- Opowiadanie: Innie - Magia istnieć może

Magia istnieć może

“Magia istnieć może” jest wymysłem introwertycznego autora, preludium a jednocześnie nawiązaniem do rzeczywistości, która go otacza.

 

Opowiadanie opublikowane po raz pierwszy 11 sierpnia 2013 w serwisie blogspot.com.

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Magia istnieć może

W dzisiejszym świecie ludzie mówią, że magii nie ma. Śmieją się, gdy opowiadam, że coś jest "magiczne", zwalając wszystko na moją wybujałą wyobraźnie. Ludzie mówią, że nie ma czarów, zaklęć ani czarnoksiężników. Ludzie mówią, że nie ma uczuć…

Ludzie wierzą i wierzyć chcą, że to wszystko nie istnieje. Bo tak jest im łatwiej żyć, prosto, nieodpowiedzialnie. Tak po prostu, mając wymówkę, że nie muszą kochać, bo miłości nie ma.

A ja wam powiem, jak bardzo ludzie się mylą. My istniejemy, chodzimy wśród was. My, którzy władamy magią tak potężną, że zdolną przemieniać ludzkie serca. My, ludzie z baniek, ci, którzy są panami waszych uczuć.

Ludzie mówią… A my trwamy i trwać będziemy. Ale z boku, po cichu… Tak, żeby nikt nie widział, nikt nie wiedział. Żeby nikt nie zauważył w nas wrogów, którymi nie jesteśmy.

Ale ludzie mówią. A my chcemy żyć. W stuprocentowych uczuciach, nie zadowalając się półśrodkami. Bo mamy do tego moc i siłę, żeby tak trwać. Ot, po prostu, czerpiąc swoją siłę z waszych emocji. Bo my jesteśmy…

 

Czarnoksiężnikami….

 

……………………………….

 

Siedziałem na skraju muru okalającego nasze piękne Hakkenterrase obserwując bawiących się dookoła ludzi. Tak, kolejna cykliczna impreza, dzięki której mogłem odtworzyć swoją bańkę. Wyjątkowa magia wymagała wyjątkowego stanu, gdzie emocje łączą się bezpośrednio z myślami beztrosko dryfującymi wokół Twórcy. I ja trwałem w letargu racząc się wszystkimi stanami ludzi dookoła, delikatnie szyjąc moją ochronną tarczę nićmi emocji. Siedziałem i szyłem, bo tylko w tym miejscu byłem w stanie uzyskać nić tak silną, aby zejść głęboko wgłąb siebie i tam wszyć fundamenty swojego małego jestestwa. Bo tylko tak możemy być bezpieczni.

Z letargu wyrwało mnie spojrzenie zielonych oczu. Nie. Nie zielonych. Barbarzyńsko byłoby określać tą burzę emocji zawartych w tych oczach jednym słowem. Wyobraź sobie okręt płynący po szmaragdowej tafli wody, spokojnej, cichej i przyjaznej. A teraz wyobraź sobie sztorm, który tym okrętem rzuca beztrosko po falach, podczas gdy dzielni marynarze walczą o życie na tonącym okręcie. Szmaragdowa śmierć, tak właśnie bym to nazwał. Piękno umierania w jednym spojrzeniu. I ta głęboko skryta chęć, by utonąć w nim dobrowolnie…

Uśmiechnęła się do mnie. Odwzajemniłem uśmiech, jednak w głębi duszy postanowiłem kontynuować pracę nad bańką. Gdy znów pogrążyłem się w letargu zobaczyłem, że ona również jest tutaj. Stoi taka ciekawska, po tej stronie świadomości. Gdzieś, gdzie być jej nie powinno.

– Co robisz? – wesołe ogniki w oczach odebrały mi jakiekolwiek złudzenia, że nie jest w mojej podświadomości. Jak się tutaj dostała? Sposępniałem, czarne uczucia natychmiast zastąpiły myśli, które wesoło dryfowały dookoła mnie.

Zauważyła to. Musiała to zauważyć. Ale ona… Roześmiała się, a wesołe iskierki po raz kolejny wyleciały z jej oczu wprost ku mnie.

– Kim jesteś?

– Nie odpowiada się pytaniem na pytanie… – pewna siebie zrobiła zadziorną minę. To będzie długi wieczór.

