- Opowiadanie: Jej - Marzyciel

Marzyciel

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Marzyciel

Nie miał wiele czasu. Dobrze wiedział, że złamanie kodu wejściowego uruchomiło cichy alarm. Zostało mu dokładnie sześćdziesiąt sekund, po których główna śluza sali marzycieli zamknie się na dobre i żaden łamacz kodów nie będzie w stanie jej otworzyć. Hajobi tuż przed rozpoczęciem akcji założył wielofunkcyjne buty. Teraz musiał pokonać prawie kilometr w czasie krótszym niż jedna minuta, dlatego uruchomił tryb ślizgowy. Kilkaset drobnych kulek wysunęło się spod podeszew. Odbił się od ściany i wykonując ruchy podobne do tych, które można zobaczyć na torze łyżwiarskim, rozpędził się do prędkości prawie piećdziesięciu kilometrów na godzinę. Korytarz był prosty. Na jego końcu migotało rozświetlone wejście do sali głównej…

Usłyszał o Marzycielach kiedy miał pięć lat i od tego momentu zostanie jednym z “ojców postępu”, jak ich często nazywano, stało się jego jedynym pragnieniem. Rząd Światowy dwadzieścia lat przed narodzinami Hajobi zakazał genetycznego projektowania ludzi. Powołał też Komisję Moralności, której pierwsza ustawa określała zasady odpowiedniego wychowania kandydatów na marzycieli. Głównym powodem tej decyzji było całkowite zobojętnienie emocjonalne, będące plagą wśród pierwszych pokoleń wybrańców. Jeszcze sto lat temu zabierano ich w bardzo młodym wieku z domu i przenoszono do akademii, z której nie wychodzili aż do momentu osiągnięcia gotowości do służby. W tej kwestii nie było reguły a rekordzista skończył szkolenie w przededniu stu pięćdziesiątych urodzin. Po pierwszej i jedynej fazie śnienia zmarł a jego nieudany i przede wszystkim nieskończony projekt trafił do akademii jako eksponat. Poza wygasłą duszą, stare metody treningu wywoływały wśród niektórych osób znacznie bardziej niebezpieczne zachowania. Dobrze ukrywana, niezdrowa ambicja prowadziła wśród najmniej odpornych jednostek do rozchwiania emocjonalnego, skutkującego między innymi projektami różnego rodzaju broni lub rzeczy kompletnie nieprzydatnych. Niewielu pamięta dziś pierwszą siedzibę Akademii, która zamieniła się w pył w cieniu grzyba atomowego. Mimo tego Hajobi miał szczęście, ponieważ dzięki doskonałej puli genów, przekazanej przez rodziców naukowców, trafił do rządowego programu przygotowania do śnienia.

