- Opowiadanie: ARHIZ - Upadek Lunatyczki

Upadek Lunatyczki

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Biblioteka:

bemik, regulatorzy, FoloinStephanus

Oceny

Upadek Lunatyczki

Leżę skulony w lodowym wyżłobieniu – jedynie nieznacznie odsłonięty z jednej strony, tej którą się wślizgnąłem. Nie ma tu za wiele miejsca, nie mogę nawet wyprostować nóg – nie zamierzam jednak wybierać się gdziekolwiek. Będę leżał tu i czekał aż mnie znajdą. Zapewne odwodnię się i dostanę przykurczów, ale przeżyję, wrócę…

Poza moim schronieniem burza trwa w najlepsze – białe płatki śniegu wściekle zacinają z boku, jakby nie zamierzały nigdy dotknąć bezkresnej polarnej pustyni, którą mam przyjemność odwiedzać. Aktywuję układy podtrzymywania życia w moim kombinezonie, i już po chwili czuję jak delikatne ciepło rozchodzi się po klatce piersiowej – ot prywatne ogrzewanie. Papryki nie usmażę, ale i nie zamarznę – jednocześnie nie zwrócę na siebie ich uwagi oraz nie pogrzebię się żywcem w mojej kryjówce.

Poszukiwaczki wciąż patrolują teren. Co rusz widzę, jak długi fioletowy płaszcz sunie tuż obok mojego „okienka na świat”. Widziałem je nieraz, ale nigdy z tak bliska. Wysokie, chude postacie bez twarzy – trochę jak kobiety z „Płonącej Żyrafy”  Salvadora Dali. Ich ruchy są delikatne, eteryczne – silny wiatr zdaje się przez nie przenikać. Mają na sobie jakby długie suknie, coś na kształt wietnamskich ao dai. Zawsze zastanawiałem się, czy posiadają nogi… Sposób poruszania się i specyficzne falowanie przywodzi na myśl raczej stopę ślimaka, niż kobiece nogi. Sama suknia jest zresztą tylko przenośnią – one nie noszą ubrań, po prostu tak wyglądają. 

Pomimo, że wejście do mojego wyżłobienia jest wysokie na prawie pół metra, nic mi nie grozi. Poszukiwaczki są zawsze wyprostowane, nie kucają, nie siadają, a głową obracają tylko na boki. Dodatkowo ich zakres widzenia przypomina wizjer w starych czołgach – szeroka oś x, ale wąska oś y. Aż głupio, że z kimś takim przegraliśmy wojnę, mając w dodatku przewagę liczebną i – teoretycznie – technologiczną. Teraz kryjemy się w norach jak szczury, a one z pozoru bezmyślnie miotają się po powierzchni, po czym bezbłędnie nas znajdują, jedna baza po drugiej… A żeby było jeszcze śmieszniej, sami je obudziliśmy – wyciągnęliśmy z prastarych ruin i zakłóciliśmy ich sen… A ja siedzę tuż pod ich świątynią – tak to nazywamy, ze względu na kopuły – czyli u bram wrogiego stanowiska… i czuję się bezpieczny. Tak, znam to słowo – ale w dzisiejszych czasach pełni nieco inną funkcję niż przed tym jak moi przodkowie sprowadzili Poszukiwaczki. Obecnie „bezpieczny” jest czymś, co ma nastąpić w bliżej nieokreślonej przyszłości: „jak to wszystko się skończy”. A ja mam ten stan tu i teraz, edycja limitowana i na wyłączność – tylko czekać aż przyjdzie wiadomość przypominająca o zapłaceniu abonamentu (tak, operatorzy sieci komórkowych są bezwzględni, apokalipsa czy nie). 

Czuję w sobie przyjemne ciepło – nie, nie chodzi o system podtrzymywania życia – chodzi właśnie o poczucie bezpieczeństwa. O brak tego wiecznego wyczekiwania: „co się zaraz wydarzy?”. I obserwuję Poszukiwaczki… My, którzy przeżyliśmy, poznaliśmy już nieco jak one funkcjonują. Stąd moja pewność, że nie mogą mnie zobaczyć. 

