- Opowiadanie: adanbareth - Kot

Kot

Wygląda na to, że jeszcze się nie poddałam i zamierzam Was dalej męczyć swoimi tekstami ;) Tym razem powstało coś lżejszego – może to i dobrze. Tyle jeszcze dodam od siebie, że bardzo trudno było mi miarkować stężenie absurdu w fantasy (brak doświadczenia), więc nie jestem pewna, na ile faktycznie jest to opowiadanie absurdalne, a na ile po prostu satyro/parodia.  

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Kot

Słońce mocno przygrzewało. Gruby kot przeciągnął się i łypnął na skłębionych w dole ludzi. Z trzeciego piętra wydawali się jacyś tacy mali i bezwolni. Zupełnie jak sterowane kukiełki. Ziewnął. W sumie, dlaczego nie, pomyślał leniwie. Ten świat wydawał się stworzony do tego, by nim rządzić. A ze wszystkich stworzeń on miał największe doświadczenie, jeżeli chodzi o umiejętne manewrowanie ludźmi.

***

Donośny stukot butów na niskim obcasie niósł się szerokim korytarzem. Dwóch par butów, dla ścisłości. Nerwowe, śpieszne dreptanie niezbyt wysoko postawionego oficjała i pewne siebie, zamaszyste kroki… kobiety?

– Bardzo proszę, niech się panienka pośpieszy – rzucił za siebie niemal już biegnący mężczyzna o typowo służalczej aparycji. Został za to obdarowany wyniosłym spojrzeniem lodowatych, błękitnych oczu.

– Nigdy nie śpieszę się na żadne spotkania. Nie poznałam jeszcze nikogo, kto byłby wart mojego pośpiechu – odparła wyniośle kobieta, bawiąc się kosmykiem szkarłatnych włosów. Umyślnie zwolniła.

– Być może, ale tym razem ma panienka umówione spotkanie z samym imperatorem! – nie ustępował oficjał.

– Nie z pierwszym i nie ostatnim. Zresztą, kiedy mnie tu zapraszał, wiedział chyba, jak daleka podróż mnie czeka. Powinien być wdzięczny za to, że w ogóle ją podjęłam.

– Nie tyle zapraszał, ile wezwał – wymamrotał zakłopotany mężczyzna – Panienka jest obywatelem jego imperium. Poza tym, szczerze wątpię, by imperatorzy znali takie słowo jak wdzięczność.

– Nie, teraz niech pan mnie posłucha – powiedziała stanowczo kobieta, przystając i potrząsając głową z oburzeniem – Jak pan myśli, po co w ogóle istnieją imperatorzy? Po to, żeby spełniać wszystkie swoje zachcianki? Bzdura, istnieją dlatego, że ktoś musi wypełniać obowiązki, jakie świat ma wobec społeczeństwa. Jak pan zresztą może wypowiadać się na ten temat? Był pan kiedyś imperatorem?

Oficjał rozważył kilka odpowiedzi i wybrał najbezpieczniejszą z nich:

– Nie?

– To niech pan nie mówi więcej o rzeczach, w których nie ma pan praktycznego doświadczenia – podsumowała wzburzona – Zresztą, prawda jest taka, że to on czegoś ode mnie chce, nie ja od niego. Magowie nie są zwykłymi obywatelami.

Mężczyzna westchnął dyskretnie. Miał ochotę zapytać kobietę o jej „praktyczne doświadczenie”, ale ugryzł się w język. Tak jak mówiła, była magiem. Kto może wiedzieć, co magom siedzi w głowach pod tymi tonami arogancji i braku wychowania? Na szczęście zbliżali się już do sali tronowej i biedny trybik ogromnej imperialnej maszyny urzędniczej miał wkrótce zostać uwolniony od przykrego zadania. Musiał jeszcze zrobić jedną rzecz, która mogła zadecydować o jego życiu lub śmierci. Zatrzymał się przed samymi wrotami i rzucił niepewne spojrzenie na magiczkę. Jednak jakiekolwiek myśli o wstydzie porzucił już dawno. Człowiek bardzo szybko dostosowywał się do pewnych rzeczy w przykrych warunkach.

