- Opowiadanie: Zalth - IV Rzeczpospolita Temporalna

IV Rzeczpospolita Temporalna

Zainspirowały mnie: pewien szort na portalu i pewna rocznica. Dzięki. :)

UWAGA: Za radą Drewian (sic!) i w ramach eksperymentu czytelniczego na jakiś czas wyrzucam pierwszą część tekstu (która znajduje się obecnie w jednym z komentarzy).

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

IV Rzeczpospolita Temporalna

 

 

Pierwszym wrażeniem, oprócz nudności, było zimno. Dojmujący mróz przenikał przez granatowy waciak niemal do kości. Paweł rozejrzał się, walcząc z zawrotami głowy. Było jeszcze ciemno. Stał na ośnieżonej ulicy, przed dwupiętrowym, szarym budynkiem. Pamiętał go trochę inaczej niż z wycieczki, którą odbył kilka dni temu. Zniknęły ochronne ekrany, barierki, bramki i tablice informacyjne o obiekcie muzealnym, ale to był dalej ten sam dom na Żoliborzu.

Zerknął na chronoset, miał jeszcze dziesięć minut i czterdzieści osiem sekund. Bez wahania sforsował furtkę, wbiegł po kilku schodkach i strzałem pistoletu kumulacyjnego, przeznaczonego właśnie do takich celów, rozwalił zamek w drzwiach.

– Służba Bezpieczeństwa! – wydarł się. Jakaś kobieta, w koszuli nocnej i szlafroku, stała przerażona w kuchni.

– Gdzie syn?! – wrzasnął chrononauta.

– Na górze… – odpowiedziała. Walcząc z oporami i poczuciem obowiązku, Paweł potraktował ją gazem sugestywnym, kazał zostać na dole i wbiegł na piętro.

Stanął na chwilę przed drzwiami do sypialni, odmawiając w myślach koronkę do Miłosierdzia Bożego przed świętokradztwem które miał uczynić, i utwierdzając się w posłannictwie Bożym.

Odetchnął głęboko, po czym wparował do pokoju.

– Służba Bezpieczeństwa, wstawać! Co wy kurwa, myślicie że będziecie spać do południa?! – Ściągnął kołdrę ze śpiącego mężczyzny, chwycił za piżamę w błękitne paski, i brutalnie zwalił na podłogę.

– Ubierać się!

– Ale o co chodzi…? – spytał pucułowaty brunet. Niezdarnie wciągał spodnie na piżamę.

– Zamknij ryj! – Paweł wyciągnął z szafy krótki kożuszek i rzucił w jego stronę. – Ubierać się!

Kiedy ten był gotowy, chrononauta prysnął mu w twarz gazem. Uzyskał w ten sposób sześć minut, kiedy to pod wpływem chemikaliów mężczyzna będzie podatny na każdą sugestię, a co najważniejsze, nic nie zostanie w jego pamięci krótkotrwałej.

Sześć minut, które całkowicie wystarczy, aby dokończyć operację.

 

***

 

Świtało.

Niebieska Nysa jechała powoli patrolując ulice Żoliborza. Skręciła z placu Wilsona w Mickiewicza i stanęła gwałtownie sunąc kołami po ubitym śniegu. Parę metrów za skrzyżowaniem stał jakiś facet z plecakiem, w koszuli od piżamy i rozpiętym kożuszku, ze zdziwieniem trzymając w rękach długi na kilka metrów kawał białego brezentu. Zaskoczeni funkcjonariusze dopiero po krótkiej chwili wysypali się z "suki".

– Stać! Milicja Obywatelska! – krzyknął kapral Satyła, a dla podkreślenia ważności słów położył dłoń na kaburze pistoletu. Mundurowi błyskawicznie okrążyli mężczyznę.

– Co, kurwa, się szwendacie po okolicy? – krzyczał nadal kapral. – Nie wiecie, że stan wojenny jest?! Godzina milicyjna! Dowód osobisty!

– N-nie mam…

– Ładnie, kurwa… Nazwisko!

– Kwaczyński. Jarosław… – wybąkał zatrzymany.

