- Opowiadanie: ssj333 - Flota - Rozdział I

Flota - Rozdział I

Oceny

Flota - Rozdział I

 

Pamiętam pewne rzeczy. Wóda, samochód i bójka. Oberwałem prosto w bebechy, ale nie byle czym, bo kijem golfowym. Nieźle, bo prawie zszedłem. Mawiają, że umierając, widzi się tunel, ale ja widziałem tylko logo Fujikura, znanego producenta kijów golfowych i spawarek do światłowodów.

Wracałem z pracy i przy okazji zahaczyłem o pub „Piekiełko”. Pamiętam tylko, że trochę wypiłem, po czym ktoś mnie wsadził za kierownicę mojej Audi TT. Nieznajomy włączył silnik i zawiadomili gliny, że niby jakiś pijak chce odjechać na podwójnym gazie. Zanim jeszcze przyjechała policja, ów ktoś wyciągnął woreczek z białym proszkiem, po czym włożył mi to do gęby. Dorzucił jeszcze kilka torebek na siedzenie pasażera, mówiąc, że to gratis.

Gdy tylko usłyszałem koguta, niemal natychmiast mi odbiło. Ruszyłem z płonącymi oponami i bardzo szybko zgubiłem policyjnego forda mustanga GT, ale daleko nie zajechałem. Nagle ni stąd, ni zowąd, ostry błysk światła o mały włos nie pozbawił mnie wzroku. Jedna wielka światłość na niebie spowodowała, że musiałem hamować i o mały włos nie wylądowałem w rowie. Światło miało tak duże natężenie, że straciłem na kilka minut wzrok. Jedyną rzeczą, którą później poczułem, potężny wstrząs i eksplozja.

Dziesięć minut później odzyskałem wzrok i pojechałem dalej. Z oddali widziałem słupy czarnego dymu. Okazało się, że droga międzystanowa numer pięć, została przecięta czterdziestu metrowym wąwozem, na którego jednym z końców znajdował się olbrzymi krater. Wiecie, miałem naprawdę dużo szczęścia, bo chyba las ochronił mnie od wybuchu tego czegoś.

Widok był iście apokaliptyczny, bo z miasteczka Lancaster City zostały zgliszcza. Wiedziałem, że to musiał być meteoryt, lub bomba atomowa.

Dojście do krawędzi krateru zajęło mi dwadzieścia minut. Smród spalonych ciał nie ułatwiał sprawy. Okropnie się bałem.

Wiedziałem, że nikt z miasta nie przeżył. Zresztą, uderzenie było tak potężne, że i mnie, o mały włos nie zabiło.

Zszedłem po skarpie krateru, chciałem się dostać na jego drugą stronę, bo widziałem, że tam przetrwały jakieś budynki, jednak cały czas zakrywałem usta i nos rękawem. Dym był strasznie duszący, gryzł w gardło i powodował łzawienie oczów.

Poruszanie się po kraterze nie było problemem, jednak gdy zaczynałem grzęznąć, uświadomiłem sobie, że coś jest nie tak. Woda z rurociągów zalewała teren, więc musiałem się ewakuować. Wiedziałem, że tędy nie przejdę.

Po kolejnych kilkudziesięciu minutach przedzierania się inną drogą, przez zgliszcza o mały włos się nie zabiłem. Dym był coraz gęstszy i ciężko było się poruszać, a wielki głaz z drutami wyrósł nie wiadomo skąd przed moją twarzą. Nie wiem, co to było. Dym nie pozwalał mi czegokolwiek dojrzeć. Cały czas łzawiły mi oczy.

Dotknąłem ów tajemnicze znalezisko ręką i wtedy poczułem się dziwnie, tak że jakoś tracę na wszystko ochotę, tracę czucie, tracę świadomość. Poczułem, że czas zaczyna zwalniać, a sam moment jak upadałem, był chyba dłuższy niż moje życie. Upadanie trwało niemal latami, mijały eony, ale w końcu straciłem przytomność.

Obudziłem się w zupełnie innym, zimnym i nieprzyjemnym miejscu.

Odzyskałem przytomność, ale nie wiedziałem gdzie jestem. Wiedziałem tylko jedno, no smoking. – Palenie zabronione. Wystarczył ułamek sekundy i cała paczka fajek płonęła jak papierki bengalskie.

Jedno jest pewne, bardzo dobrze mi się tutaj oddycha, łatwo przyjemnie. Umysł jest jasny i prawie oświecony. Tutejsze powietrze kojarzyło mi się z kawiarenką tlenową. Z tego, co pamiętam, obowiązywał tam zakaz „no smoking”.