Był już dwieście metrów od celu. Tętno wyraźnie się uspokoiło. Wiedział, że zdąży przed zamknięciem wrót, jednak wewnątrz nieustannie odczuwał niepokój. Uczucie to różniło się od wątpliwości, które targały nim od kilku lat – od momentu, w którym został wyrzucony z Akademii. O marzycielach krążyło wiele plotek, w większości niemożliwych do zweryfikowania. Jedną z najczęściej powtarzanych była teoria, że koniec szkolenia oznaczał poznanie wszystkich najbardziej skrywanych tajemnic ludzkości. Choć brzmiało to nierozsądnie, wiedza ta miała pozwolić adeptom akademii projektowanie przedmiotów idealnych. Obejmowała przeróżne dziedziny życia. Niezatajoną prawdą było to, że podczas śnienia każdy marzyciel podłączał się do światowego banku informacji, oczywiście bez ograniczeń. To z kolei umożliwiało mu przeszukiwanie globalnej sieci i wszystkich ogólnodostępnych, wartościowych zasobów jakie kiedykolwiek zgromadził i opracował ludzki gatunek. Jednak poza tą niejasną plotką, do uszu przeciętnego obywatela nie trafiło po dziś dzień nic więcej. Informacje na temat szczegółów swojej pracy marzyciele i ich mentorzy zachowywali tylko dla siebie. Na ich nieszczęście Hajobi podczas pierwszego roku szkolenia podsłuchał przypadkiem rozmowę jednego z marzycieli ze swoim opiekunem. Wracał późnym wieczorem do swojego dormitorium, kiedy zauważył na końcu korytarza rozmytą smugę ciepłego światła, sączącą się ze szczeliny niedomkniętych drzwi. Pomimo braku doświadczenia wiedział, że nie powinien podsłuchiwać, jednak coś pchnęło go w tamtą stronę. Przez krótką chwilę miał nawet wrażenie, że jest to jakaś fizyczna siła. Obiecał sobie, że zostanie tam tylko kilka sekund, które pozwolą mu na poznanie tematu rozmowy. I faktycznie tak się stało, ponieważ po kilku słowach opiekuna, Hajobi został przyłapany przez innego z nauczycieli. Jednak te kilka słów wystarczyło aby na zawsze zmieniło się życie chłopca. Głośne kołatanie serca nie pozwoliło mu na dokładne zrozumienie wszystkich słów, jednak ich zlepek który usłyszał spowodował, że od tamtego momentu nie myślał o niczym innym. Przez długi czas Rada Akademii debatowała czy chłopak powinien kontynuować szkolenie. Po pozytywnej decyzji uznał, że to jego zdolności aktorskie pozwoliły mu ukryć prawdę co do tego ile usłyszał z pamiętnej rozmowy. Nie miał świadomości jak bardzo się mylił. Możliwość wyrzucenia z Akademii nie stępiła jego pragnienia do poznania tajemnicy, wręcz przeciwnie. Od tej pory zaczął układać swoje własne teorie, w których usłyszane w tamten wieczór słowa były jak elementy tego samego algorytmu. W szczególności jedno słowo nie dawało mu spokoju – "Bóg". Od dwóch stuleci ludzkość w prawie stu procentach była ateistyczna, dlatego Boga sprowadzono jedynie do opisywania wierzeń cywilizacji z dalekiej przeszłości. Hajobi doświadczył tego w dzieciństwie, kiedy wychowywali go rodzice zaprojektowani przez jednego z lepszych inżynierów genetycznych, który w zasadzie był jego technicznym dziadkiem. Jako dziecko zrozumiał, że projektowanie genetyczne ugruntowało wiarę człowieka we własną wszechmoc a kiedy człowiek czuje się niezniszczalny, nie widzi potrzeby szukania kogoś mocniejszego od siebie. W młodości miał podobne poglądy. Wszystko zmieniło się po tym wieczorze i kilku słowach nauczyciela.

Pozostało ostatnie sto metrów. Tętno ustabilizowało się na poziomie czterdziestu pięciu uderzeń na minutę. W tym momencie miał już pewność że zdąży, dlatego przeanalizował dokładnie kolejne kroki swojego planu. Nie był on skomplikowany. W zasadzie jego najtrudniejszy etap Hajobi właśnie kończył. Po dostaniu się do Sali Marzycieli droga powinna być prosta.

Długo skrywał swoje wątpliwości wewnątrz siebie. Ograniczał się tylko do tworzenia i obalania własnych tez. Kolejne filozoficzne porażki w końcu doprowadziły do podjęcia rozpaczliwego kroku. Postanowił, że spróbuje włamać się do gabinetu swojego opiekuna w nadziei, że znajdzie cokolwiek co przybliży go do poznania odpowiedzi na pytania, które nie dawały mu spokoju. Wszystko szło zgodnie z planem do momentu dotknięcia klawiatury komputera opiekuna. Jakimś cudem udało mu się zdobyć hasła dostępu do pokoju oraz systemu. Nagrał i przerobił rozmowę Ergona na wypadek potrzeby głosowego wprowadzenia haseł. Nie przewidział tylko konieczności posiadania DNA swojego mentora. Okazało się, że po dotknięciu klawiatury od razu włączył się alarm. To było bardzo popularne zabezpieczenie, jednak Hajobi o nim nie pomyślał, gdyż w całej Akademii dotychczas nie spotkał się z tego typu rozwiązaniami. Nie było rozmowy, krzyków, pouczeń. Po prostu spakowano go i odprowadzono bez słowa do drzwi. Nie miał możliwości rozmowy ze znajomymi. Nie zobaczył też opiekuna, do którego pokoju się włamał. O dziwo czuł jedynie zażenowanie kolejną porażką. Wiedział, że nie przestanie pytać, jednak miał świadomość, że bez wstępu do Akademii nie pozna żadnej odpowiedzi. Kolejne trzy lata spędził wykonując dorywcze prace związane z obsługą i naprawami sprzętu komputerowego. Po godzinach miał dodatkowe zajęcie, któremu poświęcał znacznie więcej uwagi. Każdego dnia po powrocie do domu, siadał w swoim pokoju i kreował plan, do którego realizacji przystąpił dziś rano.

