- Opowiadanie: Fosken - Złapać i nie puścić

Złapać i nie puścić

Powstało pod wpływem chwili. Może komuś przypadnie do gustu :) Krytyka mile widziana :)

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Złapać i nie puścić

Siedzę i czytam książkę, w pustym przedziale pociągu. Jadę prosto, aż do Berlina.

Słońce zaczyna mnie atakować, uderza promieniami przez szybę, w twarz.

Natura jest piękna, ale czasami przeszkadza, komentuję pod nosem.

Odkładam lekturę, wstaję i podchodzę do okna, uchylam je i patrzę przed siebie.

W oddali dostrzegam zwierzęta, które kradną kukurydzę z plantacji.

Chcę im się przyjrzeć, zobaczyć dokładnie, co robią i jak wyglądają.

Tyle, że nie mogę, bo jadę pociągiem, a z niego nie ma stałego widoku.

I nagle uderza mnie coś, co tak dobrze już znam.

Mogę, ale nie ruszam się z miejsca. Wciąż patrzę przez okno, błądzę myślami i wzrokiem.

W końcu wracam, tam, gdzie wcześniej siedziałem, i wyciągam z plecaka przybory. Zapisuję pośpiesznie na kolanie, w zeszycie:

A gdyby tak życie leciało jakby od tyłu…

Bombarduję myślami moją krótką refleksję. Tak intensywnie jak tylko potrafię. I dopisuję po chwili:

Narodziny byłyby końcem, czy może przystankiem, początkiem w dłuższej podróży…

Chcę mieć choć namiastkę tego, jakby to było. Idę za ciosem – wyciągam z kieszeni odtwarzacz, zakładam na uszy słuchawki, odpalam utwór od tyłu.

Przelewam wrażenia na papier.

Słowa tracą swój sens, logiczną spójność przekazu, powoli doprowadzają do paranoi.

Nie to nie to, dochodzę do wniosku. I robię coś zupełnie innego. Zmieniam koncepcję.

Zostawiamy ten widok za oknem, jako źródło pomysłu, przekładam kartkę w zeszycie i zaczynam od nowa:

Jadę prosto, aż do Berlina. Widzę przez okno zwierzęta, które kradną kukurydze z plantacji.

I nagle uderza mnie coś, co, sprawia, że czas leci w przeciwnym kierunku.

 

Po chwili z boku, na marginesie notuję.

Tytuł powieści: Zdążyć na czas.

Koniec

Komentarze

Zmarnowałeś 103 słowa z 259 na niezbyt zajmujący opis jazdy pociągiem.

Przykro mi, ale nie.

Edit: Taka sugestia, popracuj może nad tym tekstem i przerób w refleksyjnego drabble. :)

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Podziwiam Twoją odwagę, Foskenie. Puścić taki strumień świadomości (z cofaniem wstecz włącznie) na forum, to jak wrzucić owieczkę pomiędzy wilki. Nie przypuszczasz chyba, że komentatorzy zostawią na tekście suchą nitkę? Jako że piszę z komórki, powtórzę tylko za Zalthem: NIE!

Hmm... Dlaczego?

niema → nie ma

co, tak dobrze już → bez przecinka

, gdzie wcześniej siedziałem i wyciągam –> przecinek przed “i”

jakby od tyłu, cofało się wstecz → trzy razy napisałeś to samo :P

Wiesz, jak skończyłem, zacząłem czytać od tyłu i nawet jest to logiczne do pewnego momentu, bo końcówka (początek) się rozjeżdża. Choć tak naprawdę nie mam pewności, czy to był Twój zamysł, czy wyszło przypadkiem :P Więc na razie wstrzymam się z opinią.

Krytyka nigdy nie jest mile widziana, ale… Czasami się nie da inaczej. Jedyny plus tego opowiadania to jego długość. Tak jak wspomniał Zalth: przykro mi, ale nie.

 

A odpowiadając na pytanie: “Narodziny byłyby końcem, czy może przystankiem, początkiem w dłuższej podróży.” (Brak znaku zapytania swoją drogą)

 

Otóż moim skromnym zdaniem narodziny nie mogłyby być końcem, gdyż z biologicznego punktu widzenia jest to początek, a raczej początek v.2 (jakby to pewnie powiedział jakiś programista), gdyż zgodnie z chrześcijańskimi założeniami “ortodoksów” życie zaczyna się od momentu poczęcia, czyli gdzieś taka dziewięć miesięcy przed narodzinami. Idąc tym tokiem rozumowania narodziny byłby swego rodzaju przejściem ze świata zewnętrznego w świat wewnętrzny, gdzie oczekiwalibyśmy degradacji naszego wykształtowanego już ciała, w formę przypominającą glutogila (Jeżeli autor chciałby wiedzieć co mam na myśli, niech spradzi na własną rękę, że tak wybrednie zażartuje :P ). A dopiero później nastałby koniec, o ile udałoby się nam ponownie wcisnąć w … Nieważne w co ;) 

 

Pozdrawiam :) 

Karkołomne…

Do mnie taka forma przekazu nie przemawia.

Zalth: Nie musi ci być przykro. Mi nie jest. tekst albo się podoba albo nie. A wszelkie uwagi jak najbardziej są wskazane, więc dziękuje za szczerą opinię i sugestię z drabble, nad którą pomyślę.

Drewian: Wydaje mi się, że czasami trzeba stać się tą samotną owieczką w stadzie wilków :) żeby później wiedzieć na czym się ‘stoi’ / wyciągnąć jakieś wnioski. 

zygfryd89: Błędy już poprawiam. Przeraża mnie to, że tak ciężko się to czyta : P ale  mimo wszystko uważam, że to dobrze, iż  opublikowałem ten tekst, bo już wiem, że jest fatalny w odbiorze. Poczekam jeszcze na kilka opinii, sugestii i pewnie go skasuję, a może całkowicie przerobię :)

 

Największa zaleta tekstu – jest krótki. Jego największa wada – powstał.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Idaho_lowa Moim zdaniem krytyka jest jak najbardziej mile widziana, bo pomaga zrozumieć nad czym należy popracować ( to, że wygląda, iż w moim przypadku nad wszystkim, to już inna kwestia )

A co do narodzin jako końca, to i tak i nie. Z biologicznego punktu widzenia owszem są początkiem,  ale to była tylko krótka refleksja.

Hurtowo dziękuje za odzew. 

 

 

Fosken, przeczytaj sobie ten tekst od tyłu, zdanie po zdaniu. To się prawie układa w logiczną całość :P Może warto trochę to dopracować, zmienić tytuł na taki, który też można przeczytać od tyłu i tym bronić tego tekst – że to zabawa z konstrukcją :P

Popieram Zigiego. :) Tylko ten początek, te zwierzaki kradnące kukurydzę… Taka kreskówka była. :)

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Tyle, że ja jeszcze przed chwilą (przed opublikowaniem tego tekstu) miałem go za ‘przystępny i łatwy w odbiorze’ :D Więc boję się myśleć, co się z nim stanie, jak jeszcze zacznę go przerabiać :D Jakkolwiek dzięki za sugestie, obiecuję, że przemyślę :))

Ooo, jaka kreskówka ze zwierzakami w kukurydzy? :-)

Ja zwróciłam na nie uwagę chyba najbardziej w całym tekście, bo z jednej strony narrator doskonale wiedział, co robią, a z drugiej – opisał je tylko jako “zwierzęta”. I takie to było niepokojące, i w sumie fajne (bo pierwsze skojarzenie: a może narrator nazywa zwierzętami ludzi o innych poglądach albo w ogóle jego świat ma bardzo pokręcone zasady i te stworzenia to ktoś zupełnie inny?). A przemyślenia co do czasu płynącego w tę lub w tamtą stronę to już niekoniecznie.

BardzoGrubaLola, dziękuje za komentarz. Cieszę się, że te ‘zwierzęta’, wywołały u ciebie taką reakcje, bo  mniej więcej o to właśnie mi chodziło :) A co czasu płynącego wstecz, to oczywiście przyznaję rację. Może uda mi się ten pomysł wykorzystać kiedy indziej, jak już nauczę się pisać coś z morałem i sensem :)

Jakkolwiek poszedłem za sugestią zygfryd89 i Zalth , żeby coś tutaj zmienić. Tyle, że zmieniłem chyba wszystko… także możliwe ze znowu ‘odleciałem’ i się nie spodoba. Tekst jest dostępny tutaj:  http://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/15245

Pozdrawiam ! :)

 

 

A gdzie tu fantastyka?

Krótkie, jakby poszarpane, akapity mnie męczyły, mimo że tekst krótki. Do tego sporo (jak na takie maleństwo) literówek – szczególnie e-ę.

Babska logika rządzi!

Finkla 

Bohater zaczyna pisać powieść, do której inspiracje czerpie z refleksji. A te, powstały pod wpływem, tego, co zobaczył za oknem. I piszę w tej powieści jako narrator, że uderzyło go ‘coś’, co sprawiło, że czas leci w przeciwnym kierunku. I tutaj jak dla mnie już jest fantastyka.

Jakkolwiek przyznaję, że tekst jako całość ciężko zaliczyć do ‘fantastyki’. 

Zgadzam się z Idaho. 

Otóż moim skromnym zdaniem narodziny nie mogłyby być końcem, gdyż z biologicznego punktu widzenia jest to początek

Nawet w przypadku Benjamina Buttona, wszystko zaczęło się od narodzin, mimo że reszta jego życia była wywrócona do góry nogami. 

 

Mnie też te pojedyncze zdania jako akapity czytało się ciężko i na początku byłam zdecydowanie na nie. Jednak uwaga Zygfryda zmieniła nieco spojrzenie na tekst. Jednak tylko nieco, bo wciąż do mnie nie przemawia.

Do tego wciąż pozostały jakieś usterki, wyraźnie widoczne w tak krótkim tekście, np. 

Zapisuje pośpiesznie na kolanie

Chce mieć choć namiastkę tego

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Tyle, że ja chciałem przedstawić punkt widzenia bohatera, a nie mój. Bohatera, który zastanawia się nad tym, co by się stało, gdyby tak czas ‘zaczął biec’ w przeciwną stronę (‘czas’  w ogólnym ujęciu, takim, który obejmuje także i ‘zegar’ biologiczny)

Analogicznie wtedy zamiast się zestarzeć – stałby się dzieckiem. A później.. mógłby nastąpić jego koniec (śmierć) lub początek (reinkarnacja)

 

W każdym bądź razie.. wyciągam wnioski,  z sugestii i komentarzy, i postaram się, żeby następnym razem było już lepiej :)

P.S te dwie ‘usterki’ poprawione :)

Nie dla mnie ten tekst – nie przemawia do mnie taki ciąg myśli w sumie niewiele mówiący.

F.S

Fosken – tekst nie przypadł mi do gustu, zmęczyły mnie te poszarpane akapity i dość krótkie, jakby telegraficzne zdania. Na początku sądziłam, że chciałeś napisać wiersz, ale szybko się okazało, że jednak nie. 

Natomiast podoba mi się, że bronisz swojego tekstu i to w całkiem rozsądny sposób :)

Zobaczymy, jak będzie dalej.

Nowa Fantastyka