- Opowiadanie: Aithne - Mężny mężczyzna.

Mężny mężczyzna.

Cóż... to moje pierwsze opowiadanie na tym portalu, więc proszę o konstruktywną krytykę! Mniej więcej takie (”mniej więcej”, bo – o zgrozo- dłuższe) opowiadanie napisałam w “gimbazie”, nadal nie rozumiem dlaczego mnie tak śmieszyło...

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Mężny mężczyzna.

Orin uznany za najznamienitszego mężczyznę w Królestwie Busz został wezwany przez Komisję do Spraw Potworów (mieszkańcy nie potrafili wymyślić lepszej nazwy),

a jeżeli ta komisja kogoś lub czegoś potrzebuje nie jest zagatką o co chodzi. Mianowicie, Orin po rzekomym zabiciu Zembobestii został bohaterem. Nie ma panny, któraby się za nim nie obejrzała, oczywiście też ma w tym też zasługę jego nie ziemski wygląd. Komisja Potworowa– jak mawiano– jest wściekła, ponieważ ich rycerze zabili setki bestii i nie mają aż takiego poważania jak wspaniały Orin. Niestety ten oto bohater jest oszustem, i gdy usłyszał, iż musi pokonać Lita, straszliwego potwora, narobił w gacie-dosłownie.

– Orinie, mężny…mężczyzno– rzekł król Ears niezbyt składnie– ja oraz Komisja do Spraw Potworów prosimy ciebie, najlepszego…yhmm, prawie rycerza abyś pokonał straszliwe monstrum, które nawiedza w ostatnich tygodniach nasze wioski.

– Yyyy…królu…ja? A ten…a rycerze do spraw potworów?

– Orinie, nasze królestwo chce zobaczyć jak poskramiasz te szkarade!

– Taa… znaczy…

Sala była pełna, poza komisją i królem było wielu mieszkańców, wszyscy zwrócili wzrok ku niemu. Orin wyprostował się i rzekł:

– Ja Orin syn Morina herbu Kuropatwy… podejmuję się tej niezwykle trudnej misji pozbycia się tej szkarłatnej osobliwości!

– No dobrze, potwora nigdy wcześniej nie widzieliśmy, więc nie powiemy ci w jaki sposób go podejść. Nazwaliśmy go Lita, nawet nie pytaj dlaczego, bo nie wiem, to pomysł jakiegoś wieśniaka. Nie pomożemy ci, musisz stawić mu sam czoło, albo jej, nie wiemy jakiej jest płaci. Podobno gdyby nie okropna morda przypominałoby człowieka…tak słyszałem. Weź ze zbrojowni co ci potrzebne i wyrusz przed wschodem słońca, bo Lita pojawia się w nocy, a musisz znaleźć wioskę Tikas, gdyż teraz ją nawiedza. Podobno lubuje się w… zapomniałem . No idź już.

– Ale…

 – Ogłaszam koniec posiedzenia Rady do Spraw Potworów! Rozjeść się! Wszyscy! – i właśnie w tym momencie Orin musiał biegnąć do domu zmienić spodnie, miał szczęście, że ludzie nie zwrócili uwagi na ten incydent.

Ze zbrojowni dobył kolczugę, hełm, trzy miecze, które przypiął do pasa. No cóż, bał się, że jeżeli jakimś nieszczęśliwym trafem straci miecz nie będzie miał czym walczyć. Nie wziął tarczy gdyż jest za ciężka, jak stwierdził, a poza tym nie umiał jej używać, miecza też zresztą… zostało niewiele czasu, aby dotrzeć do wioski i ją zobaczyć musiał wyruszyć natychmiast.

– Spokojnie Orinie, dasz radę, to napewno nic groźnego, może się z nim dogadam jak z Zembobestią…gdyby ludzie wiedzieli jaki to miły zwierzak nie bali by się go, no może gdyby on nie mordował ich…– gadał sam do siebie. Zobaczył wioskę, słońce już zaszło. Wzgórze było pokryte gęstą trawą. Schował się między drzewami na wzgórzu, aby cała okolica była widoczna. Pozostało mu tylko czekać na Lita strasznego potwora jak wieśniacy powiadali. Wielu mówiło, iż jest szpetny i ma długi ogon. Jedni, że jest ogromnym jaszczurem, a jeszcze inni krzyczeli, iż monstrum nie ma oczu a jego skóra przypomina wężową, ale co oni mogli tak naprawdę widzieć skoro mają zabarykadowane okna i drzwi. Ci, którzy spotkali się z ową bestią nigdy nie powiedzieli jak wygląda, ciężko się mówi będąc martwym.

– Jest– szepnął Orin, zobaczył jak ktoś lub coś weszło na teren wioski. Miało ogon, tego był pewien (wystawał spod płaszcza, który stworzenie miało na sobie). Nagle stwór zniknął z pola widzeń. Mężczyzna zaczął panikować i nerwicowo się rozglądać.

– Mnie szukasz?– Za plecami rozległ się ochrypły kobiecy głos, tak przynajmniej stwierdził nasz bohater.

– Yyyy, a to jesteś może… Lita?

 Stał tyłem do bestii, bał się na nią spojrzeć.

– Odwróć się to zobaczysz kim jestem– poczuł, że rozrywa mu kolczugę

– Boże pomóż mi, pomóż mi– cicho powtarzał

– Hah,! Otwórz oczy!

– Ooo Lito stworze…znaczy, pzryjacielu, możemy się dogadać…– wydukał Orin

– Zabawny jesteś, może dam ci trochę czasu.

– Czasu? Jakiego czasu, życia czasu? Dobrze odwrócę się przodem, ale nie zabijaj mnie od razu, chcę porozmawiać.– Zaczął zbierać się w sobie, wiedział, że musi ratować swoją własną skórę.

– Ja też odważniaku.– Orin odwrócił się, Lita jak ją nazywali wieśniacy była kobietą

i rzeczywiście miała posturę człowieka. Nie była tak przerażająca jak powiadali, bynajmniej na pierwszy rzut oka. Może poza pazurami i smoczym ogonem. Miała fioletowe włosy, duże oczy. Skórę na ciele normalną, poza kitą i prawdopodobnie plecami, nosiła płaszcz i nie widział. Gdy się uśmiechnęła zobaczył jej białe ostre zęby, to było dość straszne.

– Co się tak gapisz?

– Masz ogon? Dlaczego masz ogon?

– Jeśli ci życie miłe, to nie zadawaj takich głupich pytań.

– Dlaczego zabijasz i mordujesz bez litościwie?

– Muszem już iść. – Sypnęła mu piachem w oczy i zniknęła. Gdy mógł je otworzyć, kobiety nie było. Polubił Litę pomimo jej morderczych popędów. Była dziwna i nie chodziło tylko o wygląd, darowała mu życie. Przypuszczał, iż chodziło o to, że z nią rozmawiał i widząc ją nie darł się jak opętany. Zastanawiał się co ma powiedzieć królowi. Prawdę? Nie, to nie wchodziło w grę. Jak to, przecież kłamstwo zawsze zwycięża! Może jednak nie? Nie pamiętam jak to jest.

Orin miał oczywiście dylemat myślowy, który zdarzał mu się częściej niż przeciętnemu mieszkańcowi owej planety.

 

 

– Królu, wróciłem!

– Przecież widzę…– powiedział z niesmakiem i zanudzeniem Władca.

Patrzyli się na siebie jakiś czas. Król przewrócił oczami i zaczął mówić.

– Taa… mów, po czorta tak stoisz?

– Na znak władcy czekałem! Widziałem ja stwora, piękne jego lico, powiadają straszy lecz to jeno…zgubiłem rym.

– Dobra, tobie daruje rymowane raporty…moja strata– ziewnał.

– Dziękuje, a wiec potwór nie jest taki straszny. To kobieta, ma smoczy ogon i ostre zęby, dziwne włosy i więcej właściwie nie wiem, bo miała płaszcz na sobie. Przypomina trochę takie jak by to powiedzieć, no takie…coś. Znaczy, nie żebym wiedział co.

Król zaczął nerwowo masować czoło.

– Powiedz mi, dlaczego nie przyniosłeś jej martwego ciała?

– Yyy… sytuacja jest taka, że jak ją zabiłem to zmieniła się w proch. Tutaj mam w worku– położył przed tronem wór pełen piachu. Ten cudowny plan obmyślił idąc do zamku skrótem przez las. Uważał to za idealne rozwiązanie, stwierdził, iż znajdzie kobietę jutro i przemówi jej do rozsądku, przecież jest taki wspaniały.

– Zaraz wezwę magów i medyków aby zbadali szczątki. No nic, możesz odejść.

– Jaktomagówimedyków!

– Co tam bełkoczesz?

– Magów i medyków jak to?

– Przestań Orinie. Wiesz przecież, iż wielu intrygantów w tym królestwie przynosi mi w worze piach i truchło tylko po to aby zdobyć trochę monet czy chwałę. Chociaż…nie oszukujmy się, chodzi o dziewoje. Nie żebym posądzał ciebie o takie oszczerstwa, ale zrozum…procedury i te sprawy. Także… Żegnam.

 

 

Poszedł do karczmy „Przydrożne rzarło”. Zjadł obfity posiłek, ale nie był najedzony. Następnie przez trzy godziny słuchał po raz pięćdziesiąty wątpliwej opowieści starego Rybaka o tym, jak to wiosłem pokonał wielkie monstrum w jeziorze(z jego opowiadania wynikało, iż potwór większy był od zbiornika). Spojrzał na zegar, wybiła 12, wyszedł z karczmy szukać Lity. Pierwszym miejscem, w którym mógł ją zastać było wzgórze wioski Tikas. Usiadł tam i czekał. Po kilkunastu minutach zasnął. Obudziło go wycie wilków. Zerwał się na równe i proste nogi.

– Spokojnie BOHATERZE– zaśmiała się dziewczyna o fioletowych oczach.

– Powiedz mi, musisz zabijać ludzi?– rzucił nagle.

– Nie.

Cisza.

– Czy mogłabyś rozwinąć?

– Zastanów się, kto zaczął?

– Co zaczoł?

– Mordować! Jak tylko ktoś z nas wychylił głowę z jaskini, to od razu ją tracił.

A to dlaczego? Bo jesteśmy inni? Zbyt brzydcy dla was? Postanowiliśmy, że będziemy was mordować.

– Tak po prostu postanowiliście?

– Tak po prostu.

– Wielu was jest? Poznałem Alfreda, Zembobestię.

– Więc to ty mu tak nagadałeś! Chłopak odkąd wrócił siedzi i płacze tylko, uspokoić go nie można… Ta euforia melancholiczna przechodzi na nas wszystkich. Już nawet nie chce się nikomu na powierzchnię wychodzić zabijać…ehh, no ja musiałam, w tym kwartale mam dyżur…

– Jakim jesteś rodzajem bestii?

– Co proszę?

– Gatunkiem…

– Smokiem– powiedziała z dumą

– Hę? Nie wyglądasz.

– Ty żeś smoka widział, głupcze.

Zdjęła płaszcz, łuski nie pokrywały tylko twarzy, dłoni i stóp. Mieniła się wszystkimi kolorami tęczy. Orin z rozdziawioną gębą nie mógł przestać patrzeć. Rozpostarła skrzydła. Uśmiechnęła się do niego i wypuściła strumień wody z ust. Zmarszczył brwi.

– Ehh… woda to moja profesjonalność. Jest też ogień, kwas, powietrze i lód… Chyba już polecę.

– Czekaj, przygotowałem przemowę.– Zaczął szukać po kieszeniach.– Zgubiłem. Nic to! Powiem prosto z serca! Chce pomóc tobie i towarzyszom twoim! Musicie z królem porozmawiać! Powiedzieć o swojej trudnej sytuacji, zawrzeć układ i ten…on jest w porządku. Na pewno wyrazi zgodę. Proszę chodź ze mną, teraz.

– Dobra!

Chwilę bohaterowi zajęło przyswojenie tego co powiedziała.

– Nie myślałem, że się zgodzisz tak szybko. Miałem jeszcze parę słów na zachętę…

– Eeee…żyję już 300 lat, mam dosyć tego wszystkiego.

Zarzuciła płaszcz. Żwawym i flegmatycznym krokiem poszli do zamku. Orin wbiegł pełen zapału do komnaty króla. Ears podniósł oczy z nad lektury i westchnął.

– Coś się stało Orinie? Kimże jest owa ona kobieta?

Prawie rycerz zaczął mówić o tym co czują stwory. Dodał od siebie kilka historyjek chwytających za serce. W połowie mowy wtrąciła się Lavena.

– Królu, chodzi nam o sprawiedliwość. Nie jesteśmy wam równi. Zaczęło się to setki lat temu, nie było mnie wtedy na świecie. Ale ta walka trwa zbyt długo. Kryjemy się w jaskiniach i podziemnych norach. Zabijamy…to prawda, ale niechętnie. Tylko dlatego, że nas nienawidzicie. Dzieci nawet nie wiedzą czym jest słońce! Dlaczego te małe niewinne istoty mają żyć w świecie pełnym mordu i nienawiści? Czymże zasłużyli na taki los?

– Nie wiedziałem, że tak cierpicie! Zaraz zniosę nakaz mordowania i wniosę zakaz! Jeżeli ktoś podejmie próbę poddany zostanie moim torturom czyli np. godzinne bieganie po mieście na golasa. W każdym bądź razie powiedz swoim towarzyszom, że to dotyczy również was. Niechaj nastanie wieczny pokój i szczęście!

Koniec

Komentarze

Ileż to już razy opisywano herosami ociekające opowieści o pokonywaniu potworów, maszkar i innych straszydeł i już całkiem myślałam, że niczego się nie dowiem nowego a tu proszę, oto i nastała niespodzianka. I rozwinęła się opowieść jak jaki kwiat obfity w liczne płatki, że z potworami można inaczej a jak po dobroci to i one nie są nam w brew ani w nic tylko lgną bo pragną zrozumienia i słońca dla swoich dziadków albo i dziatek. To jak można nie lubić takich troskających się potworków, no jak? ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

O! Jak ładnie. Aż mnie za serce chyciło. Szczególnie, klasyczne użycie mojego ulubionego "bynajmniej".

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Generalnie grafomaństwo niezłe, chociaż taka trochę nieporadna ta opowieść, mniej chaosu też zrobiłoby doby efekt ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Rzekłabym, że to takie babskie grafomaństwo, z bajką nieodmiennie zmierzającą do końca “i żyli długo i szczęśliwie”. Bez męskiego pazura, ale może być.

Babska logika rządzi!

Kilka fajnych, inteligentniejszych, choć oczywistości, jak:

przecież kłamstwo zawsze zwycięża!

Ty żeś smoka widział,

A poza tym, tak jak napisała Finkla.

Czy to jest sygnaturka?

Ładne. Niezbyt grafomańskie, nawet treścią, ale ładne. i do się pouśmiechania momentami.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Może nie jest to najbardziej grafomańskie opowiadanie, ale – co, muszę przyznać, mnie zaskoczyło – czytało się przyjemnie :) Nawet ten (przepraszam za angielskie słowa) happy end na miejscu. Chociaż przyznam, że spodziewałem się innego obrotu spraw :)

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Nowa Fantastyka