- Opowiadanie: kchrobak - Wyścig

Wyścig

Zainspirował mnie kolega Shagga swoim opowiadaniem: http://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/15716 i mimo, że nie podzielam pasji i na dodatek to moje jest sporo słabsze i, w zasadzie, nie jest to nawet porządne fiction, to postanowiłem się tu podłożyć...

Zaczynam myśleć, że Grafomania2016 to nie konkurs, tylko inkubator.

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Wyścig

Naciskam przycisk zapłonu. Ponad pięciusetkonny silnik budzi się z głuchym pomrukiem. Uspokajam oddech i aby rozluźnić mięśnie karku przechylam głowę raz w lewo, raz w prawo. Wycieram dłonie o uda. Jeszcze kilka sekund.

 

Przed sobą widzę zapalające się kolejno czerwone lampki.

Pierwsza…

…druga…

…zielona.

Samochód rusza z piskiem opon. Ryk silnika prawie zagłusza jęki gum na rozgrzanym asfalcie. Choć wiem, że to nie jest możliwe, podświadomie chyba, czuję swąd palonej gumy. Cały czas ostro przyspieszając wyprzedzam tych, którzy zamarudzili. Lub mają gorsze wozy. Pierwszy zakręt. Lekki uślizg tylnych kół. Łapię przyczepność. Od wewnętrznej wyprzedzam kolejnych zawodników. Jestem ósmy. Piąty bieg. Na liczniku już ponad dwieście kilometrów na godzinę. Zwalniam nieco przed kolejnymi zakrętami.

Gaz.

Hamulec.

Znowu gaz. Do dechy!

Długa prosta.

Dwieście osiemdziesiąt…

…dziewięćdziesiąt…

TRZYSTA!

Ręce mi się pocą. Wyprzedzam czarne Audi. Na ułamek sekundy odpuszczam przyspieszenie. Zakręt. Gaz na wyjściu. Znowu muśnięcie hamulca i na kolejnym wirażu wyprzedzam Porsche 918 RSR. Takie jak moje. Nawet winyle ma tak samo ponalepiane. Ale to ja jestem szybszy. Przyspieszam. Jestem drugi. Jeszcze jedna prosta. Ostre hamowanie i nawrót prawie o sto osiemdziesiąt stopni. Ostatnia prosta. Kilka metrów przede mną mknie mój ostatni przeciwnik. Muszę go wyprzedzić. Po prostu, kurwa, muszę! Kropla potu cieknie mi po czole, ale nie mogę jej nawet otrzeć. Dobrze pamiętam, że za chwilę będzie łagodny zakręt w lewo. Potem w prawo. I meta. W pierwszym zakręcie bez zwalniania przelatuję kołami po trawie. Lekko dotykam hamulca i odbijam w prawo. Przy blisko dwustu kilometrach na godzinę walę bokiem w białe BMW. Zupełnie nie czuję tego uderzenia. Jazgot gniecionej blachy słyszę jakby z offu, zupełnie jakby mnie nie dotyczył. BMW wylatuje na żwirowe pobocze i wali w barierki. Wiem, skurwiel ze mnie, ale… chrzanić to. Ostatni raz wciskam gaz do oporu i po kilku sekundach przekraczam linię mety.

 

Jestem pierwszy!

 

Hurra!

 

Wreszcie! Po tylu porażkach. Po całych dniach spędzonych na treningach. Po dziesiątkach tysięcy dolarów utopionych w dodatkach, które pozwalały uszczknąć już nawet nie dziesiąte, ale setne części sekundy.

 

WRESZCIE JESTEM PIERWSZY!

 

***

 

Odkładam wygrzebane z jakiegoś starego magazynu, podczas zeszłorocznych wykopalisk pod Breslau, urządzenie. Kretyni w Instytucie Archeologii Wieków Ciemnych nie chcieli mi wierzyć, że uda się je przywrócić do życia. I co? I łyso! Muszę jeszcze popracować nad moją teorią o technikach szkolenia kierowców w XXI-wiecznej Europie i doktorat murowany. Swoją drogą wtedy to musieli być kozacy, tak własnoręcznie, zupełnie bez automatyki, obsługiwać środki transportu…

– Pańska kawa. – Przerywa moje rozmyślania ekspres firmy Google, podtykając mi pod nos kubek letniego napoju.

Koniec

Komentarze

Całkiem fajny pomysł :)

Mogłeś jeszcze dodać jakim autem jechał bohater i zwycięzca wyścigu.

Szczególnie zdanie o własnoręcznym obsługiwaniu środków transportu wydaje mi się profetyczne.

Dzięki.

Jest tam gdzieś. Nie bezpośrednio, ale informacja, że inny kierowca jedzie takim samym.

