- Opowiadanie: Wilk który jest - Drolerie

Drolerie

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Drolerie

– A toś mi przygadał, a toś mi przygadał! – Słowa z mocą wdarły się w ciszę skryptorium. Mnisi w czarnych habitach jeszcze niżej pochylili się nad kopiowanymi księgami, a ich twarze przybrały wraz wyjątkowego skupienia. Znali ten głos dobrze i wiedzieli, że jego właściciel częściej bywa surowy niż rubaszny jak teraz. Po chwili drzwi się otworzyły i wtoczył się przez nie obdarzony potężną posturą opat. Za nim wszedł nie najmłodszy już rycerz o siwej brodzie, którego twarz zdobiła plątanina blizn i zmarszczek. Jako ostatni próg izby przekroczył mały chłopiec.

– A toś mi przygadał! – ryknął opat po raz trzeci, klepiąc przy tym z mocą swego towarzysza w plecy. – Ale ci powiem, żeś dobrze zrobił? Wiesz, co to naprawdę znaczy: być opuszczonym przez przyjaciół?

Rycerz nie odpowiedział. Na ustach miał łagodny uśmiech, z którego wynikało, że czuje się niezręcznie i w tej sytuacji, i w tej klasztornej przestrzeni. Opatowi zdawały się nie przeszkadzać ani milczenie, ani wyraz twarzy gościa. Po chwili odpowiedzi udzielił więc sam.

– Powiesz pewnie, że to ktoś w niesławie, osamotniony znaczy się. A ja ci powiem, że wcale nie! – zakończył triumfalnie, wyraźnie rad z własnych ustaleń w tej kwestii. – To ktoś, kogo wszyscy po plecach klepią. Prawiąc przy tym, że cokolwiek czyni – dobrze czyni, a nikt nie zwraca mu uwagi na błędy i za nic nie gani!

Nim rycerz zdążył zareagować, drzwi do skryptorium otworzyły się ponownie. Stanął w nich wysoki, chudy mnich, który ukłonił się obecnym i rzekł:

– Ojcze opacie, wysłannicy książęcy przybyli.

– Nareszcie – krzyknął opat, a od jego głosu kilku najbliżej siedzących skrybów podskoczyło na swych siedziskach. – Idę więc – dodał, zwróciwszy się w stronę rycerza. Potem pogładził chłopca po głowie i rzekł tubalnym głosem – Pora porozmawiać o twojej przyszłości, młodzianku!

Po tych słowach ruszył energicznym krokiem w stronę drzwi. Zatrzymał się jednak w pędzie i powrócił do gości. Tu powiedział do starszego mężczyzny:

– To długo nie potrwa, kuzynie. Książę to w zasadzie mój klient, ale pozory jego emisariusze będą zachowywać, oj będą! Przez ten czas poczytaj coś zbożnego chłopcu – podszedł do wolnego pulpitu, na którym leżała pokaźnych rozmiarów otworzona księga i powiedział jakby sam do siebie – A co my tu mamy? – szybko omiótł wzrokiem litery i mruknął: – A, „Legenda aurea” – obrócił pospiesznie kilka kart i powiedział do swoich gości – To będzie dla chłopca dobre, bo to opowieść o pokorze i ucieczce od ziemskiej sławy. No, ostańcie z Bogiem! – po tych słowach odwrócił się i wyszedł swym żwawym krokiem.

Rycerz z niepewną miną podszedł do woluminu. Chłopczyk powoli ruszył za nim. Pierwszy raz był młodzianek tak daleko od domu. Pierwszy raz widział tak potężną budowlę z kamienia, jak ten warowny klasztor. Pierwszy też raz widział książkę. Wyjrzał teraz zza ojcowego łokcia i patrzył na otwarte karty. Jego wzrok wpierw błąkał się po rzędach liter, by spocząć wreszcie na droleriach. Było ich trzy. Wszystkie marginalne rysunki zdobiły pierwszą ze stronic. Patrząc od góry, na pierwszym widniało dwóch wojów, z których szyi tryskała obficie krew, a odcięte głowy leżały u stóp stojących jeszcze ciał. Na środkowej ilustracji jakieś dwa pokryte futrem, człekopodobne stwory, skradały się z włóczniami do ludzkich domostw. Na położonej najniżej, niewiasta piastowała dziecię w swych ramionach. Chłopiec oderwał wzrok od księgi, spojrzał na ojca i powiedział cicho:

– Zrobisz to dla mnie, ojcze? Przeczytasz mi tę opowieść?