Cholerne lunatyczki… Tak naprawdę, mówiąc, że je obudziliśmy, mam na myśli kolejną przenośnię. One cały czas śpią, i to jest w tym wszystkim najgorsze… Ale dość na dziś, jestem zmęczony. Robię, jak uczyli mnie na szkoleniu, staram się myśleć słowami, prowadzić ciągły monolog wiedząc, że w moim nieśmiertelniku ukryty jest rejestrator – ot kolejna odsłona Czarnej Skrzynki. Jeśli umrę, być może ktoś mnie odnajdzie i zrobi z moich przemyśleń użytek. Być może… jestem senny. Ciepło…

 

 

Odgłos miękkiego uderzenia. 

 

 

Budzę się momentalnie, otwierając powieki do granic możliwości. Serce podchodzi mi do gardła… Znalazły mnie. 

Głowa Poszukiwaczki leży dokładnie naprzeciw mojej, w oddaleniu może dwóch metrów. Przewróciła się… Przewróciła się akurat tak, że upadła na bok i skierowała się twarzą w stronę wejścia do mojej kryjówki. Nie potrafi wstać, nie potrafi się obrócić. Bezcelowo wyciąga rękę w moją stronę, a rytmiczne ruchy sukni sygnalizują, że próbuje iść przed siebie – zupełnie jakby myślała, że wciąż stoi. Poszukiwaczki się nie przewracają… No to centrala się zdziwi.

Mimo to znalazła mnie. Na jej „twarzy” zaczynają rozbłyskiwać zielone punkty, które następnie rozlewają się i łączą ze sobą, co wygląda trochę jak pajęczyna, a trochę jak sieć neuronów. Nazywamy to „kontaktem wzrokowym” – nie mogę się ruszyć, nie mogę przestać patrzeć. Moje powieki stają się coraz cięższe. Zasypiam na zawsze – znalazły mnie. 

Śnię… Stoję w jakimś ciemnym pomieszczeniu otoczony Poszukiwaczkami, sześcioma. Trzy ruszają do przodu, wzdłuż drogi wyznaczonej przez mdłe światło nieznanego pochodzenia. Bezwiednie idę za nimi, a pozostała trójka zamyka korowód. Dokładnie tak opowiadali to ci, których nieśmiertelniki znaleźliśmy. Teraz jeszcze mój mózg funkcjonuje, jeszcze rejestruje… Widzę dwa nakładające się obrazy. W jednym idę za Poszukiwaczkami, w drugim oddalam się od mojego skulonego ciała. Jestem coraz wyżej… teraz widzę już tylko leżącą Poszukiwaczkę… I drugi obraz znika. Pozostaje tylko ten pierwszy. Idę prowadzony przez Lunatyczki.

Każdy z nas zastanawia się, dokąd one nas zabierają… i po co. Cóż, będę miał okazję się przekonać. Mój mózg powoli przestaje pracować, boję się jednak, że mam duszę, która musi iść z nimi… Oby ateiści mieli rację… Niemniej nie żałuję tej akcji. Dowiedzieliśmy się nowej rzeczy, a to zawsze coś – zaś ja przez chwilę poczułem się bezpieczny… uczucie tak piękne jak ulotne, jednak dodaje mi otuchy nawet teraz. 

Kapitanie, zróbcie z tego zapisu użytek, odmeldowuję się! 

Koniec

Komentarze

Interesująca scena, wydaje się fragmentem jakiejś większej całości. Po przeczytaniu pozostał mi głównie niedosyt:

– kim/czym są te Poszukiwaczki?

– jak/po co zostały obudzone (że przypadkiem już wiemy, ale co doprowadziło do tego zbiegu okoliczności?

– co spowodowało upadek jednej z nich?

– no i, last but not least, jak to się dzieje, że sieć komórkowa i abonamenty wciąż działają?

Hmm... Dlaczego?

Oho, pomyślałam, jak tylko zaczęłam czytać – dobrze że krótkie. A potem pomyślałam, cholera, co on sobie myśli? Wstawia niecałe sześć tysięcy znaków i sądzi, że tak jest dobrze?

A niech Cię! Powinieneś dostać lanie! Bardzo klimatycznie poprowadzona narracja, fajne postacie, senna akcja, a mimo to trzymająca w napięciu.

