- Opowiadanie: Bojownik - Niebo

Niebo

Trochę o niebie, aniołach...

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Niebo

 

Obudziłem się na zamku, w drewnianym łóżku. Wszędzie wisiały jakieś stare zbroje, a ogień palił się w kominku. Czułem, że to był ranek, rześki i soczysty.

Chciałem wstać, ale nie zdążyłem. Czarnowłosa dziewczyna pojawiła się w mojej komnacie. Spokojna, patrzyła na mnie. Tymczasem wstałem i podszedłem do okna. Widok był niesamowity. Zielona łąki, bezkresna przestrzeń i to powietrze, takie cierpkie i żywe. Aż miałem ochotę wyskoczyć na zewnątrz.

– Nie radzę ci próbować. Twoje skrzydła nie są jeszcze gotowe – powiedziała z powagą dziewczyna. Dopiero teraz spostrzegłem, że mówiła do mnie. Dziwne, bo mówiąc nie otwierała ust, więc chyba używała jakiejś telepatii.

– Mam skrzydła? – Zdziwiłem się.

Faktycznie, bo gdy spojrzałem za siebie, odkryłem na plecach skrzydła, złote, zbudowane z tysięcy malutkich trójkątów. Coś wspaniałego, nie mogłem się doczekać, by je wypróbować. Wszedłem na parapet okna i wyskoczyłem, ale nie tak miało być. Spadałem jak kamień.

– Rozbijesz się! – krzyczała czarnowłosa dziewczyna.

Nagle poczułem wiatr i wzbiłem się, poszybowałem ponad zamek. Teraz mogłem latać do woli, więc korzystałem z tego, aż nie opadłem z sił. Wiele godzin później, wylądowałem przy małym jeziorku. Chciałem się napić wody. Nachyliłem się i już miałem jej nabrać do butelki, gdy nagle coś mnie powstrzymało. Zobaczyłem swoje odbicie w lustrze jeziorka i odkryłem, że byłem kimś zupełnie innym. Wyglądałem jak anioł, a moje oczy miały złote tęczówki. Nie mogłem oderwać wzroku od swojego odbicia. Siedziałem tak, dopóki mojej uwagi ktoś nie zakłócił.

Starzec wraz ze swoją żoną, mieszkał w starej rozpadającej się chacie . Mieli po siedemdziesiąt lat, ale dawali sobie radę. Hodowali świnie, trochę kur i dwie krowy. Nie głodowali, przynajmniej nie tutaj, w niebie.

– Dziadku, dlaczego nie zostawisz tego wszystkiego. Dlaczego nie wyjedziesz stąd, byś nie musiał tak pracować – spytałem. Masz już swoje lata i pewnie chciałbyś odpocząć wraz z żoną.

– Młodzieńcze, ale ja i moja żona będziemy mieszkać tutaj i nigdy nie opuścimy tego miejsca.

– Ale dlaczego? Przecież świat jest wielki i wspaniały. Moglibyście żyć z emerytury i sączyć drinki, zamiast męczyć się na gospodarstwie. – Spojrzałem na spasionego warchlaka, który wpadł do małego ogródka i żarł pomidory. Żaden z gospodarzy nie zareagował.

– Nie rozumiesz młodzieńcze, my kochamy takie życie i tak właśnie chcemy spędzić nasze życie w Siódmym Niebie? – powiedział dziadek.

– Siódmym Niebie? – spytałem nie dowierzając.

 

Wzbiłem się, machałem skrzydłami, by nabrać wysokości. Teraz mogłem sprawdzić, co znajduje się za górami. Były one bardzo wysokie. Chciałem się tam dostać, ale nie byłem pewien, czy moje skrzydła dadzą radę. Nie poddawałem się i leciałem, dopóki, nie ujrzałem zielonej polany. Na miejscu było dwóch aniołów i raczej nie wyglądali na zadowolonych, że mnie widzą. Stali tylko trzymając dwa ogniste miecze. Wydawało mi się, że pilnowali tego, co jest za nimi. Wylądowałem obok nich i spytałem.