Rycerz popatrzył raz jeszcze na równe rzędy liter, stabilnie oparte o linie wytyczone ołowianą pałeczką. Ściągnął mocno brwi i bezdźwięcznie poruszył wargami. Po chwili westchnął ciężko. Nie raz spotykały go w życiu ciężkie terminy: dalekie wyprawy wojenne, łowy na grubego zwierza, późne ojcostwo… Teraz stał ten mężny człowiek, który sam jeden na tura, czy odyńca z oszczepem się zasadzał, całkiem bezbronny wobec tych liter, których od tak dawna nie czytał i wobec tych oczu ogromnych, tak intensywnie i z takim zafascynowaniem oraz wiarą w niego wpatrzonych. Odwrócił wzrok od syna i spojrzał na karty. Tym razem nie zerknął nawet na tekst, lecz obejrzał uważnie drolerie i twarz mu się od tego widoku wypogodziła.

– Znam tę historię – powiedział spokojnym głosem. – Opowiem ci ją!

– Przeczytasz mi? – dopytywał się chłopczyk.

– Opowiem. Ta wersja nie jest pełna – dodał szybko, wskazując na karty księgi. Usiadł przed pulpitem. Posadził sobie chłopca na kolanach i przez chwilę milczał, jakby zbierał myśli, które te trzy obrazki z głębokiej studni niepamięci właśnie wydobyły. Wreszcie przymknął oczy w skupieniu i rzekł:

– Wydarzyło się to za życia mojego pradziadka, Iwona – mnisi unieśli głowy znad pulpitów i popatrzyli po sobie. – Ścięte głowy strażników bramy, potoczyły się po murawie przerażająco cicho. Nie zdążyli dzielni woje wszcząć alarmu. Całe Porębiany spały. Nikt w nowiu nie widział nadchodzącej zewsząd zagłady, która przekraczała palisadę i pełzła do domostw. To dzicy ludzie szli wytrzebić mieszkańców, a osadę spalić. A pamiętać trzeba, że ledwie parę lat przed tą nocą wydarto tę ziemię z pradawnej puszczy jodłowej. Postawiono pierwszą palisadę i bramę z drewnianą wieżycą, podzielono ziemię i rozpoczęto urządzać łowy, by dzięki solonemu mięsu zimę przeżyć. Myśliwi musieli zapuszczać się coraz dalej, bo uciekł w ostępy zwierz, pozbawiony swego pierwotnego, leśnego domu. O czym nikt nie wiedział, skurczyły się też tereny, na których od niepamiętnych czasów plemiona dzikich ludzi żyły w harmonii z przyrodą. Póki z Porębian polowano jeno w najbliższej okolicy i nie łowiąc więcej nadto, by zimę przeżyć, nie mieszały się stwory do ludzkiego życia. Gdy jednak, by przypodobać się pradziadowi obecnego księcia, zorganizowano wielkie łowy li tylko dla rozrywki, a donośny dźwięk rogów sprawił, że ptaki wzbijały się z drzew całymi chmarami i odlatywały, by nieprędko powrócić, dziki człowiek postanowił pozbyć się sąsiadów. A trzeba wiedzieć, że lud to był krzepki, nieokrzesany, straszliwy, futrem jakby diablim pokryty. Potrafiący się świetnie maskować, bezszelestnie poruszać i włócznią nader sprawnie robić.

Nocy tamtej pamiętnej podpełzli już ci leśni woje pod same okna. Broń szykowali do rzezi, jeno tylko na rozkaz swego wodza czekali i wtedy w jednej z chat zakwiliło maleństwo. Przywarli do ziemi na ten dźwięk, którego nie znali, bo dzikie dzieci z jaj się rodzą i w ogóle nie płaczą. Nie wiedzieli więc, czy to alarm taki dziwny, czy modlitwa wieczorna, czy co jeszcze innego? A pacholę kwiliło i kwiliło, wręcz się zanosiło od płaczu. Matka wreszcie doń wstała, na ręce ujęła i kołysać poczęła. Nie pomogło. Zanuciła więc cicho piosnkę ckliwą. Zdziwił się człowiek dziki i zasłuchał w melodię. Leżeli u okien leśni woje, a pod wpływem śpiewu, przemiana w ich sercach wielka nastąpiła. Zapytał w końcu wódz czarny swego przybocznego, a miało to miejsce, gdy pieśń dobiegła końca:

– Pojmujesz, co to było?

– Chyba samica śpiewała młodemu – odparł zagadnięty.

Zadumał się wódz dziki i powiedział:

– Istoty, których samice tak się młodymi opiekują i dźwięki tak słodkie ze swych ust wydają, nie mogą być całkiem złe. Odstąpimy teraz. Będziemy to plemię obserwować, a gdy Księżyc znów będzie duży, decyzję co do ich dalszych losów starszyzna podejmie.

I odeszli w mrok, nikomu więcej krzywdy nie czyniąc. Tak to płacz dziecka niewinnego i śpiew białogłowy Porębiany ocalił.

Tu zamilkł i głęboka cisza w skryptorium nastała. Mnisi, którzy nasamprzód popatrywali po sobie, zasłuchali się w końcu całkiem i oddali zadumie. Chłopiec też milczał i na drolerie ze zmarszczonym czółkiem spoglądał. Wtem drzwi się otworzył i pojawił się w nich opat z miną wielce dumną.

– No, dogadane – krzyknął radośnie! – Giermkiem u samego księcia będziesz, młodzianku! – zwrócił się do chłopca. – A jakąż to legendę ci ojciec przeczytał, hę?

Rycerz poruszył się niespokojnie, a chłopiec z pokraśniałą od wielkiego zapału twarzyczką, powtórzył omalże słowo w słowo ojca opowieść.

Zdumiał się wielce tej historii opat. Na rycerza czujnym wzrokiem popatrzył, ale odezwał się, dopiero gdy chłopczyk powiedział:

– I tak dzieciątko małe swym płaczem gród nasz cały uratowało!

– Tak, tak – rzekł cichym i jakby zamyślonym głosem opat – to mądra historia. Bo można mieć fantastyczne dzieciństwo i nawet o tym nie wiedzieć…

Tu zamilkł na chwilę i chłopca po głowie pogładził. Westchnął w końcu i powiedział:

– No, chodźmy już. Jutro młodzianek o nonie w świat wielki wyrusza. Zjedzmy tedy wspólną wieczerzę i udajmy się do cel naszych.

Chłopiec z rycerzem ukłonili się opatowi i ruszyli przodem. Duchowny, na otwarte karty księgi ukradkiem zerknął. Czerwone litery głosiły: „De sancto Egidio”.

***

Nazajutrz skoro tylko wybiła nona, orszak ruszył do dzielnicowej stolicy. Toczyły się z wolna ciężkie wozy z kołami o żelaznych obręczach. Na jednym z nich obok woźnicy na koźle zasiadł chłopaczyna. Ojciec na rosłym rumaku jechał przy nim. Milczeli obaj, wzrok mieli gdzieś daleko wpatrzony. Czy to w przyszłość nieznaną, czy to w przeszłość zatartą, tego nikt odgadnąć by nie zdołał. Wreszcie chłopczyk, przełamując obawy, zagadnął tatę.

– Ojcze, czy mogę cię o coś spytać?

Kiwnięciem głowy rycerz zgodę oznajmił i podjechał jeszcze bliżej do burty wozu.

– Dziękuję – z szacunkiem powiedział chłopiec. – Naprawdę dzicy ludzie w pobliżu naszych Porębian żyli?

– Zaprawdę, sam żem ich widział.

– Widziałeś tato, naprawdę widziałeś?

– Tak, z ojcem moim a twoim dziadem. Między dzikami się pochowały stwory i całą watahę dzików nam na łowach spłoszyły. Nam nic nie zrobiły, choć żeśmy samotrzeć tylko byli, z bratem moim, a twoim wujem Wisławem. Do tego wyszykowani na łów, a nie do boju. My, młodzi i wyrywni, gotowi byliśmy ich ścigać, ale ojciec gestem ręki uchodzących pozdrowił i nakazał powrót do Porębian. Powiedział, że dziki człowiek wciąż zwierzyny pilnuje i o jej liczebność dba. Znać ilość dzików mocno wówczas spadła i nam na polowanie nie pozwolił. Twój dziad bardzo ich mądrość i dbałość o stworzenie cenił…

W tym momencie kolumna dotarła do rozstajów. Tu ojciec westchnął i powiedział:

– Synu, ja muszę do Porębian. Tobie czas na służbę u księcia. Na wiosnę przyjadę cię odwiedzić. Sprawuj się dobrze i pamiętaj, żeś zawsze w myślach i modlitwach twej matki i moich.

Niezręcznie nachylił się i ucałował chłopca w czoło. Tak drogi ojca i syna rozdzieliły się na długo, ale przecież trwać przy sobie te dwie dusze zawsze będą, czy daleko im do siebie będzie, czy całkiem blisko.

Koniec

Komentarze

Bardzo w Twoim stylu, Wilku, jest ta opowieść, a korzystną odmianę stanowi fakt przybliżenia dzieciństwa nie współczesnych małolatów, a pacholęcia sprzed wieków, kiedy to dzikie dzieci z jaj się rodziły.

 

i rzekł swym tu­bal­nym gło­sem… – Czy zaimek jest niezbędny?

 

po tych sło­wach od­wró­cił się i wy­szedł swym żwa­wym kro­kiem. – Czy mógł odejść cudzym krokiem?

