- Opowiadanie: Fladrif - Zstąpienie

Zstąpienie

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Zstąpienie

 H. wszedł do hangaru, w którym znajdowała się jedna z nielicznych ocalałych z potopu kapsuł. Cały personel Olimpusa był już na miejscu by pożegnać śmiałka, który wyruszał na, jak mogłoby się wówczas wydawać, samobójczą misję. Ojciec H., który pełnił funkcję nadzorcy stacji, spoglądał na syna z dumą. Jeszcze przed kataklizmem H. był jednym z najlepszych pilotów i mechaników w ich zespole. Nikt nie nadawał się lepiej do tego zadania.

Stacja Olimpus jako jedna z niewielu przetrwała kataklizm i jako ostatnia została wprowadzona na orbitę okołoziemską Jej mieszkańcy zostali poddani hibernacji, by po ponad tysiącu lat ocknąć się ze sztucznego snu i ponownie zasiedlić planetę. Rok po przebudzeniu nadzorca Z. zadecydował, że nadeszła odpowiednia pora na wysłanie pierwszego ochotnika na Ziemię. Reszta z czasem podąży za nim.

H. wszedł do kabiny. Nie obyło się bez trudności. Prawa noga, którą złamał jeszcze podczas ewakuacji z Ziemi, krzywo się zrosła i przypominała mu o tym przy każdym ruchu. Na szczęście ręce miał w pełni sprawne. Wejście do kapsuły zatrzasnęło się nad jego głową. Całe wydarzenie odbywało się w milczeniu. Wszystkie słowa zostały wypowiedziane na ostatnim uroczystym spotkaniu. Z ojcem i żoną pożegnał się jeszcze przed wejściem do hangaru. Teraz nadszedł czas na czyny.

Ruchy H. były tak wyćwiczone, że równie dobrze mógłby wystartować z zamkniętymi oczami. Po opuszczeniu Olimpusa poczekał jeszcze kilka minut i wyłączył silnik. Powoli dryfując zaczął zniżać się do zewnętrznej warstwy atmosfery. Odłączył moduł techniczny i silnik, zostając w samej kapsule, która zaczęła nabierać prędkości. Tarcie wywołało raptowny wzrost temperatury na pokrytej ceramicznymi płytkami powierzchni kadłuba. H. miał pewność, że maszyna wytrzyma, bądź co bądź osobiście nadzorował wszystkie prace naprawcze. Sytuacja zaczęła się powoli stabilizować. Temperatura malała. Teraz pilot mógł wreszcie zobaczyć Ziemię z bliska. Powierzchnia planety zmieniła się nie do poznania. Ocean pochłonął Stary Kontynent, a wraz z nim wszystkie zdobycze technologiczne. Ludzie z Olimpusa będą musieli odbudować wszystko od podstaw.

Gdy kapsuła znalazła się na odpowiedniej wysokości, H. wcisnął przycisk uwalniający spadochrony. Otworzyły się tylko dwa, z czego jeden zerwał się po kilku sekundach. Nie było możliwości manewrowania. Maszyna leciała w stronę malutkiej, zielonej kropeczki, która okazała się wyspą. H. zacisnął powieki. Chwilę później siła uderzenia wyrwała go z fotela i stracił przytomność.

Gdy się ocknął, kapsuła była otwarta. Wokoło słychać było nerwowe tupanie i przytłumione głosy, ludzkie głosy. H. pomyślał, że to niemożliwe. Żadna stacja nie wysyłała swoich ludzi na Ziemię od czasu potopu, Olimpus był pierwszy. To by oznaczało, że jakieś niedobitki musiały przetrwać kataklizm.

H. wychylił głowę z kapsuły, zaś jego brązowa czupryna wyłaniająca się z roztrzaskanej maszyny wywołała nie lada poruszenie. Gdy pilot przyzwyczaił wzrok do światła, mógł przyjrzeć się otaczającym go ludziom. Większość z nich ubrana była w powłóczyste szaty, a niektórzy nosili ubrania uszyte ze zwierzęcych skór. Niektórzy trzymali w rękach grabie i motyki. Byli raczej rolnikami i nie mieli wrogich zamiarów, co H. przyjął z ulgą. Pilot wypełzł z kapsuły, zaciskając zęby z bólu. Podczas lądowania musiał złamać drugą nogę.

– Gdzie jestem? – spytał, a ludzie aż zadrżeli na dźwięk jego głosu. – Co to za wyspa?

– Lemnos, o panie – odezwał się jeden z otaczających go ludzi i zaraz potem padł na kolana. – O wielki! Twoje przybycie zwiastował strumień ognia przecinający nieboskłon. Skąd przychodzisz? Jak zwie się wielka kraina bogów?

– Jestem z Olimpusa. O, tam. – H. wskazał palcem niebo. Tubylcy jeden po drugim brali przykład ze swojego towarzysza i zaczęli padać na kolana. – Mój ojciec, Zeus, strącił mnie tu… to znaczy wysłał mnie na Ziemię, żeby… no… Spadochrony mi się nie otworzyły i dlatego tak mocno przywaliłem.

– A jak brzmi twe imię, o wielki?

– H… Hefajstos. 

Koniec

Komentarze

Taki sobie króciak. Nazwa stacji, inicjały bohaterów i otagowanie opowiadania sprawia, że zakończenie nie jest żadną niespodzianką.

Wydaje mi się, że do pilotowania nogi są jednak potrzebne.

Hmm... Dlaczego?

Ten Stary Kontynent to chyba A.?

 

Drewian już poprawiłem to zdanie. AdamKB tak :)

Bez urazy, ale to już kilkutysięczna wersja…  :-)

Ale ewakuacja Atlantów na stacje kosmiczne to już rzadkość, więc nie jest źle.

Przyjemność z lektury byłaby większa, gdyby historię napisano bez inicjałów przedwcześnie zdradzających tożsamość postaci.

 

zo­sta­ła wpro­wa­dzo­na na or­bi­tę oko­ło­ziem­ską Jej miesz­kań­cy zo­sta­li pod­da­ni hi­ber­na­cji… – Przed Jej brakuje kropki.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Troszeczkę męcząca lektura – mało oryginalna, ciężka momentami…

F.S

A mnie się nawet spodobało. Może dlatego, że nie popatrzyłam na tagi przed czytaniem, a Olimpus skojarzył mi się z Marsem. :-)

Ale może faktycznie warto coś zrobić z inicjałami.

Babska logika rządzi!

Całkiem niezłe, nie spodziewałem się zakończenia. Choć może nie powala oryginalnością, czytało się przyjemnie. 

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Napisane całkiem sprawnie, rażących potknięć językowych nie zauważyłem. Tekst płynie.

 

Warstwa fabularna natomiast taka sobie. Olimpijczycy zstępujący na Ziemię? Kosmiczno-postapokaliptyczna trawestacja greckiej mitologii? Pójście na łatwiznę moim zdaniem. W ogóle nie lubię takich zabaw. Ciężko zrobić to dobrze i oryginalnie. Zresztą skojarzyło mi się też trochę z Oblivion (Niepamięć) z Tomem Cruisem – raczej nie za dobrym SF. 

Nowa Fantastyka