- Opowiadanie: kchrobak - Wirtualny doradca

Wirtualny doradca

Je­stem świe­żo po roz­mo­wie z kon­sul­tan­tem. To chyba wszyst­ko tłu­ma­czy...

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Wirtualny doradca

– Nie­ste­ty, pań­ski wnio­sek zo­stał od­rzu­co­ny. – Mięk­ki, męski głos do­bie­ga­ją­cy z gło­śni­ka zda­wał się być szcze­rze za­smu­co­ny. – Z na­szych ana­liz wy­ni­ka, że mo­że­my za­pro­po­no­wać panu osiem­dzie­siąt ty­się­cy eqi.

– Osiem­dzie­siąt? Jak to, osiem­dzie­siąt? Prze­cież moja hi­sto­ria kre­dy­to­wa, moje do­cho­dy, moje… kurwa wszyst­ko, jest w naj­lep­szym po­rząd­ku. Na pewno speł­niam wszyst­kie kry­te­ria, do kurwy nędzy!

– Pro­szę się nie uno­sić, panie Rin­co­on. Nie może być mowy o żad­nej po­mył­ce. Sys­tem prze­ana­li­zo­wał pańską hi­sto­rię oraz pro­fil zakupowy z ostat­nich dzie­się­ciu lat i wygenerował ofertę skrojoną dokładnie pod pańskie potrzeby. Pana śred­nie ty­go­dnio­we wy­dat­ki to trzy­sta czter­na­ście eqi, zaś naj­wyż­sze po­niósł pan w związ­ku ze ślu­bem sio­stry w maju trzy­dzie­ste­go szó­ste­go i było to trzy ty­sią­ce dwie­ście trzy eqi. Ro­zu­mie pan za­pew­ne, że w tej sy­tu­acji bank uznał, iż wnio­sko­wa­ne sześć­set ty­się­cy nie jest panu zwy­czaj­nie po­trzeb­ne.

– Ale ja chcę, do kurwy nędzy. Prze­cież mój dom jest wart pra­wie mi­lion. Mo­że­my pod­pi­sać cesję.

– Panie Rin­co­on. – Głos do­bie­ga­ją­cy z gło­śni­ka wy­raź­nie stę­żał. – Nie cho­dzi o pań­skie fi­nan­se. Cho­dzi o pań­skie po­trze­by. A kor­po­ra­cja Lloy­da stara się do­sto­so­wać ofer­tę pre­cy­zyj­nie do po­trzeb swo­ich klien­tów.

– Ty pier­do­lo­ny skur­wy­sy­nu, w dupę…

– Po­zwo­lę sobie panu prze­rwać – ode­zwał się, nieco gło­śniej niż do tej pory, roz­mów­ca – ale zdaje pan sobie spra­wę, że roz­ma­wia z wir­tu­al­nym do­rad­cą, a nie żywym czło­wie­kiem?

– Tak, ty, ty, ty… elek­trycz­ny chuju ty!

– Po­zwo­lę sobie za­pro­po­no­wać panu dar­mo­wą dawkę in­hi­bi­to­rów.

Z kon­so­li wy­su­nę­ła się błę­kit­na am­puł­ka, ale Nino za­miast wstrzyk­nąć sobie dawkę uspokajaczy, tak jak zro­bił­by to każdy przy­zwo­ity oby­wa­tel, roz­trza­skał ją o ekran ter­mi­na­la.

– No cóż – ode­zwał się kon­sul­tant, cią­gle uśmie­cha­jąc się do niego z ekra­nu – oba­wiam się, że nie doj­dzie­my do po­ro­zu­mie­nia.

– Nie doj­dzie­my, ty… gnoju!

– Ro­zu­miem zatem, że roz­mo­wę na temat kre­dy­tu mo­że­my uznać za za­koń­czo­ną? Na po­że­gna­nie po­zwo­lę sobie zatem na małą radę. Otóż, jeśli chciał­by pan ob­ra­zić wir­tu­al­ne­go do­rad­cę, chyba na­le­ża­ło­by sku­pić się na jego po­cho­dze­niu. Na przy­szłość pro­po­nu­ję su­ge­stię, że jego pro­gra­mi­sta był zwy­kłym kor­po­ra­cyj­nym biur­wem, a jed­nost­ka ma­cie­rzy­sta to sześć­dzie­się­ciocz­te­ro­bi­to­wa ma­cierz Qu­in­tix.

– Wła­śnie! Ty, ty… Pen­tiu­mie ty. Ty pro­duk­cie ne­drów z MIT. Ty mi­cro­so­fto­wy po­mio­cie.

– Acz­kol­wiek, po­wi­nien pan też za­kła­dać, że nie wy­wrze to na nim żad­ne­go wra­że­nia. Do wi­dze­nia, panie Rin­co­on.

 

Nino Rin­co­on jesz­cze przez chwi­lę sie­dział w kio­sku, waląc pię­ścia­mi w czar­ny, mar­twy ekran. Ochro­nia­rze sto­ją­cy za drzwia­mi od­cze­ka­li parę minut i gdy do­szli do wnio­sku, że klient już się od­po­wied­nio zmę­czył, we­szli do ka­bi­ny. Za­apli­ko­wa­li stan­dar­do­wą dawkę in­hi­bi­to­rów beta i, wziąw­szy go pod ra­mio­na, wy­pro­wa­dzi­li z banku. Z wi­docz­ną wpra­wą po­mo­gli przejść przez ulicę i wy­god­nie usa­dzi­li na ła­wecz­ce nie­opo­dal fon­tan­ny w po­bli­skim parku. Tuż obok in­nych, po­dob­nych mu, zmę­czo­nych ży­ciem osób.

 

***

 

Tym­cza­sem, w sali ob­słu­gi roz­le­gły się brawa. Ad­rian wstał od kon­so­li i z sze­ro­kim uśmie­chem ukło­nił się ko­le­gom i sze­fo­wi. Ten pod­szedł do niego i kła­dąc dłoń na ra­mie­niu, z uzna­niem po­ki­wał głową.

– Nie mogę się na­dzi­wić, jak pan to wszyst­ko znosi.

– Ależ panie dy­rek­to­rze, to pro­ste, cały czas sobie wy­obra­żam, że są to je­dy­nie wir­tu­al­ni klien­ci.

Koniec

Komentarze

Uśmiechnąłem się c:

(Tylko imię Adriana jakoś nie pasuje do innych nazw. Zakładam, że o to miało chodzić?)

I'M SIGNIFICANT! Screamed the dust speck.

Fajne :)

Znam tylko pięć liter ;)

Misie, zwłaszcza bluzgi. Nooo, ubliżyć czemuś od pentiuma to już grubo… ;-)

Sympatyczny szorcik, potrafi uśmiechnąć.

Życzę jak najmniej frustracji. A jeśli już się jakaś trafi, to równie zgrabnie wykorzystuj łajzę, żeby pracowała na Twoją korzyść. :-)

Babska logika rządzi!

Uwielbiam konsultantów. Doprowadzać ich do depresji. Szczególnie tych, co chcą mi coś wcisnąć.

Dobre. :)

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Cześć.

Przyjemnie się czytało.

Drobne potknięcia interpunkcyjne (a może raptem jedno), zabrakło wyrazu w “No cóż – odezwał konsultant“.

Wyszło, że nie przepadam za traktowaniem potężnych instytucji (”Lloyd” jeszcze powiększył to wrażenie) jak bandy debili na stołkach o różnej wysokości. Gdyby siedzieli tam tylko tacy, którzy oceniają świat przez ten sam pryzmat, co statystyczny obywatel, to nie byłyby potężną instytucją. Więc to daleko posunięte uproszczenie nie przypadło mi do gustu.

No ale zapewne starasz się o kredyt i jesteś po podobnej rozmowie, więc jasne. :-)

Gdy wymyślę sygnaturkę, to się tu pojawi.

Bardzo fajny szorcik. Uwagę skupiłem na kwestii potrzeb. Można byłoby rozwinąć temat relacji między instytucją określającą potrzeby (na wzór socjalizmu) a kredytem (czyli tym, co kojarzy się z kapitalizmem). Wolą i chęcią jednostki potrzebującej pieniędzy do spełnienia swoich marzeń, a wyalienowaną maszyną biurokratyczną określającą twoje potrzeby.

@ Architekt

Adrian – tak na imię miał konsultant, z którym gadałem. Musiałem oddać mu w ten sposób hołd.

 

@ Piotr

Niezła ocena spod Twoich palców cieszy.

BTW. Z tą oceną przez statystyczny pryzmat to się nawet zgadzam, ale…

Moja frustracja nie jest związana z kredytem – to bym jeszcze zrozumiał. Moja sprawa jest jeszcze głupsza.

Tło: miałem konto w banku X, który połączył się jakiś czas temu z bankiem Y i teraz staram się załatwić dostęp internetowy do konta. Konto moje, nawet jakieś pieniądze tam mam, a bank duży, europejskiego formatu.

Tekst konsultanta: przez tyle czasu pan nie korzystał, to te kilka dni też nie powinny stanowić problemu… Kurtyna

Rozumiesz więc, że musiałem odreagować pisząc :)

 

@ turkuć

Moim zdaniem socjalizm nas pożre, a może nawet nie stricte socjalizm tylko “urawniłowka” połączona z procesami masowej inżynierii społecznej. Ale to temat na inne rozważania.

Czy to jest sygnaturka?

Wbrew pozorom dobrze się stało, że nie dostał kredytu – bo kredyty to ZŁOOO. ;)

Dziwny ten bank, bo mając szansę wejścia na hipotekę domu, nie skorzystał z szansy “załatwienia” szarego obywatela.

 

Podobało mi się. Zacny szorciak. :)

@kchrobak

Szacunek do przeciwnika zawsze w cenie ;)

I'M SIGNIFICANT! Screamed the dust speck.

:-)

Już rozumiem.

Mordowałbym. Przynajmniej w mojej głowie.

BPH > Alior? Po tej fuzji: problemy z loginem i historia sięgająca kilku tygodni.

Koniec dygresji.

Gdy wymyślę sygnaturkę, to się tu pojawi.

Bardzo fajne i wykonane dobrze opowiadanie. Spodobało mi się zwłaszcza ubliżanie pod koniec rozmowy i motyw z “wirtualnymi klientami”. Natomiast myślę, że przydałoby się w tekście więcej didaskaliów w dialogach, bo czasem zaczynałem czytać daną wypowiedź z jednym wyobrażeniem, ale na koniec miałem odczucie, że to nie tak miało być interpretowane.

Podsumowując: podobało się :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Naprawdę zacny szort. No i taki życiowy …

Sam tekst mnie nie wciągnął, przydałoby się choć dwu, trzy zdaniowe przejście od spokoju do pełnej irytacji.

Za to finał broni całość :)

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Bardzo przyjemny tekścik, dosadne dialogi, uśmiecham się jeszcze :)

Dobry tekst, dialogi całkiem ciekawie skonstruowane. Zakończenie też dobre, chociaż na mnie jakiegoś wielkiego wrażenia nie zrobiło. 

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Bardzo się cieszę, Kchrobaku, że napisałeś zabawne opowiadanko i jednocześnie bardzo mi przykro, że inspiracją było rzeczywiste spotkanie z panem Adrianem.

 

i gdy do­szli już do wnio­sku, że klient już się od­po­wied­nio zmę­czył… – Powtórzenie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Zabawny szorciak :)

“– Osiemdziesiąt? Jak to, osiemdziesiąt? Przecież moja historia kredytowa, moje dochody, moje… kurwa wszystko, jest w najlepszym porządku. Na pewno spełniam wszystkie kryteria, do kurwy nędzy!

– Proszę się nie unosić, panie Rincoon. Nie może być mowy o żadnej pomyłce. System przeanalizował pańską historię oraz profil zakupowy z ostatnich dziesięciu lat i wszystko jest jasne.“

 

“– Panie Rincoon. – Głos dobiegający z głośnika wyraźnie stężał. – Nie chodzi o pańskie finanse. Chodzi o pańskie potrzeby. A korporacja Lloyda stara się dostosować swoją ofertę precyzyjnie do potrzeb swoich klientów.“

 

“Do widzenia[+,] panie Rincoon.“

 

Zabawny szorcik, kliknę sobie ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

– Panie Rincoon. – Głos dobiegający z głośnika wyraźnie stężał. – Nie chodzi o pańskie finanse. Chodzi o pańskie potrzeby. A korporacja Lloyda stara się dostosować swoją ofertę precyzyjnie do potrzeb swoich klientów. – spodobało mi się XD

 

Zabawny tekst :) Trochę przeszkadzały potknięcia interpunkcyjne, ale ogólnie czytało się naprawdę przyjemnie. Fajnie, że krótko, dynamicznie i z nieprzekombinowaną puentą.

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

:)

Dziękuję za kliki, a jeszcze bardziej za uwagi i wytknięcia. Niektóre z nich uwzględniam, a niektóre nie, ale takie jest moje zbójeckie prawo. Niemniej, wszystkie analizuję, choć to może zbyt mocne słowo.

Czy to jest sygnaturka?

Uwielbiam słuchać konsultantów. Jak mam więcej czasu – o, akurat obiad robię, a ci dzwonią – to ich wsłucham cierpliwie, a na końcu… powiem “nie, dziękuję”. To niedowierzanie w głosie, gdy mówią do widzenia – bezcenne.

Szorcik sympatyczny.

F.S

Średni szort, ale puenta fajna. 

Bardzo mi się podobało. Chciałem zagłosować za Biblioteką, ale widzę, że opowiadanie już tam trafiło, więc pozostaje mi tylko pogratulować.

@ fun…

Zapewne masz rację, ale jako wyraz frustracji i tak o niebo lepszy, niż roztrzaskany o ścianę telefon :)

 

Poza tym: dziękuję za opinię tym, którym się podobało, a tych, którym się nie podobało… przepraszam.

Czy to jest sygnaturka?

Nowa Fantastyka