– Towarzyszu kapralu… – zameldował niepewnie szeregowy Ćwiek i rozwinął wyrwaną brunecikowi płachtę brezentu. Na białym tle czerwienił się koślawo namalowany olejną farbą napis: "Solidarność!"

– No ładnie, kurwa, opozycjonista. Przeszukać!

Długo to nie trwało, jak któryś zajrzał do plecaka wypełnionego po brzegi konspiracyjną makulaturą.

– No ładnie, kurwa – powtórzył po raz kolejny Satyła. – Napierdolić mu pał, a potem do interny na Białołękę!

Ukryty w cieniu jednej z bram Paweł, z satysfakcją obserwował jak dokonuje się ostatni etap wielkiego planu. "Dzięki niech będą Bogu." – Zdążył pomyśleć, zanim niewielka implozja czasoprzestrzeni przeniosła go z powrotem, do niechybnie lepszej już rzeczywistości.

 

 

Koniec

Komentarze

Czy dobrze rozumiem, że to jest satyryczna reakcja na oskarżenia, że Jarosław w stanie wojennym nie siedział w więzieniu? 

 

Dobre :) Fajny pomysł, ładnie napisane. Zaciekawiająco dawkujesz informacje. Oczywiście bez kontekstu znacznie trudniej to będzie zrozumieć.

Zdecydowanie satyra na wspomniany temat, a myślę że wskazówek do kontekstu jest tyle, że każdy się domyśli o co chodzi. :)

 

Dzięki za przeczytanie i pozytywną opinię! :)

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Dobrze napisana polityczna satyra :)

Zalthcie – proponuję wywalić wstęp, gdyż ujawnia od przedwcześnie zakończenie szorta. Ja już nie dam rady odczytać opowiadania, ale przyszli czytelnicy mogą mieć jeszcze większą frajdę z tekstu. Myślę sobie, że dyby nie wstęp, domyśliłabym się zakończenia gdzieś w okolicach stanu wojennego, a tak, już przy skoku do chronobatyskafu zaczęło mi świtać.

A sam króciak – SUPER!

Hmm... Dlaczego?

@Belhaj: Dziękówka. :)

@Drewian: Kurczaki, to mi gwoździa zabiłaś. Poważnie (i jak najszybciej, pewnie musiałbym coś przebudować ) przemyślę Twoją propozycję.

Dzięki za wizytę i klika! :)

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

No dobra, chwilowo wyrzuciłem pierwszą część. Pożyjemy, zobaczymy. :)

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Przeczytała obie wersje. Istotnie, ta skrócona już nie jest wyłożeniem kawy na ławę, ale dom na Żoliborzu to wiele mówiąca wskazówka. Przynajmniej dla mnie. Jednak uważam, że gdyby chcieć napisać tę historię, nie sugerując niczego choćby jednym słowem, byłoby to bardzo trudne do zrobienia, o ile w ogóle możliwe.

Obie wersje zacne, obecna podoba mi się bardziej. ;-)

 

Co kurwa, się szwęn­da­cie po oko­li­cy?Co, kurwa, się szwen­da­cie po oko­li­cy?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ciekaw jestem jaka była rzeczywistość z punktu widzenia naszego podróżnika w czasie, skoro ruszył na tą misję. Czy w ewentualnej kontynuacji będzie coś na ten temat? Przydałoby się. Końcówka mnie ubawiła.

@regulatorzy: Skoro tak podoba się bardziej, to zostawiam. :)

@Strafer: Specjalnie dla Ciebie, pierwsza część poniżej. Kontynuacji nie przewiduję.

 

 < SPOILER ALERT!> Jak ktoś nie czytał opowiadania, niech nie zagłębia się w poniższą treść.

 

“Granaty i serie z karabinków Gaussa skutecznie przełamały ostatni punkt oporu. Pędzące z ponaddźwiękową prędkością pociski przebiły kamizelki ochroniarzy, zadając szybką i bezbolesną śmierć. W wypełnionym dymem korytarzu, prowadzącym do olbrzymiej, okrągłej komory chronobatyskafu zaroiło się od czerwonych płaszczy z białym krzyżem.

