- Opowiadanie: MPJ 78 - Drugiego listopada

Drugiego listopada

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Drugiego listopada

Ciemno wszędzie, głucho wszędzie,

Co to będzie, co to będzie?”

 

Samochód pokonywał szybko kolejne kilometry, za oknami zapadał wczesny listopadowy zmierzch. Bronek Nałęczowski, czuł się nieco niekomfortowo jako pasażer, ale poświęcenie to, miało mu się opłacić. Jechał na spotkanie rodziny i znajomych swojej narzeczonej, Marioli Mareckiej. Znał już co nieco to towarzystwo, liczył więc na degustację płynów, których spożycie wyklucza prowadzenie auta. Ten związek był tyleż fascynujący, co trudny. Marecka to osoba dalece niestandardowa. Fizycznie wszystko miała na swoim miejscu, co nie raz i nie dwa, Bronek osobiście stwierdził. Badania te, były bardzo przyjemne, a entuzjazm Mariolki w tym zakresie, potrafił wielokrotnie podrywać go do czynu. Niestandardowość zaczynała się na poziomie pomysłów. Jego dziewczyna miała co tu dużo mówić, nierówno pod sufitem. Na szczęście jej szaleństwo można było podzielić na korzystne i akceptowalne. Świetnym przykładem wariantu korzystnego, był sposób w jaki zarobili na dom z ogrodem pod Warszawą. Osoba poważna i odpowiedzialna, nie próbowałaby „opodatkowywać” nieuczciwych polityków i biznesmenów. Mariolka nie tylko wpadła na taki pomysł, ale i potrafiła go wprowadzić w życie. Dbając przy tym aby sami „opodatkowani” byli przekonani o tym, iż robią interes życia piorąc lewą kasę przez system zagranicznych fundacji i firm. Szaleństwa akceptowalne, zazwyczaj dotyczyły jej rodziny. Jej rodzice wierzyli, iż potrafią zachować wieczną młodość i mają nawet po kilkaset lat. Owszem trzymali się dobrze, ale to nie powód do wyciągania takich wniosków.

 

Nawet najdłuższa trasa kiedyś się kończy. Ta zaś do długich nie należała, sto kilometrów od Warszawy, to przecież ledwie godzina z okładem drogi. Samochód Mariolki przejechał przez wielką kutą bramę i znaleźli się na terenie otoczonej gęstym żywopłotem posesji. Bronek rozglądał się chwilę i oczom swym nie wierzył.

– Kotuś twoi rodzice kompletnie odjechali? – wyszeptał konspiracyjnie

– A co się stało? – Mariolka rozglądała się z wyraźnym zaskoczeniem

– Jest drugi listopada, noc, w powietrzu wisi coś pomiędzy mgłą a mżawką, temperatura minimalnie ponad zerem, a oni robią ognisko na świeżym powietrzu.

– To jest taka stara tradycja.

– Tradycja? Słoneczko wiem, że wy lubicie przyznawać się do różnych starych zwyczajów, ale o tym nie słyszałem.

– Miśku, przecież nawet w szkole o tym było.

– Kochanie wierzę ci. – Bronek mówił to dla świętego spokoju. – Może mnie nie było na lekcji?

– Możliwe. – Głos Mariolki wskazywał na głęboki sceptycyzm, co do takiej możliwości.

– Co jest w tamtym namiocie? – Bronek postanowił szybko zmienić temat.

– Przekąski i napoje.

– Kochanie, było tak od razu. – Nałęczowski na słowo napoje zareagował dość entuzjastycznie.

 

