- Opowiadanie: RogerRedeye - Aktor

Aktor

Bardzo nieznacznie poszerzona wersja miniatury, która miała premierę całkiem niedawno, w Wydaniu Specjalnym “Szortalu na Wynos” Jesień 2015 r. W listopadzie “Aktora” opublikował portal “Herbatka u Heleny”, a teraz znalazł się w grudniowej “Herbasencji”.  Ciekawy i pięknie wydawany miesięcznik literacki. Link:http://beezar.pl/ksiazki/herbasencja-grudzien-2015

Tekst pisałem z przeznaczeniem dla “Szortalu” i obowiązywał mnie limit pięciu tysięcy znaków.  Czułem pewien niedosyt, czegoś mi brakowało, więc teraz nieznacznie poszerzyłem opowiadanie, dodając kilka zdań. W tej wersji “Aktora” publikuję po raz pierwszy.

Spokojnej lektury...

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Aktor

Wszyscy w teatrze garderobę statystów nazywali „wagonem”. Jędrzej skonstatował, że śmierdzi tak, jak zwykle – przeterminowanymi płynami do zmywania makijażu, tanią wódą, marnym piwem i dymem tytoniowym. Cuchnęła nieświeżymi oddechami ludzi, takich jak on, czwartorzędnych wykonawców, przygotowujących się do wyjścia na scenę. Szykujących się do kilkunastominutowych występów w rolach halabardników, anonimowych dworzan, bezimiennych żołnierzy. Przepełniał ją gorzki posmak rezygnacji tych, którzy ciągle grali rolę tła.  

Jędrzej miał wrażenie, że w tej dusznej sali unosi się jeszcze inny zapach – fetor niespełnionych marzeń, zawiedzionych nadziei na bycie kimś chociaż trochę znanym i rozpoznawalnym. Ciasne pomieszczenie wypełniał odór życiowej klęski, ciągłego pozostawania statystą, człowiekiem, na którego nikt nie zwracał uwagi.

– Kogo właściwie grasz? – Z zamyślenia wyrwał go głos kolegi, siedzącego przy sąsiedniej toalecie. Starszy mężczyzna z uwagą studiował w lustrze swoją twarz. Wszyscy nazywali go Stachem, bo prawie nikt nie pamiętał jego nazwiska. – Wiesz, Jędrek, dostaję zmarszczek na czole. Pierwszoklaśnie! Za parę lat może otrzymam rolę starca. Nikt nie chce grać staruchów…  

– Halabardnika. – Jędrzej splunął na podłogę. – Człowiek się napoci w tym pancerzu i hełmie. Mieli sprowadzić plastykowe atrapy, ale reżyser nie chciał. Stanisławski i jego teorie, naturalizm, wszystko musi być prawdziwe… Drzewce z tym pieprzonym toporem sporo waży, a jeszcze ten dupek, wielki interpretator Szekspira, kazał go oczyścić, żeby błyszczał jak psu jaja. Muzealny grat, tępy jak zużyta golarka.

Prychnął pogardliwie i rozsiadł się wygodnie. Musiał uszminkować twarz, by w świetle jupiterów nie raziła bladością. Reżyser nadal dopieszczał każdy szczegół słynnego już przedstawienia. Potem pozostawało czekanie, długie czekanie na króciuteńki pobyt na scenie.

– Co za życie… – rzucił, ocierając wargi. Szminka źle rozprowadzała się po wilgotnej skórze. – Jedno wielkie gówno. Do emerytury grać człowieka tłumu. Kogoś wypełniającego przestrzeń… Do tej pory ze szkoły pamiętam kwestie Romea. Już go nie zagram. Ryszarda III też nie…

Westchnął ciężko.

– Kurwa, za stary już jestem – kontynuował, chociaż Stachu wcale go nie słuchał. Podziwiał wydatne bruzdy nad swoimi siwiejącymi brwiami. – A ten szczun, grający księcia Yorku, ciągle występuje przy nadkompletach widzów!

„Wagon” szybko zapełniał się podtatusiałymi mężczyznami, starszymi kobietami o zmęczonych twarzach, młodymi dziewczynami, żywo o czymś dyskutującymi. Bez żenady zdejmowały bluzki i spodnie, żeby nałożyć stroje dam dworu. Rozlewano wódkę do pojemników po musztardzie, różowiono policzki, nakładano peruki, kaftany i długie suknie.

– Nie przejmuj się. – Stachu roześmiał się tubalnie. – Pensję płacą regularnie, składki odprowadzają. – Zatarł dłonie. – Mamy zajęcie, i to na długo. Wielki sukces! Byleby dotrwać do emerytury. Reszta nie jest milczeniem – jest nieważna.

– Chcę w końcu zagrać jakąś rolę. – Jędrzej związywał rzemienie napierśnika. – Chcę nareszcie zostać aktorem, a nie żywym składnikiem didaskaliów. Rozumiesz. Stachu? Aktorem!

