- Opowiadanie: mirekson11 - Granica

Granica

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Granica

 

 

 

– Niech pan się tak nie spieszy – mówiła łagodnym głosikiem pani Miłek. – Życie panu nie ucieknie. Kurczowo trzyma się pan tej własnej indywidualności, spiesząc się nie wiadomo do czego. A co, jeśli okaże się, że kiedy porzuci pan tę indywidualność strusia pędziwiatra, który żyje bez wytchnienia, wówczas może okazać się, że najlepszy Mirek, to Mirek, który pozwala sobie na przeciętność?

– Przeciętność? Niech pani nie żartuje… – skrzywiłem się na samą myśl o byciu zwykłym Kowalskim.

 – Już dziś uciekłby pan do Nowej Zelandii, albo, na przykład, do Wąchocka… no,  ale gdzie tam! Wąchock?

Rozemocjonowani zaśmialiśmy się. Poczułem, że łączy nas więź. Miałem świadomość, że jest tą wybraną terapeutką, tą właściwą.

Lubiłem kreślić przed nią żywo kolory własnej intymności. Wyciągałem na światło dzienne ukrytą przed innymi duszę, dziką naturę, która co dzień nakazywała mi marzyć, wznosić się myślami wysoko ponad śmiertelność, krążyć gdzieś poza granicami ziem, poza podziałami, daleko poza cywilizacjami, hen w nieznanym i niebezpiecznym… Odkrywać nowe miejsca, smakować, czuć, dotykać… ten dziki zew nakazywał mi oddać wszystko za życie.

I trzy dni po ostatniej terapii znalazłem się w dziczy. Zagubiony, sam… Zdany na własne myśli, na działanie.

Byłem w miejscu, w którym w ogóle nie powinno mnie być. Przed przekroczeniem granicy przestrzegał mnie napis na tablicy postawionej obok drutu pod wysokim napięciem – ZAKAZ PRZEJŚCIA. TEREN AGENCJI BEZPIECZEŃSTWA NARODOWEGO.

Co tam mogą trzymać?

Cofnięcie się i powrót do domu było dla mnie jak wyparcie się własnej natury. Zew woła: uciekaj od cywilizacji, uciekaj od złudnego poczucia bezpieczeństwa, natomiast głęboko zakodowany w mej głowie program nie może jednocześnie nawoływać – uciekaj od przygody.  

I wzruszywszy ramionami przekroczyłem granicę, a ściślej ujmując przeskoczyłem przez drut. Czołgając się przez porośnięte gęstą, soczystą zielenią wzgórze musiałem być czujny, więc zerkałem w lewo, w prawo, przed siebie. Ani śladu ludzkiej duszy. Cos mówiło mi, że misja się uda – A! nie mówiłem jeszcze o celu misji. Chciałem zobaczyć co jest w postawionym na wzgórzu szarym budynku. Bowiem musiałem dowiedzieć się co tak naprawdę było zakazane.

Jestem przed drzwiami. Przede mną uśpiona twarz siedzącego na krześle jegomościa. Wnioskując po mundurze jest to żołnierz. Chrapie. Na piersiach unosi się i opada broń. Chcę podejść i mu ją odebrać. Bezdźwięcznie.

Ściskajac unoszę ją wysoko nad ramiona. Słyszę jakiś dźwięk. Przyjmuję pozycję obronną.

I nagle ktoś mnie od tyłu podszedł i trzask bronią w głowę. Owo uderzenie to ostatnie co pamiętam, aż do momentu, kiedy przebudziłem się w wielkiej, dusznej, mroźnej sali. Nie byłem tam samotny. Lekko unosząc głowę znad twardej jak kamień poduszki ujrzałem dziesiątki śpiących na takich samych łóżkach postaci. Prawdopodobnie byli to sami mężczyźni, a tego też nie jestem pewien. Wiem, że mieli zarost i krótkie włosy. Jednak coś mnie w ich wyglądzie uderzyło i to jest jedyna rzecz, której nie pamiętam. Byli ode mnie inni. – Momentalnie przeszło mi przez myśl, że tamci żołnierze mogli podać im jakieś środki na senne, zresztą mi również, bo jak inaczej mógłbym przespać dwadzieścia cztery godziny. 

Wiszący na ścianie zegar z kalendarzem wskazywał godzinę siedemnastą. Tak jest, od chwili gdy przekroczyłem granicę bezpieczeństwa minęły dwadzieścia cztery godziny.