 

Wszyst­kie mar­gi­nal­ne ry­sun­ki zdo­bi­ły mar­gi­nes pierw­szej ze stro­nic. – Czy to niemal powtórzenie jest celowe?

 

na pierw­szym wid­nia­ło dwóch wojów, z któ­rych szyi try­ska­ła ob­fi­cie krew… – …na pierw­szym wid­nia­ło dwóch wojów, z któ­rych szyj try­ska­ła ob­fi­cie krew

 

nie­wia­sta pia­sto­wa­ła dzie­cię­cie w swych ra­mio­nach. – …nie­wia­sta pia­sto­wa­ła dzie­cię­ w swych ra­mio­nach.

 

jakby zbie­rał myśli i wspo­mnie­nia, które te trzy ob­raz­ki z głę­bo­kiej stud­ni za­po­mnie­nia wła­śnie wy­do­by­ły. – Nie brzmi to najlepiej.

Może: …z głę­bo­kiej stud­ni niepamięci wła­śnie wy­do­by­ły.

 

Mnisi, któ­rzy najsam­przód po­pa­try­wa­li po sobie… – Mnisi, któ­rzy nasam­przód po­pa­try­wa­li po sobie

 

Chło­piec też mil­czał i na dro­le­rie ze zmarsz­czo­nym czuł­kiem spo­glą­dał. – A czułki chłopiec miał długie, kosmate i zmarszczone, jak u motyla jakiego. ;-)

Chło­piec też mil­czał i na dro­le­rie ze zmarsz­czo­nym czół­kiem spo­glą­dał.

 

Nam nic nie zro­bły, choć żeśmy sa­mo­trzeć tylko byli… – Literówka.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzień dobry Pani Regulatorzy! :-)

 

Przy „czułku” padłem. :-D Czasem samego siebie zadziwiam! :-D Dziękuje pięknie za garść, a nawet dwie garści konstruktywnych uwag! Zasiadam do udoskonalania! :-)

 

Pozdrawiam serdecznie, Wilk

 

po tych słowach odwrócił się i wyszedł swym żwawym krokiem. – Czy mógł odejść cudzym krokiem?

Chodziło mi o to, że taki sposób przemieszczania się, był dla niego charakterystyczny. Czy w takim wypadku, Twoim zdaniem, może zostać „swym”? Czy może powinienem napisać po prostu: „charakterystycznym dla siebie”?

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

No cóż, Wilku, przydarzył się byczek zabawny, mogący dostarczyć radości zarówno czytającemu jak i Autorowi. Wczoraj, w innym opowiadaniu, trafiłam jeszcze na górujące na miastem wierze zamku. ;-)

 

A może: po tych sło­wach od­wró­cił się i wy­szedł jak zwykle/ jak zawsze żwa­wym kro­kiem.

 

Pozdrawiam.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Bo to taki byczek z czułkami był! ;-)

Dziękuję i pozdrawiam!

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

zagadną tatę. – zagadnął 

To ten dziki lud  jawi mi się jako protoplaści leśników, bo teraz to oni o kondycję i liczebność dzikiego zwierza dbają wink

Bardzo ciekawa i pouczająca przypowieść. A jako że jestem świeżo po przeczytaniu jakichś 1500 stron o wczesnym średniowieczu, to, że tak powiem, utrzymałeś mnie w klimacie. Podobało mi się.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Dziękuję za dobre słowo! :-)

Cieszę się, że udało mi się trafić i w klimat i w czas! Ciekawe, czy leśnicy rodzą się z jaj? ;-)

Pozdrawiam, Wilk

 

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

No a jak nie z jaj? A gdzie siedzą sobie plemniczki?

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Jak to wyraził poeta Świetlicki Marcin: “I nagle nie wiem, co z tym zrobić dalej: umrzeć, wyjechać, nie zareagować?” ;-) Zacytuję więc klasyka: “Nie idźmy tą drogą…” :-D

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Melduję, że przeczytałam :)

 

I znów zgłaszam reklamację – a gdzie wilk jakowyś? ;)

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Meldunek odebrałem z zadowoleniem! :-)

Była taka wersja w historii, w której na czwartym rysunku był wilk ze skrzydłami. Ponieważ jednak rycerzowi nie pasował do historii, więc o nim nie wspomniał (była tez taka, w której ilustracji było sześć…). A skoro on nie wspomniał, to stanęło ostatecznie na tym, że nie wspomniałem i ja. Jestem jednak przekonany, że stronicę, na której księga była otwarta, nim ją opat zaczął wertować, zdobił śliczny wilk ze skrzydłami i wtulona w niego mała dziewczynka! :-)

Notuję: kiedy w Jury zasiada Śniąca, w opowieści musi znajdować się przynajmniej wilka cień. Inne stwory porosłe futrem, nawet znani z lubieżności dzicy ludzie, nie robią pożądanego wrażenia! Zapamiętać! :-)

Pozdrawiam, Wilk

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

kiedy w Jury zasiada Śniąca, w opowieści musi znajdować się przynajmniej wilka cień.

Dyskryminacja! A inne teksty, nie konkursowe i beze mnie w jury to co? Pies? ;)  

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Stylistycznie i fabularnie bardzo w wilczym stylu. Osobiście jestem fanem, więc opowieść mi się podobała :)

@Śniąca

Sugerujesz, że mój tekst bez wilka w treści opowieści, to tekst stracony? Aj, aj, aj! Ja się muszę „poskręcać” na nowo! :-)

Dochodzę do wniosku, że wilki w opowieściach muszą mi się wyjątkowo udawać. :-D

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

@Belhaj

Bardzo dziękuję za dobre słowa i wsparcie moralne! :-)

Z pozdrowieniem, Wilk

 

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Droczę się :) 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

 

Postanowiłem zaszaleć i pokazać dzikiego człowieka w całej jego krasie! :-) Bazę mojej opowieści stanowiły rysunki prostsze, pochodzące ze zbiorów Biblioteki Jagiellońskiej (o ile mnie pamięć nie myli, proste szkice, bez kolorów). Niestety nie ma ich w sieci. Ten koleń z maczugą to wyobrażenie z końca XIV wieku. Interesujący, nieprawdaż? :-)

 

Źródło: Michele-aquaron.com

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

@Śniąca

I słusznie! :-)

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Faktycznie, nie było wilka. Ale spodobało się. Dziki godnie go zastąpiły. Interesujący pomysł na podejście do konkursu, dzieciństwo niejako podwójne. I kłopocik rycerza zabawny…

Babska logika rządzi!

Dziękuję za dobre słowo! Chociaż dzik zastępujący wilka, godzi mi lekko w wartości! ;-)

Pozdrawiam, Wilk

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Sameś tak, Waść, napisał! ;-)

Babska logika rządzi!

A zatem – „moja kulpa!” Cytując kabaret Potem: „My się poprawimy!” :-D

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Ładnie napisane, ale przyznam, że mnie nie porwało. Klimat mi się podobał, ale zabrakło w samej treści czegoś ciekawego.

Tylko nie "Tęcza"!

Podsumowując: ładnie napisane i klimat się spodobał – i tej wersji będę się trzymał! ;-)

Pozdrawiam, Wilk

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Dziękuję, Wilki, z miłą lekturę! “​Drolerie" mają przepiękny klimat, niemal słyszy się tą ciszę skryptorium, szelest pergaminowych kart i silny głos starego rycerza. Zgodzę się z Tenszą, że treści w tekście wiele nie ma, ale, moim zdaniem, sama atmosfera tu w zupełności wystarczy.

Hmm... Dlaczego?

Muszę się zgodzić z Tenszą, że klimat i styl się podobał, ale w treści w moim odczuciu czegoś zabrakło.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

@Drewian

Bóg zapłać za dobre słowo! Jeśli słychać ciszę, to uważam, że się udało! :-D

Z pozdrowieniem, Wilk

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

@Morgiana89

Dzięki za opinię! Za sugestię – szczyptą czego by to Twoim zdaniem należało przyprawić i na jakim podgrzać ogniu, będę wdzięczny!

Z pozdrowieniem, Wilk

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Fajne, podobało mi się :)

Z przyjemnością przeczytam dalsze części.

Znam tylko pięć liter ;)

Cieszę się! :-)

Dalsze części… – obiecuję pomyśleć! :-)

Pozdrawiam, Wilk

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Pomyśleć i napisać ;)

Znam tylko pięć liter ;)

Tak uczynię! I ozdobię rękopis kilkoma droleriami! ;-)

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Wybacz, Wilku, ale tekst nie zapadł mi w pamięci na tyle, aby przypomnieć sobie, co mi w nim nie leżało. Może właśnie to, jest wystarczającym powodem, aby popracować nad porywającą opowieścią. :(

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

klimat i styl się podobał, ale w treści w moim odczuciu czegoś zabrakło.