Sięgnąłem do źródła swojej mocy, wprost do mojego serca. Naładowanego nienawiścią, tak długo zbieraną. Zaczerpnąłem całą możliwą energię i wysłałem potężną sondę w jej stronę. Nikt jeszcze nie oparł się choć połowie takiej mocy i takim emocjom, ale…

Nikt też nie odkrył bańki. Ani nie wbił się w moją podświadomość.

Ciemną moc zbyła uśmiechem. Nic, kompletnie nic się nie stało. Cholera.

Szybka decyzja i pozostała część bańki została wypełniona prowizorycznie uczuciami. Strach, odrzucenie i beznadzieja wplątały się zgrabnie pomiędzy nici by zapełnić brakujące obszary.

Spojrzałem na mojego przeciwnika. "Piękna" byłoby zbyt wielkim niedopowiedzeniem. Widziałem jednak demony o równie gładkim licu, choć nigdy aż tak doskonałe. Ale za to bardzo zabójcze. Nie jeden z naszych oddał życie po stoczonym pojedynku. Demony nigdy nie odpuszczą nam, introwertom.

– Nie podchodź. Najlepiej odejdź i zostaw mnie w spokoju.

– Czemu jesteś taki niemiły? Jestem tylko ciekawa co robisz.

– Nie jesteś człowiekiem…

Burza w jej spojrzeniu nasiliła się. Pragnienie porzucenia wszystkiego i zatopienia się w tych oczach jeszcze bardziej się wzmogło, a ja byłem bliski szaleństwa. Byle tylko dostać się do bańki…

Zrobiłem krok w tył, a magiczna bariera otoczyła mnie troskliwie. Szybko wypełniłem bańkę swoimi emocjami i poczułem się taki… bezpieczny. Nikt nie mógł mi nic zrobić. Nikt nigdy nie przebił bańki, chyba, że sam ją rozbiłem. Ot, każdemu się zdarza. Jednak…

Wyciągnęła rękę i skierowała ją w kierunku mojego serca. Chwilę później natknęła się na magiczną barierę. Uśmiechnąłem się pod nosem, czując jak jest zdziwiona. To ja jestem panem bańki…

 

Mimo to…

 

Bańka odpowiedziała. Czułem jak rezonuje z jej ciałem, jak odpowiada na pieszczotę jej dotyku. Przerażenie ogarniało mnie co raz bardziej, gdy bez przerywania misternie tkanej tkaniny emocjonalnej jej dłoń znalazła drogę do mojego serca, a spojrzenia złączyły się. I wtedy poczułem jak spadam w tą szmaragdową burzę. Ja, czarnoksiężnik.

Emocje w bańce zastąpiła jednym wielkim uczuciem. Szew wzmocnił się a brakujące elementy pojawiły się znikąd. Bariery puściły, uwolniłem całą wewnętrzną moc, pozwalając, by napełniła moje serce jej włanymi emocjami. I trwałem tak w ekstazie przez wieczność, aż do momentu gdy zdałem sobie sprawę kim ona jest…

– Jesteś…

Pękła ostatnia bariera, a ja powróciłem do rzeczywistości. Ona zniknęła.

… aniołem…

 

I spojrzałem na ludzi bawiących się dalej na Tarasach Hakena. Czułem każdą ich emocję, jednak nie czerpałem z nich w ogóle. Bo moja świadomość była pełna, cała napełniona jednym słowem….

 

Kocham.

 

………………………………..

 

A ludzie nadal mówią, że magii nie ma. Tylko jakoś tak dziwnie zdanie zmieniają, gdy w ich świadomość wplata się nić, którą podarował mi anioł. Jedna nić, a zmienia serca.

Koniec

Komentarze

Bardzo przyjemne, z moralem. I optymistyczne!:) 

– szmaragdowa smierc, a za chwile wesole ogniki w oczach, by znow burza w spojrzeniu – czy oczy aniola pelnego spokoju i milosci sa az taka studnia z huraganem? ale moze to tylko moje watpliwosci

– tkanej tkaniny

pozdrawiam

 

Ludzie, emocje, bańka – masakrycznie nadużywasz tych słów. W wielu miejscach brakowało przecinków, zdarzały się również inne powtórzenia. Ostatnia sprawa to burza w szmaragdowych oczach. Jest to wyłącznie subiektywne spojrzenie, więc możesz je zignorować, ale kolor zielony kojarzy mi się z nadzieją i spokojem. Widziałeś zdjęcia tropikalnych wód? Są zawsze takie spokojne i piękne. Za to ze sztormem kojarzą mi się ciemne barwy, szarości, granat, ostatecznie niebieski.