„Muszę się podnieść z tego paskudnego łóżka! Cholera jasna, jak tu twardo”.

Nie, za nic świecie nie byłem w stanie przebić tych skórzanych pasów, które mnie obezwładniały. Zresztą nawet gdybym miał wówczas przy sobie nóż, nie mógłbym stamtąd uciec, gdyż myśląc o ucieczce usłyszałem odgłos tupania butów i dźwięki męskich głosów. Jakaś grupa zbliżała się w moją stroną. Postanowiłem więc udawać, że śpię.

Stanęli przede mną. Słyszałem głosy trzech postaci.

– Nie było mnie na tym terenie od miesiąca, tak więc mam spore zaległości w temacie waszych technologii. A więc, czy jesteście w stanie cofnąć jego wspomnienia na dwa dni wstecz. Da się to zrobić, doktorze Flaubercie?

– Niestety nie ukończyliśmy jeszcze pracy nad sprzętem, który ma umożliwić nam wybór konkretnej daty w przeżyciach pacjenta, do której możemy usunąć jego wspomnienia.

– Jasne. Hm… W takim razie zostają mu cztery stare warianty, tak?

Pan Hiroki odchrząknął.

– Zgadza się. Osobiście polecam pierwszy wariant, czyli wymazanie pamięci z ostatniego roku. Wszystkim nam chodzi tylko o to, aby na zawsze zapomniał co tutaj widział. Przecież nikt nie może dowiedzieć się o kosmitach. Chaos w kraju to najgorsze co może nas spotkać. Nie ogarnęlibyśmy takiej paniki, no i nasz handel przestałby funkcjonować.

– W takim razie do dzieła. – Był to głos trzeciej postaci.

Chciałem otworzyć oczy, ale śmiertelnie się bałem. Najgorsze było to, że równie mocno obawiałem się je otworzyć, jak nie otworzyć, drżałem na myśl o usunięciu mojej pamięci. A co, jeśli naruszą ten delikatny organ jakim jest mózg? Co, jeśli na zawsze zostanę warzywem?

 Usłyszałem dźwięk pracującego sprzętu, który przypomniał mi odgłos panujący w gabinecie dentystycznym.

W przypływie paniki otworzyłem szeroko oczy.

– WYPUŚĆCIE MNIE! Już… Kurwa mać!!! Wypuśćcie mnie… Nie!!!

 

***

 

Chcę zaznaczyć, że to co opowiadam miało miejsce jakieś piętnaście lat temu. Oczywiście, teraz pamiętam całe zdarzenie. Bez problemu przypominam sobie to, co działo się ze mną przed i w trakcie operacji, a wspomnienia wróciły dzięki japońskim specjalistom i genialnej aparaturze, którą wymyślili dwunastego marca dwa tysiące trzydziestego ósmego roku. Tak… nigdy nie zapomnę tej daty.

W pokoju zrobił się rozgardiasz. Wnuki były głodne i przez to stały się nieznośne.

– Chyba będziemy musieli kończyć tę opowieść… hm, szkoda – córka wzruszyła ramionami.

Uśmiechając się poklepałem ją po plecach.

– Nie martw się, Angie. Jeszcze znajdziemy na to czas.

– Wiem. Twoja historia jest niesamowita. Jesteś jedyną osobą, która o wszystkim pamięta. Znasz szczegóły całej operacji. Nawet nie wiesz jak bardzo jest to cenne. Tylko dziwi mnie, że robili tyle hałasu wokół handlu kokainą. Przecież było wtedy tysiące innych handlarzy, którzy nie przeszczepiali ludziom wspomnień. 

– Racja… Wiesz córeczko, do dziś mam wrażenie, że tam było coś dużo cenniejszego i groźniejszego od tych kilogramów kokainy.

– Co to mogło być?

– Hm, ci ludzie… ci śpiący na łóżkach byli jacyś dziwni. Pamiętam, że wtedy przetarłem oczy, bo wydawało mi się, że to są kosmici. Hehe, śmieszne, co? Pewnie dali mi mocne proszki. I sama widzisz… oni eksperymentowali z narkotykami. To co mi podali, na pewno nie było zwykłym środkiem nasennym, to miało działanie halucynogenne. Kosmici! He, to ci dopiero!

Z kuchni dobiegł do nas krzyk dwuletniego Andrew.