Przekroczył wrota sali głównej pięć sekund przed czasem. Dużo słyszał o tym miejscu, jednak pierwsze wrażenie przerosło jego najśmielsze oczekiwania. Przestrzeń była ogromna. Przeciwległa ściana z wejściem do sanktuarium była oddalona od niego o około dwieście metrów. Sklepienie przypominało nałożony na nieregularną płaszczyznę plaster miodu. Poszczególne komórki wypełniały tablice z wyrytymi symbolami, których Hajobi nie potrafił zidentyfikować. Mógł się jedynie domyślać do czego służą. W tej ogromnej przestrzeni, przy podstawie znajdowało się jedynie dziesięć sześcianów o krawędzi długości około sześciu metrów. Były to kapsuły śnienia, czyli miejsce pracy marzycieli. Hajobi zauważył, że są nieregularnie rozrzucone po powierzchni Sali. Co ciekawe nie stały na podłodze, ale zdawały się unosić kilka metrów nad nią. Jedyną podporą były jednobiegowe schody prowadzące do wewnątrz. Na boku każdego z kubików wyryty był numer od jeden do dwanaście. Sześciany były całe z półprzezroczystego szkła, dzięki czemu promieniowały delikatnym blaskiem. Urzeczony tym co zobaczył na moment kompletnie zapomniał po co tu przybył. Z zapatrzenia wyrwało go wycie syreny dobiegające zza świeżo zamkniętych drzwi do korytarza, który przed chwilą z takim pośpiechem pokonywał. Przed nim była jeszcze tylko jedna przeszkoda. Strażnik strzegący sanktuarium. Hajobi był gotowy na wszystko, żeby choć odrobinę zbliżyć się do uzyskania odpowiedzi na tak nurtujące go pytania, dlatego zabrał ze sobą broń. Był pewien, że uda mu się wejść bez ofiar, jednak uznał to za niezbędny środek zabezpieczający. Wiedział też, że nie wyjdzie z sanktuarium wolny. Alarm już został włączony. Od tej chwili miał około pięć minut aby dotrzeć do celu, unieszkodliwić strażnika i znaleźć choć cząstkę informacji, która pomoże mu dojść do prawdy. Potem zostanie z pewnością pojmany.

Podczas przygotowań do swojej misji zdołał ustalić, że strażnik pod żadnym pozorem nie może opuścić sanktuarium. Będąc dziesięć metrów od wejścia, sięgnął po broń z zamiarem zastraszenia go. Tajemnice marzycieli były bardzo mocno chronione, jednak zabezpieczenia obejmowały głównie sposoby elektroniczne, z którymi Hajobi świetnie sobie radził. Pomimo tego na wszelki wypadek część swoich przygotowań poświęcił na szkolenie z podstawowych sztuk walki. To poprawiło jego pewność siebie. Strażnik zauważył go w momencie, kiedy przekroczył próg sanktuarium. 

Spojrzeli na siebie i oboje podnieśli broń. Zaczęli krążyć wokół postumentu znajdującego się w centrum sali. Hajobi nie zdążył dokładnie się rozejrzeć, ale był pewny, że na cokole leży mały przedmiot. W tej chwili jednak jego głównym zmartwieniem był strażnik. Na głowie miał osłonę, wyprofilowaną w taki sposób aby jak najlepiej przylegała do skóry twarzy. Oczy były ukryte za wielofunkcyjnymi goglami. Poruszał się pewnie i nic nie wskazywało na ogromny stres, który niechybnie musiał mu towarzyszyć od momentu, kiedy w sali pojawił się intruz. Po kilkunastu sekundach krążenia wokół centralnego postumentu, Hajobi postanowił przerwać przedłużającą się ciszę.

– Nie chcę zrobić Ci krzywdy, chcę tylko poznać prawdę. Odłóż broń i pozwól mi sprawdzić czego tak pilnie tutaj strzeżecie.

– Dobrze wiesz, że nie mogę tego zrobić. To tajemnice zachowane dla marzycieli, dla tych, którzy ukończyli szkolenie.

– Oddam się w Twoje ręce. Poza tym nie mam już szans na ucieczkę. Po prostu chcę znać prawdę.

– Poznanie prawdy zmienia człowieka. Nigdy nie byłbyś już taki sam. To, że moglibyśmy cię za karę zamknąć w więzieniu lub wygnać niczego nie zmieni. Tajemnica pozostanie w tobie.

Hajobi był zaskoczony tym, w jaki sposób strażnik z nim rozmawia. Inaczej wyobrażał sobie ten moment. Był pewny, że salę wypełnią krzyki i rozkazy rzucenia broni, proste i krótkie komendy wydawane w chwilach zagrożenia. Strażnik jednak próbował przeciągać rozmowę. Chłopakowi przyszło do głowy, że w ten sposób gra na zwłokę i chce doprowadzić do jego pojmania. Tętno ponownie wzrosło a ręka powędrowała na spust jego laserowej broni. Nie chciał nikogo zabijać, ale brał pod uwagę, że może zaistnieje konieczność postrzelenia zbyt ochoczo wypełniających swoje obowiązki. Znał miejsca na ciele człowieka, których uszkodzenie nie zagrażało życiu, ale całkowicie ich unieszkodliwiało.

– Posłuchaj… Zdobędę te informacje czy mi na to pozwolisz czy nie… Kończy mi się czas i zrobię to co będę musiał.

– Zabijesz za te tajemnice?

Pytanie go zaskoczyło. Myślał o tym wielokrotnie, ale nie spodziewał się, że właśnie teraz usłyszy takie słowa. Postanowił blefować.

– Jeśli mnie do tego zmusisz…

– W takim razie nie jesteś godzien poznania tego czego tak bardzo pragniesz.

To zdanie szarpnęło w Hajobim struny, które cicho drgały od momentu, w którym został wyrzucony z Akademii. Od kiedy zamknęły się za nim drzwi szkoły, towarzyszyło mu poczucie zażenowania i porażki. Pomimo tego, że się nie poddał i nadal dążył do celu, czuł że sposób, w jaki nauczyciele go potraktowali miał go ostatecznie poniżyć i pokazać mu, że popełnili błąd przyjmując go, że jest dla nich niczym. Dlatego teraz, kiedy usłyszał te słowa, stracił panowanie nad sobą i gniew przesłonił wszystkie inne emocje. Na oczy opadła mu czerwona zasłona wściekłości. Poczuł, że ktoś zanegował cały jego wysiłek ostatnich lat. Rzucił broń i dwoma długimi susami doskoczył do strażnika. Tamten nie strzelił. Przyjął postawę obronną i chwycił chłopaka za ramiona. Starli się w silnym uścisku jednocześnie broniąc się przed upadkiem.

– Tyle lat poświęciłem na dotarcie tutaj… Tyle lat. I jedyne co macie mi do przekazania, to że nie jestem godzien was i waszych pieprzonych tajemnic?!

