- Opowiadanie: joseheim - Fotografia

Fotografia

Lekko zliftingowane opowiadanie wyróżnione w V Międzynarodowym Konkursie Literackim LIBERUM ARBITRIUM w 2013 roku oraz wydrukowane w pokonkursowej antologii “Jabłoń i inne opowiadania”.

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Fotografia

Nie było już nic.

Od wielu dni jego świat wypełniały głównie jednostajny szum fal oraz stukot przedmiotów szarpanych wiatrem. Niebo przytłaczało jednolitą szarością, więc całymi dniami przesiadywał w domu. Zresztą nie bardzo miał czego szukać na zewnątrz – woda zalała znaczną część doliny, raz się podnosząc, raz opadając. Wychodził głównie po to, by wyławiać przepływające obok kawałki drewna. Nie było nikogo ani niczego, nawet ptaków i owadów.

Został zupełnie sam.

Nie pamiętał już, jak długo to trwało. Zapasów na szczęście wciąż miał sporo. Dwa razy wybrał się zrobioną ze starych drzwi tratwą na pobliskie, również wystające ponad wodę, szczyty wzgórz. Tam, w pustych domach, znalazł mnóstwo przydatnych rzeczy – konserwy, zapałki, cukier, makaron, bulion w kostkach i barszcz w proszku, suszone mięso. Deszcze padały dość często, więc miał też słodką wodę, którą filtrował przez płótno. Wiedział, że nie sposób tak żyć w nieskończoność, nie martwiło go to jednak. Jakimś cudem zdołał zachować pogodę ducha. W kościach strzykało od wilgoci, coraz częściej też odczuwał niepokojący ból w klatce piersiowej. Taka jednak była po prostu kolej rzeczy. Przeżył wszystko i wszystkich, teraz pozostawało mu tylko czekać, aż nadejdzie i jego pora.

Spędzał czas na pracach domowych, stawianiu pasjansów, myśleniu o niczym. Wzrok miał już nie ten co kiedyś, a we dnie nie świeciło teraz słońce, więc raczej nie czytał książek. Poświęcał za to całe godziny na przeglądanie kolorowych czasopism, atlasów oraz albumów ze zdjęciami, przedstawiającymi historię kilku pokoleń jego rodziny. Dziadkowie, rodzice, bracia i siostry, dzieci, wnuki… i jego ukochana żona, zabrana wiele lat temu przez złośliwego raka. Stracił wszystko wraz z nią, już dawno, więc to, co stało się ze światem, nie uczyniło mu wielkiej różnicy.

Na jednym z jego ulubionych zdjęć siedzieli we dwójkę na nowiutkiej kanapie, w kawalerce, którą wynajmowali tuż po ślubie, na długo przed tym, nim kupili dom na wzgórzu. Niewiele mieściło się w kadrze – i w ogóle w tym mieszkaniu – poza nimi. Roślina doniczkowa, półka na książki, komódka. Z prawej strony widać było wystające zza kanapy pudełko po butach, a w nim, zwinięty w kłębek, spał kot. Śmiali się i wtedy, i później, że wystarczy gdziekolwiek postawić karton, a natychmiast zmaterializuje się w nim kot, nawet jeśli ktoś nie ma kota. To było dobre wspomnienie.

Fotografia była wytarta od delikatnego gładzenia palcami oraz zdeformowana od łez, które nie raz i nie dwa na nią spadały. Tęsknił za żoną tak straszliwie, że dziwił się, iż jego serce jeszcze nie umarło i nie przestało bić. Za jej kręconymi, kasztanowymi włosami, zadartym noskiem, otwartymi ramionami i pełnym zrozumienia uśmiechem.

Oddałby wszystko, żeby mieć jakiekolwiek towarzystwo, poza nim jednak nie było tu nikogo.

Budził się co dzień rano w takim samym świecie. Poszarzałe niebo bez jednego promienia słońca, całkowicie puste, jeśli nie liczyć niesionych wiatrem śmieci. Równie szara, pełna odpadków i popsutych rzeczy powierzchnia wody. Cisza.

Dziwił się, że pływy nigdy nie przyniosły na jego samotną wysepkę żadnych szczątków czy szkieletu. Gdyby nie zabudowania stojące na sąsiednich wzgórzach, mógłby zwątpić, że inni ludzie w ogóle kiedykolwiek istnieli.

Oceniał, że minęło kilka miesięcy, odkąd świat uległ… zmianie. Trzy, może cztery, sądząc po tempie zużywania się zapasów. Nie jadał dużo, bo w pewnym wieku człowiek potrzebuje mniej, podobnie jak i mniej śpi, ale jedzenie przecież znikało. Tak czy owak, czas ten wydawał mu się wiecznością. Równie dobrze mogło upłynąć kilka lat.

Wstawał rano, zabierał się do krótkiej gimnastyki, zjadał skromne śniadanie, do którego wypijał filiżankę czarnej kawy. Potem wychodził na zewnątrz, by zobaczyć, czy w pobliżu nie przepływa coś wartego wyłowienia. Co trzeci dzień przez kilka godzin pucował pokoje, wymiatając drobinki kurzu ze wszystkich kątów. Ona byłaby zadowolona widząc, jak dba o ich wspólny dom, poza tym dzięki temu miał czym wypełnić czas. Po obiedzie naprawiał ubrania i różne przedmioty, jeśli była taka potrzeba, a potem sięgał po albumy i zdjęcia, wspominając najlepsze chwile swojego życia. Wieczorem rozpalał w kominku i kładł się, pod powiekami wciąż mając obraz ich dwojga, tak młodych i szczęśliwych.

Zastanawiał się czasem, czy może jednak nie umarł i nie trafił do osobistego piekła. To mogło być jedyne sensowne wyjaśnienie dla sytuacji, w której się znalazł. Dla świata, w którym był całkiem sam.

Pewnego dnia, gdy zapatrzył się w ulubione zdjęcie, przyszła mu do głowy pewna myśl. Udał się do nieużywanego od dawna pokoju gościnnego i obejrzał go krytycznie. Taak, jest podobna, choć nie taka sama… a tu by trzeba wbić kilka gwoździ. Mała szafka też się znajdzie… I jakiś zielony materiał. No i na pewno wyszpera gdzieś pudełko po butach.

Stękając, bardzo powoli przesunął kanapę spod okna pod przeciwległą ścianę. Dwie godziny zajęło mu zbijanie małej półeczki z desek. Nigdy nie był dobry w podobnych pracach, ale teraz płonął w nim ogień, jakiego od dawna nie czuł – wreszcie miał jakiś cel. Warto było się wysilić.

Po kolejnej godzinie półka zawisła metr nad kanapą. Trochę krzywo, ale to nieważne. Natychmiast stanęły na niej książki, a w lewym końcu ceramiczna doniczka. Do niej umocował długie pasy, na które pociął starą ciemnozieloną zasłonkę. Udrapował je jak umiał, tak, by przypominały choć trochę coś, co jego żona określała mądrze brzmiącym słowem epipremnum. Z sąsiedniego pokoju przytargał małą komódkę. Ostatnim elementem było znalezione w szafie tekturowe pudełko po butach. Wsadził do niego przyniesionego ze strychu pluszowego kotka, zabawkę któregoś z jego wnucząt, i postawił obok prawej poręczy kanapy.

Usiadł na wersalce, pełen smutnej satysfakcji, ale to nie było odpowiednie dla niego miejsce. Przecież zwykle patrzył na ten obrazek z drugiej strony. Stanął więc przy drzwiach, by ocenić efekt. Oczywiście, nic nie było tak, jak powinno. Nie ta kanapa, w dodatku pusta, nie taka półka, nie te książki, żałosna imitacja rośliny, pasiasty kawał pluszu wystający z prawej strony…

Odwrócił się, by wyjść, nagle znów zrezygnowany, wyrzucając sobie głupotę i zdziecinnienie.

I znieruchomiał, nie wierząc w to, co wydawało mu się, że dostrzegł – ruch.

Pręgowany kot zaszeleścił pudełkiem, przeciągnął się, jak to kot, i podszedł miękko, ocierając się starcowi o kolana. Ten, z trudem powstrzymując łzy, przyklęknął, obiema rękami głaszcząc puszyste futerko.

Na zewnątrz pojedynczy promień słońca przebił się przez warstwę pyłu i chmur, oświetlając mały domek stojący na czubku wzgórza.

Koniec

Komentarze

To z pewnością moje ulubione Twoje opowiadanie.

Jest śliczne i wzruszające, i wbrew wszystkiemu pozwala mieć nadzieję. I Kotka. ;-)

 

woda za­la­ła znacz­ną część do­li­ny, raz pod­cho­dząc wyżej, raz opa­da­jąc. Wy­cho­dził głów­nie po to… – Może w drugim zdaniu: Opuszczał dom głów­nie po to

 

Wsta­wał rano, za­bie­rał się za krót­ką gim­na­sty­kę… – Wsta­wał rano, za­bie­rał się do krót­kiej gim­na­sty­ki

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Regulatorka jak zawsze niezawodna :)

 

Gimnastykę poprawiłam, tudzież zabieranie się do, ale nad pierwszym dumam, bo zaproponowane rozwiązanie generuje powtórzenie słowa “dom” w tym akapicie. Muszę to przemyśleć…

 

Dziękuję za komentarz :)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Dziękuję za uznanie. ;-D

No to może w pierwszym zdaniu: …woda zalała znaczną część doliny, raz podnosząc się/ osiągając wyższy stan, raz opadając.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Smutne to wszystko jakieś i no sam nie wiem normalnie brak słów by to opisać… O już wiem. TU NIE MA FANTASTYKI! :P

Short może nie na błysk, ale jest wyszlifowany. Mignęły jakieś błędy, ale nie chce mi się ich doszukiwać. Wygrana w konkursie zasłużona.

Ale na serio tu nie ma fantastyki :(

lol

Nie ma fantastyki? Radzę ponowną lekturę…

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Jak to nie ma fantastyki??? A Kotek, który zmaterializował się w pudełku po butach???

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Bdb.

Bo tu nie musi być fantastyki, według mnie to postapo. 

Ale takie ciepłe i wzruszające. I wiem, że to głupio zabrzmi, ale chciałabym, żeby ktoś tak za mną tęsknił. A z drugiej strony żal by mi było tego ktosia, bo przecież to straszne tak stale tęsknić.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Bo tu nie musi być fantastyki, według mnie to postapo. 

A postapo to niby nie fantastyka? :D

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Jeszcze tak smiley. (Właśnie o to mi chodziło, berylu)

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

@Reg – ;) Zdecydowałam się na "podnoszenie się”, dziękuję.

 

@Janadalbert – przyznam, że nie rozumiem zarzutu o braku fantastyki.

Natomiast jeżeli znalazłeś jakieś błędy, to będę wdzięczna za ich wskazanie – tylko w ten sposób mogę się czegoś nauczyć, ogólna uwaga nic mi niestety nie daje.

 

@Adamie – dziękuję serdecznie ; ) Poczytuję sobie Twoją lakoniczność za gruby komplement.

 

@Bemik – przecież postapo we wszystkich swoich odsłonach to fantastyka pełną gębą ;)

Ten tekst jest inny niż wszystkie, które napisałam do tej pory. Cieszę się, Bemiku, że użyłaś słów “ciepły i wzruszający”, bo taki właśnie miał być. Zwykle nie umiem tak pisać, więc miło mi, że tutaj się udało.

 

Dziękuję wszystkim za wizytę ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Jose – źle sformułowałam swoją odpowiedź dla janalberta – broniłam Twój tekst wink

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Bemiku, przepraszam i dziękuję, nie miałam nic złego na myśli, tylko wyraziłam zdumienie ;)

 

W sumie to ja chyba nie umiem pisać nie-fantastyki…

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Jak zwykle ogromnie się cieszę, że udało mi się pomóc. ;-D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nie wypiszę błędów, bo regulatorka już to zrobiła.

Kota w pudełku można wytłumaczyć na wiele sposobów. Wystarczy pomieszkać jakiś czas z kotem i prowadzić notatki. Więc nie… Kot jako element fantastyczny jest trochę na siłę.

Miałem paskudny dzień i musiałem przyczepić się, a nie miałem do czego :P

lol

Faktycznie, ciepły tekst. Jeszcze nie czytałam takiego spokojnego postapo.

Końcówka nieco przewidywalna – skoro mieli takiego kota, to wiadomo było, że się pojawi. ;-)

Babska logika rządzi!

Przeczytałem z umiarkowanym zainteresowaniem. Nie widzę powodu, aby drewno ten starzec musiał suszyć na dachu, skoro często padało i nie było słońca. Opowiadanie nie zrobiło na mnie wrażenia, nie pobudziło do żadnej refleksji. Czytałem Twoje, znacznie lepsze teksty. Pozdrawiam poświątecznie.

Podoba mi się!

Pisz tylko rtęcią, to gwarantuje płynność narracji.

» @Adamie – […]. Poczytuję sobie Twoją lakoniczność za gruby komplement.  « 

W całkowitej zgodzie z intencją. Bywa, że trudno ująć w słowa, co myśli się o tekście i dlaczego tak się myśli. Na szczęście mądrej głowie dość trzech liter i jednego kliknięcia.

A, dokliknę do biblioteki, bo ładny ten tekst Ci wyszedł. :)

Rzeczywiście, bardzo spokojne to postapo i to jego zaleta. Bo przecież niczego odkrywczego nie napisałaś, takich bohaterów-rozbitków w zniszczonym świecie powstało na pęczki. Ale sposób napisania, ta spokojna melancholia sprawiają, że czyta się z przyjemnością.

 

To, co mi nie podeszło, to zakończenie. Przewidywalne, to fakt, ale pal sześć. Być może bardziej by mi się spodobało, gdybym tekst przeczytała gdzie indziej. Pisząc szczerze, koty na tym portalu wyłażą mi już bokiem, więc kiedy zorientowałam się, do czego opowieść zmierza, nie mogłam powstrzymać przewrócenia oczami. No więc właśnie – czy rzeczywiście zakończenie mi nie podeszło, czy mieszanka zakończenia z portalem? 

Hm, oto jest pytanie. :)

Dobrze ci wyszedł ten spokojny, melancholijny szort. Zakończenie może i przewidywalne, ale wlewające nadzieję w serce :) Mimo, że sam wolę złe zakończenia to przypadło mi do gustu :)

Nie porwało, więc przeczytałem z umiarkowanym zainteresowaniem, ale dobrze napisany tekst.

 

“Potem wychodził na zewnątrz, by zobaczyć, czy w pobliżu nie przepływa coś wartego złowienia.” – czy nie lepiej pasowałoby: wyłowienia? Oczywiście jeżeli chodzi o przedmiot.

Mnie też się podoba i nie tylko dlatego, że ma kota. Bardzo klimatyczne :)

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

@Finkla – Najwyraźniej koty same w sobie są po prostu fantastyczne, skoro fakt zmaterializowania się takowego w tekturowym pudełku jest przewidywalny ;]

 

@Ryszard – W sumie z tym drewnem to masz rację. Powinien je raczej w domu suszyć…

 

@Mela – Bardzo mi miło ;)

 

@Adam – Dziękuję raz jeszcze.

 

@Ocho – Ostatnio niewiele czytam tekstów portalowych (praktycznie tylko dyżury), więc nie zauważyłam jakoś tych stad kotów pędzących wte i wewte… Na swoją obronę mogę tylko powiedzieć, że ten tekst powstał jakieś trzy lata temu, przed inwazją kotowatych na NF ;p W każdym razie cieszę się, że dobrze Ci się czytało.

 

@Belhaju – Nikt nie powiedział, że historia skończyła się dobrze, nie? Staruszek w końcu umarł, a kot sam pewnie nie za dobrze sobie radził w świecie zalanym wodą i też prędko zdechł. Zadowolony? ;p

Żartuję, hihi. Cieszę się, że lektura się spodobała.

 

@Blackburn – Masz rację z wyławianiem, poprawiam. Zadowolę się “dobrze napisanym”, skoro treściowo nie trafiłam ;)

 

@Cet – :)

 

 

Dziękuję Wam wszystkim za wizytę, lekturę i bibliotekę. Cieszę się, że w większości odbieracie tekst ciepło, bo naprawdę bardzo lubię to opowiadanko. Wiem też, że wszystkim dogodzić się nie da, więc mam nadzieję, że nieusatysfakcjonowanych czytelników może zdołam zadowolić kiedyś innym tekstem w przyszłości.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Sprawnie napisana opowieść, jednak bardzo mdły koniec nie zwieńczył dzieła. Sama końcówka nieznacznie, jednak zdecydowani do rozwinięcia.

Tak na dobrą sprawę, wyszedł był z tego dobrze dopracowany szkic.

Pozdrówka.

No, no…

Byłem nieomal pewien, że chłopak potrafi inaczej. 

Trzeba dać mu tylko trochę więcej czasu :)

 

Postrufka :D

Nie biegam, bo nie lubię

Czy o refrenie można powiedzieć, że to postrofka?

BP ale NMSP ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Czy o refrenie można powiedzieć, że to postrofka?

Oczywiście, Regulatorzy.

Ale Tylko i Wyłącznie, gdy ów refren jest żałosny, tfu, żałobny?

;)

Nie biegam, bo nie lubię

Oczywiście, wyłącznie. ;-D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Joseheim, czytam pewnie jeszcze mniej niż Ty. Może te koty nawet nie w tekstach są, ale kocie lobby na portalu słabe chyba nie jest. ;) Mam nawet wrażenie, że silniejsze niż połączone lobby krasnoludowo-elfowe. Może więc mi się po prostu udziela.

Ale koty bywają fajne, niech sobie żyją. ;)

Zakończenie, jak dla mnie, zbyt przesłodzone, choć w pełni odczułem radość bohatera, gdy ujrzał kotka – przeżywam to samo, choć pewnie mniej intensywnie, bo i skala nie ta, kilkaset razy dziennie, po prostu patrząc na moje zwierzątka.

Poza tym tekst naprawdę świetny. Historia niby nie szczypie za pośladki, ale jest napisana bardzo ładnie, emocjonalnie i sugestywnie. Urzekł mnie zwłaszcza fragment, w którym bohater spojrzał na swoje dzieło jak na fotografię.

 

Peace!

 

P.S.

Spóźnione, ale szczere: gratuluję wyróżnienia.

 

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Przyjemne dość. Ciepłe. Nie do końca to, czego szukam w fantastyce, ale po sześciu tysiącach znaków ta pointa nie rozczarowuje. Lekki dreszcz nawet przeszedł mi za uszami.

@Roger – Mój “dobrze dopracowany szkic” pozostanie w formie, w jakiej jest. Sądzę, że wszelka próba rozciągania tego tematu i przedłużania musiałaby się skończyć fiaskiem.

“Sprawnie napisana” nie brzmi źle, chyba jednak wyszłam obronną ręką ; ) Dzięki za komentarz.

 

@Corcoran – A coś o tekście, może? ; p

 

@Ocha – Koty rządzą światem, wszyscy to wiedzą ;)

 

W sumie pomysł na to opowiadanko wziął się właśnie z luźnej uwagi, że jak się gdzieś postawi pudełko po butach, to prędzej czy później pojawi się w nim kot – także prawdą jest, że cała reszta została dobudowana właśnie do kota w pudełku. Tekst zaczął się i skończył na kocie, o.

No ale ja jestem kocią fanatyczką, także… W prawie każdym moim tekście pojawia się gdzieś kot ;]

 

@Cień – Dziękuję, Cieniu! :) Zakończenie przesłodzone? W sumie może i trochę tak, w końcu miało być ciepłe i pełne nadziei… Dla Rogera “mdłe”, więc pewnie chodzi o to samo. Nie miałabym jednak pomysłu, co w nim zmienić, by było lepiej, zatem wolę nie ruszać, by nie było gorzej.

Cieszę się, że uważasz króciak za dobrze skonstruowany pod względem “emocjonalnym”. Nie mam zwykle skłonności do pisania podobnych rzeczy, więc tym bardziej cieszę się, że tu się udało.

Pięknie dziękuję za przeczytanie i komentarz!

 

@Tojestnieważne – Bardzo dziękuję za opinię; to właśnie miał być tylko ciepły, melancholijny szorcik, więc cieszę się, że tak go odebrałeś. A “lekki dreszcz” jest niespodziewanym bonusem, z którego jestem niezwykle zadowolona.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Jose, to jest pomysł – przemycaj w każdej swojej książce kota! Taki znak rozpoznawczy…

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

“Książce”… Duże słowo.

Ale czekaj, w wiedźmie są koty, nawet kilka, kręcą się po podwórku. Bremen ma kota. W barze Chancela jeden z aniołów kamufluje się w ciele kota… W jedynym świecie, który mi się stworzył nie-fantastyczny, bohaterowie przygarniają kotka wykopanego spod ziemi. Ale mam poza tym dwa typowo fantasy-uniwersa, w których kotów (jeszcze) nie ma, zatem na razie mam wynik tylko 4/6. O ile jakakolwiek książka mojego autorstwa faktycznie kiedykolwiek zostanie dokończona i ujrzy światło dzienne ; p

Wątpię jednak, by po prostu “obecność kota” w powieści mogła stanowić znak rozpoznawczy ;]

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Po prostu śliczne. Jak uśmiech w pochmurny dzień, czy pojedynczy promień słońca zwiastujący koniec burzy. Mimo że końcówka przewidywalna (już po tym zdaniu wiedziałam jaki będzie jeden z elementów zakończenia: Śmiali się i wtedy, i później, że wystarczy gdziekolwiek postawić karton, a natychmiast zmaterializuje się w nim kot, nawet jeśli ktoś nie ma kota.)

Gdybym nie przybyła tak późno, kliknęłabym bibliotekę. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

@Śniąca – Serdeczne dzięki!

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Ciepłe, nostalgiczne i pięknie napisane. Materializacja kotka nadspodziewanie spodziewana (wiadomo… kot). Dorzuciłabym klepnięcie, ale się spóźniłam:)

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

@Alex – Pięknie dziękuję. Cieszę się, że się spodobało, a słowa “pięknie napisane” właśnie sprawiły, że ten dość ciężki i męczący dzień nagle… wypiękniał ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Napisane płynnie, bardzo czysto, mogę się nawet podpisać pod stwierdzeniem, że jest w tym coś pięknego, ale nie mogę powiedzieć, by mi się podobało… Mimo dobrego warsztatu nie porwało mnie, nie wciągnęło, nie poruszyło :( I gdyby “Fotografia” była dłuższa, raczej bym jej nie doczytała.

Tylko nie "Tęcza"!

Spodobało mi się spokojne, leniwe tempo, nostalgia za przeszłością bez szarpania się z postapokaliptyczną teraźniejszością. Ten klimat decyduje o sile szorta. 

Kotek w pudełku spodziewany, ale bez rozwinięcia jest tylko elementem dekoracji. Tak na dobrą sprawę ten tekst w momencie pojawienia się kota dopiero, moim zdaniem, mógłby się na dobre zacząć. Odnoszę wrażenie, po kocie w pudełku, że wstęp przeczytałem ;-)

 

Promyk na końcu, nie gniewaj sie, jak dla mnie bardzo słodkopierdząco mdły. Zepsuł mi klimat tekstu.

 

Podsumowując: bardzo ładny, fajnie napisany szort, który obiecuje dłuższą historię a dostarcza cukierkowe zdanie w finale ;-)

 

Podobało mi się, ale ogonka nie urwało.

 

P.S.

Koty rządzą światem, wszyscy to wiedzą ;)

 

(krztusi się śmiechem)

 

A Żydów, masonów i cyklistów to nie ma? O, zwłaszcza cykliści, ci to są przebiegłe światowe rządziciele! ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

A Żydów, masonów i cyklistów to nie ma? O, zwłaszcza cykliści, ci to są przebiegłe światowe rządziciele! ;-)

<Finkla z powagą kiwa głową, czule gładząc pompkę do roweru> ;-)

Jose, wybacz offtop. NMSP.

Babska logika rządzi!

laughyes

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Bardzo… trafne i bardzo mi się…

F.S

Zawsze twierdziłem, ze koty są nośnikami nadziei.

Infundybuła chronosynklastyczna

@Tensza – Łamiesz mi serce! :) Ale przyjmuję opinię z pokorą. Szkoda, że nie trafiłam, ale dobrze, że chociaż dotarłaś do końca.

 

@Psycho – No i bardzo dobrze, że ogonka nie urwało, by co Ty byś począł bez ogonka? :) Zastanawiające, że kilka osób poczuło jednorożce i tęczę przez to ostatnie zdanie… Hm, chciałam zostawić wrażenie, że świat nie jest do końca skazany na zagładę i że jeszcze może coś z niego będzie… ale najwyraźniej nie wyszło ;(

Żydzi, masoni i cykliści to tylko ludzie, to zatem naturalne, że koty rządzą również nimi :)

 

@Foloin – Mam nadzieję, że masz na myśli opowiadanko, nie zagadnienie Żydów, masonów i cyklistów? :)

 

@Stefan – Prawda? :)

 

Dziękuję Wam wszystkim za wizytę i komentarze.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Przeczytałem kilka komentarzy i zrozumiałem… (O_o). Chodziło o opowiadanie :D

F.S

Mam podobne odczucia co Psychofish. Tekst napisany bardzo ładnie, się przez niego płynie, ale za mało w nim historii, żeby był opowiadaniem. Przypomina mi raczej serię fotografii utrzymanych w stonowanych kolorach :-)

Jose, ten promień słońca, padający w dodatku dziwnym trafem akurat na ten domek, dla mnie to jest takie… cukierkowe… sztampowe… kliszowe* zagranie – stąd to rzyganie tęczą po jednym zdaniu. Swoją drogą, to też sztuka taką reakcję wywołać jednym promykiem ;-) To jeszcze nie koniec, jest nadzieja? To może napisz, że jest ciepło, że nie padało od tygodni, może miesięcy, że lustro wody jakby trochę niżej, odsłaniając zawilgocony fragment trawy na wybrzeżu wzgórza-wysepki, że krzak płonący rzekł “Noe, teraz udaj się na poszukiwanie kobiety, z którą na nowo zaludnisz ten świat!… Po prostu coś mniej kojarzącego się milionrazyużuywanym promieniem słońca przez chmury, niosącego nadzieję ;-)

 

 

 

 

*niepotrzebne skreślić

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

W związku z piórkowym głosowaniem:

Ciepłe, klimatyczne i pięknie napisane. Jeśli chodzi o warsztat – chylę czoła. Natomiast niestety obawiam się, że za tydzień-dwa zwyczajnie o tym tekście zapomnę. Scenki są ładne, wysmakowane, ale brakuje czegoś, co wyróżniłoby ten tekst wśród jemu podobnych.

Przykro mi, lecz w kwestii piórka jestem na NIE:(

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

@Corcoran – A coś o tekście, może? ; p

No tak. Mój błąd, ale skoro już zajrzałem, to rzeczywiście powinienem coś napisać :)

Subiektywne czepialstwo, czy tak ogólnie?

Nie biegam, bo nie lubię

Coś nie mogłam się zebrać, by tu zajrzeć…

 

@Foloinie – Jeśli chodziło o tekst, to bardzo mi miło.

 

@BardzoGrubaLola – Fajnie, że dobrze Ci się czytało, nawet jeśli uważasz, że za mało tu treści. A Roger radził rozwijanie… ; p

 

@Psycho – Patrz, jakoś nie mam takich skojarzeń z promieniami słońca – co Ty za rzeczy czytasz i oglądasz? ;)

 

@Alex – Nie aspirowałam do piórka wrzucając tu to opowiadanko, więc nie żal mi. Wystarczy mi to, że “pięknie napisane” (rumieni się), nawet jeśli treść wkrótce uleci. A może nawet już uleciała?

 

@Corcoran – A napisz, co uważasz za stosowne, będę wdzięczna za każdy komentarz odnoszący się do tekstu :)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

będę wdzięczna za każdy komentarz odnoszący się do tekstu :)

 

No a jak inaczej? :) Skoro mam wolną rękę, to powiem tak…

 

Czytało się miło, jak już chyba wspomniano. Mamy oto samotnego Noego, który zapomniał zabrać  na arkę zwierząt, no prawie wszystkich… ;) 

Obrazek ładny, ciepły, nieco rzewny, nieco poetycki i lekko przesłodzony, ale to niczemu nie szkodzi, chyba lukier to jego nieodłączna część. 

Choć ta poetyckość w dobrym rozumieniu jej sensu, powinna być nieco bardziej uwypuklona, by stłamsić w zarodku ewentualne, nerdowskie fochy, których dam kilka przykładów.

Podkreślam przy tym ważną rzecz, że to co wymienię, jeśli już, to tylko w zupełnie nieistotnym stopniu, wpłynęło ma odbiór. 

 

Od wielu dni jego świat wypełniały głównie jednostajny szum fal oraz stukot przedmiotów szarpanych wiatrem.(…) Wychodził głównie po to, by wyławiać przepływające obok kawałki drewna.

Rezygnacja, szczególnie z pierwszego powtórzenia “głównie” ładnie zaznaczyłaby zaraz z początku pewną umowność. 

 

Nie było już nic. (…) Nie było nikogo ani niczego, nawet ptaków i owadów.

Podobna w sumie uwaga. Choć tym razem powtórzenie może sprawiać wrażenie zamierzonego, stwierdzenie np. “nie istniały żadne, pokrewne istoty, nawet ptaki” itp. robi chyba lepszą robotę. Owady zostawiłbym w spokoju, bo nieuchronnie rodzi się pytanie o pajęczaki, pierścienice, płazińce czy pierwotniaki. Bakterie w jelicie głównego bohatera?

 

Dwa razy wybrał się zrobioną ze starych drzwi tratwą na pobliskie…

Na pojedynczym skrzydle drzwi nie da się pływać, a szczególnie dopływać gdziekolwiek – nie mają dostatecznej wyporności. Można trochę polegać na liczbie mnogiej, ale znacznie lepiej byłoby to z góry wyjaśnić, że drzwi są w liczbie mnogiej, a tratwę sklecono z co najmniej kliku par.

 

Tam, w pustych domach, znalazł mnóstwo przydatnych rzeczy – konserwy, zapałki, cukier, makaron, bulion w kostkach i barszcz w proszku, suszone mięso.

Postapo cechuje się dość bliskim teraźniejszości realizmem. Ładnie zaznaczonym w powyższej sekwencji. Ale skoro barszcz w proszku, to skąd wzięło się suszone mięso w tej wilgotnej szerokości geograficznej, wymagałoby choć odrobiny wyjaśnienia.

 

Deszcze padały dość często, więc miał też słodką wodę, którą filtrował przez płótno

Filtrowanie deszczówki przez płótno nie jest najlepszym pomysłem, nawet stratą czasu. Chyba, że owa pochodzi z kałuż – wtedy tak, by zatrzymać piasek.

 

Chyba należałoby tu, na drugim akapicie zakończyć, przynajmniej jeśli chodzi o wersję bez czepialstwa :) Reszta brzmi  nieźle – dobrze (bez podtekstów).

 

Podsumowując, wspomniany werdykt jury, o ile można cokolwiek oceniać nie znając konkurencji, wydaje się być zasłużony.

 

Dobra robota, Joseheim!

:)

 

Nie biegam, bo nie lubię

Jose – za dużo kina familijnego na etapie lat ‘90… :-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Wzruszające opowiadanie, nie znam drugiego takiego. Pozdrawiam

Ja się przyłączę do zdania psychoryby – udany jest klimat takiego przebrzmiałego postapo, natomiast przesunięcie ciężaru opowiadania w kierunku magicznego pojawienia się cota oraz promyczka słońca mnie nie kupiło.

Przyznam, że początkowo myślałem, że sceneria postapo jest umowna, a w rzeczywistości będzie chodzić o coś w rodzaju samotności starszych ludzi, porzuconych i zapomnianych przez młodszych ; )

I po co to było?

To chyba byłoby raczej syfowe rozwiązanie :)

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Ja za bardzo lubię dosłowność i obrazowość scenerii postapo ; P

I po co to było?

Racja :)

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Patrzcie, nigdy nie myślałam o tym, że to jest post-apo…

 

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Ja też nie ;p Dopóki ktoś nie napisał, że to post-apo, sama bym na to nie wpadła, hihi.

 

Trudno, Syf.ie, przyjmuję na klatę zarzuty Twoje i Psycho, będę je miała w pamięci na przyszłość. Ale w sumie bardzo się zdziwię, jeśli kiedyś napiszę tekst, który “Cię kupi” ;)

 

Dzięki za wizytę!

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

; )

I po co to było?

Hmm… a co oznacza wg Ciebie, droga autorko, to, że pluszak zamienił się w prawdziwego kota? 

Drogi Filonie/Starku, przyznam, że nie bardzo potrafię odpowiedzieć na zadane w ten sposób pytanie. Być może świadczy to o moim nierozgarnięciu, niemniej fakt ten nie miał czegoś “oznaczać”. On po prostu miał miejsce ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Zgodziłbym się z uwagą przedmówców, że opowiadanie sprawia wrażenie niefantastycznego – fakt, że pluszak przemienia się w żywego kota nie jest oczywisty, a dla tępawego, wolno myślącego czytelnika, jak np. ja – trudny do uchwycenia przy pierwszym podejściu ; ). Pomyślałem, że protagonista po prostu nie zauważył, że mieszka z kotem, w końcu, jak podpowiada narrator – wzrok już nie ten. Ten zarzut nie ma wpływu na odbiór tekstu, bo zasadniczo wsadzenie kota do pudełka mi się spodobało i pasowało do zakończenia. Należycie poinstruowany czytelnik oczywiście zrozumie, że doszło do kociej transmutacji.

Od siebie dodam, że tekst zyskałby na ekspresji, gdyby protagonista podejmował bardziej aktywne próby nawiązania kontaktu z pozostałymi ocalonymi.

 

Ogólnie – podobało mi się. Nieprzegadane, poruszające, ładne. Co najmniej dwie płaszczyzny odbioru. Ważne przesłanie.

Takie właśnie powinny być szorty :P.

 

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Tak naprawdę to do głowy by mi nie przyszło, że ktoś może uznać ten tekst za nie-fantastyczny ;) Ale wiesz, dla mnie koty są fantastyczne z natury, więc moja ocena jest skażona błędem od samego początku…

 

Co do nawiązywania kontaktu – wyobrażałam sobie bohatera dosłownie jako ostatniego człowieka na Ziemi. W związku z dość już podeszłym wiekiem i faktem, że w okolicznych domach nie został nikt, staruszek nie miałby nawet dość siły ani ochoty, by opuszczać rodzinny dom i udawać się na niepewną wyprawę… tak to przynajmniej widziałam.

 

Dziękuję pięknie za wizytę, Nevazie, zwłaszcza, że trochę czasu już minęło od publikacji. Cieszę się, że mimo wszystko się podobało i że “takie powinny być szorty” bo to gruby, ciepły i wspaniały komplement ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Mógł dawać znaki latarką albo specjalnie palić w kominku czymś, co produkuje dużo dymu. Potem mógłby mieć wrażenie, że coś/kogoś widzi, ale ostatecznie nikogo by w pobliżu nie było. Taka scena byłaby smutna i uwypukliła poczucie samotności. 

Z drugiej strony podoba mi się, że tekst nie jest za długi – można powiedzieć, że uchwyciłaś moment, jakbyś robiła zdjęcie. Chyba się zainspirowałem komentarzem Loli : )

 

A w odniesieniu do tego, co komisarz Ryba napisał, sam pewnie nie skupiłbym się na fakcie, że promyk słońca jest cliché. Może mogłabyś go zastąpić zapachem ulubionej kawy nieodżałowanej żony, dźwiękiem gwizdka ulubionego czajnika albo zegara w piekarniku… W moim odczuciu nie musisz ;)

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

smiley

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Aż trudno uwierzyć, że autorem szorta nie jest starzec po przejściach – niezwykle realistyczne opisy przeżyć bohatera. Świetne studium psychologii tęsknoty i smutku. 

Faktycznie jest to opis osobistego piekła człowieka, zamkniętego w klatce wspomnień, odizolowanego. Ciężko też powiedzieć, że bohater jest egoistą, bowiem nawet jeśli żony nie ma przy nim już wiele lat, a synowie odeszli, ma on prawo tęsknić i czekać na śmierć, która mogłaby być dlań wybawieniem – jeśli wierzy w życie wieczne, może mieć nadzieję powtórnego spotkania wybranki. 

Utwór jest barwny, z niezwykle plastycznymi opisami przeżyć i dobrze, bardzo dobrze napisany. Powtórzę jeszcze raz, ciężko mi uwierzyć, że nie jest na motywach autobiograficznych. 

Pozdrawiam serdecznie! 

P.S. Genialne zakończenie. 

Ojej. Mireksonie, wielkie dzięki za wizytę. Bardzo miło jest kiedy ktoś odkopuje Twój stary tekst ;)

Cieszę się, że Twoim zdaniem dobrze oddałam emocje bohatera – bo tutaj to przecież one były najważniejsze. Zapewniam, że nie jestem samotnym staruszkiem. Nawet staruszką samotną nie jestem. Jeśli jednak opowieść jest wiarygodna, to wszystko, na co autor może liczyć i mieć nadzieję. O takie pisanie walczymy! ;)

Jeszcze raz dziękuję za opinię, bardzo mnie podbudowała.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Skoro pozytywna opinia Mireksona podbudowała, nie będę burzył ;) Napiszę tylko, że przeczytałem i spodobał mi się pomysł na ułożenie wszystkiego tak, jak na fotografii. 

Ładne :)

Funthesystemie, ależ nie krępuj się. Napisz, co uważasz za stosowne. Na razie ucieszę się, że pomysł przypadł do gustu ;)

 

Anet – dzięki ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Hmm, na pewno? Bez urazy, ale miałem wrażenie, że krytyka Cię bardziej smuci niż motywuje i naprowadza.

No niech będzie, garść uwag ode mnie, może na coś Ci się coś przyda, może nie. Komentarz będzie odnośnie czterotekstowego wycinka Twojej twórczości, bo tylko tyle czytałem. Zainspirowany trochę komentarzem Rorschacha, na który zerknąłem pod jakimś Twoim opowiadaniem (którego nie czytałem). Rorschach pytał, po co tekst powstał? A ja powtórzę to pytanie trochę inaczej: co od siebie dodajesz tymi opowiadaniami? Gdzie jest w nich ten kawałek Ciebie – kawałek, który każdy autor powinien zawrzeć w swoim dziele? Co w tych tekstach miałoby sprawić, żebym czekał na kolejne publikacje Joseheim?

Nie chodzi mi tutaj o to, że chciałbym czegoś oryginalnego itd., bo niektórzy twierdzą, że nic nowego nie da się i tak wymyślić… Chodzi o to, że Twoje teksty wydają mi się takie zwyczajnie ładne, ale pozbawione charakteru. I znowu sprostuję: pozbawione charakteru nie znaczy, że bez emocji czy bez klimatu. Bo np. w powyższym opowiadanie w momencie, gdy dziadek układał wszystko do zdjęcia, poczułem emocje bardzo mocno, choć to był tylko pojedynczy dreszczyk, który nie dotrwał do ostatniego zdania. I rozumiem, że wiele osób “Fotografia” może poruszać. Tylko że mnie wydaje się ona taka… taka konkursowa. Ładne opowiadanie, z walorami. Kojarzy mi się też z wypracowaniami uczennicy, która zawsze zbierała piątki i wywoływała zachwyt polonistów. Bo od uczennicy oczekuje się wrażliwości, ale niekoniecznie własnego charakteru. 

“Mróz”, to o rusałce (to była rusałka?), to o wydawcy, powyższe – wszystkie bardzo mocno powielają znane już motywy. Takie zwykłe opowiastki. Ładnie napisane, w szkole na pewno byłaby szóstka. Ale ile osób kupiłoby zbiór takich opowiadań? (Powielanie motywów jest dla mnie zrozumiałe w takiej formie jak np. Legendy Polskie czy Shrek). 

Mam wrażenie, że Twoje opowiadania idą z prądem, nijak pod prąd. Wyobrażam sobie, że taki rodzaj opowiadań wygrywa konkursy literackie organizowane przez biblioteki powiatowych miast… Może akurat na takie cztery teksty Twojego autorstwa trafiłem? 

Jeśli masz jakieś opowiadanie, w którym widać Twoją odwagę twórczą, drapieżność, wskaż mi je proszę, przeczytam. Na razie trafiałem na dobrze napisane wydmuszki. 

A ja się nie zgadzam z funem.

 

Wszystko zależy od indywidualnej wrażliwości i tego, czego czytelnik poszukuje w opowiadaniach. Nie każde musi być awangardowe, drapieżne, czy odważne, nie każde musi odbiorcą wstrząsnąć lub poruszyć do głębi. Czasami po przeczytaniu wystarczy (przynajmniej mi) wrażenie “Ładne to, podobało mi się, czuję, że przyjemnie spędziłam czas.”

 

Zainspirowany trochę komentarzem Rorschacha, na który zerknąłem pod jakimś Twoim opowiadaniem (którego nie czytałem). Rorschach pytał, po co tekst powstał? A ja powtórzę to pytanie trochę inaczej: co od siebie dodajesz tymi opowiadaniami? Gdzie jest w nich ten kawałek Ciebie – kawałek, który każdy autor powinien zawrzeć w swoim dziele?

Kurczę, to tak trzeba? Ja akurat wiele nie napisałam, ale piszę dla przyjemności czytelnika i przy okazji swojej. Gdybym miała się solidnie zastanawiać, jaki kawałek siebie chcę pokazać, co od siebie chcę “dodać”, to bym chyba nawet jednej literki nie wstukała. Zresztą wychodzę z założenia, że każdy tekst coś mówi o jego autorze, absolutnie każdy, chociażby przez samo to, że pokazuje, co mu w głowie siedzi, jakie ma pomysły i jak tworzy.

 

Na mnie opowiadanie zrobiło bardzo dobre wrażenie – świetnie oddałaś emocje starszego człowieka, tęskniącego za towarzystwem. Końcówka poruszająca i taka… wlewająca ciepło do serca. No i kot! Kot to wisienka na torcie :) 

Iluzjo, chyba mnie nie zrozumiałaś. 

W pisaniu nie ma żadnego “trzeba”. Po prostu założyłem, że Jose chce pisaniem osiągnąć coś więcej niż wygrywanie konkursów i publikacje w magazynach. I ja, jako potencjalny czytelnik, daję znak, że takiej książki bym nie kupił, nie przeczytał, bo jest dla mnie zbyt nijaka. 

Czasami po przeczytaniu wystarczy (przynajmniej mi) wrażenie “Ładne to, podobało mi się, czuję, że przyjemnie spędziłam czas.”

Tylko czy to wystarczy wydawcy i czytelnikom, którzy mają wiele dobrych książek do wyboru? 

Oj, Funie, wydaje mi się, że zupełnie niesłusznie mnie oceniasz na podstawie jednego zdarzenia. A i wtedy nie chodziło o krytykę mojego tekstu, tylko o ogólne podejście komentujących do zabawy, jaką w moim odczuciu miał być pojedynek.

Idąc dalej – nie wydaje mi się, by w opowiadanie można było włożyć nie wiadomo jaką część siebie. Coś, co ma kilkanaście, kilkadziesiąt tysięcy znaków, czego napisanie zajmuje (łącznie) kilka godzin, nie bardzo nadaje się na pojemnik na kawałek duszy. Ot, mam w głowie historie, jedne bardziej, inne mniej skomplikowane, i przelewam je na wirtualny papier. Nie jest moim celem poruszać tłumy. Tym bardziej, że w krótkich tekstach trudno przedstawiać rzeczy bardzo skomplikowane – wymyślne konstrukcje fabuł czy relacje między bohaterami. Jeśli kiedyś napiszę i wydam jakąś książkę, a Ty ją przeczytasz, będziemy mogli porozmawiać, jaki kawałek mnie jest w niej zawarty ;)

Cóż, lata szkolne mam już dawno za sobą, ale kurczę, chciałabym tak pisać, jak byłam w szkole ; p A wracając do tematu: wiem, że często głównym atutem moich opowiadań – z komentarzy wnosząc – jest warsztat, to, że są “ładnie napisane”, że po prostu łatwo się je czyta. I, prawdę mówiąc, bardzo mnie to cieszy. Uważam to za bardzo dużą siłę. Może jeśli kiedyś mi się uda popełnić dłuższą formę, która będzie choć śladowo interesująca fabularnie, będę jednak mieć większe szanse na jej wydanie niż ktoś, kto fabułę wymyślił super oryginalną, ale za to przedzieranie się przez jego kolejne akapity powoduje ból głowy. Wydaje mi się bowiem, że zaskakująco często drukowane są książki, które treści to zbyt wiele w sobie nie niosą, ale właśnie są łatwo czytalne ; p Spójrz na te wszystkie obyczajówki, które się tak dobrze sprzedają.

 

A propos drugiego komentarza – pewnie, że każdy, kto pisze, marzy jeśli nie o sławie i bogactwie, to przynajmniej o samym bogactwie ; p A tak na serio, wracamy tu do kwestii – co ja niby mam zrobić z opowiadaniem, skoro już jakieś napisałam? No więc albo poślę je na jakiś konkurs, albo poślę je do zinu/magazynu w nadziei, że zostanie przyjęte i opublikowane. Dopiero co do powieści mogę mieć większe, bardziej ambitne plany. To znaczy takie, jak każdy: wydać w niezłym wydawnictwie. Ot i tyle.

 

Z tekstów, które są dostępne w internecie, to ewentualnie mogę Ci wskazać chyba tylko silmarisowe “Miej serce”. Zdecydowanie nie uważam, by to było najlepsze z moich opowiadań, ale chyba najbardziej spełnia wyznaczone przez Ciebie kryteria…

 

 

Iluzjo, bardzo dziękuję ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Chodziło mi raczej o odpowiedź na mój komentarz pod “Mrozem”, ale mniejsza z tym. Jeśli błędnie oceniłem postawę, przepraszam. 

Z tym kawałkiem siebie chyba się nie rozumiemy. Mam na myśli raczej coś OD siebie. Coś, co mogę powiedzieć tylko ja, nikt inny. Wiąże się to między innymi z rozpoznawalnością, która nie wynika jedynie ze stylu pisania, ale też podejścia do tematu, spojrzenia na świat itd. Wydaje mi się, że takie rzeczy można zawrzeć nawet w krótkich opowiadaniach.  

Ładnie napisane rzeczy dobrze się czyta, racja. Ale myślę, że to połowa sukcesu. Popatrz na teksty Gravel – w nich brakuje fabuły, za to jest klimat, dziwactwo, czuć rękę Autorki. To się chce czytać, nawet jak jest trochę o niczym. Nie chodzi o samą “bezbolesność”, ale też “chwycenie czytelnika za mordę”. I tego już nie piszę konkretnie do Ciebie, ale też do siebie i ogólnie. Jest świetny warsztat? To trzeba iść dalej i tworzyć świetne historie. 

I mam nadzieję, że nie masz mi tego za złe, że oceniłem nie konkretny tekst, tylko tak trochę zbiorczo “całokształt” (w cudzysłowie, bo tak właściwie mały wycinek całokształtu). Podobnie ośmieliłem się “podsumować” choćby Słowika i Finklę, a to dlatego, że ktoś też zrobił tak ze mną i nieco naprowadził na właściwą drogę. To tak na zasadzie: widzę coś u autora, więc mu o tym mówię, jego sprawa, co z tym zrobi. 

“Miej serce” już dodane do kolejki :) Możesz też podsunąć jakiś tekst, który Ty sama najbardziej lubisz z tych dostępnych w Internecie ;)

Pod “Mrozem”? Toż to żartem było ;)

 

Wydaje mi się, Funie, że to dodawanie “od siebie” w Twoim rozumieniu albo jest, albo go nie ma. Każdy czytelnik będzie to pojmował po swojemu i albo znajdzie coś takiego u danego autora, albo nie. Tu Iluzja ma rację – nie da się wcisnąć do tekstu czegoś na siłę, bo wyjdzie sztucznie czy też w ogóle nie wyjdzie. Czyli jeśli nie znalazłeś “tego czegoś” u mnie, to pewnie nie znajdziesz. Piszę tak, jak piszę, i choć z czasem zawsze postępuje ewolucja, to wątpię, bym nagle zaczęła pisać diametralnie inaczej.

 

Pewno, że chciałoby się pisać świetne, zapadające w pamięć historie. Ale przynajmniej w moim przypadku to najbardziej prawdopodobne w formie dłuższej. Wątpię, bym kiedyś napisała naprawdę super-hiper-uber-unikalne opowiadanie, o którym będzie się mówić przez lata ;) Znaczy nie żebym wierzyła, że napiszę taką powieść, ale w powieści na pewno zmieszczę więcej bardziej skomplikowanych na wiele sposobów elementów. O ile kiedyś jakąś skończę.

 

W sumie to dobrze, że oceniasz całokształt. Każde podejście i każda opinia może się autorowi przysłużyć.

 

Hm… Z tekstów, które są dostępne w internecie, najbardziej lubię “Interes” (ten, który czytał Rorschach). Właśnie dlatego, że – dla mnie – jest częścią większego uniwersum, które mam w głowie i które jest mi bliskie, a nie tylko pojedynczym opowiadaniem dryfującym gdzieś w próżni.

Tak czy owak dzięki za wykazanie chęci przeczytania kolejnego mojego tekstu. Każdy autor przede wszystkim przecież chce być czytany ;) A ja głupia jestem, swoją drogą, bo przecież “Miej serce” jest też tu, na NF, nie wiem, co mnie pogięło, by dawać link do Silmarisa… ; /

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Koniec świata widziany oczami dziadka, którego utrzymują przy życiu już chyba tylko wspomnienia o zmarłej żonie. Patrzy na ten świat wzrokiem, w którym jest rezygnacja i zobojętnienie. Ale też nostalgia i tęsknota. I w takiej tonacji jest to opowiadanie, za wyjątkiem końcówki. Co do niej – ożywający kotek wielce OK. Promyk słońca – przesada. Starczy tej nadziei.

Co do stylu i języka opowiadania, ujmę to tak. Jest w nich coś, że człowiek, czytając to, czuje się jakby zasiadł w wygodnym fotelu, choćby tkwił na taborecie. Podobnie jest z pozostałymi opowiadaniami Autorki, przynajmniej tymi, które znam.

Ogólne wrażenie jak najbardziej pozytywne. Jednak nie powiem, żebym zapamiętał to na całe życie, co zresztą dotyczy chyba wszystkich szortów w ogóle.

Wiem, że Autorka nie lubi, jak z jej opowiadania odczytuje się ukryte znaczenia. Dlatego jej na złość  (smiley) powiem, że opowiadanie ma dwa przesłania.

Pierwsze. Dla człowieka śmierć najbliższej, ukochanej osoby jest ważniejsza niż koniec nawet całego świata. Zgadzam się z tym.

Drugie. Postawienie w domu pudełka po butach sprawia, że prędzej, czy później zmaterializuje się w nim kot. Wolę w to nie wierzyć. Ostatnio kupiłem buty i pudełko wyrzuciłem już w sklepie. Uwierzenie w Twoją teorię, joseheim, kazałoby mi przyjąć, że w pewnym sensie dokonałem kociej aborcjismiley

Pozdrawiam, Autorko!smiley

 

Promyk słońca nie miał być symbolem nadziei, tylko ogólnie znakiem, że cokolwiek się stało światu, właśnie przestało się dziać… Niby to samo, ale od drugiej strony. Rozumiem jednak, że to może zgrzytać ;)

 

Zgadzam się, że ze świecą szukać szorta, który faktycznie zapadłby w pamięć. Dlatego ten też nie musi. Fajnie, że dobrze się czytało i tyle.

 

Jeśli chodzi o kota w butach… znaczy w pudełku, to całe to opowiadanko właśnie wzięło się z pomysłu, że w każdym kartonie postawionym na podłodze prędzej czy później musi zmaterializować się kot. Dziwnymi drogami czasem podążają ludzkie myśli.

 

Jeśli koniecznie musisz doszukiwać się jakichś znaczeń, Jacku, droga wolna ;) To może nawet dobrze, że udało mi się zawrzeć przesłanie – tudzież coś, co ktoś może jako przesłanie zinterpretować – całkiem niezamierzenie i podświadomie, nie?

 

Dzięki za lekturę kolejnego tekstu!

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Nowa Fantastyka