- Opowiadanie: starymaya - "Ku Zatracie"

"Ku Zatracie"

Pierwsze opowiadanie, które ukończyłem... Opowieść o zemście, o wojownikach wczesnego średniowiecza. Krótka acz wydaje mi się treściwa. Być może bez początku ale wyrażnie chodziło mi właśnie o to “tu i teraz”. Bez zadęcia typowego dla “Chnsone de geste”. Choć czynu (szczególnie paskudnego) można się tu miejscami dopatrzeć. Życzę miłego czytania

Starymaya

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

"Ku Zatracie"

KU ZATRACIE

 

 

 

– Czerwony krzyż na czarnym tle, z białą obwolutą? Taki powiadasz miał znak na tarczy owy wojownik? I skąd znaczy się niby przybywał? Mów pastuchu, bo ci serce wyrwę!

– Z Nordii, panie – przerażony wieśniak trząsł się w uścisku obcego – z Nordii!! – jęczał przez zaciśnięte wargi, kiedy żelazny uścisk miażdżył mu krtań – Darujcie, panie! Miłościwy panie, darujcie! Biednemu chłopu! – lamentował.

– A dokąd się udał też mi pewnie powiesz, co? – obcy miał paskudny wyraz twarzy. Okalał ją tygodniowy zarost. Czarne włosy sięgały ramion. Z jego równie czarnych oczu biły wściekłość i szaleństwo. Takich oczu wieśniak nie widział jeszcze w swoim życiu. Oczu tak dzikich i demonicznych…

– Do Zatraty – zacharczał w odpowiedzi – dzień drogi na wschód…

Wypuszczony z uścisku padł plackiem na ziemie z trudem łapiąc oddech. Obcy pochylił się nad nim i sięgnął do pasa. Wyjął garść monet i rzucił w wieśniaka.

– To za wiadomość pastuchu! – zawołał.

Chłopina podniósł się na klęczki i począł zbierać rozrzucone monety. Nie omieszkał w międzyczasie bić pokłonów i wygłaszać peanów na cześć hojności niedawnego prześladowcy.

Obcy dosiadł konia i spiął go ostrogami aż ten stanął dęba. Podjechał do wieśniaka i zdzielił go nahajem przez plecy. Pastuch aż zawył z bólu, kiedy pejcz rozdzierał mu skórę. Skulił się na ziemi i popatrzył przestraszonym wzrokiem na prześladowcę. Przerażało go najbardziej to, że nie mógł przewidzieć co nastąpi za chwile.

– Za opieszałość przy odpowiedziach! – krzyknął rycerz i ponaglił konia.

Ruszył stępa ku wschodowi nie zważając na nadciągające ciemności. Nie było czasu na jakąkolwiek zwłokę. Zemsta zaślepia. Zemsta nie pozwala na opieszałość…

– Dalej koniku!!! – rzucił w pustą przestrzeń – Ku Zatracie nam trzeba! Potańcujemy tam sobie!

xxxxx

 

Zapadający wieczór i kłębiące się szaro-sine chmury sprawiały że i tak ponura wieś stawała sie jeszcze bardziej odpychająca. Dziura, jakich wiele po tej stronie granicy, nękanej, co i rusz najazdami jarlów z Nordii. Nazwa Zatrata w ironiczny sposób odzwierciedlała obraz tego osiedla. Zapadnięte miejscami strzechy chat i na wpół spalone obory czy chlewy, których odbudową nikt nie zaprzątał sobie głowy, oczodoły okien, oświetlone bladym światłem świec i palenisk to wszystko mogło wprawiać w iście grobowy nastrój. Jedynym miejscem, które jak perła w kupie gnoju świeciło jako takim blaskiem była karczma. Bielone wapnem ściany przyciągały świeżością. Szyld ozdobiony głową dzika zapraszał jaskrawożółtą barwą. Krzykliwe, czerwone litery głosiły – „Pod Chrupiącym Dzikiem”. Mało wyszukana nazwa w tych jednak warunkach spełniała swe reklamowe zadanie nad wyraz sprawnie.