I nadal nie wiem, co Poetka miała na myśli…

Swoją drogą – podziwiam, że wróciłaś do dyskusji na temat opowiadania, którego treści prawie nie pamiętasz. :-)

Przyznaję, ciekaw jestem co Cię porywa. Zdradzisz ten sekret? :-)

 

Z pozdrowieniem, Wilk

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Pewnie gwiazdka się pokazała ;)

Znam tylko pięć liter ;)

Lubię Cud Gwiazdki! :-)

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Dokładnie tak było. :P

 

Co do tego co mnie przyciąga w tekstach. Trudno to określić. Lubię tajemnice. Ale taką, która nie jest podana od razu i ładnie opisana, tak bym chciała ją poznać. Lubię się bać, jeśli jest to tekst napisany w klimacie horroru. Ciężko mi określić. Interesuje mnie zdecydowanie bardziej, gdy przedstawia uczucia, targające bohaterem. ;)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

No, to faktycznie Dziki Człowiek jest zbyt prozaiczny. :-D

OK – nie wiem, czy kolejna historia sprosta wyzwaniu, ale następna w kolei na pewno da radę! :-D ;-)

Przybywaj – nie tylko wtedy, gdy Cię gwiazda prowadzi! :-)

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Przeczytane.

Potwierdzam przeczytanie komunikatu o przeczytaniu! ;-)

Dalszego, miłego jurorowania! :-)

Z pozdrowieniem, Wilk

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Klimatyczne w Twoim stylu, Wilku, ale jednak jakby czegoś mi tu brakło (i nie mam na myśli wilka :) ).

Brakło mi połączenia dzieciństwa z fantastyką, bo chociaż oba elementy tu występują, to jednak tak raczej osobno. Pacholę tylko biernie wysłuchuje fantastycznej opowieści snutej przez ojca. Sam nie przeżywa nic. W tym przypadku sama atmosfera to dla mnie ciut mało.

Wiem, że potrafisz lepiej.

Ze strony formalnej – dzieciństwo jest, fantastyka jest, zbędnych traum brak, czyli niby jest wszystko jak być powinno, ale jednak nie do końca. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Droga Śniąca! Starałaś się, ale wiem, że stać Cię na lepszy komentarz! :-P

 

Czynisz mnie lepszym, wbrew mojej woli i dziękuję Ci za to! :-D Przy okazji mam tytuł do najnowszego shorta: „Profesor Czegoś i tabletka subiektywnego przyspieszenia czasu”. Jak mi po lekturze napiszesz, że brakuje w nim „Czegoś”, to zacznę żałować, że mogę Cię zagryźć tylko raz! ;-)

 

Pozdrawiam Cię serdecznie i dzięki za uwagi!

Wilk

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Czekam więc na Profesora Czegoś, a co dalej, to się zobaczy. 

I nie strasz, bo ze Scyzorykiem spod Łysej Góry może nie być tak lekko ;) 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Nie zagryzam scyzorykiem. :-D

A scyzoryk, to szabla „Ludwikówka wz. 34” – najlepsza szabla nowoczesnej Europy. Podczas kontroli jakości musiała m. in. przeciąć bez uszczerbku półcentymetrowy pręt. ;-)

 

Zapomniałem dodać, że Profesor Czegoś będzie miał koszmary – będę mu się wilki śniły! Powoli wytrącam Ci oręż z dłoni. W opowieści nie zabraknie i czegoś, i wilków! :-D

Uprawiając prywatę – zapraszam na moją prelekcję. Podczas Sabat Fiction-Fest (23-29.09.2016, Kielce) mam występ, zatytułowany: „Starożytne i średniowieczne korzenie fantasy”. Będę potworny! :-D

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Do września daleko, więc wszystko może się zdarzyć, nawet mój pobyt w Kielcach :) 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

:-D Między ustami a brzegiem pucharu też niejedno może się zdarzyć. ;-)

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Spodobało mi się, że dziecko szanowało rodzica.

Natchnąłeś mnie też do małych poszukiwań informacji o średniowieczu. Poznałem hagiografię św. Idziego, a ostatecznie moja umiarkowana wiedza poszerzyła się też o stosunek Dantego Alighieri do muzułmanów : >.

Dzięki.

PS No i dowiedziałem się, co to Drolerie ;-).

 

Walor edukacyjny na 5 z plusem. Walor literacki trochę w tyle. Scena z mamą z dzieckiem urocza, ale szkatułkowata forma skutecznie wyzuwa tekst z napięcia i emocji. Chłopiec jedzie na służbę do księcia. Fajnie. No i co w związku z tym? Nie zrozum mnie źle. Uważam, że ostatni akapit jest zarazem piękny i prawdopodobny. Nie zmienia to faktu, że fabuła “zewnętrzna” i główny dziecięcy bohater sprawiają wrażenie podporządkowanych twojemu mediewistycznemu bakcylowi. Sami w sobie nie ciekawią.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

.

 

(I Wilk syty i kropka okrąglutka)

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

@Nevaz

Dzięki za uwagi! Dla mnie najistotniejszym elementem, jest niedoszła napaść dzikich ludzi. Reszta stanowi tylko tło. Scena finałowa – może masz rację. Długo się nad nią zastanawiałem: dać, czy nie dać?. Stanęło na: dać. :-D Chciałem pokazać ten element życia, w którym siedmiolatek wyrusza na obcy dwór, by zostać paziem. Za parę lat stanie się giermkiem, a później rycerzem i kiedyś też pożegna się z synkiem na rozstajach dróg.

