- Opowiadanie: Idaho_Iowa - Bajka przeinaczona

Bajka przeinaczona

Dobra ludziki, można dwa. Jedno dałem, bo to była tak naprawdę rozgrzewka żeby was teraz zszokować mym opius magnum. Mało śmieszne i bardzo gramatyczne w opozycji do tego co teraz bylo tu udostpeniane! Pozdrawiam! 

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Bajka przeinaczona

Dawien, dawno temu w odleglonej przyszłości żył sobie pewien Arborysta tak stary iż zapomniał imienia którym nazwali go po urodzeniu rodzice. Był on jednym z nie liczonych w swoim zawodzie którzy ostali się na Starych Ziemiach, a mieszkał na obrzeżach zielonego miasta Starych Ziem, Dendrarium gdzie zajmował się ostatnimi drzewami tego świata. Wolne chwile natomiast trwonił na opróżnianiu kolejnych flaszek  z alkocholu i upijaniu się do nieprzytomności tymże alkoholem. To właśnie tak mijały mu ostatnie lata, a nawet miesiące,  kiedy to pracy było coraz  to więcej, a pieniędzy z niej coraz mniej. Kiedyś jednak było zupełnie inaczej…

Kilkadziesiąt, być może zaledwie kilkanaście, lat wcześniej, nim jeszcze osiwiał i się ożenił, jego przyszła żona – Anna – za sprawą swego ojca znalazła się na dworze Starego Króla. Kilka lat później na tym samym dworze poznała Arborysta, o którym jednak więcej już nie wspomnę z lenistwa i pozostanie on niedokończonym wątkiem.  

A wszystko to nie miało by miejsca gdyby nie jej ojciec, stary cwaniaczek, wyczuł szansę której nie mógł przepuścić żywcem.

 

Stary Król siedział znudzony, na tronie patrząc z pogardą, a być może niesmakiem na klęczącego przed nim chłopa i nie skrywał irytacji, która w nim rosła widząc jego śmiałość graniczącą niemalże z bezczelnością a być może nawet imprtynencjom.

Chłop – bo tak miał na imię – bez krępacji, chytrze zerkał ku górze w stronę swego władcy zwanego Starym Królem, czekając aż ten zezwoli mu przemówić. I zezwolił.

Stary Król po dłużącej się chwili machnął ręką i chłop zaczął:

– Królu mój, panie i władco, wybacz me zuchwalstwo, iż śmie przed twym obliczem klęczeć, ale przybywam z darem, który winien ci do gustu przypaść – powiedział, a na twarzy jego pojawił się szelmowski uśmiech.

– Słucham więc, skoro tak ci szkoda mego czasu, nie traćmy go zatem. Nie wiem czego mógłbym chcieć od takiego chama, ale mów. A nóż mnie zaskoczysz i widelec będzie.

– Królu, spójrz tam, gdzie stoi, skromnie powiem, niewiasta urodziwsza niż nie jedna kobieta tego królestwa. Czarnowłosa i zgrabna.

– I co w związku z nią? – zapytał niemalże oburzony.

– To ona jest darem.

– Głupcze, mogę mieć tysiąc takich jak ona, albo i lepszych.

– Wybacz ponownie mą śmiałość, lecz takiej jak ona nie znajdziesz ani w tym królestwie, ani w żadnym innym państwie.

– Tak, a to czemóż to? – Stary Król pochylił się w kierunku chłopa.

– Jest „obdarzona”.

– Mało mnie interesują cyrkowcy potrafiący latać czy też dmuchać z gęby ogniem.

– Panie, jej dar jest bardziej subtelny. I dużo bardziej przydatny.

– Słucham więc. Mów zanim stracę cierpliwość i każę cię wygnać.

– Słyszałeś królu o Midasie?

– Na bogów, dziewczyna pod włosami skrywa ośle uszy?! Niby jak ma mi się przydać? – Na twarzy Starego Króla pojawiło się niedowierzanie.

