- Opowiadanie: AvBert - Soulbook

Soulbook

Opowiadanie stworzyłem na konkurs policjant 2016. Zostało zdyskwalifikowane z powodu rozmiaru. Nie potrafiłem go przyciąć do wymaganej regulaminem długości. Ponadto zawierało wiele niedoskonałości.  Obecnie prezentuje je poprawione w pełnej wersji. Niniejszym dziękuję Anet za cenne uwagi i pomoc w uczynieni tego tekstu lepszym.

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Soulbook

Most kolejowy nie jest miejscem, po którym powinni spacerować piesi. No chyba, że ma się kamizelkę odblaskową i spodnie przyozdobione pasami odbijającymi światła nadjeżdżającego pociągu. Ubiór nie ochroni przed rozjechaniem, zwłaszcza w sytuacji, gdy na most wjadą dwa mijające się składy. Wtedy, nawet dla szczupłego człowieka, robi się naprawdę ciasno. Przed tak stresującym splotem okoliczności uchronić może znajomość rozkładu jazdy. Podejmując ryzyko wejścia na przeprawę, należy go dokładnie przestudiować.

W pewien późny majowy wieczór na moście pojawiła się, dysponująca wszelkimi atrybutami robotnika kolejowego, postać. Na głowie miała kask, który zapewne zabezpieczał przed odchodami zaciekawionych rybitw. Człowiek przemierzył przeprawę, niosąc sporej wielkości worek. Błyskotliwy obserwator zapewne odnotowałby pozbycie się tego utrudniającego swobodne poruszanie ciężaru. Gdzieś tam, pomiędzy śródmieściem a brzegiem praskim.

 

Starsza pani nie miała problemów z obsługą windy. Z czasów młodości pamiętała, że w kabinie są jeszcze jedne, podwójne drzwi, które należy dobrze zamknąć, aby dźwig ruszył. Wcisnęła klawisz z numerem cztery, by dostać się na ostatnie piętro kamienicy, zlokalizowanej w pobliżu ulicy Nowy Świat. Dotarcie do budynku wymagało minięcia bramy i przemierzenia podwórka, na którym stała ławka i rosło kilka rachitycznych drzewek. Winda z lekkim szarpnięciem dojechała na miejsce i kobieta niespiesznie wyszła na klatkę schodową. Wiedziała, że ma przed sobą jeszcze schody prowadzące do pomieszczenia na poddaszu. Była już tu wcześniej.

Dwa tygodnie temu, w sobotę wieczorem, przyszła na pierwszą wizytę do profesora. Przyjął ją w urządzonym w małym pokoiku gabinecie. Kobieta z pewnym skrępowaniem mówiła o swoim mężu i jego umieraniu na raka prostaty. Opowiadała jak walczył, o kolejnych naświetlaniach i chemioterapiach, o tym jakiego koloru była jego skóra i jak z dnia na dzień słabł. Nie ukrywała wielkiej tęsknoty za człowiekiem, z którym przeżyła ponad czterdzieści lat.

Profesor słuchał cierpliwie. Ubrany był w odbiegający od standardów mody połowy dwudziestego pierwszego wieku, czarny surdut. Miał krótką, spiczastą bródkę i kruczoczarne włosy. Starsza pani od razu nabrała podejrzeń, że są farbowane. Nie pasowały do koloru skóry i jasnych oczu. Mówił ze wschodnim akcentem. Zresztą nie ukrywał, że pochodzi z Rosji. Nazywa się Andriej Srebroj. Pojawił się w Polsce ponad pół roku temu. Ogłaszał się w sieci jako ten, który pozwala nawiązać kontakt z duszami zmarłych. W swojej działalności nie nastawiał się jednak na ilość. Oczekiwał specjalnych klientów.

 

Pierwsza skorzystała z jego usług była prezydentowa: kobieta, która o wiele lat przeżyła swojego męża. Jak na swój wiek wciąż cieszyła się dobrym zdrowiem i brylowała w mediach. Któregoś jesiennego dnia kraj obiegła informacja, że dzięki profesorowi skontaktowała się z duszą swojego świętej pamięci męża.

Opinia publiczna podzieliła się na dwa obozy. Jedni twierdzili, że to głupia i skrajnie niemoralna kampania reklamowa, inni widzieli w oczach prezydentowej szczere emocje i wierzyli, że wydarzyło się w jej życiu coś wyjątkowego.

Na efekt nie trzeba było długo czekać. Skrzynka poczty mailowej profesora Andrieja zapełniła się aplikacjami potencjalnych klientów. System dokonywał selekcji zgłoszeń zgodnie z założonym profilem. Tak się składało, że jednym z istotnych elementów była zasobność portfela.

 

Starsza pani miała wystarczające środki finansowe, by zostać zaproszona na spotkanie.

– Pani Marzeno, tu nie chodzi o to ile kto może zapłacić – stwierdził gospodarz z lekka zaciągając z rosyjska. – Chodzi o osobę, z którą mam się skontaktować. Im więcej zostawiła śladów na tej ziemi tym wyraźniejszy jest trop w zaświatach.

Więcej na ten temat nie mówił. Kobieta przetłumaczyła sobie, że osoby majętne mają więcej przyjaciół, kontaktów, interesów i w ogóle więcej dóbr wszelakich. Dlatego pierwszą klientką profesora była prezydentowa – jej męża przecież znali wszyscy.

 

Agnieszka wracała z pracy. Winda wiozła ją na dwudzieste trzecie piętro apartamentowca. Dziewczyna nie musiała niczego naciskać ani otwierać. Wbudowany w elektroniczny klucz program przekazał systemowi informację, na które piętro wybiera się jego właścicielka. Młoda kobieta uśmiechnęła się wchodząc do małego, acz luksusowego mieszkanka. Nonszalancko zrzuciła buty, nie przejmując się, gdzie wylądują, i rozpuściła rude włosy. Miała cały wieczór dla siebie. Jej chłopak zdawał dzisiaj egzaminy końcowe w szkole policyjnej w Szczytnie. Postanowiła wypić za jego zdrowie. Otworzyła różowe wino i włączyła odbiornik 3DTV. Leciały wiadomości. Oprócz politycznej sieczki zainteresowały ją informacje lokalne, a szczególnie kronika policyjna. Niewiele się działo. Jakiś napad, próba włamania do bankomatu. I wyłowione z rzeki zwłoki. Precyzyjnie mówiąc część zwłok, zaplątanych w linki plastikowego worka. Wypowiadający się do kamery policjant ocenił, że nie znajdowały się długo w wodzie „i noszą ślady przemocy”. Jej chłopak Ignacy na pewno skomentowałby to w jakiś interesujący sposób. Agnieszka zastanawiała się, czy w przyszłości będzie miała szansę redagować kroniki kryminalne dla jakiegoś znanego portalu. Wtedy jej niedawno ukończone studia dziennikarskie nabrałyby sensu. Obecnie w pracy korzystała ze swojej niebanalnej urody: jasnej karnacji i zielonych oczu. Nagrywała reklamówki kosmetyków, gdzie w głównej roli występowała jej twarz. Modelką, taką od ciuchów, nie miała szans zostać, gdyż jej metr pięćdziesiąt z hakiem, nie prezentowałoby się imponująco na wybiegu.

Gdyby nie była bogata z urodzenia, nie mogłaby zamieszkać w Warszawie. Gdyby znalazła jakiś temat, dzięki któremu by się wybiła, mogłaby wkroczyć do grona uznanych i docenianych dziennikarzy.

