- Opowiadanie: Vojtas B - Pani Patrycja wie wszystko

Pani Patrycja wie wszystko

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Pani Patrycja wie wszystko

– Po cóż człowiek jest taki skomplikowany? Mógłby być znacznie prostszy. Tak jak proste są wszystkie rzeczy stworzone przez człowieka. Tylko na tyle skomplikowane, na ile jest to konieczne. Człowiek nie komplikuje swoich tworów. Jest bardziej pragmatyczny od Boga.

– Właściwie to tylko mózg jest tak skomplikowany, bo nie da się go zrobić prostszym, aby nadal działał. Właściwie to człowiek nie potrafi go zrobić nawet skomplikowanym. Tylko Bóg to potrafi…

Ale nie o tym chciałem… Wiemy, że Bóg potrafi stworzyć człowieka. Ale czego potrzebuje człowiek, żeby stworzyć Boga?

– Możemy pozostałym cywilizacjom mówić o naszym Bogu, a może zostawić to im? Niech go sami wymyślą? Jak robimy?

– Zróbmy eksperymenty: Załóżmy kilka cywilizacyj na niezasiedlonych jeszcze planetach. Jednym napomknijmy o Bogu, innym nie. I zobaczmy, jak wyjdzie, skontrolujmy je czasem, wyślijmy etnologów, niech patrzą, jak żyją dzicy…

 

***

 

Siedziałem w airtobusie wycieczkowym. Ciasno i tłumnie, jak przed wiekami. Taką komunikację mają pewnie nawet na planecie, na którą trafimy. I jeszcze za towarzystwo mam tych popieprzonych studenciaków. Wiem, że sam studiuję, ale nie lubię tego rozwrzeszczanego, leniwego środowiska.

Lubię tylko, Patrycję, która akurat koło mnie siedzi.

Wpatruję się w jej oczy, a ona w moje. Kontakt wzrokowy powoduje połączenie bezprzewodowe. Póki żadne z nas go nie zerwie, nie rozłączymy się. Ja go nie zerwę. A i Patrycja tego nie zrobi, jeśli jeszcze tego nie zrobiła po komunikatach, które jej wysyłam.

Wysyłam prosto z mózgu.

Z prawej półkuli, niech widzi moje myśli w tej niesamowitej, abstrakcyjnej wręcz formie.

Widzi je… Wie, co mi chodzi po głowie…

Patrycja ma piękne ciało… Jest lekko zaokrąglona… Sama mówi, że jest gruba, ale proporcje temu przeczą, talia wąska i wcięta, tylko piersi i pupa zaokrąglone…

Ale ona przerywa połączenie.

– Przecież ty masz żonę!

Nie ciągnę tematu. Muszę jeszcze nad nią popracować. Wyrobić sobie u niej SP. Nie da się tego zrobić przez kontakt wzrokowy – muszę wpłynąć na otaczające nas środowisko i ona musi to zobaczyć.

A może wpłynę na to środowisko, do którego zmierzamy?

To nowe środowisko, mam – że tak powiem – żyzną glebę. Nie udeptaną. Mogę ją nieźle ukształtować, a Patrycja będzie obok. Musze tylko przejąć inicjatywę. To nie będzie trudne wśród tych studentów…

Skaczą jak małpy po tym airtobusie. Duża powierzchnia i brak grawitacji sprawiły, że rozpieszczona banda miała możliwość stworzenia jeszcze większego bałaganu, niż jest to możliwe na Ziemi. Na Ziemi wszystkie śmieci, butelki po cocacoli. Paczki po słonych paluszkach i papierki po batonikach proteinowych leżałyby po prostu na podłodze…

Nie, papierki po batonikach proteinowych by nie leżały, bo na Ziemi nikt nie je batoników proteinowych… Ale cała reszta, a nawet więcej – te wszystkie śmieci będą tam po prostu leżały. A tutaj? Tutaj bajzel jest trójwymiarowy. I to na dodatek ruchomy. Cały ten syf lata wokoło… W grawitacji przynajmniej leży sobie grzecznie. Dobrze, że narzucono tym gówniarzom limit bagażu. Co mogłoby to być, gdyby wzięli wszystko, co chcieli? Ile tylko pozwala ładowność airtobusa?

