- Opowiadanie: Ginogi - EBO-2016

EBO-2016

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

EBO-2016

Moja czternasta córka Betty, kiedy usłyszała cichy głosik malutkiej Carolin: Dziadziu, a Księżyc był wtedy biały, czy złoty? – Wskazała na drzwi pokoju wnuczki i rzekła z wyraźną pretensją w głosie.

– Słyszysz?! A nie mówiłam ci tato, że jak zaczniesz, to będziesz musiał skończyć. Carolin taka jest. Teraz musisz do niej wejść, i ona zaleje cię morzem pytań… Do rana nie skończycie, a ja chciałam jutro pojechać z nią do najnowszej Zoo-Kopuły. Pewnie słyszałeś, że umieścili w niej nie tylko wszystkie przetrwałe ale i te odtworzone zwierzęta… łącznie z motylami. Czy ty sobie wyobrażasz, co mnie jutro czeka jeśli mała się porządnie nie wyśpi?! Dlatego proszę cię tato, nie rozkręcaj się za bardzo…

*

Wszedłem do pokoju.

Było ciemno, jedynie wpadająca przez małe okienko licha poświata księżyca pozwalała jako tako dostrzec kontury łóżeczka i leżącą pod cienką kołderką Carolin.

Moja słodziutka, najmłodsza, sześcioletnia wnuczka przytulała się do pluszowej żabki. Zanim zamknąłem za sobą drzwi, zdążyła strzelić do mnie serią pytań: A Saturn, Dziadziu? Był wtedy złoty, czy biały? Miał tyle samo pierścieni, co teraz? A ile Saturn ma księżyców?

Córka miała rację.

Trudno. Dla jasności, musiałem zacząć od początku…

*

– Posłuchaj, moja malutka. Dawno, bardzo dawno temu, w środku kwitnącej szczęściem i dobrobytem Europy, żyła sobie królowa o imieniu Alegna. Bardzo długo była najszczęśliwszą z wszystkich królowych i królów naszego dawnego świata, jednak pewnego lata strasznie posmutniała, bo jej doniesiono, że w całym jej królestwie nikt już nie chciał mieć dzieci. Z roku na rok ubywało poddanych, a przybywało zabawek dla dorosłych. Musisz wiedzieć, że gry i zabawy w owych czasach stały się najpopularniejszym sposobem na spędzanie wolnego czasu, którego zresztą ludzie mieli coraz więcej. Niestety większości ludzi imponowały zabawy proste, prymitywne hulanki, lub też szpanerskie bankiety. Nadworni lekarze i psycholodzy alarmowali królową i twierdzili, że instynkt samozachowawczy gatunku zanika w zastraszającym tempie.

Jak tak dalej pójdzie, rozmyślała smutna królowa Alegna, to niedługo pozostaną same staruszki i starcy, którzy poumierają w samotności i królestwo, a może i Europa, a nawet cały świat, zarośnie chwastami.

Na szczęście Alegna była nie tylko dobrą królową ale i bardzo mądrą. Zaprosiła do swojego królestwa wszystkich chętnych z innych krajów, zwłaszcza z tych, w których było bardzo mało zabawek dla dorosłych. Nie trzeba było długo czekać. W ciągu paru tygodni zjechało mnóstwo ludzi chcących mieć mnóstwo dzieci. Na wszystkich przybyszów czekała praca, a na ich potomstwo przedszkola i szkoły, place zabaw, ścieżki rowerowe, parki wodne i śliczne domki z ogródkami.

Królowa znowu była szczęśliwa.

 

Poczuła się jeszcze bardziej szczęśliwa, kiedy w sąsiednim królestwie, cierpiącym na te same problemy, tamtejszy król zarządził 500 złotych dukatów nagrody dla wszystkich mam, które urodzą drugie dziecko, 1000 złotych dukatów na trzecie, 1500 na czwarte i tak dalej…

 

Minęło kilkanaście lat i królowa bardzo posmutniała, bo dowiedziała się, że sąsiednie królestwo dotknął straszny kryzys, w czasie którego tak zbiedniało, że coraz więcej dzieci żyło tam w nędzy, koczując na zimnych wysypiskach śmieci. Umorusane, nieumyte, zziębnięte dzieciaki biły się o przeterminowane, nieświeże i niezdrowe resztki jedzenia. Szybko, niczym tsunami, rozpleniła się straszna, nieznana zaraza i wiele dzieci umarło.

Nikt nie chciał płacić podatków. Brakło dukatów na sfinansowanie badań nieznanego wirusa. Ale mimo tego, całe fury dukatów trafiały do królestwa Alegny w zamian za coraz to wymyślniejsze zabawki dla dorosłych.

 

Królowej wcale nie cieszyły góry złotych dukatów. Za dukaty nie mogła przecież kupić dzieci. Ani miłości, ani dobrych serc…

Posmutniała jeszcze bardziej, bo większość ludzi, których zaprosiła przed laty do swojego królestwa, zaczęło się interesować, tak jak i jej poddani, przede wszystkim zabawkami dla dorosłych i szybko zapomnieli o dzieciach… nawet o swoich!

– Dziadziu! Nie było nikogo, kto miałby serce dla dzieci? Dlaczego wszyscy byli aż tak okrutni?

– Na szczęście nie wszyscy, malutka, nie wszyscy.

– To kto Dziadziu nie był okrutny? Powiedz mi szybko, kto?

– Pewien nadworny astrofizyk królowej, Ginogi, no i sama królowa, która chociaż nie miała własnych dzieci, to jednak bardzo kochała wszystkie inne. Astrofizyk Ginogi, widząc rozpacz dobrodusznej władczyni powiedział jej, że nie ma wyjścia, że należy poszukać w naszej galaktyce jakiejś planety, zamieszkałej przez podobnych nam ludzi, ale na której nikt nie produkuje zabawek dla dorosłych.

– Musimy, o Najjaśniejsza Pani, nie zwlekając, wysłać zaproszenie w kosmos – mówił Ginogi, kłaniając się w pas królowej.

I tak też się stało. Królowa rozkazała zbudować na najwyższej górze królestwa ogromną antenę, wielkości rzymskiego Colosseum, i poleciła bezzwłocznie wyemitować oficjalne zaproszenie do stu milionów exoplanet krążących gdzieś tam dookoła najpiękniejszych gwiazd Drogi Mlecznej.

Mijały lata…

Niestety nikt się nie zgłaszał.

Mijały następne lata… i nic.

*

Królowa Alegna umarła i zaraz po niej, astrofizyk Ginogi.

Na Ziemi rozpanoszył się smutek i było coraz mniej ludzi. A ci co jeszcze nie pomarli, byli przeważnie znudzonymi próżną zabawą, sfrustrowanymi starcami.

– I co się stało, Dziadziu, co? Coś się musiało przecież stać, bo mi kiedyś powiedziałeś, że moja prapraprababcia miała na imię Alegna, tak samo jak dobra królowa?

– Nie Alegna, tylko Angela, córka astrofizyka Ginogi, była twoją prapraprababcią i pierwszą Kanclerz, która odebrała sygnał z planety EBO-2012…

– Kobietą Kanclerzem?

– Tak Carolin, królestwo rozpadło się po śmierci bezdzietnej Alegny. I od tego czasu nie tylko byłym królestwem, ale i całą Ziemią zarządzali demokratycznie wybierani Kanclerze spośród garstki najmądrzejszych kobiet i mężczyzn całej naszej planety.

*

W małym okienku, na tle gwiaździstego nieba, pojawił się ogromny Saturn, trzy razy większy od Księżyca. Carolin uniosła się nieco i w zimnej poświacie gazowego olbrzyma jej twarz pojaśniała zielonkawym blaskiem. Uśmiechnęła się. Podziwiając grę kolorów pierścieni Saturna, otworzyła szeroko swoje ogromne oczy, tak, że powieki pochowały się w głębokich oczodołach.

– Dziadziu, a mama mówiła, że to dobrze, że do Słońca daleko, bo byśmy się poparzyli, gdyby ono było tak blisko nas, jak kiedyś… To prawda Dziadziu?

– Tak, Carolin. Mama ma rację. Ale posłuchaj o tym, co się wydarzyło, kiedy twoja prapraprababcia Angela…

*

– I zaraz potem Ziemia została porwana, Dziadziu?

