- Opowiadanie: FoloinStephanus - Rzeźnia Miejska

Rzeźnia Miejska

Szort powstał jakiś czas temu, po tym jak zobaczyłem to:

http://dolny-slask.org.pl/524861,Wroclaw,Centrum_Handlowe_Magnolia_Park.html

zamiast tego:

http://dolny-slask.org.pl/508891,Wroclaw,Rzeznia_Miejska_dawna.html

Dlaczego zabytkowe budynki Rzeźni Miejskiej zostały wyburzone – nie wiem, ale przypuszczam, że mój szort trochę wyjaśnia ;)

Jeszcze dla przybliżenia miejsca:

http://dolny-slask.org.pl/555058,Wroclaw,Hala_uboju_trzody_chlewnej.html – budynek ubojni trzody chlewnej.

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Rzeźnia Miejska

Koniec sierpnia przyniósł do Breslau wiadomość rychłej napaści Niemiec na Polskę. Franciszek, choć nie był przywiązany do ojczyzny, to jednak odnosił wrażenie, że powinien coś zrobić. Był pewny, że Niemcy będą przysyłać w transportach, zamiast swoich, Polaków – zaoszczędzą sobie na tym nerwów. Jego natomiast nie było stać na ratowanie połowy składu, tylko dlatego, że pochodziła z jego kraju. Zresztą nie pozwolono by mu na to. Podymne i tak ledwo wystarczało, żeby wykarmić dwa tysiące gąb.

Tym razem pociągu nie trzeba było przeszukiwać. Cały był wypełniony ofiarami z Afryki. Poszczególne wagony rozładowano w rożnych punktach miasta. Jemu przypadł, jak na ironię, akurat ten…

 

Franciszek zaparkował na małym placu przed rzeźnią, a po chwili stał już przed wejściem do wielkiego budynku ubojni trzody chlewnej. Zewsząd dolatywał smród gnijącego mięsa i zepsutej krwi. Nawet deszcz nie potrafił zmyć przyprawiającego o mdłości zapachu. Franciszek zakrył usta i nos rękawem płaszcza, lecz lejąca się z nieba woda przemoczyła materiał. Zdenerwowawszy się, z obrzydzeniem otarł twarz.

Popatrzył w górę. Ciemne chmury zawisły nad Breslau. Deszcz nie odpuszczał już trzeci dzień. Wszystko tonęło w szarej mieszaninie błota, krwi i zwierzęcych fekaliów.

Z powrotem spojrzał na drzwi ubojni. Były otwarte. Stał w nich, przemoczony do suchej nitki, młodo wyglądający strażnik. Chłopak niby patrzył na Franciszka, ale wygłodniałe spojrzenie co rusz wędrowało w głąb hali.

– Wszystko jest gotowe – młody oznajmił po chwili. Nagle zza jego pleców wybiegła wychudzona, naga kobieta. Strażnik nie zdążył jej złapać i w tej samej chwili wpadła na Franciszka. Zaskoczona zamiast uciekać, popatrzyła na niego. W geście rozpaczy uklękła przed nim, chwyciła za poły płaszcza i jęła bełkotać łamaną francuszczyzną:

– Ratuj! Ratuj! Oni chcą nas zabić!

Franciszek spojrzał wściekle na chłopaka. Nie czekając na jego reakcję, chwycił kobietę za włosy i wrzeszczącą pociągnął do środka.

Strażnik rozejrzał się po okolicy. Nie dostrzegłszy niczego podejrzanego zamknął za sobą drzwi.

Ciemność rozjaśniały rozbłyski burzy. Szum ulewy zagłuszał setki ludzkich oddechów. Wychudzone postaci, cienie dawnej człowieczej potęgi, pochowały się za stołami rzeźnickimi, za maszynami do cięcia i wyciągami. Niektórzy z nich odważnie trzymali w rękach noże i haki.

Franciszek, ogarniając halę wzrokiem, rzucił kobietę pod najbliższy stół. Straciła przytomność, ale żyła. Pod ścianami ubojni stały inne wampiry, nerwowo spoglądające w ciemność… pochylające się do przodu, pociągające nosami w poszukiwaniu zapachu ofiar.