– Proszę chwilę poczekać. Imperator wymaga od nas spełnienia pewnych… kryteriów, kiedy mamy stanąć przed jego obliczem – to mówiąc, założył na głowę parę kocich uszu i z zażenowaniem poprosił kobietę o przypięcie puchatego ogona w okolicach pleców. Magiczka spełniła prośbę bez mrugnięcia okiem, ale nie mogła powstrzymać się od uniesienia brwi na widok efektu końcowego.

– To dlatego, że jego wysokość nie znosi widoku podgatunków – wyjaśnił prędko oficjał.

– W takim razie pan jest już więcej niż martwy – mruknęła, ignorując znaczące spojrzenie, które rzucił jej koci przebieraniec – No, miejmy już to za sobą. Aż jestem ciekawa tego całego imperatora.

Oficjał przewrócił oczami, kiedy nie patrzyła i westchnął. Pomacał pluszowe uszy, przygotowując się mentalnie do pchnięcia dębowych odrzwi.

***

Był Bohaterem, a wiedza powszechna, którą dysponował w zakresie szerokim, acz nieco dziurawym, dowodziła, że właśnie takimi rzeczami zajmują się Bohaterowie. Zrzucają z tronów despotycznych władców i sadzają na nich pokrzywdzone książęta o imionach szlachetnych i zarazem pospolitych, ewentualnie prawych wieśniaków z pobliskiej wioski. Rzeczywistość nie do końca odpowiadała temu schematowi, ale niespecjalnie się tym przejmował. Nigdy nie miał poczucia humoru i nie dostrzegał ironii swojego postępowania. O wiele bardziej niepokoiły go wieści o konkurencji, która podobno pojawiła się gdzieś w pobliżu całkiem niedawno. Nie spanikował, ale też nie zamierzał zwlekać ze swoją akcją, by nie zostać uprzedzonym w snutych od dawna bohaterskich planach.

***

Uderzył ich zapach ryb i liniejącej sierści. Nim czerwonowłosa magiczka zdążyła to zarejestrować, towarzyszący jej oficjał zniknął gdzieś w tłumie. Nie przejęła się tym zbytnio. Wszechobecna, rozlewająca się po sali potężna obecność imperatora całkowicie ją zaabsorbowała. Zajmowała zbyt wiele miejsca. Miejsca, które powinno należeć do niej.

Heroldowie zapowiadali jej przybycie, gdy dumnym krokiem maszerowała w kierunku tronu z pewnym siebie uśmiechem. Zara, mag żabiej kategorii przybyły z północnych peryferii Komodlandii. Imperator skrzywił pyszczek. Widocznie uważał żaby za podgatunek. Sama Zara natomiast bardzo je lubiła, zwłaszcza jako część jadłospisu.

Stanęła dokładnie dwadzieścia pięć kroków od tronu, w wyliczonej odległości, która wyglądała najbardziej dostojnie z perspektywy gapiów. Ten spasiony kot być może miał przewagę wysokości, ona jednak o wiele lepiej znała się na robieniu wrażenia. Nawet nie postało jej w głowie, by się przed nim ukłonić. Zamiast tego posłała mu czarujący uśmiech.

Stojący obok imperatora, bogato ubrany urzędnik odchrząknął i spojrzał karcąco na magiczkę.

– Jego wysokość, imperator Komdlandii Miauteus Wielki wita panią w swym pałacu, pani Zaro – rzekł wyniosłym, nosowym tonem.

– Doprawdy? Nie słyszałam, by cokolwiek powiedział – rzuciła swobodnym tonem. Dookoła niej podniósł się szum zszokowanych głosów i natychmiast umilkł, gdy imperator skierował na nią spojrzenie wyłupiastych, złotych oczu.

– Jego wysokość przemawia samodzielnie jedynie do najdostojniejszych gości – wyjaśnił urażonym i jednocześnie karcącym głosem wystrojony urzędnik.

– Och, cóż za zbieg okoliczności, bo ja też. Czy w takim razie powinnam znaleźć sobie nadętego bufona, żeby przemawiał za mnie?

Szum podniósł się znów na sali, tym razem głośniejszy. Urzędnik rzeczywiście nadął się z oburzenia tak, że wyglądał jak balonik, który przesławetny imperator mógł przebić jednym ze swoich pazurów.

