- Opowiadanie: kchrobak - Droga króla

Droga króla

A pamiętacie tą scenę z filmu Sergio Leone, co Clint Eastwood jest szczelany przez złego w brzuch, ale nie umiera, bo ma tam taką blaszana tacę? To chyba było za garść dolarów lub troche więcej... I to jest taka właśnie historia. Że zły jest ten co jest niedobry, a dobry jest ten co nie jest. Tylko to nie Clint, bo on tu nie występuje.

 

Po za tym przyznaję – zaimprowizowałem się taką książką co ma podobny tytuł, ale jeszcze nie czytałem, bo strasznie jest gruba. Ale tytuł już tak. I moja też będzie, ale tytuł pewnie zmienię żeby się w empiku nie pomyliło.

 

P.S.

Blackburn był łaskaw wspomóc mię swą beatą. Dzięki mu wielkie. Nie wszystko uwzględniłem, ale jeśli zdążę jeszcze przed pół nocą, to jeszcze po po praw i am.

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Droga króla

 

Jesienny deszcz siąpił od wielu dni. Ciężkie krople deszczu wielkie jak jagody albo i groch, ale przeźroczyste, spadały z nieba w dół i miarowo bębniły w pokryte miedzianą blacho-dachówką w kolorze czerwonym dachy bo takie było prawo, w celu estetyki przestrzeni publicznej. Tymczasem w oddali zawył kojot. Ale nie tu na rynku, tylko za miastem, ale jakby być cicho to by go usłyszeć móc.

 

A tu następowała cotygodniowa uroczystość ścięcia głowy różnym bandytom i rzezimieszkom co przeskrobali różne uczynki złe i zostali złapani lub schwytani na gorącym jednym z nich*.

 

Tymczasem ukryty w podcieniu katedry stał on. Potem mówiono, że dopiero co przyszedł, ale nikt nie widział jak dochodzi. A był to wielce niepozorny mężczyzna na, którego nic nie wskazywało, że jest jaki. A był wysoki i umięśniony oraz barczysty w barach i w karczmach się go bali i nie zaczepiali ze względu samego wyglądu. I bardzo przystojny był, co najmniej jak przeciętny celebryta. Choć wyraz miał tajemniczy i zacięty na twarzy. Ale chociaż miał kapelusz spod, którego wystawały mu długie siwe włosy związane wespół w kucyk albo kok, a to już jak kto woli, to nie był taki znów brzydki. Ale brody to on wcale nie miał, bo to było w czasach kiedy drwal to był ten co rąbał lub rżną, a nie ten co tylko miał brodę i rurki na tyłku i apaszkę jedwabną we wzory różnorakie zamotaną na szyi i w ogóle nie rżną.

 

Tłum gęstniał z każdą chwilą, ale nie on. On czekał. I spod przymkniętych powiek niepostrzeżenie patrzył. Wiedział, że dziś właśnie nastąpi decydujące starcie. Więc czekał, bo był dopiero 16 maj, godzina 16:37** po południu i jeszcze było parę godzin czasu. Do jutra!

 

Natomiast ostatni król, który władał całym krajem od wielu lat, aż po same morze. To na północy. Do gór po południowej i zachodniej stronie do lasu i aż do pustyni na wschód od wtorku, nie był tym faktem skonsternowany. Bo jeszcze w ubiegły weekend pokonał innego króla w potężnej wojnie i odebrał mu ziemie wschodzące tam gdzie pustynia bezkresna po kres świata się ciągła. A to było właśnie w ten wtorek co podpisali pakiet o nieagresywności.

 

Miał król rzeczony wielkie mniemanie o sobie i ogiera takoż, największego w całym królestwie jak nie przymierając łoś albo i większego. A on nie miał, bo go pozostawił był na parkingu z drugiej katedry strony uwiązanego do takiego palika, żeby mu nie uciekł jak dochodził. Ale on nie był ogierem, tylko klaczą, kasztanką, bo się Uklejka nazywał, jak zresztą wszystkie konie jego. I na nim, tym, ogierze król teraz jechał poprzedzany od przodu i od tyłu również przez strażników. I zboku też. Wtem ludzie rozstąpili się, jak może przed Mojżeszem i jego cytrzystkami trzema jak łan pszenicy lub przen-żyta przed nim, bo nie chcieli skończyć jak tamci. Tylko jeden niewolnik najodważniejszy upadł bezczelnie na kolana i wnosząc ręce w pokorze do góry zakrzykną strasznym głosem:

 

– Jak rzyć? – zacharczał – Jak rzyć, królu?

