- Opowiadanie: Bojownik - Tytan - Rozdział II

Tytan - Rozdział II

Kolejna część Tytana, zapraszam.

Oceny

Tytan - Rozdział II

Dudnienie potężnego wirnika wprawiało w drgania moje wnętrzności. Lecieliśmy nisko, ponieważ księżyc Saturna nie posiadał magnetosfery. Lot na dużej wysokości naraziłby nas na radiację, zwłaszcza, że helikopter został pozbawiony osłon antyradiacyjnych. Ludzie z bazy przeznaczyli je na budowę habitatu wewnątrz kompleksu Henochów. Cóż, każdy kawałek stali był na wagę złota dla pionierów.

Przez opancerzone wizjery obserwowaliśmy pejzaże Tytana, nieco rozmazane, jakby mgliste, ale do pięćdziesięciu metrów można było coś zobaczyć. Geologiczna różnorodność, bo tylko tak można nazwać widoki.

– Cukierka? – zaproponowała Satomi.

– Nie dzięki – odparłem, spoglądając jednocześnie na zataczającego się kota. Jestem w skafandrze, wiec jak miałbym go niby zjeść.

– Zresztą, Satomi, po jaką cholerę targałaś ten worek na pchły? – spytałem.

– Odwal się Ridge, mój kot i moja sprawa. – Satomi chyba się zdenerwowała, bo teraz przyciskała kocura mocno do piersi, co raczej mu się nie spodobało.

– Tak, ściskaj go jeszcze mocniej, niech zarzyga całe wnętrze – zdenerwował się Tom. Kocur nie znosił zbyt dobrze słabej grawitacji. Tytan posiada tylko czternaście procent ziemskiego ciążenia. Sierściuch był kompletnie zdezorientowany.

– Kot jest częścią nie tylko eksperymentu, ale też i moim pupilem. Jeśli chcecie, to w ładowni lądownika zostały odpowiednie zwierzątka dla was, owieczki. – Zachichotała Satomi.

– A jednak to prawda. Słyszałem gdzieś, że NASA chce wysłać na Marsa i Tytana jakieś zwierzęta, by sprawdzić, czy przetrwają. – Kot Satomi spojrzał na mnie podejrzliwie, po czym zaczął się dławić. Chyba chciał mi przez to powiedzieć, że mnie nie lubi.

– Cholera, Satomi, jesteś egzobiologiem, więc powinnaś coś o tym wiedzieć. – Zdenerwował się Tom. – Mogłaś zapakować pieprzonego futrzaka, nie wiem, w jakiś worek, bo po pierwsze się zatacza, a po drugie może tutaj zamarznąć. W helikopterze mamy temperaturę dochodzącą do minus czterdziestu stopni Celsjusza. Zresztą, po cholerę go wyciągałaś z lodówki. Trzeba było zostawić w ładowni, przynajmniej zwierzak by się nie męczył.

– Trochę mnie to zdziwiło, że kot po wyjściu z lodówki zachowywał się normalnie – powiedziała Satomi. Może to coś z powietrzem w helikopterze?

– Procedura lądowania nie wystraszyła futrzaka za bardzo. Dopiero na powierzchni zaczął się zataczać. – Udałem zaintrygowanego.

– Pewnie podczas lądowania strzeliły kiciusiowi jakieś obwody pod kopułą – dodał Tom Bayerson, nie mogąc się powstrzymać od śmiechu.

– Jaki mamy poziom tlenu w helikopterze, Satomi? – spytałem.

– Około trzydziestu procent, Ridge, ale nie martw się, jak tylko dolecimy do kompleksu, oddam kota lekarzowi, bo w sumie weterynarza tam pewnie nie znajdę.

– Podejrzanie wysoki poziom – oznajmił Tom, grozi pożarem.

– Masz jeszcze biostymulanty, czy już nie? – spytałem Toma.

– A co, stresujesz się? 

– Wiesz, Tom, lecimy na bombie, która może zapalić się nawet od zwykłej iskry. Przy takiej gęstości tlenu, nawet zwykłe aluminium staje się łatwopalne.