– Tak. To brzmi może i dziwnie, ale to był szczęśliwy traf i jedyna szansa ludzkości na przetrwanie. Nasi przodkowie zrozumieli, że nie mogą sami sobie już pomóc…

Carolin wysunęła swój śliczny ogonek zakończony delikatnym pędzelkiem spod kołderki i zaczęła głaskać nim pluszową żabkę.

– Carolin, nie odkrywaj się. Pomimo, że nie marzniesz, to jednak oszczędzaj energię, bo znowu zaśniesz tak głęboko, że mama cię nie dobudzi. A jutro z samiutkiego rana wybieracie się przecież do nowej Zoo-Kopuły, zobaczyć te wszystkie lwy, słonie, żyrafy, mamuty…

– I motylki!

– No właśnie…

Posłuszna wnuczka wsunęła ogonek pod kołdrę.

– Opowiedz mi jeszcze o prapraprababci… – Przewracając się na drugi bok, ziewnęła i uśmiechnęła, pokazując dwa równiutkie rzędy drobnych ząbków.

– Twoja prapraprababcia Angela wiedziała, że żadne ziemskie krzyżówki nic dobrego ludzkości nie mogły już przynieść. Instynkt stadny i samozachowawczy zanikł u wszystkich żyjących wtedy ras. I wtedy twoja prapraprababcia, jako Kanclerz wszystkich Ziemian, zezwoliła na pierwsze krzyżówki z Nimi, gośćmi z planety EBO-2012. Już po niespełna dwudziestu latach u pierwszych dorosłych nowych osobników stwierdzono bardzo wysoki instynkt samozachowawczy gatunku. Chęć posiadania kochanych dzieci, stała się jednym z najmocniejszych instynktów nowych ludzi, bo po drugiej serii udanych eksperymentów genetycznych doszło do Wielkiego Kompromisu. Staliśmy się nową rasą i zarazem nową cywilizacją.

To nic strasznego Carolin, musisz wiedzieć, że dawno, dawno temu, kiedy pierwsze organizmy ziemskie wyszły z wody, miały tylko skrzela, z których powstały płuca. Gdyby nie wyszły na ląd, to nigdy nie byłoby ludzi, oddychających powietrzem.

To nic, że musieliśmy pójść na kompromis i oddalić się od Słońca. Normalnie byłoby to dla nas zabójcze, ale po gościach z EBO-2012 odziedziczyliśmy zmiennocieplność, dlatego Słońce przestało odgrywać dla nas tak ogromną rolę, jak kiedyś. Dla Nich bliskość Słońca była nie do zniesienia. Nieodzownym kompromisem stała się więc orbita w sąsiedztwie orbity Saturna. Na szczęście, przesunięcie Ziemi w jej pobliże nie stanowiło dla naszych Gości żadnego problemu technicznego.

Poza tym zgodzili się na ochronę wszystkich zwierząt i roślin ziemskich. Pobudowali gigantyczne, Zoo-Kopuły. Pod błoniastymi, przezroczystymi dachami, zamontowali automatyczne systemy regulujące pory dnia i nocy, a także pory roku. Te ogromne Kopuły są po stokroć większe od naszych byłych oranżerii a nawet całych ogrodów zoologicznych. Jutro zobaczysz tą największą…

Carolin zasypiała. Jej oddech stawał się regularny, dolne i górne powieki zeszły się dokładnie w połowie pięciocentymetrowych gałek ocznych, pozostawiając cieniutką szczelinę… Przekręciła się, i prawa nóżka wyśliznęła się spod kołderki. Natychmiast, pod wpływem chłodu, z poduszek stopy zaczęły wysuwać się śliczne regularne chrząstkowe wypustki zakończone mikro-kolcami.

Przykryłem kochaną wnuczkę. Wstałem. Wychodząc z pokoju, owinąłem mój wyłysiały ogon wokół bioder, tak żeby go nie przytrzasnąć drzwiami.

*

Carolin nie spała. Przez wąską szczelinkę między powiekami zobaczyła jak zza Saturna wysunęło się maciupeńkie Słońce.

Zrobiło się ciut jaśniej. Ale nie tak, jak kiedyś. Tamte cudowne, zapierające dech w piersiach, wschody Słońca Carolin znała tylko ze starych fotografii, filmów, hologramów i wizjotomów.

 

Tuż pod powiekami Carolin pojawiły się łzy. 