 

Ale się nie dowiedział, bo jeden ze strażników, dokładnie 3-ci od lewej, uciął mu głowę na wysokości kolan na koniu jechawszy. Ale on nie odwrócił głowy tylko ciągle tak patrzył przymrużonymi oczami i widać było, że zły jest z tego powodu, bo miał szparki. W oddali zawył kojot. Ale inny.

 

Niepozorny mężczyzna nazywał się Ben Ergh'Hamadi vin Kasselberger, ale używał imienia Orson Veggen bin Foultcartner, bo był in cogito*** i był bratem króla, który nazywał się Reahor Ergh'Hamadi vin Kasselberger. Ale uciekł z domu gdy był nastolatkiem, bo nie chciał uczestniczyć w tym królestwie co było tak niesprawiedliwe jak jest.

 

Ale teraz wziął i zrozumiał wszystko, bo dojrzał. Oczywiście za sprawą kobiety to stało się, co się nazywała Elle Chorro von Schladmig**** i z, którą współżył w odległej farmie, gdzież z nią uprawiał różne rzeczy, np. owies i kury, świnie i inne parzystokopytne lęgły się mu tam i na wolnym wybiegu się hodowały, bo udawał wieśniaka choć raczej farmera, albowiem dlatego, że chciał spokojnego życia i szczęścia zakosztować. A ona mu wszystko ułożyła w głowie i do problemów, że nie można się odwracać tyłem i to problemów nie rozwiązuje problemów. Musiał więc wyswobodzić swój lód, który jego był tak na prawdę, bo był starszy i miał być królem gdybyż tylko nie uciekł młodszym będący, spod panowania złego brata niedobrego.

 

Król dojechał vice versa katedry i zszedł, z konia ogierem zwanego. A na środku stał szaflik wielki na, którym naraz mogło się zmieścić siedem osób + kat, z desek nieheblowanych w kolorze Dąb Antique, bo były z lasu Sherwood, żeby ich powiesić. A tam kłębił się, jak kudły na owcy rasy Merynos, bo najlepszą wełnę ma i najcieplejszą, tłum ludzi co mieli zginąć za jakieś drobne, przestępstwa lub mandaty niezapłacone w terminie. Bo król lubił jak się go bali. I go chyba podniecały ich krzyki i jęki ichnie, zwyrodnialec jeden.

 

O wyznaczonej godzinie 17:00 zwierzy ratusza*****, co był po drugiej stronie w poprzek od katedry pierzei strony, rozległy się dźwięki trębacza: tru tu tu tuuu uu. Kat przyszedł i zawołał pierwszych skazańców i oni przyszli po schodach na górę, żeby lepiej widzieć. I natenczas tłum zafalował, ale nie jak na stadionie tylko trochę w lewo i w prawo oraz do przodu i w tył i po ukoście oraz w poprzek, ale nie w górę, bo tu była równina. I żar się lał z nieba, co tylko dodatkowo potęgowało dyskomfort skazańców skazanych na niechybną zatratę w postaci utraty życia. I tylko jeden chłopiec mały, któremuż matula zasłoniła oczy, żeby nie widział rzeźni, podskakiwał w górę i płakał, bo nie widział rzeźni.

 

Tego już było za wiele! Ben Ergh'Hamadi vin Kasselberger roztrwonił się łokciami w tłumie i podszedł. Do kata! Bo się wcale nie bał, gdyż przez te wszystkie lata co go nie było szkolił się u jednego Elfa Cobibora co miał łuk refleksyjny****** i u jednego Ninji co się Hatori Haso nazywał i u jednego Droida co się nie nazywał bo miał kaptur na oczy i tez był in cogito i nikt go nie poznawał i wszystko umiał perfekt. I umiał czary i umiał strzelać i umiał mieczem walczyć. Ale chociaż umiał to on jeszcze nigdy nie walczył, bo tam nie było złych ludzi, tylko lód prosty i uczciwy, jak łany rzepaku wiosną, a on nie zabijał dobrych tylko tych niedobrych i bandytów i złodziei. I nieuczciwych polityków i bankowców co kredyty dają, żeby kraść różnym ludziom licheńskim odsetkiem ich dochód też zabijał.