– Drodzy państwo. Smacznego. – Nie skończył mówić, kiedy wampiry zerwały się z miejsc. Halę zapełniły krzyki i piski.

Z każdą sekundą odgłosy cichły. Świsty oddechów były coraz rzadsze. Zanim ofiary zamilkły na dobre, do Franciszka ostrożnie podszedł mały pulchny człowieczek, starający się nie patrzeć w głąb pomieszczenia. Było od niego czuć mokrą, psią sierścią. Zapewne próbował uspokajać strażników zamieniając się w Wilka.

– Przepraszam… – zagadnął po niemiecku, drżącym głosem. Franciszek spojrzał na niego obojętnie.

– Czego? – To pytanie zmroziło człowieczka, ale nie na tyle by zapomniał o zysku.

– Zapłata, proszę pana. Należy się…

Franciszek podał mu zwitek banknotów. Mężczyźnie zaświeciły się oczy na widok dolarów. Wziął je od wampira roztrzęsioną ręką, ale zanim schował spytał jeszcze:

– A oni? – Ledwo zauważalnym ruchem wskazał na rosnący stos ciał.

– Rób z nimi co chcesz… – Franciszek postąpił parę kroków w stronę wybranej dla niego ofiary. Była to Nigeryjka, na jego życzenie, pozbawiona krtani. Charczała, rękoma rozpaczliwie zasłaniając głowę.

Nie cierpiał ich krzyków. Nienawidził kiedy się bronili. Ludzie jak bydło potulnie, bez jęków powinni iść na rzeź.

* * *

Sześćdziesiąt lat później, dwudziestego pierwszego października maszyny wjechały na niewielki plac przed rzeźnią. Wokół buldożerów i koparek zgromadzili się obrońcy zabytkowego, poniemieckiego budynku. Wśród sprzeciwiających się byli również przypadkowi ludzie. Między nimi stał Franciszek.

Wśród mężczyzn z ekipy nadzorującej wampir dostrzegł małego, pulchnego Niemca, z którym przez wiele lat milcząco rozliczał się z każdej ofiary. Nic się nie zmienił, może trochę schudł… Zmężniał, stwierdził Franciszek w myślach.

Ze spokojem patrzył jak maszyny równają z ziemią poszczególne ubojnie, jak pod gruzami znikają ślady krwi. Na twarzy wampira pojawił się smutny uśmiech. Franciszek wiedział, że odór pleśni i zgnilizny utrzyma się jeszcze przez lata. I że za każdym razem, gdy przejdzie obok tego miejsca będzie miał przed oczami tych, których zabił.

 

Koniec

Komentarze

Makabryczny, dobrze napisany szort.

Belhaju dziękuję. Cieszę się, że się podobało.

F.S

Przeczytałem, nie bolało. 

Dziękuję za przeczytanie…

F.S

Bardzo ładnie napisany szort. Powiedziałbym, że przerażający i odrobinę refleksyjny, ale żeby to powiedzieć, musiałbym wpierw pojąć jego sens. A tego nie udało mi się dokonać, niestety.

Mam wrażenie, że jestem na granicy zrozumienia. Być może coś więcej kryje się w historii obiektu, a tej nie znam. Jednak nie wpływa to aż tak bardzo na mój odbiór. 

W przypadku tego typu tekstów trudno mi powiedzieć, że czytało się z przyjemnością. Bo jest mocno mroczny i mrocznie klimatyczny. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Vizarcie dziękuję – myślę że moje tłumaczenia na nic się tu zdadzą, choć jedno mogę napisać, ale o tym poniżej.

Śniąca – Twoje ostatnie dwa zdania są dla mnie jak miód :)

 

Bardzo dziękuję Wam za odwiedziny i przeczytanie.

 

Jedno zdanie tłumaczenia: Rzeźnia Miejska we Wrocławiu została zburzona mimo protestów i mimo tego, że była zabytkiem – dlaczego nie wie nikt; ja to wytłumaczyłem po swojemu.

F.S

Przeczytałam, ale nie podeszło. Podobał mi się klimat i nastrój, ale zabrakło jakiegoś kopa, może więcej makabry, czegoś, co by naprawdę chwyciło za serce i/lub obrzydziło.