 

***

 

Jędrzej zza kulis patrzył, jak Ryszard wyznaje miłość Annie Neville. Wibrujący uczuciem głos ogarniał widownię, oszałamiał siłą ekspresji, zachwycał. Porywająca mowa ciała aktora przekonywała, że Gloucester pała żarliwym uczuciem. Mimika sztucznie postarzałej twarzy oddawała siłę długo skrywanej miłości.

Spoglądał na młodego odtwórcę roli Ryszarda. Oczywiście, ten chłopak miał odrębną, wspaniałą garderobę. Przed występem długo krzątało się przy nim kilka kosmetyczek, tworząc na gładkim czole i policzkach bruzdy zmęczenia walką o władzę i ciężarem minionych lat. Ktoś inny starannie mocował na plecach szmaciany tłumok, imitujący garb. Kolejny pracownik przemyślnie krępował kolano, żeby przyszły król Anglii kulał.  

Jędrzej dobrze wiedział, jak zakończy się przedstawienie – frenetyczną burzą braw. Grzmotem oklasków i wiwatów. Błyskami fleszy telefonów komórkowych, chwytających obraz, gdy główny odtwórca kłania się, dziękując za owacje. Zakończy się długimi chwilami aktorskiej chwały, dającej temu chłoptasiowi poczucie wielkiego tryumfu. Zapisania się w historii teatru.

A jemu halabarda już ciążyła w dłoni, a ciasny napierśnik wrzynał się w szyję i dusił oddech.

Wpadł na scenę. Ciął zamaszyście, raz, drugi, trzeci… I znowu. Gwiazdor dbał o swoje ciało i intensywnie ćwiczył. Umięśniona szyja  słynnego już artysty stawiała opór, jednak Jędrzej siekał toporzyskiem tak długo, aż trzasnął kręgosłup, a brocząca krwią głowa Ryszarda potoczyła się po deskach sceny. Przeraźliwy wrzask trwogi nagle zastygł na wykrzywionych w męce konania ustach ofiary.

Wyprowadzanie ciosów nie sprawiało trudności. Jędrzej instynktownie, biorąc za każdym uderzeniem potężny zamach, powtarzał przygotowanie cięcia, widziane w jakimś znanym filmie.

Ze zdziwieniem oglądał czerwone plamy na żeleźcu broni. Polizał je. Miały dziwny, słodko-kwaśny smak, całkiem przyjemny.

Potem wzniósł halabardę w geście zwycięstwa, opierając nogę na ciele aktorki, grającej Annę Neville. Straciła przytomność. Leżała pośrodku kałuży wymiocin i moczu.  

– Fenomenalna, nowa interpretacja Szekspira! – Ciszę przerwał głos widza, siedzącego w rzędzie przeznaczonym dla krytyków i dziennikarzy. – Człowiek z plebsu wymierza sprawiedliwość arystokratycznym gnojom, tuczącym się krwią i potem poddanych! Osądza mieszkańców zamkniętych dla innych zamków! Strzeżonych osiedli! Cóż za paralela do współczesności! Wspaniały odtwórca!

Zerwał się huragan braw. Sala oszalała z zachwytu. Jakaś kobieta rozerwała bluzkę, zdjęła i poczęła nią machać. Po chwili bluzkę zastąpił stanik.

Jędrzej głęboko się kłaniał. Tylko jedna myśl przepełniała jego umysł – w końcu zagrał główną rolę i już nikt mu tego nie odbierze.

Nareszcie został prawdziwym aktorem. Przeżył chwile sławy, ekscytujące dusze jego i widzów.

Wspaniałą kreacją wpisał się w karty historii teatru.

 

 

8 września 2015 r.  Roger Redeye

 

 

Ilustracja – za Wikipedią: „Król Ryszard III” – obraz nieznanego mlarza z XVI wieku

Źródło ilustracji: https://pl.wikipedia.org/wiki/Ryszard_III_York 

 

 

Koniec

Komentarze

 

No dobra, a fantastyka gdzie? :)

 

fetor niespełnionych marzeń, zawiedzionych nadziei ma bycie kimś

Literówka.

Wszyscy nazywali go Stachem, bo prawie nikt nie pamiętał jego nazwiska.

A gdyby pamiętali to wołaliby po nazwisku?

Jędrzej nie wiedział, że powtarza bitewne ruchy, widziane w jakimś znanym filmie.

Zastanawiam się czy to zdanie jest potrzebne, no i cóż za ruchy powtarzał? Rąbanie halabardą? To chyba nic nadzwyczajnego.

Jakaś kobieta rozerwała bluzkę, zdjęła i poczęła nią machać. Po chwili bluzkę zastąpił stanik.

Srsly? Tak samo na miejscu jak w “Skazanym na Bluesa”

.

Napisane poprawnie, ale, jak to mówią, szału nie robi. Może gdyby czymś takim kończył się dłuższy tekst, w którym mielibyśmy okazję lepiej poznać bohatera, miało by to jakąś siłę oddziaływania, ale przy tak krótkim “metrażu” nie zrobiło to na mnie wrażenia.

 

EDIT:

 

Jakby się tak zastanowić, to może być raczej problem ogólny, dotyczący szortów – teksty tak krótkie, że nie zdążymy się zaangażować, a od początku oczekujemy, że powinno się w nich wydarzyć coś niecodziennego, nie mają więc czasu “uśpić czujności”, a kwestią nie jest nawet kiedy nas coś zaskoczy, tylko co to będzie.

Potem wyskakuje to zaskoczenie i kwituję je krótkim “aha, coś takiego”.

I pewnie dlatego to na mnie nie działa.

“Tekst ma się bronić sam. Pewnie, tylko bywa tak, że nie broni się on nie ze względu na autora, tylko czytelnika" --- Autor cytatu pragnie pozostać anonimowy :)

Scenę o podobnym charakterze oglądałem ostatnio w oscarowym “Birdman’ie”, i być może dlatego nie wywarła na mnie aż takiego wrażenia.

Niemniej, jak zwykle napisane sprawnie.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Dobrze się czytało, zwłaszcza pierwszą część, ale końcówka nie do końca przypadła mi do gustu.

Jakaś kobieta rozerwała bluzkę, zdjęła i poczęła nią machać. Po chwili bluzkę zastąpił stanik.

Striptiz i wymachiwanie stanikiem? Rozumiem na koncercie rockowym, ale w teatrze?

Sprawnie, sprawnie. Ale coś mi nie do końca pasowało w tym języku. Jakby lekka ciężkość (oh, well).

 

A pomysł faktycznie, lekko zgrany. Schematyczny: frustracja – morderstwo – nieoczekiwana sława (bo współczesny teatr taki oh, pardon zje.any).

Vercenvard –  no i literówka przemknęła się do dwóch e-zinów… Chyba moja wina, muszę to sprawdzić. Poprawiona.

Z drabblami i miniaturami jest tak. że wielu czytelników ich nie lubi, bo są krótkie. Ekstermalnie krótkie. Z kolei wielu czytelników lubi te formy, bo są… krótkie. Takich czytelników jest bardzo dużo, czego najlepszym dowodem jest stały rozwój “Szortalu”.

Ano, jakby kto pamiętał nazwisko Stacha, to pewnie mówiłby do niego “panie Kowalski” – gdyby Stachu nazywał się Kowalski. Ale jakoś tak nazwisko kolegi Jędrzeja nikomu nie utkwiło w pamięci. Pewnie nikt na niego nie zwracał uwagi. To zdanie służy podkreśleniu niezwracania uwagi na Stacha. 

Halabarda jest, a właściwie była, bronią uniwersalną. Można nią zadawać parę rodzajów pchnięć i co najmniej kilka cięć. Bo i dochodził jeszcze hak. Wymyślili ją Szwajcarzy, a piechota szwajcarska między innymi dzięki halabardom gromiła rycerstwo konne. 

Dzięki za przeczytanie i komentarz. 

Pozdrówka.

Ano, jakby kto pamiętał nazwiska Stacha, to pewnie mówiłby do niego “panie Kowalski” – gdyby Stachu nazywał się Kowalski.

A u nas w robocie jakoś wszyscy do siebie mówią po imieniu, a pamiętają nazwiska. Dziwne, nie?

 

 

 

“Tekst ma się bronić sam. Pewnie, tylko bywa tak, że nie broni się on nie ze względu na autora, tylko czytelnika" --- Autor cytatu pragnie pozostać anonimowy :)

Zaith – nie oglądałem. Miałem taki pomysł i napisałem “Aktora”.  Po prostu. Ciekawe, że na “Herbatce u Heleny” spotkałem się z komentarzem, iż w pewnej galerii handlowej zdarzyło się morderstwo. ito bardzo brutalne. Nikogo mord nie wzruszył, ludzie czekali na ciąg dalszy, bo wszyscy wzięli zabójstwo za… performance.  Też nie znałem tej historii. 

Dzięki za przeczytanie i komentarz.

Pozdrówka.  

Zgodzę się w Vercenvardem – napisane poprawnie, ale szału nie robi. Ot, kolejna krytyka znieczulicy i kultury celebrities. Elementem niewątpliwie fantastycznym jest ilość zatrudnionych na etacie aktorów trzecioplanowych. W tak zwanym "realu" do tej roli zatrudniani są statyści.

Hmm... Dlaczego?

Również nie przepadam za tego typu twit… em… znaczy shortami. Lecz to kwestia gustu.

Problem odwieczny mam też z tekstami niefantastycznymi, które wydają mi się nielogiczne – gdyby sala wypełniona była po brzegi robotami, machającymi stanikami i głoszącymi przemowy, pewnie bym to łyknął, w końcu fantastyka, a kto wie co by te roboty wyrabiały i dlaczego. Lecz gdy fantastyki brak, zostaje rozdźwięk między światem mi znanym i tym przedstawionym. Także to jest jednak kwestią gustu.

Więc podsumowując, nieźle napisane, ale z przyczyn subiektywnych nie dla mnie.

I jeszcze – gdzieś tam masz: . –.

Hadas, zastanawiałem się nad tymi zdaniami, a właściwie zdaniem, bo w wersji “szortalowej” drugiego nie było. Dopisałem je teraz.  I zrobiłem to specjalnie. Zaostrzyłem opis.

Uważam, ze taka sytuacja jest nie tylko możliwa, ale i prawdopodobna. Widownia nie załapała, o co właściwie idzie – i zaskoczona, oszalała z zachwytu… Istnieje bardzo wielu ludzi, którzy za wszelką cenę chcą zwrócić na siebie uwagę.  Ta kobieta należała właśnie do tej grupy.  Wydaje mi się, że jest bardzo podobna do Jędrzeja. A że to teatr? Każde miejsce jest dobre, tym bardziej miejsce z pełną widownią… 

Dzięki za komentarz.

Pozdrówka.

Jak najbardziej zgodzę się z tym, że istnieje bardzo wielu, bardzo różnych ludzi, tylko teatr od zawsze kojarzył mi się z takim trochę lepszym ich sortem, eleganckimi strojami i publicznością, która zna zasady dobrego wychowania i potrafi się zachować w towarzystwie. Dlatego to machanie stanikiem mi do tego nie pasowało. Ale może powinnam wybrać się w najbliższym czasie do teatru (bo jak teraz o tym myślę, to daaawno tam nie byłam) i zmienić swoje wyobrażenia o tym miejscu.

Żeby nie przedłużać, jeśli taka jest twoja koncepcja, to myślę, że powinieneś się jej trzymać. W końcu, jak sam mówisz taka sytuacja nie jest niemożliwa ;)

Tojestnieważne – hmm…  Nie wiem, czy ten pomysł jest zgrany. Skrótowo opisując wycinek życia bohatera poruszam się w tej miniaturze w pewnym schemacie psychologicznym, tyle, że tak po prostu obecnie często jest.  Przeniesienia takiej sytuacji do teatru i na scenę nie spotkałem. 

Język? Jędrzej i Stachu są już ludźmi starszymi. Stachu jest chyba mocno stary, co wyraźnie sygnalizuję. Rozmawiają językiem literackim. Nie mogli raczej mówić językiem dwudziestolatków. Tak mi się zdaje. Nie ci ludzie.

Dzięki za przeczytanie i komentarz.

Pozdrówka.

Mocny kawałek tekstu. Popraw – “bez żenady”. Podobało mi się, bo mogłem odpocząć od fantastyki. Pozdrawiam zaskoczony.

Stachu jest chyba mocno stary, co wyraźnie sygnalizuję.

Ktoś kto stwierdza:

dostaję zmarszczek na czole.

Raczej nie sprawia wrażenia bardzo starego, skoro dopiero ich dostaje.

“Tekst ma się bronić sam. Pewnie, tylko bywa tak, że nie broni się on nie ze względu na autora, tylko czytelnika" --- Autor cytatu pragnie pozostać anonimowy :)

Varg  – tak, bardzo dużo zależy od upodobań i gustów czytelniczych. Dla jednych tekst może być pasjonująco ciekawy, dla innych nie. To normalne i często sptkane zjawisko. Akurat na tym portalu teksty realistyczne są rzadkością, nieomal niczym raróg, jednak przecież istnieje kategoria “inne”.

Literówka poprawiona.

Dzięki za komentarz.  

Pozdrówka.

Opowiadanie, mimo braku fantastyki, spodobało mi się. Jedynie ten krzyk krytyka i latający stanik nie pasował do wszystkiego. Wierzę, że ludzie mogliby scenę wziąć za wyreżyserowaną, ale już takie zachowanie wydaje się nieprawdopodobne (czyżby to był element fantastyczny?). Najpierw konsternacja, ktoś nagle klaszcze, potem następni i wreszcie oklaski na stojąco. Moim zdaniem taki rozwój sytuacji lepiej pasowałby do opowiadania.

Czaszka mówi: klak, klak, klak!

Drewian – tak, statystów było sporo. chyba dlatego, że przedstawienie zostało wystawione z rozmachem. Na pewno Jędrzej ukończył szkołę teatralną, bo wspomina o tym. Stachu zapewne także, bo cytuje Hamleta. Z tekstu wynika, że statyści zostali zatrudnieni tylko do tego  przedstawienia – Stachu cieszy się z sukcesu i z tego, że “Ryszard III” będzie długo wystawiany. 

Vercenvard – a potem mamy w tekście bruzdy na czole i siwiejące brwi.  Z siwiejącymi brwiami Stachu  na pewno młody już nie był.

Pozdrówka. 

Mimo kilku zgrzytów wymienionych już przed przedpiśców (stanik, krzyki) niezły, makabryczny i zmuszający do refleksji szort. Jeno fantastyki brak.

Bardzo dobrze napisany szort.

Osobiście darowałbym sobie ze dwa, trzy ostatnie zdania, ale ja słynę z niedopowiedzeń (dwa, sprawdziłem) :) Z drugiej strony trącą czarnym humorem, to nie jest grzechem ich nie kasować. Przy: “Nareszcie został prawdziwym aktorem.“ tekst wywierał na mnie większe wrażenie niż po dodatkowych, dość oczywistych dwóch.

To tyle z (w zamyśle pomocnej) czepliwości. Bardzo miło mi było znowu “Cię” przeczytać.

Pozdrawiam.

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

Komentowałam już gdzieś indziej, ale widzę, że tekst nieco się zmienił. Ten stanik nie jest w moim odczuciu ani potrzebny, ani prawdopodobny, już fakt machania bluzką w teatrze (nawet przy tak dobrej roli) był nieco dziwny. Szkoda, że mając już większy niż na Szortalu limit znaków nie pokusiłeś się o głębszą analizę albo bohatera, albo samego teatru. Niemniej, scena dobra w swojej groteskowości, a szort napisany porządnie i zasługuje na punkt.

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Ryszardzie ten portal jest nastawiony na fantastykę i, rzeczywiście, proza realistyczna, niefantastyczna, trafia tutaj rzadko. Dla mnie bardzo często fantastyka jest tylko wehikułem literackim. Na innych portalach jest inaczej, tam spektrum gatunków i konwencji jest znacznie szersze.

Rzeczywiście, “Aktor” jest mocnym tekstem, chociaż najmocniejszym opowiadaniem, które napisałem, była “Czerwona Frea”.Jednak ten tekst jest opowiadaniem grozy i musiał być mocny.

Cieszę się ze “Aktor” się podobał i spowodował co nieco relaksu – chociaż takie stwierdzenie jednak dziwnie zabrzmi… 

Pozdrawiam. 

Moim zdaniem, największą wartością tego krótkiego tekstu jest ukazanie, w największy z możliwych skrócie, pewnej prawdy o ludzkich namiętnościach. Tłumiona latami frustracja nagle wybucha w niekontrolowany odruch wściekłości, prowadzący do zbrodni dokonanej w blasku sceny, na oczach widowni. Takie zbrodnie się zdarzają w naszej rzeczywistości, chociaż może nie aż tak widowiskowe. Latami tłumiona frustracja, zazdrość artystyczna, poczucie krzywdy, niedocenienia, poniżenia zawodowego aktora, może w końcu doprowadzić do wybuchu. W środowiskach artystycznych to się zdarzało – zabójstwa próby otrucia primabaleriny w grupach operowych itd. Zazdrość między aktorami może doprowadzać aż do takich zbrodni. Jeżeli do tego dołożymy chęć zabłyśnięcia za wszelką cenę, to morderstwo w świetle jupiterów dla frustrata może stać się wielkim pragnieniem. Na tym polega między innymi zjawisko terroryzmu. Autor w tym szorcie ukazuje mroczną głębię ludzkiej psychiki. Pozdrawiam.

Skull – miło, że “Aktor” się podobał. Nie ma w tej miniaturze fantastyki, ani za grosz, to prawda. A co do tej końcowej sceny – pisałem już o tym. Uważam taką  sytuację za możliwą. Teatr zmienia się, sztuki teatralne są często sztukami, napisanymi przez reżyserów, a nie przez ich twórców, obecnie klasyków. Zmienia sie też chyba i publiczność, na pewno żądna i ciekawa nowych, ekscytujących przeżyć. Obecnie widzowie reagują często żywiołowo. To się zdarza. I w takiej sytuacji mogli tak zareagować. 

Ry­szardzie  –  świetna recenzja. I bardzo trafna, moim zdaniem. Właśnie o to mi szło, gdy pisałem “Aktora”.

Dzięki za komentarze.

Pozdrawiam. 

To prawda, wszystko jest możliwe. Teraz tak sobie myślę, że twój pomysł jest bardziej zaskakujący niż mój. Gratuluję udanego opowiadania :)

Czaszka mówi: klak, klak, klak!

A dla mnie akcja ze stanikiem w takiej sytuacji to już niestety absurd.

“Tekst ma się bronić sam. Pewnie, tylko bywa tak, że nie broni się on nie ze względu na autora, tylko czytelnika" --- Autor cytatu pragnie pozostać anonimowy :)

Napisane sprawnie, zwłaszcza scena w garderobie, ale pewnie na dłużej w pamięci nie pozostanie. Fantastyki właściwie brak, ale można podciągnąć końcową jatkę pod scenę grozy. Za to motyw z machaniem bluzką i ściąganiem stanika w podobnej sytuacji – jak dla mnie zupełnie niewiarygodny. Jeśli jednak spotkałeś się z podobnym zachowaniem w teatrze, Rogerze, to daj namiary na przedstawienie, bo spektakl wywołujący tak kłócące się z przyjętymi tradycjami zmiany ludzkich postaw po prostu trzeba zobaczyć:)

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Belhaju – dzięki za przeczytanie i komentarz. Widzę, że zdania w sprawie stanika są mocno rozbieżne – jednym zupełnie nie przeszkadza, a innym bardzo. Inni zaś zmieniają zdanie. Zdarza się.

To nie jest miniatura fantastyczna. “Szortal” publikuje różne teksty, często fantastyczne, jednak można na tym portalu znaleźć zupełnie odmienne, realistyczne utwory, i to sporo. Sam wiesz najlepiej… Wykorzystałem to, że na portalu “Fantastyka.pl” istnieje właśnie kategoria “inne”. Bardzo dobrze.

A że “Aktor” zmusza do refleksji, to na pewno plus, chociaż, gdy pisałem tę miniaturę, nie myślałem o tym. 

Pozdrówka. 

W obronie wirującego stanika:

Ten fragment odbieram jako komplementarny z odrąbaniem głowy halabardą. Ani jedno ani drugie normalnie się w teatrze nie zdarza, ale pierwsze nieprawidłowe zachowanie wyzwala drugie nieprawidłowe zachowanie. Ponadto pełni rolę emfazy, w tym wypadku podkreślającej dzikość, nieprzewidywalność i brak zrozumienia ze strony tłumu/publiczności. 

Za to do powtarzania ruchów z filmu nie mogłem się przekonać – nie trzeba oglądać filmów, żeby rąbać siekierą na długim trzonku, a bez nawiązania do konkretnego filmu to zdanie było brzydkie i nic nie wniosło. Myślę też, że wzmianki o brzydkim zapachu na początku w zupełności wystarczyłyby dwie – trzecia to już zdecydowanie nadmiar, tworzący wrażenie nienaturalności.

Poza tym, Ryszard fajnie podsumował zalety tekstu. Mimo braku fantastyki, czytało się raz-dwa i całkiem przyjemnie.

 

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Koik80 – też Cię czytam… Czytam w ostatnio opublikowanej “histerycznej” antologii, tej “grzesznej”. “Histeria” rozwija się, teraz nadszedł czas i na antologie. No i jest tam i Marek Zychla. Brawo!

Zastanawiałem się wcześniej nad tymi ostatnimi zdaniami. Zostawiłem je. Bez nich czułem wyraźny niedosyt. Chodziło mi o wyraźne podkreślenie, zaakcentowanie, że Jędrzej nie rozumie, co właściwie zrobił. Jego chyba to w ogóle nie interesuje. On myśli tylko o jednym i czuje satysfakcję, że tę myśl w końcu zrealizował.  No więc, ten końcowy akcent pozostał. 

Takie zachowania często się zdarzają, chociaż nie aż tak krwawe.

Cieszę się, ze miniatura się podobała. Dzięki za przeczytanie i komentarz.

Pozdrawiam.

PS. Widzę, że w stosunku do stanika jesteś zupełnie obojętny. Znakomicie.

Dołączam do tej grupy, której zabrakło fantastyki.

Uważam, że kategoria “Inne” jest dla tych fantastycznych tekstów, których nie można zaliczyć ani do SF, ani do fantasy, ani do horroru. Na przykład dla historii alternatywnych.

Skoro stanik stał się tak ważnym elementem – mnie do teatru nie pasuje. Tam chyba chadza nieco inna publiczność niż na koncerty, nieco starsza, już nie tak żywiołowa i szarpana hormonami, żeby podkochiwać się w piosenkarzu/ aktorze. No i do teatru często idzie się z kimś. I przed przyjaciółkami czy siostrą trochę głupio się rozbierać, a mąż mógłby w ogóle nie okazać zrozumienia…

Babska logika rządzi!

Nevaz – otóż to… Bardzo ciekawa analiza. Sytuacja jest ekstremalna, jakby na nią nie patrzeć, i rodzi niespodziewane emocje. Ktoś znajduje natychmiast nową interpretację sztuki – bo w tekście Szekspira takiej sceny nie ma, ona nie istnieje – a ktoś, właśnie ta kobieta, poddaje się nagłym emocjom. 

Zdanie z uderzaniem halabardą jednak zmieniłem. Teraz są dwa zdania. Chyba sytuacja jest już jasna, jeśli idzie o posługiwanie się tym orężem. .

 

Mirabell miałabyś rację, gdyby teatr był nadal świątynią klasycznej sztuki. Jednak już nią nie jest. Niedawno była medialna zawierucha w sprawie spektaklu w Poznaniu. Dyrektor go reklamował, że będzie to sztuka porno. Albo z porno. Okazało się to prowokacją artystyczną, jednak na scenie jest seks. No więc, wcale niewykluczone, że ktoś z widowni na zakończenie mógłby zachować się podobnie, jak ta kobieta w “Aktorze” Czemu nie? Przecież jest seks. Dobrze charakteryzował taką sytuacje Nevz.

Dzięki za przeczytanie i komentarze.

Pozdrówka.

to już podchodzi pod “rozpaczliwą obronę”.

“Tekst ma się bronić sam. Pewnie, tylko bywa tak, że nie broni się on nie ze względu na autora, tylko czytelnika" --- Autor cytatu pragnie pozostać anonimowy :)

Ver­ce­nvard – ale chyba nie Częstochowy?  Jedni komentatorzy nie zwracają uwagi na stanik, innych on drażni, a inni zmienili zdanie. A jeden uważa ten element fabuły za trafny. Tak często bywa. Uważam, że w tej sytuacji było to możliwe. Tyle.

AlexFagus, Finklo – w sprawie “stanik a sprawa polska” już odpowiedziałem wcześniej. Finklo, tu nie ma fantastyki, ale w kategorii “inne” nie ma napisane, że jednak tekst jakoś musi wiązać się z fantastyką…

Dzięki za przeczytanie i komentarze.

Pozdrawiam.

…w kategorii “inne” nie ma napisane, że jednak test jakoś musi wiązać się z fantastyką…

 

Test, istotnie, nie musi.

Jednak zamieszczając tekst na stronie poświęconej szeroko rozumianej fantastyce, należy liczyć się z tym, że jej użytkownicy oczekują opowiadań raczej przesyconych fantastyką, niż zupełnie jej pozbawionych.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Re­gu­la­to­rzy –  chodziło mi oczywiście o tekst, a nie o test… Literówka poprawiona.

Może zatem tekst związany z fantastyką, tyle, że długi. Link:http://esensja.stopklatka.pl/tworczosc/opowiadania/tekst.html?id=19834

 

Mirabell – uzupełnię wcześniejszą odpowiedź na Twój komentarz. Nie zamierzałem rozwijać “Aktora”, chociaż z miniaturami postępuję tak dość często. Po prostu – chciałem, żeby pozostał miniaturą. Ta forma ma swoje wady, ale i wiele zalet. Przede wszystkim jest krótka, co zdecydowanie ułatwia czytanie. Przy okazji jest pisarsko trudna. 

Teksty bardziej Rozwinięte? Długi tekst, absolutnie niefantastyczny, czyli “Listy kochanków”. Link:http://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/14454

I drugi, tym razem fantastyczny i krótszy – “Pieśń wilków”. Link:http://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/15113

Zapraszam.

Uff, odpowiedziałem na wszystkie komentarze…

Pozdrówka.

Takie… prawdziwe. Choć fantastyki mniej niż wody na pustyni, to jednak podoba się mi. Nie mogę się, mimo wszystko, oprzeć wrażeniu, że już to było, ale w dobrym znaczeniu – oddanie rzeczywistości na papierze.

F.S

Rogerze, dziękuję za propozycję, ale muszę odmówić, bowiem czytam wyłącznie teksty zamieszczone na stronie Nowej Fantastyki.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

R­egu­la­to­rzy – zapraszałem wszystkich. To, jak na razie, ostatni tekst “esensyjny”.

 

Fo­lo­in­Ste­pha­nus –  a wszystko zostało wymyślone… I wydaje się, ze dobrze, jeśli masz wrażenie, że skądś to wszystko znasz. Cieszę się, że “Aktor” się podobał. Stanik nie przeszkadzał?

Dzięki za przeczytanie i komentarz.

Pozdrówka.

Nie przeszkadzał, wręcz przeciwnie. Wzbudzał skojarzenia z taką homogeniczną papką – gdzie obok poważnych wydarzeń, np. śmierć, wypadek przedstawia się zdjęcie kotka lub uroczą dziewczynkę śpiewającą kolędy.

F.S

Fo­lo­in­Ste­pha­nus w wersji “szortalowo-herbacianej” tego zdania ze stanikiem nie było. Nie było też zdania/zdań o “arystokratycznych gnojach” i “zamkniętych zamkach, strzeżonych osiedlach”.  Czegoś mi  brakowało przy opisie reakcji publiczności. Z rozszerzenia wypowiedzi widza – dziennikarza, krytyka? – jestem zadowolony. Ze stanika też.  Jędrzej pokazał swój aktorski talent, a ta kobieta swoją ekspresję… Wielu ludzi chce być bardzo ekspresyjnymi osobami.

Nota bene, miałem taki komentarz, że w galerii handlowej popełniono morderstwo w biały dzień, a ludzie przyjęli to jako artystyczny performance. To podobno fakt. Czekali na ciąg dalszy..

Tak to jest.

Pozdrówka.

Co do tego zdarzenia w galerii handlowej – słyszałem o nim (dokładniej chodziło chyba o zranienie nożem) i niestety takie rzeczy będą coraz częstsze. Zatarcie granicy między sztuką wysoką i niską, między realnością a wyobrażeniem, między dorosłym a dzieckiem prowadzi w ostateczności do zatarcia granic między życiem i śmiercią – śmierć staje się fikcją, wymysłem, czymś zbyt odległym by mogło być prawdziwe.

Westchnę sobie ciężko na koniec.

F.S

Fo­lo­in­Ste­pha­nus – cóż, nie ma co wzdychać. Zmiany są nieuniknione.  Wiek dziewiętnasty w znaczeniu spolecznym i kulturwym trwał bardzo długo, i trwałby pewnie jeszcze dłużej, gdyby nie pierwsza wojna światowa. Ta wojna zmieniła prawie wszystko. Gdzieś czytałem, że porzucenie przez kobiety długich sukien to właśnie między innymi efekt tej wojny i tego, że kobiety z konieczności przejmowały rolę mężczyzn w produkcji.  A po 1818 r. suknie tylko za kolana  wywołały u wielu grozę i spore protesty. Nic to nie dało.  To szczegół, jednak pokazuje, że zmiany kulturowe są nieuchronne.

