- Opowiadanie: paradox - Gluty profesora Pitolaka

Gluty profesora Pitolaka

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Gluty profesora Pitolaka

 

 

Praca w Instytucie pochłaniała ją bez reszty. Musiała wyjaśnić, skąd nagle u tylu ludzi dochodziło do atrofii mózgu. Była na dobrej drodze. Sprawnie wduszała przyciski komputerowej klawiatury i szczytowała wykresy. Właśnie wtedy otworzyły się drzwi.

– Późno. Niech Helena nie robi pod Instytut, niech Helena zacznie wreszcie robić pod siebie – powiedział Facek. – Niech scedzi część obowiązków na innych i zająć mi się własnym doktorantem – dodał z wyższością bezpośrednio przełożonego.

Lubiała go. Miał takie zawadiacko smutne zielone oczy. Popaczyła w nie. – I jeszcze się o nią troszczy – pomyślała ciepło.

Facek widział jak przygląda się jego czarnym oczom. Chyba uśmiechnęła się. I to obiema wargami. Nie mógł się mylić. Rodziło się uczucie. Przypomniał sobie ostatnią prelekcję. Podobno na każde cztery pary, przynajmniej pięć poznaje się w pracy. Zaszalałby z Heleną.

– Pamiętasz nasz wyjazd służbowy do Mielna – powiedział, próbując odciągnąć jej uwagę od zawodowych spraw.

Rumieniec zasłonił lica Heleny. Przez moment Facek wcale jej nie widział, dopiero jak rumieniec zszedł niżej, pomyślał, gdzie też mógł się podziać skurczybyk. Zazdrościł mu. Też pobyłby trochę chowającym się rumieńcem Heleny na widok Facka błądzącym.

– Byłaś wtedy topless, pamiętasz.

– Nie przesadzaj Facku, miałam przecież majteczki.

No tak, znowu go zaskoczyła. Musiał być w Mielnie z kimś innym. Podszedł do niej bliżej. Nie wiadomo jak to się stało, ale po sekundzie oboje pochylali się nad mikroskopem.

– Co tam jest – Facek przecierał okular pacząc przez okulary w okular, tak żeby widzieć falujący biust Heleny. We trójkę dynamicznie falowali, byli w przeciwfazie, a każdy z nich chciał zobaczyć, co też w mikroskopie się dzieje i jeden odsuwał drugiego.

– Tu jest wyjaśnienie atrofii mózgu. Nasza przyszłość i może mój doktorant.

Facek nachylił się jeszcze bardziej, a nagły plask sugerował, że doszło do kolizji biustu i Facka.

– Oj przepraszam.

Przejęta Helena nie zareagowała.

– To są gluty profesora Pitolaka – powiedziała cicho.

– Jak je zdobyłaś?

– Leżały na biurku. Kichnął na wykładzie i wyleciały gluty mózgowe i gluty nosowe. Mózg był rzadszy, więc sprawnie oddzieliłam go od gęstej reszty.

Ależ była z siebie dumna. Rumieniec ponownie wyszedł jej na twarz, a że w innym miejscu było mu lepiej, więc szybko się schował.

– Profesorowi Pitolakowi nie będzie już poczebny.

– Dlaczego? – spytał Facek.

– No bo jak poszedł na następne zajęcia mówił to samo co zawsze. Jakby nic nie stracił.

– O, to ciekawe – mruknął Facek.

– Bo ja wiem? – powiedziała zamyślona, a potem dodała: – Kawałek mózgu wypadł też rektorce. Aż prosiła studenta, co się jej nie zdarza, bo zawsze jest odwrotnie.

– Prosiła? O co?

– No, czy mógłby jej włożyć.

– A nie chciał?

– No, brzydził się, czy coś tam. Podobno już czymał go w ręce. Taki mały kawałek wszedłby łatwo.