Szybko się okazało, że namiot przyciągał imprezujące towarzystwo niczym bezpieczny port okręty. Bronek uczciwie pracował na dobrą opinię u potencjalnych teściów. Wypił z Mareckim po kieliszku ducha puszczy. Zakąsili pieczenią i ogórkiem. Porozmawiał chwilę i już pił następną kolejkę, tym razem wódki powstałej na bazie miodu. W rozmowie nie żałował superlatyw odnośnie mięsiwa i napojów, co wyraźnie podobało się gospodarzowi. Agnieszka Marecka, matka Mariolki wniosła jeszcze gorące pieczywo z własnego wypieku. Nałęczowski już był przy niej i pomagał ustawić je na stole. Oczywiście nie omieszkał się poczęstować, rewanżując się szerokim wachlarzem komplementów. Mariolka krążyła to tu, to tam i przedstawiała go kolejnym swoim braciom i siostrom oraz krewnym i znajomym. Na zegarze jeszcze nie było północy, zegarek na ręku sugerował parę minut po dwudziestej trzeciej, kiedy Bronek wychwycił zmianę. W namiocie i przy ogniskach pojawiły się postacie w strojach historycznych. Na ten widok skrzywił się paskudnie. Dobrze pamiętał awanturę, którą urządziła mu narzeczona, po propozycji wybrania się na imprezę halloweenową. A tu proszę, jest spotkanie i przychodzą przebierańcy. Jakiś cudak w stroju á la druid rozmawia przy ognisku z filigranową blondynką, znajomą Mareckich. Pan Marcin, przy wejściu do namiotu, tłumaczy coś husarzowi w napierśniku i skrzydlatym hełmie. Agnieszka z matczyną czułością całuje na powitanie jakiegoś, góra dziewiętnastoletniego szwoleżera, w mundurze z czasów II RP. Jego dziewczyna przy ognisku wita się z jakąś dziewczyną ubraną w panterkę z biało-czerwoną opaską i plisowaną sukienkę. Po ponad roku związku z Marecką nieźle orientował się w historii. Dzięki temu dostrzegał totalny miszmasz, kręcący się przy ognisku. Ludzie w płytowych, renesansowych zbrojach, średniowieczne kapoty, damy noszące dziewiętnastowieczne gorsety, barokowe szlachcianki, mundury z epoki napoleońskiej. Szaleństwo, którego na trzeźwo nie sposób ogarnąć.

Po wypiciu kolejnego kieliszka, Bronek zrozumiał jaki błąd popełnił. Alkohol wyzwala w ludziach różne rzeczy. W nim budził bestię szerzącą wokół spustoszenie. Najgorsze było to, iż drzemiący potwór nie był jaskiniowym prymitywem wymachującym na prawo i lewo pięściami, czy jakimkolwiek innym substytutem maczugi. Jego bestia był najstraszniejszą ze strasznych, pozbawionym instynktu samozachowawczego kretynem mówiącym to, co myśli. Znak tego, iż potwór ów się obudził był dyskretny. Żaden tam ryk godzien mieszkańca leśnych ostępów, czy ślady łap na śniegu. Nałęczowski normalnie był praworęczny, ale kiedy miara alkoholu przekraczała poziom kontroli nad bezwarunkową szczerością, zaczynał pić lewą ręką, tak jak teraz.

Zimny pot zrosił mu czoło. Jak na złość Mariola właśnie teraz maszerowała w jego stronę w towarzystwie przedwojennego szwoleżera i dziewczyny jakby żywcem wyjętej z powstańczej kroniki.

– Bronku chciałabym przedstawić moje starsze rodzeństwo, Jankę i Antka.

– Bardzo mi miło – Bronek staromodnie pocałował w rękę siostrę Janki.

– Serwus. – Antek mocno uścisnął mu dłoń.

– Więc to jest ten twój kawaler Mariolciu. – Janka taksowała go ciekawym wzrokiem.

– Wygląda na słabego, pewnie w wojsku nie był. – Dorzucił pogardliwym tonem Antek.

– Tak samo jak ty. Grupa rekonstrukcyjna, to nie jest wojsko. – Bronkowa bestia zaczęła się budzić.

– Żadna tam grupa rekonstrukcyjna, tylko trzeci Pułk Szwoleżerów Mazowieckich. – Z głosu Antka biła duma.

– Weź facet nie ściemniaj. – Bronek był szczery do bólu. – Masz góra dziewiętnaście lat, pobór zniesiono sześć lat temu. Nie służyłeś w wojsku jako trzynastolatek, prawda? Gdybyś teraz poszedł na ochotnika, to miałbyś na sobie zgodnie z przepisami współczesny mundur. Tymczasem paradujesz w mundurze z lat trzydziestych. Jakby tego było mało, podajesz jako swój przydział pułk, który przestał istnieć w tysiąc dziewięćset trzydziestym dziewiątym roku.

– Siostrzyczko, on nic nie wie. – Głos Antka był pełen wyrzutu.

– Nie powiedziałaś mu?! – Janka była wyraźnie zaskoczona.

– Mógłby nie uwierzyć, wolałam by sam się przekonał. – Mariolka miała w oczach dziwny błysk.