To była dobra tradycja, gdy kolonizacją w całości zarządzało wojsko. Cała załoga to byli wyszkoleni żołnierze i żadnych wybryków nie było. Zdyscyplinowani, ogarnięci… A potem wtrącili się ci zniekształceni psychicznie politycy, którzy chcieli przypodobać się zwolennikom modnej otwartej nauki. Tak. To był żałosny prąd. Uznano, że każdy ma prawo prowadzić badania i umieszczać swoje wyniki w centralnej bazie danych, z której to informacje były w szkołach instalowane dzieciom…

Było jeszcze nieźle na początku, kiedy wprowadzane dane były poddawane dokładnej weryfikacji. Zwłaszcza te wprowadzane przez ludzi bez tytułów i dorobku naukowego. A potem pojawiły się głosy, że dyskryminacja, że wcale nie ma prawdziwej wolności… No i udostępniono te wszystkie bazy danych na zasadzie Wikipedii. Każdy mógł coś dodać i zmienić. Zrobił się chaos. System nie zawiódł. Oczywiście, że szybko znaleźli się obeznani użytkownicy, którzy zweryfikowali wyniki badań i wprowadzili poprawki. Ale system działał także w tym czasie, pomiędzy wprowadzeniem błędnych danych, a ich poprawieniem. Także przez ten czas wprowadzał do dziecięcych mózgów błędne informacji… A przecież takich działań było wiele. Pojawiały się nawet sabotaże. W większości wypadków były to żarty bezmyślnych dzieciaków, które mogły zrobić psikusa za pomocą nowej zabawki. Nikomu nie postawiono takich zarzutów, ale jestem pewien, że zdarzały się też akty terroryzmu.

Koniec, końców: powstało pokolenie niedouczonych dzieciaków. A potem niedouczonych obywateli. Ofiar wadliwego systemu. Oni się później szkolili, aż do wysokich stopni naukowych przy pomocy wadliwych baz danych. Powstały tym samym nowe rzesze niedouczonych profesorów. Świadomi lub nieświadomi wyrządzonej im krzywdy, gubili się już w informacjach. Które są prawdziwe, a które błędne, niedokładne lub stanowiące zwyczajny trolling?

Nie mogli już odwrócić szkód, ale mogli próbować uchronić przed tym następne pokolenie: nas. To były lata '70 XXIII wieku. Spróbowano zamknąć ponownie CBD, ale przepisy uniemożliwiały takie zabranie obywatelom ich podstawowego już prawa, do wprowadzania informacji. A głupich nadal nie brakowało, zwłaszcza w tym niedouczonym pokoleniu.

Urodziłem się 2283 roku. Wtedy, już część socjalautów postanowiło połączyć się na stałe z jedną bazą danych, licząc, że najświeższe informacje wymiany pomiędzy wszystkich członków społeczności dadzą im najlepszą jakość wiedzy.

Należałem do skrajnie odmiennej grupy. Byłem jednym z nielicznych, którzy postanowili odłączyć się od CBD już na początku edukacji, by wrócić do offline'owej metody zdobywania wiedzy. Uczyliśmy się z książek i z tekstowych elektornicznych baz danych. To było niezwykle trudne. Zrezygnować ze strumieniowego przekazywania wiedzy i wyrobienie sobie nawyku czytania… Większość naszych rówieśników z epoki wtórnej oralności nie potrafiło nawet używać klasycznego pisma. W razie wątpliwośći weryfikowaliśmy informacje porównując źródła i używając własnej inteligencji. Żadne informacje nie wchodziły nam do głowy automatycznie, dlatego nie popełnialiśmy tak wielu błędów.

W pewnym momencie czas pokazał, że nasze działania przyniosły znacznie lepszy skutek niż to, co zrobili socjalauci(my byliśmy neoliberautami). Na skutek tego staliśmy się wąską grupą swego rodzaju nadludzi, socjalauci zaś byli podludźmi. Zdaję sobie sprawę, że ta terminologia nadal budzi niemiłe skojarzenia, ale proszę zrozumieć, że chcę jak najjaśniej i najprzejrzyściej przedstawić sytuację. To smutne i brutalne, ale tak właśnie wyglądał ów świat.

Ale nie to było najgorsze. Najgorsze, że ta banda podludzi zachciała równych praw. I wyobraźcie sobie, że w ciągu tych kilku lat udało im się dopiąć swego! A teraz siedzę w tym airtobusie z bandą podludzi i muszę znosić ich socjalautyczną, zbiorową głupotę. Bo oni też chcą mieć prawo do kształcenia się, do brania udziału badaniach… No i teraz muszę się męczyć w tym bydlęcym wagonie międzygalaktycznym.