– Proszę miarkować się w obecności… – zaczął, ale przerwał natychmiast na ledwo zauważalny znak kociego władcy. Imperator wbił wzrok w Zarę i długo się jej przyglądał. Wreszcie ponownie skinął na urzędnika, który odchrząknął z zakłopotaniem.

– Jego wysokość być może zaszczyci panią jednym lub dwoma słowami na koniec audiencji – powiedział ugodowo – Przejdźmy jednak do rzeczy. Dlaczego została pani tu wezwana…

Wyciągnął z rękawa długaśny zwój i rozwinął go. Poprawił binokle na nosie.

– Nasz kraj, Komodlandia przez tysiące lat rósł w potęgę pod rządami wielkich imperatorów – zaczął recytować jakby z dawna przygotowane przemówienie – Osiągnęliśmy poziom cywilizacyjny nieznany innym kulturom , zapewniliśmy dobrobyt naszym obywatelom i zagwarantowaliśmy pokój na naszych granicach. Teraz nadszedł czas, aby pozwolić i innym ludom poznać prawdziwą cywilizację i zanieść kaganek oświecenia aż po granice znanego nam świata…

– Czekaj pan, chwileczkę – przerwała mu Zara – Chcesz powiedzieć, że ten spasiony kot planuje coś w rodzaju dominacji nad światem? Przy mojej pomocy?

– Miarkuj się trochę, kobieto! To twój władca! – urzędnik aż zrobił się cały purpurowy ze wzruszenia.

– Ale dominacja nad światem…? Trochę oklepany pomysł – magiczka nie zwracała na niego najmniejszej uwagi.

– Wolimy nazywać to zapoznawaniem mniej oświeconych ludów z naszą wyższą kulturą. Ale… tak, w gruncie rzeczy chodzi o coś w rodzaju dominacji nad światem. Dlatego została tu pani wezwana przez imperatora. Ze względu na pani ponadprzeciętne umiejętności magiczne….

Zara zastanawiała się przez chwilę.

– W sumie, dlaczego nie? – powiedziała w końcu – Zawsze chciałam rządzić światem z kotem na kolanach.

Tym razem urzędnik zrezygnował z prób mitygowania magiczki, ku jej ogromnemu rozczarowaniu. Była to jak najbardziej prawidłowa decyzja z jego strony. Niektóre przypadki są całkowicie niereformowalne.

***

Bardzo łatwo było zaopatrzyć się we wszelkie potrzebne narzędzia. Jeszcze łatwiej było dostać się niezauważonym do pałacu. Bohater gratulował sobie sprytu. Zupełnie nie przyszło mu do głowy, że ta część planu poszła tak gładko, gdyż sam należał do personelu pałacowego. Nie, nie był wcale ograniczony, choć mogłoby się tak wydawać. Po prostu nie miał poczucia humoru.

***

Jak to zwykle bywa w tego typu opowieściach, pełną aprobaty dla dominacji nad światem ciszę przerwał jasny i szlachetny głos, krzyczący mniej więcej takie rzeczy:

– Twe niecne plany, o nieludzki imperatorze, być może zostały zaakceptowane przez tę oto nieuświadomioną, biedną niewiastę, ja jednak nie pozwolę, by ktokolwiek jeszcze im przyklasnął! Szykuj się na boską karę, która w mej postaci zostanie ci wymierzona!

Nie wywarło to, niestety, spodziewanego wrażenia na zebranych. Tajemniczy mężczyzna, którego sylwetkę majestatycznie oplatały promienie zachodzącego słońca, speszył się nieco. Wydawało mu się, że stanął w odpowiednim miejscu, by wywrzeć wystarczająco bohaterskie wrażenie. Na wszelki wypadek przesunął się nieco w prawo. Tak, tak chyba było lepiej.

– Za kogo się uważasz, by przerywać audiencję u Wielkiego Imperatora? – zapytał bez większego przekonania urzędnik.

Teraz wreszcie mężczyzna poczuł, że stąpa po pewniejszym gruncie. Na to akurat miał przygotowaną odpowiedź.

