- Opowiadanie: Marianna - Do trzech razy sztuka

Do trzech razy sztuka

Taka... ciekawostka. Dawno tu nic nie wrzucałam.

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Do trzech razy sztuka

 

– Zajebis… Znaczy, super. – Dziewczyna, trzymając iPhone'a w wyciągniętej ręce, robiła zdjęcie za zdjęciem. – Poznajesz, Ted? Popatrz na to!

Podstawiła telefon prawie pod sam nos chłopaka, z dumą prezentując ostatnią z wykonanych fotografii. Delikatnie wyjął komórkę z jej dłoni i, oddalając od oczu, z uwagą przyglądał się wpółprzymkniętym powiekom i frasobliwej minie świątka na ekranie.

– Piękna rzeźba – orzekł, po czym zrobił jeszcze jedno zdjęcie. – Bardzo stara.

Sędziwy ksiądz, oprowadzający turystów po urokliwej świątyni położonej na skraju bieszczadzkiego lasu, obdarzył go wyrozumiałym uśmiechem.

– Wygląda na taką. A jednak, tak jak cały kościółek, ma zaledwie kilkanaście lat.

– Niesamowite. – Dziewczyna odebrała chłopakowi telefon i wróciła do fotografowania. – Przecież teraz już nikt tak nie buduje.

– Odtworzono go – wyjaśnił duchowny. – Staraniami wiernych z pobliskiej parafii i sponsora z miasta. Krok po kroku, deska po desce i bal po balu. Drewna u nas nie brak. Drugi raz go odbudowano, bo i płonął dwa razy.

Młodzi ludzie wyglądali na szczerze zaintrygowanych.

– A tak – odpowiedział ksiądz na niezadane przez nich pytanie. – Dwukrotnie strawił go pożar. Pierwszy raz na początku dziewiętnastego wieku. Był zimny październik i śnieg już leżał na polach. Miejscowy chłopak miał poślubić tutejszą dziewczynę w ostatnią niedzielę miesiąca. Kościółek pękał w szwach, bo i rodziny mieli liczne. Zanim młodzi zdążyli przyrzec sobie wierność, pojawił się ogień. Ludzie hurmem ruszyli do drzwi, ale wrota ani drgnęły, jakby sam bies je zatrzasnął. Zginęli wszyscy. Ze świątyni zostały tylko zgliszcza, winnych nie znaleziono. W okolicy szeptano, że chłopak zataił, jakoby wcześniej dał słowo innej, ze wsi sąsiedniej. I ta inna, jej ojciec i bracia, zemścili się okrutnie za złamane słowo i cześć dziewczęcą zbrukaną. Ale jak było naprawdę, nikt nie wie…

– Straszne. – Turystka wzdrygnęła się lekko i podniosła uważny wzrok na przyjaciela, zapewne sprawdzając, czy i on uległ czarowi starej opowieści.

Ted skłonił głowę i uśmiechnął się niepewnie, jakby przepraszając, że słowa księdza nie poruszyły go tak mocno, jak powinny.

Chociaż, być może żałował czegoś zupełnie innego.

– A ten drugi pożar? – spytał.

– A, to już w ostatnią wojnę. – Ksiądz ruszył w kierunku ołtarza, kiwając na młodych, by poszli za nim. – Późnym latem czterdziestego czwartego. Młody partyzant zamierzał ślubować dziewczynie przy nadziei. Tym razem gości nie przyszło wielu, wiadomo, konspiracja, nawet rodzinie mało kto wierzył. Zanim młodzi wierność sobie przyrzekli, świątynię otoczyła ukraińska czota, część tej sotni, która wieś okrążyła. I podobnie jak wtedy, nikt żywy nie został.

– Straszne – tym razem powiedział chłopak i, by ukryć przygnębienie, udał, że podziwia Matkę z Dzieciątkiem, błogosławiących wiernych z ołtarza.

Dziewczyna delikatnie wzięła go za rękę.

– Nam się to nie przytrafi – szepnęła.

– Po wojnie kościółka nie odbudowano – kontynuował staruszek. – Przyszli komuniści, nie pozwolili. Dopiero niedawno skrzyknęło się kilku takich, co nie zapomnieli. Pieniądze zebrali, drewna nawieźli, starych zdjęć szukali. Ludowy rzeźbiarz z Krosna pomógł. Pewnie nie wszystko jest dokładnie tak, jak było w czterdziestym czwartym, bo pamięć ludzka zawodna. Ja sam ledwo co pamiętam… Dzieckiem byłem.

– Prawie wszystko jest tak – odparł cicho chłopak.

– Ale od tego czasu nie połączono tu świętym węzłem małżeńskim żadnej pary. – Kapłan ze smutkiem pokiwał głową, jakby nie usłyszał tego zapewnienia. – Ludzie się boją.

Poruszona opowieścią dziewczyna stanęła naprzeciw przyjaciela u stóp ołtarza tak, jak robią to nowożeńcy.

– My się nie boimy, prawda, Teddy? – spytała, patrząc mu prosto w oczy. – Może teraz nam się uda?

– Do trzech razy sztuka – potwierdził chłopak i niespodziewanie zwrócił się do księdza: – Udzieli nam ojciec ślubu?

– Teraz? – Zaskoczony staruszek wypuścił klucze spomiędzy palców.