Pewnie inaczej tekst się odczytuje będąc lepiej zorientowanym w temacie. 

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

wnioski do raportu:

pracowaćpracowaćpracować i jeszcze raz pracować i chwytać za serce w przenośni i dosłownie

:D

A tak serio-serio gravel dziękuję pięknie za przeczytanie i opinię, kłaniam się.

F.S

Tekst budzi ciekawość i trzyma w napięciu. To na pewno. Przekaz nie do końca jasny, ale może to i dobrze. Miejsca, kryjące jakąś mroczną tajemnicą przyciągają.

Każdy koniec daje szansę na nowy początek...

Dziękuję wiwi za miłe słowa. Cieszę się, że Ci się spodobało.

Kłaniam się.

F.S

Do mnie nie przemówiło. Ot, scena z horroru niewysokiej klasy. Wyróżnia się tylko tym, że rozgrywa się w szczególnym miejscu. Ale nigdy go nie widziałam, więc… dla mnie wcale nie jest wyjątkowe.

Franciszek, choć nie był przywiązany do ojczyzny, to jednak nie mógł odnieść wrażenia, że powinien coś zrobić.

Coś mi się nie zgadza. To jednak nie był przywiązany do ojczyzny, ale chciał coś zrobić czy nie był przywiązany, więc mu się nie chciało? A jak to się wiąże z dalszym ciągiem? Ta Nigeryjka była wrogiem ojczyzny?

Był pewny, że Niemcy będą przysyłać w transportach, zamiast swoich, Polaków – zaoszczędzą sobie na tym nerwów.

W pierwszej chwili nie zrozumiałam tego zdania. Dopiero po przeczytaniu całości nabrało znaczenia, ale nadal budzi wątpliwości. Dotychczas Niemcy przysyłali Franciszkowi swoich? Dlaczego?

Z resztą nie pozwolono by mu na to.

Zresztą. A bez reszty pozwalano?

Poszczególne wagony rozładowano w rożnych punktach miasta.

Dziwne. Rozładowali jeden wagon, przetoczyli resztę składu do innej dzielnicy… Upierdliwe.

Babska logika rządzi!

Finklo zastrzeżenia, a raczej błędy poprawione. Co do drugiej i czwartej wątpliwości… opublikowałem tego szorta z całą świadomością, że nie będzie on do końca jasny. Świat, który (nie)opisuję rządzi się własnymi prawami i nie chciałem nikogo zanudzać ich wykładaniem. Przyjmuję na siebie z pokorą baty za brak zrozumienia, przez czytelnika, pewnych kwestii. 

Dziękuję Finklo za przeczytanie.

Kłaniam się

F.S

“polowy składu“ – połowy?

 

“Nawet deszcz nie potrafił zmyć[-,] przyprawiającego o mdłości zapachu.“

 

“nerwowo spoglądające w ciemność.. pochylające się do przodu“ – Albo wielokropek, albo zwykła kropka i nowe zdanie od wielkiej litery.

 

“– A oni? – lLedwo zauważalnym ruchem wskazał na rosnący stos ciał.“

 

“Nic się nie zmienił, może trochę schudł.. zmężniał, stwierdził Franciszek w myślach.“ – No i znowu. Co to za wynalazek, te dwie kropki? Nie ma takiego znaku interpunkcyjnego.

 

Przyznam, że nie zrozumiałam zamysłu. O co chodzi z tymi upiorami?

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Przedstawiając własną wizję czegoś, o czym sam nie wiesz zbyt wiele, sprawiłeś że ujrzałam posępny i pełen grozy obrazek, którym jednak nie potrafię się zbytnio przejąć, bo mam świadomość, że podyktowała go Twoja wyobraźnia.

 

Wziął je od upio­ra roz­trzę­sio­ną ręką, ale zanim je scho­wał… – Czy oba zaimki są niezbędne?