– Niby do czego mam się przekonać, że balowanie na Halloween uważacie za głupie i złe? Sami robicie imprezę dwa dni później. Różnica jest taka, że macie lepsze jedzenie i alkohol niż inni. Ponadto zamiast za upiory i duchy przebieracie się w stroje historyczne. – Bestia siedząca w Bronku była w formie, wypunktował kontrrozmówcę.

– Mariolciu trzeba przyznać, kawaler ci się udał. Dedukuje w stylu doktora Watsona, pije jak kawalerzysta i prawdę mówi niczym mnich. – Janka zdawała się być wyraźnie rozbawiona.

– Wiedziałam, że wam się spodoba, to dobry chłopak, tylko w niektóre sprawy trzeba go wdrażać powoli.

– O czym wy mówicie?

– Rozumiesz jaka jest różnica między imprezą na Halloween a naszą? – Spytał Antek

– Kostiumy? – Bronek był lakoniczny.

– Miałaś rację, trzeba go wdrażać stopniowo. – Stwierdziła Janka.

– Chociaż ty mogłabyś mi nie przerywać. – W głosie Antka był wyrzut. – Otóż podstawą Halloween i naszych polskich dziadów, była wiara w to, iż tego dnia duchy zmarłych są bliżej żyjących niż zwykle. Słowianie skupili się na tym kto przybywa. Wyszło im, że to dziadowie, znajomi, krewni, ogólnie swojacy. Dlatego podejmowano szereg działań mających ułatwić przybycie i ugościć odpowiednio. Rozpalano wielkie ogniska by oświetlić duchom drogę i dać zmarzniętym duszom ciepło, ustawiono stoły z poczęstunkiem. Celtowie a więc protoplaści Szkotów i Irlandczyków skupili się na tym, że duchy mogą coś chcieć od żywych. To byli wyjątkowo gospodarni ludzie, więc postanowili przyoszczędzić. Uznali, iż tego dnia wszelkie światła powinny być wygaszone by duchy błądziły. Żywi ubierali się najgorsze ubrania i zakładali maski, mające w ich mniemaniu przerazić duchy.

– A co to ma wspólnego ze współczesnością? Dziś nikt nie wyłączy światła, ani nie gasi świec w szczerbatych dyniach. Liczy się impreza, dobra zabawa, a nie rytuał.

– Tyle, że intencja została i przy naszym spotkaniu i przy Halloween. Do tego dla mnie osobiście jest obraźliwe mniemanie, iż byle maska miałaby mnie przestraszyć.

– Pewnie dlatego, że nie jesteś duchem. – Niekiedy bronkowa bestia starała się być zabawna.

– No i widzisz, jak by ci tu powiedzieć…

– Facet przestań. Owszem, jesteście z rodzinki oryginałów jakich mało. Wasi rodzice a czasem i Mariolka, między wierszami sugerowali nie raz i nie dwa, że żyjecie dłużej niż zwykli ludzie. Faktem jest, że pan Marcin i pani Agnieszka, jak na swój wiek trzymają się świetnie. Wszystko fajnie, ale każdy kawał ma swoje granice. Możesz sobie darować wmawianie mi, że jesteś duchem. Ściskałem na powitanie twoją rękę, wiem że jesteś materialny.

– Mariola! – Janka była wyraźnie oburzona. – Wytłumacz swojemu kawalerowie kim jesteśmy, bo inaczej ja to zrobię.

– Widzisz Bronku, Słowianie mieli dużo racji w tym co robili, ten czas faktycznie jest szczególny.

– Dziewczyno, to nie są duchy, tylko przebierańcy…

– Kawalerze wiem co zaraz powiesz. – Janka była podejrzanie spokojna. – Duchy nie mają ciała, a ty nas dotykałeś. Duchy powinny wyglądać strasznie a my jesteśmy eleganccy. Tylko widzisz my przybywamy spotkać się z rodziną, więc nam nie wypada przyjść w łachmanach.

– Nie nazwałbym eleganckim zestawienia wehrmachtowskiej czapki polowej, panterki i plisowanej sukienki. – Bronek ciągle był pod wpływem swojej bestii.

To można zmienić. – Janka pstryknęła palcami i nagle elementy munduru znikły ustępując miejsca lekkiej letniej sukience, białym podkolanówkom i pantofelkom. Zakręciła się w miejscu i rozbawiona zapytała. – Wystarczająco elegancko?