Patrycja przez długi czas należała do jednego z centrowych odłamów. Korzystała z edukacji strumieniowej, ale nie podłączyła się na stałe do bazy danych. Dzięki temu jeszcze nie zmałpiała, jak reszta. I dzięki temu jest dla mnie pociągająca. Mam nad nią przewagę intelektualną, więc powinienem sobie poradzić z uwiedzeniem jej.

 

***

 

Po wylądowaniu spotykamy się z Torkilem. Znałem go wcześniej wyłącznie przez Internet. W rzeczywistości wydaje się znacznie niższy i starszy niż na zdjęciach. Widocznie retuszował zmarszczki i ślady łysienia plackowatego. Torkil jest naszym agentem. Jego zadaniem jest obserwowanie i raportowanie rozwoju cywilizacji z bliska – przez cały czas. Bez niego nie uniknęlibyśmy dekonspiracji.

Ma przygotowaną bazę na odludziu. Gdzieś, gdzie nikt nie zainteresował się lądującym obiektem.

– Obecnie na całej planecie dominują różne odmiany politeizmu – raportuje Torkil, chociaż znam już dane – W tym rejonie ludzie znajdują się w epoce wczesnego poznawania pisma. Mają opanowaną obróbkę żelaza i hodowlę zwierząt…

Torkil Brando od wielu lat żyje wyłącznie na planecie, na której wylądowaliśmy. Nie ma nawyku elektronicznej wymiany myśli. Słucham go z uwagą licząc, że dowiem się czegoś nowego. Ze statku wysypują się studenci. Nie zwracają najmniejszej uwagi na słowa Torkila. A jestem pewien, że nie mają pojęcia o sytuacji na planecie. Niepotrzebnie strzępi sobie chłopina język.

Jedynie Patrycja jakoś próbuje ogarnąć ten temat. Większość po prostu śmieszkuje.

– … Nie opanowali natomiast biegle uprawy gleby. O dziwo – mimo, iż od kilku pokoleń prowadzą osiadły tryb życia, nie udało im się odkryć irygacji. Cierpią zatem na niedobór składników odżywczych z powodu mało urodzajnych…

To zaskakujące, że opanowują już pismo, ale nie potrafią nawodnić gleby. Może to świadczyć o tym, że są tak bardzo uduchowieni, iż przedkładają literaturę i w ogóle kulturę nad zapewnienie sobie pożywienia. Cóż za dziwne istoty są z ludzi… To mogą być naprawdę ciekawe badania, a może i uda mi się połączyć przyjemne z pożytecznym…

 

***

 

O tym nie wiedziałem: Opanowali już architekturę do tego stopnia, iż wznoszą budowle religijne przypominające zikkuraty. To dobrze, jeżeli religia stymuluje rozwój ich kultury i architektury. Szkoda, że nie wspiera rozwoju rolnictwa – wszak od tego by można zacząć. Ciekaw jestem, czy w rozwoju naszej cywilizacji było podobnie. Czy także religia potrafiła pobudzać nasze mózgi do rozwoju, a zarazem pozbawiać nas zdolności używania tychże… Przyglądając się historii możemy założyć taki przebieg zdarzeń.

Łączę się z siecią, żeby zasiorbać dane na temat historii wczesnej starożytności…

Kurwa… Nie mam dostępu do sieci. Jestem za daleko od statku. Trudno.

Planeta oferuje raczej komfortowe warunki do życia. Zbliżone do tego, co jest na Ziemi. Przynajmniej tak jest w tym miejscu. Rzeka nie jest tak daleko od wioski. Ale donoszenie wody wiadrami jest zdecydowanie nieefektywne. Mają nas tutaj za magów. Torkil znając lokalną społeczność zadbał o odpowiednie przyjęcie nas przez tutejszych szamanów.

– O magowie! – zaczepia mnie jeden ze starszych wioski – ratujcie nas przed głodem! Nasza ziemia nie chce rodzić!

– Jedzcie zwierzęta – odpowiadam cynicznie, choć tak naprawdę czekałem tylko na to pytanie. Nie wiedziałem, że ich sytuacja jest aż tak zła, ale dla mnie to dobrze.

– Pomożemy wam – mówię do starszego po cichu – zachowajcie cierpliwość…

Cieszę się. Chyba właśnie zaczynam wprowadzać w życie swój plan.