– Już idę!! – Córka wstała z krzesła i zrobiła krok w stronę drzwi. Po chwili stanęła i zza pleców rzuciła mi pytanie.

– Tato? Dlaczego przekroczyłeś wtedy granicę?

Rozbawiło mnie to pytanie.

– Przekroczyłem ją dlatego, że nikt inny nie śmiał tego zrobić. Chciałem być wyjątkowym uciekinierem. 

Koniec

Komentarze

Przeczytałam i sama nie wiem, co więcej powiedzieć o tym tekście. Właściwie nic odkrywczego nie napisałeś. A w dodatku jakoś tak cała akcja się rozmyła i sporo niedróbek. 

TEREN AGENCJI BESPIECZEŃSTWA NARODOWEGO. – BeZpieczeństwa

Trzymają sobie kosmitów i zabezpieczają jednym drucikiem? Facet na foteliku śpi przed wejściem? Żołnierz a broń ma myśliwską?

bo jak inaczej mógłbym przespać dwadzieścia czterech godziny.  – cztery

Jeśli przespał dokładnie dobę, to skąd o tym wie? Wszak godzina siedemnasta wczora i dzisiaj na zegarku wygląda tak samo, chyba że na ścianie był kalendarz, na którym skreślano daty

a wspomnienia wróciły dzięki japońskim specjalistom i genialnej aparaturze, którą wymyślili dwunastego marca dwa tysiące trzydziestego ósmego roku. – no, jak oni takie rzeczy wymyślają jednego dnia, to jestem ciekawa, co wymyślą jak dostaną więcej czasu?

 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Przeczytałam, nie zrozumiałam. :-(

To chyba wszystko, co chcę powiedzieć, bo wydaje mi się, że opinie o opowiadaniu nie są dla Autora istotne, skoro pod żadnym ze swoich tekstów nie zareagował na żaden komentarz.

 

A co, jeśli okaże się, że kiedy puści pan in­dy­wi­du­al­ność stru­sia pę­dzi­wia­tra… – Raczej: A co, jeśli okaże się, że kiedy porzuci pan in­dy­wi­du­al­ność stru­sia pę­dzi­wia­tra

 

Już dziś uciekł­by pan do Nowej Ze­lan­dii, ale, na przy­kład, do Wą­choc­ka… – Czy nie powinno być: Już dziś uciekł­by pan do Nowej Ze­lan­dii, albo, na przy­kład, do Wą­choc­ka

 

zna­la­złem się w dzi­czy. Za­gu­bio­ny, sam… Zdany na wła­sne myśli, na dzia­ła­nie. Od jakiś czte­rech go­dzin znaj­do­wa­łem się w miej­scu… – Powtórzenie.

 

prze­strze­gał mnie napis na ta­bli­cy po­sta­wio­nej obok drutu pod wy­so­kim na­pię­ciem. Na drew­nia­nej ta­bli­cy na­pi­sa­ne było… – Powtórzenie.

 

prze­sko­czy­łem przez drut. Czoł­ga­łem się przez po­ro­śnię­te gęstą… – Powtórzenie.

 

Coś mó­wi­ło mi, że misja się uda – A! nie mó­wi­łem jesz­cze o celu misji. – Powtórzenie.

 

Przede mną uśpio­na twarz po­ło­żo­ne­go na le­ża­ku je­go­mo­ścia. – Chyba masło trochę maślane.

Czy ktoś położył jegomościa?

 

Łapie ją. Ści­skam. – Literówka.

 

mi­nę­ło równe dwa­dzie­ścia czte­ry go­dzi­ny. – …mi­nę­ły równe dwa­dzie­ścia czte­ry go­dzi­ny.

Czy to był zegar z kalendarzem?

 

Zresz­tą nawet gdy­bym miał wów­czas przy sobie nóż nie mógł bym stam­tąd uciec… – Zresz­tą, nawet gdy­bym miał wów­czas przy sobie nóż, nie mógłbym stam­tąd uciec

 

– WY­PUŚĆ­CIE MNIE! Już… Kurwa mać!!! Wy­puść­cie mnie… Nie!!!!!!!!!! – Zazwyczaj stawiamy jeden wykrzyknik, w uzasadnionych przypadkach, trzy. Dziesięć wykrzykników, to o siedem za dużo.