 

I wstąpił on na tą scenę co miał kat ludzi obciąć, a oni się ściaśnili żeby mu zrobić miejsce. I staną mu – katowi czyli, przed samym frontem twarzy jego. W oddali zawył kojot (ten pierwszy), jakby na potwierdzenie wagi tych słów, wiec on skiną głową jakby w podziękowaniu za to potwierdzenie wagi tych słów. I odezwał się do kata wte słowy:

 

– Zaprawdę powiadam Ci, nie będziesz ty dziś zabijał tych ludzi i tych kobiet i tych dzieci i tych niewolników nawet – przemówił potężnym głosem jakby sam buk z niebios zstąpił co się rozwarły przed jego obliczem – albowiem kres nadszedł niechybny wszelkim nieprawidłowościom i zakończył się okres błędów i wypaczeń. No chyba, że chcesz mi stanąć do mej walki na drodze.

– Okej – powiedział kot.

 

Bo wiedział już po samym wyglądzie, że to nie może być nikt nie ważny tylko jakiś heros lub boss z super powerem z, którym się nie zmierzy, choćby mu stanął. Bo widać było, że jest on twardy i heroiczny w swojej naturze. Oraz był większy i silniejszy. I to przeważyło szale.

 

A wtedy wstał król jak Ordon na swej reducie Ordona wziąwszy się pod boki jak basza jak Pan Twardowski w Rzymie karczmą będącym. I odrzucił kaptur i płaszcz by go wszyscy poznali i zakrzyknął:

 

– Pokaż się nieznajomy, albowiem Twój koniec już bliski.

 

No to on się odwrócił, zarżał śmiechem przemożnym i też zdjął kaptur i płaszcz. A wtedy wszyscy zobaczyli, że kim on jest, bo się odkrył cały. I król i ministrowie, bo też tam stali i inni i damy dworu i pachołki. Wszyscy jak okiem sięgnąć. I nawet kojot, który w oddali zawył uprzednio.

 

– I też zakrzyknął, tylko potężniej – Chyba Twój!

 

I skoczył jak Orzeł na Jagnę. I wylądował. Obok brata królem będącym. A był większy i starszy. Starszy i straszny. Straszny bo gniewem uzasadnionym wzmożony wielce. Bo było widać jak jest pomarszczony i siwy. Ale brat bardziej był doświadczony, chociaż młodszy, bo wiele razy do walki przystawał. Jako, że innym państwom pokonywać armie musiał , żeby królestwo swoje powiększyć i wzbogacić, bo z podatkami cieniutko, oj cieniutko było. Bo ludzie mało zarabiali bo duże podatki musieli płacić, to dlatego się słabo rozwijali i PKB było słabe, ale jakby obniżyć podatki to by wzrosło bo więcej by zarabiali i mogli by płacić większe podatki wtedy. Tak to było skonstruowane.

 

– Musiałeś powrócić? – zapytał konfekcyjnym szeptem nachyliwszy się nieznacznie w kierunku do brata ucha.

– Takie mam przeznaczenie – zagrzmiał z piedestału on jak spiżowy głos dzwonu – i taka moja powinność względem.

– Powinność srowinność – zakipiał król – wracaj lepiej pasać swoje kury i ruchać Ele Chorro von Schladmig, bo myślałeś, że nie wiem.

 

Zaskoczył się on, to trzeba uczciwie przyznać, bo nie wiedział, że on wie ale, że był z determinowany załatwić sprawę na cito to w sumie nie miało znaczenia, bo miał misie nie cierpiącą zwłoki do wykonania.