Święty Idzi – wzruszyłeś mnie! :-) Jak mówią koledzy po historycznym piórze, jestem ostatnim żyjącym Idziologiem. ;-) Bardzo ciekawy i święty, i jego kult. Na przykład w Polsce nie da się udowodnić, że Władysław Herman ufundował choć jeden kościół pod tym wezwaniem. Jeśli masz ochotę, to prześlę Ci zeskanowaną moją polemikę z pracą, którą napisał na ten temat ks. Stanisław Bober. No i zapraszam na mój referat o starożytnych i średniowiecznych korzeniach fantasy, który wygłoszę podczas Sabat Fiction-Fest. Nadmieniam, że mówię lepiej niż piszę. ;-)

Z pozdrowieniem, Wilk

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

@Cień burzy

Cieniu, to jest najbardziej okrąglutka kropka, jaką w życiu widziałem! :-)

Pozdrawiam, Wilk

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Och, Wilku, pacholęciem będąc, po wielokroć spędzałam wakacje na koloniach w Inowłodzu, nad którym dumnie góruje kościół pod wezwaniem św. Idziego. Czyżby wszystko, co wiedziałam o miejscowym zabytku, w świetle Twojej wypowiedzi, można było rozbić o kant sosny?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Tak!

W Inowłodzu byłem w 1994 na objeździe naukowym. :-) Wtedy jeszcze nie strzelałem do tablic, napisów na murach i przewodników. ;-) Kościół jest piękny! Rekonstrukcja zniszczonych fragmentów niezwykle udana. Wszystkie jednak datacje i wykazy świątyń związanych rzekomo z Hermanem pochodzą z końca XV wieku i niewiele są warte.

Jak tylko wrócę do domu, zajmę się skanowaniem mojej polemiki. O kościele w Inowłodzu też tam pisałem.

Cieszę się, że Was interesuje ten kult – seriom, serio. :-)

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Hmm… Pamiętam ze szkolnych lat, że Herman na coś się leczył i w związku z tym miał udać się z pielgrzymką do sanktuarium św. Idziego(?). Pamiętam również, że nie mogłem dojść do tego, jak to samo imię w dwóch europejskich językach może brzmieć Gilles i Idzi ;)).

Onegdaj historia była moją wielką miłością. Dziś mogę powiedzieć, że w dalszym ciągu blisko się przyjaźnimy, choć postanowiłem całkiem się jej nie oddawać.

 

edycia:

Ok, sprawdziłem to ^ ^

Jak zwykle wszystkiemu winny Gall. Władysław miał wyprawić poselstwo do sanktuarium, a własne cztery litery jego syn, Bolesław : >. Coś zostało w głowie, ale z czasem się poprzekręcało.

 

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Wielki brat i tak jest pod wrażeniem! :-)

Najbliżej prawdy, moim zdaniem, był Kosmas. Czeski kronikarz zapisał, że poselstwo do St. Gilles wyprawiła Judyta, a Herman w tym udziału nie miał. Potwierdza to martyrologium czarnych mnichów z Prowansji, w którym wspomniano o Judycie i Bolesławie, a o Hermanie nie zapisano ani słowa. To by wyjaśniało niedomówienia Anonima tzw. Galla. Księcia Władysława fundowanie kościołów poświęconych św. Idziemu zaczęto przypisywać w XV wieku. Fakty temu jednak przeczą. Kult w Polsce, tak jak i w Europie zachodniej, rozwijał się przede wszystkim w XIII wieku.

Rozgadałem się – skan wreszcie zrobię, to prześlę. :-)

A imię świętego – fakt, ma mnóstwo mutacji: Gilles, Aegidius, Egidi, Ilja, Idzi, Egidiusz… Można się pogubić. :-D

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

 Na plus osadzenie w ciekawych czasach i interesująca historia opowiedziana przez ojca. Stworzyłeś fajny klimat, wprowadzając dzikich. Na minus – trochę męczyła mnie stylizacja. Nie obraziłbym się też na więcej fabuły. Podsumowując, tekst przyzwoity, ale nie zachwyciło.

