- Opowiadanie: Idaho_Iowa - Siła argumentu w prawie dwóch zdaniach

Siła argumentu w prawie dwóch zdaniach

BEZ PRZEDMOWY, BEZ SENSU :p 

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Siła argumentu w prawie dwóch zdaniach

Pomarańczowe słońce ledwie wystawało nad horyzontem, gdy nadjeżdżał do miasteczka. Mieszkańcy „Drugiego Zajazdu” patrzyli, szeptali a także niedowierzali własnym oczom. Jechał on wolno – niemalże majestatycznie – z zachodu, nie przejmując się tym, iż przybywa z niemalże dwugodzinnym opóźnieniem.

Gdy w końcu przekroczył granice miasta i znalazł się na głównej drodze, słońce zdążyło już ustąpić miejsca księżycowi, a pierwsze gwiazdy nieśmiało pojawiały się na granatowym niebie. Spojrzał po twarzach tych, którzy mieli tyle cierpliwości, by pozostać na miejscu, dopóty dopóki nie zjawi się on: – Jestem Ojhn Neywa – powiedział. – A to Herradura, moja dzielna towarzyszka drogi – dodał, wskazując masywną lochę, z której chwilę wcześniej niezgrabnie zszedł.

Wszyscy bez wyjątku, w zadumie, patrzyli na ten niespotykany tutaj wcześniej widok. Ojhn Neywa w żaden sposób nie odzwierciedlał nawet tych najbardziej nieprawdopodobnych wyobrażeń odnoszących się do jego prezencji.

– No co tak zezujecie? – zapytał Ojhn, czując iż niezręczna, pełna żalu, cisza przeciąga się o „zbyt długo”.

– Panie szeryfie, z całym szacunkiem, szeryfie panie, ale jest pan pewny panie szeryfie, że nazywa się Ojhn Neywa i jest pan, panie szeryfie, szeryfem traktu południowo – zachodniego? – zapytał wysoki, wychudzony mężczyzna o przepitej, czerwonej twarzy.

– Ja? Nie, ja jestem szanowny panie Ojhn Neywa, zastępca szeryfa traktu południowo-zachodniego, którym jest Herradura. – Skończywszy wskazał kiwnięciem głowy stojącą obok, ryjącą w ziemi, lochę.

– A na mnie zastępco szeryfa, z całym szacunkiem, mówią Czerwony Baron.

– Skoro uprzejmości mamy już za sobą to prowadźcie mnie do celu. Nie zamierzam marnować czasu – powiedział Ojhn, wskazując na zegarek zdobiący wielki nadgarstek.

– A jest pan, panie zastępco szeryfa, pewny iż pokona pan jak i pańska przełożona… To chyba dobre słowo, tego zwyrodnialca? – zapytał z niedowierzaniem ktoś inny z tłumu.

– Przeklęte elfy, zawsze i wszędzie muszą się wcisnąć – poirytował się Neywa, widząc niemalże dwumetrowego, smukłego mężczyznę o blond włosach.

– Rozumiem, że przemawia przez pana kompleks niższości… Też tak bym miał, gdybym podczas rozmowy z mężczyznami sięgał czołem na wysokość ich jaj – dodał arogancki elf i oddalił się skocznie, chichocząc.

Neywa znany był z temperamentu, dlatego nikt nie powinien dziwić się, iż chwilę później – jeszcze nim arogancki elf zdążył się oddalić – wyciągnął toporek i cisnął nim w uciekającego śmieszka, który osunął się na ziemię, gdy ostrze zanurzyło się w jego plecach.

– Buenas Noches – wyszeptał, nim ostatni raz wypuścił z siebie powietrze. Jedna z gwiazd już nigdy nie zabłyśnie.

– A to co to się dzieje tutaj, mości panowie? – odezwał się niski, twardy niczym ścierany styropian, głos.

– Rozumiem, że to mój cel? – zapytał szeryf, lecz nie usłyszał odpowiedzi, gdyż wszyscy w mgnieniu oka znikli z pola widzenia.

Na ulicy zostało tylko ich dwóch – Ojhn i masywny, mierzący na oko trzy metry wzrostu, zielony potwór.

– Kim jesteś, by strzelać do moich podwładnych? – Zagrzmiał, zbliżając się nieuchronnie.

Szeryf odpowiedział grzecznie na pytanie i poprosił o rewanż.

– Przystojna Wanda, król „Drugiego Zajazdu” – odpowiedział, wprawiając Ojhna w konsternacje.

Stanęli naprzeciw siebie. Zielony potwór musiał się pochylić, by dostrzec śmiałka, który rzucił mu zawadiackie spojrzenie.

– A więc czego chcesz? Wiesz, że nie sięgasz mi nawet do końca wora? A zwisa on bardzo nisko…. – Zarechotał Wanda.

– Mam dla ciebie wieści, złoczyńco uzurpatorze.

– Mianowicie?

– Oto one – powiedział Ojhn, wyciągając z tobołka – przewieszonego przez Herradurę – zawinięty rulonik, który następnie wręczył swemu rozmówcy.

Przystojny rozwinął list i zaczął poruszać ustami, składając literka po literce.

– Nie rozumiem – powiedział, gdy skończył po jakichś piętnastu minutach prób i błędów.

– To wezwanie. Jeżeli nie zaprzestaniesz swej nikczemnej działalności i nie oddasz należnego hołdu królowi to ten nałoży na ciebie sankcje.

– Mianowicie? – Zdziwił się Wanda.

– Nie będzie uznawał „Drugiego Zajazdu” jako części swego terytorium… A ciebie skarze na banicję.

– Oj, to straszne – powiedział Wanda i szybkim ruchem rozłupał czaszkę najtwardszego szeryfa ostatnich lat.  

A następnego wieczoru zajadał się pyszną wieprzowinką.  

 

 

 

Koniec

Komentarze

A ciebie skaże na banicję. – skarze, bo kara

Przeczytałam Idaho, ale nie bardzo wiem, co powiedzieć.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

O kurde, nie wiem jak to się wzięło i przemieniowało…. 

Stworzyłeś niezwykle interesujący system metryczny, w którym jednostką miary jest odległość od podłoża do genitaliów.

Niestety, trudno mi napisać coś więcej na temat tego tekstu, bo nie za bardzo pojęłam jego sens. Co prawda w przedmowie napisałeś, że nie ma w nim sensu, ale skoro w przedmowie napisałeś, że nie ma przedmowy, to uznałam, że może po prostu się krygujesz. Jeśli chciałeś stworzyć absurd, to do pewnego stopnia Ci wyszło. Tylko absurd też jednak musi mieć jakiś sens. Chyba.

Idaho_Iowa, mamy po tym tekście wnioskować, że Sylwester udany? ;)

Pisz tylko rtęcią, to gwarantuje płynność narracji.

Znikli?

 

Przepatrzyłbym też tekst pod kątem niepotrzebnych zaimków osobowych. Błędów jest więcej, ale piszę z komórki, więc może później.

 

Fabularnie nie wiem, o czym to jest właściwie. Jeśli miało być śmieszne, nie trafiło w moje poczucie humoru.

Przeczytałam i zauważyłam tytułowe prawie dwa zdania, ale nie dostrzegłam siły i argumentu.

 

sze­ry­fem trak­tu po­łu­dnio­wo – za­chod­nie­go? – …sze­ry­fem trak­tu po­łu­dnio­wo-za­chod­nie­go?

 

od­po­wie­dział, wpra­wia­jąc Ojhna w kon­ster­na­cje. – Literówka.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Pośmiałem się, za wiele nie rozumiejąc (czekaj muszę wziąć maszynę odszyfrowującą:D, gdzieś ją w kieszeni miałem…)

 

 

Już znalazłem Johnie Weynie :D

F.S

Nie trafiło do mnie to dzieło. Ale wieprzowinkę lubię, szczególnie z grilla.

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Hmmm. Zgodzę się z przedmową, której nie ma.

Jedyny satysfakcjonujący moment – kiedy rozszyfrowałam imię bohatera.

szeptali a także niedowierzali własnym oczom.

Nie z czasownikami piszemy osobno.

Babska logika rządzi!

Jeśli wierzyć wróżbom i gusłom, które głoszą, że jaki pierwszy tekst w nowym roku, taki i cały rok będzie, to obecny zapowiada się… na pewno nietuzinkowo i ciekawie. Moje dyżury – jeśli oprzeć się na tej samej wróżbie – takoż.

 

Z przecinkami nadal masz dosyć poważne problemy. Niektóre zdania są też gramatycznie kaprawe. Choć nie razi to jakoś szczególnie.

 

Odnośnie fabuły, to bynajmniej nie przeszkadzało mi, że jest totalnie absurdalna i do niczego zasadniczo nie prowadzi. Choć liczyłem, że jednak będzie jakiś ciekawy pojedynek w samo południe. Czy raczej północ, wnosząc po gwiazdach i księżycu. Zwłaszcza po tym, jak elegancko osadziłeś toporek w plecach elfa. Nie mam nic do elfów, ale po jacksonowskim Hobbicie nie mam też nic przeciwko toporkom w ich plecach.

W każdym razie bawiłem się całkiem całkiem.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Nowa Fantastyka