 

***

 

Spór wywołał prawdziwą burzę. Nie mogę uspokoić tej bandy. Daleko od wioski, w bezpiecznym miejscu w naszym statku trwa dyskusja o tym, czy powinniśmy ingerować tak mocno w rozwój cywilizacji.

– To sprzeczne z zasadami! – krzyczy jeden ze studentów cały w wypiekach – Zakłamuje wyniki badań. Zaburza naturalny rozwój!

– A czy ta cywilizacja powstała w sposób naturalny? – pytam

– Od momentu jej zainicjowania rozwija się bez żadnej interwencji i tylko trzymanie się z daleka może dać nam przekonujące wyniki!

– Rozumiem, że wyniki badań są ważniejsze od tego, czy ludzie przeżyją?

– Ludzie umierają od zawsze – mówi student. Widzę, że się miota. Już wygrałem. On też wie, jaki będzie wynik tego sporu. Nerwowo rozgląda się poszukując wsparcia wśród pozostałych, ale oni zamilkli, bo czują jak zakończy się debata.

– Czy ta cywilizacja powstała samoistnie? Czy nie było czasem tak, że to my ją założyliśmy? Pozwoliliśmy sobie na użycie tych ludzi do eksperymentów naukowych. Czy nie jesteśmy im czegoś winni?

To zdanie powinno wystarczyć, aby przypieczętować decyzję.

Patrzę studentowi głęboko w oczy. Nawiązujemy połączenie. Nawet nie wiem, jak on ma na imię. Dla mnie oni wszyscy są jednakowym strumieniem danych. Ten jedynie wyróżnił się od innych zapałem. Widzę jego myśli i emocje. Zderzają się z moimi. W tym układzie zdecydowanie jestem samcem alfa. Udostępniam nasz spór pozostałym. Są podłączeni. Dla nich nie tylko jestem samcem alfa, ale zaraz będę też alfą i omegą. Dominuję tego studenta nie po to, żeby go ostatecznie przekonać. On już i tak stracił wolę walki. Robię to, by pokazać innym, któż ma rację. Paczki danych przechodzą ode mnie. Student zdecydowanie więcej odbiera niż wysyła. Inni tylko odbierają. Niemi widzowie. Chłoną jak gąbką. Czemu od tego nie zacząłem? Po co bawiłem się w dyskusję? Może po to, żeby Torkil czuł się komfortowo, a może dla własnej zabawy…

Zrywam połączenie.

Twarze studentów pokazują to, czego oczekiwałem. Trudno się dziwić, od dziecka wpływały na nich różne syfy z Internetu, a oni łykali je jak ryby przynętę. Przyzwyczajeni są przyjmować wszystko. A teraz wobec konfliktu danych przyjmują tę która dominuje – normalne. Prymitywna weryfikacja źródeł. Czymże oni się różnią od tych zacofanych tubylców?

 

***

 

Budowa sieci irygacyjnej przebiega szybko i sprawnie. Przeszło mi przez myśl, żeby pokazać im wodociągi i kanalizację. Ale nie przesadzajmy. Już sam wpływ tego, co im dajemy teraz będzie ciekawym zjawiskiem do obserwowania.

Studenci aktywnie pomagają przy budowie. Patrycja stoi przy mnie. Zależało mi na tym.

– Czy to zadziała, czcigodny magu? – pyta mnie jeden z starszych wioski, którzy obeszli mnie naokoło

– Zadziała, robimy to z polecania pani Patrycji – wskazuję na Patrycję – ona jest Bogiem.

Patrycja wydaje się lekko zaskoczona słysząc moje słowa. A ja z rozbawieniem oglądam reakcje starszych wioski, którzy zaczynają bez opamiętania oddawać jej hołd.

Zrobiłem z niej bóstwo. Teraz tylko czekać, aż sieć nawadniająca pola zacznie działać…

 

***

 

Chłopi szybko podłapali sposób na nawadnianie pól. Teraz ludność stała się jeszcze bardziej uduchowiona. Stawiają pomniki Patrycji, malują obrazy i piszą poematy. To zaskakujące, jak szybko potrafią rozwijać techniki malarskie, rzeźbiarskie, a przede wszystkim pismo, gdy mają odpowiednią motywację. A przecież głód nie był wystarczającą motywacją do rozwinięcia rolnictwa… Patrycja jest wciąż onieśmielona będąc pierwszym bóstwem monoteistycznym na tej planecie. Chyba trudno zrobić większe wrażenie na kobiecie. Nasza misja dobiega końca. A ja nie mogę przestać się uśmiechać. Myślę, że Patrycja nie będzie już stawiać oporów. Misja zakończy się sukcesem.

Koniec

Komentarze

yes

Przeczytane!

Wierzę, że czystość gatunkowa nie jest najwazniejszym wyznacznikiem

Postaram się nie dyskryminować.

na emeryturze

Dzięki. Doceniam.

Pomysł z obserwacją rozwoju cywilizacji na innej planecie całkiem ciekawy, ale w ogóle niewykorzystany. W sumie cały kontakt z nimi służył bohaterowi, żeby zaliczyć panienkę, co jest nawet dowcipne, ale rozczarowujące fabularnie. Pomysł z pokoleniem głupców dość nieprawdopodobny, choć jeśli się spojrzy, co władza wyrabia w niektórych krajach… W każdym razie byli bardzo irytujący. Nie rozumiem też, czemu miało służyć wprowadzenie tego studenta, który wyszedł przed szereg. Cyberpunku w tym cyberpunku chyba nie za wiele, choć specjalistą nie jestem.

@zygfryd89, dzięki za komentarz. W późniejszym tekście postaram się bardziej zadowolić Cię fabularnie. Popracuję też nad tym, aby pokolenie głupców było bardziej wiarygodne (bo wydaje mi się prawdopodobne, choć najwidoczniej nie uzasadniłem tego w treści).

Jeżeli chodzi o studenta, to zazwyczaj jest tak, że zbiorowa świadomość zyskuje osobowość w postaci jednej osoby reprezentującej grupę, jednakże być może było to w istocie zbędne w tym tekście, skoro takie wywołuje wrażenia na czytających.

 

Dziękuję za pomocne wskazówki. Pozdrawiam.

Przeczytałam z zainteresowaniem i podobała mi się ta historia, ale szczerze powiedziawszy – po takim wstępie czułam się trochę rozczarowana brakiem wspomnienia o pozostałych planetach – nawet odwołaniu do różnic w rozwoju (chyba nawet sam bohater nie zastanawia się nad tym pod tym kątem) i obecnością cyberpunku raczej pretekstową.

Poza tym podobała mi się kreacja zupełnie niesympatycznego bohatera z poczuciem wyższości – zachęca to do refleksji, czy z jego rówieśnikami naprawdę jest aż tak źle jak opisuje (przy takim systemie przekazywania wiedzy raczej wprowadzono by zajęcia z filtrowania danych już w przedszkolu , o czym Twój bohater by niekoniecznie wiedział)

Nie za wiele w tym cyberpunku. Jest za to nieźle pokazany antypatyczny bohater, którego arogancja i poczucie wyższości odpychają wręcz czytelnika. Ciekawy też jest pomysł, by kobietę uwodzić zamiast kwiatami – ubóstwiając ją dosłownie… :-)

Reszta nienowa, w tekście kilka błędów ortograficznych (np. "w całe"), błędy interpunkcyjne (szczególnie kropki vs przecinki). Droga wytworzenia cywilizacji tłumoków tak przerysowana, że aż nieprawdopodobna.

W sumie, poza udaną kreacją bohatera, niewiele z tego tekstu zapamiętam.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Powiało mi tu Strugackimi, ekstraktem z “Przenicowanego Świata” i “Poniedziałku zaczynającego się w sobotę” z bardzo delikatną nutą “Trudno być bogiem”. Skojarzenie niezwykle dla mnie miłe, ale trzeba uczciwie przyznać: niezbyt cyberpunkowe. Fabuła, żartobliwa i skłaniająca do refleksji zarazem, przypadła mi do gustu, nie grzesząc przy tym niestety przesadną oryginalnością (żałuję że nie wysiliłeś wyobraźni i nie wykreowałeś pomysłowego gatunku kosmitów z równie pomysłową i obcą cywilizacją).