Kilka pięter wyżej Rycerze Chrystusa Króla Polski wysadzili niewielkim ładunkiem pancerne drzwi do mieszczącego się na antresoli centrum sterowania. W środku było tylko dwóch spanikowanych naukowców w białych kitlach, którzy natychmiast padli pod krótkimi seriami Sławka. Weteran z Afganistanu, mimo dziewięćdziesiątki na karku, nadal miał celne oko. Za jego plecami, w eskorcie dwóch rycerzy, do pomieszczenia weszła ubrana w kamizelkę kuloodporną i hełm, emerytowana fizyczka temporalna – Eliza.

– Poradzisz sobie? – spytał, tylko z formalności, były komandos

– Przecież sama to projektowałam – odburknęła z wyrzutem, a jej place zatańczyły na klawiaturze konsoli, wprowadzając serie poleceń do systemu kontrolnego.

– Faza pierwsza zakończona, na górze czysto! – zameldował do komunikatora.

– Na dole czysto! – odpowiedział Andrzej. Jego oddział zabezpieczał właśnie perymetr wokół chronobatyskafu. Mężczyźni w podeszłym wieku, ale, dzięki kuracji komórkami macierzystymi, ciągle w pełni zdrowia, ustawiali przenośną barykadę balistyczną.

Do komory wszedł ubrany w strój z epoki Paweł.

– Masz wszystko? Ostatni check-in – zwrócił się do niego Andrzej.

Przerabiali to setki razy, ale jeszcze jeden nie zaszkodzi. Poszło szybko. Plecak? – Jest! Pistolet kumulacyjny? – Jest! Brezent? – Jest! Chronoset? – Jest! Gaz sugestywny? – Jest!

– I pamiętaj, masz tylko jedenaście minut i trzynaście sekund.

– Pamiętam. – Pokiwał głową przyszły chrononauta.

– No to leć. – Andrzej poklepał go po plecach i wskazał stojący na środku pomieszczenia przysadzisty stożek wehikułu czasu.

Automatyka z brzęczeniem siłowników hydraulicznych podniosła grube drzwi komory skokowej. Paweł wrzucił plecak i jedną nogą wszedł do środka. Zatrzymał się na chwilę i odwrócił, miał łzy w oczach.

– Trzymajcie się – powiedział przez zaciśnięte gardło. Jak wróci, istnieje szansa, że już nigdy się nie spotkają.

– Trzymaj się, braciszku – odpowiedział Andrzej, czuł jak łzy napływają mu do oczu. Jego rodzony brat zostanie bohaterem! Musiał coś zrobić, żeby się nie rozkleić. – Prawo i Sprawiedliwość! – krzyknął i zasalutował uderzając się w pierś.

– Prawo i Sprawiedliwość! – podjął cały oddział.

– Prawo i Sprawiedliwość! – Odsalutował Paweł i zamknął drzwi chronobatyskafu.

Wzruszenie wypełniało Andrzeja, wreszcie naprawią tę niesprawiedliwość historii, która przez prawie sto lat kładła się cieniem na ich błogosławionej przez Chrystusa, Króla Polski organizacji.

Gdzieś na górze huknęły eksplozje granatów. Nadchodziła, zaskoczona pierwszym atakiem, reszta sił ochrony obiektu i pewnie wojsko. Rycerze sprawdzali stan magazynków, zajmowali dogodne pozycje strzeleckie, układali w pod ręką stosiki granatów. Żywcem ich nie wezmą, ale to nie było ważne. Liczył się tylko plan.”

 

Dziękuję za komentarze!

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

No… Robi wrażenie, trzeba przyznać.

Hehehe Szkoda tylko, że nie napisałeś co takiego zaszło, że prezesa musieli wystawić. Dobrze byłoby dowiedzieć się zawczasu :)

lol

Ano wszyscy się śmiali, że w więzieniu nie siedział, więc jakoś trzeba było tę niesprawiedliwość dziejową naprawić. :)

Dzięki za komentarz. :)

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Fajnie, że w komentarzu dodałeś początkowy fragment, usunięty z pierwszej wersji. W ten sposób wszyscy, którzy przeczytają tekst teraz, będą mogli wyrobić sobie własną opinię. ;-)

 

Edycja

Poprawki do części usuniętej i dodanej w komentarzu:

 

– Po­ra­dzisz sobie? – spy­tał ją były ko­man­dos, tylko z for­mal­no­ści. – Odniosłam wrażenie, że pytający był komandosem tylko formalnie.