– Jaaak too zroobiałaaaś – Nałęczowski zaczął się bać

– To proste, a jak się nie ma ciała. Tak na marginesie, czy twoim zdaniem teraz jestem wystarczająco przezroczysty na jak na ducha? – Antek wyglądał jak szklany posąg.

 

Bronek spojrzał na Jankę, popatrzył dziwnym wzrokiem na Antka i zemdlał.

– Coście, najlepszego zrobili. – Mariola była wściekła – Przecież coś mu się mogło stać.

– Siostrzyczko byliśmy grzeczni. – Głos Janki był głosem kilkuletniej dziewczynki.

– Akurat. Właśnie widzę tę waszą grzeczność. Chłopak mi zemdlał, nawet nie wiem czy z tego wszystkiego nie sfiksował. Prosiłam was, byście wprowadzali go w nasze klimaty delikatnie.

– Byłam delikatna, nie straszyłam go tylko na jego prośbę zmieniłam sukienkę na bardziej elegancką. – W tym momencie obie dziewczyny żywa i będąca duchem spojrzały jak na komendę w stronę Antka.

– No co, chciał mniej widzialnych duchów to ma. Zresztą zasłużył sobie. Znalazł się miłośnik Halloweenu. Będzie mnie, albo Jankę, taki durną maską straszył.

– Daj spokój może faktycznie ciut przesadziliśmy z tym Mariolkowym kawalerem?

– Janka, ty go nie broń. Zobaczył, że jestem przezroczysty i siup leży jak pensjonarka. Co ja mówię, ty byłaś pensjonarką i to o niebo odważniejszą od niego. W czterdziestym czwartym miałaś po drugiej stronie barykady esesmanów Dirlewangera i nie pękałaś. Gdyby, on zobaczył tych psychopatów pozbieranych z niemieckich więzień w akcji, to dopiero mógłby coś powiedzieć o strachu. Przy nich to nawet stukasy w akcji, co je miałem w trzydziestym dziewiątym, czy ataki na bagnety, to betka.

– Dzieci spokój proszę. – Agnieszka podeszła zobaczyć co się dzieje. – Zrobimy tak. Jak Bronek wytrzeźwieje i oprzytomnieje, to pewnie będzie myślał, że za dużo wypił. Wy – tu zwróciła a się do duchów – grzecznie przeprosicie go we śnie za całe zajście.

– A jak on nie zrozumie i się przestraszy? – Antek miał minę, jakby coś kombinował.

– Wtedy sobie z tobą za rok bardzo poważnie porozmawiam. Rozumiemy się?

– Tak jest.

– Dobrze. Ty młoda damo – tu zwróciła się do Mariolki – delikatnie go do tego przygotujesz.

– Zrobię, co tylko możliwe.

– No dobrze a teraz połóżcie go na ławie i chodźcie do ogniska niedługo nadejdzie czas pożegnania, a chciałabym z w wami – tu zwróciła się do Antka i Janki – jeszcze trochę porozmawiać.

Koniec

Komentarze

Interpunkcja bardzo – bo już od pierwszego akapitu – zgrzyta i to na tyle, że wybija nieprzyjemnie z rytmu. Może poddaj opowiadanie korekcie? Na razie odkładam lekturę na jutro :)

Wyszłaby z tego całkiem sympatyczna historia, gdybyś jeszcze ze trzy razy przeczytał opowiadanie i poprawił błędy, bo jest ich w cholerę i jeszcze trochę. Z przecinkami bardzo dziwne rzeczy się dzieją: gdy są potrzebne, to ich nie ma, a gdy są zbędny, jest ich aż nadto. Czasami na końcach zdań brakuje kropek, ucięło Ci też parokrotnie ogonki przy ę i ą. 

Poza tym popełniłeś szereg rozmaitych błędów, dla przykładu:

 

halloween'ową

Zbędny apostrof. 

 

– Bardzo mi miło – Bronek staromodnie pocałował w rękę siostrę Janki [-],

– Serwus [+]. – Antek mocno uścisnął mu dłoń.

– Więc to jest ten twój kawaler Mariolciu [+]. – Janka taksowała go ciekawym wzrokiem.

– Wygląda na słabego, pewnie w wojsku nie był. – dorzucił pogardliwym tonem Antek [+].

– Tak samo jak ty. Grupa rekonstrukcyjna, to nie jest wojsko. – bronkowa bestia zaczęła się budzić.

Niemalże w każdym zdaniu w przytoczonym fragmencie jest jakiś błąd. Wygrzeb sobie gdzieś poradnik poprawnego zapisywania dialogów. 

Takie z pozoru głupoty bardzo utrudniają skupienie się na historii. A szkoda, bo pomysł, choć nienowy, wydaje się fajny. 

 

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

Chyba się o tydzień spóźniłeś? ;-)

Koncepcja ciekawa, ale łatwo domyślić się, co jest grane – w końcu jesteśmy na portalu fantastycznym. A potem już nie ma większych szans na zaskoczenie czytelnika.

Warsztat jeszcze do doszlifowania. Kuleje interpunkcja. Wołacze, MPJ, oddzielamy przecinkami od reszty zdania. Robisz błędy w zapisie dialogów. Kilka literówek, powtórzenia.

Ten związek był tyleż fascynujący, co trudny. Marecka była osobą dalece niestandardową. Fizycznie wszystko było na swoim miejscu, co nie raz i nie dwa, Bronek miał okazję osobiście stwierdzić. Badania te, były bardzo przyjemne,

Przykład namiętnie powtarzanego słowa. Spróbuj ograniczyć te były. To poprawi tekst. Ostatni przecinek zbędny.

Babska logika rządzi!

Mi się tak średnio podoba. Zbyt oczywiste moim zdaniem, ale dialogi nawet miło się czyta. 

przeczytałem 2 pierwsze części tekstu. nie podoba mi się.

– poświęcenie bycia pasażerem, gdy prowadzi kobieta, żeby się później napić – hmm, ale przecież dopiero jechali na imprezę i mógł prowadzić, czy się mylę? 

– dziewczyna miała nierówno pod sufitem, bo:

naciągała cwaniaków i oszustów większego kalibru – to mogę zrozumieć

jej rodzice wierzyli, iż mają kilkaset lat i wieczną młodość  – tu coś nie tak, chyba trzeba napisać, iż podzielała wiarę rodziców w ww.

– gość widzi ognisko i namiot w paskudną pogodę i ……uważa, iż gospodarze (rodzice jego dziewczyny) zgłupieli/odjechali (mimo iż przyjechał się napić), co więcej wyraża swoją “dezaprobatę” w jej obecności – mnie to nie przekonuje, no chyba że to żulek knajpiany, ona podobnie, a przyjechali starym fiatem (chyba nie skoro naciąga biznesmenów i polityków na przekręty finansowe, a posesja jest wypasiona).

Ignorancja to cnota.

Przeczytałem.

Wydaje mi się, że wszystkie słabości tekstu zostały zauważone i wymienione.

 

Sprawnie, aczkolwiek bez szaleństw. Przebrzmiewa patriotycznie, aczkolwiek z nutką swojskich “płynów i entuzjazmu Mariolki”. Słowem: lekkoDUCH. Próbuj dalej:)

Interpunkcja, no cóż po raz kolejny poległem.

 

Opowiadanie jest spóźnione to fakt. Po prostu miałem trochę młynu w pracy i po pracy brakowało siły i determinacji by jego powstawanie przyspieszyć.

 

Błędy postaram się usunąć, choć po wczorajszym przejrzeniu i uznaniu, że jest ok, jakoś czarno to widzę.

 

Przykro mi to pisać, bo pomysł był, nawet niezły, ale został niemal żywcem pogrzebany przez fatalne wykonanie.

Mam nadzieję, że Twoje kolejne opowiadania będą napisane zdecydowanie lepiej.

 

Osoba po­waż­na i od­po­wie­dzial­na, nie pró­bo­wa­ła by „opo­dat­ko­wy­wać” nie­uczci­wych po­li­ty­ków i biz­nes­me­nów.Osoba po­waż­na i od­po­wie­dzial­na, nie pró­bo­wa­łaby

 

Bro­nek roz­glą­dał się chwi­le i oczom swym nie wie­rzył. – Literówka.

 

Głoś Ma­riol­ki wska­zy­wał na głę­bo­ki scep­ty­cyzm… – Literówka.

 

na­miot był jed­nym z waż­niej­szych punk­tów im­pre­zy, przy któ­rym to­czy­ło się życie to­wa­rzy­skie. – Czy życie towarzyskie może toczyć się przy punkcie imprezy?

 

Po­roz­ma­wiał chwi­le i już pił na­stęp­ną ko­lej­kę… – Literówka.

 

Na ze­ga­rze jesz­cze nie było pół­no­cy, choć już było po dwu­dzie­stej trze­ciej… – Powtórzenie.

 

Jakiś cudak w stro­ju a’la druid… – Jakiś cudak w stro­ju à la druid

 

Lu­dzie pły­to­wych re­ne­san­so­wych zbro­jach… – Lu­dzie w pły­to­wych, re­ne­san­so­wych zbro­jach

 

Bro­nek sta­ro­mod­nie po­ca­ło­wał w rękę sio­strę Janki – Brak kropki na końcu zdania.

 

Roz­pa­la­no wiel­kie ogni­ska by oświe­tla­ją­cych du­chom drogę, da­ją­cych zmar­z­nię­tym du­szom cie­pło, usta­wio­no stoły z po­czę­stun­kiem. – Raczej: Roz­pa­la­no wiel­kie ogni­ska by oświe­tlić du­chom drogę i dać zmar­z­nię­tym du­szom cie­pło, usta­wio­no stoły z po­czę­stun­kiem.

 

Żywi ubie­ra­li się naj­gor­sze, ubra­nia i za­kła­da­li maski… – Chyba miało być: Żywi ubie­ra­li się w naj­gor­sze ubra­nia i za­kła­da­li maski

 

Pew­nie dla tego, że nie je­steś du­chem.Pew­nie dlatego, że nie je­steś du­chem.

 

Nie­kie­dy bron­ko­wa be­stia sta­ra­ła się być za­baw­na.Nie­kie­dy Bron­ko­wa be­stia sta­ra­ła się być za­baw­na.

 

No i wi­dzisz, jakby ci tu po­wie­dzieć… – No i wi­dzisz, jak by ci tu po­wie­dzieć

 

Wła­śnie widzę waszą grzecz­ność.Wła­śnie widzę waszą grzecz­ność.

 

Pro­si­łam go by­ście wpro­wa­dza­li go w nasze kli­ma­ty de­li­kat­nie. – Raczej: Pro­si­łam was, by­ście wpro­wa­dza­li go w nasze kli­ma­ty de­li­kat­nie.

 

Daj spo­kój może fak­tycz­nie ciut prze­sa­dzi­li­śmy z tym ma­riol­ko­wym ka­wa­le­rem?Daj spo­kój, może fak­tycz­nie ciut prze­sa­dzi­li­śmy z Ma­riol­ko­wym ka­wa­le­rem?

 

Co ja mówię, ty byłaś pen­sjo­nar­ką i byłaś o niebo od­waż­niej­sza od niego. – Powtórzenie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Poprawki naniesione, uczciwie biję się w piersi. Obiecuję też betować przyszłe teksty. Inna sprawa, że w tym przypadku było na to ciut za późno. 

Mam nadzieję, że w przyszłości będzie tylko lepiej. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Gdzieś już słyszałem tę melodię i takie przewidywalne, ale to nauczka na przyszłość :)

F.S

Sporo błędów interpunkcyjnych.  Np.:

Bronek Nałęczowski, czuł się nieco niekomfortowo jako pasażer, ale poświęcenie to, miało mu się opłacić.

Drugie zdanie – dwa zbędne przecinki.

 

Historia sympatyczna, ale bez błysku, podobnie zakończenie.

 

Sympatyczna popijawa, mimo różnych technikaliów nawet mi się podobało. Nie każda historia musi przeradzać się w coś wielkiego.

Ja, na miejscu Bronka, zastanawiałbym się na czym teściu ten bimber pędzi. :)

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Pomysł bardzo mi się spodobał, lubię takie lekkie, humorystyczne opowiastki.

Ale, jak już ładnie wypunktowali przedpiścy, w tekście jest sporo błędów, przydałaby się solidna beta. Zgadzam się też z Katastrofem – pojawiło się trochę nielogiczności, które nieco przeszkadzały.

Na początku miałam wrażenie, że czytam jakąś historię z Detektywa… Imię Nazwisko robił coś z Imię Nazwisko. Według mnie, mimo niekiedy błędnego zapisu, lepiej wychodzą Ci dialogi. Nad opisami zdecydowanie powinieneś popracować. No i wrzucaj koniecznie na betalistę.

Tragedii nie ma, ale mogłoby być znacznie lepiej, bo pomysł miałeś fajny :)

Nowa Fantastyka