– Nie, nie. Nic z tych rzeczy mój mądry królu… Jej dotyk… Ma magiczne dłonie…

– Podobnie jak większość kobiet w burdelu – zaironizował władca.

– Wybacz, ale nie o takiej umiejętności czynienia dobra mówię… Jej dłonie potrafią zmienić stal we złoto.

– Haha, to ci dopiero! Pierwsze słyszę o takiej mocy! I co? Chcesz złoto w zamian za nią?

– Nie, wystarczy mi tytuł szlachecki bądź posada w zamku…

– To niech tu podejdzie i zmieni coś w złoto. O masz ten widelec jest stalowy, niech go zmieni – roześmiał się król.

– Z całym szacunkiem panie, ale tak to nie działa. Potrzeba czasu, a przede wszystkim przestrzeni…

– To niech wyjdzie na dwór!

– Przestrzeni, czyli braku gapiów, którzy by ją dekoncentrowali. Dziewczyna jest płochliwa, a gdy się zdenerwuje nici z jej umiejętności…

– W takim razie niech spędzi noc w mojej posiadłości, ulokuję ją w jednym z pokoi. Będzie miała dużo czasu i przestrzeni… Jeżeli masz rację to spełnię Twoją prośbę… W innym przypadku obydwoje stracicie głowy.

– Dobrze, mój królu.

– Jeszcze jedno… Skąd pewność, że po prostu nie obetnę jej dłoni?

– Wszyscy wiedzą, że tak to nie działa…

– Bystry z ciebie cham, a teraz mój sługa was nakarmi. Mimo wszystko jestem rozbawiony, więc należy wam się strawa… Zanim stracicie głowy. A jeszcze jedno – powiedział i rzucił trzymany w ręku widelec pod nogi chłopa.

Reszta wieczoru minęła szybko… Dla dziewczyny, która nie była zadowolona z faktu dokonanego, przed którym została postawiona. Gdy drzwi za jej plecami się zamknęły, a ona została sama w niewielkim pokoju, poczuła iż zbliża się jej koniec. Przełknęła ślinę i spojrzała z desperacją na widelec.

 

Następnego dnia, wczesnym rankiem, zbudził ją dźwięk otwieranych drzwi. Wstała przecierając oczy i spoglądając na Starego Króla w towarzystwie jej ojca i swego doradcy, który wczoraj ją tu przyprowadził. Stary Król rozejrzał się lakonicznie po pomieszczeniu i w końcu zatrzymał wzrok na widelcu leżącym na stole.

– Ciekawe – powiedział, nie ukrywając sceptycyzmu.

Podszedł do mebla i ujął w dłonie sztuczć. Przez moment przyglądał mu się, obracał w dłoniach, gryzł, głaskał, lizał i próbował wszystkich innych znanych mu metod na sprawdzenie czy to co widzi, faktycznie jest faktem, a nie zręczną falsyfikacją.  W końcu pokręcił głową nie ukrywając podziwu, a dziewczyna odetchnęła z ulgą, w czasie gdy na twarzy ojca pojawił się uśmiech.

– Nie mogę zaprzeczyć, iż w ręku trzymam złoto… Widelec, który sam wczoraj rzuciłem. Ale nie bylibyście pierwszymi pięknymi oszustami z jeszcze piękniejszymi sztuczkami… Jeżeli teraz zmienisz ten oto pierścień, który mam na palcu w złoto… Spełnię trzy prośby twego ojca.

– Miłościwy królu, mój ojciec wytłumaczył jak działa mój talent, w jedną noc tego nie zmieniłam.

– Cholera! – zaklął Stary Król, rzucając widelcem. – W takim razie zostań na kolejną noc, na następna próbę! Jeżeli jej podołasz spełnię prośby twego ojca, w innym przypadku każę Was wychłostać a następnie powieszę!

Dziewczyna przerażona spojrzała w stronę swego rodziciela, lecz ten nie zwrócił na to uwagi i powiedział, iż przyjmuje tą ofertę, ignorując prośby córki, by poprzestał i zabrał ją do domu.