Krzyczałem w nadziei, że ktoś mnie usłyszy, ale nie uzyskałem żadnej odpowiedzi. Zaczynało mnie to już doprowadzać do szału. Nie wiedziałem, czy miałem wypadek? Może zamknęli mnie w pokoju bez klamek?

Byłem zupełnie sam, z okropnym bólem głowy i niesamowitą trzeźwością umysłu. Pomieszczenie było tak ciche i ciemne, że mój umysł z braku bodźców sam zaczynał je wytwarzać. Czytałem kiedyś, że człowiek pozbawiony jakichkolwiek bodźców, popada zazwyczaj w obłęd.

Z potwornym trzaskiem mojego krzyża i stawów kolanowych wstałem, mówiąc do siebie w myślach-jak ja kocham ten wspaniały dźwięk. Ciężko oddychałem. Miałem połamane żebra, co dopiero teraz zauważyłem. Otaczała mnie ciemność, stała i bezgraniczna, dudniąca, mglista, przeraźliwa. Wołanie nic nie dawało. Nawet echo mi nie odpowiadało.

Nagle pojawiło się przede mną ledwo widoczne migające coś, jakby oddalony o kilkanaście metrów świetlik. Nie minęła sekunda, gdy moje więzienie stało się całkowicie oświetlone.

Patrzyłem w ścianę, na której pojawił się mały migoczący punkt. Stałem jak wryty, oszołomiony, wystraszony. Stałem tak z klaustrofobicznym pytaniem, kto mnie tutaj zamknął?

Punkt zaczął się poruszać w dół ściany. Rysował on za sobą wąską linię. Po chwili ukazał się moim oczom, prostokąt o wysokości dwóch metrów oraz siedemdziesięciu centymetrów szerokości. Nagle całe metalowe wnętrze prostokąta zniknęło, odsłaniając wyjście. Szkoda tylko, że było tak ciemno.

Ważne jest to, że wreszcie coś się dzieje i to już jakaś nowość po tylu godzinach ślęczenia w tej dziwnej celi. Znikające ściany? Trochę to było przerażające.

Stałem przed ciemnym prostokątem i podjąłem decyzję, że jednak do niego wejdę. Wszedłem w samą ciemność, bo co miałem zrobić? Potężny błysk światłości poraził moje oczy, ale nie oślepłem.

– Gdzie ja do cholery jestem? – krzyknąłem.

Całe szczęście, że miałem w kieszeni okulary przeciwsłoneczne. Wyglądałem z nich znacznie poważniej. Poza plamami, spowodowanymi przez nadmierne natężenia światła, powoli zaczynałem dostrzegać rozmazane kształty otoczenia. Czekałem i gdy już mój wzrok się przyzwyczaił, nie mogłem uwierzyć w to co widzę. Zdjąłem nawet okulary, żeby się przekonać, czy to nie jest jakaś sztuczka.

– Jezu Chryste, gdzie ja do cholery się znalazłem? – powiedziałem po raz kolejny do siebie.

Przestrzeń napawała mnie takim lękiem, że odruchowo szukałem czegoś, czego mógłbym się złapać, by nie spaść. Wyglądało na to, że byłem na orbicie planety, być może Saturna, choć kolory się nie zgadzały, bo druga, największa planeta układu słonecznego nie była czerwona. Wokół planety krążyły także liczne księżycy. Najbliższy z nich był koloru fioletowego. Akurat fiolet był tym wkurwiającym kolorem, Różowy także się do nich zalicza. Prawdziwy mężczyzna nienawidzi fioletowego, różowego i tym mu podobnych.

Cała lewa strona iluminatora była zajęta przez setki, jak nie tysiące statków kosmicznych. Wszystkie poukładane w równych odstępach, jakby ktoś je tutaj zaparkował.

Gigantyczna flotylla statków krążyła po orbicie planety i nie wiedziałem, czy mam się śmiać, czy płakać, bo przecież jestem w kosmosie, a same statki raczej nie wyglądały na wyprodukowane w tajnej bazie NASA, nie wyglądały nawet na takie wyprodukowane w Japonii. Krążyły po orbicie, wszystkie takie same, białe potwory z wystającymi szpicami. Nigdzie nie było dysz silników, żadnych kształtów dających rozpoznać przeznaczenie danej części. Wszystkie były identyczne z tą różnicą, że zauważyłem, wyrwy w poszyciu na niektórych z nich. Na żadnym ze statków nie paliło się światło, przynajmniej nic nie było tam widać.