Zmieniła kanał i natrafiła na końcówkę programu „Nie z tej ziemi”. Prowadzący narzekał, że do programu, niestety, nie udało się zaprosić Andrieja Srebroja, więc, póki co, kwestia życia po śmierci nie zostanie rozstrzygnięta. Po czym wygłosił standardową formułkę zachęcającą do skontaktowania się z redakcją: „każdego, kto ma ciekawy temat lub zna jakąś tajemnicę”.

Agnieszka dostrzegła swoją szansę. Gdyby udało jej się skontaktować z tym Andriejem i rozwikłać sekret jego działalności, to byłoby to. W ustaleniu jak tego dokonać na pewno pomoże kolejny kieliszek wina, a jeżeli to okaże się niewystarczające, być może niezbędna będzie nowa flaszka.

Butelka na pewno się przyda, bo dziewczyna dostała SMS–a od Ignacego: „Kochanie, ZDAŁEM nie pogadamy teraz, idę pić z kumplami”.

Nie, to nie – pomyślała i postanowiła, że pójdzie spać nie myjąc zębów.

 

Rano miała w perspektywie nagranie programu, w którym nałoży sobie na twarz masę jakiegoś badziewia i po jego zmyciu zaprezentuje swoją piękną, pokrytą delikatnymi piegami białą skórę, okłamując durne babska, że to efekt tego preparatu: „który się błyskawicznie wchłania”. Agnieszka nie mogła uwierzyć, że ludzie nie zdają sobie sprawy, że skóra jest właśnie po to, by skutecznie izolować organizm od środowiska zewnętrznego, i ostatnią rzeczą na jaką powinna pozwalać to wchłanianie czegokolwiek z zewnątrz.

 

Zdjęcia skończyły się dosyć szybko i Agnieszka pożegnała się z ekipą. Sprawa Andrieja nie dawała jej spokoju, aż w końcu wpadła na pewien pomysł. Jadąc autobusem wysłała do ojca SMS–a: „Tato, zrobisz coś dla mnie? Możesz umrzeć?”. Po chwili nadeszła odpowiedź: „WYDZIEDZICZĘ CIĘ!”.

Wkrótce zadzwonił telefon i mogła ojcu wyjaśnić swój plan. Nie spodobał mu się, ale wiedząc, jak uparte są rude dziewczynki, wypowiedział rutynową formułkę, kończącą większość sprzeczek z córką: „Rób, co chcesz.”.

 

Dziewczyna wysiadła na przystanku. Znalazła właściwą bramę i podwórko. Stanęła przed drzwiami kamienicy i zastanawiała się co zrobić dalej. Zdecydowała się na wizję lokalną i chwyciła klamkę. Drzwi niespodziewanie otworzyły się i stanęła twarzą w twarz ze starszą kobietą, której makijaż zrujnowany był niedawnym płaczem.

– Przepraszam – szepnęła do stojącej przed nią dziewczyny. Agnieszka cofnęła się o krok. Kobieta skinęła głową i minęła ją.

Jej strój świadczył o żałobie – pomyślała i uświadomiła sobie, że właśnie oddala się jej szansa na zahaczenie tematu.

– Proszę pani – zawołała. – Czy była pani u niego?

Kobieta zatrzymała się. Nie odwróciła się i tylko skinęła głową. Następnie zrobiła krok i zachwiała się. Agnieszka przyskoczyła i podtrzymała ją.

– Pomogę pani. Dobrze się pani czuje?

– Tak, to tylko zawrót głowy – odezwała się słabym głosem kobieta.

– Odprowadzę panią – zaoferowała się dziewczyna.

– Naprawdę nie trzeba. Dziękuję.

Agnieszka, zastanawiając się, jak dowiedzieć się czegoś więcej, puściła jej ramię. Zdecydowała się na najprostszą formę – pytanie wprost.

– Proszę, niech pani mi powie, czy to, co mówią o tym człowieku, to prawda?

Kobieta nie odpowiedziała. Widać było, że powoli dochodzi do siebie.

 – Niestety, proszono mnie, by nie rozmawiać z nikim na ten temat. Przykro mi – odezwała się po chwili i ruszyła w kierunku bramy.

Dziewczyna patrzyła za oddalającą postacią. Szczerość nie dała rezultatów – czas na teatr.

– Bardzo panią proszę.

Podbiegła do starszej pani i chwyciła ją za łokieć. Spojrzała jej prosto w twarz.

– Mój ojciec zmarł niedawno. Muszę się z nim skontaktować.

Kobieta milczała. Agnieszka czuła, że traci swoją szansę i zapewne z tego powodu zaszkliły się jej oczy.

– Tu chodzi o życie mojej młodszej siostry – dodała, nie zważając na to czy to ma sens i jak rozwinie tę historię, gdyby jej rozmówczyni zażądała jakichś szczegółów.

Starsza pani odetchnęła głęboko.

– Tak, to prawda.

 – Widziała się pani z … – Agnieszka zawahała się – ze swoim bliskim?

– Rozmawiałam z mężem.

– Ale jak to? Przybył tam? Pod jaką postacią? – Dziewczyna nie zważała na to, że natarczywymi pytaniami o szczegóły techniczne wypada z roli biednej sierotki.

– Rozmawiałam z nim. Był na monitorze.

– Proszę wybaczyć. Wiem, że to trudne pytanie, ale czy to nie oszustwo?

Kobieta pokiwała głową.

– Nie, to nie oszustwo.

– Ale jest pani pewna, bo ta usługa… spotkanie było na pewno bardzo kosztowne?

– Dziecko, nie jestem naiwna. Pytałam męża o wiele rzeczy i ani przez chwilę się nie wahał, nie zastanawiał. Jego wygląd, ton, sposób mówienia… – głos się jej załamał. – To musiał być on.

Agnieszka poczuła zimny dreszcz na plecach, a w głowie pustkę.

– Bardzo dziękuje i przepraszam – powiedziała cicho.

– Nie ma za co, dziecko – starsza pani skinęła na taksówkę, która potwierdziła przyjęcie zamówienia sygnałem świetlnym. Bezobsługowy pojazd podjechał do krawężnika.

– Do widzenia – powiedziała kobieta wsiadając do samochodu.

– Do widzenia – odpowiedział dziewczyna, chociaż czuła, że w tym momencie powinna zadać jakieś kluczowe pytanie.

Zła na swoje braki warsztatowe i brak zimnej krwi, skierowała się na przystanek. Humor poprawił się jej na myśl, że wieczorem przyjedzie Ignacy i ma mu o czym opowiadać. Chociaż, uświadomiła sobie, że raczej nie będzie nastroju do długiej dyskusji. No dobrze, zdecydowała, pójdzie na kompromis – potem sobie pogadają. No i pogadali. Następnego ranka Ignacy golił się przy użyciu niebezpiecznego narzędzia – brzytwy – modnego wśród nowoczesnych twardzieli. Skoncentrowany był na zachowaniu urody swojej przystojnej, pociągłej twarzy, dlatego nieszczególnie zwracał uwagę na słowa dziewczyny. Tymczasem Agnieszka rozważała, jak skłonić profesora do zwierzeń.

– Uwiedź go – od niechcenia zaproponował Ignacy.

Czemu nie? – zamyśliła się Agnieszka.

 

– Hej młody! – krzyknął, zniecierpliwiony płetwonurek. – Przestań tam sterczeć tylko pomóż wytaszczyć ten worek.

Ignacy przyskoczył do łódki i pomógł przenieść na brzeg zawiązany taśmą klejącą, czarny worek z mocnego plastiku. Taśma była rozcięta.

– Co jest w środku? – zapytał chłopak.