 

Ten dzień minął szybciej niż wczorajszy, dziewczyna wiedziała iż tym razem tyle szczęścia jej nie dopisze co dopisało jej dzień wcześniej. Dlatego też nieśpiesznie szła za doradcą który prowadził ją do nowej sypialni na dzisiejszą noc. Gdy otworzył drzwi okazało się, iż w pomieszczeniu leży niewielki stos żelastwa, który musiała przemienić do rana w złoto. Przeraziła się, lecz starał się zachować pozory. Chociaż z drugiej strony, gdyby już teraz prawda wyszła na jaw nie musiałaby czekać do rana, a to właśnie oczekiwanie było najgorsze. Gdy drzwi za doradcą się zamknęły opadła na łóżko i oparła głowę na dłoniach. Westchnęła ciężko widząc, iż z bliska kupka stali była większa niż początkowo zakładała. Zapowiadała się długa noc…

 

Która minęła dość szybko. Nad ranem obudził dziewczynę gromki śmiech Starego Króla, który z niedowierzaniem i zachwytem przeglądał stertę złotego złomu, który zastał rozłożony na podłodze.

– Dziewczyno! Na bogów, przecież to jest…. Nie możliwe, haha! Mógłbym się w tobie zakochać!

Anna, bo pamiętajmy że miała ona imię, zarumieniła się pomimo, iż wcale nie uważała Starego Króla za pociągającego.

– Dwie próby za tobą… Została ostatnia!

– Panie… Umawialiśmy się na początku na jedną – sprzeciwiła się ostrożnie Anna.

– Może, ale skoro już tak daleko zaszłaś to ostatnia z prób nie sprawi ci problemu. Wypełnił ją a zostaniesz moją żoną, w innym przypadku po prostu pozbawię cię rąk, a twego ojca głowy.

– Nie czuję się na siłach…

– Podołasz kochana – powiedział ojciec, łapiąc dziewczynę za ramiona.

– Ojcze – Anna rzekła z naciskiem.

– Jutro, jutro o wszystkim porozmawiamy.

Nim nastanie wieczór i czas ostatniej próby w opowieści, przeznaczę ten czas na wyjawienie tajemnicy talentu Anny.

 

Najpierw trzeba ujawnić fakt, iż jej ojciec tak naprawdę jest jej ojczymem, który przygarnął Annę i jej matkę pod swój dach. Matka jednak umarła lato wcześniej i dziewczyna została sama wraz z ojczymem i jego dwoma córkami. Nie muszę mówić oczywistego, jak to w baśniach bywa nowa rodzina nie przepadała za Anną jeszcze w czasie gdy żyła jej matka, a po jej śmierci było już tylko gorzej. Ciężko pracowała, pasąc owce ojczyma na jednym z pastwisk, gdzie głodując zajadała się znalezionym jabłkiem, a wtedy to przyuważył ją kozioł, który zaczepił ją – jak to w baśniach bywa – i zapytał czemu się smuci pomimo radości. Ta opowiedziała mu swą historię, a kozioł wzruszony jej słowami podarował jej starą szmatkę, o której istnieniu miała nikomu nie mówić. Jak już zapewne się domyślacie, szmatka ta miała moc, o której jej ojczym mówił Staremu Królowi. Wystarczyło, że Anna potarła stal, by po chwili zmieniła się ona w złoto. Oczywiście, gdy szmatką tarł ktoś inny nie dawało to upragnionego efektu.

 

Teraz pewnie zastanawiacie się dlaczego Anna się smuci? Otóż w międzyczasie szmatka owa została przypadkiem zgubiona, zniszczona bądź wyrzucona… Więcej nie trzeba mówić, byście się mogli domyśleć reszty. Więc w jaki sposób przeszła Anna dwie próby? Odpowiedź dostaniecie, gdy zapadnie zmrok w naszej opowieści i dziewczyna zostanie sama w pokoju, który tym razem okazał się być wypełniony niemalże po brzegi stalą, poza którą stało tutaj tylko łózko.