Otworzyłem zewnętrzny moduł dozownika leków w swoim skafandrze. Tom podłączył pod swój i podał mi dawkę. Oprzytomniałem, by w ciągu ułamka sekundy poczuć przypływ euforii i niesamowitej energii.

Biostymulanty, nowoczesne narkotyki. Substancja DMT oraz inhibitor. Legalnie można posiadać DMT lub sam inhibitor, ale nigdy nie wolno mieć obydwu substancji przy sobie, gdyż można trafić za kratki.

Nowoczesny narkotyk wprawdzie uzależniał, ale miał same zalety. Człowiek czuł się lepiej, jego reakcje były dwukrotnie szybsze. Osoby biorące DMT nigdy nie rezygnowały, dopóki nie skończyły danego zadania, nawet za cenę życia, to była ich największa zaleta, choć to zależy oczywiście od punktu widzenia.

– Wiem, że ten towar podoba się wojskowym, dzięki niemu mają armię żołnierzy, którzy pracowaliby nawet za darmo, by tylko dostać kolejną dawkę – powiedział Tom.

– Hej, zbliżamy się – odezwała się Satomi. Widać już szyb windy, więc niedługo lądujemy.

– Ciekawe, czy zmieści cały helikopter, bo raczej wolałbym nie wychodzić na powierzchnię w zwykłym skafandrze – powiedziałem.

– Ridge, w ładowni lądownika oprócz lodówek ze zwierzętami, są również awaryjne skafandry zasilane reaktorem, ale helikopter zmieści się w windzie, więc tak naprawdę żaden skafander nie będzie nam potrzebny – powiedziała Satomi. – Aha, schowajcie biostymulanty. Nie wolno ich brać na Tytanie. Podobno są nielegalne.

Uderzenie o płytę windy nie było mocne. Helikopter wyłączył silniki i zastygł, ale nie dosłownie. Reaktor ogrzewał cały czas wnętrze maszyny do całych minus czterdziestu stopni Celsjusza. Winda aktywowała się automatycznie i powoli zanurzaliśmy się pod powierzchnię księżyca. Czekaliśmy na procedurę dokowania do podziemnego habitatu. Około osiemdziesięciu procent znanych korytarzy Henochów zostało przystosowanych dla ludzi. Pozostałe dwadzieścia procent było jeszcze w budowie.

– Wyrównuję mikroklimat – zagrzmiał automatyczny system stacji.

Znaleźliśmy się we wnętrzu habitatu, czekaliśmy aż potężny, pancerny właz helikoptera się otworzy.

– Proszę zdjąć skafandry. Habitat posiada atmosferę zdatną do oddychania. – Zapewniał nas oficer zajmujący się przylotami. Był pierwszą osobą, którą zobaczyliśmy na Tytanie. Jego pucułowata twarz i czerwone policzki, świadczyły, że być może jest skandynawskiego pochodzenia.

– Powietrze ze skafandra, cholernie daje stęchlizną. Chętnie spróbuję świeżego, Tytańskiego tlenu – odparł Tom, po czym zaczął zdejmować skafander.

 

Jeśli chodzi o mnie, to zrobiłem dokładnie to samo. Miałem dość tej pieprzonej lodówki, lotu i ciasnoty. Prawda jest taka, że staza kriogeniczna jest kompletnym niewypałem. Człowiek śpiąc przez pięć lat, czuje upływ czasu. Śni, ale sny są inne, jakby w zwolnionym tempie. Będąc na Ziemi, miałem zabieg usunięcia migdałków. Wszystko pod narkozą i moje odczucia były maksymalnie pozytywne. Dostałem zastrzyk. Lekarz kazał mi liczyć do dziesięciu, ale już przy trójce wymiękłem. Sekundę później, w moim mniemaniu, obudziłem się na sali z innymi pacjentami. Nawet nie wiem, kiedy mnie operowali. Zero upływu czasu w przeciwieństwie do tej cholernej krio stazy. To nie narkoza. Tatuś mnie ostrzegał, ale ja nie wierzyłem.