– Trochę gruzu robiącego za balast i niespodzianka – odpowiedział jeden z płetwonurków, niezadowolony, że zawraca mu głowę zwykły posterunkowy.

Wkrótce do pakunku podeszli technicy. Jeden z nich filmował zawartość znaleziska. Drugi przyklejał znaczniki, dzięki którym będzie można ocenić wielkość obiektów.

Ich pracę nadzorował nieumundurowany oficer policji. Mężczyzna został przez radio poinformowany o tym , co jest w środku, więc tylko zapytał.

– Jak myślicie, do kompletu?

Technik pokiwał głową.

– Rączki, nóżki.

 – Panie komisarzu! Który? – zapytał bez widocznego związku technik.

– Może ten – oficer po krótkim wahaniu wskazał na Ignacego.

– Chodź tu, młody, potrzymaj worek, jak fachowcy będą wyjmować fanty.

Ignacy przejęty nowym zadaniem założył rękawiczki i rozchylił brzegi torby. Technicy pojedynczo wyjmowali kończyny ludzkie i układali na folii, by po sfotografowaniu przenieść je do dużych skrzyń.

Młody funkcjonariusz starał się godnie wypełniać służbę. Wkrótce jednak poczuł jak krew odpływa mu z twarzy i miękną nogi. Wziął głębszy oddech, ale to nie pomogło. Nie usłyszał okrzyku triumfu wydanego przez technika, który właśnie wygrał stówę od komisarza.

– Mięczak – skomentował policjant, pozwalając koledze Ignacego ułożyć nieprzytomnego w pozycji z uniesionymi nogami. Był zły, bo gdyby młody jedynie puścił pawia, to rozstałby się z połową kwoty zakładu.

 

Wieczorem Ignacy i Agnieszka leżąc w łóżku oglądali wiadomości. Młody policjant komentował swój udział w odnalezieniu kolejnej części zwłok, oczywiście bez wspominania, jak nadwyrężył budżet dowodzącego operacją oficera 

– Sprawa pewnie nie wydałaby się tak szybko – opowiadał – jednak kiedy sprawca wrzucał do Wisły jeden z worków, ten rozerwał się o filar mostu i wypadł z niego balast. Dzięki temu tułów zaplątany w plastik wypłynął. Potem trzeba było obliczyć, gdzie zwłoki mogłyby być wrzucone do wody.

– To gdzie były wrzucone? – zainteresowała się dziewczyna.

– Na moście kolejowym, tam, gdzie dzisiaj płetwonurkowie, na dnie,  znaleźli kolejny pakunek – odpowiedział chłopak.

– Wyrzucone z pociągu? – zapytała.

– No coś ty! Zresztą nie mogę ci zdradzać szczegółów śledztwa – młody policjant zrobił poważną minę.

– Bo ich nie znasz, jesteś tylko zwykłym krawężnikiem – dziewczyna zadrwiła.

– Ożeż ty! – zirytował się chłopak i zdecydował pokazać tej rudej wrednej, co potrafi silne, szczupłe ciało wyszkolonego policjanta.

 

Agnieszka siedziała przy komputerze. Czując narastający niepokój i podniecenie, wypełniała swoimi danymi formularz zgłoszeniowy na stronie profesora Andrieja. Oczywiście dane osobowe mają być chronione, ale jest tu ich tyle do podania, że nie sposób stwierdzić, do czego mogą być przydatne.

Zawahała się, gdy system poprosił o zamieszczenie jej zdjęcia.

A niech tam – pomyślała. Wybrała najlepszą jej zdaniem fotkę. Potem dodała adres swojego profilu facebookowego. – Kurwa, zaraz poproszą o PIN do karty.

Nie poprosili. Zażyczyli sobie danych nieboszczyka, z uwzględnieniem jego przychodów i pozostawionego majątku. Wpisała jakąś wymyśloną kwotę, która nie była oszałamiająca, ale jednak robiła wrażenie.

Agnieszka wstała od komputera. Była roztrzęsiona. Najgorsze, że nie miała komu zwierzyć się ze swoich niepokojów – jej chłopak był na służbie. Gdyby jednak zobaczył, jakie dane udostępnia dziewczyna zabroniłby jej wikłania się w tak śmierdzącą sprawę. Wtedy przypomniała sobie wyraz oczu starszej pani i pewność w jej głosie. Agnieszka zrobiła sobie mocnego drinka i wróciła do komputera. Alkohol przyjemnie ją rozgrzał.

Data śmierci ojca.

To nie przejdzie – pomyślała. –  Na pewno sprawdzą czy jej szanowny i kochany jeszcze żyje.

Wpisała jakąś nieodległą datę. Potem zastanawiała się chwilę. Kilka lat temu zmarł jej dziadek. Miał na imię Jan, tak jak Ojciec. Wpadła na pomysł, spróbuje wywołać dziadka! Uśmiechnęła się, i już chciała cofnąć się do początku formularza, kiedy uświadomiła sobie, dlaczego postanowiła wkręcić szanownego tatę w całą sprawę. Przypomniała sobie, że na początku strony jest dużymi literami wypisane zastrzeżenie:

„Możemy pomóc tylko wdowcom i krewnym zmarłego pierwszego stopnia.”

No i chuj – pomyślała – to ma sens. Zapewne chodzi o jakieś kwestie związane z dziedziczeniem, a z drugiej strony ogranicza ilość potencjalnych klientów. Można sobie wyobrazić, kuzyna pociotka, który chciałby skontaktować się z pradziadkiem stryja, by dowiedzieć się, pod którym drzewem zakopał karabin.

Wróciła do pierwotnej wersji, z uwzględnieniem daty zgonu dziadka. Pozostało tylko jeszcze jedno pole: przyczyna śmierci.

Na początku pomyślała o zawale serca. Ale jej ojciec miał trochę ponad pięćdziesiątkę. By odejść z tego powodu musiałby mieć jakąś wadę wrodzoną lub skrajnie o siebie nie dbać.

Poszukała w sieci. Znalazła nekrolog dziadka. „Zmarł nagle”.

Co nagle to po diable.

Wpisała: wylew.

I to wszystko. Była z siebie bardzo dumna. Na stan samozadowolenia na pewno wpłynął alkohol.

– No i niech tam – powiedziała do siebie i z impetem wcisnęła klawisz "wyślij". Potem zrobiła sobie jeszcze jednego drinka i słuchając utworu "Suicide” Barclay James Harvest, zapadła w sen. Rano wrócił ze służby Ignacy, zastając ją na mocnym kacu.

 

Dziewczyna spojrzała w lustro. Nie wyglądała najlepiej. Jej skóra – źródło dochodów, pokryta była czerwonymi plamkami i innymi niedoskonałościami, których żaden mężczyzna nie mógłby dostrzec, a każda kobieta natychmiast wychwytywała bystrym, krytycznym okiem. Na szczęście Agnieszka nie miała na dzień dzisiejszy żadnych planów zawodowych.

Z upływem dnia wydarzenia i uczynki poprzedniego wieczoru wydały jej się nierealne. Lęk wywodzący się z przekonania, że zrobiła coś szalenie głupiego minął wraz ze zjedzonym w towarzystwie Ignacego dobrym lunchem.

Nabrała przekonania, że podobnych zgłoszeń system profesora ma na pewno całe mnóstwo i jej twórczość wpadnie na zawsze w jakąś głęboką czarną dziurę. Trochę szkoda tematu, ale co poradzić, nadal będzie zarabiała na życie ładną buzią.

W trakcie posiłku otrzymała wiadomość. Spojrzała dyskretnie na ekran smartfona i westchnęła głęboko:

Show must go on.

– Ignac, masz wolne w sobotę o osiemnastej? – zapytała i poczuła ulgę słysząc pozytywną odpowiedź.

 

Tydzień minął szybko i Agnieszka weszła w znaną sobie bramę. Tuż za nią kroczył Ignacy. W czasie, gdy dziewczyna nacisnęła guzik domofonu, chłopak lustrował okolicę.

– Słucham – odezwał się męski głos.

– Tu Agnieszka Wrana, byłam umówiona.

Przez chwilę trwała cisza. Tak, jakby rozmówca był lekko zaskoczony.

– A tak – odezwał się w końcu. – Zapraszam.

Zabrzęczał mechanizm elektromagnesu. Agnieszka szarpnęła drzwi, lecz nie weszła pierwsza. Wyprzedził ją Ignacy.

– Czwarte piętro? – zapytał.

– Piąte, na poddaszu – Agnieszka pomyślała chwilę – Ale czekaj tu – stwierdziła stanowczo, trzymając go za rękaw kurtki.

Zatrzasnęła policjantowi drzwi dźwigu przed nosem. Nacisnęła plastikowy guzik, ale nic się nie stało.

Jej wysiłkom, z lekka uśmiechając się, przyglądał się Ignacy. W końcu otworzył drzwi i wszedł do kabiny.

– Zobacz, osiołku, tu są drugie drzwi wewnętrzne – powiedział, demonstrując ich działanie. – To stara konstrukcja z lat sześćdziesiątych – dodał i uruchomił urządzenie.

– Nie możesz jechać ze mną – zaprotestowała dziewczyna.

– Mogę, jestem policjantem.

– Na razie to tylko zwykłym krawężnikiem.

– A ty tylko podkładem pod krem.

Dziewczyna szturchała go, udając oburzenie – przynajmniej taką chłopak miał nadzieję. Gdy się kłócili, dźwig zatrzymał się z wyczuwalnym szarpnięciem. Na zewnątrz, za szybą zobaczyli twarz kobiety w średnim wieku. Ten widok ich tak zaskoczył, że nerwowo drgnęli. Przez sekundę przyglądali się sobie nawzajem.

– Zostań tu – syknęła Agnieszka do swojego chłopaka i otworzyła wewnętrzne i zewnętrze drzwi.

Kobieta stała nieruchomo, czekając, aż Ignacy opuści kabinę.

– Ja na dół – uśmiechając się, wyjaśnił mężczyzna.

Weszła do dźwigu. Ignacy stał za nią i przyglądał się jej plecom. Była dość skromnie ubrana i pachniała mocnymi perfumami. Mężczyzna ocenił, że jest zbyt młoda, by być wdową. Z drugiej strony pochować męża można w każdym wieku. Ignacy postanowił, że zbada tę sprawę licząc na to, że Agnieszka pięknie odwdzięczy mu się za zdobyte informacje. Przełamując nieśmiałość zapytał.

– Przepraszam. Pani była u profesora?

– Profesora? – zapytała zaskoczona.

– No, u Andrieja – Ignacy próbował sobie przypomnieć nazwisko.

– A, no tak – odpowiedziała kobieta.

– Czy widziała się pani ze swoim zmarłym bliskim? – zapytał chłopak.

Winda zatrzymała się, lecz kobieta nie wysiadała. Ignacy zobaczył, że jej ramionami wstrząsnął ukrywany szloch.

Kurwa, przegiąłem… – pomyślał.

– Mój Gienia żyje – odezwała się łamiącym się głosem.

 

Na ostatnie piętro Agnieszka weszła po schodach. Zorientowała się, że na poddaszu znajduje się tylko jedno pomieszczenie. Nacisnęła dzwonek. Drzwi otworzył jej ubrany na czarno mężczyzna.

Nawet dość przystojny – zanotowała w pamięci.

– Witam pani Agnieszko, bardzo się cieszę, że przyjęła pani moje zaproszenie – powiedział z kurtuazją i słyszalnym rosyjskim akcentem, po czym ustąpił jej miejsca.

Pomieszczenie, do którego weszła, nie było duże. Światło wpadało przez dwa świetliki, a skromne wyposażenie składało się w większości ze sporego biurka, na którym stał dwudziestokilkucalowy monitor.

– Proszę, pani spocznie – Andriej wskazał jej miejsce na wygodnym fotelu, przeszedł za biurko. Poczekał, aż gość usiądzie i sam zajął miejsce.

Andriej spojrzał w ekran komputera i zapytał:

– Napije się pani czegoś?

Agnieszka pokręciła przecząco głową.

Mężczyzna wstał. Sięgnął do szafki po butelkę wody mineralnej.

– Ja wiem, że kobiety w tej części Europy są nieufne, jeżeli chodzi o napoje. Zwłaszcza piękne kobiety – uśmiechnął się do niej, prezentując nienaruszoną zakrętkę. Agnieszka odpowiedziała uśmiechem. Zlustrowała jednym spojrzeniem zawartość barku i poprosiła.

– Jest sobota wieczór, więc może być lampka koniaku. Tak dla rozluźnienia, sam pan rozumie, to trochę stresująca sytuacja.

 Boże, co ja wygaduję! – pomyślała odpierając atak paniki .

Andriej uśmiechnął się szeroko.

– Rozumiem, dobry koniak pozwala łatwiej mówić o trudnych sprawach.

Napełnił dwa kieliszki, jeden podał dziewczynie, w drugim zanurzył usta.

– Bardzo pani współczuje z powodu śmierci męża… ojca – poprawił się szybko. – To są trudne dla nas chwile.

Agnieszka ze smutną miną pokiwała głową.

– Na szczęście nowoczesna nauka pomoże nam raz na zawsze przełamać barierę śmierci. Proszę mi uwierzyć, że zmarli nie odchodzą na zawsze, tylko są wśród nas. Razem z moim zespołem udało nam się nawiązać kontakt z tamtym światem i jestem w stanie przywołać pani ojca na spotkanie.

Agnieszka rozejrzała się po pokoju.

– Z zespołem? – zapytała zaskoczona.

– Z zespołem, z którym pracowałem w Kazachstanie. – uściślił mężczyzna.

– Dlaczego pan wobec tego tu przyjechał?

Andriej uśmiechnął się smutno.

– Musiałem uciekać. Ale na pewno chce pani rozmawiać o mnie?

Agnieszka skinęła głową.

– Rozumiem, mam się uwiarygodnić. Gdyby pani była Rosjanką to kogo chciałaby pani przywołać z zaświatów?

– No nie wiem – powiedziała zaskoczona dziewczyna. – Może Lenina?

– Zgadza się – ucieszył się mężczyzna. W ramach eksperymentu wywołaliśmy Lenina. Wie pani, że jego mózg miał podobno nadludzkie możliwości? Niestety podczas kilku sesji okazało się, że to paranoik i histeryk.

Agnieszka, zaciekawiona, uniosła brwi.

– Jeden z moich współpracowników okazał się agentem FSB i złożono mi propozycję nie do odrzucenia. Mam przekazać im wyniki mojej pracy i zachować tajemnicę.

– Dlatego pan uciekł? – zapytała dziewczyna.

– Tak, natychmiast wyjechałem.

– I nie szukają pana?

– Nie, skąd, wiedzą, gdzie jestem. Przed nimi nic się nie ukryje. Mają wyniki mojej pracy naukowej, a ja za to mogę nieoficjalnie działać jako medium. Pomagam ludziom, ale nie mogę nikomu wyjawić, jak to działa.

– Aha! – wyrwało się dziewczynie.

– Szto? – zapytał zaskoczony Andriej.