 

Ale sobie przypomniał na chwile Elle Chorro von Schladmig z, którą figlował nie raz i nie dwa razy naraz gdy jeszcze nie miał misji. I przypomniał sobie jej piersi miękkie jak pączusie z lukrem i posypką okrągłe i ciało puszyste włosy takie jak lubił rudę. I nabrzmiało w nim, zwątpienie czy warto ratować innych ludzi oraz niewolników czy nie lepiej wrócić do swojej Ele Chorro von Schladmig i się zatopić w jej ciału tak jak lubił najbardziej. Palcami swoimi dotykać jej piersi i umieszczać je we włosach jej rudych i całować jej nagie ciało i ramiona, że aż zadrżała ona cała i on też. Oraz obejmować ją mocno i ona go swymi udami oraz umieszczać energicznie swój oręż w jej pochwie ;) i ona by jęczała: Och och albo o tak mocniej ale bez podgryzania. I będący po wszystkim upad by na plecy w pościeli dysząc i otarłszy stróżkę z czoła potu mruczał ze szczęścia i pieścił dalej jej piersi i inne części ciała a ona moje, bo to najfajniejsze dla niego było. Dużo fajniejsze niż ginąć samemu i zabijać innych, zwłaszcza brata, choćby i własnego.

 

Ale przypomniał siebie swoja misję i już nie miał chwili słabości i już znowu był twardy jak stal. I znów gotowy do ponownej walki, bo się szybko regenerował. I tylko chwilę mu to zajęło, więc brat król się nawet nie kapną.

 

I przypomniał sobie jeszcze coś o czym uprzednio dawno zapomniał, ale teraz przypomniał z powrotem. A było to przerażające wspomnienie, które piętro na nim wywarło ogromne i koszmarne dogłębnie o, którym każdy syn powinien pamiętać i córka, bo mieli też siostrę, ale młodszą od niego a starszą od brata króla, ale w tym królestwie kobiety nie mogły zostać królem tylko królową, ale tylko jak się ożeniły z królem. I ona by chciała żeby być, ale on był jej bratem to nie mógł z siostrą takich rzeczy robić, więc ona wyjechała za granice do innego królestwa, żeby to z innym królem zrobić. Ale do takiego co był daleko i nie miał granic, to nie trzeba było go pokonywać i łupić. I tak mu rzek jak już sobie przypomniał to co zapomniał:

 

– A ponad to zabiłeś mojego ojca, żeby zostać królem. Musze go pomścić!

– Nie zapominaj, że on był też moim ojcem i to ja go pomszczę!

 

I wyciągnęli jednocześnie z pochwy (ale w sensie, że z takiego futerału) ze świstem swe miecze. A na niebie błyskawica samotna niczym gnom z jasnego nieba, bo to był znak, że wydarzenia rozgrywające się obecnie wielkie mają znaczenie dla przyszłej historii oraz potomnych pokoleń i obecnych przodków tychże potomnych, uderzyła w wierzę katerdy i dzwonem zadzwoniła na trwogę. I iskry się ścieliły gdy walczyli gęsto . Doskoczył brat do brata i go zdzielił. Mieczem w poprzek. A potem drugi. I aż ziemia się zatrzęsła tak to było potężne. A ludzie patrzyli i już sami nie wiedzieli czyja ręka jest czyja, a noga kogo, bo tak szybko się oni zwalczali. I zaprawdę przeskoczył król nad bratem króla swoim z półobrotu i ciął go tak potężnie przez plecy, że na pół prawie przerąbawszy, ale go tam nie było, bo brat ukląkł na jedno kolano prawe 3 metry i 25 centymetrów w lewo od tego miejsca i złożył palce do czarodziejskiego znaku i wymówiwszy zaklęcie w jeżyku obcym i go odepchną energetycznym uderzeniem mocy potężnym. Zachybotał się król i byłby runą niechybnie w przepaść bezdenną, ale skubany utrzymał się i ze złym uśmiechem podbiegł wywijając hołubce swą broną. Natarł król na niego uderzywszy z oburącz mieczem zza głowy, także musiał się on cofnąć w tył trzy kroki. No to on się odsuną w bok i zamachnął i świsną mu szablą******* koło ucha i już już miał go zmienić w zająca, ole król wziął i obciął mu palec wskazujący lewy, a bez palca się nie da zaklęcia rzucić. No po prostu nie.********

 

