- Opowiadanie: pierwszyn - Policja 2.0

Policja 2.0

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Biblioteka:

bemik

Oceny

Policja 2.0

– Na­zy­wam się Do­na­tan Knut­sen, mam trzy­dzie­ści sie­dem lat i chcę po­peł­nić sa­mo­bój­stwo. Numer mojej po­li­sy ubez­pie­cze­nio­wej FBT pięć­set trzy­dzie­ści sześć XL dwa. Mam przy sobie strzel­bę ka­li­ber dwa­dzie­ścia pięć i czte­ry mi­li­me­tra, oraz wal­the­ra ka­li­ber sie­dem sześć­dzie­siąt pięć mi­li­me­tra. Broń jest od­bez­pie­czo­na i wy­ce­lo­wa­na w moją głowę. Tyle, że nie po­tra­fię zro­bić z niej użyt­ku. Wo­lał­bym, aby ktoś przy mnie był.

– Ro­zu­miem. Gdzie pan teraz prze­by­wa panie Knut­sen?

– W swoim domu przy dwu­dzie­stej pierw­szej ulicy.

– Zatem po­li­cjan­ci mogą być u pana za osiem minut.

– To mi od­po­wia­da.

– Panie Knut­sen…

– Tak?

– Pro­szę się nie nie­po­ko­ić. Znamy się na swo­jej pracy.

– Wiem.

Po­li­cyj­ny fur­gon za­je­chał pod dom z czer­wo­nej cegły i po­ste­run­ko­wy Kir­sten skie­ro­wał się w stro­nę we­ran­dy. Za­pu­kał w drew­nia­ną fu­try­nę, ale nie usły­szał za­pro­sze­nia.

– Panie Knut­sen? – za­wo­łał ła­god­nym gło­sem.

Nic. Cisza. Na­ci­snął klam­kę. Otwar­te. Wszedł do środ­ka. Za nim po­dą­żył drugi z po­li­cjan­tów, Len­dow. Pod­ło­ga była czy­sta, ścia­ny nie oszpe­co­ne. Dom znaj­do­wał się w nie­na­gan­nym po­rząd­ku. To był dobry znak. Knut­sen sie­dział w wi­kli­no­wym fo­te­lu opie­ra­jąc ręce na pod­ło­kiet­ni­kach. Był tak szczu­pły, że ma­ry­nar­ka wi­sia­ła na nim jak na kołku. Pod­niósł na po­li­cjan­tów zmę­czo­ne oczy i jego twarz wy­krzy­wił smut­ny uśmiech.

– W końcu je­ste­ście – po­wie­dział.

– Zgod­nie z ży­cze­niem.

Wła­ści­ciel domu wy­cią­gnął rękę w stro­nę le­żą­cej na dy­wa­nie broni.

– Bra­ku­je mi od­wa­gi. – Skrzy­wił usta w gry­ma­sie udrę­cze­nia.

Kir­sten nie sko­men­to­wał słów Knut­se­na. Zwró­cił się do niego ofi­cjal­nym tonem:

– Jakim ro­dza­jem usług mo­że­my panu słu­żyć?

– Chcę, żeby któ­ryś z was mnie wy­rę­czył.

– Ro­zu­miem – mruk­nął po­li­cjant i wstu­kał kod do ko­mu­ni­ka­to­ra.

– Ma pan sto­sow­ne do­ku­men­ty?

– Leżą na stole – wska­zał pal­cem pla­sti­ko­wą tecz­kę.

– Kom­plet wy­ma­ga­nych pra­wem ze­zwo­leń – dodał wi­dząc, jak Kir­sten bie­rze pa­pie­ry do ręki.

– Mamy obo­wią­zek pod­dać je we­ry­fi­ka­cji.

Po­ste­run­ko­wy prze­ka­zał druki Len­do­wi. Ten za­czął je prze­świe­tlać, a skoń­czyw­szy za­kwe­stio­no­wał jeden z nich.

– Na tym nie zna­la­złem kodu.

Kir­sten pod­niósł brwi i po­dra­pał się po bro­dzie.

– To wiąże nam ręce – po­wie­dział.

– Jak to, wiąże nam ręce? Chwi­lecz­kę – obu­rzył się Knut­sen.

– Bez bra­ku­ją­cej in­for­ma­cji pa­pier jest bez­war­to­ścio­wy.

– To nie­moż­li­we. Pokaż pan to.

– Urząd Praw użył nie­ak­tu­al­ne­go for­mu­la­rza. To czę­ste uchy­bie­nie.

– Prze­ocze­nie.

– Być może, jed­nak nie nam o tym są­dzić. Pro­szę do­peł­nić for­mal­no­ści, a wró­ci­my do spra­wy.

Kir­sten wy­krę­cił się na pię­cie, ale nie wy­szedł.

– Nie może mnie pan teraz tak zo­sta­wić – za­pro­te­sto­wał Knut­sen. – Czy na­praw­dę nie da się cze­goś z tym zro­bić? Prze­cież za­pła­cę.

Po­ste­run­ko­wy udał za­kło­po­ta­nie.

– Nie bar­dzo wiem, jak ina­czej mo­gli­by­śmy się w tej sy­tu­acji za­cho­wać?

– Wie­rzę, że znaj­dzie pan ja­kieś wyj­ście.

Po­li­cjant zmru­żył oczy, jakby in­ten­syw­nie szu­kał roz­wią­za­nia. Potem zwró­cił się do Len­do­wa:

– Sprawdź, czy mamy od­po­wied­ni for­mu­larz. Jeśli tak, wpisz do niego na­zwi­sko tego pana.

Knut­sen usły­szał:

– Z uwagi na oko­licz­no­ści, mogę przy­jąć tylko go­tów­kę.

– To zro­zu­mia­łe – od­parł męż­czy­zna i dźwi­ga­jąc się z miej­sca po­wlókł się do in­ne­go po­miesz­cze­nia.

– Czte­ry ty­sią­ce? – za­py­tał wra­ca­jąc i po­da­jąc plik bank­no­tów Kir­ste­no­wi.

Ten ski­nął głową i scho­waw­szy pie­nią­dze, chrząk­nął.

– Czy zde­cy­do­wał pan o wy­na­ję­ciu firmy fu­ne­ral­nej?

– Nie po­my­śla­łem o tym. To chyba nie sta­no­wi wy­mo­gu…?

– Nie.

– Czy byłby to wielki problem, jeśli zostawiłbym to na waszych barkach?

– Nie. Zrobimy co należy – od­parł po­ste­run­ko­wy.

Wszy­scy trzej wy­szli z li­ving roomu. Nagle za ple­ca­mi Kir­ste­na Knut­sen cicho po­wie­dział:

– Rzu­ci­ła mnie żona.

– Pro­szę? – po­li­cjant przybrał za­sko­czo­ną minę.

– Mówię, że ode­szła ode mnie żona.

– To nie nasza spra­wa. Nie wolno nam mie­szać się do życia oso­bi­ste­go oby­wa­te­li. Ze wzglę­du na oko­licz­no­ści to nie by­ło­by etycz­ne – tłu­ma­czył.

– Jed­nak jeśli nie jest pan pewny de­cy­zji chęt­nie spro­wa­dzę psy­cho­lo­ga.

– Nie ma ta­kiej po­trze­by. Nie ocze­ku­ję po­ra­dy. Po pro­stu, chcia­łem, żeby ktoś o tym wie­dział.

Po­li­cjant nie od­po­wie­dział. Po­ło­żył rękę na ra­mie­niu Knut­se­na i za­py­tał:

– Może woli pan za­strzyk?

Kir­sten wy­obra­ził sobie nagle skrze­py krwi na pod­ło­dze i ścia­nach, i po­czuł jak w ustach ro­śnie mu wiel­ka gula. Ktoś bę­dzie mu­siał wło­żyć sporo pracy, żeby wszyst­ko potem wy­czy­ścić. Z dru­giej stro­ny, to nie było jego zmar­twie­nie.

– Nie. Chcę skoń­czyć z sobą w sta­ro­świec­ki spo­sób. Nie mam za­mia­ru być ko­ja­rzo­ny z ja­ki­miś ka­le­ka­mi w łóż­kach. Chcę umrzeć jak męż­czy­zna. Wie pan, byłem kie­dyś żoł­nie­rzem. Ża­łu­ję, że nie zgi­ną­łem na fron­cie.

We­szli do ga­bi­ne­tu gdzie stało wiel­kie, ko­lo­nial­ne biur­ko, na któ­rym ktoś po­sta­wił lampę z zie­lo­nym aba­żu­rem. Na ścia­nach wi­sia­ły zdję­cia Knut­se­na z cór­ka­mi i kilka na­praw­dę du­żych fo­to­gra­fii z okre­su wojny w Eu­ro­pie.

– Tutaj to zro­bi­my – po­wie­dział męż­czy­zna i roz­siadł się w skó­rza­nym fo­te­lu.

– Niech pan ce­lu­je w skroń. Naj­le­piej stąd – wska­zał miej­sce po pra­wej stro­nie biur­ka.

Po­ło­żył rękę na ro­dzin­nym fo­to­sie i ski­nął głową.

– Teraz.

Roz­legł się suchy trzask i głowa męż­czy­zny od­sko­czy­ła na bok.

Po­li­cjant scho­wał broń do ka­bu­ry i zwró­cił się do ko­le­gi:

– Za­dzwoń do Stena. Niech za­bie­rze ciało. Jeśli jego firma do­ko­na po­chów­ku, to on od­bie­rze forsę z ubez­pie­cze­nia. Nam wtedy skap­nie do­dat­ko­wo parę stów.

Kir­sten mru­gnął do Len­do­wa.

– Dobry układ. 

– Dobry układ.

Po­li­cjan­ci wy­szli z bu­dyn­ku mel­du­jąc cen­tra­li za­koń­cze­nie in­ter­wen­cji pu­blicz­nej. Słoń­ce za­cho­dzi­ło nad mia­stem i czer­wo­ne pasy kła­dły się na as­fal­to­wej dro­dze. Cie­pły wiatr roz­rzu­cał suche li­ście po chod­ni­ku.

– Nie zno­szę je­sie­ni z po­wo­du tych sa­mo­bój­ców – wy­du­sił z sie­bie Kir­st­en.

– Od go­dzi­ny dzie­wią­tej to już trze­ci epi­zod. Do końca zmia­ny, z pew­no­ścią trafi się coś jesz­cze. Cho­le­ra, sie­dzi­my w tej ro­bo­cie od świtu do nocy. W ze­szłym roku, od paź­dzier­ni­ka do marca licz­ba sa­mo­bójstw w sto­sun­ku do lata się po­tro­iła. W tym se­zo­nie pew­nie bę­dzie po­dob­nie.

– Za­czy­na mnie to mę­czyć. Czuję się zwy­kłym rzeź­ni­kiem.

– My­ślisz, że kie­dyś gliny mogły robić coś in­ne­go?

– To zna­czy?

– Sam nie wiem. Może daw­niej, go­ście tacy jak my pró­bo­wa­li po­wstrzy­my­wać ludzi przed ode­bra­niem sobie życia?

– Nie wy­da­je mi się. Prawo do śmier­ci za­wsze było war­to­ścią nad­rzęd­ną. 

– Chyba tak – od­parł Len­dow.

Kir­sten się­gnął do kie­sze­ni i wyjął kilka bank­no­tów.

– Trzy­maj swoją dział­kę za for­mu­larz – po­wie­dział do wspól­ni­ka.

Koniec

Komentarze

Melduję, że przeczytałam :) 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Dobre, a realizacja tylko minimalnie kuleje.

Przesada, iż gliny zajmują się tylko jednym, aczkolwiek dopuszczalna.

Ignorancja to cnota.

Niezły szort, aczkolwiek zbyt wcześnie zdradzasz jaki jest cel wizyty policjantów. Końcowe rozważanie też nie wyglądają zbyt przekonująco, ale pewnie taki był zamysł, aby wytłumaczyć ich działania.

Taki trochę Fahrenheit 451, jeśli chodzi o wizję. Fajne, choć rzeczywiście jest tak, jak napisał belhaj, za wcześnie wiadomo po co ta policja tam jedzie. Niemniej napisane dobrze i, jak widzę, układziki w branży nawet w odległej przyszłości wyrokujesz.

Czy to jest sygnaturka?

Mnie nie przeszkadzało, że od początku wiem, po co przyjeżdżali policjanci. Bardzo ciekawa, choć przerażająca wizja.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Sniąca, KatastrofVII, Belhaj, Kchrobak, Bemik - Cieszę się że szort przypadł Wam do gustu. Bardzo dziękuję za komentarze. Uwagi dotyczące prowadzenia fabuły są z pewnością słuszne i mam nadzieję, że poprawię tutaj warsztat na tyle, by czytanie nie sprawiało bólu.

Bardzo, ale to bardzo mi się podobało. Mam tylko jeden zarzut, o którym widzę, że nikt jeszcze nie napisał – drażnił mnie trochę fakt, że jeden policjant drugiemu wyjaśnia treść poprawki dwudziestej szóstej, skoro obaj ją znają. Wychodzi trochę nienaturalnie. Zastanawiałem się przez chwilę jak inaczej można było to rozwiązać w tak krótkiej formie i przyszedł mi do głowy fajny pomysł: treść poprawki mogła być recytowana przed strzałem przez policjanta, tak jak obecnie recytuje się Prawa Mirandy podczas aresztowania. No ale to tylko mój pomysł. W każdym razie, fajny prosty pomysł i bardzo dobrze wykonany. Pozdrawiam :)

Przetłuszczona Broda Dana Harmona, Belhaj – Przekonaliście mnie, co do końcówki. Zmieniłem ją nieco. Mam nadzieję, że bez szkody. Pozdrawiam.

Kurczę, niepokojąca wizja. Fajne opowiadanie.

Nie wiem jak opowiadanie kończyło się wcześniej, ale w obecnej formie jest całkiem satysfakcjonujące.

 

oraz Wal­the­ra ka­li­ber sie­dem sześć­dzie­siąt pięć mi­li­me­trów. – …oraz wal­the­ra ka­li­ber sie­dem sześć­dzie­siąt pięć mi­li­me­trów.

 

– Bra­ku­je mi od­wa­gi – skrzy­wił usta w gry­ma­sie udrę­cze­nia.– Bra­ku­je mi od­wa­gi.Skrzy­wił usta w gry­ma­sie udrę­cze­nia.

Nie zawsze poprawnie zapisujesz dialogi. Może przyda się ten wątek: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550

 

– Nie zno­szę je­sie­ni z po­wo­du tych sa­mo­bój­ców – wy­du­sił z sie­bie Kir­st­sen. – Wcześniej policjant nazywał się Kirsten.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Sicario – dziękuję za komentarz.

Regulatorzy – Dziękuję za wskazanie błędów i wątek z dialogami.

Jeśli pomogłam, cieszę się. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Przyzwoicie się czytało. Wciągający szort. Wizja odważna, ale mnie nie przekonuje. Jakoś nie mogę sobie wyobrazić, że funkcja Policji mogłaby się zamienić z ogólnie przyjętej ochrony mienia i zdrowia w jakieś zadania na pograniczu eutanazji. Ale opowiadanie przeczytałem z przyjemnością. Pozdrawiam.

Też trudno mi uwierzyć, że zawód policjanta tak bardzo się zmieni, ale wizja interesująca.

Mam przy sobie strzelbę kaliber dwadzieścia pięć i cztery milimetry,

Nie znam się na broni, tak się to podaje; 25 i 4 (czyli razem 29? ;-) ), a nie 25 i 4 dziesiąte? Tak czy siak, ponad dwadzieścia mm to chyba cholernie dużo jak na strzelbę. Robią takie armaty?

Babska logika rządzi!

Regulatorzy – i mnie było miło :)

Blackburn – dziękuję za komentarz. Pozdrawiam.

Finkla – cieszę się, że opowiadanko wzbudziło Twoje zainteresowanie. Co do kalibru, to nie słyszałem by obecnie produkowało seryjnie taką broń. W przeszłości się to zdarzało, więc nie widzę powodu by kiedyś nie wrócono do tego rozwiązania.

Rzecz w tym, że facet miał czym ze sobą skończyć.

Ciekawy pomysł, niezła realizacja, chociaż zanadto rozciągnięta końcówka. Zawarte tam informacje można było przecież umieścić wcześniej, sam zaś moment samobójstwa z cudzej ręki lepiej nadawałby się na mocne zakończenie.

Dość ciekawe podejście do pracy policjanta. Takie odwrócenie jego dobrze nam znanej roli jednak nie do końca przekonuje. Nie przeczę, że być może w jakiejś tam rzeczywistości byłoby zapotrzebowanie na usługi pomocy w samobójstwie. Jednak nie wierzę, że normalni policjanci byliby zbędni. Ludzkość raczej nie pozbędzie się zapędów do regulowania przepisami różnych aspektów życia z jednej strony i próbami łamania tych przepisów z drugiej. Więc stróż prawa jako taki moim zdaniem nie odejdzie do lamusa.

Za to tekst napisany jest przyzwoicie, czyta się go fajnie. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

kreacja bohaterów – nie wiem, czy nie przydałoby się dołożyć im jakiegoś bardziej indywidualnego rysu, własnego przemyślenia etc., w takiej robocie można by chyba zastąpić ich robotami – to by było ciekawe, maszyna zaprogramowana tak, by udzielić nieobciążonej moralnie pomocy samobójcy, w tym przy wypełnianiu formularzy ; ) 

 

rola Policjanta – tu ciekawie – dodanie nowego zadania wymagającego urzędowego posługiwania się bronią,

 

wydaje mi się jednak, że stwierdzenie, że "– Myślisz, że kiedyś gliny mogły robić coś innego? " jest trochę niefortunne, bo zdaje się sugerować, że również przestali łapać bandytów.

 

Fabuła – też dobra, w szczególności dodaje smaczku myk z wadliwym formularzem; wydaje mi się, że rozwinięcie scenki wypełniania tego formularza mogłoby upiększyć opowiadanie.

I po co to było?

Marcin Robert – dzięki za uwagi do przemyślenia. Śniąca, syf – w tym świecie nie ma przestępców:)

Nowa Fantastyka