– Kim jesteście i co tutaj robicie?

– Jesteśmy rycerzami Boga i pilnujemy wejścia do Szóstego Nieba.

– Słyszałem o niebie od rolnika. Naprawdę jestem w niebie? Czy to znaczy, że spotkam Boga? – spytałem.

– Nikt z Siódmego Nieba nie ma prawa spotkać Boga. Dopiero w szóstym można z nim porozmawiać – odparł anioł. Wiedz Azraelu, że tobie nie jest pisane ujrzeć stwórcę.

– Czyli tutaj nie ma Boga? – spytałem.

W tym momencie się obudziłem. Wyrwany ze snu, wystraszony i naprawdę zaniepokojony, że jestem takim grzesznikiem. Teraz wiedziałem, że nie spotkam Boga, bo pójdę do siódmego nieba.

Wstałem, otrzepałem się odgoniłem świnie. Wyrzuciłem także butelkę od wina.

– Drogie świnki, muszę skończyć z tą zoofilią, bo nie pójdę do nieba. Jutro jedziecie do rzeźni.

Świnie się nie przejęły moimi słowami. Dalej ryły w gnoju.

 

Koniec

Komentarze

Hmmm. Bohater, IMO, zachowuje się skrajnie głupio. Ledwo się dowiedział, że ma skrzydła, już rzuca się z okna. Świeżo przybyły, poucza innych, jak powinni żyć… Kretyn po prostu.

I zakończenie z tych, których bardzo nie lubię.

Masz błędy w zapisie dialogów.

– Nie radzę Ci próbować.

Ty, twój, pan itp. w dialogach raczej małą literą. W listach dużą.

Babska logika rządzi!

Przykro mi to pisać, ale wyjątkowo nie lubię czytać historyjek o cudzych snach. W dodatku gdy są to opowiastki nieciekawe i infantylne.

 

Chcia­łem się napić wody. Na­chy­li­łem się i już mia­łem na­brać jej do rąd… – Do czego chciał nabrać wody?

 

Sta­rzec miesz­kał w sta­rej roz­pa­da­ją­cej się cha­cie wraz ze swoją żoną. – Zrozumiałam, że chata i jej żona rozpadały się wespół.

Może: Sta­rzec, wraz ze swoją żoną, miesz­kał w sta­rej roz­pa­da­ją­cej się cha­cie.

 

Po­le­cia­łem w górę, by spraw­dzić, co znaj­du­je się za gó­ra­mi. – Nie brzmi to najlepiej.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Zakończenie.

Tak jak regulatorka, wyjątkowo nie lubię czytać o cudzych snach. Nie przepadam też za opowieściami o aniołach. Za naiwnymi również. Udało Ci się połączyć wszystkie te minusy w jednym, fatalnie napisanym opowiadaniu.

Melduję, że jako dyżurny przeczytałem.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Przeczytałem dwa pierwsze akapit i wystarczy.

 

Obu­dzi­łem się na zamku, w drew­nia­nym łóżku. 

hmm, albo gość wie gdzie usnął – to po co to to info (dla czytelnika rzecz jasna), albo nie wie gdzie usnął – to skąd wie, że to zamek?. “na zamku” - tzn gdzieś na górze zamku, w postawionym na szczycie łóżku, hmm?

Wszę­dzie wi­sia­ły ja­kieś stare zbro­je

no, ale nie wiem: wisiały w “jakimś” pokoju, czy w zamku, “widzę” tylko bliżej nieokreślone stare zbroje, w bliżej nieokreślonym miejscu ,

a ogień palił się w ko­min­ku. 

pomyślałem o wieczorze, ale następne zdanie wskazuje, iż paliło się rankiem, który był rześki (czyli rozumiem drewna dorzucił ktoś inny niż budzący się, mimo, iż ranek był fajowy i rześki. Pewnie, żeby było bardziej “zamkowo i klimatycznie”.  

Czu­łem, że to był ranek, rześ­ki i so­czy­sty.

słowo “czułem” jest potrzebne?

 

Chcia­łem wstać, ale nie zdą­ży­łem.

przepiękne zdanie  

Czar­no­wło­sa dziew­czy­na po­ja­wi­ła się w mojej kom­na­cie.

nie wiem czy weszła, czy może chodzi o rodzaj magicznego pojawienia się

 

Spo­koj­na, pa­trzy­ła na mnie.

to chyba dobrze?

Tym­cza­sem wsta­łem i pod­sze­dłem do okna.

myślałem, iż pojawienie się dziewczyny ma jakiś cel, choćby przerwanie “chcenia wstawania”, ale nie, nasz bohater ignoruje dziewczynę i dzielnie wstaje (tymczasem) i podchodzi do okna (hurra) 

Widok był nie­sa­mo­wi­ty. Zie­lo­na łąki, bez­kre­sna prze­strzeń i to po­wie­trze, takie cierp­kie i żywe.

eee, łąka + przestrzeń = niesamowite, nie widzę tego. takie “cierpkie i żywe powietrze” – nie wiem co autor miał na myśli

Aż mia­łem ocho­tę wy­sko­czyć na ze­wnątrz.

Bohaterze: nie zabijaj się z powodu tego, tak barwnie opisanego, piękna .

Choć, gdyby skoczył, a jakiś mózg spryskał niezliczone kamienie pośród żywego powietrza przesiąkniętnego niezwykłą aurą zamkowej tajemniczości, a tym samym zakończył to opowiadanie – to bym pochwalił.

Ignorancja to cnota.

Dopisanie kilku zdań tylko, moim zdaniem, pogorszyło sprawę.

Sen jak sen, ludziom śnią się dziwniejsze (i głupsze też, więc nie jest najgorzej). Ale czy taki sen “nawróci” ochlapusa zoofila? Szczerze wątpię…

Kiedy pojawi się Twój tekst wolny od podstawowych błędów?  :-(

Motyw snu i zakończenie słabo pasuje do reszty szorta. Twój pomysł nieba i jego podziału kojarzy mi się z pomysłem Mai Lidii Kossakowskiej.

Mnie też nie kupiło. Zakończenie nie pasuje, nie mówiąc o tym, że motyw obudził się na końcu zawsze potwornie spłyca całą fabułę. Błędy w przecinkach, zapisie dialogu, coś dziwnego dzieje się ze znakami zapytania.

Spokojnie, poprawię, czasu brak. Zabiegana jestem.

Trochę o niebie, trochę o aniołach, trochę o świniach, ale w sumie… to nie wiem o czym ;) Taki babol i parę mu podobnych widziałam:

– spytałem. -[+] Masz już swoje lata

A sam tekst jest raczej nieapetyczny.

Tylko nie "Tęcza"!

Usilnie starałem się znaleźć w tym szorciaku coś dla siebie, choć opowiastki o aniołach to wybitnie nie mój temat,  i niestety się nie udało. Dziecinne, niedopracowane. Po prostu: nie.

F.S

Bojownik – angel fantasy lubię, ale Twoje opowiadanie mnie nie zachwyciło. Sporo błędów, powtórzeń i nielogiczności zakłócało odbiór tekstu. 

Natomiast zakończenie… Według mnie zupełnie nietrafione, po prostu niefajne. Na pewno są jakieś inne grzechy, których mógł się dopuścić bohater, bo zoofilia pasuje tutaj jak kwiatek do kożucha. No bo sama zobacz: najpierw zamki, raj, aniołki fruwające tu i ówdzie. A nagle pijany świniopas – zoofil. Nie. Cytując Foloina Po prostu: nie.

Sporo pracy przed Tobą, bo co prawda pomysły masz, ale nad warsztatem trzeba przysiąść…

Bardzo chaotyczne i niespójne opowiadanie. Trudno powiedzieć, co właściwie próbujesz przekazać tą historią. A to, co przekazujesz, robisz dość nieporadnie. Zabrakło ci, że tak powiem, warsztatu i rozmysłu, żeby skonstruować wiarygodnego bohatera i narrację. 

Nowa Fantastyka