Może: – Po­ra­dzisz sobie? – spytał, dla formalności, były ko­man­dos.

 

Po­de­szli wie­kiem, ale w cią­gle w sile zdro­wia, dzię­ki ku­ra­cji ko­mór­ka­mi ma­cie­rzy­sty­mi, męż­czyź­ni usta­wia­li prze­no­śną ba­ry­ka­dę ba­li­stycz­ną. – Raczej: Mężczyźni w podeszłym wieku, ale, dzię­ki ku­ra­cji ko­mór­ka­mi ma­cie­rzy­sty­mi, cią­gle w pełni zdro­wia, usta­wia­li prze­no­śną ba­ry­ka­dę ba­li­stycz­ną.

 

i wska­zał na sto­ją­cy na środ­ku po­miesz­cze­nia… – …i wska­zał sto­ją­cy na środ­ku po­miesz­cze­nia

 

Jak wróci, ist­nie­je szan­sa, że już nigdy się spo­tka­ją. – Chyba miało być: Jak wróci, ist­nie­je szan­sa, że już nigdy się nie spo­tka­ją.

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

A już się zastanawiałem, dlaczego tak mało byków walnąłem. :D

Dzięki. :)

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

No cóż, Zalthcie, rzec można, że normę wyrobiłeś. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Mnie również obie wersje się podobały. Ta krótsza bardziej treściwa, da dłuższa ma swoisty klimacik. :)

Pytanie tylko, czy gdyby bohater jednak nie zaspał, to nie byłby dzisiaj innym człowiekiem. ;) 

Uuu, panie, to ty se wrogów wkrótce narobisz. Moherowe Berety zabiorą cię którejś nocy i tyle będzie po Zalthcie :)

A na poważnie, to bardzo fajne opowiadanie i na czasie i na wesoło.

Czaszka mówi: klak, klak, klak!

“Stanął na chwilę przed drzwiami do​ sypiali.”  – sypialni.

 

Satyra przypadła mi do gustu. Sympatyczny żart nt coraz mniej sympatycznie malującej się rzeczywistości. Moim skromnym zdaniem tekst prezentuje się jednak lepiej, gdy pierwsza i druga część tworzą spójną całość.

"Nie wierz we wszystko, co myślisz."

@ocha: No właśnie. Wydaje mi się, że ci ludzie chcieli tylko naprawić to, co ich drażniło, a konsekwencje nie były istotne.

@Skull: Przynajmniej będę internowany (może jakieś kombatanckie?). :D

@gnoom: Przy takich perspektywach jakie nam malują, to śmiech będzie potrzebny (szaleńczy:)).

Dziękuję za wizyty.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Sympatyczna satyra polityczna, bez nadmiernej łopatologii, co już jest osiągnięciem. Czytałam obie wersje, trudno zdecydować, która bardziej przypadła mi do gustu: na plus pierwszej – lepiej pokazana motywacja bohatera i klimat, na plus drugiej – większe zaskoczenie końcówką.

A co tam – klep:)

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Nie wiedziałem, że Jaruś nie siedział, toteż zrozumiałem dopiero po przeczytaniu komentarzy. A teraz – cóż powiedzieć, bardzo dobre :)

Najlepiej pisałoby się wczoraj, a i to tylko dlatego, że jutra może nie być.

Lepsza krótsza wersja. Trudno mi uwierzyć, że w czasach gdy weterani z Afganistanu mają po 90-lat, kogoś jeszcze interesuje, co który z polityków robił na początku lat 80-tych XX wieku.

Pokrewny tekst Ginogiego spodobał mi się odrobinkę bardziej, ale twój też ma swój urok. Przypomniała mi się Operacja Dzień Wskrzeszenia Pilipiuka.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Ale pozwolisz, że chwycę brzytwę Lema i ciachnę.