Rozmyślała jeszcze o pradawnych dziejach, i postanowiła, że następnym razem zapyta Dziadzia o Słońce i o to, jak to wtedy się żyło i czuło, kiedy na Ziemi były jeszcze prawdziwe gorące lata i prawdziwe mroźne zimy… i chłodne noce… i ciepłe dni…

Zanim zasnęła na dobre, zdążyła uświadomić sobie, iż dalej nie wie, czy wtedy Saturn był złoty, czy biały…  czy….  

***

Koniec

Komentarze

500 złotych dukatów nagrody dla wszystkich mam, które urodzą drugie dziecko

Niespodziewane. To i kanclerz o imieniu Angela sprawiły, że już byłem gotowy na jakieś nieprzyjemne opowiadanie pełne politycznych aluzji, na szczęście tekst tym się nie okazał :D

 

wielkości rzymskiego Colosseum

https://translate.google.pl/#en/pl/colloseum

 

 

Całkiem podoba mi się wykreowany przez Ciebie świat, tekst napisany dobrze, czytało się płynnie, ale no niestety nic mnie tu nie urzekło. 

 

– Tak, Carolin. Mama ma rację. Ale posłuchaj o tym, co się wydarzyło, kiedy twoja prapraprababcia Angela…

*

– I zaraz potem Ziemia została porwana, Dziadziu?

No to jest perfidne po prostu jak dla mnie. Wyciąłeś treść i teraz będziesz drogi autorze palił głupa, że przecież taka jest koncepcja. No dobra, kupuję to, co mam zrobić, ale nie podoba mi się to.

Całe opowiadanie jest bajką opowiadaną wnuczce, ale zupełnie do tej koncepcji nie pasuje mi używane przez Ciebie słownictwo. Sześciolatka nie zrozumiałaby z tej opowieści nic, albo co chwila dopytywałaby o szczegóły (na co sam zwróciłeś uwagę, ale tylko na początku tekstu). Czytając tekst miałem wrażenie, że usilnie starasz się autorze wyjaśnić absolutnie wszystkie użyte terminy i stworzyć świat nieco encyklopedycznie. Problem jest taki, że to co przeczytałem było by ciekawym tłem (lub prologiem) dla jakiejś fabuły, która mogłaby mnie wciągnąć, a tutaj czuję się jakbym przeczytał kilka stron z podręcznika do historii obcej cywilizacji.

 

No nieźle.

…tamtejszy król zarządził 500 złotych dukatów nagrody dla wszystkich mam, które urodzą drugie dziecko, 1000 złotych dukatów na trzecie, 1500 na czwarte i tak dalej… – te liczebniki powinny być słownie.

 

Mała ta antena. :)

Ładne, podobało mi się, a że to bajka, to się nie będę czepiał. :P

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Przeczytałam bez większej przykrości ale i bez szczególnego entuzjazmu, jako że bajki nie należą już do najchętniej przeze mnie czytanych opowieści. No, ale EBO-2016 ma podobać się raczej dzieciom, nie dorosłym, więc w oczach/ uszach maluchów pewnie znajdzie uznanie. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Przeczytałem starszym siostrzeńcom – spodobało się, ale mieli pytania (chodziło o definicje niektórych słów). Nie mniej ładnie napisana i sympatyczna. Jeżeli tekst jest rzeczywiście kierowany do młodszych odbiorców, to słownictwo daje radę (pod warunkiem, że czytający umie je wyjaśnić bajtlom :).

Niekiedy razi dosłowność.

F.S

Sympatyczna bajka, ale szału nie ma. Chyba bohater bajki powinien zwyciężać po wielu trudach i niebezpieczeństwach. A może o akcenty polityczne poszło…

król zarządził 500 złotych dukatów nagrody

Liczby słownie. Dlaczego nie poprawiasz wskazanych wcześniej błędów?

Babska logika rządzi!

Całkiem ciekawa wizja. Przyjemnie się czytało.

Całkiem sympatyczne.

 

Podobała mi się bardzo końcówka – wrażliwość Carolin łapie za serce.

Bardzo jestem ciekawa, czy w Zoo–Kopułach są też egzemplarze ludzi… hmmm…

 

Dobra robota :)

Nowa Fantastyka