Czedróg wjechał w aleję chat i skierował wierzchowca prosto do karczmy. Zeskoczył z konia i oddał cugle chłopcu stajennemu, który wybiegł, kiedy tylko zobaczył podjeżdżającego mężczyznę. Wszedł do środka i udał się prosto do baru. Stojący za kontuarem łysiejący, gruby typ zmierzył go obojętnymi, rybimi oczami.

– Podać coś? – rzucił pytanie.

– Szukam kogoś – Czedróg przeszył go świdrującym spojrzeniem.

– Hm… – mruknął szynkarz mimowolnie odwracając wzrok – Pytałem czy wina nalać waszmości….

– Posłuchaj mnie grubasie pókim grzeczny – wycedził Czedróg przez zaciśnięte zęby – szukam Nordianina, którego tarcze ozdabia czerwony krzyż. Widziałeś go!

– Jeśli nie chcesz wina, w pokoju odejdź wielmożny panie. Nie nadwerężaj gościny, bo to różne mogą po ludziach przygody chodzić! – stary szynkarz wypowiedział te słowa na tyle głośno by mogli je słyszeć trzej wieśniacy siedzący w kącie po lewo od baru. Na słowa grubasa unieśli się i stanęli za Czedrógiem.

– W takim razie nalej mi karczmarzu! – spokojnie powiedział Czedróg kątem oka obserwując każdy ruch napastników. Jeden uzbrojony był w łańcuch, który owinął wokół dłoni i wywijał nim młyńce. Dwaj pozostali mieli topory. Niedbałym ruchem rycerz sięgnął do rękojeści miecza umieszczonego w pochwie przy pasie. W ułamku sekundy głownia zatoczyła w powietrzu koło rozrywając aortę tego z łańcuchem. Krew bluznęła fontanną ochlapując pozostałych zbirów. Ci cofnęli się o krok unosząc topory i zamarli w oczekiwaniu. Karczmarz schował się za barem przerażony widokiem masakry. Czedróg przyjął pozycje do ataku i zaczął powoli napierać na przeciwników. Krok po kroku zbliżał się ku nim. Skupiony czekał na ruch. Wieśniacy spojrzeli po sobie i ruszyli razem z wrzaskiem. Woj wykręcił piruet i pierwszego z nich ciął od dołu, pod kolanami. Parując cios drugiego przyklęknął na jedno kolano i klasycznym sztychem przeszył trzewia napastnika. Ten z wrzaskiem padł na ziemie oburącz przytrzymując wypływające wnętrzności. Czedróg doskoczył ku leżącemu.

– Zawrzyj mordę, psi synu! – wycedził i odrąbał mu głowę. Jego twarz wykrzywił grymas. Pragnienie mordu widać było w każdym, napiętym do granic jej mięśniu.

Przeskoczył bar i przyłożył miecz do szyi karczmarza. Jakże żałosny widok przedstawiało teraz to śliniące się i trzęsące grube cielsko.

– I co stary durniu? – zachrypiał Czedróg, a jego usta wykrzywił uśmiech. Złowieszczy jak wiatr wyjący na zewnątrz. Zaczęło padać. Błyskawica rozświetliła półmrok panujący wewnątrz na ułamek sekundy. Szynkarz wrzasnął jakby zobaczył demona.

– Zamknij się i słuchaj! – wojownik mocniej przycisnął koniec miecza do szyi grubasa. – Czerwony krzyż na czarnym tle, z białą obwolutą – powiedział powoli, przeciągając sylaby – rozumiesz?

Na szyi karczmarza pojawiły się kropelki krwi.

– Opuszczona chata na skraju wsi! Tam jest ten, którego szukasz! – wykrzyczał – A teraz daj mi święty spokój!

– Na wieki wieków…. – mężczyzna pchnął miecz, trzasnęła łamana krtań….

 

xxxxx

 

Zanim Czedróg dotarł do krańca osady był zupełnie mokry. Podjechał pod zdewastowany płot ostatniego gospodarstwa i zeskoczył z konia. Kopniakiem otworzył furtkę i wszedł na podwórzec. Z wnętrza ruin pozostałych po zabudowaniach bił blask płonącego ogniska.

– Wyłaź Jolfie!!! – Wrzeszczał by przekrzyczeć burze – Wyłaź suczy pomiocie i stawaj do walki! Skończmy już z tym raz na zawsze!

Deszcz walił z nieba strumieniami. Wiatr wył jak opętany. Ciemności nocy co i rusz rozświetlały pojedyncze błyskawice. Czedróg brodził po kostki w błocie podwórca. Zdawało się, że pogoda oszalała wraz z nim i jego rządzą zemsty. Po chwili oczekiwania ujrzał postać stojącą w drzwiach chaty. Rudobrody wyszedł powoli i stanął naprzeciwko niego.

– Wiec jesteś! – uśmiechnął się szyderczo – Musze przyznać, że nawet prędzej niż się spodziewałem.

– Kończ te pogaduchy – w dłoni Czedróga błysnęło ostrze – Zdychaj!!!

Woj z impetem ruszył w stronę Jolfa. Klingi złączyły się w pierwszym uścisku skowycząc żałośnie. Impet ataku był tak duży, ze rudobrody zachwiał się na moment. Pragnąc to wykorzystać, Czedróg, natarł ponownie i ciął z półobrotu. Jolf odskoczył do tylu i pośliznął się w błocie. Upadł na plecy. Czedróg machnął mieczem na odlew. Jolf obrócił się w prawo jednocześnie wstając. Tylko niesamowity refleks uchronił Nordianina przed śmiercią. W tym momencie jeszcze jeden rozpaczliwy atak Czedróga zakończył się połowicznym sukcesem. Podnoszący się rudobrody został trafiony w ramie. Szybko jednak przyjął pozycje obronną i zastygł w oczekiwaniu na ruch przeciwnika. Stali tak teraz obaj, dysząc ciężko z wysiłku. Z nieba wciąż lał się rzęsiście deszcz. Ucichła jednak burza, wiatr zelżał. Dwaj wojownicy mierzyli się wzrokiem, czekając na odpowiedni moment do ostatecznego ataku. Po chwili, odsapnąwszy nieco, zaczęli krążyć wokół podwórca wymachując bronią. Mogłoby się wydawać, że trwa to bez końca. Wtem oczy Czedróga zabłysły. Zaatakował z furią, błyskawicznie pokonując dzielącą ich przestrzeń. Ruchy Jolfa stały się wolniejsze, upływ krwi dawał znać o sobie. Osłabiony Nordianin zachwiał się lecz sparował uderzenie, upuścił jednak tarczę. Czedróg, wykorzystując przewagę szybkości zawrócił na jednej nodze i ciął od tylu zanim zaskoczony Jolf zdążył zareagować. Skutecznie. Kręgosłup Jolfa pękł ze słyszalnym trzaskiem. Ciało rudobrodego opadło ciężko na ziemie rozbryzgując wokoło wodę z kałuży. Czedróg podszedł i przyklęknął przy konającym przeciwniku. Zdarł hełm z jego głowy, chwycił za włosy i uniósł ją lekko do góry. Oczy Nordianina gasły. Usta poruszały się w niemym przekleństwie, z ich kącików sączyła się krew.

– Pamiętasz Dobromiłę? – wycedził Czedróg nachylając swą twarz ku jego – Pamiętasz jak błagała byś nie robił jej krzywdy? Zemsta cię dosięgła, choć powinieneś zdychać w stokroć większych mękach.

Napluł w twarz Jolfa i wstał. Podszedł do swego wierzchowca. Dosiadłszy go westchnął głęboko.

– Dobromiło… – szepnął – Dokonało się. Zaznasz w końcu spokoju moja piękna. Tak bardzo mi ciebie teraz brakuje…

Ruszył powoli. Na wschodzie poczęły rysować się pierwsze oznaki nadchodzącego świtu. Przestało padać. Dzień zapowiadał się pogodny…

 

 

 

 

 

 

Starymaya

Koniec

Komentarze

Opisałeś trzy scenki, w których bohater jawi się w nie najlepszym świetle. Rozumiem, że kogoś ściga, ale dlaczego używa przemocy wobec pastucha? Dlaczego, zamiast wywiedzieć się wszystkiego w karczmie, morduje kmieci i oberżystę?

Tekst bez początku i końca, wypełniony opisami zabijania, zupełnie nie przypadł mi do gustu.

Wykonanie pozostawia wiele do życzenia – niektóre usterki wypisałam, ale wiele jeszcze zostało. Niektóre zdania można odczytać niezgodnie z Twoją intencją. Interpunkcja do poprawy. Źle zapisujesz dialogi, zajrzyj tutaj: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550

 

Taki po­wia­dasz miał znak na tar­czy owy wo­jow­nik?Taki, po­wia­dasz, miał znak na tar­czy ów wo­jow­nik?

 

Z jego rów­nie czar­nych oczu biły wście­kłość i sza­leń­stwo. Ta­kich oczu wie­śniak nie wi­dział jesz­cze w swoim życiu. Oczu tak dzi­kich i de­mo­nicz­nych… – Czy to celowe powtórzenia?

 

Wy­pusz­czo­ny z uści­sku padł plac­kiem na zie­mie z tru­dem ła­piąc od­dech. – Literówka. Bo chyba nie padł na kilka ziemi.

 

po­nu­ra wieś sta­wa­ła sie jesz­cze bar­dziej od­py­cha­ją­ca. – Literówka.

 

oczo­do­ły okien, oświe­tlo­ne bla­dym świa­tłem świec i pa­le­nisk… – Masło maślane.

 

Cze­dróg wje­chał w aleję chat… – Wiejskie chaty nie tworzą alei.

 

szu­kam Nor­dia­ni­na, któ­re­go tar­cze ozda­bia czer­wo­ny krzyż. – Literówka. Chyba że Nordianin ma kilka tarcz.

 

Nie nad­we­rę­żaj go­ści­ny, bo to różne mogą po lu­dziach przy­go­dy cho­dzić!Nie nadużywaj go­ści­ny, bo to różne mogą po lu­dziach przy­go­dy cho­dzić!

 

stary szyn­karz wy­po­wie­dział te słowa na tyle gło­śno by mogli je sły­szeć trzej wie­śnia­cy sie­dzą­cy w kącie po lewo od baru. – Jakim cudem w karczmie znalazł się bar?

 

Ten z wrza­skiem padł na zie­mie… – Na ile ziemi padł?

 

– Za­wrzyj mordę, psi synu! – wy­ce­dził i od­rą­bał mu głowę. Jego twarz wy­krzy­wił gry­mas. – Czy dobrze rozumiem, że twarz odrąbanej głowy wykrzywił grymas?

 

Bły­ska­wi­ca roz­świe­tli­ła pół­mrok pa­nu­ją­cy we­wnątrz na uła­mek se­kun­dy. – Ze zdania wynika, że półmrok wewnątrz panował ułamek sekundy.

 

– Na wieki wie­ków…. – męż­czy­zna pchnął miecz, trza­snę­ła ła­ma­na krtań…. – Wielokropek ma zawsze trzy kropki. Po wielokropku nie stawiamy kropki.

Wydaje mi się, że pchnąwszy mieczem mógł przebić krtań, nie złamać.

 

Wrzesz­czał by prze­krzy­czeć burze… – Przekrzykiwał kilka burz?

 

Zda­wa­ło się, że po­go­da osza­la­ła wraz z nim i jego rzą­dzą ze­msty. – Sprawdź w słowniku co znaczy rządzić, a co żądza.

 

Pod­no­szą­cy się ru­do­bro­dy zo­stał tra­fio­ny w ramie. – Skąd tam się wzięła rama?

 

Stali tak teraz oby­dwo­je, dy­sząc cięż­ko z wy­sił­ku. – Piszesz o dwóch mężczyznach, więc: Stali tak teraz oby­dwaj/ obaj, dy­sząc cięż­ko z wy­sił­ku.

Obydwoje to mężczyzna i kobieta.

 

Ciało ru­do­bro­de­go opa­dło cięż­ko na zie­mie… – Kolejna literówka.

 

Prze­sta­ło0 padać. – Co tu robi zero?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Bardzo dziękuję za wszystkie uwagi. Literówki to moja zmora. Nad edycją powinienem też posiedźieć dłużej aby te wszystkie błędy wyłapać. Co do fabuły, taka była moja koncepcja. Zbrutalizowany, nasączony nienawiścią fragment prozy. Może i banalne ale tak to widziałem w danej chwili. Mam do tego tekstu sentyment. Taki bezgraniczny. Może stąd niezauważenie tych wszystkich błędów. Dlatego też chciałem sprawdzić jak inni widzą ten mój pierwszy tekst.

Co do fabuły, taka była moja koncepcja.

Przyjmuję do wiadomości, że miałeś taką koncepcję, nie rozumiem tylko, czemu to służy.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Kilka zgrzytów:

Skąd wieśniak wiedział, że przejezdny rycerz przybył i dokąd pojechał? Rycerze raczej nie tłumaczyli każdemu napotkanemu wieśniakowi takich rzeczy.

Brak mi wytłumaczenia, czemu karczmarz i wieśniacy bronią zwykłej informacji swoim życiem. Mogli powiedzieć, że nic nie wiedzą. I czemu to oni są stroną atakującą w stosunku do uzbrojonego po zęby rycerza. Przy takim podejściu do klienta, karczmarz już dawno powinien być martwy.

Brakuje informacji, że rudobrody wyszedł z chaty w pełnym rynsztunku. Dopiero w trakcie dowiadujemy się o tym. Bez takich szczegółów trudno wyobrazić sobie poszczególne sceny.

Wystarczyłoby kilka zdań, aby tekst był wiarygodny.

Nie przemówiło do mnie – ot, rąbanka.

Z interpunkcją nie jest dobrze.

No i gdzie tu jest fantastyka?

Taki powiadasz miał znak na tarczy owy wojownik?

Dlaczego nie poprawiasz wcześniej wskazanych błędów? “Powiadasz” wzięłabym w przecinki, bo to raczej wtrącenie.

Ruszył stępa ku wschodowi nie zważając na nadciągające ciemności. Nie było czasu na jakąkolwiek zwłokę.

Taki pośpiech, spinanie konia i facet człapie stępa?

Babska logika rządzi!

Kaszanka rąbanka i nic więcej. Nie za wiele się dowiedziałem – co, gdzie, jak. Brak logiki już został wytknięty, szkoda jednak, że bez odzewu.

F.S

Błędów dużo, Reg Ci je wypisała już jakiś czas temu, więc czemu niepoprawione? Cały czas się trzeba przebijać przez “ziemie” “musze” czy “uniósł do góry”. Nie wiem, czy opowiadanie o zemście, w którym czytelnik dowiaduje się, czemu bohater się mści na ostatniej stronie, to dobry pomysł. Przez prawie cały tekst jesteśmy świadkami niezrozumiałej rąbaniny, w którą ciężko się zaangażować. Trochę przesadzonej zresztą. Sam powód do zemsty logiczny, ale mało zaskakujący. Plus, że próbowałeś stworzyć jakiś klimat w ostatniej scenie (deszcz).

Widzę potencjał na przyszłość, ale szkoda, że nie poprawiłeś do tej pory błędów w tekście.

Za dużo hack’n’slash (odciął kolesiowi głowę jednym cisem? serio?) w tym krótkim tekściku. Brak fantastyki i sensownej fabuły.

 

 

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

No i cóż ja mogę… Chyba wszystko, co miało zostać powiedziane o Twoim opowiadaniu, zostało już powiedziane przez poprzedników.

Przykro mi, że nie wprowadziłeś poprawek, bo przez to tekst jest trudny w odbiorze, a mógłby być dużo lepszy. 

Pomysł może nie jest zbyt odkrywczy, ale ponieważ uwielbiam Conana Barbarzyńcę i jego rąbanki w ramach zemsty, to łaskawiej spojrzałam na Czedroga ;)

Nowa Fantastyka