Bardzo fajne opowiadanie, tylko zastanawiam się czy ktoś, kto nie jest introwertykiem je zrozumie. Ja jestem, więc załapałem i nawet się uśmiechnąłem (mnie też taki anioł dotknął, tylko na szczęście nie zniknął, a wkrótce będziemy małżeństwem). Bardzo pozytywne przesłanie, bardziej dla introwertyków niż ekstrawertyków.

Pozdrawiam

Czaszka mówi: klak, klak, klak!

Kłopoty z interpunkcją mają chyba wszyscy. Z powtórzeniami ulubionego słowa, określenia, także. Poza tym układ typograficzny –– zwiększony odstęp międzyakapitowy dobry jest do separacji scen, w innych przypadkach niepotrzebnie “szatkuje” fragment na kawałki.

Ładny i mało typowy opis tej swoistej magii, jej źródła i następstw. Dlaczego tylko introwertycy mieliby być zdolni do zrozumienia tekstu?

A nie? W takim razie przyznaję się do błędu smiley

Czaszka mówi: klak, klak, klak!

Odebrałam ten tekst jako mocno młodzieżowy – pełen górnolotnych sformułowań, emocji i taki trochę naiwny w podejściu do zakochania (nie, to nie jest minus jak dla mnie). Dziś wyraźnie nie jestem w nastroju, bo specjalnie mi jakoś nie podchodzi, nawet trochę drażni tym stylem: “my czarodzieje wyjątkowi”. Zrozumienie tekstu nie stanowiło dla mnie problemu, choć introwertykiem nie jestem. ;) Przeszkadzały mi powtórzenia.

zwalając wszystko na moją wybujałą wyobraźnie → literówka (wyobraźnię)

A my chcemy żyć. W stuprocentowych uczuciach, nie zadowalając się półśrodkami. → co to są stuprocentowe uczucia? Myślę, że to drugie zdanie jest mocno niefortunne.

Siedziałem na skraju muru okalającego nasze piękne Hakkenterrase [+,] obserwując bawiących się dookoła ludzi.

I ja trwałem w letargu [+,] racząc się wszystkimi stanami ludzi dookoła

aby zejść głęboko wgłąb siebie → “w głąb” i brzmi to kiepsko (głęboko w głąb); dosyć często powtarza się “głębia” i “głęboko” w szorcie

Barbarzyńsko byłoby określać burzę emocji zawartych w tych oczach jednym słowem. → “tę burzę” i zdecydowanie za dużo zaimków

Wyobraź sobie okręt płynący po szmaragdowej tafli wody, spokojnej, cichej i przyjaznej. A teraz wyobraź sobie sztorm, który tym okrętem rzuca beztrosko po falach, podczas gdy dzielni marynarze walczą o życie na tonącym okręcie. → powtórzenia

Gdy znów pogrążyłem się w letargu [+,] zobaczyłem

– Co robisz? – [W]wesołe ogniki w oczach odebrały mi jakiekolwiek złudzenia

– Nie odpowiada się pytaniem na pytanie… – [P]pewna siebie zrobiła zadziorną minę.

Strach, odrzucenie i beznadzieja wplątały się zgrabnie pomiędzy nici [+,] by zapełnić brakujące obszary.

Jestem tylko ciekawa [+,] co robisz.

Byle tylko dostać się do bańki

Zrobiłem krok w tył, a magiczna bariera otoczyła mnie troskliwie. Szybko wypełniłem bańkę swoimi emocjami i poczułem się taki… bezpieczny. Nikt nie mógł mi nic zrobić. Nikt nigdy nie przebił bańki, chyba, [-,] że sam ją rozbiłem. Ot, każdemu się zdarza. Jednak…

Wyciągnęła rękę i skierowała ją w kierunku mojego serca. Chwilę później natknęła się na magiczną barierę. Uśmiechnąłem się pod nosem, czując [+,] jak jest zdziwiona. To ja jestem panem bańki

Mimo to…

Bańka odpowiedziała. → powtórzenia

Przerażenie ogarniało mnie co raz bardziej → “coraz”

I wtedy poczułem [+,] jak spadam w tą szmaragdową burzę.

Szew wzmocnił się [+,] a brakujące elementy pojawiły się znikąd

I trwałem tak w ekstazie przez wieczność, aż do momentu [+,] gdy zdałem sobie sprawę [+,] kim ona jest…

Bo moja świadomość była pełna, cała napełniona jednym słowem….