Na moment zamarli. Gluty profesora Pitolaka poruszyły się i jakby urosły. Było jasne, że są aktywne. Helena szybko zapisała w notesie kolejne pytania. Ostatnie podkreśliła. Zależało jej, żeby dowiedzieć się, jak atrofia przenosi się z mózgu do mózgu. Razem z Fackiem wybałuszali uszy. Helena poruszyła pokrętłami, aż żal się zrobiło Fackowi, bo on też by pokręcił pokrętłami Heleny, z których jeden był wyżej, a drugi jeszcze wyżej. Nastawione czułki mikrofonu zwielokrotniły dźwięk. Mózg Pitolaka przemówił. Mieli wrażenie, że są na wykładzie profesora. Wsłuchiwali się, a monotonne dźwięki hipnotyzowały. Chwycili się za ręce. Było im dobrze i ciepło. Mieli siebie. Urządzenia idealnie przenosiły dźwięki uwięzione niegdyś w profesorskiej głowie. Facek i Helena słuchali, słuchali…

***

Rano drzwi delikatnie otworzyła sprzątaczka. Przed nią, nad nią i obok niej wszędzie był biały jeleń. Speszyła się, widząc dwoje śliniących się w kącie naukowców. Zamiast jakiegoś wyraźnego dźwięku, na jej „Cień dopry” usłyszała nieskładne „hrrrr, łłł, hrrr”. Zwyczajne paszczobrzmienie. Mózg Pitolaka wciąż coś nadawał. Sprzątaczka nie rozumiała trudnej mowy. Była prostą kobietą. Gdybyż potrafiła powiązać tajemniczy odgłos i zdziecinnienie naukowców, dokonałaby wielkiego odkrycia. Poznałaby tajemnicę zarażania się atrofią mózgu. Ona jednak wzięła szmatę i z odrazą zaczęła wycierać gluty wokół Heleny i Facka. Wczorajsi zakochani paczyli na siebie, jakby się nie znali od stu lat.

 

 

Koniec

Komentarze

Parę fajnych tych, ale poza, to tak średnio.

 

Niech Helena nie robi pod Instytut, niech Helena zacznie wreszcie robić pod siebie

yes

Czy to jest sygnaturka?

Praca naukowa badana mikroskopem wypełnia to opowiadanie a obok niego rodzi się uczucie, nagłe i osobliwe, i oparte na sugestiach, wspomnieniach i ich prostowaniu, czego pod koniec obserwatorką staje się pewna sprzątaczka zawodowo dbająca o czystość i w ten sposób zaprzepaszcza doniosłe odkrycie, podczas gdy w tle pobrzmiewa wykład.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hm.  Na szczęście praca pod mikroskopem nie wypełnia tego opowiadania.

“Sprzątaczka zawodowo dbająca o czystość” – fajne.

 

A w rzeczywistości jest to tekst o tym, jak akademicko-profesorskie ględzenie zabija mózgi. Ale przecież to tekst do grafomanii, więc nie wszystko musi być zrozumiałe.

Nie zawsze każdy odczyta dzieło artysty tak jak zaplanuje. Jak by się od mikroskopu nie zaczęło, to by się na niczym skończyło i byś nie miał co opisać, a cała naukowość, czy to ględząca, czy powiększona pomocą naukową optyczną mogła by nie spojrzeć na światło dzienne wystające o poranku wraz ze świtaniem. ;-)

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Kilka razy się usmiechnalwm, lekko i szybko się czytało, a przede wszystkim nie nużyło ????

Tytuł nieprofesjonalny, bo zdradza rozwiązanie zagadki atrofi!!! To czego to potopne?!

 

A tak na serio – całkiem rozrywkowe ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Zaskoczyłas mnie Droga Joseheim. Nie sądziłem, że ktoś na tym portalu ma poczucie humoru.

Ktoś na pewno się znajdzie ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Byłażby tym Kimś miłośniczka kotów… Toż to brzmi jak oksymoron.

By nie powiedzieć… paradoks. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Poczucie humoru i inteligencja w jednym! Ho, ho… kolejne zaskoczenie.