 

Nic się nie zmie­nił, może tro­chę schudł.. – Wielokropek ma zawsze trzy kropki.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję obu Paniom za przeczytanie i wytknięcie błędów – już poprawiłem. Część z tych błędów to chochliki umysłu – po dziesięciokrotnym przeczytaniu tekstu w poszukiwaniu zaginionych przecinków, widziałem tam “połowy” zamiast “polowy” i tak samo z tymi wielokropkami.

 

Joseheim – sądzę, że moje tłumaczenia byłyby jeszcze bardziej niezrozumiałe; napiszę tylko jedno (choć może to nie rozjaśni niczego), że u mnie słowo upiór = wampir – tego drugiego bardzo nie lubię i unikam go jak ognia (poprawię tagi).

 

Regulatorzy – znam bardzo dobrze historię miejskiej rzeźni we Wrocławiu, natomiast to dlaczego została ona wyburzona, to kwestia korupcji w radzie miejskiej. Szort jest hermetyczny – mam tego świadomość i mogę tylko napisać, że postaram się, aby następny tekst był bardziej przejmujący. Przypisuję sobie in plus słowa “ujrzałam posępny i pełen grozy obrazek” ;)

 

Jeszcze raz pięknie dziękuję

kłaniam się

F.S

Foloinie, w dzieciństwie i wczesnej młodości, przez siedemnaście lat mieszkałam w Łodzi, przy ul. Zgierskiej, na terenie, wtedy się mówiło „spalonej fabryki”, obecnie Mauzoleum na Radogoszczu. https://pl.wikipedia.org/wiki/Radogoszcz_%28wi%C4%99zienie%29

Mimo że znam historię tego miejsca, wydaje mi się, że gdybym umiała napisać opowieść o czymś, co się tam działo/ zdarzyło, wszystko i tak byłoby tylko moim wyobrażeniem, też pewnie dość hermetycznym i mało zrozumiałym dla czytelników, którzy nie słyszeli o tym miejscu, nie byli z nim związani.

Właśnie to miałam na myśli, mówiąc o obrazku podyktowanym przez wyobraźnię.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Masz rację. Cały czas staram się coś przybliżać, a wychodzi jak zwykle – czyli hermetyczne przedstawienie. Też druga sprawa – nie chcę nikogo zanudzać opisami miejsc.

Nie mam pojęcia, czy jest jakiś zloty środek przybliżeniem miejsca a szczupłością opisu, zwłaszcza w tak krótkim tekście.

Mimo wszystko dziękuję za przeczytanie.

Kłaniam się

F.S

Wiem, że powiem teraz straszny banał, ale:

Jak mniemam, kluczem jest napisanie po prostu historii dziejącej się (akurat w przywołanym przez Ciebie, Reg, przypadku) w niemieckim więzieniu w ‘44; takiej historii, która mogłaby się wydarzyć w dowolnym niemieckim więzieniu na terenach Polski, poruszającej uniwersalne problemy, a nie historii dziejącej się koniecznie w tym konkretnym miejscu na Radogoszczu. Znajomość miejsca bardzo pomaga, ale powinna pomagać przede wszystkim autorowi – bo jak masz przed oczami coś, co chcesz opisać, jest dużo prościej, niż gdy stwarzasz scenerię od podstaw w swojej wyobraźni.

Wówczas dla Ciebie – i dla osób, które np. są z Łodzi – dana historia miałaby szerszy, pełniejszy wydźwięk, ale można ją napisać w sposób zrozumiały również dla ludzi, którzy danego miejsca nigdy na żywo nie zobaczą. Relacje między bohaterami, klimat, sposób prowadzenia narracji itp. są wszystkim, co się liczy, jedynym kluczem do zdobycia czytelnika ; ) Nie?

Akurat z więzieniem byłoby o tyle łatwo, że konwencja horroropodobna nasuwa się sama, ludzie lubią się bać, a jak już coś dzieje się w czasach, gdzie Niemcy robią nam kuku, to w ogóle sukces murowany.

 

Przepraszam za offtop, Foloinie.

W sumie jednak sądzę, że gdybyś właśnie mniej skupił się na świadomości, że to ta konkretna Rzeźnia, która jest dla Ciebie ważna, ale dla czytelnika niekoniecznie, tylko spróbował podać w przekonujący sposób wariację na temat “co mogło się dziać w takiej rzeźni w takich a nie innych strasznych czasach”, Twój tekst byłby być może mniej hermetyczny.