Dzięki za uwagi! W następnej opowieści postaram się więcej świntuszyć – wtedy tekst będzie nieprzyzwoity! ;-)

Gratuluję fajnego pomysłu na konkurs. Miło było! :-)

Pozdrawiam, Wilk

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Scenka, nie opowiadanie. A właściwie, to scenka w scence. I to jest najpoważniejszy, może nawet jedyny, zarzut, jaki mam wobec tego tekstu. Bo i styl, i przesłanie, i archaizacja przypadły mi do gustu. Niestety to jednak zdecydowanie za mało, bym poczuł się lekturą usatysfakcjonowany. Bo co, prócz tego, że pan ojciec kochał swojego syna, był wtórnym analfabetą i propagował pro-ekologiczne poglądy, mówi nam ta historia? Nic albo bardzo niewiele. Samego dzieciństwa też tutaj praktycznie nie uświadczysz. Nie w takiej formie, jakiej bym chciał.

Za to legenda o ocaleniu Porębian (nazwa cokolwiek podobna do tej, jaką nosi moja wieś rodzinna) ładna.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

:-D

OK! Dzięki za uwagi! Rozważę i przemyślę i w ogóle!

A teraz przesłania podprogowe. ;-) Dziecko to wielki (choć oczywiście mały) nieobecny średniowiecza. Dzieci nie stanowiły specjalnego przedmiotu zainteresowania źródeł. Nie potrafiono ich malować (tak samo jak nie potrafiono namalować nagich kobiecych piersi). Kultura tej epoki, to przede wszystkim kultura oralna. W części też obrazu, ale do „ilustracji” trzeba dotrzeć, bo ta znajduje się w świątyni, zamku… Jest więc w tej opowieści więcej dzieciństwa niż znajdziesz w największej kronice średniowiecznej Europy, czyli „Annales” Jana Długosza.

Dziękuję za docenienie ocalenia Porębian! :-) Nazwa znana, nawiązująca i do terenu, który wydarto przemocą odwiecznej puszczy i wykorzystana przez Stefana Żeromskiego w najpopularniejszej sztuce międzywojnia, czyli „Uciekła mi przepióreczka”.

Z pozdrowieniem, Wilk

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

tak samo jak nie potrafiono namalować nagich kobiecych piersi

Ach! To dlatego niektóre Ewy w raju wydawały mi się takie dziwaczne anatomicznie. Karmiącym Matkom Boskim chyba też się to zdarzało. A wydawałoby się, że artyści mieli okazje do malowania… Z czego takie braki wynikały?

Babska logika rządzi!

Wiecie, może kiedy już dostali piersi “do ręki”, to zapominali, że mają je tylko malować. Mi się to ciągle zdarza. I prawdopodobnie tylko dlatego nie jestem dzisiaj światowej sławy malarzem.

 

Wilku, dzięki za wykład. Bez ironii. Jestem laikiem jeśli chodzi o kulturę i sztukę średniowiacza – nawet jeśli wiem na ten temat coś więcej niż przeciętny ankietowany Strasburgera, to na pewno nie na tyle, by było się czym chwalić – ale kiedy już poruszyłeś temat, to faktycznie dysonans staje się dostrzegalny.

Mi z równania dzieci + średniowiecze zazwyczaj wychodzi Krucjata. Niemniej kojarzę też książki i filmy o młodych giermkach… A ściślej, to kojarzę, że kojarzę.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

A Historia żółtej ciżemki?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

@Finkla

Z czego takie braki wynikały?

Bardzo dobre pytanie! Umberto Eco w „Sztuka i piękno w średniowieczu”, trochę się o ten temat otarł. Zamieścił w pracy m.in. taki cytat: „Piersi są piękne gdy niewiele wystają i nie są zbyt pełne, jakby powściągane, lecz nie ściśnięte, trzymane łagodnie, ale bez zbytecznej swobody”. Gilbert z Hoyland, "Sermones in Canticum”. Może więc to był taki trend? Nie wiem. :-) Poprzestanę więc na stwierdzeniu faktu – nie umieli. :-)

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

@Cień Burzu

O, cholerka – nie miałem zamiaru wykładać. Sorry Cię bardzo! :-) Średniowiecze to fascynująca epoka. W dziełach literackich oprócz dzieci nie ma też przeważnie krajobrazów. Chyba Aaron Guriewicz napisał, że bohaterowie legend arturiańskich to figury w pustej przestrzeni.

Opowieścią o tym, dlaczego jeszcze nie jesteś światowej sławy malarzem, przypomniałeś mi postać Joe Głodomora z „Paragrafu 22”. On nie mógł, z podobnych przyczyn, robić zdjęć, choć był zawodowym fotoreporterem. Jak z goryczą ustalił – nie da się robić dwóch rzeczy na raz. ;-)

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

@Regulatorzy

Uświadomiłaś mi, że nie czytałem. A to wiek od wydania minął. Film obejrzałem dawno – w czerni i bieli oraz odcieniach szarości. Telewizor nazywał się Fiord i miał szybę przed kineskopem. :-D

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Nowa Fantastyka