– No… mam zatem szczęście, że do pana dotarłam – wyjaśniła Agnieszka.

– A tak, oczywiście. To przejdźmy do szczegółów – zaproponował mężczyzna. – Sprawdziłem, jestem w stanie skontaktować się z pani ojcem. Potrzebuję jednak pani pomocy.

– Słucham uważnie.

– Zatem muszę dostać się do konta pani ojca na Facebooku. Ponadto poprosiłbym o zdjęcia i filmy z Instagrama lub innego serwisu. Jeżeli pani ojciec publikował filmy na Youtube, to również poproszę. Rodzinna wideoteka też będzie… jak to mówicie: nie do pogardzenia.

– A numer konta do banku? – zapytała ośmielona rozgrzewającym działaniem koniaku dziewczyna.

Andriej uśmiechnął się nieznacznie.

– Proszę pani… Agnieszko. Mogę tak mówić? – dziewczyna uśmiechała się do niego przyzwalająco. – Nic nie zapłacisz, jeżeli nie będziesz zadowolona z efektu. I przekonasz się, że będziesz rozmawiać z ojcem.

– A po co, wobec tego, tyle informacji? – zapytała.

– By złapać trop. Kiedyś medium szukało śladów w zaświatach na podstawie fotografii, przedmiotu, teraz mamy terabajty danych, dzięki którymi możemy odszukać wibracje strun duszy zmarłej osoby i dostroić się do nich. Proszę wybaczyć, ale więcej zdradzić nie mogę.

– Rozumiem, dostarczę panu te dane.

Mężczyzna wstał uśmiechnięty i wyciągnął do niej obie ręce. Dziewczyna odwzajemniła gest.

– To znakomicie Agnieszko – powiedział i długo patrzył jej w oczy ściskając jej drobne dłonie. – Kiedy zbierzesz informacje, prześlij je do mnie i umówimy się na następne spotkanie.

Agnieszka wyswobodziła się z jego uchwytu i skierowała do drzwi.

– Ach, nie zapytałaś – powiedział mężczyzna.

– O co?

– No, ile to będzie kosztować.

Agnieszka poczuła jak jej buzia robi się czerwona, co przy bladej karnacji było szczególnie widowiskowe. Sklęła się w duchu, na szczęście z pomocą przyszedł sam Andriej.

– Nie przejmuj się, wszyscy o tym zapominają – powiedział, po czym pogładził ją mimowolnie po włosach. – Tu masz karteczkę z sumą. Po spotkaniu z ojcem zrobisz u mnie przelew.

 

Agnieszka wyszła z budynku, był już wieczór i chłodne powietrze dobrze jej zrobiło. Zobaczyła Ignacego. Siedział na ławce w towarzystwie kobiety, z którą się minęła w drzwiach windy. Mężczyzna wstał, a na jego twarzy pojawił się uśmiech.

– Poznaj Mirkę – powiedział – zatrzyma się u nas.

 

– To czym zajmuje się Gienadyj? – dopytała się Agnieszka siedząc wygodnie na sofie.

Mirka, po ożywczym prysznicu, w pożyczonym szlafroku, czysta i pachnąca, zajęła miejsce na fotelu.

– Jest programistą, zajmuje się małymi aplikacjami dla dużych firm. Ostatnio pracował dla Facebooka. Razem z Andriejem w jednym open space. Biurko w biurko.

 

Podczas pierwszego spotkania wytłumaczyła Ignacemu, że przyjechała szukać swojego brata, który dwa tygodnie temu pojawił się w Polsce i od tego czasu nie dał znaku życia. Ponieważ dziewczyna nie wyglądała na aż tak zamożną, by zamieszkać w drogim stołecznym hotelu, Ignacy zaproponował jej, żeby zatrzymała się u nich.

– Z tego co mówiłaś to miał przyjechać do Andrieja. Nie mógł po prostu zadzwonić? – zapytał Ignacy.

– Andriej nie odpowiadał – pokręciła smutno głową.

– Obraził się na kogoś? – zaciekawiła się Agnieszka.

– Nie, to raczej Gienia był na niego zły.

– O co poszło? – spytał Ignacy.

– Trudno powiedzieć – pokiwała owiniętą w ręcznik głową Rosjanka.

Pomilczeli chwilę. W końcu cierpliwość stracił Ignacy.

– No dobra, ustalmy fakty – powiedział. – Pracowali razem nad jednym projektem? Tak?

– Ostatnio tak.

– Co to było?

– Ostatnio? Coś strasznie głupiego – uśmiechnęła się dziewczyna. – Nazywało się to – zamyśliła się. – Wiem. Po polsku to będzie „Nie pij do lustra” albo „Napij się do lustra” – nie była pewna.

Agnieszka wzruszyła ramionami.

– Nie słyszałam – powiedziała.

– Chodziło o to, by napić się i pogadać z samym sobą.

– To ja wolę napić się z Ignacym, przynajmniej robi drinki – Agnieszka nie chciała zdradzać, że sama radzi sobie równie dobrze. Zerknęła do lustra i uśmiechnęła się czule do siebie. – Z różnymi sprawami.

– I wtedy Andriej zniknął, wyjechał.

– Wiem, wiem ścigało go KGB – dodała Agnieszka.

– Co? – Mirka zrobiła wielkie oczy.

– A nie ścigało?

– Nic o tym nie wiem, także o tym, by Andriej był profesorem.

– Dobrze – wtrącił się Ignacy – wyjechał i co dalej?

– Gienadyj kilka miesięcy później znalazł go w sieci. Zorientował się czym się zajmuje i się… wkurwił, tak chyba mówicie?

– No, jak się wkurwił… – przytaknęła Agnieszka.

– Wziął całą kasę w banku i powiedział, że jedzie go odnaleźć.

– A dużo tego było? – dopytał Ignacy.

– Nie tam, ledwie na bilet starczyło.

– I spotkał Andrieja?

– Andriej mówi, że mu przykro, ale go nie widział i nie wie gdzie jest.

Ignacy pomyślał chwilę.

– To zrobimy tak: w poniedziałek pomogę ci zgłosić zaginięcie brata. A potem wezwiemy oficjalnie na przesłuchanie Andrieja i zobaczymy, co zezna.

– Będę ci wdzięczna – uśmiechnęła się Mirka.

– No dobra, czas spać – Agnieszka wstała i wzięła się do przerabiania narożnika na łóżko. – Jest dużo miejsca, zmieścimy się wszyscy.

– Ale ja będę w środku – zawnioskował Ignacy.

– Nie – ucięła dyskusję Agnieszka.

 

W niedzielę rano Agnieszka zadecydowała, że nie da się dłużej ciągnąć tej ściemy ze śmiercią ojca. Sprawa wydała się jej szyta nićmi tak grubymi, jak cumy jachtowe. Da sobie spokój przynajmniej do czasu, kiedy wyjaśni się relacja Andrieja z Gienadyjem.

W poniedziałek Mirka złożyła zawiadomienie o zniknięciu swojego brata, a już we wtorek Agnieszka dostała zaproszenie od Andrieja na spotkanie. Jak zwykle w sobotę wieczorem. Czyli, jak ustaliła, wtedy kiedy w kamienicy, zajmowanej przez biura, nikogo nie było.

– Nie pójdę tam sama – stwierdziła Agnieszka.

– Nie pójdziesz tam w ogóle – powiedział Ignacy.

Agnieszka spojrzała chłopakowi w oczy .

– O ile mnie przeczucie nie myli, ta sprawa to szansa dla nas wszystkich – stwierdziła stanowczo.

– Jakich wszystkich?

– Dla mnie, ciebie i Mirki.