– Jam jest Ghargzalagul Wielki, znany na całym świecie ze swych bohaterskich czynów, syn słońca i księżyca, hrabia Ghargii i paru pomniejszych księstewek, władca co najmniej pięciu planet w naszym Układzie Słonecznym, kandydat do ręki…

– Jesteś pewien, że mamusia czytała ci właściwe bajeczki do poduszki? – przerwała mu zmęczonym głosem Zara – Brzmisz raczej jak skrzyżowanie głównego antagonisty z najmniej sensowną częścią umysłu protagonisty, w dodatku z kompleksem niższości i melomanią, a nie bohater.

– Proszę zabrać mi stąd tego człowieka – westchnął urzędnik, machnięciem ręki zbywając zdębiałego pseudo-bohatera – Czy ktoś w ogóle jest w stanie powiedzieć mi, co to za jeden?

Rozejrzał się po sali. Dworzanie najczęściej odwracali wzrok, ktoś jednak zdobył się na odwagę i powiedział:

– To nauczyciel szkoły dworskiej, sir. Kilka dni temu został zwolniony.

Parę osób przytaknęło. Teraz, gdy strach został przezwyciężony, nagle okazało się, że niewydarzony bohater miał więcej znajomych w sali tronowej.

– Faktycznie, tak było.

– Podobno nawet groził imperatorowi zemstą za utratę posady!

– Chcesz zapobiec dominacji nad światem w akcie zemsty za zwykłe zwolnienie? – w głosie Zary brzmiało coś na kształt podziwu – Człowieku, to jest już nowy wymiar bohaterstwa.

– Nie obchodzą mnie jego motywy. Wtargnął do sali tronowej i groził imperatorowi. To zdrada stanu – orzekł z satysfakcją urzędnik – Prawo przewiduje za to najwyższą karę. Skrócić go o głowę!

Kilku strażników chwyciło szamoczącego się i klnącego mężczyznę.

– Uważaj, żeby ktoś nie pozwał cię o złamanie praw autorskich – mruknęła jeszcze Zara, ale od kiedy wszystko przestało kręcić się wokół jej osoby, praktycznie straciła zainteresowanie całym widowiskiem.

***

Detronizacja miała być kompletna i całkowita. Oczywiście, także widowiskowa. Niestety, problem stanowiło ponowne obsadzenie tronu (o ile w ogóle coś z niego zostanie). Prawowity władca co prawda nie stanowiłby najgorszej opcji, choć był może nie do końca zdrowy na umyśle, ale wątpliwym wydawało się Bohaterowi, by po jego akcji znajdował się w kondycji odpowiedniej do rządzenia. Zawsze mógł znaleźć jakiegoś szlachetnego wieśniaka, ale szczerze mówiąc, poszukiwanie go wydało mu się zbyt męczące. Pozostawała jeszcze opcja, że sam obejmie tron, jako Bohater, który go zwolnił. Odrzucił ją jednak natychmiast. Zawsze wolał być Bohaterem niż władcą. W takim razie, pozostało mu już tylko jedno wyjście.

***

Zara stała na murach pałacu i wpatrywała się bezmyślnie w rozciągające się poniżej, tętniące życiem miasto. Od czasu do czasu machinalnie sięgała do miski z kandyzowanymi owocami, którą podwędziła jednej ze służących. Zaraz po nieprzyjemnym incydencie ze zwolnionym nauczycielem, imperator zarządził podwieczorek i na tym skończyły się rozmowy o dominacji nad światem. Dla Zary podwieczorek u imperatora za bardzo śmierdział rybami, dlatego wymknęła się chyłkiem, przy okazji zabierając ze stołu miskę łakoci. Jeżeli będą jej potrzebowali, z pewnością po nią przyślą. Tymczasem rozkoszowała się uczuciem wielkości, jaką dawało jej spoglądanie na malutkich ludzi na głównym trakcie, który biegł od bramy pałacu do murów miasta.

Nagle jednak w tę sielankę wkradło się bardzo nieprzyjemne wrażenie. Całym swoim instynktem Zara poczuła, że grozi jej niebezpieczeństwo. Musiała uciekać! Rozejrzała się dookoła. Nie było czasu na błąkanie się korytarzami pałacu. Zawsze mogła zeskoczyć z muru i liczyć na to, że uda jej się rzucić na czas odpowiednie zaklęcie. Jej wzrok padł na miskę ze słodyczami, a potem znów na kłębiących się w dole ludzi.

W sumie skąd mogła mieć pewność, że na dole będzie faktycznie bezpieczniej?