Zerwał uchwyt strażnika i udało mu się powalić go na ziemię. Usiadł mu na brzuchu, chwycił za szyję i z szaleństwem w oczach zaczął dusić. Sapiąc i dysząc zaciskał dłonie coraz mocniej. Po kilku chwilach przeciwnik wyraźnie osłabł. W ferworze walki z jego oczu zsunęły się gogle. W oczach tych Hajobi widział teraz powoli gasnące życie. Jednak w przerażenie wprowadziła go świadomość, że zna te oczy. Znał je z odległych czasów szkolenia. W momencie kiedy sobie to zrozumiał stało się coś jeszcze bardziej zaskakującego. W jednej chwili trwającej może sekundę a może wieczność, poczuł obecność w swojej świadomości obcych mu wcześniej odczuć, emocji i wspomnień. Mógł ich doświadczać, przeglądać je bez końca. Po pewnym czasie przestały być mu obce i stały się częścią jego. Cierpienie sprawiało mu ból. Zobaczył śmierć matki. Do oczu napłynęły mu łzy. Narodziny nowego życia. To nie było jego dziecko, może kogoś bliskiego. Radość patrzenia, nawet we wspomnieniach, na rozwijające się życie sprawiła, że na nowo poczuł nadzieję. Nagle znowu ból. Nie było tutaj żadnej chronologii. Same obrazy i emocje. Dzieciństwo… Ojciec wyrzuca go na bruk. Czuje, że nie ma kompletnie nikogo, dlatego tuła się po stolicy bez celu. W końcu trafia pod akademię, której drzwi otwierają się dla niego a nauczyciele stają się jego nową rodziną. Po latach szkolenia sam staje się marzycielem, później nauczycielem.

Nowa wizja… Pochyla się nad nim młody człowiek. Zna tę twarz… Twarz jest pełna gniewu i nienawiści. Nienawiści do niego? Nienawiść jest pustką, brakiem dobra. Nie może zatryumfować. Przebaczenie… Już nie walczy z napastnikiem. Nie ma do niego żalu. Symbolicznie przymyka powieki.

Kontakt się urwał. Obca świadomość odeszła i zostawiła Hajobi samego. W jednej chwili wszystko stało się jasne… Runął na kolana i wpadł w rozpacz. Płakał tak jak nigdy przedtem. Nie wiedział jak to możliwe, ale przez moment odczuwał to co osoba, która teraz leżała bez ruchu obok niego. Znał dobrze tego człowieka. To jego nauczyciel. Ten sam, który w dniu wyrzucenia go ze szkoły, odprowadził Hajobi do drzwi i odprawił bez słowa. To nie było jednak tak istotne. Najważniejsze stało się to, że zrozumiał jak bardzo błądził przez całe swoje życie. Zapomniał o wartościach, które powinny mieć dla niego znaczenie. Zapomniał, że nie żyje dla samego siebie. Zatracił się w chciwości i uparciu. A teraz zabił człowieka, który był dla niego kiedyś wzorem do naśladowania. Człowieka który pomimo bólu jaki Hajobi mu zadał, zdążył mu wybaczyć.

– Nie roztkliwiaj się nad sobą, chłopcze.

Słowa dobiegały od strony ciała mistrza. Chłopak zerwał się na nogi i zobaczył, że pierś niedoszłej ofiary lekko się unosi. Doskoczył do leżącego i zerwał mu maskę z twarzy. Usta mistrza lekko drżały. Zakasłał kilka razy po czym wstał z pomocą Hajobi.

– Mistrzu…

– Nic nie mów. Pomóż mi dojść do kamienia. Twoje szkolenie dobiegło końca.

Hajobi chwycił Ergona pod ramię i uniósł go do pozycji stojącej, cały czas podtrzymując swoją niedoszłą ofiarę w pasie.

– Nic nie rozumiem. Jakie szkolenie? Wyrzuciliście mnie z Akademii lata temu.

– I w ten sposób zbliżyłeś się do tajemnicy, której tak strzeżemy. Ze względu na twój… trudny charakter wyrzucenie musiało stać się elementem szkolenia.

W międzyczasie do sali zaczęli wchodzić pozostali mistrzowie i wszyscy marzyciele. Wchodzili bez broni, mieli pogodne twarze co jeszcze bardziej zdziwiło Hajobi. Nic z tego nie rozumiał. To wszystko wyglądało tak jakby cały jego plan był im doskonale znany i wszystko przebiegało zgodnie z ich a nie jego zamiarem.

– Domyślam się, przez co teraz przechodzisz, ale naprawdę nie mieliśmy wyboru. W Twoim przypadku standardowe szkolenie nie przyniosłoby pożądanych efektów. A nadzieje z Tobą związane są duże…

Nadal niewiele pojmuję. To znaczy, że od momentu, w którym wyrzuciliście mnie z Akademii wiedzieliście co się stanie?