Podobnie jak dwie noce wcześniej położyła się na łóżku i zaczęła czekać, aż przybędzie. A przynajmniej miała nadzieję, że się zjawi i podobnie jak wcześniej pomoże jej. Przysnęła.

– Hej – odezwał się głos, który wybudził ją ze snu.

– To ty?

– Chyba nikogo innego się nie spodziewałaś? – powiedział.

– Masz rację – odpowiedziała, wstając i rozglądając się, by zlokalizować rozmówcę. – Właściwie to nie spodziewałam się, ze przyjdziesz.

– Nie mógłbym cię zawieść – powiedział, wyłaniając się w świetle księżyca wpadającego przez okno.

– To miłe.

– Wiem, wybacz. Nic na to nie poradzę. Widzę tym razem Stary Knur cię chce załatwić. Chyba całą swoją kolekcje tutaj wrzucił. Ale spokojnie, poradzimy.

– Dziękuję.

– Nie ma za co, wiesz że nie robię tego bezinteresownie – powiedział i usiadł obok niej.

A jak wyglądał? Sięgał jej nieco powyżej kolan. Miał kręcone włosy zwisające do barków. A przede wszystkim był nagi, odkrywając bezwstydnie swoje brzydkie ciało i krzywe krótkie nogi. Karzeł, bo nim był, musnął policzek Anny dłonią.

– Tym razem chcę dwóch rzeczy – powiedział nieśmiałe.

Anna spojrzała w jego zielone oczy i zapytała czego oczekuje. Odpowiedź, która usłyszała wcale jej nie zdziwiła. Mogła się jej domyśleć biorąc pod uwagę, że pierwszej nocy Karzeł zażądał tego, by dała mu pocałować swoje piersi. Drugiej nocy chciał pocałować jej uda. A dziś chciał, by ta mu się oddała. Anna rad nie rad nie miała wyjścia skoro chciała zachować głowę. Poza tym pomimo, iż Karzeł był rozmiaru karła, to jego penis mógł mierzyć się z tymi największymi zaganiaczami wśród murzyńskich wiosek. W końcu nie będzie to trwało całą noc. Zgodziła się więc. Zrobili to szybko, Anna odczuwała nawet niemała przyjemność w trakcie. Brał ją na łożu, na podłodze, przy ścianie, znowu na podłodze i jeszcze raz na kupie, żelastwa. Po pewnym czasie Anna stwierdziła, iż jej “sołtys” już jest obolały, ale nie mogła przestać. Widziała, że od tego zależy jej życie. Dlatego parła, gdy on nie parł, a gdy on parł, to ona pozawalała mu przeć.  A gdy skończyli Karzeł powiedział:

– Teraz posłucha drugiej części mojej prośby – przypomniał jej o tym, iż była to zaledwie połowa jej zadania.

– Tak? – zapytała, wsuwając spodnie.

– Chcę twojego pierworodnego.

Dziewczyna była młoda, nie miała więcej niż dwadzieścia lat, dlatego też uznała, iż do czasu jej pierwszego dziecka wszyscy zapomną o sprawie.

– Zgoda – powiedziała.

 

Trzy lata później, jako żona króla Anna dowiedziała się o tym, iż jest w ciąży. Cieszyła się ogromnie, gdyż zapomniała o obietnicy złożonej Karłowi. Jak już się pewnie domyślacie w tym momencie, a raczej trochę za kilka dni do akcji wkroczy Arborysta, ale to za chwilę… Pamiętajmy, że ktoś musiał Annie przypomnieć o złożonej obietnicy… A nie był to nikt inny jak Karzeł. Tak czy inaczej skończyło się na tym, że Karzeł został pokonany i w gniewie rozerwał sobie dłońmi twarz i rozrzucając skórę dookoła przeklął dziecko Anny…Ale to opowieść na inny wieczór. 