***

Wieczorne, parne powietrze nad miastem rozerwał nagle huk. W pierwszej chwili ludzie niepewni, czy to już niebo wali się im na głowę czy może jednak to ziemia postanowiła zetrzeć ich ze swojej powierzchni, byli bardzo skłonni ulec panice. Wystarczyło jednak, by ktoś spostrzegł, że ów gwałtowny dźwięk dobiegł od strony pałacu i zamieszanie w stolicy wkroczyło na zupełnie inny wymiar. Pośród tego rejwachu kroczył pewnym krokiem wysoki, powściągliwy mężczyzna. Nie spoglądając za siebie, kierował się w stronę zachodniej bramy. Bohater spełnił swoje zadanie. Pozostało mu tylko oddalić się w iście bohaterski sposób.

***

Gdy tylko mieszkańcy stolicy ochłonęli z pierwszego strachu, okazało się, że, dosłownie, podniesiono wiele hałasu właściwie o nic. Co prawda, w podziemiach pałacu faktycznie zdetonowany został ładunek wybuchowy, na szczęście jednak (lub niestety dla sprawcy) dzięki wilgoci panującej w lochach większość prochu zamokła przed wybuchem. Jedynym, co zdziałało zgodnie z planem Bohatera, był efekt dźwiękowy, za który odpowiadało kilka prostych zaklęć. Po tym rozpoznano, z jakim rozmachem planowano zgładzić imperatora.

Tym razem szczęście co prawda przysłużyło się wielkiemu władcy i jego dworzanom, jednak detronizacja tak czy owak bardzo szybko stała się faktem dokonanym. Zaledwie kilka godzin po nieudanym zamachu do stolicy przybyła flota z kosmosu, która twierdziła, że ma pełne prawa do pustego tronu imperium. Tron nie był pusty? Zawsze mógł się jeszcze stać. Mieszkańcy stolicy przemyśleli całą sprawę i z radością obrali dowódcę kosmitów swoim nowym władcą. Co zaś stało się z kocim imperatorem? Tego nikt nie mógł być pewien. Pewną wskazówkę, co do jego losu, mogła stanowić drastycznie malejąca populacja myszy w miejskiej kanalizacji. Trudno jednak powiedzieć, czy „uzurpator” i „nieludzki tyran” faktycznie salwował się ucieczką do ścieków czy raczej został zmuszony do udania się tam na banicję. Jakakolwiek by nie była prawda, całe miasto świętowało bezkrwawe zwycięstwo nad „starym sierściuchem”. Pseudo-bohater, a raczej bestialsko potraktowany nauczyciel, znów dostał się na posadę w dworskiej szkole, Zara natomiast dostała pełną swobodę działań na zasadach amnestii. Wróciła więc na północ i cieszyła się byciem w centrum uwagi tamtejszej mikrospołeczności, od czasu do czasu wzdychając za niespełnionym marzeniem o dominacji nad światem.

Można więc chyba powiedzieć, że wszystko skończyło się szczęśliwie.

***

Właściwie mógł już teraz wysunąć pazury i spowodować tym samym serię przyjemnych dla ucha pisków. Jednak jedno spojrzenie na pełną miskę wciąż znajdującą się poza jego zasięgiem wystarczyło, by pozwolił się jeszcze trochę potarmosić. Gdy wreszcie ta namolna ruda dziewucha wypuściła go ze swoich objęć, z urażoną godnością udał się dokładnie w przeciwną stronę. Prychnął tylko z pogardą i ze stoickim spokojem zajął się czyszczeniem łapek. Ci głupi ludzie mogli myśleć, że udało im się go przechytrzyć raz czy drugi. Jednak tym, który koniec końców odnosił zwycięstwo, był oczywiście on. Mógł jeszcze spokojnie poczekać na swój triumf – w końcu koty mają aż dziewięć żyć. Zostało mu więc jeszcze siedem szans na wcielenie planu o dominacji nad światem w życie.

Bagatelka.

Koniec

Komentarze

– Nie tyle zapraszał, ile wezwał – wymamrotał zakłopotany mężczyzna(+.)

 

w których nie ma pan praktycznego doświadczenia <– masło maślane, doświadczenie to praktyka

 

przystając i potrząsając głową z oburzeniem(+.)

