- Opowiadanie: kchrobak - Oaza

Oaza

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Oaza

Armata misji Mankind-Saver-and-Earth-Restorer składająca się z trzech liniowców i jednego ścigacza wyszła z nad przestrzeni w kwadrancie H2SO4. Liniowce były pomalowane w poziome pasy, dwa zielone i jeden czerwony, a ścigacz był cały czerwony z dwoma białymi pasami w poprzek maski. Z początku nic załoga nie wiedziała gdzie jest i się denerwowali, że już nigdy nie wrócą ale potem kapitan sprawdził na mapie i powiedział, że tu ale to bez znaczenia bo i tak nie mają już drogi powrotu bo wyczerpało się paliwo do hipernapędu i tylko zostało zwykłe.

Załoga była początkowo zrozpaczona, że nikt im nie powiedział przed startem, że już nie wrócą, ale kapitan powiedział, że trzeba było sprawdzić małym druczkiem i, że wszyscy podpisali to teraz co?

Zebrał ich wszystkich ze wszystkich statków na odprawie i powiedział wskazując na zachód.

– Tam czeka na nas bogactwo i sława. Jesteśmy jedyną szansą luckości na przerwanie. Mamy zadanie do wykonania i liczę na waszą współpracę. I jeszcze inne rzeczy im powiedział, które ich przekonały i wzbudziły uczucia patriotyczne oraz heroiczne.

Oklaski pobudzonej tymi słowami załogi oznaczały, że jego charyzmatyczna przemowa zadziałała i nie będzie buntu.

 

 

Wszyscy wzięli się do roboty i statki ruszyły na normalnym napędzie do najbliższej planety na, której mogło być życie i tlen do oddychania. Dolecieli we wtorek, ale schowali się za księżycem i stamtąd obserwowali planetę przez trzy dni do piątku, aby się upewnić, że jest bezpieczna, bo potem mieli wolne na weekend.

Po weekendzie jeden statek, a był to liniowiec pomalowany w poziome pasy, dwa zielone i jeden czerwony, poleciał wylądować na tej planecie i sprawdzić czy się nadaje do życia. A nazwali ją Oasis na cześć. I jeszcze dlatego, że pasowała im nazwa z powodów takich, że była to planeta bujna i ze źródełkami, a dookoła sama pustynia i pustkowie, nie licząc nawet samych czarnych dziur i innych osobistości kosmicznych nieodkrytych jeszcze.

Lądownik, którym był liniowiec wylądował na środku łąki na małej wyspie, którą otaczało może dookoła. Albo to był ocean, ale tego jeszcze nie wiedzieli, bo nie było mapy tej planety w kosmoempiku wtedy. Wyspa była nie zamieszkana. Oprócz roślin i zwierząt i innych organizmów żywych, które były nie szkodliwe.

Załoga rozpakowała wszystkie sprzęty z luków bagażowych statku. A było tam strasznie dużo różnych rzeczy potrzebnych na planecie gdzie chce się założyć nowa ziemię w celu ocalenia ludzkości. I wszystkie były w takich skrzyniach jak kontenery na TIRACH tylko większe. Ale oni mieli specjalne maszyny kroczące pomalowane na żółto w skośne pasy czarne pomalowane. A na górze migały pomarańczowe lampki podczas pracy, żeby się nikt nie pałętał. Co miały potężne ramiona i chwytaki do podnoszenia kontenerów. Wiec bez wysiłku wyładowali kontenery.

 

A skrzyń tych było tu ze czterdzieści

i nikt nie wiedział co się w nich mieści

i gdy dopiero je wyciągnęli

to co w nich w środku się mieści się dowiedzieli

 

a w jednej były gotowe domy

a w drugiej piec do palenia słomy

w tzreciej ogniwa słoneczne były

w czwartej łopaty, wiertła i piły

 

w kolejnej książki oraz nasionki

a w szóstej chemia do trucia stonki

w siódmej i ósmej były ubrania

w dziewiątej mapy i sprzęt do spania

 

w dziesiątej żarcie oraz słodycze

a co w kolejnych już nie wyliczę

lecz wszyscy bardzo się postarali

i wszystko z statku w 3 godziny i 17 minut wytachali

 

Po kilku godzinach ciężkiej pracy zbudowali pół okrągłe budynki, które przypominały igloo tylko były większe i z plastiku i nadali komunikat, że wszystko jest okej i planeta jest bezpieczna. Tylko są komary, ale mieli specjalne respiratory, które wykorzystując odwrotnie spolaryzowane feromony odstraszały komary płci przeciwnej. Chyba, że byłyby to komary-geje, ale na tej planecie nie było, bo to była normalna planeta.

 

I wtedy się wszystko zaczęło wtem! Nagle z lasu wyjechały uzbrojone w dzidy i łuki na koniach ale z sześcioma nogami dziwne stworzenia. Przeraźliwie otoczyły kosmonautów wrzeszcząc . I w obcym jeżyku coś mówiłey ale nikt nie wiedział co. I wygląd mieli zaiste wprost przeraźliwy. Przypominały one zaprawdę trochę krewetki. A trochę mniej lemury. Dziwne czułki wyrastały im z paszczy i miały wyłupiaste oczka, takie małe rozbiegane ale dużo i każde patrzyło na nich w inną stronę, ale po dwa na raz zęby widzieć stroboskopowo. Ciało miały podłużne w kierunku do góry ze skorupką na plecach albo to była zbroja a na dole nogi i ogon jak u lemura w paski ale się nie gibały.

Zazwyczaj kapitan obserwował wszystko z orbity przez kamery na podczerwień i Full HD i teraz też. Zdecydował on natychmiast po przeanalizowaniu wszystkich za a nawet przeciw, że trzeba ratować załogę i wysłał na ratunek drugi liniowiec, który wylądował w niepewnym oddaleniu, że nikt nie zauważył i te dziwne stwory od tyłu wzięli i otoczyli co były na koniach. 

Walka się rozpoczęła straszna, opcy atakowali z łuków i dzidami i wielu mężnych i żeńskich kosmonautów umarło bohaterską śmiercią w nierównej walce a niektórzy nawet bestialsko we śnie polegli. A oni laserami i w końcu wygrali chociaż było ich mniej. Ale lasery były bezpretensjonalnie mocniejsze niż dzidy i łuki, to i szybko sobie poradzili z zacofaną rasą dziką.

Kapitan, który już był generałem, bo awansował, zdecydował, że trzeba całą planetę sprawdzić i pozbyć się niebezpiecznych kosmitów, którzy zagrażają osadnikom. Co też uczynili za pomocą ścigacza, którym dowodził sam kapitan własnoręcznie. Ustawiwszy skanery na wykrywanie obcych oblecieli w trymiga cala planetę i wyeliminowali z niej groźne zagrożenie. A nie zajęło to zbytnio czasu wiele, albowiem była ona jak ziemia wielkości, a ścigacz leciał z szybkością 84.000 km/h to ja okrążył cztery razy przez dwie godziny i wszystko pozałatwiał jak trzeba.

Gdy już palneta była bezpieczna kapitan zdecydował, że trzeba poszukać jeszcze jednej ale w innej galaktyce, bo jak wybuchnie tu słońce tak jak na ziemi i się zmieni w supernową, to ludzkość nie przetrwa a jak będzie na jeszcze innej planecie to przetrwfa i poleciał z ostatnim liniowcem ale swoim ścigaczem szukać kolejnej bezpiecznej planety, a tu mu postawili pomnik bo był dobrym dowódcą i ich uratował. I wybrali by go prezydentem albo i królem ale go nie było, bo poleciał gdzieś indziej. Ale pamięć jego będzie żyć na wielki wieków omen.

Koniec

Komentarze

O tak, misja wypełniona. A na dodatek poezja wpleciona. A kapitan yes

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Chciałbym być prezydenturem w jakimś miejscu, w którym mnie nie ma :D praca idealna. Poezja fajniasta :D

F.S

Podobało mi się, ale podobałoby się bardziej, gdybyś, Autorze, poprawił większość błędów ortograficznych i literówek. Tekst jest tak grafomański, że wciskane na siłę błędy bardzie przeszkadzają niż pomagają w, nazwijmy to, budowaniu nastroju.

Kapitan fajny, ale opis kosmitów – ​mistrzostwo!

Hmm... Dlaczego?

Bardzo to ładne jest opowiadanie poświęcone odkryciom geograficznym gdzieś tam, między gwiazdami kosmicznymi i planetami. Tak jak kiedyś piersi osadnicy osadzali się na odkrytych geograficznie przed ludzkim okiem nowych ziemiach a po nich przychodzili drugie osadniki i było ich coraz więcej, tak i Oazę Twoją obsadzili kosmonauci, co tam polecieli, choć jak się okazało, nie wiedzieli wcale co ich czeka, ale na szczęście mieli co rozładować to to wszystko się przydało. No i dobrze że mieli najpierw kapitana do dowództwa a potem to nawet generała, choć tego samego. I tylko szkoda Kchrobaku, że nie pomyślałeś żeby zaprosić Pana Edytora. On by Ci tak wypięknił opowiadanie, że by błyszczało wcale już nie na czerwono, jak teraz.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

A wiecie, że się gońcie…

Nie będzie mi NIK mówił jak mam tworzyć swoja TFUrczość. Chodź by i miał rację. A co!

A poprawię w cale nie dlatego tylko bo chcę…

 

A już całkiem z zupełnie innej beczki: dzięki za opinie, zwłaszcza krytykę i wytykanie.

Czy to jest sygnaturka?

No przecież to od razu wiadomo, że się wzburzyłeś na początku a jak lawa ostygła to już byłeś u siebie i dobrze wiedziałeś, że nikt nie gani Twojej Twórczości tylko chce zrobić jej dobrze. A że robi tak jak umie, to już są zupełnie drugie gumowe buty jak jest mokro. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ten tego… poprawiłem jeszcze kilka, ale nie żeby warto było jeszcze raz czytać. Co to, to nie za zbyt. Jednakowoż jakby ktoś jeszcze przeczytał to będzie miał fajniej niż ci co przeczytali wcześniej. A było się śpieszyć, hę? Kilka błędów zostało, bo mi ładnie wyglądają, w sensie estetycznym. Np.:  luckość albo opcy, no i wszystkie niezamierzone literówki, bo one takie uczciwe są, moim zdaniem.

 

A tak z innej beczki, bo się nie znam: czy etycznym i moralnie nieobciążającym jest w takim, notabene, konkursowym tekście dokonywać poprawek po opublikowaniu? Znaczy: istotnych poprawek i ubogaceń, nie tam takich pierdół jak przecinki czy błendy… Czy też jak poszło to już po… pticach?

Czy to jest sygnaturka?

Sympatyczna Grafomania. Ujęło mnie podejście do astronomii – to orientowanie się po mapach, czekanie od wtorku do piątku za księżycem… Miodzio. :-)

Co do poprawek – na portalu raczej panuje zwyczaj, że do końca konkursu można poprawiać. Dopiero po upływie terminu odkładamy długopisy.

Babska logika rządzi!

@ Finkla

A to nie tak się orientuje w pszestszeni? Studiowałem gełografie i wiem, że małpy to podstawa. I kompas.

A ty myślisz, że co? Że tak od razu siup na planete można? Trzeba poobserwować, a wiadomo że z ukrycia najlepiej.

A z innej beczki – skoro tak, to jeszcze poprawię… znalazłem przynajmniej jeden brakujacy przecinek!

 

Czy to jest sygnaturka?

A jak studio wałeś choćby i gołą grafię, to szacun i nie mam więcej pytań.

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka