- Opowiadanie: Krynia - "Głębia strachu" Prolog

"Głębia strachu" Prolog

Za­sta­na­wia­ło Was kie­dyś, co by było, gdyby wszyst­kie, czar­ne sce­na­riu­sze krą­żą­ce od wie­ków z po­ko­le­nia na po­ko­le­nie, o końcu świa­ta się zi­ści­ły? Gdyby stwo­rze­nia rodem wy­ję­te z hor­ro­rów sta­nę­ły z Wami twa­rzą w twarz? Wszy­scy któ­rych ko­cha­cie i, na któ­rych Wam za­le­ży znik­nę­li, bądź umar­li? Jak my­śli­cie, jak­by­ście się w tedy za­cho­wa­li? Emily Evans, to skry­ta w sobie na­sto­lat­ka, miesz­ka­ją­ca w hrab­stwie Lan­ca­shi­re. Nie lu­bia­na w szko­le i ży­ją­ca we wła­snym świe­cie, do któ­re­go do­pusz­cza tylko swych naj­bliż­szych i grup­kę zna­jo­mych. Przy­zwy­cza­jo­na do ta­kie­go stanu rze­czy, nie spo­dzie­wa się, jakie figle po­tra­fi pła­tać prze­wrot­ny los i jak wiele czeka ją dy­le­ma­tów i nie­bez­pie­czeństw czy­ha­ją­cych na po­wierzch­ni, uko­cha­ne­go przez nią Black­po­ol. Czy sobie po­ra­dzi z ogrom­nym cię­ża­rem od­po­wie­dzial­no­ści na­ło­żo­nym z dnia na dzień na jej barki?

Oceny

"Głębia strachu" Prolog

Rok 2030. Black­po­ol hrab­stwo Lan­ca­shi­re, An­glia. Go­dzi­na ósma rano.

 

Chłód bi­ją­cy z otwar­tej lo­dów­ki daje chwi­lo­we uko­je­nie mo­je­mu roz­grza­ne­mu ciału. Za­le­wam mle­kiem musli na­sy­pa­ne chwi­lę wcze­śniej do miski i ocie­ram ręką, zro­szo­ne kro­pel­ka­mi potu czoło. Upały, które na­wie­dza­ją Wiel­ką Bry­ta­nię pra­wie od trzech ty­go­dni, są nie do znie­sie­nia. Tem­pe­ra­tu­ra osią­ga swe apo­geum w po­łu­dnie, kiedy do­cho­dzi nawet do czter­dzie­stu stop­ni w cie­niu. Nie mogę po­wie­dzieć, że je­stem fanką desz­czo­wej aury, ale to co się teraz dzie­je to gruba prze­sa­da.

– Cześć ko­cha­nie. – Mama wcho­dzi do kuch­ni i uśmie­cha się do mnie cie­pło, a ja sia­dam przy stole mie­sza­jąc cha­otycz­nie łyżką w misce.

– Cześć – od­po­wia­dam zre­zy­gno­wa­nym gło­sem.

– Te upały mnie wy­koń­czą. Kri­sten nie spała pół nocy. – Kri­sten to moja naj­młod­sza sio­stra. Ma do­pie­ro trzy mie­sią­ce i w prze­ci­wień­stwie do moich czte­ro­let­nich braci bliź­nia­ków, Brunona i Grega, któ­rzy wła­śnie wbie­ga­ją do kuch­ni, to anio­łek.

– Tort! Tort! – prze­krzy­ku­ją sie­bie na­wza­jem, oku­pu­jąc lo­dów­kę. Mama staje opie­ra­jąc rękę na mar­mu­ro­wym bla­cie, marsz­cząc brwi.

– Tu go nie ma, a teraz szo­ro­wać do ła­zien­ki.

– Mamo.

– Na­tych­miast.

– Hej urwi­sy. Co tu się dzie­je? – Bliź­nia­ki za­czy­na­ją pisz­czeć, kiedy tata chwy­ta ich pod pachy i gil­go­cze.

– Ta­tu­siu, prze­stań.

–Bę­dzie­cie się słu­chać ma­mu­si? – Stara się wy­glą­dać groź­nie, ale nijak mu to wy­cho­dzi. Chłop­cy ki­wa­ją gło­wa­mi i bie­gną do ła­zien­ki.

– Łap, to do cie­bie. – Rzuca mi białą ko­per­tę i pod­cho­dzi do mamy, która wła­śnie na­le­wa po­ma­rań­czo­wy sok do szkla­nek.

– Co ty wy­pra­wiasz? – mówi i za­czy­na się śmiać, gdy tata po­trze­pu­je wło­sa­mi, z któ­rych wy­strze­li­wu­ją w po­wie­trze kro­ple wody, po­zo­sta­łe po po­ran­nym prysz­ni­cu.

Czę­sto sły­szę, że swoje gęste i kasz­ta­no­we włosy odzie­dzi­czy­łam wła­śnie po nim. Po­tra­fi­my także, jak nikt inny orien­to­wać się w te­re­nie. Mamie za­wdzię­czam drob­ną bu­do­wę ciała i cha­bro­wy kolor oczu. Miło się na nich pa­trzy. Spo­glą­dam na ko­per­tę, którą cały czas trzy­mam w dłoni. Ob­ra­cam ją aby spraw­dzić nadaw­cę.

„THE CHO­SEN” Sek­tor 1

Tal­bot Road 12

Roz­ry­wam po­spiesz­nie pa­pier.

„Do wy­łącz­nej wia­do­mo­ści ad­re­sa­ta. Dzi­siaj o go­dzi­nie dzie­więt­na­stej, czasu miej­sco­we­go pro­szo­na jest Pani o oso­bi­ste sta­wien­nic­two pod wyżej wy­mie­nio­nym ad­re­sem. Obec­ność obo­wiąz­ko­wa. Spra­wa do­ty­czy naj­wyż­szej wagi i tro­ski o Pani życie, gdyż jest ono nie­zmier­nie dla nas cenne. Dal­sze in­struk­cje otrzy­ma Pani po przy­by­ciu na wy­zna­czo­ne miej­sce.”

 

– Co to do cho­le­ry ma zna­czyć? – bur­czę pod nosem do sie­bie.

Ostat­nio w ogóle dzie­ją się dziw­ne i prze­ra­ża­ją­ce rze­czy. An­glię i Eu­ro­pę na­wie­dza­ją nie­ziem­skie upały. Stany Zjed­no­czo­ne bo­ry­ka­ją się z trzę­sie­nia­mi ziemi i po­wo­dzia­mi, a w Afry­ce spa­dło trzy­dzie­ści cen­ty­me­trów śnie­gu. – Pa­ra­no­ja.

– Kto do cie­bie na­pi­sał? – pyta mama sta­wia­jąc przede mną szklan­kę z so­kiem.

– Po­ję­cia nie mam.

– Pokaż. – Po­da­ję ojcu kart­kę. Po do­kład­nych oglę­dzi­nach listu, spo­glą­da na mnie ba­daw­czo.

– No co? Nie patrz, tak na mnie.

– Cie­kaw je­stem, który sza­leń­czo za­ko­cha­ny w mojej córce mło­dzie­niec wy­my­ślił coś ta­kie­go?

– Zwa­rio­wa­łeś?! – tata i te jego do­my­sły.

– Chodź do mnie. – Wsta­ję i od razu znaj­du­ję się w niedź­wie­dzim uści­sku mo­je­go sta­rusz­ka.

– Pa­mię­tam, kiedy trzy­ma­łem cię na rę­kach zaraz po po­ro­dzie. Byłaś taka kru­cha i ma­leń­ka, a teraz? – Prze­wra­cam ocza­mi do­sko­na­le zda­jąc sobie spra­wę, że on tego nie widzi. Za­wszę się roz­kle­ja na wspo­mnie­nie tam­tej chwi­li. Bar­dzo go ko­cham, ich wszyst­kich.

– Bruno, Greg! Chodź­cie tu – woła mama.

Kiedy do­łą­cza­ją do nas moi bra­cia wraz z ma­lut­ką Kri­sten, która wła­śnie się obu­dzi­ła i sie­dzi teraz u mamy na rę­kach, do­strze­głam cze­ko­la­do­wy tort sto­ją­cy na ku­chen­nej wy­spie. Tata od­su­wa się i przybliża do chłop­ców. Wszy­scy za­czy­na­ją zgod­nie śpie­wać sto lat. Spo­glą­dam raz jesz­cze na całą moją ro­dzi­nę, która jest naj­lep­szym co do tej pory spo­tka­ło mnie w życiu.

 

Na­zy­wam się Emily Evans i do­kład­nie dzi­siaj ob­cho­dzę swoje osiem­na­ste uro­dzi­ny. Nie­świa­do­ma, że za kil­ka­na­ście go­dzin moje do­tych­cza­so­we życie ma stać się tylko prze­szło­ścią, do któ­rej już nigdy nie po­wró­cę.

Koniec

Komentarze

Witam Wszystkich. Jestem tutaj po raz pierwszy i postanowiłam podzielić się moim opowiadaniem. Mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu, jeżeli jednak nie, to z góry dziękuję za poświęcony czas ;) Pozdrawiam. 

Kryniu, czy Głębia strachu jest skończonym opowiadaniem? Jeśli to tylko wstęp do Twojej opowieści, bądź uprzejma zmienić oznaczenie na FRAGMENT.

Jeśli chcesz przywitać się ze wszystkimi, zapraszam Cię tutaj: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/5684284

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję. Zostało zmienione.

Kryniu, jako prolog to się sprawdza, bo zaciekawiasz. Ale cztery tysiące znaków to za mało, żeby cokolwiek powiedzieć oprócz ewidentnych rzeczy, jak na przykład zły zapis dialogów. Odszukaj sobie w Hyde Parku Poradnik i zobacz, co powinnaś poprawić. Gdzieniegdzie szwankują przecinki, a i jakaś literówka by się znalazła. 

np. tu http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/12794 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Bardzo dziękuję ;) Już sprawdzam.

Ciężko cokolwiek napisać o tekście, bo to maleńki fragment. Masz trochę błędów w zapisie dialogów.

Witam na portalu. :-)

 

(To mój dwusetny komentarz. :-))

 

Hej ;) W takim razie cieszę się, że akurat trafiło na mnie ;D

Mnie prolog jakoś nie zainteresował. O dialogach wspomnieli już przedpiścy, więc nie będę się powtarzać.

Zadziwiło mnie, jak wyjątkowo czysta jest opisywana przez Ciebie rodzina (jak na Brytyjczyków). Prysznic biorą rano, ręce myją przed jedzeniem, aż miło :D

 

Poza tym w oczy rzuciło mi się:

 ocieram ręką, zroszone kropelkami potu czoło.

Zaznaczenie, że ociera czoło ręką wydaje mi się zbędne.

Temperatura osiąga swe apogeum w południe

To chyba oczywiste.

Anglię i Europę nawiedzają nieziemskie upały. Stany Zjednoczone borykają się z trzęsieniami ziemi i powodziami, a w Afryce spadło trzydzieści centymetrów śniegu. – Paranoja.

Nie, Kryniu, to nie paranoja. Szaleństwo, obłęd, seria nietypowych wydarzeń – tak, ale paranoja na pewno nie.

– Zwariowałeś?! – tata i te jego domysły.

Pomysły?

Hmm... Dlaczego?

Zaczęło się sielsko i anielsko, ciekawa jestem, co wydarzy się potem.

 

Kri­sten nie spała pół nocy – Kri­sten to moja naj­młod­sza sio­stra. – Po nocy kończącej zdanie, brakuje kropki.

 

w prze­ci­wień­stwie do moich dwóch czte­ro­let­nich braci bliź­nia­ków, Bruna i Grega… – Masło maślane. Bliźniaków jest dwóch z definicji.

Imię Bruno odmienia się tak jak Brunon, więc zdanie winno brzmieć: …w prze­ci­wień­stwie do moich czte­ro­let­nich braci bliź­nia­ków, Brunona i Grega

http://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/Bruno-i-Brunon;334.html

 

–Bę­dzie­cie się słu­chać ma­mu­si? – Brak spacji po półpauzie.

 

– Łap, do do cie­bie. – Dwa grzybki w barszczyku albo literówka, jeśli miało być: – Łap, to do cie­bie.

 

Kiedy do­łą­cza­ją do nas moi bra­cia wraz z ma­lut­ką Kri­sten, która wła­śnie się obu­dzi­ła i sie­dzi teraz u mamy na rę­kach… – Zrozumiałam, że mała Kristen ma nadzwyczajne zdolności, bowiem w tym samym czasie, wraz z braćmi dołączyła do pozostałych domowników, właśnie się obudziła i jednocześnie siedziała na rękach mamy. ;-)

 

do­strze­głam cze­ko­la­do­wy tort sto­ją­cy na ku­chen­nej wy­spie. Tata od­su­wa się i staje obok chłop­ców. – Powtórzenie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję za celne uwagi! Zaraz poprawię ;)

Bardzo się cieszę, że mogłam pomóc. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Prolog jest bardzo sielankowy i jeśli faktycznie to fragment życia, do którego bohaterka nigdy nie powróci, to chętnie skuszę się na kolejną część. 

Wstrzymam się od komentarza, chociaż powiem że nie zaciekawiło mnie to ze względu na… Hmm, ja by to ująć… Wydaje mi się, że mogę się domyślać co będzie dalej i w jakim kierunku potoczy się historia. Pozdrawiam i czekam mimo wszystko na pierwszy rozdział, w którym moje obawy zostaną rozdmuchane na siedem wiatrów ;P 

Dziękuję za opinie i komentarze. ;)

Cóż, udało ci się stworzyć odpowiedni klimat w tym krótkim tekście. Moim zdaniem troszeczkę za dużo zdradziłaś we wstępie, choć nie powiem, żeby to bardzo przeszkadzało. Opowiadanie ma potencjał. Mam nadzieję, że wyjdzie z tego coś więcej.

Dziękuję ;)

Nowa Fantastyka