 

podsumowała wzburzona(+.)

 

Kto może wiedzieć, co magom siedzi w głowach(+,) pod tymi tonami arogancji i braku wychowania ogłady?

 

pewnych rzeczy w przykrych warunkach.

– Proszę chwilę poczekać. Imperator wymaga od nas spełnienia pewnych… kryteriów

 

mruknęła, ignorując znaczące spojrzenie, które rzucił jej koci przebieraniec(+.)

 

Oficjał przewrócił oczami, kiedy nie patrzyła(+,) i westchnął. ← wtrącenie oddzielaj przecinkami

 

ironii swojego postępowania. ← nie wiem, czy jest coś takiego, jak ironia postępowania

 

rozlewająca się po sali potężna obecność imperatora ← czy obecność może się rozlewać i być potężna?

 

Zajmowała zbyt wiele miejsca. Miejsca, które powinno należeć do niej. ← mówisz o obecności i ona jest podmiotem. Zamiast niej daj konkretną osobę.

 

Nawet nie postało jej w głowie ← nie znam tego słowa, więc nie wiem czy to błąd. Wyjaśnisz mi je? Chyba to dość stare określenie?

 

Stojący obok imperatora, bogato ubrany urzędnik

 

złotych oczu. ← przyczepię się, bo jeśli coś jest złote, to może być pozłacane albo ze złota równie dobrze, jak mieć złoty kolor.

 

audiencji – powiedział ugodowo(+.)

 

zZaczął recytować jakby z dawna przygotowane przemówienie(+.)

 

nieznany innym kulturom , ← zbędna spacja

 

przerwała mu Zara(+.)

 

uUrzędnik aż zrobił się cały purpurowy ze wzruszenia.

 

mMagiczka nie zwracała na niego najmniejszej uwagi.

 

– W sumie, dlaczego nie? – powiedziała w końcu(+.)

 

Bardzo łatwo było zaopatrzyć się we wszelkie potrzebne narzędzia. Jeszcze łatwiej było dostać

 

przerwała mu zmęczonym głosem Zara(+.)

 

machnięciem ręki zbywając zdębiałego pseudo-bohatera(+.)

 

w głosie Zary brzmiało coś na kształt podziwu(+.)

 

orzekł z satysfakcją urzędnik(+.)

 

przy okazji zabierając ze stołu miskę łakoci. ← wyżej twierdzisz, że zabrała ją służącej

 

Wieczorne, parne powietrze nad miastem rozerwał nagle huk. ← nie wiem, czy powietrze da się rozerwać hukiem. I “nagle” stopuje akcję, tak mnie Skoneczny pouczał

 

okazało się, że, dosłownie, podniesiono wiele hałasu właściwie o nic.

 

dowódce kosmitów swoim nowym władcą. ← dowódcę

 

Pewną wskazówkę, co do jego losu, mogła

 

ucieczką do ścieków(+,) czy raczej został zmuszony do udania się tam na banicję.

 

 

 

Ciekawie się zaczęło, ale końcówka jest według mnie zepsuta. Mało logiczna, chaotyczna i nieprzekonująca. Bardzo łatwo zrezygnowali z imperatora – i czemu w ogóle lud miał taką władzę, że od tak go usunął z tronu? Skoro był despotą, czemu nie zrobili tego wcześniej? 

"Ateny są jak ospały koń, a ja jak giez, który próbuje go ożywić". Sokrates

Przeczytałam heart

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

To ja jeszcze jedno dorzucę:

 

Zupełnie jak sterowane przez kogoś kukiełki. – Jeśli sterowane, to wiadomo, że przez kogoś/coś. :) Wystarczyłoby:

 

Zupełnie jak sterowane kukiełki.

...Pan muzyk? Żebym zryżał!

Mam wrażenie, że mało tu absurdu, ale ja się nie znam, więc nie przejmuj się zbytnio moim zdaniem.

Masz Komodlandię i Komdlandię.

z radością obrali dowódce kosmitów swoim nowym władcą

Literówka.

Babska logika rządzi!

Przeczytałem z pewnym zainteresowaniem, które pod koniec znikło. 

Przeczytałam i nie doznałam żadnych wrażeń. Ani dobrych, ani złych. Absurd niby jest, ale jakiś taki mało fajny i chyba trochę bez sensu.

A Koty i tak rządzą światem.

 

– Być może, ale tym razem ma pa­nien­ka umó­wio­ne spo­tka­nie z samym im­pe­ra­to­rem! – nie ustę­po­wał ofi­cjał. – …spo­tka­nie z samym im­pe­ra­to­rem! – Nie ustę­po­wał ofi­cjał.

Nie zawsze poprawnie zapisujesz dialogi. Proponuję zajrzeć do tego wątku: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550

 

Wszech­obec­na, roz­le­wa­ją­ca się po sali po­tęż­na obec­ność im­pe­ra­to­ra… – Rozlewająca się wszechobecna obecność wygląda mi na rozpuszczone, rozlewające się masło maślane.

 

Zara, mag ża­biej ka­te­go­rii przy­by­ły z pół­noc­nych pe­ry­fe­rii Ko­mo­dlan­dii. […] Sama Zara na­to­miast bar­dzo je lu­bi­ła, zwłasz­cza jako część ja­dło­spi­su. – Jakiej płci jest Zara?

 

Sama Zara na­to­miast bar­dzo je lu­bi­ła, zwłasz­cza jako część ja­dło­spi­su. – Częścią jadłospisu może być także okładka, a podejrzewam, że nie taką część menu miałaś na myśli.

Proponuję: …zwłasz­cza jako pozycję ja­dło­spi­su.

 

Osią­gnę­li­śmy po­ziom cy­wi­li­za­cyj­ny nie­zna­ny innym kul­tu­rom , za­pew­ni­li­śmy… – Zbędna spacja przed przecinkiem.

 

Szy­kuj się na boską karę, która w mej po­sta­ci zo­sta­nie ci wy­mie­rzo­na! – W jaki sposób wymierza się karę w czyjejś postaci?

 

mach­nię­ciem ręki zby­wa­jąc zdę­bia­łe­go pseu­do-bo­ha­te­ra… – mach­nię­ciem ręki zby­wa­jąc zdę­bia­łe­go pseu­dobo­ha­te­ra

 

za­mie­sza­nie w sto­li­cy wkro­czy­ło na zu­peł­nie inny wy­miar. Po­śród tego rej­wa­chu kro­czył pew­nym kro­kiem wy­so­ki… – Krocząc, przekroczono dopuszczalną ilość kroków.

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

nie postało jej w głowie

A być może poleżało? ;-D

 

Zgubiłem się przy zamachach, odnosząc wrażenie dużego chaosu w serii przedstawianych wydarzeń.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Dziękuję za przeczytanie i wszystkie komentarze! Wygląda na to, że faktycznie zaprzepaściłam tę końcówkę – może po prostu za bardzo chciałam dodać na koniec coś faktycznie absurdalnego i się z tym pośpieszyłam. Jeśli chodzi o imperatora i jego przymusową “detronizację”, to lud w zasadzie nie miał większego wyboru – najpierw dusił się pod jednym tyranem, potem pojawili się kolejni “pretendenci” do tronu, więc po prostu wybrał mniejsze zło. Chyba lepiej być rządzonym przez kosmitów, a nie przez kota, chociaż w sumie nie doświadczyłam ani jednego, ani drugiego, więc tylko zgaduję ;) 

Przeczytałam.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Stężenie absurdu w opowiadaniu niewysokie, ale nie mnie to oceniać.  Przyjemne, choć na kolana nie rzuciło.

Podobała mi się pierwsza część Twojego opowiadania, tam gdzie rzeczy działy się po kolei, jedna po drugiej. Klimat jak z "Alicji w Krainie Czarów". Duży plus dla błyskotliwych dialogów. Myślę, że to dlatego, że początek tekstu jest osobisty, a przez to prawdziwy.

Moim zdaniem mało absurdu. I sama historia, niestety, ale nie porywa. Władca, który się nawet nie wypowiada i jest kotem sprawia wrażenie wciśniętego na siłę. I sam finał też nie zachwycił. Niestety.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Jest historia, ale kosmici na końcu to taki diabełek z pudełka, albo – jak kto woli – deus ex machina ;) Małe stężenie absurdu w absurdzie, za to podobał mi się sposób budowania historii z kilku punktów widzenia.

Nowa Fantastyka