Gdy już zdjęliśmy skafandry, pierwszym doznaniem jakie poczułem na Tytanie, był zapach starych skarpet. Śmierdziało tak, jakby mieszkańcy miasta nigdy się nie myli. Tom był zawiedziony, bo pierwszy oddech o mało nie przyprawił go o wymioty. Oficer uśmiechał się zagadkowo, po czym zaprosił nas do mesy. Zostaliśmy poczęstowani pokrojonymi pomidorami, mięsem z kurczaka. Wszystko naturalne, co wprawiło nas w niemałe zdumienie.

– Jestem Samir Duran. – Przedstawił się pucułowaty oficer.

– Ridge Mckay, miło mi pana poznać – odparłem.

– Kobieta? Sądziłem, że dr Satomi Tomoko będzie mężczyzną. – Samir wyciągnął z metalowej szafki karafkę i nalał każdemu szkockiej. Zamiast szklanek, były puszki po fasoli.

– Dyskryminacja? Rozumiem, kobiety zawsze mają gorzej. – Satomi wypiła zawartość puszki jednym haustem. Samir nie krył podziwu, co było widać po jego minie.

– Tom Bayerson, miło mi poznać kolegę z rodzinnych stron.

– Nazwisko może o tym nie świadczy, ale ród Duran pochodzi z Norwegii.

Wypiliśmy jeszcze raz po szkockiej, po czym oficer przeszedł do rzeczy.

– Więc mamy tutaj małą wojenkę. Podczas waszej podróży, trochę się zmieniło na świecie. Kilka lat temu, doszło do rozłamu. Około dwudziestu procent obywateli Tytana, przeszło na stronę rebeliantów jednak wojskowy rząd sobie poradził.

– Ale o co poszło? – spytała Satomi.

– Religia. Fanatycy na Tytanie postawili kościół Henochów. Zaczęli ich czcić, a nawet składać ofiary z ludzi. Pogrzało ich! – zagrzmiał Tom. Cholerni popaprańcy – dodał. Ziemia też się od nich zaroiła. W samych tylko Stanach powstało ponad sto kościołów Henocha. Doszło do zamieszek na tle religijnym, a gdy wyszło na jaw, że wyznawcy z Tytana składają swoje dzieci w ofierze całopalnej, wszystkie kościoły zdelegalizowano.

– Więc mamy wojenkę – oznajmił Tom.

– Tak, jutro zaczynamy i muszę dbać o bezpieczeństwo. Zajmiecie się lotami, ponieważ to jest priorytetem wojska. Oczywiście waszym dodatkowym zadaniem będzie rozwikłanie zagadkowego napędu w pojazdach Henochów oraz próba zainstalowania nowego komputera pokładowego, bo do dziś nie potrafimy sterować lotem tych maszyn.

– Ridge, cieszysz się, będziesz pilotem doświadczalnym statku obcych, z których tylko jeden na dziesięć w ogóle wraca, czasami nawet z żywą załogą.

– Tom, po to tutaj jestem! – Zdenerwowałem się, złapałem karafkę szkockiej i wypiłem do dna. Już się nie bałem.

 

Koniec

Komentarze

Przeczytałem i nie rozumiem, dlaczego w helikopterze, gdzie panowała temperatura minus czterdzieści stopni Celsjusza, kot sobie hasał we wnętrzu kabiny.Obawiam się ponadto, że pasażerowie nie mogli oglądać przepięknych widoków z uwagi na niewielką przepuszczalność gazów dla światła w widmie widzialnym. Ale skoro to science fantasy, to wszystko możliwe. Ten rozdział mnie rozczarował. Pozdrawiam.

Dudnienie potężnego wirnika niemalże wprawiało w drgania moje wnętrzności

Albo albo, słowo niemalże jest chybione, podam inny przyklad: matka niemalże kochała syna, albo jabłko Newtona niemalże spadło na ziemię. 

 

księżyc Saturna nie posiadał własnej magnetosfery, a helikopter został pozbawiony osłon anty radiacyjnych.

Obawiam się, że wogóle helikopter sobie nie poradzi w atmosferze planety, a co dopiero w polu niemagnetycznym.

 

dalej nie czytam, bo widze bełkot. Ale pisz dalej, bo inaczej sie nie nauczysz. Każdy tak zaczynał. Od grafomana do psychofisha, czyz nie panie Michale Centarowski? 

Helikopter doskonale sprawdziłby się w atmosferze Tytana. Gęsta atmosfera daje doskonałą siłę nośną, a słaba grawitacja sprzyja wykorzystaniu pojazdów latających. Mój poprzednik wykazuje się brakiem elementarnej wiedzy z zakresu awioniki. Pozdrawiam.

Zauważyłam drogi Ryszardzie.

Zaczęłam pisać to opowiadanie, by pozbyć się błędów, zwłaszcza interpunkcja itd.

Jeśli są jakieś, proszę o info:)

Przepraszam, jeśli fabuła nie była taka jak w pierwszym. Akurat teraz pisałam bardziej, by pozbyć się błędów, więc trochę sztucznie wyszło.

Ryszard napisał: Mój poprzednik wykazuje się brakiem elementarnej wiedzy z zakresu awioniki.

Rysiu, a czy wiesz co nieco o zjawiskach atmosferycznych na Saturnie? 

Wiatry na Saturnie są jednymi z najszybszych w Układzie Słonecznym. Dane Voyagera wskazują, że prędkość wiatru dochodziła do 1800 km/h.  Jaka awionika, Rysiu! Napewno “helikopterowa”? Może miałeś na myśli awionikę, jak w przypadku wiatrów przewodu pokarmowego, po spożyciu nadmiernej ilości tłuszczów?

 A propos pola magnetycznego, jego natężenie wynosi ok jednej dwudziestej natężenia pola magnetycznego Jowisza i Podobnie jak w przypadku innych planet, magnetosfera Saturna skutecznie zapobiega przenikaniu cząstek wiatru słonecznego. 

 

 

edit: jak próbujesz pisać SF, to staraj się trzymać faktów naukowych, a dokłądniej zapoznaj się np. z warunkami panujacymi na planetach, gdzie prowadzisz akcję. Albo poczytaj trochę na temat zjawisk fizycznych itd. pozdrawiam

@IHomer. Ponawiam, drogi kolego opinię o Twoim dyletantyzmie. Tytan ma gęstą atmosferę. Na Tytanie już wylądował lądownik sondy “Cassini”. Na Tytanie wiatry są słabe – nie przekraczają kilkudziesięciu kilometrów na godzinę. Warunki, poza skrajnie niską temperaturą, są dla helikopterów dogodne. Natomiast na Tytanie nie ma dobrych warunków dla obserwacji gołym okiem. – gęste chmury zasłaniające odległe Słońce i niedostateczne oświetlenie. Natomiast podoba mi się pomysł nowego religijnego kultu. Ten pomysł można fabularnie wykorzystać. Pozdrawiam życzliwie.

Nie wiem skąd czerpiesz wiedzę, może z przekazów astralnych od Annunakich, którzy zapewne latają helikopterami po całym systemie słonecznym. surprise Napisalem wczesniej o Saturnie. 

http://pl.wikipedia.org/wiki/Saturn

 

Atmosfera Saturna jest podobna do atmosfery Jowisza i tak jak ona składa się z równoleżnikowo ułożonych pasów, jednak pasma chmur Saturna są znacznie mniej wyraźne i o wiele szersze w pobliżu równika. W głębi istnieje warstwa chmur składających się z lodu, grubości około 10 km, gdzie temperatura wynosi ok. −23 °C. Powyżej tej warstwy jest prawdopodobnie warstwa zawierająca kryształki zamrożonegowodorosiarczku amonu, która rozciąga się na kolejne 50 km i ma około −93 °C. Osiemdziesiąt kilometrów ponad tą warstwą znajduje się warstwa, w której chmury tworzy lód amoniakalny, a temperatura jest równa około −153 °C. Górną część atmosfery, rozciągającą się do wysokości 200–270 km ponad widocznymi chmurami amoniaku, tworzą gazowy wodór i hel. Wiatry na Saturnie są jednymi z najszybszych w Układzie Słonecznym. Dane Voyagera wskazują, że prędkość wschodniego wiatru dochodziła do 500 m/s (1800 km/h); drobnoskalowa struktura chmur Saturna nie była dostrzegana do czasu przelotów sond Voyager. Od tego czasu jednak rozdzielczość naziemnych teleskopów wzrosła na tyle, że możliwe są regularne obserwacje.

We wnętrzu Saturna – gazowego olbrzyma panują ciśnienie i temperatura, których nie udało się dotąd uzyskać w laboratoriach na Ziemi.

@iHomer, mam wrażenie że dyskutujemy bez sensu. Ty piszesz o Saturnie, a ja o jego księżycu, Tytanie. Nie zamierzam przedłużać tej żenującej dyskusji. Przepraszam autorkę za tę zawstydzającą wymianę zdań.Pozdr.

Trochę poprawek zrobiłam. Dopisałam treść.

Fragment niezbyt mnie zaciekawił, niewiele też wniósł do opowieści.

 

Lot na dużej wy­so­ko­ści na­ra­ził by nas na ra­dia­cję… – Lot na dużej wy­so­ko­ści na­ra­ziłby nas na ra­dia­cję

 

he­li­kop­ter zo­stał po­zba­wio­ny osłon anty ra­dia­cyj­nych. – …he­li­kop­ter zo­stał po­zba­wio­ny osłon antyra­dia­cyj­nych.

 

Cóż, każdy ka­wa­łem stali był na wagę złota dla pio­nie­rów. – Literówka.

 

Kocur nie zno­sił zbyt do­brze ob­ni­żo­nej gra­wi­tacji. – Co to jest zbyt dobrze obniżona grawitacja?

 

Zresz­tą, po cho­le­rę go wy­cią­ga­łaś z lo­dów­ki. Trze­ba było go zo­sta­wić. Obu­dzi­ła byś go w bazie razem z le­ka­rzem. – Nadmiar zaimków. Obu­dzi­łabyś

 

-Pro­szę zdjąć ska­fan­dry. – Brak spacji po dywizie, zamiast którego powinna być półpauza.

 

– Po­wie­trze ze ska­fan­dra daje stę­chli­zną. – Co daje powietrze?

 

w prze­ci­wień­stwie do tej cho­ler­nej krio stazy. – …w prze­ci­wień­stwie do tej cho­ler­nej kriostazy.

 

Około dwu­dzie­stu pro­cent oby­wa­te­li Ty­ta­na, prze­szło w re­be­lię… – Jak się przechodzi w rebelię?

 

Zie­mia też się od nich za­ro­iła. W sa­mych tylko sta­nach po­wsta­ło ponad sto ko­ścio­łów He­no­cha. W sa­mych tylko Sta­nach

 

Tak, jutro za­czy­na­my loty i muszę dbać o bez­pie­czeń­stwo. Zaj­mie­cie się lo­ta­mi, po­nie­waż to jest prio­ry­te­tem woj­ska. Mu­si­cie tak kie­ro­wać lo­ta­mi stat­ków… – Powtórzenia.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Drogi regulatorze.

– Powietrze ze skafandra daje stęchlizną.

Taki zapis jest poprawny. Ewentualnie można dać przecinek.

To jest, Koleżanko Bojownik, paskudny kolokwializm, nie do pogodzenia z językiem literackim. Czyżbyś nie wiedziała o istnieniu trzech odmian polszczyzny?

Przecinek? Gdzie i po co?

>>>>>>>>>><<<<<<<<<<<

Nowa religia i wojna z tego powodu? Ciekawe, jak to rozegrasz.

AdamKB

→ język potoczny.

http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/8509

Autorzy mają prawo pisać jak im się podoba, czytelnikom przysługuje prawo, by się im nie podobało to czy owo. Aporia z aporemą, szkoda czasu…

Nowa Fantastyka