Ale walka jeszcze nie skończona prawie. Bez palca Ben Ergh'Hamadi vin Kaisserberger był jak bez ręki. I takoż pozbawion magii wspomagającej jego i tak mierne umiejętności zawirował parabolicznym piruetem hiperbolicznym, ale tak szybko, że aż prawie jak jakaś spirala lub trąba powietrzna wydawał się być. I od tyłu brata króla wziął i dźgnął. Wyszarpnął mu miecz czarny co był już czerwony ot krwi i posoki co go Hattoti Hanzo wykuł a Droid zaczarował. I upad król. Pochylił się on nad rozłożystym ciałem na brukowanej podłodze. A on go chwycił za fraki jego i przyciągnął do swych ust uchem, by mu powiedzieć nieznacznie cichym szeptem co sobie myśli przed śmiercią.

 

– Śmierdź… – powiedział mu ostatnie słowo swoje – moja śmierć to nie koniec… arrrgh…jeszcze będziesz miał… arrght

– Sram na to – powiedział on – zabiłem Ciebie i teraz ja będę królem i odbiorę Ci całe królestwo i przewrócę mu prawo i sprawiedliwość po wsze czasy.

– A rób sobie co chcesz z całym tym kurestwem – powiedział król co już nim nie był, bo był martwy – w obecnie zaistniałej sytuacji mam to głęboko w dupie i skonał …arrrgh…

 

I wstał on jak młody Bug i zaprawdę zatoczył wzrokiem dookoła a ludzie zamarli jak żona Lotto w nieokiełznanej wręcz radości. I wiwatom nie było końca, bo wszyscy wiedzieli, że prawiej będzie teraz i sprawiedliwiej dla wszystkich a nie tylko dla nie, których. I podbiegła do niego jedna ruda, damą dworu będąca. Ale taka, której król uprzedni nie bardzo lubił, bo wolał blondynki a ona tylko udawała, że jest i była dziewicą, ale teraz już nie musiała. I rzuciła mi się na szyję i całowała z radości w różne miejsca ;) A on powiódł na pokuszenie wzrokiem swym po jej kształtnych krągłościach i wypukłościach a gdzie nie gdzie też wklęsłościach. Bo miała fajny biust a na imię Baśka i jak gwiazda firmowa wyglądała. A on ją objął, bo też mu było przyjemnie. I niechcący zapomniał już o swojej farmie i o Ele Chorro von Schladmig , bo tak to już jest, że czasem prawdziwy mężczyzna musi. Zazwyczaj jak ma misję ważną lub świat do uratowania albo jest pijany ale on nie był. A ona wcale nie płakała, bo wiedziała, że to dla ich dobra wszystkich obecnych i musi się poświecić i poszła do klasztoru co był na skale zamocowany w wysokich górach Himalajami********* będącymi. Osierociwszy wszystkie te kurczaczki i prosiaczki i inne na farmie. I owiec co zarósł chwostem i perzem, że się zmarnował cały.

 

Ale to nie był koniec, bo przecież strażnicy byli wszędzie i oni nie wiedzieli, że to brat króla teraz będzie królem i, że może im rozkazywać to go nie słuchali. I właśnie w ten sposób wypleniła się przepowiednia i klątwa brata króla co był wcześniej królem oraz bratem jego, że śmierć to nie koniec, bo chodziło mu, że jego walki to nie koniec ta śmierć jego a nie, że go będzie straszył po śmierci.

 

Ale on zarządził przerwę, bo był królem i walka została odłożona na jutro. A on wziął tą rudą Baśkę za rękę i poprowadził do komnaty, bo musiał się zrelaksować po bitwie i nabrać siły na jutro. Co w sumie było też na rękę strażnikom, bo też musieli odpocząć i się zrelaksować, tylko nie z Baśką tylko ze sobą samemu.