Postać głównego bohatera: przemądrzałego studenta mądrzejszego od wszystkich innych jest tyleż irytująca, co wiarygodnie skonstruowana i przedstawiona, a prowadzona z jego punktu widzenia narracja konsekwentnie dopasowana do charakteru miłośnika wdzięków Pani Patrycji. Dynamika opowiadania za to odrobinę kuleje za sprawą przydługawego, zbyt monotonnego wyjaśniania przyczyn studenckiej (czy tam ogólnoludzkiej) głupoty. Nie wiem czy krótkie “wszyscy poza mną to idioci” nie sprawdziłoby się lepiej, bo długie wyjaśnienia protagonisty wydają mi się lekko naiwne. Ogromny plus za “podludzi”, od razu kojarzących się z myślami Nietzschego, który też twierdził, że współczesny mu system edukacji kształci idiotów.

“Pani Patrycja wie wszystko“ spodobało mi się, momentami jest przydługie, momentami przykrótkie, czasami z lekka naiwne, a czasami trochę pretensjonalne, ale pozostawia półuśmiech na twarzy i kilka interesujących myśli w głowie. Niestety związek opowiadania z cyberpunkiem jest minimalny, a mógłby być i całkowicie nieobecny – bez krzywdy dla opowieści.

na emeryturze

Niezłe opowiadanie SF, ale obok cyberpunku, to tylko na półce stało. :)  

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Nie wszystkie opowiadania konkursowe są dla mnie zrozumiałe z powodu cyberpunku, niniejsze pojęłam, ale nie rozumiem, gdzie tu jest cyberpunk.

 

Ale nie tym chcia­łem. – Pewnie miało być: Ale nie o tym chcia­łem.

 

Nie da się tego zro­bić przez kon­takt wzro­ko­wy –

muszę wpły­nąć na ota­cza­ją­ce nas śro­do­wi­sko i ona musi to zo­ba­czyć. – Zbędny enter.

 

że w cale nie ma praw­dzi­wej wol­no­ści… – …że wcale nie ma praw­dzi­wej wol­no­ści

 

Gdzieś, gdzie nie nikt nie za­in­te­re­so­wał się lą­du­ją­cym obiek­tem. – Dwa grzybki w barszczyku.

 

– … Nie opa­no­wa­li na­to­miast bie­gle upra­wy gleby. – Nie wydaje mi się, by można postawić wielokropek przed wypowiedzią, rozpoczynającą się wielka literą, w dodatku wielokropek oddzielony spacją.

 

Łączę się z sie­cią, żeby za­sior­bać dane na temat hi­sto­rii wcze­snej sta­ro­żyt­no­ści.. – Jeśli na końcu zdania miała być kropka, jest o jedną kropkę za dużo, a jeśli wielokropek, jest o jedną kropkę za mało.

 

Ale do­no­sze­nie wody z wia­dra­mi jest zde­cy­do­wa­nie nie­efek­tyw­ne. – Jak donosi się wodę z wiadrami?

Pewnie miało być: Ale ­no­sze­nie wody wia­dra­mi/ w wiadrach jest zde­cy­do­wa­nie nie­efek­tyw­ne.

 

Stu­dent zde­cy­do­wa­nie wię­cej od­bie­ra niż niż wy­sy­ła. – Dwa grzybki w barszczyku.

 

Chyba cięż­ko zro­bić więk­sze wra­że­nie na ko­bie­cie.Chyba trudno zro­bić więk­sze wra­że­nie na ko­bie­cie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nie przekonała mnie cywilizacja, w której jeszcze nie ma rolnictwa, a już są zaawansowanie religie, a nawet świątynie. Wydaje mi się, że łowcy-zbieracze nie mają takich nadwyżek kalorycznych, żeby wykarmić kapłanów i budowniczych.

Planeta oferuje stosunkowo bardzo komfortowe warunki do życia.

To bardzo czy stosunkowo?

Babska logika rządzi!

@Jualari, dziękuję za ciepłe słowa. Cieszy mnie, że kreacja bohatera okazała się sugestywna.

@PsychoFish – dzięki za opinię i docenienie bohatera. Nastepnym razem świat przedstawiony będzie bardziej wiarygodny.

@gary_joiner – dzięki za komentarz, następnym razem postaram się bardziej wysilić wyobraźnię.

@Zalth – doceniam spostrzeżenie.

@regulatorzy, dzięki za wytknięcie błędów, wkrótce poprawię.

@Finkla, w moim zamierzeniu religie miały być prymitywne nie zaś zaawansowane. Ale słusznie zauważyłaś, że budowle sugerują nieco zbyt posunięty rozwój.

 

Pozdrawiam wszystkich czytających i komentujących. Dziękuję za uwagi i wskazówki.

Nowa Fantastyka