Cóż, wychodzi na to, że władający magią, niekoniecznie muszą dobrze władać słowem. 

Po treści sądząc, autor to dość młoda osoba. Kilka lat ciężkiej pracy i może coś z tego pisania wyjdzie.

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Zgadzam się z Rooms – też mi się wydaje, że tekst wyszedł spod pióra młodej osoby. Opisujesz coś starego jak świat, ale fakt – w sposób nietypowy.

Interpunkcja i powtórzenia – te rzeczy przeszkadzały mi podczas lektury.

I przykład chyba jeszcze przez nikogo nie wymieniany:

czarne uczucia natychmiast zastąpiły myśli, które wesoło dryfowały dookoła mnie.

Ze zdania nie wynika, co zostało zastąpione przez co, trzeba zgadywać z kontekstu.

Babska logika rządzi!

Przypuszczam, że naiwna młodość przemawia przez ten tekst. Trochę frazesologi. Pomysł bardzo nienowy, ale daje radę. 

Pracuj.

F.S

Ciekawe porównanie z tymi bańkami. Ogólnie pomysł i wyobraźnia na plus. Na minus, że bardziej podchodzi pod scenko-impresję niż opowiadanie. Aha, i przesłanie też ładne. Niby banalne, ale coś w tym jest.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Jakkolwiek doceniam wysiłek opisania magii uczucia, to, niestety, tekst niespecjalnie mi się podoba. Mnogość powtórzeń i liczne usterki, o czym wspomnieli już wcześniej komentujący, a także zagmatwane zdania, skutecznie utrudniały lekturę. Poza tym nie wydaje mi się, aby ten tekst można nazwać opowiadaniem.

 

Żeby nikt nie za­uwa­żył w nas wro­gów, któ­ry­mi nie je­ste­śmy. – Skoro są nastawieni przyjaźnie, dlaczego ktoś miałby widzieć w nich wrogów?

 

Bo mamy do tego mocsiłę, żeby tak trwać. Mocsiła są synonimami.

 

Wy­jąt­ko­wa magia wy­ma­ga­ła wy­jąt­ko­we­go stanu, gdzie emo­cje łączą się… – Wy­jąt­ko­wa magia wy­ma­ga­ła wy­jąt­ko­we­go stanu, w którym emo­cje łączą się

 

we­so­łe iskier­ki po raz ko­lej­ny wy­le­cia­ły z jej oczu wprost ku mnie. – Którędy iskierki wylatują z oczu?

 

Strach, od­rzu­ce­nie i bez­na­dzie­ja wplą­ta­ły się zgrab­nie po­mię­dzy nici by za­peł­nić bra­ku­ją­ce ob­sza­ry. – Skoro obszarów brakuje, to jak można je zapełnić?

 

Nie jeden z na­szych oddał życie po sto­czo­nym po­je­dyn­ku.Niejeden z na­szych oddał życie po sto­czo­nym po­je­dyn­ku.

Czy to znaczy, że z pojedynku wychodzili cało, a potem umierali?

 

Wy­cią­gnę­ła rękę i skie­ro­wa­ła ją w kie­run­ku mo­je­go serca. – Paskudne powtórzenie.

 

I wtedy po­czu­łem jak spa­dam w  szma­rag­do­wą burzę.I wtedy po­czu­łem jak spa­dam w  szma­rag­do­wą burzę.

 

by na­peł­ni­ła moje serce jej wła­ny­mi emo­cja­mi. – Literówka.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nie moja bajka. Strasznie patetycznie i górnolotnie napisana scenka. Próba opisania skomplikowanych uczuć w tak krótkiej formie wymaga niezwykle sprawnego pióra, bo inaczej wychodzi infantylnie. 

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

Cześć wszystkim.

Przede wszystkim dziękuję za słowa krytyki, postaram się na przyszłość wyeliminować błędy w/w w komentarzach. 

Odnosząc się do komentarza Skulla – coś w tym jest. Wszelkie opisy, ktore są górnolotne i mogą wydawać się troszkę infantylne dla szerszej liczby odbiorców w świecie introwertyków nabierają sensu i znaczenia. 

Oczywiście w kwestii otagowania tekstu – jest to szort, nie opowiadanie.

 

Jeszcze raz dziękuję za wszelkie komentarze. Pozdrawiam.

Innie

Innie – niezupełnie. Sama jestem introwertyczką i tekst wydaje mi się raczej… młodzieńczy. Ale ja jestem dziwna.

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka