- Opowiadanie: Zalth - Zmodyfikowany Węgier - Cyberpunk

Zmodyfikowany Węgier - Cyberpunk

Drugie podejście. Zarzuciłem fantasy, bo każdy może je pisać. SF jest bardziej wymagajomce i trzeba trochę poczytać. Na razie tylko kawałek, ale pewnie się spodoba. Hejetrzy niech siem walpm, bo sami nic nie piszom sensownego.

Jak będą 5 albo 6 w ocenach, to piszę dalej, a jak nie, to nie wiem.

(OSTRZEŻENIE CAŁKIEM NA SERIO: PISANE NA KONKURS NA NAJGORSZE OPOWIADANIE!)

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Biblioteka:

ryszard

Oceny

Zmodyfikowany Węgier - Cyberpunk

Rozdziaw I

 

Laszlo Sebastian "Minigun" Toryczy wszedł do baru i zamówił drinka. To był najgorszy bar w Warszawie, ale on się nie przejmował, bo też miał złą reputację.

Był pół– Węgrem, pól– Polakiem, ale mimo tego, że mówiło się "Polak Węgier dwa bratanki", to nie pochodził ze związku kazirodczego. Matka była piękną góralką i pochodziła z Tatry, a ojciec był przystojnym Madziarem i pochodził z Shakesfehervar. Spotkali się podczas ostatniej wojny światowej i się zakochali w tym wirze niebezpiecznych i groźnych wydarzeń, kiedy korporacje chciały przejąc władzę nad światem. Nie udało im się, dzięki ludziom którzy stawili im opór, a wśród nich byli jego rodzice. Matka była specem od komputerów i nauczyła syna włamywać się w różne miejsca, a ojciec był najlepszym wioskowym komandosem i też nauczył go wszystkiego co umiał.

Laszlo świetnie operował i walczył bronią krótką, palną, długą, maszynową, biała, ostrą, laserową, materiałami wybuchowymi, miniwanami (skąd pochodziła jego ksywa) a do tego wszystkiego, co było najbardziej znamienne i niepokojące, zabijać gołą ręka uderzając w punkty znane tylko w kung-fu. Więc się za bardzo nie przejmował o swoją skórę, kiedy wszedł do podejrzanego osiedlowego baru na warszawskiej Pradze.

Dokoła latały oscylujące na graniczy widzialności kolorowe światła i grała głośna transcendentalnie postmodernistyczna indyjska muzyka techno. W wypełnionym zgiełkiem powietrzu unosiły się gęste opary psychoaktywnie narkotycznych dymów i zapachów porozlewanego alkoholu. W knajpie było pełno kobiet, prawie gołych kobiet, i uzbrojonych po zęby ochroniarzy, ale się nie zdezorientował, bo miał tu, na miejscu, coś ważnego do załatwienia. Mimo tego jedna z prostytutek podeszła do niego.

– Cześć przystojniaku! – krzyknęła, bo było głośno. – Chcesz się zabawić?! Mam najlepsze przeszczepy erotyczne.

– Morze innym razem – ripostował, ale wcale nie chciał. Od kociaków w barach można było złapać rożne toksoplazmozy i mimo, że miał najnowsze wszczepy od wazektomi, to obawiał się niebezpodstawnie, że kobieta możne nie być za czysta. I po co mu ten problem? Będzie się musiał później leczyć, a nie miał pieniędzy na narkotyki.

– Dobra – zgodziła się niechętnie, bo Laszlo był przystojny w tych swoich ciemnych lustrzanych okularach najemnika, ostrzyżony na czerwonego irokeza, i z najlepszymi na rynku metalowymi cyberczłonkami. Myślała, że coś na nim zarobi, ale nie udało jej się, bo był odporny na jej urok.

Toryczy czekał przy barze pijąc drinka metalową kończyną, którą stracił na jednej akcji w Afganistanie, kiedy podszedł do niego jeden z ochroniarzy.

– Szef cię wzywa, chce z tobą pogadać.

– Dobra, chodźmy porozmawiać – powiedział Laszlo, bo mówił też po polsku i dopił alkoholowy trunek o korzennym zapachu i lekko bursztynowym, ale bardziej drzewnym kolorze z małej, kryształowej szklaneczki do whiskey którą bardzo lubił.

Ochroniarz bez wahania poprowadził najemnika i poszli za pomocą klatki schodowej na piętro. Potem korytarz ciągnął się przez jakieś 11,5 metra, zakręcił w lewo do pancernych drzwi z grubej na 55 cm blachy i dotarli do zamkniętego dla obcych biura szefa.

To było bardzo dobrze zabezpieczone miejsce, bez okien z kamerami i betonowymi ścinami odpornymi na kilka rodzajów wybuchów. W środku pomieszczenia za biurkiem siedział Jhonny Kent, który był właścicielem baru i potężnym, rudowłosym gangsterem. Jak wskazywało nazwisko, nie był polakiem, bo pochodził ze Szwecji na Wyspach Brytyjskich. Ale tam nie mógł prowadzić już interesu, bo miał zbyt wielu wrogów w różnych przestępczych kręgach polityki globalnej, więc przeniósł się do Polski. A do tego, co było najbardziej zabawne z całej sytuacji, lubił pierogi. Znali się z Laszlo z lat wojska, a Kent dawał mu od czasu do czasu niebezpieczne zlecenia.

– Mam dla ciebie niebezpieczne zlecenie – powiedział Kent spod przymrużonych powiek.

– Jak zawsze – mruknął Laszlo – co tym razem?

– Tu jest pęd drive z tajnymi informacjami które są warte kupę kasy. Musisz go dostarczyć mojemu informatykowi, bo nie znam hasła. Tu masz adres – dał mu kartkę z adresem. Laszlo wziął ją ręką i schował do kieszeni. – I pamiętaj, to jest bardzo niebezpieczne…

Nie dokończył.

Do pomieszczenia przez zamurowane okno wpadł komandos na lince i zasypał wszystkich ołowianymi kulkami. Szkot padł trafiony w szyję i trysnął dokoła strugami ciemnoczerwonej juchy z rany. W jego oczach malowało się przerażenie i strach kiedy umierał. Patrzył na swojego kumpla, jakby chciał mu w powiedzieć coś niezmierne ważnego, ale z jego wypełnionych bulgoczącą i pieniąca się zawzięcie krwią wydobyło się tylko rozdzierająco krótkie:

– Agrhhhhhhhhhhssssss…

Laszlo zacisnął z wściekłości zęby i rzucił się na podłogę wyciągając z pod płaszcza ukryty zamaskowany wcześniej miniugun Gatlinga 7.62x51 mm NATO. Żałował, że nie ma przy sobie swojego ukochanego i niezawodnego Beryla, robionego na specjalne zamówienie w Radomiu, ale musiał go oddać do myjni, bo się pobrudził na ostatniej misji.

Komandos, który pierwszy wpadł do pomieszczenia z korporacyjnymi naszywkami na rękawach kamizelki kuloodpornej Type IIIa świadczącymi o przynależności do prywatnej jednostki szturmowej, jak zauważył pół-węgier, dalej strzelał zabijając ochroniarzy gangstera, a dwóch następnych właśnie wchodziło przez okno i przygotowywało swoje wspomagane cybernetycznymi celownikami AK-47 7,76 mm wz. 43.

Sytuacja nie wygląda dobrze.

Ale Laszlo bywał już w gorszych. Kopniakiem przewrócił biurko, schował się za pancernym blatem pokrytym zdobionymi płytkami i chwytając mocnej rączkę ustawił szybkostrzelność, która mogła wyciągać nawet 6000 rps (z ang. round per second), ale praktycznie pruł tylko z tej 2000 rps albo 4000 rps, bo ta 6k zużywała za dużo amunicji, i używając triangulacji zamontowanej w najnowszym japońskim cyberoku od Okomnieharata otworzył ogień do napastników.

Wypełnione najczystszym uranem pociski siekały powietrze i przeciwników z ponaddźwiękową prędkością. Na nic zdały się standardowe kamizelki kuloodporne Type IIIa, bo ten rodzaj pancerza chroni przed pociskami 9 mm Full Metal Jacketed Round Nose (FMJ RN) z nabojów 9x19 mm Parabellum +P++ (masa 8.0 g, prędkość 436 m/s) i pociskami z nabojów .44 Magnum Semi Jacketed Hollow Point (SJHP) (masa 15.6 g, prędkość 436 m/s) oraz również przed tymi pociskami co typ I, IIA i II, ale nie przed tymi co je miał załadowane na szczęście.

Szybko pozbył się napastników i wyjrzał przez dziurę w ścianie, ale równie gwałtownie i błyskawicznie schował się do środka. Wspomagany najnowszym dopalaczem refleksu akcelerator neuronalny Microbiotechtech Mark II właśnie uratował mu po raz kolejny życie. Ktoś mierzył dokładnie w niego ze starego radzieckiego RPG – 7 z głowicą OGV-7 40 mm. Co robić? – pomyślał i wyskoczył na ulicę, bo nic innego mu nie zostało. Promień rażenia śmiertelny dla ludzi wynosił bowiem dokładnie 7-8 metrów, a on był w epicentrum jego celowania.

Zrobił to w ostatniej chwili. Wybuch szarpnął powietrzem, a dokoła posypały się odłamki. Laszlo przywarł za kontenerowym śmietnikiem z cynkowanej ogniowo blachy S235JR 5 mm, która dawała mu niewielką osłonę balistyczną. Zaczął ostrzeliwać się krótkimi seriami po 100-150 pocisków i wycofywać do wylotu uliczki, żeby stracić agro od mobów. Trafił śmiertelnie sześciu z nich, w tym jednego bardzo boleśnie bo w czułą grasicę. Kilku komandosów próbowało jeszcze go trafić, ale bezskutecznie, bo pokrył ich agrestowym ogniem i ze strachem w oczach schowali się za winklem.

Przebiegł szybko przez ulicę i wsiadł do najbliższej taksówki.

– Dokąd pana zawieść? – spytał spokojnie starszy już kierowca.

– Tutaj ma pan adres – powiedział Laszlo wyciągając kartkę, która dostał wcześniej od nieżyjącego już Jhonnego jednocześnie przeładowując broń, bo nigdy nic nie wiadomo.

To będzie bardzo niebezpieczne zlecenie – pomyślał i zasnął na tylnym siedzeniu przodem do kierowcy, bo mógł to robić w każdych warunkach, jak go nauczył ojciec podczas treningu komandosa.

 

CDN

Koniec

Komentarze

Loł, twa militarystyczna wiedza wymiata, chyba znasz wszystkie staty ganów.

Z broni szócha, ale wszczepy ledwo zapodane.

Żądam więcej szczepów.

Za mało trupów.

 

Ignorancja to cnota.

Dzięki Katastrofa!

Wszczepy bohatera są bardzo subtelne, dlatego jest ich tak mało widać. Zgodnie z twoją radą dorzuciłem sześć trupów na koniec, a sam zmieniłem tytuł na bardziej klasyczny.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Czuła grasica - miodzio i pochwalam. 

Tylko 6 trupów, tylko? A przypadkowi przychodnie? Ta scena jest nierealistyczna.

 

W tytule masz błąd -chyba miał być węgiel.

Ignorancja to cnota.

Dobre jest, szczelanka w stylu klasyka Unfalla rozpirza (miodna niby z jakiego efpeesiaka ;)), ale najbardziej spodobał mi się nawiąźliwie, parodliwie mody fiknięty tytuł :) I jeszcze bohatyr, że ma tak zacne pochodzenie.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Usuwam mój wcześniejszy wpis. Był ewidentnie nie na temat. Sorry.

Gdy wymyślę sygnaturkę, to się tu pojawi.

Drogi Piotrze,

bardzo mi przykro, że akurat trafiło na Ciebie, jako portalowego “świeżaka”, ale ten wspaniały tekst został stworzony z myślą o toczącym się właśnie konkursie “Grafomania” – czyli na najgorzej napisane opowiadanie. :)

Dziękuję, że się napracowałeś się pisząc komentarz, ale wszelakie błędy zostały zrobione celowo (” Dobra, tak se tłumacz!” – zaraz powiedzą portalowi złośliwcy:)), więc jeśli chcesz poczytać pisane na poważnie opowiadania, to unikaj tych z tagiem “Grafomania 2016”. :)

Witamy na portalu! (Zapraszam do tematu powitalnego w Hyde Park) :)

 

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

A z drugiej strony WOW! Jestem Grafomanem! Udało się! Dostałem 1!

Jeroh, dzięki za specjalistyczną analizę tytułu. ;)

 

Edit: 3 :(

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Zalth, Piotr

 

Buhahahhahahahha.

 

Czyli ocenione na 5 lub nawet 6.

 

Ignorancja to cnota.

Przeczytałem i dostałem z emocji tzw. gęsiej skórki. Jestem w trakcie czytania powieści pt. “Rzeźbiarz”, i mogę stwierdzić, że Twój utwór dostarczył mi podobnych emocji. Dostrzegam podobieństwo stylu Twego i @Jeroha – może jesteście jednojajowymi bliźniakami, bo potraficie urządzać podobne, literackie jaja. Pozdrawiam uśmiechnięty.

może jesteście jednojajowymi bliźniakami

Na pewno nie! Ja mam dwa jaja.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Pomijając szczegóły anatomiczne Jeroha laugh, to dziękuje za wizytę i klika, Ryszardzie. :)

W najbliższym czasie planuję wrzucenie dwóch dłuższych tekstów “na poważnie” i mam nadzieję, że okażę w nich talent nie tylko grafomański. :)

Aż sobie z ciekawości wyszukałem tego “Rzeźbiarza”, (to ten thriller?) i sprawdzę, co to za emocje. :)

Pozdrawiam!

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Jeżeli napiszesz opowiadanie science fiction, to Cię upoważniam, abyś mnie osobno uprzedził, na pewno skomentuję. Pozdrowienia.

Co tu dużo mówić, zaimponowałeś mi Autorze, szpikując to zajmujące opowiadanie masą wiadomości technicznych jak comber sarni słoninką, żeby był kruchy i soczysty. I takie jest Twoje opowiadanie, niby nic się nie dzieje, bo wszystko oprócz początku jest w jednym miejscu, ale jak dochodzi co do czego to nie bardzo się można połapać kto kogo, tyle tu broni, strzałów, pocisków i innych akcesoriów do ataku i obrony, że aż mnie trochę dziwi, że Laszlo jak się wydostał to usnął w taksówce, bo ja bym tak nie mogła, no ale Jego tata nauczył.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Wow! Tyle techniki, no i bohater taki, że szwarcenegery i terminatory przy nim wysiadają. Muszę jednak stwierdzić, że do tekstu wkradł się błąd. W nazwie popularnego radzieckiego granatnika przeciwpancernego, jaki się tu pojawił, używa się krótszej kreski.

Uśmiałem się do łez. Z niecierpliwością oczekuję kontynuacji.

…szwarcenegery i terminatory – Nie słyszałem. :P

Regulatorko, może i w taksófce byś nie usła, ale cieszę się, że przy lekturze Cię sen nie zmorzył. :)

Stafer, <pew, pew,pew!> <ka-boom!> <io-io-io-io-io> – to konspekt do następnego odcinka. :)

Dzięki za wizyty!

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Mocno bijąca, zapierająca wydech astmosfera z tego tekstu. Mocno bijąca przedewszystkim ciemnymi typkami spod gwiazdy, a zapierająca wydech sprzętami różnego kalibru, których oni użytkują.

Tak, typy mocno woniają bijącą atmosferą. Taki klimat.

Dzięki. :)

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Kolejna urzekająca grafomania Twojego autorstwa. Pośmiałem się, dzięki. 

Sorry, taki mamy klimat.

Fantasy lepsza. :P Choć ta też całkiem udana. Trochę za dużo tych cyfr, bo aż mnie trochę umęczyły. Początek i zakończenie super. Środek wyszedł jak z gry komputerowej, ale chyba to chodziło. Za dużo nie gram, więc się nie znam. ;)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Cyfry muszom być bo taka konfencja!

Dzięki za uśmiechy i komentarze.

A niegrafomańskie fantasy też się powoli pisze. :)

Salut!

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Piękna Grafomania. Już tytuł mi się spodobał, od 1 rozdziawu rozdziawiła mi się japa. Niemal słyszałam rytm i melodię tej hinduskiej muzyki techno, Szwecję na Wyspach Brytyjskich chciałabym kiedyś odwiedzić.

Nie rozumiem tylko jednego: dlaczego umierający Kent sikał strugami, a nie stróżkami? Niedopuszczalny błąd! ;-)

Babska logika rządzi!

Bo “struga” brzmi poważniej i mniej wiórów przy tym leci. A “stróżka” takie dziecinne, a to poważna literatóra, pffft…

A tu proszę, Szwecji w GB nie załatwię, ale za to coś z muzy, owszem.

https://www.youtube.com/watch?v=6Y6TE_Wg7LQ

Dzięki za wizytę. :)

 

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Nowa Fantastyka