Rude dziewczynki mają dar przekonywania. Umówili się, że Agnieszka przyjmie zaproszenie, a Ignacy pożyczy jej gaz do obrony i zapewni asekurację – jakby co.

 

Ignacy wrócił z pracy. Był w dobrym humorze i wyraźnie podniecony. Przywitał się z Mirką, pocałował Agnieszkę w policzek, po czym usiadł do komputera. Wydając pomruki zadowolenia, a czasami wzdychając zadziwiony, nad czymś intensywnie pracował.

– Co robisz? – zapytała zniecierpliwiona Agnieszka.

– Potem ci pokażę – zbył dziewczynę.

Agnieszka wzruszyła ramionami i zabrała smutną Mirkę na zakupy. Gdy wróciły Ignacy szukał czegoś w szufladach.

– Gdzie jest nasz filmu z ostatnich wakacji? – zapytał bez zbędnego wstępu.

Agnieszka wyjęła pendrive’a z torebki i podała chłopakowi.

– Zawsze ze mną – uśmiechnęła się.

Ignacy podłączył go do gniazda komputera, założył słuchawki na uszy i pogrążył się w pracy.

Zrobiło się późno i dziewczyny zamierzały pójść spać, gdy nagle policjant zaczął gadać sam do siebie.

– No cześć – powiedział na początku.

Pewnie, ktoś mu odpowiedział, bo chłopak uśmiechnął się tryumfująco. Przez pewien czas prowadził jakiś niezobowiązujący dialog. W końcu Agnieszka nie wytrzymała. Podeszła do komputera i zobaczyła na ekranie rozbawioną facjatę Ignacego.

– Poczekaj – powiedział ten prawdziwy i wyjął słuchawki z gniazda.

– Cześć Lisiczko – uśmiechnął się wirtualny Ignacy.

– Mirka, to właśnie jest program, który napisał Gienadyj – stwierdził zadowolony z siebie policjant. – Nasi technicy znaleźli go w sieci. Zbiera całą masę informacji o wybranej osobie i na podstawie elektronicznych danych potrafi, w miarę sprawnie, wykreować jej obraz.

Cała trójka dość długo testowała aplikację. W końcu wirtalny Ignacy zawiesił się i przy okazji zablokował cały komputer. Karta graficzna rozgrzana była do granic możliwości.

Agnieszka nie mogła zasnąć. Zamierzała przekonać Ignacego, by i dla niej zrobił sobowtóra. Miała parę spraw do przegadania.

 

Całą sobotę mało się do siebie odzywali. Dziewczyna była zdenerwowana i czas dłużył jej się niemiłosiernie. W końcu wieczorem zjawili się przed znanym budynkiem. Ignacy czekał na parterze. Słyszał jak winda zatrzymała się na czwartym piętrze, potem kroki Agnieszki i jej głos:

– Dzień dobry panu.

– Andriej, jeśli można prosić – powiedział mężczyzna uśmiechając się serdecznie.

– No tak, zapomniałam – powiedziała dziewczyna wchodząc do pokoju. – Niestety, nie udało mi się zgromadzić materiału, o który prosiłeś.

Andriej milczał i tylko się uśmiechał.

Nie podobało się to Agnieszce, wiele by dała, by poznać myśli tego mężczyzny.

– Wiem, że twój ojciec żyje i ma się dobrze. – odezwał się w końcu.

No tak, game over, sprawa się rypła – pomyślała Agnieszka i rozważała, jak szybciutko opuścić ten lokal.

– Ale wiem również, że wiele osób, zwłaszcza młodych kobiet, uduchowionych, wrażliwych, chce się ze mną skontaktować i jak to się mówi: zaprzyjaźnić – kontynuował mężczyzna.

O, to może jednak zostanę – pomyślała zaskoczona dziewczyna.

– Więc, jeżeli chciałabyś, to ja chętnie…

Z Agnieszki błyskawicznie zeszło napięcie, skutkiem czego wybuchnęła głośnym śmiechem.

Andriej przyglądał się przez chwilę zaskoczony. Potem się speszył i powiedział:

 – Moglibyśmy razem pracować…

Dziewczyna uspokoiła się.

– Przepraszam – powiedziała cicho.

– Proponuję ci pracę, lepszą niż ta twoja teraz. Jestem tu sam i potrzebuję pomocy pięknej i inteligentnej dziewczyny – powiedział, po czym  zamilkł i wpatrywał się jej w oczy. To przedłużające się, natarczywe spojrzenie wywołało u Agnieszki niepokój.

Co on teraz zrobi? Rzuci się na mnie, zahipnotyzuje? – zastanawiała się zdenerwowana. Zdecydowała, że czas się pożegnać.

– Muszę iść – stwierdziła.

Niespodziewanie mężczyzna chwycił ją za rękę.

– Zostań, nie załatwiliśmy naszych spraw, to jak, będziemy wspólnikami?

– Zastanowię się – odpowiedziała dziewczyna, wyrywając rękę z uścisku.

Prawie wybiegła z mieszkania. Kiedy znalazła się na klatce schodowej, Andriej westchnął ciężko i pokiwał zniechęcony głową. Wtedy zauważył, że dziewczyna zostawiła przewieszoną przez krzesło torebkę. Zerwał się zza biurka, porwał własność dziewczyny i wybiegł z mieszkania. Agnieszka właśnie wchodziła do windy. Odwróciła się i zobaczyła zbiegającego po schodach mężczyznę.

Schody, powinnam zejść po schodach – w jej głowie pojawiła się refleksja, rzadka u osoby mieszkającej na dwudziestym trzecim piętrze. Zmagała się z podwójnymi drzwiami. Nie zdążyła zmusić urządzenia do startu. Andriej dziwnie się uśmiechając otworzył windę. Tego było dla niej za wiele. Wyciągnęła z kieszeni płaszcza pojemnik z gazem i skierowała rozpylony strumień substancji prosto w twarz mężczyzny. Ten odruchowo cofnął się i – by osłonić się przed zagrożeniem – zamknął drzwi. Gaz w większości pozostał w ciasnej przestrzeni windy.

Piekący ból wypalał dziewczynie oczy. Krzyczała przerażona.

Ignacy stał na dole i podpierał drzwi klatki schodowej. Usłyszał rozpaczliwe wycie dziewczyny. Ruszył susami na górę pokonując po kilka stopni na raz. Krzyki nie ustawały. Zbliżając się do ostatniego piętra zobaczył Agnieszkę siedzącą na podłodze windy i nachylającego się nad nią wielkiego mężczyznę. Policjant jednym skokiem dopadł do niego, pchnął na ścianę, a kiedy tamten się od niej odbił, lewą ręką, krótkim zamachem lecz wspartym silnym skrętem bioder trafił go pięścią w podbródek. Wtedy poczuł dziwne pieczenie oczu.

Kurwa gaz! – pomyślał, patrząc przez łzy jak trafiony przez niego facet uderza głową o kant schodów.

Agnieszka już nie krzyczała – wyła i szlochała. Chłopak brutalnie wyciągnął ją z windy i przewiesił sobie przez ramię. Pokonał kilka stopni i wpadł do biura Andrieja. Otworzył świetlik i rozejrzał się za łazienką. Sprawdził solidnie wyglądające drzwi – niestety, była to szafa wnękowa. Drugie zaprowadziły go do toalety. W umywalce spłukał oczy. Wziął ręcznik, zmoczył go i zrobił Agnieszce zimny okład.

Pomyślał, że przydałoby się trochę lodu, by ukoić rozpaloną skórę. Rozejrzał się po mieszkaniu. W rogu pokoju stała duża lodówka. Otworzył zamrażalnik i w poszukiwaniu kostek lodu lub jakiejś mrożonki sięgnął do środka . Znalazł coś dużego i okrągłego. Chwycił to i przyjrzał się uważnie. Rozpoznał co to.

Zaszokowany wycofał się kilka kroków. Ciężko oddychając oparł się o parapet, następnie usiadł na podłodze.

– Co tam jest? – zapytała zaniepokojona Agnieszka, przez załzawione oczy obserwując dziwne zachowanie chłopaka.

Ignacy milczał i gapił się w przestrzeń.

– Sama zobaczę – stwierdziła dziewczyna. Wstała i, przecierając twarz ręcznikiem, otworzyła zamrażalnik. W środku napotkała martwe spojrzenie ludzkiej głowy. Odskoczyła i potknęła się o nogi chłopaka. Ignacy podtrzymał ją przed upadkiem. Razem uklękli na podłodze.

– To była głowa ludzka?

Gdyby cera Agnieszki nie była bardzo jasna, to na pewno teraz wyraźnie by zbladła.

Ignacy masował sobie kciukami skronie, po czym wstał i jeszcze raz podszedł do szafy, którą poprzednio pomylił z drzwiami do łazienki. Na wieszaku wisiała odblaskowa kamizelka, robocza kurtka i spodnie z fluorescencyjnymi naszywkami. Na półce znajdował się żółty kask. Mężczyzna przypomniał sobie nagrania monitoringu z dnia, w którym wrzucono zwłoki do rzeki.

– To on! – powiedział Ignacy. – On zabił, pociął i wrzucił do Wisły zwłoki. A ta głowa to chyba Gienadyj.

– Biedna Mirka – westchnęła Agnieszka.

– Biedni my. – Ignacy uświadomił sobie, że na klatce leży morderca i za chwilę może tu wtargnąć. Zbiegł na dół. Na szczęście Andriej wciąż leżał nieruchomo. Wokół niego nie było dużo krwi. Policjant sprawdził tętno. Rosjanin nie dawał znaku życia. Musiał umrzeć błyskawicznie w wyniku uderzenia o kamienny stopień. Wracając do  pokoju Ignacy układał sobie w głowie wersję wydarzeń. Chodziło o to, by zostać bohaterem, a nie mordercą. Niech będzie zatem tak, że wpadł na trop i rozwiązał sprawę, próbował przesłuchać podejrzanego, a ten go zaatakował.

Jak dobrze pójdzie to koniec krawężnikowania – podsumował.

 

Technicy policyjni już jechali. Agnieszka i Ignacy mieli niczego nie dotykać, jednak dziewczyna nie wytrzymała. Podeszła do komputera i, mając nadzieję, że Andriej się nie wylogował poruszyła myszką. Pojawił się obraz. Weszła w menu i w ostatnio wybieranych aplikacjach zobaczyła logo i napis „Soulbook”

– A co to takiego? – szepnęła do siebie. Ignacy zerkał jej przez ramię.

Na monitorze kilka ikonek przedstawiało zdjęcia ludzkich twarzy. Większość to były osoby znane i niewątpliwie nie znajdujące się w zbiorze osób żywych.

– O, prezydent – wskazał Ignacy. – Kliknij.

Agnieszka wykonała polecenie.

Na ekranie pojawiła się twarz byłej głowy państwa.

– Dzień dobry – powiedział starszy mężczyzna, po czym uważnie się czemuś przyglądał. – Bardzo przepraszam, ale chyba się nie znamy – stwierdził nieoczekiwanie.

Ignacy wciągnął zaskoczony powietrze i zasłonił dłonią kamerkę wbudowaną w obudowę monitora.

– O nie, proszę! – zaprotestował prezydent. – Nic teraz nie widzę.

Chłopak cofnął rękę.

– Tak lepiej. Z kim mam przyjemność? – zapytał.

– Jestem Ignacy, a to Agnieszka.

– Miło mi – starszy pan uśmiechnął się ciepło. – Co u was słychać?

– E… stara bida – wydukała Agnieszka.

Prezydent zmarszczył brwi i przez krótką chwilę intensywnie się nad czymś zastanawiał.

– A, no to trzeba zmienić pracę i wziąć kredyt.

 

Koniec

Komentarze

Kiedyś już to czytałam. Czy wprowadziłeś jakieś daleko idące zmiany? Bo na początku nic nie zauważyłam, co najwyżej dopisane zdanie lub dwa.

Babska logika rządzi!

Finkla – jeżeli miałbym wybór to przeczytałbym ten tekst jeszcze raz na spokojnie z piwem lub kieliszkiem wina w dłoni. Na potrzeby konkursu strasznie go ciąłem usuwając sceny. Zupełnie bez sensu, bo nie dało to żadnego skutku. Konkurs rządził się swoimi prawami a ta opowieść swoimi.

Wrażenia po lekturze są zbliżone do tych, które miałam po przeczytaniu pierwotnej wersji opowiadania. Wydaje mi się, że główny wątek nie uległ specjalnej zmianie, choć chyba niedostatecznie zostały wyjaśnione sprawy „wywoływania duchów”.

Wykonanie, niestety, nadal pozostawia nieco do życzenia.

 

Ubra­ny był w sta­ro­mod­ny, nie pa­su­ją­cy do mody… – Nie brzmi to najlepiej.

 

– Ale jak to? Przy­był tam? Pod jaką po­sta­cią? – dziew­czy­na nie zwa­ża­ła na to… – Pod jaką po­sta­cią? – Dziew­czy­na nie zwa­ża­ła na to

Nie zawsze poprawnie zapisujesz dialogi.

 

i po­mógł prze­nieść na brzeg. za­wią­za­ny taśmą kle­ją­cą… – Czemu służy kropka w środku zdania?

 

Chwy­cił poły pla­sti­ku i roz­chy­lił. – Plastik nie ma pół. Plastikowy worek też nie ma pół.

Za SJP: poła «dolny fragment jednej z dwóch części ubioru rozpinającego się z przodu»

 

Za­wa­ha­ła się, gdy sys­tem po­pro­sił o za­miesz­cze­nie jej zdję­cia. – Pierwszy zaimek zbędny.

 

Data śmie­ci ojca. – Literówka, dość zabawna. ;-)

 

Potem zdo­bi­ła sobie jesz­cze jed­ne­go drin­ka… – Czym bohaterka zdobiła drinki? ;-)

 

Zo­rien­to­wa­ła się, że na pod­da­szu znaj­du­je się tylko jedne po­miesz­cze­nie.…tylko jedno po­miesz­cze­nie.

 

Drzwi otwo­rzył jej ubra­ny na czar­no męż­czy­zna. „ – Dlaczego po kropce otwarto cudzysłów?

 

po­wie­dział z kur­tu­azją i sły­szal­nym ro­syj­skim ak­cen­tem… – Czy można mówić z akcentem, którego nie słychać?

 

na któ­rym stał dwu­dzie­sto­kil­ku ca­lo­wy mo­ni­tor. – …na któ­rym stał dwu­dzie­sto­kil­kuca­lo­wy mo­ni­tor.

 

Boże, co ja wy­ga­du­je! – po­my­śla­ła od­pie­ra­jąc atak pa­ni­ki . –  – Boże, co ja wy­ga­du­ję – po­my­śla­ła, od­pie­ra­jąc atak pa­ni­ki.

Brak spacji po półpauzie. Literówka. Zbędny wykrzyknik – w myślach nie krzyczymy. Zbędna spacja przed kropką.

 

Agniesz­ka wy­szła na świe­że po­wie­trze, był już wie­czór i chłod­ne po­wie­trze do­brze jej zro­bi­ło. – Powtórzenie.

 

za­ję­ła miej­sce na fo­te­lu . – Zbędna spacja przed kropką.

 

Po­nie­waż dziew­czy­na nie wy­glą­da­ła na na tyle za­moż­ną… – Dwa grzybki w barszczyku.

 

po­ki­wa­ła owi­nię­tą w ręcz­nik głową Ro­sjan­ka . – Zbędna spacja przed kropką.

 

Z Agniesz­ki bły­ska­wicz­nie ze­szło na­pię­cie, skut­kiem czego wy­bu­chła gło­śnym śmie­chem. – …skut­kiem czego wy­bu­chnęła gło­śnym śmie­chem.

 

Pro­po­nu­je ci pracę, lep­szą niż ta twoja teraz. – Literówka.

 

Rzuci się na mnie, za­hip­no­ty­zu­je?– za­sta­na­wia­ła się… – Brak spacji po pytajniku.

 

– Zo­stań, nie za­ła­twi­li­śmy na­szych spraw , to… – Zbędna spacja przed przecinkiem.

 

Wtedy za­uwa­żył, że dziew­czy­na zo­sta­wi­ła prze­wie­szo­ną przez krze­sło to­reb­kę. – Nie bardzo chce mi się wierzyć, że kobieta zapomina o torebce i wychodzi bez niej.

 

Chło­pak bru­tal­nie wy­cią­gnął ja z windy… – Literówka.

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Bardzo dziękuję za uwagi. Co do niedostatecznego wyjaśnienia wywoływania duchów. Myślałem nad tym i sądzę, że pozostawiam wystarczająco dużo wskazówek, by czytelnik zorientował się jak to działa.

Jeżeli jednak, ktoś pozostanie z wątpliwościami to i dobrze. Niech myśli – może przeczyta jeszcze raz. Zbytnia dosłowność rujnuje fabułę. wink

Drinki można ozdobić parasolkami i słomkami. smiley

Moja żona zostawiła torebkę w Urzędzie Skarbowym – w prawdzie się po nią wróciła, ale nikt jej nie gonił. Mimo to podkręciłem tempo wyjścia bohaterki od Andrieja.

Ukłony

AvBert

AvBercie, cieszę się, jeśli uwagi okazały się przydatne. ;-)

Mam wrażenie, że w poprzedniej wersji sprawa duchów była przedstawiona jaśniej i wiarygodniej, teraz nie jest źle, ale przedtem, tak to odebrałam, czytelnik miał łatwiej. Nie wykluczam też możliwości, że po dwóch miesiącach i kilkudziesięciu przeczytanych w tym czasie opowiadaniach, pamięć mnie po prostu zawodzi.

Wiem, można też zdobić cząstkami owoców, ale, prawdę powiedziawszy, wolę skupić się na drinku bez ozdób. ;-D

Rozumiem, że żona zostawiła torebkę w urzędzie skarbowym, to się zdarza. Fiskus potrafi pozbawić obywatelkę/ obywatela nie tylko torebki, ale i całego majątku. ;-D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

No chyba, że ← chyba że, mimo że, nie ma tam przecinka

 

ryzyko wejścia na przeprawę, należy go dokładnie przestudiować.

W pewien późny majowy wieczór na przeprawie

 

na ostatnie piętro kamienicy(+,) zlokalizowanej w pobliżu ulicy Nowy Świat.

 

Dwa tygodnie temu ← to pasuje do narracji pierwszoosobowej, w innych brzmi dziwnie

 

Ubrany był w staromodny, nie pasujący do mody końca połowy dwudziestego pierwszego wieku, czarny surdut. ← powtarzasz tę samą informację, albo staromodny, albo nie pasujący do mody

 

z lekka zaciągając z rosyjska. ← to jakiś regionalizm?

 

To przejdźmy do szczegółów, zaproponował mężczyzna. – Sprawdziłem, jestem w stanie ← zły zapis dialogu

 

– Proszę pani… Agnieszko – mogę tak mówić? – dziewczyna ← zły zapis, nie wolno dawać w tak krótkiej wypowiedzi myślnika w innym celu, niż dla wtrącenia czegoś poza wypowiedzią bohatera.

 

– No tak, game over, sprawa się rypła – pomyślała Agnieszka i rozważała, jak szybciutko opuścić ten lokal. ← nie możesz zapisać myśli bohaterki tak, jakby to był dialog.

 

– Zostań, nie załatwiliśmy naszych spraw, to jak(+,) będziemy wspólnikami?

 

 

Ciekawe, ale – no właśnie – nie rozumiem kwestii wywoływania duchów.

"Ateny są jak ospały koń, a ja jak giez, który próbuje go ożywić". Sokrates

Czy to załatwi sprawę duchów?

 

Ignacy wrócił z pracy. Był w dobrym humorze i wyraźnie podniecony. Przywitał się z Mirką, pocałował Agnieszkę w policzek, po czym usiadł do komputera. Wydając pomruki zadowolenia, a czasami wzdychając zadziwiony, nad czymś intensywnie pracował.

– Co robisz? – zapytała zniecierpliwiona Agnieszka.

– Potem ci pokażę – zbył dziewczynę.

Agnieszka wzruszyła ramionami i zabrała smutną Mirkę na zakupy. Gdy wróciły Ignacy szukał czegoś w szufladach.

– Gdzie jest nasz filmu z ostatnich wakacji? – zapytał bez zbędnego wstępu.

Agnieszka wyjęła pendrive’a z torebki i podała chłopakowi.

– Zawsze ze mną – uśmiechnęła się.

Ignacy podłączył go do gniazda komputera, założył słuchawki na uszy i pogrążył się w pracy.

Zrobiło się późno i dziewczyny zamierzały pójść spać, gdy nagle policjant zaczął gadać sam do siebie.

– No cześć– powiedział na początku.

Pewnie, ktoś mu odpowiedział, bo chłopak uśmiechnął się tryumfująco. Przez pewien czas prowadził jakiś niezobowiązujący dialog. W końcu Agnieszka nie wytrzymała. Podeszła do komputera i zobaczyła na ekranie rozbawioną facjatę Ignacego.

– Poczekaj – powiedział ten prawdziwy i wyjął słuchawki z gniazda.

– Cześć Lisiczko – uśmiechnął się wirtualny Ignacy.

– Mirka, to właśnie jest program, który napisał Gienadyj – stwierdził zadowolony z siebie policjant. – Nasi technicy znaleźli go w sieci. Zbiera całą masę informacji o wybranej osobie i na podstawie elektronicznych danych potrafi, w miarę sprawnie, wykreować jej obraz.

Cała trójka dość długo testowała aplikację. W końcu wirtalny Ignacy zawiesił się i przy okazji zablokował cały komputer. Karta graficzna rozgrzana była do granic możliwości.

Agnieszka nie mogła zasnąć. Zamierzała przekonać Ignacego, by i dla niej zrobił sobowtóra. Miała parę spraw do przegadania.

Załatwi, ale jest tu parę błędów :P Merytorycznie, tak, tłumaczy mi sprawę bardzo jasno.

"Ateny są jak ospały koń, a ja jak giez, który próbuje go ożywić". Sokrates

Miejscami przeszkadza za duża ilość zaimków zwrotnych – po prostu nazbyt widoczne podczas lektury. Nie znam poprzedniej wersji tekstu. Nie przepadam za śledztwami, które same się rozwiązują, ale mimo to, opowiadanie przeczytałem z przyjemnością. Wciągające. :-)

Nowa Fantastyka