 

Ołowiane chmary sunęły po gładkim jak jedwab nieboskłonie i zmierzch już zapadał, o ale taki zwykły bez wampirów i innych takich, gdy dotarli na wskazane miejsce. W komnacie wielkiej i przestronnej o powierzchni około 100 metrów 30 metrów kwadratowych ale o kształcie owalnym było dużo eleganckich i ekskluzywnych wyposażeń, takich jak jacuzzi i łóżko wielkie i dużo innych gadżetów przydatnych do relaksacji po ciężkim dniu. I mapa całego królestwa w postaci stołu z figurkami armii i zamków przedstawiającymi, aby można było od razu wiedzieć gdzie kto jest i kiedy. A magią były połączone figurki z właściwymi każdej armii dowódcami i zamkami i jak tylko, któryś gdzieś szedł to na mapie przemieszczał się też. Oraz wielka kula magiczna w, której przyszłość i przeszłość i teraźniejszość zobaczyć można było prawdopodobnie, ale nikt do końca nie wiedział jak, bo zdobyta została jako łup wojenny mordując jednego czarodzieja potężnego. I nikt inny nie wiedział jak ją uruchomić, ale tego brat króla jeszcze nie wiedział wiec się ucieszył, że ma ją.

 

I były też inne laski, w większości blondynki porozsiadane na łóżku i kanapach ze skóry zamszowej w kolorze czerwonym, ubrane nadzwyczaj skromnie i bogato (w sensie, że nie bardzo ale w drogich sklepach z bielizną), ale już używane przez brata króla to je wygonił i tylko kazał przynieść sobie jedzenie i picie i owoce i desery i żeby mu nie przeszkadzali. I zamknął drzwi na klucz złoty co go król uprzedni na szyi nosił a, który mu zabrał gdy się nachylił nad nim podczas tej rozmowy, którą on mu ją mówił umierającym będąc. I wrzucił go do takiej fontanny z piraniami, żeby nikt go nie mógł wyjąć tylko on.

 

Zamknąwszy drzwi do komnaty, kukułka wybiła godzinę 19:488. Za oknem dzień się chylił ku zachodowi. Podszedł do okna i zapatrzył się w zachodzące za horyzont słonice. Złoty krąg opadał leniwie w kierunku krzaków na horyzoncie, żeby skryć się za nieboskłonem. A on się natenczas zdziwił, że tyle czasu mu to zajęło zabijanie brata i, że tak nagle poczuł się zmęczony tymi wszystkimi wydarzeniami i obowiązkami, którym teraz podoływać będzie musiał. Zachwiał się i oparłszy się o krzesło chwycił za serce, bo myślał, że to może brat podstępny mu trutki dosypał i go otruł na wszelki wypadek jakby nie wygrał. Ale nie, to było tylko zmęczenie. Więc Baśka podbiegła do niego żeby mu ulżyć. Otarłszy z czoła chusteczką haftowaną co ma 4 rogi mu strużkę potu płynącą, przylgnęła do niego swą piersią by się nie zachwiał powtórnie i wyrzekła:

 

– Musisz odpocząć, albowiem przed tobą wielkie wyzwania oraz odpowiedzialność na tobie spoczywa. A za tobą już zadanie wykonane na dziś, więc odpocznij.

– Nie mogę – odrzekł on – albowiem ktoś zabić mógłby chcieć mnie podczas snu i przejąć z trudem wielkim przejęte królestwo przeze mnie. Więc muszę stać na staży swojej podczas snu.

– To zawołam stróży, żeby pilnowali drzwi jak spać będziesz powiedziała Baśka.

– Nie ufam im, bo ich nie znam.

– Nie lękaj się – odpowiedziała ona – zatem ja będę tu trwała przy tobie w dzień i w nocy przez całą noc i ja będę twą stróżką.

– Zatem dobrze, niechaj tak będzie – powiedział on i odszedł.

 

Skierowawszy się do łoża wielkiego zaległ na nim ostatkiem sił i usiadł na krawędzi. I widać było wszystkim, jak bardzo jest zmęczony ale jednocześnie pełny nieokiełznanej wręcz charyzmy oraz innych cech królewskich co je miał we krwi od samego urodzenia.

 

– Co będzie teraz – zapytała Baśka?

– A co ma być? – zapytałem – na początku będę królem, a potem się zobaczy.

– To dobrze – odpowiedziała ona i uklękła, by mi oddać hołd królowi należny dla niego.

 

CDN… morze

 

 

* Takimi gwiazdkami będę oznaczał różne dodatkowe dopiski jak jest u Terrego Pratcheta. Ale ta gwiazdka to jeszcze nie, tylko tak na próbę, żebyście wiedzieli. Atak w ogóle to wolałbym takie małe cyferki ale nie wiem jak zrobić.