Nie wiedzieliśmy, ale obserwowaliśmy Cię mając nadzieję, że nadejdzie kiedyś dzień taki jak ten. Byłeś jednym z najzdolniejszych uczniów jakich kiedykolwiek mieliśmy szansę przyjąć. Niestety Twoja ambicja rozrosła się na tyle mocno, że przesłoniła Ci sens samego szkolenia. Ten kamień, na który teraz patrzysz, jest największą strzeżoną przez nas tajemnicą. Jednocześnie jego poznanie jest ostatnim elementem szkolenia przyszłego marzyciela. Pamiętasz co poczułeś, kiedy starliśmy się… kiedy chciałeś mnie zabić?

Zawstydzony Hajobi przez moment nie wiedział jak się zachować, jednak po chwili odparł:

– Tak, wydawało mi się że dotknąłem obcej świadomości a właściwie na chwilę sam nią byłem. Odczuwałem i widziałem to co Ty mistrzu.

– To dzięki temu kamieniowi. Nazwaliśmy go Kamieniem Szóstego Zmysłu. W jego pobliżu możliwe jest zetknięcie się różnych świadomości, wejście w czyjąś skórę. Jest najistotniejszym elementem pracy marzycieli. Musi być w pobliżu kapsuł śnienia i wspomagać ich podczas projektowania. Temu kamieniowi zawdzięczamy powstanie Akademii. Bez niego bylibyśmy zwykłymi rzemieślnikami.

– Skąd się tutaj wziął?

– Nie wiemy. Założyciele znaleźli go w jednej ze starożytnych świątyń. Leżał na  czymś co przypominało ołtarz. Jednak przed Twoim pojawieniem się w klasztorze wpadliśmy na pewien trop dotyczący pochodzenia kamienia. Trop jest związany z tobą Hajobi, dlatego tak bardzo zależało nam na tym, żebyś ukończył szkolenie. Jesteś gotowy na swoją pierwszą misję?

– Oczywiście mistrzu.

– Dobrze, w takim razie nie traćmy czasu. Twoim zadaniem będzie poznanie tajemnic kamienia. Zacznij przygotowania, wyruszasz jutro. 

Koniec

Komentarze

Mam wrażenie, że to nie opowiadanie, a raczej jego początek, zaledwie wstęp do dłuższej historii. Pewnie dlatego tekst do mnie nie trafił. Zbyt pobieżnie przedstawiłeś przeszłość bohatera, bym mogła w pełni pojąć kierujące nim motywy. Brakło mi szerszego opisania świata, w którym żyje Hajobi i dokładniejszej informacji, kim są marzyciele i jaka jest ich rola w społeczeństwie.

Wykonanie pozostawia nieco do życzenia. Trafiają się zbędne zaimki, literówki i niezbyt czytelnie  skonstruowane zdania. Powinieneś popracować nad interpunkcją.

Nie zauważyłam w tekście niczego, o czym można powiedzieć, że to SF.

 

roz­pę­dził się do pręd­ko­ści pra­wie pieć­dzie­się­ciu ki­lo­me­trów na go­dzi­nę. – Literówka.

 

wie­dza ta miała po­zwo­lić adep­tom aka­de­mii pro­jek­to­wa­nie przed­mio­tów ide­al­nych. – Pewnie miało być: …wie­dza ta miała po­zwo­lić adep­tom aka­de­mii na pro­jek­to­wa­nie przed­mio­tów ide­al­nych.

 

Gło­śne ko­ła­ta­nie serca nie po­zwo­li­ło mu na do­kład­ne zro­zu­mie­nie wszyst­kich słów, jed­nak ich zle­pek który usły­szał spo­wo­do­wał… – Niezbyt czytelne zdanie.

Może: Gło­śne ko­ła­ta­nie serca nie po­zwo­li­ło na do­kład­ne zro­zu­mie­nie wszyst­kich słów, jed­nak to, co usły­szał spo­wo­do­wało

 

Długo skry­wał swoje wąt­pli­wo­ści we­wnątrz sie­bie. – Nie brzmi to najlepiej. Czy mógł własne wątpliwości skrywać w cudzym wnętrzu?