Rozumiem zarzuty, które wypisała Drewian, choć ja uważam, że to fajny zabieg, wszak żołnierz relacjonuje przebieg wydarzeń dla kapitana, a nie dla mnie – czytelnika, a kapitan doskonale wie, jak to się wszystko stało. Ale podpisuję się pod jej ostatni zastrzeżeniem – po apokalipsie sieć komórkowa i abonament? Wyrzuć to albo zmień na coś w stylu, jak kiedyś, gdy działały… 

Gdzieś mignęły mi zbędne przecinki, ale generalnie tekst dobrze napisany. A mnie się tak spodobał, że kliknę Ci na zachętę bibliotekę. 

I witaj na portalu!

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Ależ wypisane przeze mnie punkty to nie zarzuty! Raczej (być może niefortunnie sformułowane) żądania o więcej! Mam tak jak Ty, Bemiku, uważam, że Autorowi należy się lanie za te niecałe 6 tys znaków.

ARHIZ – dopisać! Dopisać, proszę, więcej!

Hmm... Dlaczego?

No widzisz, ARHIZ – ledwie się pokazałeś na portalu, a już się baby o Ciebie biją. wink 

Więc cieszę się, Drewian, że mamy takie samo zdanie. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Dziękuję za komentarze. Przyznam, że mnie też korci, żeby wyjaśnić skąd się to wszystkie wzięło. Pozostaje więc wziąć się do roboty i nie zatrzeć dobrego wrażania ;)

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

kobiety z „Płonącej Żyrafy” od Salvadora Dali.  ==> skasuj “od”.

A żeby było jeszcze śmieszniej, my ludzie sami je obudziliśmy  ==> “my ludzie” zbędne.

My, ci którzy przeżyliśmy,  ==> “ci” niepotrzebne.

że je obudziliśmy mam na myśli  ==> przecinek po “obudziliśmy”.

Robię jak uczyli mnie ==< przecinek po “robię”.

>>>>>>>>>>><<<<<<<<<<<<

Spokojny opis robi wrażenie. Pozytywne. W opozycji do przedpiśczyń uważam, że tu nie ma czego kontynuować, rozwijać. Jeśli, to napisać od nowa, od punktu zerowego apokalipsy.

Aha – telefonia komórkowa nadal działa? Ejże…

Adam dobrze gada – napisać od zerowego punktu apokalipsy. Postacie ciekawe już masz, teraz tylko akcja!

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Nie lekceważcie potęgi telefonii komórkowej ;)

Dziękuję za wskazanie błędów, już się biorę za poprawianie. “Od Salvadora” napisałem celowo, ale widzę, że muszę zmienić bo po prostu jest to brane za błąd.

 

W kwestii napisania czegoś jeszcze o Lunatyczkach, tak właśnie myślałem – zacząć od punktu zerowego apokalipsy.

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Przykro mi, ale to jest błąd. Poprawna składnia przy określaniu autorstwa dzieła to dopełniacz.  Obraz Picassa, książka VanderMeera.

Poprawione :)

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Podoba mi się niezwykle oszczędne opisanie sytuacji, w której znalazł się żołnierz, ukazanie tylko tego, co niezbędne. I choć poznaliśmy zaledwie maleńki fragmencik świata opanowanego przez Poszukiwaczki, choć jest ochota na więcej, lektura była bardzo satysfakcjonująca.

 

Poza moim schro­nie­niem,burza trwa w naj­lep­sze… – Brak spacji po przecinku.

 

białe płat­ki śnie­gu wście­kle za­ci­na­ją z boku… – Czy jest możliwe, by płatki śniegu miały inny kolor?

 

tro­chę jak ko­bie­ty z „Pło­ną­cej Ży­ra­fyod Sa­lva­do­ra Dali. – …tro­chę jak ko­bie­ty z „Pło­ną­cej ży­ra­fy” Sa­lva­do­ra Dali.

 

Mają na sobie jakby dłu­gie suk­nie, coś na kształt wiet­nam­skich Ao Dai. – …coś na kształt wiet­nam­skich ao dai.

 

ot ko­lej­na od­sło­na Czar­nej Skrzyn­ki. – …ot, ko­lej­na od­sło­na czar­nej skrzyn­ki.