I nie, nie domyśliłam się, że Twoje upiory to wampiry…

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Za taki offtop nie trzeba przepraszać ;)

 Rzeczywiście jakbym postawił na uniwersalizm, to historia byłaby czytelniejsza. I to chyba jest klucz do zrozumienia i wyważonego opisu miejsca. Będę próbował.

Dziękuję joseheim

Kłaniam się

 

Edek:

Co do upiorów-wampirów – sadzę, że fantastyka wyrządziła krzywdę upiorom oddzielając ich od wampirów, a przecież to to samo w wierzeniach słowiańskich (ogólnie rzecz biorąc).

F.S

Masz rację – słowo wampir wywołuje obecnie przed oczami wszystkich podobny, ugruntowany obraz; popkulturowy wampir tak daleko odszedł od swojego folklorystycznego pierwowzoru, że aż się płakać chce… No ale co poradzisz, nie poradzisz. Musimy pracować na takim materiale, jakim dysponujemy ; ) Można przynajmniej próbować wpychać w konwencję własne smaczki i to jest fajne.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Ja boleję po dwakroć, bo słowa wampir nie znoszę. Tak jakby nie mówiło całej prawdy.

No nic… biorę się za sobotnie lenistwo :D i tego samego życzę.

Jeszcze raz dziękuję

Kłaniam się.

F.S

No ja właśnie z tymi upiorami-wampirami nie do końca zrozumiałem. Teraz, kiedy już wiem i po lekturze komentarza joseheim, mam wrażenie, że temat dałoby się “wyzyskać” lepiej. Bo na przykład, skoro Franciszek potencjalnie ma pożywiać się na Polakach, ciekawy jest ten temat lojalności do rodaków (on Polakiem jest, nie?) vs. konieczności zaspokojenia głodu. Można by mu poświęcić nieco więcej miejsca.

I ze słowem “wampir” byłoby to wszystko dużo bardziej zrozumiałe. Upiór i wampir to słowa już dość dobrze zdefiniowane, ze zbiorem własnych konotacji, więc ten “upiór” wręcz utrudnił zrozumienie i to, moim zdaniem, w nieuzasadniony sposób.

Warsztatowo poza tym bardzo spoko. Umiesz budować zdania, nieźle wychodzi Ci klimat. Nad przecinkami jeszcze popracuj.

 

 

tojestniewazne – co do “upiora” niestety muszę się zgodzić i pewnie w ostatecznej wersji zmienię na “wampir”; zgodzę się również z “wyzyskaniem” pewnych motywów – i na to przyjdzie czas. Dziękuję za komentarz i dobre słowa.

F.S

Podoba mi się twój/pana styl pisania. Czyta się płynnie i opisane wydarzenia same stają przed oczami. Uwagi mam jedynie do dwóch zdań:

“Zdenerwowawszy się, z obrzydzeniem otarł twarz.” – Wydaje mi się, że lepiej brzmiałoby: “Zdenerwował się i z obrzydzeniem otarł twarz”.

“Nie czekając na jego reakcję, chwycił kobietę za włosy i wrzeszczącą pociągnął do środka.” – Tutaj z kolei usunęłabym słowo “wrzeszczącą” i dopisała jedno zdanie więcej. Coś w stylu” “Na próżno kobieta szarpała się, próbując wyrwać się z uścisku, Franciszek pozostawał obojętny na jej rozpaczliwe wrzaski.”

Ale to jedynie moja obiektywna opinia, a autorytetem w dziedzinie pisania z pewnością nie jestem, dlatego jeśli się ze mną nie zgadzasz/pan nie zgadza, proszę zignorować moje uwagi ;)

Poza tym, opowiadanie bardzo dobre. Taki sugestywny urywek większej, ale okrytej tajemnicą historii.

Zaproponuję złoty środek “Twój” ;)

Dziękuję za opinię – każda jest cenna.

Co do sugestii przemyślę je, ale lubię imiesłowy i trudno mi się z nimi żegnać… :P

Kłaniam się

 

F.S

Nowa Fantastyka