 

A tak na poważnie: szkoda, że przez komentarze nie można umówić się na kawę :-)

Ale ze mną czy z Regulatorką? Obie wszak jesteśmy miłośniczkami kotów, obie jesteśmy inteligentne i mamy poczucie humoru i… obie jesteśmy już zajęte ; p

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

I z Tobą i z Regulatorką. Towarzystwa inteligentnych i dowcipnych osób nigdy za wiele. Ale piszesz, że obie jesteście zajęte. No cóż, myślałem o kawie tylko… jednak podoba mi się Twój sposób myślenia :-)

 

Straszna ta współczesna nauka, aż ciarki po plecach przechodzą. Tekst – Ok

Mnie, tradycyjnie, najbardziej zainteresowala historia rumienca, ale cala reszta tez w sumie fajna, choc Twoje grafomanstwo niespecjalnie porwalo. Za akcje z kawa tez plusujesz, choc uwierz mi, gdyby juz faktycznie udalo Ci sie zaprosic ktoras z Pan, to szybko bys zapomnial o malej czarnej – obie bowiem sa, ze sie tak wyraze, znacznie skuteczniejsze w szerzeniu antrofii nizli profesorski glut. Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

To reklama czy antyreklama, Cieniu? ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Ciężko powiedzieć, bo jesteście jak Coca i Cola – reklamować Was absolutnie nie ma potrzeby, a przy tym jesteście też jak Nivea – skutecznej antyreklamy zrobić Wam się nie da. Zresztą, jaki głupiec by chciał w ogóle?

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Jeszcze wczoraj myślałem sobie, że w tym kąciku z komentarzami ja jestem trochę kustoszem, a trochę gospodarzem. Że każdy może tu zaglądnąć, pokręcić nosem, powiedzieć, że niby fajne, ale w gruncie rzeczy ch..owe. Teraz zmieniłem zdanie. Moja rola animatora-moderatora nie jest potrzebna. Kącik jest w stanie żyć własnym życiem, zaczął nawet przypominać czat. Są tego dobre następstwa. No bo – chyba jak każdy – próbowałem sobie wyobrazić Joseheim i Regulatorkę. Cień dał jakąś podpowiedź. Zasugerował, że kontakt z obiema Paniami niszczy mózg. Myślę jednak, że w tym przypadku jest to jak plucie do cudzej zupy, żeby samemu skonsumować własne i cudze danie. Ale dziękuję Cieniowi za porównanie Regulatorki i Joseheim do kremu NIVEA. Z tego co pamiętam, jest to mazidło, które nie daje się rozsmarować. Za to, gdy odpowiednio się rozetrze i podgrzeje, można go formować dowolnie i masować wszędzie. I ja to kupuję.  Dzięki za cenną informację, choć zapewne wyobrażając sobie Panie jako krem NIVEA, nie będę mógł zasnąć, a jeśli nawet mi się uda, sny będą taaaakie, że opowiedzieć się będę wstydził.

 

Paradoxie, zupa ani moja, ani Twoja, więc pluć do naszych talerzy – cóż za okrutna metafora! – nie mam najmniejszego powodu. Nie mówiąc już o tym, że nie było to moim zamirem w ogóle. A jeśli nie jesteś w stanie rozsmarować Nivei w stanie naturalnym, to albo chcesz za dużo na raz, albo brak Ci cierpliwości^^

 

Przyjemnych snów,

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

“zapewne wyobrażając sobie Panie jako krem NIVEA, nie będę mógł zasnąć“

 

Ja nie będę mogła zasnąć wyobrażając sobie, że jestem kremem NIVEA ; p

 

Nawiasem mówiąc niwejkę da się przecież rozsmarować… wolno się wchłania, owszem, ale z rozsmarowywaniem nigdy nie miała problemu?

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Wiesz Cieniu, chyba udało mi się zaprosić obie Panie na kawę. Zrobiłem to może w nazbyt fantastyczny sposób. Ale jednak. Wystarczy zajrzeć do tekstu “Antek i koty”.

Uśmiech obiema wargami spodobał mi się, a nawet zrodził interesujące myśli. ;-))

Babska logika rządzi!

Cha, cha, cha… wielkie dzięki Finklo. Bo też i ten uśmiech miał budzić skojarzenia. Jeszcze raz wielkie dzięki.

Nowa Fantastyka