 

Oczy­wi­sta teraz pa­mię­tam całe zda­rze­nie.Oczy­wi­ście, teraz pa­mię­tam całe zda­rze­nie.

 

Chyba bę­dzie­my mu­sie­li koń­czyć opo­wieść…Chyba bę­dzie­my mu­sie­li koń­czyć opo­wieść

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Przeczytałam i nie wiem, kurczaki, co myśleć. Tekst czyta się bardziej jak jakiś konspekt niż ukończone opowiadanie. Masz tu zbiór luźno opisanych scen (rozmowa z terapeutą, scena w lesie, obudzenie się w pomieszczeniu pełnych brodatych ludzi/kosmitów, rozmowa z wnukami), przedzielonych szczątkową narracją i gwiazdkami.

Zdecydowanie doradzałabym popracować jeszcze nad tekstem.

Hmm... Dlaczego?

Doczytałem do końca, bo niedługie. Jak moje przedpiśczynie, pojęcia nie mam, co mam myśleć o tekście. Zafałszowano dziadkowi pamięć, czy odblokowano rzeczywiste wspomnienia, czy zastąpiono je fałszywką taką, żeby nie wiadomo było, kosmici czy narkotyki?

A do tego ile błędów…  :-( 

Tekst mnie nie porwał. Ani odkrywczego pomysłu w nim nie ma, ani nawet starego ładnie przedstawionego. Sporo usterek językowych. Dialog nad facetem udającym śpiącego uderzył mnie sztucznością – naprawdę musieli sobie wyjaśniać rzeczy, które wszyscy w firmie już wiedzieli?

Od jakiś czterech godzin

Jakichś.

Jest pewna różnica między łożyskiem a łożem.

Nawet nie wiesz jak bardzo jest to cenne. Tylko, wiesz, dziwi mnie,

Powtórzenie. Hmm. Ja też nie wiem, jak cenne są jego wspomnienia. Skoro japoński aparacik działa, to pewnie jest więcej takich osób.

Babska logika rządzi!

Dziękuję wam wszystkim za komentarze, a szczególnie autorom tych najbardziej krytycznych wpisów. Wiem, że w moich tekstach najczęściej pojawiają się błędy logiczne, wynikające z tego, że utwory są po prostu nie dopracowane. Dzisiaj, siadając przed laptopem w głowie miałem zupełną pustkę, nie miałem pojęcia o czym napiszę. I w jednej chwili przeskoczyła mi w myślach migawka z serialu “Z Archiwum X", więc stwierdziłem, że popłynę z tematem. Zero przygotowania. Podobnie było w przypadku reszty moich tekstów, oczywiście, z wyjątkiem powieści, których fragmentów nie umieszczałem na stronie. Jak zdążyliście zauważyć w tym utworze pojawiły się też literówki i powtórzenia. Na ogół piszę szybko, więc efektem tego są trudne do wyłapania przeze mnie – szczególnie świeżo po pisaniu – wpadki literackie.

Jeszcze raz dziękuję za zainteresowanie.

 

Spróbuj po napisaniu odłożyć tekst na kilka dni.

Babska logika rządzi!

Na ogół piszę szybko (…) szczególnie świeżo po pisaniu – wpadki literackie.

zmień podejście…tekst jest słaby. 

 

 

W pierwszym fragmencie niepotrzebnie przechodzisz na chwilę na czas teraźniejszy.

„żołnierze mogli podać im jakieś środki na senne” – nasenne

„czy jesteście w stanie cofnąć jego wspomnienia na dwa dni wstecz” – Jak cofnąć, to logiczne, że wstecz – może po prostu „o dwa dni”?

„A co, jeśli naruszą ten delikatny organ jakim jest mózg? Co, jeśli na zawsze zostanę warzywem?” – Trochę dziwne, że martwi się tylko o to, gdy chcą mu usunąć pamięć z całego roku.

Ogólnie nie porwało. I ostatnie zdania według mnie zbędne – takie trochę jakby chciały zrobić jakieś wrażenie, a im nie wyszło.

Skoro nie mogli wymazać pamięci do konkretnej daty, to dlaczego mogli zrobić to dla roku? Czy to nie polega na tym samym? Trochę bez sensu – rok wcześniej to też konkretna data.

Przydałoby się nabudować wokół tego jakąś bardziej skomplikowaną historię, bo samo przekazanie dość oczywistej idei zawartej w puencie to trochę mało.

Nowa Fantastyka