** a w Anglii 4:37 PM

*** to po starożytno-rzymskiemu i znaczy, że udawał, że to nie on.

**** Ele Chorro von Schladmig była przerażająco urodziwą kobietą. Miała 173 cm wzrostu, ale w szpilkach to nawet więcej, ale nie bardzo długie, żeby nie być wyższą od niego. I wielkie ale nie wyłupiaste oczy zielone o bardzo szmaragdowej głębi, jak górskie jeziora o poranku, długie nogi szczupłe ale bez wystających kolan, długie ręce i palce tez szczupłe i w ogóle była szczupła i tylko miała subtelnie duże piersi i talię i pupę taką okrąglutką jak pączusie z lukrem i posypką okrągłe, że och. I oczywiście włosy miała rudego koloru, bo on lubił rudę.

***** Teraz jest w nim muzeum z takimi wystawami co było kiedyś i w przeszłości jak miasto wyglądało, ale prezydent już tu nie pracuje, bo urząd jest w takim bloku gdzie indziej

****** w sensie, że wyginany a nie zamyślony, jakby ktoś nie wiedział to w wikipedii jest o tutaj jak on wygląda: https://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%81uk_refleksyjny bo to inny łuk niż zwykłe Elfy mają, bo mocniej strzela ale jest krótszy i można pod płaszczem schować, a on miał jeszcze krótszy bo bloczkowy dodatkowo

******* a szabla ta zaprawdę wykuta była w czeluściach Góry Przemienienia przez gobliny i krasnoludy i była magiczna. I Droid w magię wyposażył (+10 do transmutacji czyli magi przemienienia, bo w Górze Przemienienia sam Hatori Hanzo ją wykuł) oprócz normalnych czarów.

******** to znaczy inne zaklęcia można ale nie przemiany, bo je się lewą ręką nie prawą

********* a tam żył Yeti co nie był taki straszny jak wszyscy myślą tylko inaczej i ona go potem spotka i on ją też, bo sobie przypomni, ale to jeszcze nie w tej części książki więc zapamiętajcie ten moment.

 

Koniec

Komentarze

Trochę już za późno, lub za wcześnie na sensowny komentarz. Podrzucę więc tylko mój pierwszy ulubiony cytat:

Tłum gęstniał, z każdą chwilą, ale nie on. On czekał. 

Normalnie cudo. Pączuś lukrowany z posypką. 

Pozdrawiam i do rana! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Mam wrażenie Kchrobaku, że na podobieństwo Młodości wzbiłeś się i wyleciałeś nad poziomy swoich możliwości, a szybując na niedostępnych niektórym innym wyżynach dostałeś natchnienia i je spożytkowałeś płodząc powyższe dzieło, olśniewające i opiewające tak jak stoi w tytule Drogę Króla. Nie była ona łatwa, bo nic co prowadzi cel do końca wymyślony nie jest łatwe, ale dlatego takie zajmujące i godne sławienia w dziele doniosłym i podniosłym jak Twoje. Nie mogę się tu wysilić na zacytowanie tych zdań i wyrazów, co one mi w pamięć zapadły, bo bym musiała napisać to wszystko co Ty już napisałeś, a to by było chyba bez większego sensu, to powiem Ci tylko, że umiesz się wypisać, Kchrobaku, oj, umiesz i to bardzo!

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Zwracam zatem z konstrukcyjnym krytykanctwem, jako napisane jest.

Po piersze – bohater pierwsza klasa. Mroczny i tajemniczy najsamprzód, potem przestaje już taki być, bo okazuje się być blisko z Podłym Królem, który też jest kozacki niczego sobie. A ich pojedynek jest epicki że ho ho, nawet sam Jan Kochanowski niczego takiego nie napisał! I Podły Król nawet umiera epicko, z klątwą na ustach, jak przystało na dobrego złego.