Koniec

Komentarze

no tak…

Suspens niezły przed końcem, ale czy to grafomania? Ten wątek erotyczny należało pociągnąć; każdy grafoman by to zrobił, każdy…

Ponadto jestem purystą i wyznaję tylko czystą grafomanię – najeżoną błędami niczym chlew świńskim łajnem.

 

Ignorancja to cnota.

Nieźle… Gdyby nie oznaczenie konkursowe, mógłbym pomyśleć, że to na poważnie :)

Podbijam komentarz Katastrofa, że erotykę trza było rozwinąć ile wlezie. Nie każdy grafoman tak robi, ale zdarza się często taki gostek, który myśli że jeżeli walnie raz po raz scenę łóżkową na dziesięć stron, to czytelnik się nie skapnie, że tekst jest o niczym. Wielu odniosło sukces i wydaje romanse, a nawet (o zgrozo!) fantastykę.

Dla mnie to bardziej zakamuflowana forma grafomanii, ale obawiam się, że to opko może nie sprostać wymaganiom konkursu (czyt. wielki wezyr i jury zarazem, nie uzna tego za wystarczająco grafomańskie)

lol

Dzięki, postaram się poporawiać błędy.. W końu jeszcze miesiaczka została z tego co pamiętam :D 

To jest tak melodramatyczne :) Normalnie czekam na daleki ciąg :) i resztę (bo mi w sklepie nie wydali… :). I muszę się zgodzić z wyższymi Kolegami, że wątek ezoteryczny byś mógł pociągnąć, bo aż się prosi:)

F.S

FoloinSpethanus, a resztkę chociaż wydalili? :P 

Orełek coś tam wydalił i mi się pranie puściło :)

F.S

Trzeba było zatem sprać to pranie, bo jakieś takie popaprane jak się puszcza :D 

Bo to pranie lekko obyczajowe :D

F.S

No, Idaho, stanąłeś na wysokość takiego zadania, że jeszcze trochę a byłoby po ptakach. Tak się rozpędziłeś w opowiadaniu tej opowieści że o mało co zapomniał byś że grafomanem miałeś się zaprezentować. No ale na koniec końców wyszedł Ci i się pokazało że sprostowałeś zadaniu. A historia Twoja jest w rzeczy samej dosyć bajkowa, ale przeinaczona jak zapowiadasz tytułem nazwania bajki. Przeczytała się ino mig i już była przeczytana. Aż szkoda że tak szybko, ale chyba nie pozakończyłeś wszystkie watki, to mam nadzieje , że jeszcze coś wymyślisz i jeszcze dokończysz, żeby była całość choć nawet i przeinaczona.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Oj nie, włościwe  to ja napoczął jednego wątka… A  jak wiadomo fszem i fobec bajków była mnożność ;P A to jeszcze został Król, wspomniany na początku Arobrysta… etc, wtd :D 

Dla mnie bąba wink Szybko i przyjemnie się czytało. Pozdro.

Ulredo

  1. Idaho! Masz duszę pisarza. Wystarczy lekko podrapać  Twój tekst, żeby zobaczyć świecący się talent.
  2. Zastanawia mnie, że wszyscy domagają się “pogłębionego”  erotycznego opisu. No ale to już raczej problem freudowski niż literacki.

Łoł! Ale uboga ciłeś tą historię. I nawet do MIdasa nawiązałeś, szacun! I jeszcze do Kapciuszka. A najfajniejsze to te sceny… ;-)

Babska logika rządzi!

Nawet to wciągające :) 

Ha, dzięki za miłe komentarze – chociaż nie wiem czy nie traktować ich z przymrożeniem oka ;PP

Tak czy inaczej postanowiłem wstawić kiedyś wersję “bardziej odpowiednią” i rozszerzoną o dodatkowe elementy… W końcu nie można pozostawić nierozwiązanego wątku Arborysty i klątwy dziecka… No właśnie, tylko czyje to było dziecko? W końcu Stary Król… A raczej jego konar już tak nie płonął, jak płonąć powinien :D 

Nowa Fantastyka