Usiadłem na metalicznej podłodze i starałem się pozbierać myśli. Byłem w korytarzu, w którym nie było widać końca którejkolwiek ze stron. Mniej więcej co pięć metrów był migający punkt. Czyżby to były portale ze znikającą ścianą? Cela, z której wyszedłem, została automatycznie zamknięta. Portale otwierały się automatycznie, choć ciężko to nazwać otwieraniem. Dziwna technologia, inteligentny metal, lub coś w tym rodzaju.

Postanowiłem podejść do kolejnego, tajemniczego portalu. Otworzył się automatycznie. Wszedłem do środka. Za portalem panował przyjemny półmrok. Trafiłem do kolejnego korytarza. Oświetlenie aktywowało się automatycznie.

Szybko spostrzegłem, że ściany w tym korytarzu są inne, interesujące, chropowate, niemalże mam ochotę je zjeść. Podłoga była szara, przypominająca komórki plastra miodu, do tego jeszcze ten dźwięk, pulsujący, otaczający mnie z każdej strony, przypominał on bicie serca i powodował u mnie odruch sprawdzania swojego pulsu. Być może w powietrzu były jakieś substancje wyostrzające zmysły i kto wie, może słyszałem bicie swojego serca? Wszystko było tak niesamowicie realne, niczym sen na jawie.

Skorzystałem z kolejnego portalu i do niego wszedłem. Nagle wszystko zrobiło się białe jak śnieg, biała podłoga i ściana, biel pusta i rażąca, niemalże przyprawiająca o mdłości, biała pustka bez widocznego źródła światła, co raczej nie było naturalne. Wyglądało na to, że pomieszczenie nie ma końca. Widać było tylko i wyłącznie bezkres.

Dobrze, że twórcy tego pomieszczenia pomyśleli, chociaż o podłodze (niestety też jest biała). Kucnąłem i dotknąłem jej dłonią, chropowata, choć wyglądała na śliską. Chropowata i ciepła, idealna do chodzenia na boso.

Postanowiłem oddalić się od wejścia portalu, wszedłem głębiej. Trochę się bałem, ale skoro ktoś lub coś mnie tutaj sprowadziło i zadało sobie tyle trudu, bym nie dotarł w to miejsce jako puzzle, to znaczy, że raczej nie chce mnie skrzywdzić.

Nagle dudnienie ustało, obróciłem się i ujrzałem swój samochód! Audi TT stało przede mną i nie mam pojęcia, skąd się tutaj wzięło, nie wiem nawet, co to było. Minęła kolejna minuta i cała biel pomieszczenia zamieniła się w bar i miasteczko Lancaster City.

Z początku uznałem, że może to wszystko mi się przyśniło. Wsiadłem do samochodu, w lusterku mojej „TT” zobaczyłem portal na korytarz znajdujący się po drugiej stronie „lustra”. Przejście było otwarte i czekało aż wrócę.

Metodą dedukcji doszedłem do wniosku, że jest tutaj jakieś paskudne urządzenie, które czyta w myślach i to pokazuje w bardzo realistyczny sposób, albo Cię przenosi w to miejsce – tego nie wiem. Na pewno było tutaj coś w rodzaju holodeka z serialu Star Trek, ale bardziej realnego.

W jednej chwili całe miasto znikło i powróciła biała sala, nie wiem, dlaczego tak się stało. Został tylko mój samochód, więc pospiesznie wysiadłem z samochodu i udałem się w kierunku otwartego przejścia na statek. Postanowiłem na razie nie wchodzić do tego pomieszczenia.

Korytarz statku był bezpieczny, ale czym jest bezpieczeństwo? Może zdefiniujmy badane pojęcie: Z tego, co wiem, bezpieczeństwo jest stanem pewności i gwarancją jej utrzymania, dającą poczucie stabilizacji i pozwalającą na dalszy rozwój jednostki. Teraz mogłem zadać sobie jedno pytanie: Jaka jest szansa na rozwój mojej osobowości jako jednostki, jeśli zostanę w korytarzu, na którym nic się nie dzieje?

Konieczność ładu i harmonii jest jedną z podstawowych potrzeb egzystencjalnych każdego człowieka, ale mnie to chyba nie dotyczy. Jeśli chodzi o moje potrzeby, to muszę przyznać, że są raczej odwrotne. Nigdy nie potrzebowałem jakieś stabilizacji.