Niestety, też tak myślę. Tendencja do zapewniania ludziom bezpieczeństwa i tychże ludzi na to przyzwolenie z jednej strony, a postępujące lenistwo i pierdołowatość z drugiej, są, przynajmniej w mojej opinii, zgubne.

Czy to jest sygnaturka?

Mogłeś jeszcze dodać jakim autem jechał bohater i zwycięzca wyścigu.

Jak to jakim? Porsche :) 

 

Niestety, też tak myślę. Tendencja do zapewniania ludziom bezpieczeństwa i tychże ludzi na to przyzwolenie z jednej strony, a postępujące lenistwo i pierdołowatość z drugiej, są, przynajmniej w mojej opinii, zgubne.

Zgadzam się w całej rozciągłości. 

 

Tekst bardzo fajny, do szerokiego uśmiechnięcia.

Chciałabym też nawiązać do tego fragmentu: 

Muszę jeszcze popracować nad moją teorią o technikach szkolenia kierowców w XXI-wiecznej Europie

Mamy dopiero początek XXI w. i już są pojazdy nie wymagające własnoręcznej obsługi kierowcy-pasażera. Właśnie dziś gdzieś mi mignął news o dopuszczeniu do ruchu w Stanach samochodów w pełni automatycznych – jest zgoda, by traktować robota jako kierowcę. Pewnie nie upowszechni się to aż tak szybko, ale już jest faktem. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Pomysł niezły, ale jakoś sam opis wyścigu nie wzbudził we mnie emocji.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

joseheim – a jeździłaś kiedyś Porsche 918 RSR?

A na poważnie, to się niespecjalnie dziwię. Myślę, że opis będzie przemawiał do ludzi, którzy mieli choćby krótki, acz intensywny romans z wirtualnymi wyścigami. Chyba że Ty jesteś maniaczką takich wyścigów… a wtedy to już niedobrze.

Czy to jest sygnaturka?

Brońcie bogowie ; p Co nie zmienia faktu, że opis wyścigu wydał mi się za mało… dynamiczny ; p

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

918 RSR to jest ta nowa, hybrydowa wyścigówka, tak? Ona nie jeździ sama? Potrzebuje jeszcze kierowcy? ;-)

A poważniej, to chciałem ponarzekać, że może nie tyle za mało emocji w wyścigu, co jest zdecydowanie za krótki. Start, parę zakrętów, jedna pętelka i już? Ale, że chodzi o konsolę, wszystko wyjaśnia. Fajny pomysł z tym doktoratem. Miły szort. 

Pozdrawiam! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

thargone – właśnie ta i na dodatek potrzebuje kierowcy i to nie bylejakiego – mnie!

 

joseheim – to przykre, ale… mam pomysł na podniesienie dynamiki – usunę wszystkie spacje :)

Czy to jest sygnaturka?

Kchrobaku, chyba nie powinnam się w ogóle wypowiadać, bo nawet nie umiem prowadzić samochodu. ;-)

 

Wy­prze­dzam czar­ne Audi. Na uła­mek se­kun­dy od­pusz­czam przy­spie­sze­nie. Za­kręt. Gaz na wyj­ściu. Znowu mu­śnię­cie ha­mul­ca i na ko­lej­nym wi­ra­żu wy­prze­dzam Po­rsche 918 RSR. – Marki samochodów piszemy małą literą. http://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/marki-samochodow;715.html

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

 

Ale… Ale… Jak to? Nigdy się na to nie zgodzę, no jeszcze audi to może. Ale Porsche? A nie daj boże FERRARI…

Czy to jest sygnaturka?

La puttana granda! Ferrari małą literą… Toż to bluźnierstwo… To niemal tak, jak napisać "bóg ojciec"…

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Całkiem sympatyczne :)

Choć mogłoby być nieco dłuższe – opis wyścigu jest taki lakoniczny.

F.S

Fajny szorcik, fajny pomysł :)

Interesujący pomysł. Początkowo chciałam marudzić, że wyścig zbyt prosto i szybko opisany – bez zmian biegów, tankowań, zmiany opon… Ale udało Ci się mnie zaskoczyć.

Jeśli tak Cię pociągają samochody, to kiedyś był tu konkurs o furakach. Możesz zajrzeć do starych tekstów.

Babska logika rządzi!

Mi tam jedno co zazgrzytało, to wzmianka, że kolo jest ósmy, potem wyprzedza audi i porsza i już jest drugi. Przy tak dokładnym opisie wyścigu taki oczywisty skrót myślowy do mnie ni wuja nie trafia.

 

Ale pomysł dobry, sympatyczny taki. Realizacja też niczego sobie.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Nowa Fantastyka