Huk metalu uderzającego w drewnianą podłogę poderwał dziewczynę z miejsca. Podbiegła i podała zgubę księdzu.

– Teraz – powiedziała, ściskając jego żylastą dłoń. – Dzisiaj!

– Nie… Ja nie… – wyjąkał spłoszony duchowny, czując dreszcz przenikający go na wskroś. – Najpierw trzeba załatwić formalności w kancelarii parafialnej, a zresztą… późno już.

Odwrócił się i pośpiesznie podreptał ku drzwiom. Otworzył je i, czekając za progiem, rozmyślał nad czymś głęboko. Wspominał, kojarzył, przywoływał dawne dzieje. Także te, których nie mógł pamiętać.

Dopiero, gdy zamykał świątynię, po raz ostatni zwrócił się do dziewczyny:

– Ted to zdrobnienie Teodora, prawda? – Gdy skinęła głową, dodał: – W takim razie ty, dziecko, musisz mieć na imię Jagna.

– Tak. – Uśmiechnęła się. – Ale proszę nie mówić o tym nikomu.

Długo patrzył za młodymi, gdy schodzili ze wzgórza drogą prowadzącą do wsi. Pomyślał, że powinien jutro spytać proboszcza, czy trafili do kancelarii.

Czuł jednak, że nie odważy się tego zrobić.

Koniec

Komentarze

Przeczytałem uważnie. Pomysł podoba mi się średnio, wykonanie dobre. Huk zmieniłbym na stuk. Ksiądz zazwyczaj nie ma żylastych rąk, to dobrze nie brzmi. Pozdrowienia.

Mam podobnie jak Ryszard, choć na krótki tekst i tak całkiem nieźle, łatwo domyślić się o co chodzi, ale chyba to nie miała być tajemnica? Całkiem klimatyczny szort. :)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Jest klimacik, jednak zabrakło czegoś.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Tekst nie ukazał się aby na Szortalu. Bo już chyba gdzieś czytałem :)

Wielkie dzięki za czytanie:)

Morgiana, ten tag “tajemnica” dałam z braku laku – bo nic mi nie pasowało.

Belhaj, nieee, to tylko plotka :)

Wyślij tekst do Silmarisa! --> literatura[at]silmaris.pl

Bardzo porządnie napisane opowiadanie, przeczytało się niemal samo, dostarczając prawdziwej przyjemności i przywołując wspomnienia z ostatniego pobytu w Bieszczadach. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Regulatorzy,

cieszę się bardzo, że tekst przypomniał Ci udane wakacje i że czytało się przyjemnie (choć przypuszczam, że na przyjemność czytania duży wpływ miał ów aspekt wspomnieniowy, a nie walory tekstu :))

Wyślij tekst do Silmarisa! --> literatura[at]silmaris.pl

Mylisz się, Marianno.

Najpierw były przyjemne doznania wywołane lekturą, a dobre wspomnienia zjawiły się później. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

A, to w takim razie cała przyjemność po mojej stronie :)

Wyślij tekst do Silmarisa! --> literatura[at]silmaris.pl

;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Fajne, fajne. Całkiem przyjemne, ale czuję lekki niedosyt.

F.S

Ano, przyznam, że lepiej czuję się w dłuższych tekstach. Mogę wtedy rozwinąć skrzydła :)

Wyślij tekst do Silmarisa! --> literatura[at]silmaris.pl

Dobry, klimatyczny szorcik. Podobało mi się.

Dzięki za głos :)

Wyślij tekst do Silmarisa! --> literatura[at]silmaris.pl

Zauroczyłaś mnie, Marianno. Historia niby prosta, przewidywalna, ale naprawdę… do licha, jest jednocześnie i przerażająca i smutna i piękna (mówić, że świetnie napisana, to już właściwie truizm). A fakt, że jest tak krótka, minimalistycznie estetyczna, tylko pogłębia całe wrażenie.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

No popatrz, ją miałam to wrzucić na “Grafomanię” :-) :-)

 

Ale ciekawe jest to, że tekst w sumie melodramatyczny, a mam wrażenie, że bardziej trafia do facetów (przynajmniej wśród tych czytelników, którzy zabrali głos).

Wielkie dzięki za opinie.

Wyślij tekst do Silmarisa! --> literatura[at]silmaris.pl

Bo faceci też są wrażliwi :)

Hmm, a ja myślałam, że:

“…kobiety to takie bardziej uczuciowe są, mężczyźni to więcej gruboskórni…” (”Zmiennicy”)

:)

 

Wyślij tekst do Silmarisa! --> literatura[at]silmaris.pl

Sympatyczny szort. Klimatyczny, ale nie w takim natężeniu, żeby mi to przeszkadzało.

Marianno, widzę, że nie ograniczałaś się z trupami. ;-)

Ciekawe, czy im się uda. A jeśli tak, to jak straszne będą skutki.

Babska logika rządzi!

Finklo,

powetowałam sobie ich ilością limit znaków :)

Dzięki :)

Wyślij tekst do Silmarisa! --> literatura[at]silmaris.pl

Przeczytane. Huk też wydał mi się nieadekwatny.

Jak na rozbudowaną fraszkę – udane. No i ładnie napisane. Podobało mi się, że motyw rzeźby wystarczył za opis kościółka. Fajny zabieg.

Nowa Fantastyka