Pozbierałem się i postanowiłem otworzyć kolejne z przejść. Długo nie musiałem szukać, ponieważ korytarz posiada setki takich portali. Poruszałem się powoli, spoglądając na każdą ścianę. Każde z przejść wyglądało identycznie, każde z przejść było zamknięte, ale wystarczyło do któregoś podejść, by się otworzyło. Odkryłem też drugi typ portalu, był jak lustro. Bałem się tam wejść, głównie dlatego, że powierzchnia portalu była ciekła co mi się źle kojarzyło.

Jeden portal był inny. Odkryłem tam zaciemnione pomieszczenie. Wszedłem ostrożnie i może trochę lekkomyślnie. Oświetlenie aktywowało się automatycznie. Pierwszą rzeczą, na którą zwróciłem uwagę, był, jak mi się wydawało, model lub makieta statku, na którym się znajduję.

Oprócz hipotetycznego mostka nic nie przypominało statków z ziemi i nawet te z filmów były całkowicie odmienne. Rozglądałem się po pomieszczeniu. Leżały tam różne niezidentyfikowane przedmioty, urządzenia, których działania mogłem się tylko domyślać.

 

Koniec

Komentarze

Od razu mówię, że nie przeczytałam, zerknęłam tylko na tagi. Drogi ssj333, czy zwróciłeś uwagę, że konkurs, który przywołałeś, odbył się w 2010 roku i w tymże samym roku został zakończony?

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Przepraszam, moja nieuwaga.

Czyja nieuwaga? surprise Bojownik=ssj333? Masz dwa konta i się pogubiłaś/łeś?

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Więcej nie będę do Ciebie pisać.

Bemik, e-mail napisałam do ssj. Zostałam zbesztana bez powodu.

Ok, teraz rozumiem. A z tagiem nic się nie stało – wyedytuj opowiadanie, wywal ten konkurs i po bólu.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

A to juz do ssj, no chyba, że u mnie tez jest konkurs. Sprawdzę.

Bojowniku ssj333, jest dobrze, bo wskakujesz w najbystrzejszy nurt literatury rozrywkowej. To jest jedyny plus. 

Minusy: piszesz bardzo nieporadnie. Ale tym się nie przejmuj, bo prawdopodnie proces twórczy jest zwiazany z ilością połaczeń nerwowych w mózgu, a co można poprawić i jest w nauce definiowane jako neuroplastyczność. Co z tego wynika? Im dłuzej będziesz pisał, tym wiecej komórek będzie zaangażowanych w trakcie pisania, co objawi się innym zorganizowaniem mózgu, jego specjalizacją. :)) Staniesz się pisarzem. 

http://www.wiecjestem.us.edu.pl/mozg-artysta-czyli-kilka-slow-o-neuroplastycznosci

@ bojownik, bemik. co tam kombinujecie? mam już oko na kochanego autora, za jego wcześniejsze wygłupy, a teraz ta zagadkowa wymiana zdań…  :)

lol

Przeczytałem całość. Dwa pierwsze akapity zapowiadały, iż warto spróbować. Rozczarowanie rosło z każdym kolejnym zdaniem.

Taki wątek:

Postanowiłem podejść do kolejnego, tajemniczego portalu. Otworzył się automatycznie. Wszedłem do środka. Za portalem panował przyjemny półmrok. Trafiłem do kolejnego korytarza. Oświetlenie aktywowało się automatycznie.

postanowiłem-wszedłem-trafiłem poprzedzielane otworzył się-panował-aktywowało się, 6 zdań o …..? wejściu przez kolejny portal do kolejnego korytarza, nic się nie dzieje, opis też nie budzi zainteresowania.

“przyjemny półmrok” -?

Ignorancja to cnota.

Opisy jak z Predatora.

Ostatnie słowa Arniego przed śmiercią z rąk Predatora?

Arni: Predatorku, Predatorku, ty se mne ne zabijaj.

Predator: To se neda!

Wersja Czeska.

Kolejny Twój tekst, nie odbiegający jakością od kilku poprzednich.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Aż się boję… A co tam, najwyżej mnie ktoś zbeszta. Bo… czytanie może jednak boleć.

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Wiesz, Emelkali, gdyby to było pierwsze opowiadanie ssj333 pewnie sama bym broniła autora. Ale, niestety, jest to kolejne i nie widać postępów.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Nowa Fantastyka