wolno? Bardziej by pasowało: Lepiej tyle nie myśl.

 

Czemu „Tacie”, „Rodzice” i „Mamie” piszesz z dużej?

 

Skoro chodziła nocami po mieście (lunatykowała), to prędzej czy później musiała na coś wpaść. Czemu akurat w czerwonej sukience a nie w piżamie?

 

„Śmierci nie udało mi się osiągnąć, ale złowiliśmy ładnego kraba. Tata się cieszył, bo nie wiedział, że w Bałyku są kraby, ale ja byłem martwy.” – Nie rozumiem.

 

„Tobie łatwo jest tak siedzieć i osądzać ludzi, co? Masz dziewięć żyć, cwaniaku. Jak spieprzysz sobie jedno, nie szkodzi, w porządku, zawsze możesz zacząć od początku. A co my mamy zrobić? Zanim nauczysz się żyć, wszystko skończone, trzeba się pakować i do domu.” – Nie podoba mi się przejście z liczby mnogiej „my mamy” na liczbę pojedynczą „nauczysz się”. „Wszystko skończone” kojarzy mi się ze śmiercią, dlatego nie pasują mi następne słowa. Chyba że by było napisane: trzeba się pakować i do dołu.

 

„Gdy poszedłem sprawdzić, co się stało, zastałem Mamę, stojącą z tępym wyrazem twarzy nad białą mozaiką, na którą składało się rozlane mleko i odłamki szkła, które niegdyś tworzyło szklankę.” – „Niegdyś” brzmi, jakby to stało się bardzo dawno temu.

I po raz kolejny coś bardziej jak obrazek niż historia. Na razie przejrzałem większość Twoich króciaków, więc nie wiem, jak radzisz sobie z dłuższymi formami (piórka sugerują, że całkiem nieźle). Ale już teraz mi się nasuwa myśl, że chętnie kupowałbym zbiorki opowiadań z takimi właśnie obrazkami. 

Ktoś też w komentarzach pisał, że powinnaś powoli odejść od fantastyki. Jestem ciekaw, jak radziłabyś sobie w niefantastyce (między innymi dlatego, że sam w ostatnich latach starałem się od niej odejść, a teraz trochę powróciłem). Jeśli byś miała kiedyś coś bez fantastyki i chciała, by ktoś rzucił okiem – wal śmiało. 

Odnośnie opowiadania: znów czuć Twoją rękę. To się czyta. Części fragmentów mogłoby nie być, ale równie dobrze opowiadanie mogłoby być dłuższe. Widać, że radzisz sobie w różnych gatunkach. Absurd daje radę, choć cały czas czuć tę Twoją depresyjność, melancholię. I znowu zdania perełki, chyba jedno z najlepszych to:

Może prawdziwa samotność to pisanie wspomnień dla czytelników, którzy nigdy się nie zjawią.

Jak będziesz pracować, szlifować umiejętności, to jeszcze Cię będą cytować, Gravel, jeszcze Cię będą sobie tatuować na klatach :D (W sensie że słowa).

Fun, dzięki za komentarz. Szczerze mówiąc, nigdy chyba nie napisałam niczego, co nie miałoby w sobie chociaż odrobiny fantastyki – moje wychowanie literackie nie pozwala mi na całkowite jej porzucenie ;)

Ale mam nadzieję, że ewentualny amator tatuaży będzie jednak rozsądny i nie podejmie żadnych głupich decyzji ;)

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

Gravel, coś mi się zdaje, że ostatnio ta odrobina była niedostrzegalna gołym okiem. ;-)

Babska logika rządzi!

Finklo, fantastyka jest pojęciem mocno względnym ;)

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

Na pewno. Za czasów Verne’a łódź podwodna to było SF. ;-)

Babska logika rządzi!

No, a według mojego dziadka internet jest napędzany magią i gusłami :D

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

Nowa Fantastyka