Może: Długo nie uzewnętrzniał swoich wątpliwości.

 

są nie­re­gu­lar­nie roz­rzu­co­ne po po­wierzch­ni Sali. – Dlaczego sala jest napisana wielką literą?

 

Sze­ścia­ny były całe z pół­prze­zro­czy­ste­go szkła, dzię­ki czemu pro­mie­nio­wa­ły de­li­kat­nym bla­skiem. – Dlaczego półprzezroczystość szkła jest gwarancją promieniowania blasku?

 

Spoj­rze­li na sie­bie i oboje pod­nie­śli broń.Spoj­rze­li na sie­bie i obaj pod­nie­śli broń.

Piszesz o mężczyznach. Oboje to kobieta i mężczyzna.

 

Nie chcę zro­bić Ci krzyw­dy, chcę tylko po­znać praw­dę.Nie chcę zro­bić ci krzyw­dy, chcę tylko po­znać praw­dę.

Oddam się w Twoje ręce.Oddam się w twoje ręce.

Zaimki piszemy wielka literą, kiedy zwracamy się do kogoś listownie.

Ten błąd występuje w opowiadaniu wielokrotnie.

 

Tętno po­now­nie wzro­sło a ręka po­wę­dro­wa­ła na spust jego la­se­ro­wej broni. – Ze zdania wynika, że tętno miało laserową broń.

 

Za­bi­jesz za te ta­jem­ni­ce?Za­bi­jesz za tę ta­jem­ni­cę?

Chyba że chciał poznać wiele tajemnic.

 

W mo­men­cie kiedy sobie to zro­zu­miał stało się coś jesz­cze bar­dziej za­ska­ku­ją­ce­go.W mo­men­cie kiedy to zro­zu­miał, stało się coś jesz­cze bar­dziej za­ska­ku­ją­ce­go.

 

Nadal nie­wie­le poj­mu­ję. To zna­czy, że od mo­men­tu, w któ­rym wy­rzu­ci­li­ście mnie z Aka­de­mii wie­dzie­li­ście co się sta­nie? – Brakuje półpauzy rozpoczynającej wypowiedź.

Źle zapisujesz dialogi. Zajrzyj do tego wątku: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

A mnie wydaje się, że za dużo masz w tekście infodumpów, za mało reszty. Przydałyby mi się jakieś konkrety, zamiast mglistych tajemnic. Na przykład, co takiego podsłuchał bohater? Zgodzę się, że to dopiero początek historii.

rozpędził się do prędkości prawie piećdziesięciu kilometrów na godzinę.

Jeśli miał przebyć kilometr w minutę, to pięć dych na godzinę nie wystarczy. A przy okazji literówka, o której wspomniała już Reg.

znajdowało się jedynie dziesięć sześcianów

Na boku każdego z kubików wyryty był numer od jeden do dwanaście.

Coś mi się nie zgadza.

Sześciany były całe z półprzezroczystego szkła, dzięki czemu promieniowały delikatnym blaskiem.

Hmmm. Widziałam różne szyby i inne przedmioty z półprzezroczystego szkła, ale nie świeciły.

Babska logika rządzi!

W zupełności zgadzam się z przedpiściami – tekst nie broni się jako samodzielne opowiadanie, zdaje się być fragmentem większej całości. Fragmentem, dodam z przykrością, który nie zachęca do dalszej lektury. Opowiadanie jest przegadane, bohater przedstawiony w sposób mało interesujący a jego przemyślenia i zmagania wewnętrzne są nudne.

 

Hmm... Dlaczego?

Nie za bardzo wiadomo o co tutaj chodzi. O to, że empatia jest czymś ważnym? Jestem trochę rozczarowany rozwiązaniem tajemnicy. Przeplatanie biegu przez korytarz i wspomnień bohatera nie wyszło zbyt zgrabnie. Czasem nie wiadomo czy coś odnosi się do teraźniejszości (kiedy biegnie), czy do przeszłości.

Sześciany świecące dlatego, że są ze szkła?

 

Nowa Fantastyka