Jak to był pan łaskaw niedawno zauważyć :) 

 

Mam mile wrażenie, panie Zalth, że już kiedyś spotkałem najinteligentniejszego psa w okularach.  

 

 

Nie biegam, bo nie lubię

@Alex: Dzięki za klepkę. :)

@K.H. (jeszcze kawy nie wypiłem i nawet nie będę próbował tego pisać): Siedział, ale u mamy. :)

 Nie no, taki zły nie był. Coś tam działał:

Za wiki: 13 grudnia 1981, po ogłoszeniu stanu wojenego, dotarł do strajkujących w Hucie Warszawa (daleko nie miał – przyp. Zalth). Zajmował się później dystrybucją wydawnictw podziemnych, brał udział w reaktywowaniu „Głosu”.

@Nevaz: No właśnie nikogo, oprócz tych ludzi. Potraktuj to jako pierwszy w dziejach przypadek zbiorowej obsesji ( co będzie kolejnym elementem fantastycznym, hi-hi).

@Pan Corcoran: A proszę Się częstować i kroić. :) Aj, tam, “inteligentny”, a w szachy przegrywa!

 

Serdecznie dziękuję za wizyty, przeczytanie i napisanie słów kilku. :)

 

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Sympatyczny tekst.

Jak już stwierdzono wyżej: krótka wersja treściwsza, długa lepiej wyjaśnia motywy.

Z ciekawostek przyrodniczych: kiedy czytałam wywalony wstęp, znając już zakończenie, przy czerwonych krzyżach na białym tle pomyślało mi się o Gruzji…

A, kliknę sobie, zanim ktoś się włamie i zdejmie…

Babska logika rządzi!

…zaroiło się od czerwonych płaszczy z białym krzyżem. :D

Aż musiałem Gruzję sprawdzać. A płaszczyki można pooglądać po wpisaniu pełnej nazwy rycerzy.

Dzięki za klik. :) 

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Bardzo dobre – w wersji krótkiej i mniej dobre w wersji długiej. Satyra jak najbardziej udana. Podobało się choć od polityki ostatnio na odległość katowskiego miecza.

F.S

Dzięki, Foloin. Obiecuje, że więcej o polityce nie będę wrzucał. Dwa teksty rocznie wystarczą.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Czerwone z białym? Nieee, tak okropnie wygląda, że mózg sobie podstawił inną wersję.

Tylko nie mówcie tego Duńczykom. ;-)

Babska logika rządzi!

Nie stawiasz w ogóle przecinków przed imiesłowami. Tak po ludzku, przed wszystkim czasownikami z “ąc” na końcu. Np:

Paweł rozejrzał się,[+] walcząc z zawrotami głowy.

To tak do zapamiętania ;) Całkiem przyjemny szorcik.

Tylko nie "Tęcza"!

Tensza, (!) wrzucając opko do biblioteki, sprawiła, że zapamiętam lekcję na wieki. 

Że tak rymnę. laugh

Dzięki!

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Zalthcie, tak przy okazji rymania, może uda Ci się zapamiętać, że do biblioteki powędrowało opko, nie opek. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Miałam nie klikać? :P

Tylko nie "Tęcza"!

Klikać, klikać! :D

Poprawione. :P

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

;-D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nawet ciekawy pomysł :)

 

Paweł rozejrzał się walcząc z zawrotami głowy. Było jeszcze ciemno. Stał na ośnieżonej ulicy, przed dwupiętrowym, szarym budynkiem. Pamiętał go trochę inaczej, niż z wycieczki którą odbył kilka dni temu. → dodaj przecinek przed “walcząc”, ten sprzed “niż” przesuń pod “którą”

Dziękuję, Zygfrydzie. :)

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

HALO POLICJA PROSZĘ PRZYJECHAĆ NA FANTASTYKE. KONIEC ŚMIESZKOWANIA. 

I po co to było?

Ups…

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

A nie mówiłem?

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Fajne :)

Znam tylko pięć liter ;)

Dzięki! :)

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Nowa Fantastyka