Mamy nową rzeczywistość i wiele starych wzorców odchodzi do lamusa.

Miło było.

Pozdrawiam przedświątecznie.

Zależy co nazwiemy postępem, a co degradacją.

Dla mnie pierwsza połowa dwudziestego wieku to nadal czas konstrukcji – budowania i negowania pojęć, zaś czasy po drugiej wojnie światowej już należą do dekonstrukcji – negowania i rozrywania na części pierwsze pojęć.

Pozdrawiam i życzę miłych i spokojnych Świąt.

F.S

Tekst podobał mi się aż do kulminacji. Temat występującego w tle aktora w sam raz nadaje się na szorta. Wykonanie całkiem zgrabne: realistyczne dialogi odpowiednio kontrastowały ze stonowanym stylem narracji. Niestety scena masakry zupełnie mnie rozczarowała. I nie chodzi tylko o mało prawdopodobny rozlew krwi na scenie. Latający stanik, ściągnięta bluzka czy w końcu zbyt długi komentarz jednego z widzów – absurd goni absurd. Jest w tym jakieś przesłanie, ale moim zdaniem finał to po prostu przegięcie. 

 –  a mi wydaje się, że jest bardzo realistyczne, zwłaszcza, jeżeli idzie o zachowanie publiczności. Jak się patrzy na zachowanie się ludzi teraz, podczas różnych demonstracji, manifestacji, kontrmanifestacji itp, to takie zachowanie wcale nie dziwi. Tym bardziej, że teatr w dużej mierze, przy wystawianiu sztuk dawnych mistrzów, niewiele ma wspólnego z tradycyjnymi inscenizacjami, a wystawiane sztuki ze sztukami, które znamy z oryginałów. Reżyserzy prześcigają się w pisaniu na nowo sztuk, które weszły do kanonu sztuk teatralnych. Więc końcowa scena mogła być przyjęta jako zupełnie naturalna – i wzbudzić zachwyt śmiałością wizji, o czym krzyczy jeden z widzów.

Ale każdy odbiera tekst inaczej.

Dzięki za przeczytanie. Stary już co nieco tekst…

Zgłaszam tekst do biblioteki, bo choć nie ma tu fantastyki, to i tak mi się podoba :)

 

Sprawnie napisany, o fajnym klimacie. W połowie drogi wywołał u mnie skojarzenie z utworem “Schow must go on” Queenu, przywołuje w mojej głowie też teledysk “Innuendo”. Taka pustka życia trochę – bo życie to teatr, prawda?

 

Więc mamy historię dosłowną i historię alegoryczną, po prostu opis życia, gdzie czasami potrzeba brutalnego siekania ostrym narzędziem, aby być zauważonym.

 

Mam tylko wątpliwość co do zakończenie – po prostu nie jestem pewny, czy morderstwo na scenie to “występ aktorski”? Chyba mógłby być, choć raczej postrzeżony w krzywym zwierciadle umysłu szaleńca.

 

Mam nadzieję, że mój głos popchnie tekst ku bibliotece.

 

Pozdrawiam!

 

 

 

 

 

 

Pisanie to zadawanie pytań, a czytelnik zawsze zna odpowiedź.

Piotrze, zanim użyjesz słowa “babol”, zajrzyj może do słownika i się upewnij. “Drzewiec” to tylko u Tolkiena.

Babska logika rządzi!

Jakoś nie po Polsku to brzmi :) Zwracam honor :)

 

 

Mam więc spore braki w terminologii dotyczącej broni obuchowej i nie tylko. Inspiracja przyjęta :P

 

 

Pozdrawiam!

Pisanie to zadawanie pytań, a czytelnik zawsze zna odpowiedź.

Nie za bardzo zrozumiałem, o co szlo z drzewcem… Istnieje i jest stosowane określenie “drzewce broni”.  A halabarda nie jest bronią obuchową.

To prawda, w tej miniaturze istnieją dwie warstwy narracyjne – realistyczna i alegoryczna. Ale, prawdę powiedziawszy, to było instynktowne. Chciałem pokazać człowieka zwykłego, niespełnionego, zawiedzionego, który ma tylko jedno pragnienie, chyba dość obsesyjne – w końcu stać się prawdziwym odtwórcą ról teatralnych. Może filmowych…

Czy Jędrzej jest szaleńcem? Chyba nie. W chwili, gdy wpada na scenę i siecze halabardą, ma chyba tylko jedną myśl w głowie – nareszcie nadszedł moment, w którym on zabłyśnie.  Chyba w ogóle nie zdaje sobie sprawy, że popełnia morderstwo. Ale  reakcja widzów została już opisana bardzo świadomie. To się zdarza. 

Podoba mi się ten portret Ryszarda III, ale dłonie to chyba ten nieznany malarz potraktował “po łebkach”.

Dzięki za komentarze. Pozdrówka.

Nowa Fantastyka