 

teraz widzę już tylko le­żą­cą po­szu­ki­wacz­kę… – Zgodnie z wcześniejszym zapisem, chyba: …teraz widzę już tylko le­żą­cą Po­szu­ki­wacz­kę

 

Każdy z nas za­sta­na­wia się, gdzie one nas za­bie­ra­ją… i po co.Każdy z nas za­sta­na­wia się, dokąd one nas za­bie­ra­ją… i po co?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Przeczytałam szybko i z przyjemnością. Muszę powtórzyć za innymi – czuję niedosyt. A nawet zjada mnie ciekawość co to za Poszukiwaczki, skąd się wzięły, jaka jest geneza tego świata. Bo zapowiada się interesująco, a do tego jest ładnie napisane.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Zgadzam się z przedpiścami – pozostawiasz czytelników w stanie niedosytu.

Poza tym – ja z babki w “Płonącej żyrafie” najlepiej zapamiętałam szuflady… Wprowadzało to niezamierzony chyba element komizmu do postaci. :-)

Babska logika rządzi!

Dziękuję za opinie i wskazanie kolejnych niedociągnięć :)

Regulatorzy, przy “gdzie one nas zabierają… i po co.” wolałbym jednak pozostać bez znaku zapytania.

Finkla – faktycznie, szuflady też zapadają w pamięć. Z pewnością bardziej niż tytułowa żyrafa ;)

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Jasne, moje propozycje to tylko sugestie i wcale nie musisz z nich korzystać. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

ARHIZ – oczywiście, że w swoim tekście możesz zostawić to bez pytajnika, niemniej jest to pytanie i przydałoby się to zaznaczyć. A przy okazji: nie gdzie, a dokąd.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Będę leżał tu i czekał aż mnie znajdą

eteryczne – silny wiatr zdaje przez nie przenikać.

zdaje się

 

i czuję się bezpieczny. Tak, znam to słowo – ale w dzisiejszych czasach pełni nieco inną funkcję niż przed tym jak moi przodkowie sprowadzili Poszukiwaczki. Obecnie „bezpieczny” jest czymś

a później znów bezpieczni i bezpieczeństwo… Cztery razy w jednym akapicie?

teraz widzę już tylko leżącą poszukiwaczkę…

To w końcu zapisujemy wielką literą, czy małą?

 

 

Szkoda, że świat nie był pokazany szerzej. Może kiedyś doczekamy się kontynuacji? Chciałoby się wiedzieć, co się stało i co będzie później. :)

 

 

Aaaa i zmień sobie w tekście, jak wejdziesz do edycji z opowiadania na szort. Tekst dzięki temu zyska, bo jest krótki. Więcej osób go przeczyta. :)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Klimat ciekawy, ale „kwestie techniczne” budzą niestety moje wątpliwości.

1/ Zastanawia mnie fakt, dlaczego Poszukiwaczki są tak słabo przystosowane do szukania czegokolwiek. Wszak sama nazwa wskazuje, że zajmują się poszukiwaniem. Protagonista włącza ogrzewanie skafandra jak gdyby nigdy nic, nie obawiając się wykrycia przez rzeczone. A przecież pierwszą rzeczą, jaką można ( i należy) wykorzystać do poszukiwania kogoś na lodowej pustyni jest podczerwień, albo jakiś inny, nawet bardzo prymitywny wykrywacz ciepła.

2/ Piszesz o lodowych wyżłobieniach (ja bym dał rozpadliny, ale niech tam). Potem pojawia się takie oto zdanie: „Pomimo, że wejście do mojego wyżłobienia jest wysokie na prawie pół metra, nic mi nie grozi”. Jeśli jest to wyżłobienie, to powinno być raczej zejście a nie wejście. I nie wysokiegłębokie

3/ Skoro poszukiwaczki są takie senne i bezradne w poszukiwaniu kogokolwiek i czegokolwiek, to jakim cudem mogły odnaleźć bazy swych oponentów? Chyba tylko przypadkiem, albo przewracając się co krok – – na bok.

4/ Bohater czuje się bezpieczny, choć sytuacja w jakiej się znalazł jest nie do pozazdroszczenia, (co obrazuje zresztą dalszy ciąg tej historii). Lepiej zadziałałoby wzmożenie poczucia zagrożenia, a nie jego osłabianie. Wychodzi na to, że protagonista jest naiwny, albo w najlepszym razie – optymistycznie liczy na odsiecz swojego oddziału, a nie ma chyba nic gorszego na pustkowiu jak naiwny optymista ; )

Reasumując: jak na tak krótki tekst, w sumie wprawkę, mamy tu kilka poważnych niekonsekwencji, które rozbrajają suspens i wnoszą do tej historii duży pierwiastek fantastyki… raczej nie naukowej ; ) Pozdrawiam.

 

edit: Pomysły masz naprawdę fajne, obrazowe. Musisz tylko popracować nad science w tym swoim fiction – i będzie dobrze ; )

...always look on the bright side of life ; )

Napiszę jedno: mało. 

Napiszę jeszcze drugie: się podobało :D

F.S

Satysfakcjonujące. Jak na pojedynczą scenę, całkiem spójne i ciekawe.

Podobały mi się opisy, zwłaszcza poszukiwaczek i sama historia lunatyczek. Fajny motyw z rejestratorem myśli.

Nie trafiły do mnie natomiast przemyślenia narratora o sieci komórkowej ;P. Uwagi Jacka nie są bezpodstawne, ale czytało się na tyle dobrze, że mnie się nie nasunęły. Oprócz uwagi o poczuciu bezpieczeństwa – bo tu akurat nie mam zastrzeżeń, może sam jestem trochę naiwny ;).

 

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Bemik – z tego co mi wiadomo, “gdzie” także może zostać tutaj użyte, jednak sam wolę “dokąd” i staram się go używać gdzie należy. 

Morgiana89 – popoprawiałem, jedynie “będę tu” bez “tu” zostawiam, bo pasuje mi “kolorystycznie” ;) Miałem też małe trudności ze wspomnianym “bezpieczeństwem” – ostatecznie zostały dwa z czterech.

jacek001. Na wstępie dziękuję za uwagi.

1 i 3. Myślę, że aby odpowiedzieć na Twoje pytania, potrzeba po prostu dłuższego tekstu o Poszukiwaczkach. Powiem tylko, że gdyby faktycznie były słabo przystosowane, ludzkość nie miałaby z nimi większego problemu ;) 

2. Co do wyżłobienia, chodziło mi o taką boczną wnękę. Pytanie, czy to co chciałem opisać faktycznie zwie się “wyżłobieniem”.

4. Myślę, że bohater nie zawsze jest w stanie trzeźwo i logicznie ocenić sytuację. Można sobie zadać pytanie, w jakim był stanie psychicznym lub co go zmusiło, by dotarł tak daleko (pod siedzibę wroga). 

FoloinStephanus, Nevas – dzięki za uwagi :)

 

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Mała scenka plastycznie opisana. Nie mam za dużo do dodania od siebie. Ale na pewno umiałeś zaintrygować tekstem. Ciekawe czy rozwiniesz kiedyś ten świat przedstawiony. 

Dzięki za opinię. Biorąc pod uwagę Wasze zachęcenia, grzechem byłoby jeszcze czegoś nie napisać ;)

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

No to bracie dałeś czadu!!!

Zastanawiałem się parę minut, czy achać i ochać, czy jakoś inaczej…

Będzie inaczej.

Skojarzenie:

Nie znam na tyle angielskiego, aby zrozumieć “do końca” poezję śpiewaną przez dajmy na to… Bruce Spingsteena. I wcale mi to nie przeszkadza, żeby dajmy na to “Streets of Philadelphia” po raz enty słuchać z zapartych tchem, opuszzczoną szczęką i ponadnormatywnym przełykaniem śliny…

Pewnie tak właśnie wyglądałem, czytałjąc to co napisałeś… a właściwie wyśpiewałeś w niesamowitym akompaniamencie, jakieś muzyki, którą gdzieś sprytnie  w tekście zaszyfrowałeś… 

Hawk!

 

Kusząca wizja tego czegoś na b – zwłaszcza w edycji limitowanej…

Niech Wszechświat Wam błogosławi...

Ginogi – cieszę się, że Ci się podobało :)

Karamala – z racji narastającej liczby chętnych, zapewne Poszukiwaczki rozszerzą swoją działalność, więc może i my się załapiemy ;)

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Efektowne i z pomysłem, choć rzeczywiście pomysł na świat prosi o rozwinięcie i poszerzenie (i nawet wytknięte przez poprzedników niedostatki science w science fiction nie przeszkadzały(. Niemniej, czytałam z zainteresowaniem i z przyjemnością. 

Nowa Fantastyka