Dobre jest też to, że bohater jest również tragiczny, bo cierpi. Najpierw dlatego, że ma misję i przez to musi opuścić przytulne i przyjazne zakątki swojej lubej, i ona też cierpi bo wie, że on już nigdy do owych zakątków nie zajrzy i nigdy już nie będą niczego razem uprawiać, nawet pszenżyta. A nawet gdyby jakiś inny farmer przyszedł ją wspomóc w potrzebie, to i tak nie będzie miał wystarczająco dużego lemiesza dla jej łanów.

A potem bohater cierpi, bo okazuje się że bycie królem to nie banan z masłem i wszędzie czają się jacyś złoczyńcy, wichrzyciele, truciciele i gwałciciele. A rzyć trza. Choć pewnie humor mu trochę poprawiają liczne horłdy składane na kolanach przez liczne dworzanki i dworzan.

I tu mi się już mniej podoba, bo jak już przeszedł moment kulminacyjny to wszystko opada i bohater tylko chodzi, zwiedza i cierpi, zamiast brać się za niechętnych mu strażników, albo za chętne mu, choć używane, nałożnice. Albo za jednych i drugie. Ale ja wiem, że to literatura wyższej klasy, więc musi być też trochę fizjologizowania, nie tylko akcja.

Ogólnie super! 

I plus za to, że oni wszyscy tak fajnie się nazywają.

I drugi za Kojota, Który Zawsze Wyje W Porę.

A minus za to, że nie narysowałeś mapki. Powinna być mapka.

 

P.S.

 

Jeszcze zapytam, tak przy okazji, bo nie wiem – Co to jest ten spojler?

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Jak ja się cieszę, że Autor czuwał, gdy byłem w błędzie. Powodzenia w konkursie, kchrobaku. :-)

@ regulatorzy

Jak to na prawdopodobieństwo? Jam jest Młodością.

I nie, nie uważam coby było bez sensu cytować chodź by i cały mój otwór. Bo sroko piszesz, że jest dobry to dobrze by ludzie mogli go przeczytać 2x. C’nie?

 

@ thargone

O borze, jak Ty umiesz duszo i mądrze napisać. I, że Ci się podobało to też fajnie. A, że na koniec opada to też prawda. Ale w końcu każdemu opada i czasem trzeba po prostu odpocząć i on też chciał.

A co do małpki to nawet nie wieszcz jak blisko trafiłeś, bo ona jest, tylko się przyda jak brat króla co jest teraz królem wyjedzie z miasta na wielką bitwę z potwornym potworem, ale to dopiero za jakiś czas, bo taras musi odpocząć.

A spojler to taka deska co ja się na klapie przyczepia. Żeby szybciej jechał.

 

@ Blackburn

W jakim błędzie? Jak sobie pomyślę, że jak by to mogło być lepsze jak bym wcześniej do Twoich uwag zajrzał, to och. Ale nawet te, które zdążyłem to i tak naprostowały sporo tekst, bo rzeczy wiście robiło się to już w pewnym stopniu aż zbyt. Dzięx.

Czy to jest sygnaturka?

O matko, Kchrobaku, nie miałam w pojęciu, że taką reakcję stworzysz w sobie na moje zachwycone napisanie, bo nie wiedziałam, że można napisać po kimś jeszcze raz, bo powiedzą, że zerżnięte, no chyba żeby dać w tytule Druga Króla, tym bardziej, że pierwsza Ele Chorro von Schladmig poszła do klasztoru, a potem była druga, ta Baśka i w dobrym wierzeniu nie chciałam poruszać Twoich prawd Autorskich, bo pewnie je zastrzygłeś.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

No, Grafa mania ful wypas. Boh alter doby jak pączuś, i psy gody ma też fajne. Troć hę mi skoda tej laski od przeżyta co poszła do klas z toru. Mam nadziej ę że jej yeti krzywy nie zrobi. Tyko chyba ze strużkami coś cizie pomordowało.

Babska logika rządzi!

Pot w twoim wpisie odraza widać, żeś jesteś obuta i litera cko wyrobiona i się znasz na dobrej litra turze. Nie potrzebnie Ci jej szkoda, bo jej yeti nie skrzywi a wprost przeciw nie. A ze strużkami też jest okej – jedna ciekła a druga pilnowała, czyli tak jak miał o być.

Czy to jest sygnaturka?

Nowa Fantastyka